Przyszedł mi pomysł na napisanie thrillera/horroru. To jest początek opowiadania, i zarazem wstęp, choć nie wiem czy pisać dalsze losy tej sprawy, jeśli okażą się one słabe i mało interesujące.
------------------
"Mimemoza"
Początek
Fabien patrzył się nie przytomnie przed siebie. Jego palce trzymające papierosa nad popielniczką lekko drgały. Jeszcze do niego nie docierało, to co zobaczył po przyjeździe, 15 min temu. A miał jechać do żony i dzieci, miał spędzać z nimi czas, miał się bawić z dziećmi, miał... życie. Po co brał tą sprawę, po co się w to pakował. Człowiek robi różne rzeczy, których później żałuje: jak zdrada, pobicie, czy inne sytuacje. Ale nie coś takiego. W oddali usłyszał dudnienie, niż słowa. Po wyjściu, po za taśmę zadzwonił do kolegi, przyjaciela, który mógł mu pomóc. Znowu to dudnienie, tym razem wyraźniejsze: Fen, fen, jest tam kto? Ocknął się momentalnie, spoglądając na kierunek napływającego dudnienia.
-- Cześć Bartek, dzięki że przyjechałeś - wybełkotał Fabian.
-- Fen rozumiem że oboje pracujemy w Policji i oboje na tym samym posterunku, ale ja prowadzę sprawy, no wiesz takie "chore"
-- Dlatego zadzwoniłem, bo jesteś moim przyjacielem i nie jedno widziałeś. I właśnie dlatego że prowadzisz, te "chore" sprawy.
-- O.k. to co tam masz.
-- Chodź, sam zobaczysz.
Fabian wstał z krzesła, puszczając końcówkę papierosa do popielniczki. Skierował się na schody prowadzące w górę. Hol, w którym się znajdował był poczekania hotelową, podmiejskiego motelu o nazwie "S hotel". Wytarty dywan pod nogami, nie czyszczone lampiony pod sufitem, staruszek na portierni i biurko robiące za portiernię, znające lata początków PRL i co było do przewidzenia, nie działająca winda.
-- Które piętro? - zapytał Bartek, spoglądając na schody.
-- Pierwsze, ale to i tak nie robi różnicy.
Na piętrzę było jeszcze gorzej. Korytarz był długi z masą drzwi koło siebie, aż dziw bierze, że za nimi były pokoje. Co kilka drzwi na ścianie wisiała lampa, która nie umiała rozproszyć i tak panującego tu pół mroku. Szli, mijając kolejne drzwi. W pewnej chwili Fen zatrzymał się, spoglądając przed siebie.
-- Co jest Fen?
-- Idź pierwszy. Drzwi z naklejoną taśmą, ja już to widziałem.
-- Jak chcesz - wyszeptał Bartek mijając go i przechodząc pod taśmami. Tuż za nim, wszedł Fabien.
Przedpokój był malutki i ciasny. Później wchodziło się do pokoju, w którym stało łóżko, szafka nocna, szafa i stolik, po prawej były drzwi do łazienki, a po lewej ściana, przy której stała szafka a na niej mały telewizor. Łózko było raczej przeznaczone dla jednej osoby, choć dwie też by się na nim zmieściły. Dopiero teraz Bartek zrozumiał, dlaczego Fen zadzwonił do niego. Na łóżku leżało ciało, a raczej część ciała, sam korpus bez członków. -- Kurwa - wybełkotał Bartek. Z łóżka kapa na wyliniały dywan krew, powiększając i tak duża kałuże krwi. -- A gdzie reszta - wyszeptał nie świadomie Bartek. W łazience, uzyskał odpowiedź. Na ścianach były ślady krwi, jak by ktoś rąbał ciało nie przejmując się śladami i bryzgami krwi. W łazience nie było lepiej, członki ciała, zostały poukładane w innych częściach łazienki. Głowa patrzyła w lustro, ręce były rozmieszczone na sedesie i półce. Jedna noga wystawała z kosza na brudna bieliznę, drugiej nie było na widoku.
-- A druga noga?
-- Jest w wannie. Ale to nie wszystko. Jest drugie ciało.
-- Żartujesz, Fen. Gdzie?
-- Przed tobą, w wannie.
Teraz Bartek dopiero dostrzegł kontury rysującego się ciała w wannie napełnioną czerwoną mazią, połączenia krwi i wody. Bartek odskoczył jak oparzony trafiając na ścianę. -- Boże, Boże, Jezu - bełkotał Bartek. Wpatrywał się w wannę jak zaczarowany. -- Ale, ale... - nie umiał zebrać myśli.
ciało w wannie, było pozbawione członków, ale też było bez skory z uwidocznionymi wnętrznościami i mięśniami, jakie ludzkie ciało posiada. Było też widoczne, że ciało jest dużo mniejsze od dorosłego człowieka.
-- Na łóżku to kobieta, Karolina Pokacz 32 lata. Ciało tutaj to Dominika Spalo, 15 lat.
-- Kurwa, ale kto, jak. Tak nie można. - bełkotał Bartek.
-- Dlatego dzwoniłem. Wyjdźmy stąd. - zarządził Fen.
Przeszli przed pokój z korpusem bez członków i wyszli na korytarz. Bartek patrzył na niego biały jak ściana. Daj zapalić, muszę zapalić, wybełkotał Bartek. Fen wyciągnął papierosa i przypalił zapalniczkę koniuszek wystającego tytoniu.
-- Co masz Fen?
-- Nic, dosłownie nic. Nie ma śladów, nie ma świadków, nie ma niczego. Portier widział jak wchodziły same, później nikt nie wchodził. Wykupiły pokój na weekend. Obok mieszka kobieta, ale nic nie słyszała, Małgorzata Zammar.
-- Przecież to nie możliwe, aby nic nie było.
-- A jednak nic - stwierdził Fabien zwieszając głowę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz