połamane kwiaty (s-f)

a z tego mało być coś więcej ale odechciało mi się z powodu braku sensu...na pisanie dla siebie....
"Połamane Kwiaty"

pyp...

Teren walk 100 km. Gibon zawiadom majora że wchodzimy do miasta Abat. czyyt Piąty melduje o decyzji wejścia do miasta Abat. Powtarzam do miasta Abat sektor 4, kwadrat 3. czyyt Przygotować się. Znowu miasto śmierci, Warez zobacz na to, kompletna masakra. Trzeci cos tu nie pasuje. Co jest Bob. Wskaźnik ruchu wykazuje coś przed nami, zaś podczerwień milczy. Sprawdzi sprzęt może znowu nawalił. Nie to nie sprzęt, sprawdziłem. Chłopaki przygotować się. Może to nowa broń Twistów. Tak daleko od pola walk. Aaaaaaa... co to jest... moja ręka... dowództwo, dowództwo... aaaaaa.... tu piąty potrzebne wspa... ygh...

pyp...

--I co pan o tym myśli brygadierze.
--Nie wiem. To może być nowa broń Twistów lub Nilinaran, choć ten teren nie leży na terenach walk.
--No to co to było?
--Nie wiem!
--Nie po to pana tu sprowadziłem, aby dowiadywać się tego co już wiem. Straciłem tam trzy oddziały najlepszych ludzi! Dowództwo ma to w dupie, powtarza tylko "Teren zdobyty. Brak działań".
--Proszę dać mi dwa dni.
--Dobra, ma pan dwa dni na przygotowanie swojego oddziału, potem będę musiał jakoś wytłumaczyć waszą obecność tutaj.
--Rozumiem. Odmeldowuję się.
--Na rozkaz. Możecie odejść.

"Kirk Bert" głosiła tabliczka obok drzwi. Podszedł do drzwi, które same się otworzyły. W pokoju był łóżko, biurko stojące pod ścianą, duża szafa i wejście do ubikacji. --Jak ja nienawidzę tej roboty.
Miał 27 lat, był zbudowany nie lepiej od niejednego atlety. Szerokie barki, klatka piersiowa usłana mięśniami ułożonymi w takim porządku jak w doskonałej budowli, czarne włosy, które spadały na twarz dodawały mu dzikiej zaciekłości. Jego twarz była tylko w jednym miejscu inna, pod podbródkiem od jednego do drugiego ucha rozciągała się szrama, która szpeciła po części ten idealny układ. To będą ciężkie dwa dni, pomyślał. Położył się na łóżku i zamkną oczy. Przypomniał sobie tylko twarz swojej córeczki i zasnął.

Rozdział 1.

Obudził go sygnał z dzwonka do drzwi.

--Kto tam? -zacharczał.
-To ja Fred. Otwórz. -usłyszał odpowiedź.

Jego stary przyjaciel i kompan w walce. Wiele ze sobą przeżyli. Wyciągnął rękę i nacisnął przycisk otwierający drzwi. Kiedy drzwi otworzyły się jego oczom ukazał się szczupły mężczyzna. Długie brązowe włosy opadały mu na jego ramiona. Zawsze nosił ubrania za duże jak dla niego.

--I jak tam na polu walki -wykrztusi Kirk.
--Normalnie. My atakujemy oni się bronią i na odwrót, ale z doświadczenia wiem że damy radę i pogonimy ich z tego kwadratu a później sektora.
--No, no, bo jak się nie spełni to grozi ci sąd.
--Mam to w dupie -wyszeptał.
--Dobrze że szybko was tu ściągnęli.
--Chyba za szybko.
--Otóż nie. Mamy mało czasu, a maszyny.
--Maszyny przyjdą dziś w nocy. Atak w ogóle o po co nas ściągają z pola walk, przecież na terenach zdobytych nie potrzebne są ciężkie maszyny. -zmarszczył brwi Fred.
--Z tego co wiem to prosta sprawa tylko chorąży nie umie się tym zająć. Stracił już trzy oddziały. Odtworzył mi nawet taśmę z zapisu walki trzeciego oddziału. Po prostu wpadli na coś co ich rozwaliło.
--Zobaczymy, rozwalimy, zwyciężymy -to nasze motto. Idę zwiedzić bazę, spotkamy się później.
--Dobra ja i tak muszę coś sprawdzić i przygotować odprawę.
--To na razie.
--Do odprawy.

Drzwi za Fredem zamknęły się ze ze swoistym świstem. Spojrzał na biurko. Wszystko to nie pasuje, jeśli dowództwo "ma to w dupie" to dlaczego pozwala na wezwanie najcięższe broni do pustego miasta. A żeby wycofać jego oddział z pola walki potrzebna jest zgoda dowództwa. Siedząc na łóżku zamknął oczy. Zobaczył twarz swojej córeczki biegnącej za Amelią jego żoną. Z za pleców Amelii wyłoniła się lufa pistoletu maszynowego. Kiedy zorientował się co się dzieje usłyszał padające strzały. Uderzenie kuli odrzuciło go do tyłu. W tle słyszał krzyki i nadal padające strzały, on zaś widział już tylko niebieskie niebo i...ciemność. Z zamyślenia wyrwał go hałas za drzwiami. Otworzył oczy. Kiedy gwar oddalił się podszedł do biurka i przesłuchał od nowa nagranie z walki. Wszystko musi być przygotowane jak najlepiej .

Rozdział 2.

Stał oparty o filar, obserwując wszystko z boku. Widział jak obsługa magazynu rozładowuje lądowniki. Poczciwe ciężarne- pomyślał. Roboty bojowe z pełnym i najcięższym uzbrojeniem jakie można wymyślać i wyprodukować. Brały one udział w najcięższych i najbardziej niebezpiecznych misjach. Zostały wprowadzone po roku zarejestrowania pierwszych walk miedzy Twistami, Nilinaranami i Ludźmi. Ale wszystko zaczęło się kiedy ziemia została podzielona po wybuchu jądrowym. Różnego rodzaju mutanty popromienne zostały wysiedlone na tereny obu Ameryk. Zsyłani tam także byli przestępcy kiedy podnieśli bunt doszło do walk miedzy skazańcami a mutantami co zaowocowało stworzeniem koloni Alfa przez przestępców, która obejmowała Amerykę Południową, resztę objęli mutanci nadając sobie nazwę Nilinaranie. Kiedy ziemie Azji zaczęły topnieć przeniósł się tam ocalały przy życiu rodzaj ludzki zaludniając także przyległe tereny tworząc państwo Ziemia. W tedy okazało się że część naukowców prowadzi eksperymenty genetyczne na sobie i innych ludziach mające na celu uodpornienie na skażenie radioaktywne. Mugeny, jak ich nazywano, okrzyknęły się wybrańcami i ogniwem mającym dać następne, lepsze pokolenie. Zaczęli oni emigrować na teren Afryki. Stworzyli oni państwo Twist. Państwo to podzieliło się na wiele regionów działających jako państwo w państwie. 23 sierpnia 2011 roku, to jest pięć lat po wybuchu jądrowym doszło do konfliktu między Nilinaranami a Twistami do zniszczonej i nie zamieszkałej Europy. Kiedy wojska Twistów wkroczyły na tereny Ziemi, która odebrała to jako wypowiedzenie wojny... Z zamyślenia wyrwał go głos Kazila, człowieka podobnego do Freda tyle że mniejszego i szczuplejszego z włosami obciętymi na jeża. Jego twarz sprawiała że każdy kto go nie znał brał za małolata.

--Kirk, Kirk już czas.
--Okey, zawołaj chłopaków - wybełkotał.

Wyprostował się obiegając mętnym wzrokiem już przygotowane maszyny do wymarszu. Ta cała wojna zaczyna być bez sensu - pomyślał i skierował do pokoju umiejscowionym na samum końcu magazynu. W pomieszczeniu panował zaduch i głośny gwar prowadzonych rozmów.

-Panowie - zaczął podchodząc do biurka.

Odczekał aż ucichnie gwar rozmów.

-Naszym celem jest opuszczone miasto Abat. -kontynuował- Jest tam coś co rozwaliło już trzy oddziały, choć podczerwień i reszta elektronicznego gówna nic nie wskazała .

Wcisnął parę razy przyciski na ścianie. Na ścianie, za którą stał Kirk ukazał się obraz satelitarny miasta.

-A oto nasz cel misji. Zostało mi dostarczone nagranie z walki trzeciego oddziału i tylko jedna rzecz nie daje mi spokoju, dlaczego ci chłopcy nie oddali ani jednego strzału.

Nacisnął znowu przyciski na ścianie. Z głośników ustawionych nad sufitem poleciało nagranie.

--Co tak szybko zabija - padło pytanie.
-Jeszcze nie wiem, ale się dowiem - odpowiedział Kirk z lekkim uśmieszkiem.

Do pokoju przeszła fala pomruków i szeptów.

--Ruszamy jutro rano. Teraz do kwater i wyspać się, wymarsz o piątej. Odmaszerować!
--Tak jest !!- ryknęło 40 gardeł.
--Fred możesz zostać na chwilę.
--O co chodzi? - popatrzył na przyjaciela Dazi.
--Mam pewne przeczucie, że dowództwo wie, więcej o tym mieście niż tylko że jest na mapie.
--Po co by miało coś ukrywać - zmarszczył brwi Dazi.
--Nie wiem.
--Idź się przespać. I nie myśl nad tym jutro się przekonamy jakie cholerstwo tam się czai rozpieprzając je na kawałki.
--Zobaczymy.
--Odmeldowuje się.

Fred Dazi jego przyjaciel i zastępca daje mu do zrozumienia, aby zostawił tą sprawę. Przecież to on pierwszy uwierzył mu w sprawie przemytu broni przez armię dla koloni Alfa. Obiegł spojrzeniem pomieszczenie. Czarna pustka próbowała wedrzeć się do pomieszczenia ale blask lamp nie pozwalał jej na to. Podszedł do drzwi, popatrzył ostatni raz na pokój i wyszedł. Światło automatycznie zgasło zapalając się jasnym strumieniem nad wejściem do kompleksu mieszkaniowego.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz