Rozdział 1
Otworzył oczy i spojrzał przed siebie. Kontem oka przeleciało koło niego coś co było mignięciem i nieznacznym cieniem. Odkrył kołdrę i usiadł na łóżku, czół się fatalnie. Kolejna noc źle przespana, nie czół się fatalnie, czół się beznadziejnie zmęczony. Wstał i zrobił kilka kroków po spodnie i resztę ubioru. Kiedy już się ubrał wszedł do kuchni i nastawił czajnik z wodą na kawę. Kolejny raz kontem oka zauważył mignięcie uciekającego cienia w kąciku spojrzenia.
-- Wiem że tu jestem. Zapominasz że cię wyczuwam - powiedział jak by do siebie.
-- Wiem, że mnie wyczuwasz. I wiem, że mnie zauważyłeś. Co ci się śniło tym razem - usłyszał szept, jak by ktoś mówił koło jego ucha.
-- Nie pamiętam za wiele tego. Znowu był ten czarny gość, czy ktoś, nie wiem. A później gdzieś chodziłem, kogoś szukałem. Jakieś dziwne miasto, puste, bez ludzi i takie uliczki. A, no i rynek też był, niby koło niby kwadrat. I ta cholerna cisza, nawet odgłosów nie było, tylko cisza. A później pojawili się ludzie, jak by tacy dziwni, nieobecni i szarzy. I ja łaziłem koło nich i nic... obudziłem się.
-- A jak się czujesz?
-- Cholernie zmęczony, najlepiej bym się jeszcze przespał. A tu zaraz będzie trzeba będzie do roboty się szykować.
Gwizdek czajnika, zaczynał swoją kanonadę pisku. Zakręcił dopływ gazu i zalał czarne, zmielone ziarna kawy, nie słodził.
-- Od tej pracy ci się miesza, może zrobisz sobie jakiś odpoczynek - ten dziwny szept, niby daleko, niby blisko.
-- A za co będę jadł, pił i żył ?
-- Ale dzisiaj sobota, Kamerinie.
Przestał mieszać kawę łyżeczką, zatrzymując się na chwilę. Spojrzał na wiszący na lodówce kalendarz, miała rację, jak zawsze. Spojrzał na dopiero co zrobioną kawę i zastanawiał się, czy nie położyć się jeszcze. Ale stwierdził, że może lepiej będzie jak skupi się na sprawie porwań, które zaczęły tropić pobliską Policję.
-- Chyba masz rację, muszę zdecydowanie odpocząć od tego wszystkiego - powiedział raczej do siebie, niż do szepczącej towarzyszki.
Pokój nie był za duży, więc łóżko na jednej ścianie, małe biurko i masa ksiąg, kartek, pergaminów i różnych zapisków na drugiej pomniejszył objętość pokoju jeszcze bardziej. Usiadł na łóżku i łyknął czarnego płynu z kubka. Ciepło przetoczyło się przez jego przełyk i dalej do żołądka.
Sprawę, którą się zainteresował prowadził durny policjant dopiero co zaczynający swoją karierę w Policji. Nie mógł liczyć na jego pomoc, jak to było kiedyś za czasów Marka. To co udało mu się ustalić, to to, że nie ginęły tylko dzieci, ale też dorośli. Sprawa była o tyle dziwna, że to nie działo się w wielkim mieście, ale nie wielkiej mieścinie. Jedne ciała znajdywano, inne nie - nic nie trzymało się kupy. Kamerin upił kolejny łyk kawy i wrócił do przemyśleń. Każde z ciał miało inne obrażenia i znajdywano w różnych miejscach. Zaczynał podejrzewać, że to robota miejscowych, ale z drugiej strony miejscowi byli zbyt zabobonni aby coś takiego robić. Ludzie w takich miejscach nie byli zbyt obyci z cywilizacją, ale nie byli głupi i wierzyli w boga i chodzili do kościoła. Ksiądz nie wiele mu pomógł, jego cieszyło to, że ma za to pieniądze, a interes się kręci. Widział takich wielu, zero powołania tylko jedno w głowie - pieniądze. Spojrzał przez okno swojego pokoju, na chmury pełzające leniwie po niebie. Czego się tu czepić? To wszystko trochę nie trzyma się kupy. A może ty coś wiesz, czego ja nie wiem - zastanawiał się. Otrzymał odpowiedź: Poszukaj innej sprawy. Ta sprawa cię zniszczy. Kemerinie, odjedźmy stąd, proszę - powiedział głos w jego głowie. Myślisz że to coś większego niż do tej pory? - nie dawał za wygraną. Zdecydowanie... - w tym samym czasie, w innym miejscu.
Kamila była już spóźnione i to dobre 10 min. a w szkole 10 min, to czasami wieczność. Przekroczyła wejście do budynku i skręciła od razu w prawo. Woźnej nie było w portierni, więc się ucieszyła - nie będzie ją zatrzymać i zadawać głupich pytań. Przyspieszyła kroku, przechodząc przez korytarz, oświetlony promieniami słońca, które wpadały do środka przez okna na całej długości korytarza. Musiała się spieszyć, może jeszcze zdąży przed nauczycielem - choć mocno w to wątpiła. Kolejny zakręt, tym razem w głąb budynku szkoły. Po obu stronach znajdowały się drzwi do klas, z których zazwyczaj dochodziły szmery i odgłosy przemówień nauczycieli. Na samym końcu korytarza znajdywało się dwoje okien i schody na wyższe piętro, jak i obraz patrona szkoły. Zwolniła, kroki na korytarzu mogły wzbudzić zainteresowanie nauczycieli w klasach, a tego nie chciała. Stąpała lekko i delikatnie, jej baleriny z gumową podeszwą bardzo dobrze się do tego nadawały. Dobrze, że nie ubrała czegoś na twardym obcasie, czy szpilek - bo było by po niej. Dyrektorka szkoły dodała do statusu szkoły opis stroju i obecnie wszystkie dziewczyny i chłopaki musieli się ubierać tak jak to zostało napisane. Zatrzymała się nagle w połowie korytarza, i tak już nie zdąży przed nauczycielem. Coś ją zaciekawiło - cisza, nagle zrobiło się strasznie cicho. Kamila stała i nie wiedziała dlaczego się zatrzymała, ale najgorsza była ta cisza, to nie było normalne. Jej czarna spódniczka nad kolano lekko pofalowała, jak by poruszył ją lekki wietrzyk. Odczuła ten powiew na swoich nogach, choć okrywały je czarne rajstopy - to nie był zwykły wiaterek i od kiedy to w budynku przy zamkniętych oknach zawiewa? Zdjęła torbę z ramienia i położyła ją delikatnie na ziemi, powoli prostując się i rozglądając przed sobą. Podniosła rękę i nakreśliła w powietrzu znak, jak by malowała na czym, ale w tym przypadku było to powietrze. Kiedy skończyła, lekko pchnęła to co nakreśliła, a całość lekko zabłysła jak by została oznaczona złotą cieniutką nicią i uleciała w stronę dalszego korytarza. Kamila nadal stała, a jej spódniczka coraz bardziej falowała, to mogło oznaczać tylko jedno - coś się zbliża.
Zamknął dziennik i odłożył go na odpowiednie miejsce. Zrobił kilka kroków i usiadł na krześle, przed jednym z biurek w pokoju nauczycielskim. W jednej chwili poczuł dziwne ukłucie w głowę, kolejny raz które czół od ponad roku, kiedy się tu zatrudnił. W pokoju nie było żadnego innego nauczyciela, więc mógł sprawdzić to co go alarmowało. Odpiął połę garnituru i z bocznej kieszeni wyciągnął patyk, który w miejscu gdzie go chwycił miał wyprofilowane zagłębienia. Wstał powoli i spojrzał przez okna w pokoju, aby sprawdzić czy ktoś może go nie obserwuje. Pokój znajdował się na parterze, więc każdy kto chodził koło szkoły mógł do niego zajrzeć. Podszedł do drzwi i otworzył je najdelikatniej jak potrafił, zaglądając czy kogoś nie ma na korytarzach. Choć był nauczycielem, chodzenie z patykiem w ręce raczej nie było niczym normalnym, a już na pewno nie w tej szkole. Tutaj każdy objaw inności był wyśmiewany i karcony. Zamknął drzwi pokoju nauczycielskiego i szybkim krokiem skierował się w stronę prawego skrzydła. Coś mu mówiło, że tam ma się udać, aby odkryć tajemnicę tego co przekracza mury szkoły. Drzwi do klas mijały dość szybko, nie potrafił jednak określić, czy chodzi o nauczyciela, kogoś obcego czy może o ucznia, który się spóźnił. Za zakrętem znajdował się krótki odcinek korytarza i kolejny, gdzie mieścił się obraz patrona szkoły jak i schody na wyższe piętro. Skręcił i zauważył coś co nie mogło być tutaj, a jednak było. Momentalnie się zatrzymał i wpatrywał się w postać, której nie zobaczyli by inni. Poruszała się bezszelestnie, a jej czarna postura migotała i zmieniała się, jak by otaczało ją coś co załamywało światło w kilki miejscach jednocześnie. Zbliżała się do miejsca, gdzie miała wybór, podążać korytarzem lub przemieścić się na wyższe piętro. Lecz postać zatrzymała się, obracając się jednocześnie plecami do obrazu, który wisiał na ścianie. Postać postąpiła do przodu, więc wyczuł, że nadal się przemieszcza...
...wpatrywała się w czarne coś przed nią. Miała na sobie niby płaszcz z założonym kapturem. Emanowało dziwną, straszną energią, nie podobało jej się to. Z pod kaptura słyszała wydobywający się świst nabierane i wypuszczanego powietrza, ale brzmiało to tak jak by to robiło milion ludzi naraz. Postać poruszała się w jej kierunku, co coraz bardziej ją przerażało. Podniosła rękę i nakreśliła znak w powietrzu, który pchnęła w stronę postaci. Postać w tym samym momencie pachnęła ręką i uniosła głowę, zatrzymując. Spoglądało na nią coś, co nie było człowiekiem w tym świecie. Żółte przekrwione oczy, które patrzyły tak jak by patrzyło na nią milion ludzi, emanowały dziwną energią zła. Miała wyraz jak by ktoś pod kapturem się uśmiechał szyderczo, choć teraz jak by błagały o wybaczenie. Wyraz oczu zmieniał się przy każdym mgnieniu myśli i światła. Szybko nakreśliła kolejny znak i pchnęła go w postać, która uniosła rękę. Huknęło, a w całym korytarzu pojawiła się stróżka opadającej ściany popiołu. W tym samym momencie Kamila nakreśliła znak dwiema rekami i pchnęła je w stronę demona. Wiedziała już kim jest, popiół i zapach siarki, demon. Postać nadal trzymała podniesioną rękę przed sobą, ale to jej nie pomogło. Uderzenie zaklęć poderwało postać i rzuciło do tyłu uderzając z ogromną siłą na ścianę a której wisiał obraz. Postać lekko drgnęła i zaczęła się podnosić.
Obraz rozpad się, wyrwany siłą uderzenia czarnego kogoś, wpatrywał się jak by ktoś go unieruchomił. Kto mógł dysponować taką siłą, taką energią. Zauważył, że przybysz robi kółko palcami w powietrzu, raz, dwa, trzy - chwycił się za uszy, w których piszczało od eksplozji, która odbiła się echem w po całej szkole. Oderwał dłoń w której trzymał patyk, od ucha i pachnął nim - nastała cisza, zbawienna cisza. Ale jak przez mgłę usłyszał przerażający krzyk człowieka, jak by go próbowano rozerwać. Wycelował w czarną postać, która zaczynała kolejny raz kreślić palcami kółka, raz, dwa - momentalnie wycelował i wyrecytował w myślach zaklęcie. Postać momentalnie obróciła się w jego stronę, ale był wolny. Zaklęcie odrzuciło przybysza pod okna, powodując wgłębienie w ścianie. Nie poruszał się, ale to nie oznaczało, że to koniec. Krzyki zamieniły się w łkanie i płaszcz, co nie zwiastowały nic dobrego.
Kamila leżała na ziemi, jej biała koszulka była potargana w wielu miejscach, które powoli ale sukcesywnie zabarwiały ją na kolor czerwony. Łzy spływało po policzkach, rozmazując tusz do rzęs i pozostawiając czarny obrazy w miejscu gdzie przed chwilą spływała lawina łez. Rajstopy były potargane w wielu miejscach i zaczęły się pruć, dając groteskowy obraz jej nienaruszonej spódniczki. Spróbowała się podnieść i kolejny raz załkała, a łzy pociekły jej po policzkach. Czuła ból na cały ciele, jak by ktoś je poszatkował, kolejny raz spróbowała i mimo bólu miała się podnieść. Kontem oka zauważyła, że postać odskoczyła do tylu i uderzyła o beton pod oknami, robiąc przy okazji dość duże wgłębienie w betonie. Kiedy wstała, postać momentalnie podniosła się i doskoczyła do czegoś lub kogoś, kto był za rogiem. Szybkim ruchem nakreśliła znak w powietrzu i wypowiedziała zaklęcie. W ostatniej chwili pchnęła zaklęcie przed siebie. Postać właśnie szybowała w stronę innego przeciwnika, kiedy coś nią szarpnęło i rzuciło na schody. Zbierając w sobie ostatnie resztki energii, wypowiedziała zaklęcie i machnęła ręką. Przerażenie jakie zobaczyła w żółtych oczach sprawiło jej wiele satysfakcji, ale też napełniło grożą. Postać momentalnie buchnęła płomieniem i fuknęła pozostawiając po sobie kłęby opadającej sadzy. Upadła na kolana, a ból zaczął dochodzić do resztek jej komórek. Rany krwawiły coraz bardziej, ale nie miała sił aby wołać, krzyczeć, błagać o pomoc.
Leżał na ziemi z rozpostartymi rekami na boki, jak Jezus przed ukrzyżowaniem. Poruszył się momentalnie i chwycił za patyk, celując w miejsce gdzie przed chwilą jeszcze widział demona. Dyszał ciężko, nie zauważył jak demon wstaje i kreśli okręgi palcem. Zaklęcie powaliło go na ziemię i ułożyło, wedle uznania rzucającego. Poczuł tylko jak postać uniosła się w powietrzu w ostatecznym ataku na jego duszę, ale coś w niego uderzyło. A później potężne zaklęcie zniszczyło. Ale to już było nie ważne, teraz trzeba było ratować osobę, która walczyła z demonem. Wyskoczył z za roku i oniemiał z przerażenia. W korytarzu unosiła się niby mgła, a na ziemi leżała dziewczyna, ubrana w mundurek szkolny lub to co z niego pozostało. Kałuża krwi powiększała się i zaczęła malować posadzkę w coraz większym stopniu, a biała wcześniej bluzka była już cała czerwona. Zreflektował się i ruszył w stronę uczennicy, które spojrzała na niego, kiedy do niej podszedł. Podniósł patyk i wypowiedział trzy zaklęcia naraz, po czym pachnął patykiem na ciało uczennicy. Krew lekko stężała i znikła. Ubranie dziewczyny zaczęło lekko falować...
Kamila poczuła jakby dostała zastrzyk silnego środka przeciwbólowego i zamknęła oczy. Później usłyszała jak ktoś biegnie, a jego każdy krok rozbrzmiewa echem po całej szkole. Po chwili ktoś nad nią się schyla i podnosi, oraz głosy:
-- Co to było Belertorze? - znajomy głos
-- Demon, na tyle silny aby przebić się przez zaklęcia ochronne - głos nauczyciela
-- Demon, tutaj w szkole? - przerażenie
-- Niestety.
-- A ona. Co z nią i co ona tu robi - zobaczyła migające drzwi do klas
-- Walczyła z demonem.
-- Ona - stukanie obcasów i zapach...
-- Obroniła mnie, choć zapewne nie wiedząc o tym - weszli do jakiegoś pomieszczenia.
-- Może jest ich więcej. Ostatnio porwania są częstsze. - położoną ją na czymś twardym. Obróciła głowę w bok i zobaczyła czarne rajstopy i spódnicę lekko nad kolano, staroświeckie czółenka utwierdziły ją w przekonaniu kim jest ta kobieta, która rozmawia z nauczycielem. Usłyszała puknięcie wyjmowanego korka z butelki. Po chwili, ktoś siłą wlał jej coś do gardła. Zakrztusiła się, słysząc:
-- Połknij, jeśli chcesz jeszcze chodzić po tym świecie - połknęła.
Mijały sekundy, a może godziny, albo lata. Żarówka nad nią przygasła i rozbłysła. Podniosła głowę i spojrzała na dwie postacie siedzące w cieniu, które rozmawiały szeptem. Usiadła na tym, na czym ją położono - dwa zsunięte niskie stoliki. W cienia wyszła dyrektorka szkoły, a zaraz za nią nauczyciel matematyki.
-- Wiesz co to było, to czarne? - zapytała
-- Demon. Ostatnio wiele ich w wiosce. - odparła Kamila spoglądając na swoje baleriny.
-- Wiele? Ty ich widzisz?
-- Od ukończenia 5 lat.
Kobieta obejrzała się na mężczyznę, a później uśmiechnęła się do niej.
-- A kto nauczył się czarować i to do tego mentalnie?
-- Odkryłam księgi mojej mamy w domu, a babcia kiedy się o tym dowiedziała, zaczęła mnie uczyć i tłumaczyć wszystko. A wy to kto i na co wam te patyki w ręce?
-- Nie ma co tu ściemniać, prawda. Ale za dużo by trzeba było tłumaczyć, abyś zrozumiała. Powiem ci tylko, że jesteśmy po dobrej stronie, ale nie jesteśmy aniołami.
-- Super - odpowiedziała Kamila od niechcenia - anioły i demony. Pomyleńcy i popaprańcy, zgraja świrów jak ja, która potrafi czarować. Po prostu super...
...słońce zaczynało się znosić. Przy trzech oknach pojawiła się postać w czarnym kapturze, opleciona czernią, jak by przy każdym upadającym promyku słońca, był on zabijany. Koło czarnej postaci pojawiła się inna postać, emanująca bielą i dziwnym blaskiem.
-- Ludzie to dziwne stwory. Deklarują wiarę, ale jej nie okazują. Czytają biblię, ale jej nie rozumieją i interpretują według własnego uznania, a pismo to pismo trzeba je rozumieć tak jak napisane.
-- Nie nam to oceniać. Co on tu robi?
Odpowiedziała mu cisza.
-- Wiesz, że my możemy tylko kusić i nakłonić ich do pewnych decyzji. Ich myślenie same ich niszczy i sprawia, że robią to czego nie chcą lub nie potrafili by nigdy wcześniej czegoś zrobić. Tacy są ludzie...
-- Ale co on tu robi?
-- A nie widać? Niesie zbawienie i chwałę.
-- Jakie zbawienie, kogo?
-- Nikogo...
Koło okna rozległo się łupnięcie a ściana lekko się wygięła. Czarna postać wysunęła kościste paluchy i zaczęła nimi gestykulować. Białe skrzydła, mieniące się na wszystkie kolory blasku i światła rozpostarły się na boki. Czarne paluchu wsunęły się na powrót do środka płaszcza z czerni, mieniącego się teraz różnymi odcieniami czernią w czerni. Tym razem czarne nadpalone i zniszczone skrzydła rozpostarły się na boki, mieniąc się czernią i emanując smutkiem i upadkiem. Usłyszeli dziewczęcy krzyk, po czym rozległ się huk. Czarna postać lekko się poruszyła:
-- Głupcy. Demona nie można zabić, można go tylko odesłać, a on w tej samej chwili pojawi się gdzieś indziej na tym padole - po czym znikła, tak samo jak się pojawiła.
Biała postać stała spoglądając przez okna na korytarz szkolny.
-- Zapomniałeś dodać, że tacy jak oni zawsze się pojawią, aby takiego czy innego demona odesłać. To ich przekleństwo, nigdy nie zaznają spokoju. Jedyny paradoks tego jest w tym, że choć walczą z nimi i tak pójdą do piekła. - ostatnie słowa zabrzmiały niczym echo, bo białej postaci już nie było.
Rozdział 2
Kamila siedziała na krześle, z założoną nogą na nogę.
-- Więc jak to jest... - zaczęła - Wytłumaczcie mi. Proszę.
-- Dobra, jak tak chcesz - odpowiedział nauczyciel.
-- Chcesz jej to wszystko wyłożyć. Teraz? - obruszyła się kobieta
-- Tu czas płynie inaczej, wiesz o tym, Termido.
-- Rób jak chcesz, ja bym to zostawiła jak jest. Wracam do obowiązków.
Ściana lekko się obruszyła i przesunęła, ukazując korytarz szkolny, po czym ściana zamknęła się tak jak była. Nauczyciel, nazwany Belertor odwrócił się do niej i przysunął sobie krzesło, siadając na przeciw Kamili.
-- Wiesz, że jest dobro i zło, szatan i Bóg, podziała na białe i czarne?
-- Każdy to wie, nawet idiota - uśmiechnęła się ironicznie Kamila
-- Wiesz, że na świecie są demony i anioły.
-- Wiem, ale widzę tych złych.
-- Bo aniołów nie da się zobaczyć, ale mniejsza z tym. Demony i anioły są tu po to, aby nasz kusić lub naprowadzać na dobrą drogę. Aby człowiek lepiej mógł to zrozumieć, powstała Biblia, która wiele księży źle interpretuje.
-- Wiem coś o tym, trzeba ją czytać dosłownie.
-- Właśnie - uśmiechnął się Belertor - Jedni nam doradzają, a inni kuszą - taka ich jest mentalność. Aby to też zrozumieć, trzeba by się cofnąć do momentu powstania człowieka. Kiedy Bóg składał człowieka i modelował, wiele aniołów zaczęło się bać, a jak wiesz strach nie jest uczuciem dobrym, ani też nie jest Boski. Ponieważ wiara, to bezgraniczne zaufanie do tego co ktoś robi. Kiedy Bóg nazwał człowieka swoim dzieckiem, Lucyfer jako jeden z wyższych aniołów, przeciwstawił się Bogu, stwierdzając że to anioły są dziećmi Boga. Lucyfer bał się, że Bóg zamiast być dla aniołów, będzie dla ludzi, za to został zrzucony do miejsca, które nazwał piekłem. Razem z nim zrzuconych został każdy anioł, który poczuł strach. Wiele ludzi uważa, że piekło jest pełne dusz, ale tak nie jest, to ludzie chcą w to wierzyć.
-- To nie ma w piekle dusz?
-- Nie ma ich też w niebie. Przecież dopiero podczas sądu ostatecznego postaną zmarli i zostaną osądzeni razem z żywymi, którzy raczej już nie będą żywi. Ponieważ tylko dusza człowieka może przejść do nieba czy do piekła, żadne ciało tam nie wejdzie. A jak sama się domyślasz, duszy nie potrzebne jest picie, jedzenie, uciechy cielesne, czy dobra których wcześniej dotykał, duszy jest potrzebna bezgraniczna miłość i oddanie.
-- Ale ludzie coraz bardziej popadają w samozachwyt. Mają cząstkę boskości i to ich niszczy, nie potrafiąc tego docenić. Wiele ludzi chodzi do spowiedzi, ale nie mówi wszystkich grzechów, taka spowiedź jest nie ważna. Cała msza to symbolika i obrzędy kultywowane od szmat czasu, które tak naprawdę mają być namacalną ideą Boga. Jezus przecież, pokazał nam jak mamy czynić na pamiątkę, przekazał nam też przykazanie miłości i nic więcej. A ludzie dorobili do tego resztę.
-- Wiec co, ludzie powinni zbierać się przy stole i rozmawiać, rozprawiać o słowach i piśmie, a na koniec napić się wina i najeść.
-- Tak, właśnie o to w tym chodzi. Aby rozprawiać o piśmie, a tym samym go zrozumieć. To też sprawia, że człowiek rozumie swoje czyny i zaczyna rozumieć to jaki jest i czym jest. Wnika do swojej duszy, odkrywa cząstkę Boga w sobie. Od czego się to zaczęło, od jabłka. Ewa zrobiła coś co było zakazane, a później się okryli. Wierność i wiara w słowa Boga zostały przełamane przez węża, który kusił Ewę, która zwątpiła, która się zlękła. Strach, który pojawił się w jej sercu zniszczył anioły, podobnie strach zniszczył Raj. Ludzie jednak nie rozumieją, że Szatan nie musi o nas walczyć, bo on przy sądzie ostatecznym i tak wygra, dostanie to co chciał dusze umarłych, którzy nie dostąpią zbawienia. Ale szatan boi się, że to może trwać wieczność i dlatego kusi ludzi. I tak najpierw ma przyjść fałszywy mesjasz, a później nadjadą czterej jeźdźcy apokalipsy, którzy sprawią, że żywi staną się martwymi i będą mogli zostać poddani sądowi ostatecznemu.
-- W sumie to ma sens - odpowiedziała Kamila
-- To nie koniec. W średniowieczu było nas wielu, mieliśmy status obrony przed ciemnymi i demonami. Walczyliśmy z nimi, aby równowaga nie została zachwiana. I tak będzie cały czas, jutro czy za sto lat. Zwalczamy demony i bronimy zwykłych ludzi, przed ich samymi. Nie po to zostaliśmy obdarzeni mocą widzenia czarnych, aby to zaprzepaścić. Jedyny problem w tym, że i oni nas widzą i czują. Dusze czekające na sąd ostateczny błąkają się po całym świecie, czekają. Ten którego odesłałaś, to demon. My go nazywamy czarnym...
-- Jest was więcej? - przerwała mu Kamila
-- I tak i nie - odpowiedział jej szybko nauczyciel - Kiedyś było nas wielu, teraz jak widzisz jest tylko nie wielu. Ludzie, kiedy zauważają w sobie moc i dar do utrzymania równowagi, nie rozumieją tego. Wiele osób fiksuje i załamuje się, czyli popełnia samobójstwo. Obecne czasy całkowicie wypychają sferę egzystencjalną z życia. Wiele osób przedmiotowo podchodzi do życia, do spowiedzi, kościoła, mszy czy nawet swojego dnia. Pracują tylko po to, aby mieć więcej i lepiej, choć nie będą mogli tego zabrać po śmierci. Zamiast dążyć do jedności z Bogiem, dążą do jedności z szatanem. Wszystko to sprawia, że Lucyfer cieszy się kiedy kolejna dusza będzie jego. Człowiek ciągle uważa i myśli, a to domena strachu, domena piekła. W Boga trzeba wierzyć, robiąc krok wiesz że cię on nie zabije, robiąc oddech wierzysz że nie będziesz chora, bezgraniczne oddanie się woli Bożej.
-- Ale to bez sensu. To zaprzecza wolnej woli.
-- I tak i nie. Masz wybór, albo wierzysz i ufasz, albo się boisz a tym samym dążysz do tego co daje ci tylko przyjemność, a późnij otrzymasz po stokroć cierpienia. Piekło jest puste, demony pojawiają się na świecie i szepczą ludziom do ucha rzeczy, napawają ich strachem, namawiają na działanie przeciwko dobru. Przyjaciółka, która przychodzi w odwiedziny i która wydaje osąd na partnera danej dziewczyny, kim jest? Dlaczego osądza, kiedy tylko Bóg nas osądzi kiedy nastanie koniec świata. Osąd przyjaciółki powoduje strach u dziewczyny i wątpliwości, które skutkują problemami, brakiem zaufania do partnera, brakiem wiary w niego i to co czuła do niego. Zamiast miłości pojawiają się myśli, zwątpienie i strach. Cały związek zaczyna upadać, choć opierała się na miłości. Więc gdzie ona jest, jeśli miłość nie zna strachu, nie zna wątpliwości, łaskawa jest i szczera jest. Jeśli dziewczyna naprawdę kochała by partnera, nie posłuchała by dobrych rad swojej przyjaciółki, która kierowana jest zemstą na facetach, która nie ma szczęśliwego związku, która boi się o własny związek i poddaje w wątpliwość uczucia obcych jej osób. Została ona wysłana przez tych złych, aby inni też zaczęli się bać. A później wiesz jak to działa - uśmiechnął się nauczyciel.
-- Tak. Efekt domina. Ale są też tacy, co wierzą i nie dają się takim.
-- Tak, są. Ale jest ich mało. Nawet ksiądz, który ma być siewcą prawdy i wiary, wielokrotnie jest tylko siewcą zwątpienia i zakłamania.
-- Więc, wynika z tego, że mamy przesrane.
-- Można tak to ująć. Ale nie po to mamy moc daną od Boga, aby ją trwonić i zaprzepaszczać.
-- Reasumujmy. My jesteśmy dobrzy i walczymy ze złymi. i jeśli ludzie ufali by Bogu i wierzyli w jego byt, chodzili by... - Kamila się zastanowiła.
-- Tak, chodzili by nadzy i żyli by w dobroci i harmonii. Nie potrzebowali by ubrań, nie potrzebowali by komputerów, ani aut. Dbali by o zwierzęta i zabijali by tylko dla jedzenia i tylko dla jedzenia. Nie potrzebne były by im domy, ani mieszkania.
-- Ale człowiek, był by niczym.
-- Wystarczy pęknięcie żyły, aby umarł. Wystarczy, że upadnie i może umrzeć. Człowiek w swojej istocie jest niedoskonały, aby wiedział że żyje i doceniał to co ma. Popatrz na osoby, które chorują, jak one zazdroszczą zdrowia innym i żałują, że nie dbali o zdrowie. Popatrz na tych, co dążą tylko do jednego, bogacenia się i aby mieć, co oni mają z tego po śmierci. Ich dusze wędrują wieczność po ziemi, czekając aż nadejdzie koniec świata.
-- Więc po co jest to wszystko? Na co to?
-- A kto to wymyślił? Kto to zbudował? Kto odkrył to wszystko? Bóg dał nam ciało, ziemię, faunę i florę. Nic więcej, nic ponad to i nic nad to. Co mu było potrzebne więcej? Miał co jeść, miał co pić, wszystko miał i to stracił, przez myślenie. Widziałaś kiedyś zakochanego chłopaka?
-- No, niestety tak.
-- Jak się ona zachowuje.
-- Głupio, a czasami debilnie.
-- Tak, ale on zachowuje się tak jak by mógł chodzić bez ubrania i nie przejmować się niczym. Przepełnia go miłość i szczęście - to właśnie jest to co człowiek doświadczy, ale po stokroć w niebie, a na ziemi czuje tylko drobinkę tego, a jak się zachowuje, jak chodzi, jak nie myśli, bo głowa jego nie pracuje, czuje on sercem. I chyba wiesz, co się dzieje, jak ktoś to straci...
-- Załamuje się, zaczyna myśleć. Zaczyna się...
-- Bać - przerwał jej Belertor
-- Kurcze. To... nie wiem jak to opisać. Trudne. - zasępiła się Kamila
-- To nie jest trudne, to raczej trzeba poczuć i wierzyć w to, reszta samo przyjdzie. Popatrz jak wiele ludzi nie ma pracy, chodzą z kąta w kąt, nie mają wiary i nikt im jej nie chce dać. Ale kiedy znalazł by się ktoś, kto powiedział by: znajdziesz pracę, nie jesteś sam. Było by inaczej, a tak taki człowiek upada coraz niżej, aż umiera.
-- I co my mamy dawać nadzieję i wiarę?
-- Nie. My mamy walczyć z tymi, którzy chcą jak najwięcej ludzi zarazić strachem, a tym samym złem.
-- Powiedziałeś, że możemy ich tylko odesłać. Więc czy to oznacza, że nie możemy ich zabić.
-- Nie, nie możemy ich zabić. Mimo wszystko, choć są upadłe to jednak anioły, mają moc ale sieją to w ludziach, co i ich zniszczyło i niszczy - strach. Zauważ, że kobieta która siedzi sama, a ukochany się spóźnia po jakimś czasie spotka znajomą, która rzuci słowami: a może on ma kochankę i pojawia się myślenie, które zaczyna niszczyć nią, wypalać nią od środka, brak zaufania, brak wiary i brak oddania, tylko wątpliwości, myślenie. Zawala się wszystko, fundamentalne uczucie łamie się, bo jedna ze stron zwątpiła, cały związek zmienia się w upadająca ruinę, bo jedna osoba tego nie udźwignie.
-- Rozumiem. Miłość płynie od Boga, a strach, a tym samym czerń od Szatana. My walczymy z tymi złymi, tylko że my nie jesteśmy aniołami.
-- Nie. Bo lucyfer był wysokiej rangi aniołem, a nie Bogiem. Zstąpienie aniołów oznaczało by koniec świata. Zauważ, że tylko podczas przyjścia mesjasza zstąpili aniołowie, aby to oznajmić i przygotować wszystko. Teraz tylko nieliczni schodzą z niebo, aby powoli przygotowywać wszystko na jego przyjście. Ale kiedy pojawią się w większej ilości, zacznie się to co tak wszyscy się obawiają, ale najpierw musi się pojawić antychryst i czterej jeźdźcy, którzy doprowadzą do tego, że każdy żyjący będzie tylko duchem i będzie sądzenie żywych za życia i umarłych za śmierci.
-- Chwila, ale to zaprzecza całej idei istnienia człowieka.
-- A kto tak naprawdę uświadamia sobie, że dąży do śmierci, która może nastąpić jutro, albo za tydzień. Ludzie nie doceniają życia i swojego istnienia, zatracając się w gonitwie za martwym pieniądzem. My musimy grać wg. tych zasad, choć wiemy o tym, co nas czeka, bo walczymy z demonami. Czujemy ich energię, cierpienie, strach ich wątpliwości. Oni czują nas, czarując myślisz o czymś dobrym, a nie złym. A kończąc naszą rozmowę powiem ci tylko tyle: Jezus przy każdej okazji pokazywał uczniom, aby się nie lękali i zawierzyli mu i swojemu ojcu, aby mu ufali choć nie wiedzieli dlaczego. Wielu z nich czyniło rzeczy, choć nie wiedziała jak to się dzieje i nie rozumieli tego, ale czynili, zmieniali się oddawali się tylko jego naukom, a kiedy nie rozumieli pytali się go. A on cały czas powtarzał, aby się nie bali i wierzyli.
-- Ale to wszystko jest chore - zabrała powietrza Kamila i wypuściła.
-- Teraz każdą chwilę będziesz traktować jak straconą. Mnie uświadomiono, jak miałem 15 lat i żyje z tym cały czas. Że nie mam niczego do stracenia, bo to co mam nie zabiorę jako dusza ze sobą. To nasze przekleństwo...
-- Zajebiście, po prostu super - stwierdziła Kamila i wstała, kierując się do ściany.
Belertor też wstał i podszedł do ściany, która momentalnie się otwarła. Oboje wyszli na korytarz szkolny, na którym panowała cisza, zakłócana rozmowami i szmerem słów wykładowców.
-- Która jest godzina? - zagaiła Kamila
-- Trzy sekundy jak weszliśmy do azylu.
-- Ile? - wyszeptała
-- Około trzy sekundy - uśmiechnął się nauczyciel matematyki.
-- Idź na drugą lekcję, załatwię ci usprawiedliwienie na pierwszej.
Kamerin w tym czasie spacerował po ulicach wioski, w której się zatrzymał z całym swoim tobołem. Zastanawiając się nad sprawą odczuł dziwną chęć na spacer. Zawsze robił to co wyczuł, że tak trzeba. Wierzył, że ktoś na górze mu pomaga. Obejrzał się za siebie i zobaczył kogoś kto stał na skrzyżowaniu i patrzył się na niego. Nie umiał rozpoznać kto to i czy zna daną osobę. Wtem usta osoby otworzyły się, a z niej wydobył się pis przerażenia i strachu. Zakrył sobie uszy dłońmi, ale pisk przeszywał go, wnikał w niego i atakował jego źródło mocy. Wszystko momentalnie ucichło. Wyprostował się, nie odrywając dłoni od uszu. Odskoczył tak gwałtownie, że upadł na ziemie. Przed jego twarzą pojawiła się szara postać, a jej oczy mówiły o bólu i potępieniu, po czym znikła. Nie lubił takich rzeczy, a już na pewno nie z takiego bliska. Zastanowiło go to, dlaczego ona nie dała mu znać, że to dusza. Rozejrzał się wokoło siebie, skupiając wzrok na szkole. Wstał i zaczął kierować się w jej stronę, coś go do niej ciągnęło, przyciągało. Będąc koło ogrodzenia w jednej chwili w ścianie pojawiło się wybrzuszenie i usłyszał dziwny, jak by z daleka krzyk. Ktoś jak by krzyczał z bardzo wielu metrów, a on słyszał tylko skrawek tego krzyku. Obserwował okna, pod którymi pojawiło się wybrzuszenie. W jednej chwili puknęło mu w uszach i nastała cisza. Wiedział, że ktoś rzucił zaklęcie odsyłające. Przeszedł przez furtkę i wszedł na chodnik prowadzący do szkoły. Wyczuł zapach siarki i strachu, demon lub to co z niego zostało. Przeszedł przez drzwi szkoły i rozejrzał się, ale nikogo nie zauważył, nikogo nie było. Wtem usłyszał szelest i pojawiło się stukanie obcasów o posadzkę korytarza. Rozejrzał się i schował się w portierni sprzątaczki, stukanie narastała z każdym krokiem. Kiedy było nie przeciw niego, odczekał chwilę i wyjrzał, aby przyjrzeć się osobie, która przed chwilą szła korytarzem. Kobieta około 40 lat, ubrana w ciemno beżową garsonkę, czarne rajstopy i czółenka, włosy upięte w kok. Trochę na modłę starej panny - pomyślał Kemerin. Kiedy kobieta otworzyła drzwi z tabliczką: Dyrektor szkoły, odczekał chwilę, aż kobieta zadomowi się w biurze i wyszedł na korytarz. Nasłuchiwał, ale niczego dziwnego nie usłyszał, ani płaczu dziecka, ani lamentu, ani krzyków, tylko odgłosy wykładów i odpowiadających uczniów. Skierował się w prawo i zaczął uważnie rozglądać się, aby wyłapać coś co może być dziwne lub inne, ale niczego nie było. Skręcił w lewo, wtem koło niego ściana się obruszyła i wyszło z niej dwoje osób. Dziewczyna i mężczyzna, nie widzieli go, bo ściana otwarła się tak, że był zasłonięty. Wiedział, że nie są oni zwykłymi ludźmi... zwykli ludzie nie wychodzą ze ścian.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz