4piętro (romantyka)

4 piętro


Rozdział 1


Czerwona spódnica powiewała łagodnie. Czarne cienkie rajstopy, z założenia miały chronić nogi przed zimnem wiosennego poranka, ale były tylko wizualnym ozdobnikiem do reszty ubioru. Spojrzała na swój nowy dom, pokój na 4 piętrze, w hotelu przy ul. Zamieście 9. Prawdziwy pokój, nie pół pokoju, nie połowa mieszkania, ale cały 2 pokojowy “apartament”, i to w drugim hotelu na liście w rankingu jaki przygotowała, po otrzymaniu pracy w pobliskiej kancelarii prawnej. Chyba to mi się śni – myśl sama zmaterializowała się w jej głowie.

Odwróciła się do swojego 2 letniego “milusia”, jak nazywała swoje skromne autko i wyciągnęła duży karton, łapiąc 2 reklamówki do każdej dłoni. Wyprostowała się nie pewnie i zamknęła klapę bagażnika.

Jej białe obcasy odbijały się echem po skromnej, przytulnej ulicy. On słyszał tylko przytłumione puknięcia, stał właśnie przed ladą portierni, a zarazem skromnego mini biura. Plakietka odbijając światło wschodzącego słońca, coraz wyżej odblaskiwała refleksami na ścianach, prezentując rozmazane imię Warmir. Jego spojrzenie padło na drzwi wejściowe, pracując tu 7 lat jego zmysły zdołały się wyostrzyć do tego stopnia, że przewidywał wejście klienta zanim ten zdecydował lub nawet o tym pomyślał aby wejść, do tego dobrego i dobrze ocenianego hotelu, ale za małego na wielkie gwiazdy. Brakowało w nim prawdziwego apartamentu, lśniącego i wypchanego do granic możliwości duperelami w stylu złota i metalu, oraz osobistych lodówek wielkości szafy, czy łazienki, w której zmieścił by się basen. Brakowało też dużych pokoi. Dwu pokoje wszystkim wystarczały i hotel nie narzekał na klientów, ale jednak przydały by się większe pokoje.

Zobaczył ją z daleka, jak szła zmierzając do wejścia, niosącą wielkie pudło przesłaniające całą jej górną część ciała i dwie dyndające reklamówki po bokach. Nie wiele, chyba tylko krótki pobyt – wydedukował Wermir.

Drzwi otworzyła mocnym pchnięciem. Lekkie skrzypienie obwieściło przybycie nowego lokatora. Wkroczyła do małego przedsionka, jasno brązowa wykładzina stłumiła stukot obcasów. Ręce lekko jej drżały i wiedziała że hotelu, przy ulicy Zamieście 9 nie posiadał boy-a hotelowego, ani tragarza, nie posiadał też jednej windy, ma ich aż 3 – co 4 piętra usytuowane w innym miejscu, taki kaprys konstruktora.

Pudło opadło głucho na fotel w głębi przedsionka. Wermir zobaczył jak jego oczom ukazuje się kobieta o kasztanowych włosach i nawet ładnej twarzy. Była szczupła, to trzeba było jej przyznać jak na swój wiek. Piersi bez stanika falowały unoszone życiową czynnością oddychania. Zapomniała założyć, czy to tak specjalnie – przeleciało przez głowę Warmira. Podeszła trochę wyniosłym krokiem do blatu portierni.

–Maria Adicka – wydyszała.

–Tak, już sprawdzę – odpowiedział jej Warmir. – Pokój na 4 piętrze, numer 42, tak Maria Adicka. Zapłacone z góry za cały rok. Zna pani regulamin? – Jego spojrzenie padło na jej zielone oczy.

– Tak. – usłyszał w odpowiedzi – Żadnych zwierząt, chyba że mam na to pozwolenie kierownictwa hotelu. Palarnia jest na końcu korytarza, nie pali się w pokojach. Zakłócanie porządku lub “głośne zamieszkiwanie” jest karane wezwaniem służb porządkowych i karą pieniężna dołożona do czynszu. Tak znam specyficzni regulamin tego hotelu. – Przerwała i przyjrzała się plakietce z uśmiechem, która w cieniu Mari już nie świeciła blaskiem – panie Warmir. Mężczyzna w wieku, jak przypuszczała, 34 lat z jasno kasztanowymi włosami i niebieskimi oczami. Tak te oczy działały na kobiety zniewalającą, ale on nie zwracał chyba na to uwagi, lub nie widział o tym. Budowę ciała miał przeciętną, rękawy stroju służbowego były prawie wypchane, więc miał mięśnie, ćwiczył. Teraz uśmiechał się do niej, ładny uśmiech – przeleciało jej przez głowę. Stop – skarciła się sama, mam 45 lata, nie w głowie mi bzdury. Ale drugi wewnętrzny głos nie dawał za wygraną, zapytaj czy ma kogoś. Obrączki nie zauważyła na palcu jak przeszukiwał listę rezerwacji, więc jest może wolny.

Warmir patrzył na nią z zainteresowaniem i wyciągnął z pod lady mały elektryczny breloczek. Patent stosowany tylko tutaj. Pilot do pokoju, którym obsługiwano drzwi, światło oraz okna. Wszystko można było obsłużyć ręcznie, ale wygoda wymagana przez lokatorów spowodowała do zastosowania takiego małego wygodnego patentu. – Proszę – wymamrotał. Miał dość tej gapiącej się kobiety. Kobiety nawet ładnej – przemknęło przez myśl Warmirowi- Ale czy znajdzie się wreszcie kobieta, która potraktuje go jak mężczyznę, a nie okaz seksu i rozpusty? Nie był ją zainteresowany. Takie jak ona przewinęło się wiele przez hotel, odkąd jest portierem i wiele próbowało swoich sił, ale żadna nie podbiła tego serca.

Odebrała breloczek lekko się rumieniąc. Dlaczego się na niego gapiła, wyszła na idiotę – myśli powoli i mozolnie przelatywały jej przez umysł. Podeszła do pudła i dwóch reklamówek zostawionego w głębi przedsionka. Mięśnie znów się naprężyły w wysiłku nad ciężarem podnoszonych rzeczy. Czuła jego wzrok na sobie, lekko się uśmiechnęła wiedząc, że może to gapienie się dało jakiś efekt. Skarciła się za swoje rumieńce, czy zawsze musi się rumienić jak ktoś jej się podoba, albo jest zdenerwowana – podeszła do windy i nacisnęła guzik przywołujący. Zgrzytnięcie oznajmiło zjeżdżającej windy. Drzwi rozsunęły się powoli i łagodnie. Białe obcasy zadzwoniły na podłodze. Przesunęła palcami po panelu z przyciskami. Wyczuła ostatni na samej górze guzik i wcisnęła go gwałtownie. Drzwi zamknęły się powoli i łagodnie jak się otwarły. Lekkie szarpnięcie powiadomiło że winda mija pierwsze piętro. Nie czekała długo, kiedy znalazła się na 4 piętrze. Lekko odchyliła się i spojrzała przed siebie. Korytarz nie był długi, sześć drzwi po prawej i siedem lewej stronie. Zrobiła kilka kroków i spojrzała na tabliczkę na drzwiach po prawej, numer 49. Skierowała się po skosie do drugich drzwi po lewej, odchyliła się i zmarszczyła brwi. Co jest do cholery – zaklęła w duchu. Na drzwiach była tabliczka z namalowanym numerem 45. Położyła karton i reklamówki na ziemię i rozglądała się. Numer 41 nie był jak by można przypuszczać zaraz przy windzie po lewej, ale widniał tam numer 43 , zaś następne drzwi to 45 a nie 42. To chyba żart, głupi żart – myśli przyspieszyły biegu. Już chciała zejść na dół i zapytać czy fajnie się bawi,pan Warmir, ale zrezygnowała. Na samym końcu korytarza spostrzegła tabliczkę z numerem 42. Może tak ma być, takie głupie urozmaicenie, pomyślała. Złapała karton, reklamówki i skierowała się do drzwi z tabliczką 42. Przytrzymała kolanem pudło i nacisnęła guzik na pilocie. Drzwi odskoczyły jak by je pociągła niewidziana ręka. Weszła do mini przedpokoju, ściągneła obcasy i wkroczyła do pokoju, gdzie znajdowało się łóżko i jeden stolik nocny. Dywan miło łaskotał jej stopy w czarnych rajstopach. Światło wpadające przez okno powodowało, że pokoik był przytulny i miły. Po lewej znajdował się wnęka, przy której stał stolik z talerzem owoców, po prawej drzwi do drugiego pokoju. Zrobiła kilka kroków w kierunku drzwi i minęła drzwi do łazienki. Spojrzała przez uchyloną szparę, lekko rozwartych drzwi. Pokój był mały, znajdowało się w nim biurko z krzesłem biurowym, bez kółek, szafa z lustrem i obraz z pejzażem. Odwróciła się i teraz spostrzegła, że w pokoju głównym znajduje się pusty regał i półka. Przypomniała sobie o drzwiach, nacisnęła na guzik usłyszała ciche metaliczne kliknięcie zamka magnetycznego. O to jej pokój, jej apartament, mieszkanie, jej własne. I runęła na łózko z impetem, nie zważając że jej spódnica i biała bluzka się pogniecie. Zamknęła oczy i rozmarzyła się nad tym co ją spotkało. Dostała rozwód 5 dni temu, a już ma nową pracę, nowe miejsce, gdzie nie musi się martwić o wyrzucenie. Myśli wypełniły jej błogi stan.

Hotel przy ulicy Zamieście 9, 4 piętro. Z trzema windami i dziwnym układem pokoi, oraz niebieskookim portierem. Drzwi windy otworzyły się powoli i łagodnie zamknęły. Winda zabuczała i zjechała w dół. Kiedy znowu wjechała na piętro, wyszła z niej pokojówka i wprowadziła na piętro wózek z przyborami do czyszczenia i mycia, oraz mini odkurzacz. Prowadziła go powoli. Pokoje migały powoli, 43, na przeciw 49, 45 -41, 46-48, schody na wyższe piętro i dopiero 42-40, a zaraz obok 42 i 47 oraz drzwi do składziku. Zatrzymała się przed 42 i nacisnęła guzik pilota, przed nią ukazał się mini przedpokój, powoli wkroczyła do pokoju pchając wózek.

W tym czasie Maria rozkoszowała się błogimi myślami o tym, jak ułożyło jej się życie po tylu nie powodzeniach. Usłyszała gdzieś w oddali nikłe szmery, które jak przypuszczał, oznaczyły pokojówkę, albo wychodzącego lokatora. Co ją to obchodzi – pomyślała i uśmiechnęła się w duchu. Jest u siebie i inni ją nie obchodzą. No może nie wszyscy, ale teraz jest tylko ona. Szkoda, że ten niebieskooki portier nie może teraz wkroczyć do jej pokoju i mnie zdobyć. Nie, przestań – skarciła swoją wyobraźnie. Choć wiedziała, że jej wyobraźnia już utworzyła całą wizję tego spotkania z szczytowaniem i nie okiełznanym seksem. – myśli przepływały jej błogo, rozkoszowała się tym, że ją łapie w ramiona i przytula, mocno i najpierw powoli a później coraz szybciej wnika w nią, jak rozkoszują się sobą i spoceni namiętnością wtulają się w siebie. Dobrze że to tylko wyobraźnia. Ale taka realna, zbyt realna. Kiedy to ostatni raz robiłaś – myśl sama ją zaskoczyła. Dawno, na pewno zbyt dawno. Ale nie zapomniałam rozkoszy, wzdrygnęła się swoją odpowiedzią i spojrzała w sufit. Nie zapomniała, tego jest pewna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz