alkatoria (s-f)

Alkatoria

Rozdział 1



Markus lekko odchylił się od ściany. Jego maskowanie działało bez zarzutu, przylepce na korpusie i nogach trzymały jego ciało stabilnie i mocno. Kontem psonicznego oka przeszukał pokój koło miejsca gdzie był przylepiony. Czekał na ofiarę, która miała zginą z jego ręki. Zlecenie dała mu żona ofiary i zapłaciła z góry. Musiała nienawidzić tego skurwysyna za jego zdrady. Ale to już nie jego sprawa, ktoś płaci, Markus wykonuje, tak jest do 2 lat, wyrobił sobie renomę w tym regionie jak i innych planetach układu Ziera. Układu, który ma tylko, lub aż 3 lata od matki ziemi. Usłyszał szczęknięcie zamka w mechanizmie blokady pola zabezpieczeń pomieszczeń mieszkania. Czekał, widział że facet nie będzie głupi i nie wyłączy wszystkich zabezpieczeń i posiada pole rozpoznawania ciała. Jego sensory słuchu przenikały ściany i wychodziły po za drzwi. Drzwi, które wcześniej były metalowe w jedną chwilę zmieniły się w giętką pasę i zrolowały się na bok. Markus nadal czekał, jego cel wszedł do pokoju, zrolowane drzwi momentalnie wyprostowały się, tworząc znowu stałą metalową bramę. Markus wyczekiwał momentu, aby przebić tytanową szybę i zadać ostateczny cios. W tym samym momencie kiedy on wyczekiwał momentu do ataku, z drugiej strony okna, poderwało się coś co zawisło na sekundę w powietrzu i z impetem wbiło się w szybę, rozbijając ją na masę kawałków. Markus znieruchomiał i naprężył swoje zmodyfikowane ciało. Kolejny ułamek sekundy, ciało Samuela Zdora uderzyło o ścianę łamiąc mu połowę kości, w trzeciej sekundzie ciało przeleciało przez obręcz wybitego okna. Już w tym momencie Markus nie umiał powiedzieć, gdzie jest twarz a gdzie inne członki, to co pojawiło się przed nim, było strzępami czegoś co wcześniej myślało i chodziło, a teraz było niczym. Do Markusa dotarło, że to koniec, że musi się wycofać. Momentalnie popuścił ciśnienie w przyssawkach i zaczął się powoli obniżać. Będąc w połowie drogi na ziemię, poczuł pęd powietrza obok siebie, który oznaczał, że postać, która dokonała za niego tego zniszczenia właśnie spada w dół. Po chwili usłyszał ogłuszający huk pod sobą, nie znajoma postać wylądowała. Ale kiedy spojrzał w miejsce wylądowania nieznajomego, zobaczył tylko lej i kurz. Szybki jest – przeszło Markusowi przez głowę. Markus stanął na ziemi po 4 sekundach, ale już wiedział że jest w złej sytuacji. Policja już wysłała szpiegów, którzy obrysowali jego postać. Chwycił za broń impulsową i instynktownie działające psoniczne oczy wycelowały, a palce nacisnęły na spust. Rąbło dwa razy i dwie małe kulki rozpadły się na kawałki. W umyślę przeleciał mapę okolicy, aby sprawdzić gdzie może sie ukryć. Natężył skanowanie terenu do poczwórnego, policja już tu jechała, musiał się spieszyć. Od opadnięcia do tego momentu minęło tylko 4 sekundy, a jednak szybcy są. Natężył algiczne mocowania stawów swojego ciała i skierował się w stronę najbliższego zaułku. Plan okolicy widział cały czas w swojej głowie, analizując skany pojawiania się nowych obiektów, było im wiele, zbyt wiele jak na zwykłe morderstwo. Wiedział, że coś tu jest nie tak, wiedział, że policja nie reaguje tak szybko i w tak dużej ilości. Przemieszczał się, coraz szybciej, aż doszedł do miejsca, które miało mu dać azyl. Złapał za przykrywkę kanału ściekowego, podnosząc ją z łatwością podnoszenia małego kamyka z ziemi. Wskoczył do kanału, wyłączając receptory węchu, zamykając jednocześnie otwór. Biegł, rura miała średnicę dwóch autobusów, musiał biec. Gęsta masa odpadków, przypominająca gluty połączone z budyniem, rosła. Dobiegł do miejsca, gdzie miał być otwór wyjściowy. Spojrzał w górę, jednolita masa tytano-betonu. Co jest? – Markus wzmocnił skanowanie. Obrócił się skanując otoczenie, co się dzieje? Zrobił kilka kroków do przodu, jego czujniki wykryły ruch 3 km od niego. Musiał szybko coś zrobić, musiał inaczej nie wyjdzie z tego cało. Naprężył mięśnie i zaczął biec, analizując plan. Czujniki wychwyciły 4 zbliżające się punkty, w tym samym momencie jego ciało zatrzymało sie i poderwało w górę. Pokrywa otworu ściekowego wystrzeliła w górę jak z armaty. Uderzenie o ziemie spowodowało wbicie się betonowych kafelków chodnika. Biegł, podwoił zakłócenia radarowe. Był tylko, lub aż 5 km do kryjówki. Przyspieszył, musiał dotrzeć do bezpiecznego miejsca, jak to nazywał azylu. Minęła chwila, kiedy wszystkie zabezpieczenia azylu zostały tylko na sekundę wyłączone. Stał spoglądając na dobrze znane pomieszczenie, dwa pokoje, łazienka i mini kuchnia. Był przecież mimo wszystko człowiekiem. Człowiekiem, który wpakował się w coś, czego nie rozumiał. Włączył machnięciem ręki tv wirtu-plazmowy. Na ścianie pojawił się ogromny obraz programu nadającego wiadomości 24h. Spikerka z wszczepami w ciało, przekazywała relację z miejsca, gdzie kilka chwil temu był Markus. Mówiła o masakrze, o zabójstwie, o postawieniu agentów S.V.X na nogi, o poszukiwaniach sprawców, o tropie, a nawet o pościgu. Przyglądał się jak kamera pokazuje otwór do kanału ściekowego, którym wszedł Markus i informacje, że policja już namierzyła zabójcę, a agenci S.V.X wiedzą kto to i że w przeciągu godziny, zostanie ta osoba złapana. Z wiadomości dowiedział się, że Samuel to nie byle kto, ale ambasador przyległej planety Papora i biznesmen, który miał tyle kasy, że mógł sobie kupić jakąś planetę. Markus opadł na wyścielany aksamitem fotel, zastanawiając się, w co nowego wdepnął tym razem, w jakie nowe gówno.

=============

Rozdział 2


Wyjrzał z za rogu, neon migał na przemienni obrazem 3 nad wejściem. Skanery obecności pracowały na 4krotnym skanowaniu. Po ostatniej wpadce z włazem, uaktualnił mapę miasta, musiał być na bieżąco. Załadowane mikro-wczepy kamuflażu osobowego męczyły go z godziny na godzinę, ale musiał wyglądać inaczej, musiał też oszukiwać czujniki skanowania przechodniów. Wyszedł z za rogu, poprawiając rozporek, kierując się do baru jak by z niego przed chwilą wyszedł. Jednym ruchem głowy zeskanował otoczenie i zaczął podchodzić do jednego końca baru.
Barmanka podniosła lekko głowę, spostrzegając go zastygła w bezruchu, jej oczy momentalnie się zeszkliły, sprawiając że zaczęła wyglądać jak lalka z muzeum o latach 90.
Podeszła do niego, powoli:
– Markus, kurwa co ty tu robisz? Podobno jesteś zaznaczony – odezwała się szeptem barmanka
– Adelia, gdzie mam iść. Azyl to dobre miejsce, ale nie wytrzyma długo skanowania. Powiedz lepiej co się mówi na postojach – odezwał się Markus.
– Zajebałeś sprawę, tyle się mówi
– Jak zajebałem, to nie ja zrobiłem, mów – Markus lekko się odgiął i nacisnął na blacie barmańskim rękę, przed nim momentalnie zmaterializowała się szklanka z martini.
– Na postojach mówią, że to była szycha i że ty spartoliłeś robotę. Facet był marionetką kogoś, ale nie wiedzą kogo. Mówi się, że jesteś skażony, zaznaczony. Kurwa Markus, w coś ty wdepnął? — barmanka była mocno przejęta jego obecnością w jej lokalu. Jej brązowe włosy opadały na jej ciało, a purpurowe oczy nadawały jej bardziej ludzkiego niż samorakańskiego wyglądu.
– Adelia, ja tego nie zrobiłem, byłem tam, ale to zrobił ktoś inny. Ktoś nie stąd. – spojrzał na nią i mówił dalej, robiąc łyka ze szklanki – byłem, czekałem i ktoś mnie wyprzedził, a później potraktował tego faceta jak mięso na schabowego, dosłownie. Widziałem jak on wylatuje, a raczej już to coś, przez okno, a później ten ktoś, na pełnym opadzie wylądował i znikł.
– To się nazywa…
– Wyższa szkoła jazdy. – przerwał jej Markus – Wiem, dlatego przychodzę do ciebie. Wiele słyszysz, jesteś samoranką, wyczuwasz. Więc powiedz, co wyczuwasz
– Strach i to duży, zasrałeś nie jednemu sprawę. Każdy się boi, pojawili się agenci, ale jest jeszcze ktoś, tych nie znają. Technologia z Makoru, podobna do twojej ale generację lepsza. Ale wiem też, że facet nie był tym jak podają w pressie, był głębiej, rozumiesz, agentura, tajne służby, wywiad, albo jeszcze głębiej.
– Lepiej doradź co robić – Markus wypił resztę zawartości szklanki do dna.
– Spadaj na Marios albo Falire, mają azyle. Nie ruszą cię stamtąd.
– Fajnie się gada, ale nie mam czym i za co.
– Znam kogoś, dziwny trochę ale to się przekonasz na miejscu, jeśli chcesz. Może ci wyjaśni sprawę, wie więcej, na pewno wie więcej. Jest dziwny, tylko tyle ci powiem – Adelia uśmiechnęła się – Masz tu namiar – Markus spojrzał na kawałek wielkości 1 cm. Dotknął go palcem a w jego głowie ukazała się mapa z zaznaczoną drogą.
– Dzięki Adelia, dziękuje za wszystko… – momentalnie się obrócił. Jego systemy wykryły ruch na ulicy. Adelia widząc jego reakcję, przejechała ręką po blacie i obróciła się, do ściany gdzie przed chwilą był beton. Weszła w ciemną masę, która w jedną sekundę stała się szarawym murem.
Markus sięgnął do paska gdzie chwycił za impulsową berettę, w tej samej chwili do baru weszło, a raczej wskoczyło 5 facetów, ubranych w stroje komandosów. Czas jak by zwolnił, Markus opadł na ziemię i wystrzelił 5 pocisków w każdego z nich, dwóch zostało trafionych w szyję, reszta strzelała na wszystkie strony z broni plazmowej opartej na biodrze. Markus sięgnął ponownie do paska, gdzie złapał za kuleczki wielkości tabletki, jednym ruchem jedną rzucił w stronę agentów, a druga za siebie. Położył się na ziemi i oddał kolejne 5 strzałów, które zraniły jednego z czarnych postaci. Z przodu i z tyłu Markusa dobyło się rąbnięcie, w tedy czas przyspieszył do normalnego stanu. Markus przykucnął i wykonał salto do tyły, wypuszczając ze swojej borni jeszcze 3 strzały. Zeskoczył za blat, momentalnie obrócił się i wbiegł do czerni otworu. Wbiegł do pomieszczenia, lekko oświetlonego gdzie na około było masę mrugających światełek. Za sobą usłyszał krzyki, które mogły oznaczać tylko jedno, kolejna grupa komandosów. Biegł przed siebie, kierując się adresem podanym przez Adelie, aby to było to. Może tam się dowie, choć trochę więcej niż już wie. Skręcił w prawo i uderzył ramieniem o właz. Drzwi otworzyły się z łomotem, naprężył mięśnie wspomagane wszczepami i ruszył biegiem, zważając na to, aby biec przez zaułki. Na kilku ścianach zostawił niespodzianki, dla pościgu. Będąc nie daleko celu jego wędrówki usłyszał huk pierwszego ładunku – Żółto dzioby, aby nie posiadać skanera. Linia w jego głowie skończyła się w momencie, kiedy stanął przed starym budynkiem kamienicy z dawnych lat. Podszedł do wejścia i czekał. Po chwili metaliczny głos zabrzmiał:
– Kto i kto?
– Markus, od Adelii.
– Wejdź – ponownie zabrzmiał metaliczny głos.
Markus przeszedł przez, jak się wydawało drewniane drzwi. Znajdował się w czymś co można było nazwać pokojem wejściowym. Lekko się przechylił do tyłu i uderzył ręką w drzwi, które wydały drewniany odgłos. Wszedł głębiej, pokój był skromnie urządzony, fotel , kilka obrazów i bordowe ściany, a przed nim okno. Ale nic więcej, żadnych dziw, schodów. Zrobił kilka kroków w stronę okna. Usłyszał za sobą szmer i obrócił sie momentalnie. Przed nim stał mężczyzna około 34 lat, ubrany dość dziwnie, miał na sobie bluzę z zmieniającymi się co chwilę kolorowymi wzorami, a na dole miał ubraną białą spódniczkę mini, coś czarnego na nogach i obcasy, jakich jeszcze nie widział. Mężczyzna uśmiechał się i wskazał mu fotem.
– Siadaj – usłyszał Markus, przyglądając się mu uważnie. Teraz rozumiał co znaczyło: jest trochę dziwny. Ale Markus usiadł na wskazany fotel.
– A ty to kto? – odezwał się wreszcie Markus.
– Kalero, dla ciebie jestem Kalero. Widzę że dziwi cię mój strój. Widzisz, to co mam na sobie to dawny stój kobiet w latach 90 i 2000. Lubię to, wszystko to przemyt, ale o tym wiedzą tylko nie liczni. Jak np. Adelia, która dla mnie pracuje. Nie będę cię wprowadzał w szczegóły, tego w co się ubierały dawniej kobiety, bo nie po to tu przeszedłeś, prawda.- W jednej chwili po drugiej stronie, obok fotelu Markusa, pojawił się drugi fotel. – Kalero usiadł na fotelu, zakładając nogę na nogę. Markus nie umiał się przyzwyczaić do faceta, który nosi damskie rzeczy, ale widać Kalero czytał w jego myślach i mówił dalej. – Jestem normalny, mam żonę i wolę kobiety – uśmiechnął się Kalero – I nie musisz się bać, dom ma 50 stopień zakłóceń, oraz tyle samo pozoracji. Mogę ci tylko powiedzieć, że wdepnąłeś w gówno wielkości planety Markus. Ściga cię każdy, kto ma władze, uwierzysz. Do tych, których poznałeś, i którzy rozwalili wszystkich w barze, dochodzą S.S.O i D.F.F. Wiesz o kim mowa, prawda? – Kalero zrobił pauzę. Markus dobrze wiedział co oznaczają te skróty, organizacja miedzy galaktyczna, która ma piecze nad bezpieczeństwem i tajna policja, która jest na każdej planecie. Kalero zaczął mówić dalej. – To gdzie jesteś teraz to mój azyl. Twój zostanie złamany za około dzień, ale i tak kręci się tam tyle agentów, że kopiąc kamień okazuje się że to agent. Wiem też kim jesteś i co robisz. Przypadkowo wynająłem się kilka razy, choć to wszystko działo się przez dobrze ci znaną Adelię. A facet, którego miałeś rozwalić nie był tym kim był, to najgłębszy. Wiesz co to znaczy, tajne rzeczy. Tajniejsze od tajnych. I jeśli chcesz wiedzieć facet sie sprzedał, jak się domyślasz miał mikro dysk. Ale coś poszło nie tak widać i go rozwalili. Jak się domyśliłeś, a z tego co wiem, mądry jesteś, tej nocy wyniósł bardzo nie przyjemne dane dla rządów, a bardzo przydatne wszystkim innym, którzy chcą zarobić. Nawet żona nie widziała, co robi jej mąż, dlatego zlecenie za zdradę było prawdziwe. Powiem ci od razu, z tego co ja się dowiedziałem, to zrobił ktoś, kto ma masę kasy, a jednymi, którzy ostatnio weszli na rynek z kasą to Zarowie. Wredni, brzydcy, z wypustami na twarzy, i których stać na wszczepianie najnowszej generacji bio-szpilek. Modyfikacja natychmiastowa, działanie lepsze od wszystkiego, co tylko chcesz. – przerwał na chwilę Kalero gładząc się po czarnym materiale na kolanie. – Problem w tym, że Zarowie wypowiedzieli wojnę mnie i 2 szefom regiony innej części planety. Planują przejąć to miast, moje miast dla siebie. Agentura, która cię ściga nie ma takich macek, aby cię ścigać zbyt długo, oni też kosztują. Zarowie nie pojawili się tu przypadkiem, tyle się domyśliłem. Zastanawiałem się, dlaczego oni ciebie szukają. Kalero wstał, stukając obcasami swoich obcasów, wykonał kilka kroków przed siebie. Markus przyglądał mu się uważnie i stwierdził, że szkoda że teraz kobiety tak się nie ubierają. Kiedyś musiało być fajnie, seks na ulicach, bez zabezpieczeń, tylko rozkosz, choć słyszał że było inaczej. W tedy kobiety nie miały wkładek na narządy, tylko same majtki. Teraz jak facet chce, to i tak nie spróbuje bo jego sprzęt zostanie potraktowany napięciem 100W. Czarny materiał na nogach Kalero, lekko połyskiwał, nadając jego nogom dziwnego odblasku, biała spódniczka powodowała dziwny odcień czerni. Kalero zaczął z dostojnością przechadzać się po pokoju, w pewnej chwili zatrzymał się i wyciągnął rękę przed siebie. Przed nim ukazała się matryca halogenowa. Kalero przejechał po niej palcami i nacisnął w powietrzu kilka razy, nie widoczne dla Markusa przyciski. Po chwili Kalero odwrócił się, z uśmiechem. No to już wszystko wiemy – odezwał się – Wstań i się nie ruszaj – Kalero podszedł do stojącego Markusa i lekko się pochylił, na wysokości kolana przybliżył swoją twarz do tytanowych spodni.
– Miałeś te spodnie na akcji, Markus? — Kalero nie podnosił głowy z wysokości kolan stojącego Markusa.
– A co? – Markusowi zaczynał działać na nerwy ten dziwny facet, ubrany jak kobieta.
– Rozwiązałem zagadkę – powiedział Kalero i po chwili podniósł się do pozycji stojącej. W ręku trzymał coś, co przypominało pyłek kurzu. Kurwa sprytne, nawet ja na to bym nie wpadł. Ciebie ścigają, choć zrobił to ktoś inny, łapią ciebie, przesłuchują a później wypuszczają, a później ci którzy to zrobili, zabijają cię, co kończy sprawę. Sprytne – mamrotał Kalero
– Co to jest? Nadajnik? Chip nowej generacji?
– Nie, to nośnik danych. Nie wykrywalny dla czujników, ponieważ przyjmują go jako kurz. Technologa, która jest nam nie znana, ale widzisz. Tyle czujników, skanerów, ale zapominamy czasami o najprostszych sposobach. To jak używać broni plazmowej lub impulsowej, choć tradycyjną bronią na naboje szybciej ich zabijesz, ponieważ pancerze są obecnie przystosowane na uderzenie plazmy lub impulsu, ale nie metalowego naboju, który którzy nawet mur. Kalero położył „coś” na blacie pulpitu, który nadal wisiał w powietrzu. Widzisz Markus, jestem szefem tego kwadratu planety, wystarczy że powiem słowo, a system i ludzie przygotowują mi transport w inny azyl. Jedną literą mogę skazać na zrównanie z ziemią połowy miasta. – Pulpit obok Kalero rozbłysł się masą kolorów, a Kalero mówił dalej. Załatwię ci transport na Marios albo Falire. Jaką chcesz, jaką wybierzesz. Pamiętaj, nie będziesz mógł tutaj wrócić.
Markus stał wpatrując się w Kalero. Nie brał pod uwagę, że może naprawdę w tym brać udział, mógł go kropnąć i zabrać okruszek i pohandlować. Wreszcie by się ustawił, Marios lub Falire to fajne planety, ale dla bydlaków, same potwory. A tu miał szansę zostać kimś, może nawet bossem jakieś miasta. Napiął mięśnie, wszczepy zareagowały momentalnie, przygotowując enzymy do wstrzyknięcia. Złapał za swoją berettę w momencie, kiedy Kalero zamykał oczy, aby mrugnąć i oddał 4 strzały. Trzy z nich odbiły się od tarczy, która pojawiła się momentalnie przed Kalero, tylko jedne pocisk doszedł celu. Obrona nie była taka szybka, jak Markus. Strzał odrzucił Kalero na ścianę, Markus złapał okruszek leżący na blacie i rzucił 3 pastylki w stronę okna. Markus lekko przykląkł, kiedy wybuch nadłamał tylko ścianę. Momentalnie poczuł palący ból w barku, spojrzał w stronę gdzie powinien być Kalero i zobaczył kolejny błysk karabiny plazmowego, Markus skoczył do przodu i wyrzucił 10 pastylek w to samo miejsce, gdzie wylądowały poprzednie trzy, w tym samym momencie dotknął podłoża i wykonał salto do tyłu pod samo wejście. Kolejny raz rąbnęło, aż zatrzęsło azylem. Markus wiedział, że tym razem przełamał łączenia ścian i skierował się biegiem w miejsce pełne trującego dymu. Wstrzymał oddech i uderzył z całą siła w rozłam, nie mylił się przebił się przez niewielki otwór, miedzy ścianami. Pociski z karabiny plazmowego latały mu nad głową, wiedział też, że zaraz tu będą agenci, a Kalero już nie będzie, znajdzie się w innym azylu.
Włączył maskowanie osobowe i zaczął biec, jedyne miejsce gdzie mógł się schować to kolejny azyl, jego azyl. Wszystko się skomplikowały, teraz miał na głowię: agencje, dwie mafie, a do tego szefa jednego z nich. Miał przesrane, tyle się dowiedział.

Wyjrzał z za rogu, neon migał na przemienni obrazem 3 nad wejściem. Skanery obecności pracowały na 4krotnym skanowaniu. Po ostatniej wpadce z włazem, uaktualnił mapę miasta, musiał być na bieżąco. Załadowane mikro-wczepy kamuflażu osobowego męczyły go z godziny na godzinę, ale musiał wyglądać inaczej, musiał też oszukiwać czujniki skanowania przechodniów. Wyszedł z za rogu, poprawiając rozporek, kierując się do baru jak by z niego przed chwilą wyszedł. Jednym ruchem głowy zeskanował otoczenie i zaczął podchodzić do jednego końca baru.Barmanka podniosła lekko głowę, spostrzegając go zastygła w bezruchu, jej oczy momentalnie się zeszkliły, sprawiając że zaczęła wyglądać jak lalka z muzeum o latach 90.Podeszła do niego, powoli:– Markus, kurwa co ty tu robisz? Podobno jesteś zaznaczony – odezwała się szeptem barmanka– Adelia, gdzie mam iść. Azyl to dobre miejsce, ale nie wytrzyma długo skanowania. Powiedz lepiej co się mówi na postojach – odezwał się Markus.– Zajebałeś sprawę, tyle się mówi– Jak zajebałem, to nie ja zrobiłem, mów – Markus lekko się odgiął i nacisnął na blacie barmańskim rękę, przed nim momentalnie zmaterializowała się szklanka z martini.– Na postojach mówią, że to była szycha i że ty spartoliłeś robotę. Facet był marionetką kogoś, ale nie wiedzą kogo. Mówi się, że jesteś skażony, zaznaczony. Kurwa Markus, w coś ty wdepnął? — barmanka była mocno przejęta jego obecnością w jej lokalu. Jej brązowe włosy opadały na jej ciało, a purpurowe oczy nadawały jej bardziej ludzkiego niż samorakańskiego wyglądu.– Adelia, ja tego nie zrobiłem, byłem tam, ale to zrobił ktoś inny. Ktoś nie stąd. – spojrzał na nią i mówił dalej, robiąc łyka ze szklanki – byłem, czekałem i ktoś mnie wyprzedził, a później potraktował tego faceta jak mięso na schabowego, dosłownie. Widziałem jak on wylatuje, a raczej już to coś, przez okno, a później ten ktoś, na pełnym opadzie wylądował i znikł.– To się nazywa…– Wyższa szkoła jazdy. – przerwał jej Markus – Wiem, dlatego przychodzę do ciebie. Wiele słyszysz, jesteś samoranką, wyczuwasz. Więc powiedz, co wyczuwasz– Strach i to duży, zasrałeś nie jednemu sprawę. Każdy się boi, pojawili się agenci, ale jest jeszcze ktoś, tych nie znają. Technologia z Makoru, podobna do twojej ale generację lepsza. Ale wiem też, że facet nie był tym jak podają w pressie, był głębiej, rozumiesz, agentura, tajne służby, wywiad, albo jeszcze głębiej.– Lepiej doradź co robić – Markus wypił resztę zawartości szklanki do dna.– Spadaj na Marios albo Falire, mają azyle. Nie ruszą cię stamtąd.– Fajnie się gada, ale nie mam czym i za co. – Znam kogoś, dziwny trochę ale to się przekonasz na miejscu, jeśli chcesz. Może ci wyjaśni sprawę, wie więcej, na pewno wie więcej. Jest dziwny, tylko tyle ci powiem – Adelia uśmiechnęła się – Masz tu namiar – Markus spojrzał na kawałek wielkości 1 cm. Dotknął go palcem a w jego głowie ukazała się mapa z zaznaczoną drogą.– Dzięki Adelia, dziękuje za wszystko… – momentalnie się obrócił. Jego systemy wykryły ruch na ulicy. Adelia widząc jego reakcję, przejechała ręką po blacie i obróciła się, do ściany gdzie przed chwilą był beton. Weszła w ciemną masę, która w jedną sekundę stała się szarawym murem.Markus sięgnął do paska gdzie chwycił za impulsową berettę, w tej samej chwili do baru weszło, a raczej wskoczyło 5 facetów, ubranych w stroje komandosów. Czas jak by zwolnił, Markus opadł na ziemię i wystrzelił 5 pocisków w każdego z nich, dwóch zostało trafionych w szyję, reszta strzelała na wszystkie strony z broni plazmowej opartej na biodrze. Markus sięgnął ponownie do paska, gdzie złapał za kuleczki wielkości tabletki, jednym ruchem jedną rzucił w stronę agentów, a druga za siebie. Położył się na ziemi i oddał kolejne 5 strzałów, które zraniły jednego z czarnych postaci. Z przodu i z tyłu Markusa dobyło się rąbnięcie, w tedy czas przyspieszył do normalnego stanu. Markus przykucnął i wykonał salto do tyły, wypuszczając ze swojej borni jeszcze 3 strzały. Zeskoczył za blat, momentalnie obrócił się i wbiegł do czerni otworu. Wbiegł do pomieszczenia, lekko oświetlonego gdzie na około było masę mrugających światełek. Za sobą usłyszał krzyki, które mogły oznaczać tylko jedno, kolejna grupa komandosów. Biegł przed siebie, kierując się adresem podanym przez Adelie, aby to było to. Może tam się dowie, choć trochę więcej niż już wie. Skręcił w prawo i uderzył ramieniem o właz. Drzwi otworzyły się z łomotem, naprężył mięśnie wspomagane wszczepami i ruszył biegiem, zważając na to, aby biec przez zaułki. Na kilku ścianach zostawił niespodzianki, dla pościgu. Będąc nie daleko celu jego wędrówki usłyszał huk pierwszego ładunku – Żółto dzioby, aby nie posiadać skanera. Linia w jego głowie skończyła się w momencie, kiedy stanął przed starym budynkiem kamienicy z dawnych lat. Podszedł do wejścia i czekał. Po chwili metaliczny głos zabrzmiał:– Kto i kto?– Markus, od Adelii.– Wejdź – ponownie zabrzmiał metaliczny głos.Markus przeszedł przez, jak się wydawało drewniane drzwi. Znajdował się w czymś co można było nazwać pokojem wejściowym. Lekko się przechylił do tyłu i uderzył ręką w drzwi, które wydały drewniany odgłos. Wszedł głębiej, pokój był skromnie urządzony, fotel , kilka obrazów i bordowe ściany, a przed nim okno. Ale nic więcej, żadnych dziw, schodów. Zrobił kilka kroków w stronę okna. Usłyszał za sobą szmer i obrócił sie momentalnie. Przed nim stał mężczyzna około 34 lat, ubrany dość dziwnie, miał na sobie bluzę z zmieniającymi się co chwilę kolorowymi wzorami, a na dole miał ubraną białą spódniczkę mini, coś czarnego na nogach i obcasy, jakich jeszcze nie widział. Mężczyzna uśmiechał się i wskazał mu fotem.– Siadaj – usłyszał Markus, przyglądając się mu uważnie. Teraz rozumiał co znaczyło: jest trochę dziwny. Ale Markus usiadł na wskazany fotel.– A ty to kto? – odezwał się wreszcie Markus.– Kalero, dla ciebie jestem Kalero. Widzę że dziwi cię mój strój. Widzisz, to co mam na sobie to dawny stój kobiet w latach 90 i 2000. Lubię to, wszystko to przemyt, ale o tym wiedzą tylko nie liczni. Jak np. Adelia, która dla mnie pracuje. Nie będę cię wprowadzał w szczegóły, tego w co się ubierały dawniej kobiety, bo nie po to tu przeszedłeś, prawda.- W jednej chwili po drugiej stronie, obok fotelu Markusa, pojawił się drugi fotel. – Kalero usiadł na fotelu, zakładając nogę na nogę. Markus nie umiał się przyzwyczaić do faceta, który nosi damskie rzeczy, ale widać Kalero czytał w jego myślach i mówił dalej. – Jestem normalny, mam żonę i wolę kobiety – uśmiechnął się Kalero – I nie musisz się bać, dom ma 50 stopień zakłóceń, oraz tyle samo pozoracji. Mogę ci tylko powiedzieć, że wdepnąłeś w gówno wielkości planety Markus. Ściga cię każdy, kto ma władze, uwierzysz. Do tych, których poznałeś, i którzy rozwalili wszystkich w barze, dochodzą S.S.O i D.F.F. Wiesz o kim mowa, prawda? – Kalero zrobił pauzę. Markus dobrze wiedział co oznaczają te skróty, organizacja miedzy galaktyczna, która ma piecze nad bezpieczeństwem i tajna policja, która jest na każdej planecie. Kalero zaczął mówić dalej. – To gdzie jesteś teraz to mój azyl. Twój zostanie złamany za około dzień, ale i tak kręci się tam tyle agentów, że kopiąc kamień okazuje się że to agent. Wiem też kim jesteś i co robisz. Przypadkowo wynająłem się kilka razy, choć to wszystko działo się przez dobrze ci znaną Adelię. A facet, którego miałeś rozwalić nie był tym kim był, to najgłębszy. Wiesz co to znaczy, tajne rzeczy. Tajniejsze od tajnych. I jeśli chcesz wiedzieć facet sie sprzedał, jak się domyślasz miał mikro dysk. Ale coś poszło nie tak widać i go rozwalili. Jak się domyśliłeś, a z tego co wiem, mądry jesteś, tej nocy wyniósł bardzo nie przyjemne dane dla rządów, a bardzo przydatne wszystkim innym, którzy chcą zarobić. Nawet żona nie widziała, co robi jej mąż, dlatego zlecenie za zdradę było prawdziwe. Powiem ci od razu, z tego co ja się dowiedziałem, to zrobił ktoś, kto ma masę kasy, a jednymi, którzy ostatnio weszli na rynek z kasą to Zarowie. Wredni, brzydcy, z wypustami na twarzy, i których stać na wszczepianie najnowszej generacji bio-szpilek. Modyfikacja natychmiastowa, działanie lepsze od wszystkiego, co tylko chcesz. – przerwał na chwilę Kalero gładząc się po czarnym materiale na kolanie. – Problem w tym, że Zarowie wypowiedzieli wojnę mnie i 2 szefom regiony innej części planety. Planują przejąć to miast, moje miast dla siebie. Agentura, która cię ściga nie ma takich macek, aby cię ścigać zbyt długo, oni też kosztują. Zarowie nie pojawili się tu przypadkiem, tyle się domyśliłem. Zastanawiałem się, dlaczego oni ciebie szukają. Kalero wstał, stukając obcasami swoich obcasów, wykonał kilka kroków przed siebie. Markus przyglądał mu się uważnie i stwierdził, że szkoda że teraz kobiety tak się nie ubierają. Kiedyś musiało być fajnie, seks na ulicach, bez zabezpieczeń, tylko rozkosz, choć słyszał że było inaczej. W tedy kobiety nie miały wkładek na narządy, tylko same majtki. Teraz jak facet chce, to i tak nie spróbuje bo jego sprzęt zostanie potraktowany napięciem 100W. Czarny materiał na nogach Kalero, lekko połyskiwał, nadając jego nogom dziwnego odblasku, biała spódniczka powodowała dziwny odcień czerni. Kalero zaczął z dostojnością przechadzać się po pokoju, w pewnej chwili zatrzymał się i wyciągnął rękę przed siebie. Przed nim ukazała się matryca halogenowa. Kalero przejechał po niej palcami i nacisnął w powietrzu kilka razy, nie widoczne dla Markusa przyciski. Po chwili Kalero odwrócił się, z uśmiechem. No to już wszystko wiemy – odezwał się – Wstań i się nie ruszaj – Kalero podszedł do stojącego Markusa i lekko się pochylił, na wysokości kolana przybliżył swoją twarz do tytanowych spodni. – Miałeś te spodnie na akcji, Markus? — Kalero nie podnosił głowy z wysokości kolan stojącego Markusa.– A co? – Markusowi zaczynał działać na nerwy ten dziwny facet, ubrany jak kobieta.– Rozwiązałem zagadkę – powiedział Kalero i po chwili podniósł się do pozycji stojącej. W ręku trzymał coś, co przypominało pyłek kurzu. Kurwa sprytne, nawet ja na to bym nie wpadł. Ciebie ścigają, choć zrobił to ktoś inny, łapią ciebie, przesłuchują a później wypuszczają, a później ci którzy to zrobili, zabijają cię, co kończy sprawę. Sprytne – mamrotał Kalero– Co to jest? Nadajnik? Chip nowej generacji?– Nie, to nośnik danych. Nie wykrywalny dla czujników, ponieważ przyjmują go jako kurz. Technologa, która jest nam nie znana, ale widzisz. Tyle czujników, skanerów, ale zapominamy czasami o najprostszych sposobach. To jak używać broni plazmowej lub impulsowej, choć tradycyjną bronią na naboje szybciej ich zabijesz, ponieważ pancerze są obecnie przystosowane na uderzenie plazmy lub impulsu, ale nie metalowego naboju, który którzy nawet mur. Kalero położył „coś” na blacie pulpitu, który nadal wisiał w powietrzu. Widzisz Markus, jestem szefem tego kwadratu planety, wystarczy że powiem słowo, a system i ludzie przygotowują mi transport w inny azyl. Jedną literą mogę skazać na zrównanie z ziemią połowy miasta. – Pulpit obok Kalero rozbłysł się masą kolorów, a Kalero mówił dalej. Załatwię ci transport na Marios albo Falire. Jaką chcesz, jaką wybierzesz. Pamiętaj, nie będziesz mógł tutaj wrócić.Markus stał wpatrując się w Kalero. Nie brał pod uwagę, że może naprawdę w tym brać udział, mógł go kropnąć i zabrać okruszek i pohandlować. Wreszcie by się ustawił, Marios lub Falire to fajne planety, ale dla bydlaków, same potwory. A tu miał szansę zostać kimś, może nawet bossem jakieś miasta. Napiął mięśnie, wszczepy zareagowały momentalnie, przygotowując enzymy do wstrzyknięcia. Złapał za swoją berettę w momencie, kiedy Kalero zamykał oczy, aby mrugnąć i oddał 4 strzały. Trzy z nich odbiły się od tarczy, która pojawiła się momentalnie przed Kalero, tylko jedne pocisk doszedł celu. Obrona nie była taka szybka, jak Markus. Strzał odrzucił Kalero na ścianę, Markus złapał okruszek leżący na blacie i rzucił 3 pastylki w stronę okna. Markus lekko przykląkł, kiedy wybuch nadłamał tylko ścianę. Momentalnie poczuł palący ból w barku, spojrzał w stronę gdzie powinien być Kalero i zobaczył kolejny błysk karabiny plazmowego, Markus skoczył do przodu i wyrzucił 10 pastylek w to samo miejsce, gdzie wylądowały poprzednie trzy, w tym samym momencie dotknął podłoża i wykonał salto do tyłu pod samo wejście. Kolejny raz rąbnęło, aż zatrzęsło azylem. Markus wiedział, że tym razem przełamał łączenia ścian i skierował się biegiem w miejsce pełne trującego dymu. Wstrzymał oddech i uderzył z całą siła w rozłam, nie mylił się przebił się przez niewielki otwór, miedzy ścianami. Pociski z karabiny plazmowego latały mu nad głową, wiedział też, że zaraz tu będą agenci, a Kalero już nie będzie, znajdzie się w innym azylu. Włączył maskowanie osobowe i zaczął biec, jedyne miejsce gdzie mógł się schować to kolejny azyl, jego azyl. Wszystko się skomplikowały, teraz miał na głowię: agencje, dwie mafie, a do tego szefa jednego z nich. Miał przesrane, tyle się dowiedział.

=============

Rozdział 3


Rana piekła coraz bardziej, postrzał plazmowy jest o tyle nie bezpieczny, że powoduje zrakowacenie, zniekształcenie i obumieranie ciała. Jeśli się tego nie zatrzyma, można stracić połowę ciała, która sie sanie martwą materią, przyczepioną do żywej. Wrzucił do środka wypalonej rany 3 niebieskie kapsułki, niesamowity ból wypełnił jego ciało i układ nerwowy. Z rany wytoczyła się piana koloru żółtego. Wszczepy pompowały związki przeciw bólowe, ale i tak czół jak by ktoś go jadł od środka. Nano-medycyna, przyszłość ludzkości – wyszeptał przez zaciśnięte zęby Markus. Leżał na starej pryczy, pomieszczenie była małe, choć długie. Na ścianach widniały zdjęcia nagich kobiet, które się nie poruszały. Odchylił się do tyłu, próbując wytrzymać działanie leków. Stracił przytomność…
Ocknął się w tej samej pozycji, spojrzał na ranę, której na szczęście nie czół. Zabliźniała się, wiec wszystko poszło dobrze stwierdził i lekko się podniósł. Jego kolejny azyl, o którym nikt nie widział. Ulokowany na obrzeżach miasta, gdzie była elektrownia jonow-słoneczna. Zakłócenia były tu na tyle ogromne, że żadne czujniki, skanery i radary go nie wytropią. Odkrył to miejsce, kiedy wykonywał zadanie odnalezienia jednego menela, który tak naprawdę był szpiegiem galaktycznym. Ściany miały 10 cm grubości lodu, później osłona termiczna i wyścielenie, dawna chłodnia do mięsa, która zostały zaadaptowana w pokój mieszkalny. Sprytni są ci bezdomni, czasami nawet jego zadziwiają. W tym samym momencie odezwał się bzyczący dźwięk, wydobywający się z szarego kwadrata, nie opodal niego. Podniósł się i podszedł do urządzenia, która coraz głośniej brzęczało. Nacisnął guzik na palącym się ekranie dotykowym: odbierz. Jego oczom ukazała się głowa mężczyzny, obraz smużył i migał zakłóceniami. Głos był metaliczny i trochę zniekształcony:
– Mark, jest oranie miasta, kurwa ale najebałeś gnoju. Kalero sprawdza każdego, poleciały już głowy. Spierdalaj na planetę, która nie jest zamieszkana. Rozgłosił… – głos się rwał – że cię znajdzie nawet w piekle jak będzie musiał. Gliny też szaleją, są łapanki, namierzania, skanowania, chuj wie co jeszcze się stanie. Zorkanie prowadzą atak i przejmują dzielnice, ale oni brzydcy. Mark, mówię ci, pojebało się i to zdrowo. Powodzenia… – głos zamilkł, a w jego miejsce ukazała się plansza z telefonicznym blatem do wyboru numeru.
Wiedział że tak będzie, przewidział to, dlatego wybrał to miejsce. Odszedł od terminala i usiadł na polówce z poprzedniej epoki, która zaskrzypiała żałośnie. Spojrzał na nieruchome plakaty i zdjęcie planety, którą nigdy nie widział na oczy, planety, na której kiedyś było życie, a teraz nikt nawet nie wie jak wygląda, jak sie na niej żyje.
Będąc dzieckiem był w Patoka, w muzeum przeszłości i historii, ze szkoły. To tam dowiedział się, że ludzie wysyłali sądy na inne planety, próbowali odkryć życie na innych planetach, że przeczesywali kosmos. Dopiero jakiś Japończyk pomieszał nie tak składniki w laboratoriach elektronicznych znanej bardzo dobrze na ziemi firmy i z tego powstał nowy związek, który był wstanie pomieścić masę pamięci, a do tego przewodził sygnały, energię. Okazało się, że ten sam kawałek generuje ogromną moc przeliczeniową, co spowodowało, że przestały być potrzebne procesory, przekaźniki, pamięci. Wszystko mieściło się w tym małym kawałku czegoś. W ciągu pół roku stworzony na jego bazie pierwszy komputer, który miał wielkość paznokcia na kciuku. Okazało się, że zamiast monitora zastosowany projekcję obrazu w powietrzu, pobór mocy był zerowy, taki komputer działa bez prądu, co się okazało, zmieniło wszystko. Przestały być potrzebne ogromne elektrownie, cały przemysł upadł. Wprowadzono ten stop do wypraw w kosmos, a co za tym idzie przesunęło rozwój galaktycznej stacji o jakieś 50 lat. we wrześniu postał statek oparty tylko na tym kawałeczku manitometalu, jak został on nazwany. Zaczęto go łączyć z innymi metalami, co otworzyło drogę do rozwoju nowych technologi. To dzięki niemu, można było przemieszczać się w kosmosie, z prędkością równą światłu, a nawet jeszcze szybciej. Po roku, odkryto nową galaktykę, gdzie było 14 planet, a 7 z nich miała tlen i wodę jak ziemia. Ludzie zaczęli masowo zaludniać planety. Najdalej wysuniętymi zostały Marios albo Falire, które stały się azylem dla przestępców i wykolejeńców. Poszukiwania nowych planet i galaktyk, okazały się fiaskiem, odkryto 100 galaktyk, ale na żadnej żadnego życia podobnego do ziemi. Okazało się, że nie ma kosmitów. Jedyne co zaczęło się dziać, to planety, które miały jednak trochę inne związki w sobie, zawierały każda swoją specyficzną rzecz, która działała na mieszkańców. To spowodowały pojawienie się zmian skórnych lub wewnętrznych. Ale to nadal byli ludzie, tylko po przemianach, związanych z planetą. Wiele ras, które się w ten sposób powstały wymieszały się między planetami, tylko o ziemi nikt nie słyszał, widziało się normalnych ludzi, ale to była rzadkość, nowi koloniści. W tym czasie planety rozwijały technologię zapoczątkowaną na ziemi i w ten sposób powstały pistolety impulsowe, plazmowe, ubrania, odzież, pojazdy, statki, kontrola ludzi, całe życie ludzi na planetach obracało sie w około technologi, opierało się na tym małym kawałku czegoś, co mogło do słownie zmienić się w co tylko chcieli inżynierowie lub programiści. Ale była też druga strona medalu, tą samą technologię zaczęli zmieniać pod siebie przestępcy, agenci, którzy inaczej patrzyli na ten kawałek metalu. Policja nie byłą głupia, szybko zaczęła sama wprowadzać coraz to nowsze rzeczy. Powstał monitoring, skanowanie osobowe, badania dna, które przeprowadzano w ciągu sekundy, radary. Medycyna też się zmieniła, powstała nano-medycyna, operacje nie były potrzebne, wystarczyło kupić odpowiedni wszczep i położyć go na ciele, a on sam się łączył ze skórą i naprawiał to co natura zepsuła. Odkryto też, po 3 latach, że na nowych planetach nikt nie choruje na żadną ziemską chorobę. Każdemu dziecku po urodzeniu się aplikowano wszczep przeciwko wszystkiemu, rządy wykorzystały to, aby kontrolować ludzi, ludzie sie buntowali, ale i tak co mogli zrobić. Kalero miał rację, tyle techniki, tyle technologi, a jeśli by uzbroić 10 ludzi w pistolety z lat 90, okazało by się, że nie zostało by nic z obecnych gangów i rządów. Jedyny problem, że stali i metalu jako takiego nie było. Obecnie każdy metal był połączony z manitometalu, co obniżyło koszty minimalnych. Po co komu robotnicy, jak ściana sama się wypoziomuje, ustawi, a przy jakiś zawirowaniach nagnie się lub dopasuje do sytuacji, nie pękając. Aby rozwalić taki budulec, trzeba ogłupić „myślącą” ścianę, zerwać jej połączenie z resztą, dać do myślenia.
Markus wiedział, że nie może się tu zbyt długo ukrywać, zapasy miał na prawie 3 lata, ale mimo wszystko, kiedyś musi stąd wyjść. Technika nie stoi w miejscu, za jakieś pół roku pojawią się takie wszczepy, które będą zdolne do jeszcze większego nie możliwego wykorzystania ciała, powstaną skanery zdolne przeniknąć planetę do samego jądra i ją zniszczyć. Z zamyślenia wyrwał go brzęczący dźwięk terminala, podszedł i nacisnął przycisk: odbierz. Zobaczył tą samą głowę w ekranie, która była mocno poobijana:
– Mark, byli u mnie, niczego się nie dowiedzieli. Nadal cię szukają, więc jeszcze nie wiedzą gdzie jesteś. Podobno ktoś cię wydał, nie wiem kto. Rozwalili wszystkie 5 twoich azyli, nie wiem gdzie jesteś, ale uciekaj. Spłacam swój dług Mark, ratując ci życie. Załatwiłem ci miejsce na transportowcu na ziemię. Wylatuje jutro, jesteś robolem w przeładowni. To jedyna twoja szansa, na to aby żyć. Może się kiedyś jeszcze zobaczymy, powodzenia. Dokumenty przesyłam z tą wiadomością, pamiętaj jutro, albo śmierć. Choć ty jeden zobaczysz ziemię, wróć może za jakieś 5 lat, to może wszystko tu się zmieni, do zobaczenia bracie… – i znowu na ekranie widziała plansza z wyborem numeru. Obok terminala usłyszał dziwne buczenie, po czym klapka się otworzyła i wypadło z niej kilka rzeczy: dyskietka mieniąca się kolorami, plakietka identyfikacyjna i czarny prostokąt. Przyjrzał sie plakietce, była wiarygodna. Czarna skrzynka to ubranie i szybki kurs mechaniki pokładowej. Wpatrywał się długo w mieniącą się dyskietkę, po chwili dotknął ją palcem i poczuł jak jego ciało modeluje się na kogoś innego. Kilka wszczepów odpadło od ciała Markusa, co oznaczało rezygnację z kilku modyfikacji ciała. Jego ciało było nadal zmęczony leczeniem, po tym jak umknął obławie agentów. Wywiązała sie ostra wymiana ognia, zabitych zostało kilku cywili, ale jednak udało mu się wyjść z tego tylko z jednym postrzałem. Teraz nie będzie mógł na to liczyć, przyspieszenie do granic widzialności oczu. Wcześniej poruszał sie tak szybko, że jego ruchy generowały smugę ledwo widzialnej poświaty, poruszał się niczym duch we mgle. A teraz jego brat załatwił mu w ramach spłaty długu transport na ziemie. Czy miało to sens, wracać do czegoś czego sie nigdy nie widziało? Markus miał już w głowie cały kurs mechanika i inżyniera. Transportowania była tylko 1000 km od miejsca gdzie obecnie przebywał, droga nie była problemem, dla Markusa problemem było uwierzenie, że leci na ziemię.
Rana piekła coraz bardziej, postrzał plazmowy jest o tyle nie bezpieczny, że powoduje zrakowacenie, zniekształcenie i obumieranie ciała. Jeśli się tego nie zatrzyma, można stracić połowę ciała, która sie sanie martwą materią, przyczepioną do żywej. Wrzucił do środka wypalonej rany 3 niebieskie kapsułki, niesamowity ból wypełnił jego ciało i układ nerwowy. Z rany wytoczyła się piana koloru żółtego. Wszczepy pompowały związki przeciw bólowe, ale i tak czół jak by ktoś go jadł od środka. Nano-medycyna, przyszłość ludzkości – wyszeptał przez zaciśnięte zęby Markus. Leżał na starej pryczy, pomieszczenie była małe, choć długie. Na ścianach widniały zdjęcia nagich kobiet, które się nie poruszały. Odchylił się do tyłu, próbując wytrzymać działanie leków. Stracił przytomność…Ocknął się w tej samej pozycji, spojrzał na ranę, której na szczęście nie czół. Zabliźniała się, wiec wszystko poszło dobrze stwierdził i lekko się podniósł. Jego kolejny azyl, o którym nikt nie widział. Ulokowany na obrzeżach miasta, gdzie była elektrownia jonow-słoneczna. Zakłócenia były tu na tyle ogromne, że żadne czujniki, skanery i radary go nie wytropią. Odkrył to miejsce, kiedy wykonywał zadanie odnalezienia jednego menela, który tak naprawdę był szpiegiem galaktycznym. Ściany miały 10 cm grubości lodu, później osłona termiczna i wyścielenie, dawna chłodnia do mięsa, która zostały zaadaptowana w pokój mieszkalny. Sprytni są ci bezdomni, czasami nawet jego zadziwiają. W tym samym momencie odezwał się bzyczący dźwięk, wydobywający się z szarego kwadrata, nie opodal niego. Podniósł się i podszedł do urządzenia, która coraz głośniej brzęczało. Nacisnął guzik na palącym się ekranie dotykowym: odbierz. Jego oczom ukazała się głowa mężczyzny, obraz smużył i migał zakłóceniami. Głos był metaliczny i trochę zniekształcony:– Mark, jest oranie miasta, kurwa ale najebałeś gnoju. Kalero sprawdza każdego, poleciały już głowy. Spierdalaj na planetę, która nie jest zamieszkana. Rozgłosił… – głos się rwał – że cię znajdzie nawet w piekle jak będzie musiał. Gliny też szaleją, są łapanki, namierzania, skanowania, chuj wie co jeszcze się stanie. Zorkanie prowadzą atak i przejmują dzielnice, ale oni brzydcy. Mark, mówię ci, pojebało się i to zdrowo. Powodzenia… – głos zamilkł, a w jego miejsce ukazała się plansza z telefonicznym blatem do wyboru numeru.Wiedział że tak będzie, przewidział to, dlatego wybrał to miejsce. Odszedł od terminala i usiadł na polówce z poprzedniej epoki, która zaskrzypiała żałośnie. Spojrzał na nieruchome plakaty i zdjęcie planety, którą nigdy nie widział na oczy, planety, na której kiedyś było życie, a teraz nikt nawet nie wie jak wygląda, jak sie na niej żyje. Będąc dzieckiem był w Patoka, w muzeum przeszłości i historii, ze szkoły. To tam dowiedział się, że ludzie wysyłali sądy na inne planety, próbowali odkryć życie na innych planetach, że przeczesywali kosmos. Dopiero jakiś Japończyk pomieszał nie tak składniki w laboratoriach elektronicznych znanej bardzo dobrze na ziemi firmy i z tego powstał nowy związek, który był wstanie pomieścić masę pamięci, a do tego przewodził sygnały, energię. Okazało się, że ten sam kawałek generuje ogromną moc przeliczeniową, co spowodowało, że przestały być potrzebne procesory, przekaźniki, pamięci. Wszystko mieściło się w tym małym kawałku czegoś. W ciągu pół roku stworzony na jego bazie pierwszy komputer, który miał wielkość paznokcia na kciuku. Okazało się, że zamiast monitora zastosowany projekcję obrazu w powietrzu, pobór mocy był zerowy, taki komputer działa bez prądu, co się okazało, zmieniło wszystko. Przestały być potrzebne ogromne elektrownie, cały przemysł upadł. Wprowadzono ten stop do wypraw w kosmos, a co za tym idzie przesunęło rozwój galaktycznej stacji o jakieś 50 lat. we wrześniu postał statek oparty tylko na tym kawałeczku manitometalu, jak został on nazwany. Zaczęto go łączyć z innymi metalami, co otworzyło drogę do rozwoju nowych technologi. To dzięki niemu, można było przemieszczać się w kosmosie, z prędkością równą światłu, a nawet jeszcze szybciej. Po roku, odkryto nową galaktykę, gdzie było 14 planet, a 7 z nich miała tlen i wodę jak ziemia. Ludzie zaczęli masowo zaludniać planety. Najdalej wysuniętymi zostały Marios albo Falire, które stały się azylem dla przestępców i wykolejeńców. Poszukiwania nowych planet i galaktyk, okazały się fiaskiem, odkryto 100 galaktyk, ale na żadnej żadnego życia podobnego do ziemi. Okazało się, że nie ma kosmitów. Jedyne co zaczęło się dziać, to planety, które miały jednak trochę inne związki w sobie, zawierały każda swoją specyficzną rzecz, która działała na mieszkańców. To spowodowały pojawienie się zmian skórnych lub wewnętrznych. Ale to nadal byli ludzie, tylko po przemianach, związanych z planetą. Wiele ras, które się w ten sposób powstały wymieszały się między planetami, tylko o ziemi nikt nie słyszał, widziało się normalnych ludzi, ale to była rzadkość, nowi koloniści. W tym czasie planety rozwijały technologię zapoczątkowaną na ziemi i w ten sposób powstały pistolety impulsowe, plazmowe, ubrania, odzież, pojazdy, statki, kontrola ludzi, całe życie ludzi na planetach obracało sie w około technologi, opierało się na tym małym kawałku czegoś, co mogło do słownie zmienić się w co tylko chcieli inżynierowie lub programiści. Ale była też druga strona medalu, tą samą technologię zaczęli zmieniać pod siebie przestępcy, agenci, którzy inaczej patrzyli na ten kawałek metalu. Policja nie byłą głupia, szybko zaczęła sama wprowadzać coraz to nowsze rzeczy. Powstał monitoring, skanowanie osobowe, badania dna, które przeprowadzano w ciągu sekundy, radary. Medycyna też się zmieniła, powstała nano-medycyna, operacje nie były potrzebne, wystarczyło kupić odpowiedni wszczep i położyć go na ciele, a on sam się łączył ze skórą i naprawiał to co natura zepsuła. Odkryto też, po 3 latach, że na nowych planetach nikt nie choruje na żadną ziemską chorobę. Każdemu dziecku po urodzeniu się aplikowano wszczep przeciwko wszystkiemu, rządy wykorzystały to, aby kontrolować ludzi, ludzie sie buntowali, ale i tak co mogli zrobić. Kalero miał rację, tyle techniki, tyle technologi, a jeśli by uzbroić 10 ludzi w pistolety z lat 90, okazało by się, że nie zostało by nic z obecnych gangów i rządów. Jedyny problem, że stali i metalu jako takiego nie było. Obecnie każdy metal był połączony z manitometalu, co obniżyło koszty minimalnych. Po co komu robotnicy, jak ściana sama się wypoziomuje, ustawi, a przy jakiś zawirowaniach nagnie się lub dopasuje do sytuacji, nie pękając. Aby rozwalić taki budulec, trzeba ogłupić „myślącą” ścianę, zerwać jej połączenie z resztą, dać do myślenia. Markus wiedział, że nie może się tu zbyt długo ukrywać, zapasy miał na prawie 3 lata, ale mimo wszystko, kiedyś musi stąd wyjść. Technika nie stoi w miejscu, za jakieś pół roku pojawią się takie wszczepy, które będą zdolne do jeszcze większego nie możliwego wykorzystania ciała, powstaną skanery zdolne przeniknąć planetę do samego jądra i ją zniszczyć. Z zamyślenia wyrwał go brzęczący dźwięk terminala, podszedł i nacisnął przycisk: odbierz. Zobaczył tą samą głowę w ekranie, która była mocno poobijana:– Mark, byli u mnie, niczego się nie dowiedzieli. Nadal cię szukają, więc jeszcze nie wiedzą gdzie jesteś. Podobno ktoś cię wydał, nie wiem kto. Rozwalili wszystkie 5 twoich azyli, nie wiem gdzie jesteś, ale uciekaj. Spłacam swój dług Mark, ratując ci życie. Załatwiłem ci miejsce na transportowcu na ziemię. Wylatuje jutro, jesteś robolem w przeładowni. To jedyna twoja szansa, na to aby żyć. Może się kiedyś jeszcze zobaczymy, powodzenia. Dokumenty przesyłam z tą wiadomością, pamiętaj jutro, albo śmierć. Choć ty jeden zobaczysz ziemię, wróć może za jakieś 5 lat, to może wszystko tu się zmieni, do zobaczenia bracie… – i znowu na ekranie widziała plansza z wyborem numeru. Obok terminala usłyszał dziwne buczenie, po czym klapka się otworzyła i wypadło z niej kilka rzeczy: dyskietka mieniąca się kolorami, plakietka identyfikacyjna i czarny prostokąt. Przyjrzał sie plakietce, była wiarygodna. Czarna skrzynka to ubranie i szybki kurs mechaniki pokładowej. Wpatrywał się długo w mieniącą się dyskietkę, po chwili dotknął ją palcem i poczuł jak jego ciało modeluje się na kogoś innego. Kilka wszczepów odpadło od ciała Markusa, co oznaczało rezygnację z kilku modyfikacji ciała. Jego ciało było nadal zmęczony leczeniem, po tym jak umknął obławie agentów. Wywiązała sie ostra wymiana ognia, zabitych zostało kilku cywili, ale jednak udało mu się wyjść z tego tylko z jednym postrzałem. Teraz nie będzie mógł na to liczyć, przyspieszenie do granic widzialności oczu. Wcześniej poruszał sie tak szybko, że jego ruchy generowały smugę ledwo widzialnej poświaty, poruszał się niczym duch we mgle. A teraz jego brat załatwił mu w ramach spłaty długu transport na ziemie. Czy miało to sens, wracać do czegoś czego sie nigdy nie widziało? Markus miał już w głowie cały kurs mechanika i inżyniera. Transportowania była tylko 1000 km od miejsca gdzie obecnie przebywał, droga nie była problemem, dla Markusa problemem było uwierzenie, że leci na ziemię.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz