niedziela, 20 lutego 2011

wiersze, wierszyki, poetycznie

"ciemność w oczach"

Czerń duszy, zakrapianej czerwienią
Bielą?
Purpurą?
Odmiennością?
Szarość twarzy, kolorowany śmiercią
Wybawieniem?
Końcem cierpień?
Brakiem wszystkiego?
Niebieskość duszy, w niebieskich obłokach skąpanej
Zabawne?
Groteskowej?
Niczyjej?
Pamiętać o tych co odchodzą w naszych sercach
Ich już nie ma, odeszli
Kolorowali nasz świat tyle razy
Nie docenieni
Bez pochwał
Bez komplementów, orderów
Pamiętać o tym, co było, a czego nie będzie
Piękne sytuacje życia
Cieszenie się uśmiechem
Dzielenie razem radości
Obdzielanie się smutkami
Poczuć, że codzienność też może być cudowna
Umiłować swoje brzemię
Powiedzieć sobie, że tak trzeba
Pozwolić się niszczyć, choć to tylko utopia
Zaznać tego, czego oni nie pozwolą sobie poznać
Wierzyć w swoje wnętrze, uczucia, poczucie wartości
Patrzeć na motyle i cieszyć się tym całe życie
Pochwycić marzenie i uśmiechnąć się
Zadawać sobie pytania, ale nie odpowiadać
Odczuwać życie takie jakie jest, bezcenne, jedyne
Żyć jak my chcemy, bez dobrych rad
Jedno życie mieć i je zniszczyć, stracić
Nic nie zrobić dla innych, być dla siebie
Zapomnianym zostać jak zeszłoroczne wydarzenia
Tylko jedno to życie, tylko jedna chwila od śmierci
To co zobaczone, zapamiętane to nasze, wieczne, powiedziane
Nie ma piękniejszego życia od miłości w codzienności
Zakrytej, poznawanej co dzień, dawanej w każdej chwili
Uradować się uśmiechem, chęciami, zbawieniem
Docenić promyk złapany kątem oka
Docenić siebie, a nie posiadać, mieć
Kiedy złożą nas do ziemi ciemnej, pozostanie pustka
Rzeczy odejdą swoją drogą na śmietnik
Starocie, bez użyteczne graty, pamiątki z życia
Fotografie, filmy, pamiętniki, przywołujące łzy wspomnienia
Po co to komu teraz, na co to później, bez wartości, bez życia za życia
Pamięć ulatuje powoli, jednostajnie umierając o codziennym mówieniu, myśleniu, oddaniu
Miłości już nie ma, sensu nie ma, życia w sobie brak
Jednak myśl, ta sama, powolna, niszcząca - po co żyć bez miłości
Jedno słowo, a tyle znaczeń, tyle głębi, kto cię stworzył?
Że tak bardzo trapisz stęsknionych
Że tak bardzo męczysz brakiem drugiego
I cisza cały czas w uszach gra, niesforna, delikatna
Wierna, oddana, jedyna
Taka nie zrozumiała dla teoretyka sprawa
Zrozumieć to co otacza oczami tego co czuje sercem, wnętrzem poznaje świat
Siła w tym co jest, a nie widać, nie słychać ni opisać co czuje się
Ni dotknąć, ni powąchać, a jest
W każdym z nas, odczuwalna
Dająca poczucie życia, sensu, nas
Jednym chęci brak aby poznać
Inni za bardzo dają innym
Nie zrozumiała, jednak, wierna w nas i obok nas.


"Zasnąć budząc się"

Śpię, nikt nie chce mnie dotknąć, nikt obudzić
Sen jak senna mara
Śpię
Chodzę żyję, jak by bez czegoś
Dzień jak tydzień, godzina miesza się z dniem
To sen we śnie
Tylko dlaczego boli jak się uderzę?


"Hołd codzienności"

Żółty kubek na biurku
Pustka do niego zagląda
Fusy zastygły czekając na dalsze wydarzenia
Zdjęcie ukochanej, pięknej dumnie pręży się i flirtuje ze mną spojrzeniem
Och ty nie dobra diabliczko
Świeca jednostajnie pokazująca świętość przyszłych świąt
Sterta kartek zapisana bazgrołami głupoty
Mała kamera lekko krzywiąca się do własnych nagrań
Kilka płyt mimochodem uśmiechających się swoimi danymi
Kabel wyginający się w akrobatycznych figurach
Słoik prychający odpadkami
Wieczko od słoika naburmuszone swoją rdzą i zgnilizną
Zasilacz od laptopa ziejący gorącym oddechem przegrzania
I laptop, jedyny który po prostu jest, bez wyrazu i smaku
Codzienność co dnia, witająca mnie ciszą
Życie koło tylu rzeczy, ani jedna nie powie ani słowa, choć duszę mają
Serce w nich nie boje, nie stuka, nie puka, a najbliższe, najcenniejsze
Codzienne, w codzienności co dzień
Jedyne, które mnie otaczają
Jedyne, które przemawiają, choć tego nie potrafią
W tej ciszy
W tej pustce co dnia, za dnia.

środa, 2 lutego 2011

Tęsknota dosłowna - opowiadanie

Kamil lekko podniósł głowę, aby spojrzeć na zegarek. Była 6:19 - i po co tu wstawać tak wcześnie - pomyślał. Mijał tydzień, a czół się jak by minęły trzy miesiące - paradoks. Wcześniej jak chodził na piwo, bawił się miesiące mijały mu jak tydzień, a teraz. Nie miał siły na nic, nawet aby otwierać oczu i zamykać, nawet nie chciało mu się oddychać. Czasami, aby nie czuć tego co czół, chciał umrzeć, po prostu umrzeć. Ale wtedy przestał by istnieć na świecie, a tego też nie chciał. Wszystko zaczęło się dwa miesiące temu... to był ponury poranek, sobota.
Kamil wtedy poznał Dorotę, przez internet. Wszystko zaczęło się niewinnie: rozmowa, później wideo rozmowa, żarty. Spędzali ze sobą czas przez internet, cieszyli się sobą i dawali siebie sobie. Kamil wracał z pracy i włączał laptopa, a ona już tam była. Czytał jej wiadomości jakie napisała w czasie kiedy był w pracy, zawsze cieszyło go to, że coś napisała. Potrafili rozmawiać cały czas, na każdy temat - jedno coś widziało, coś zobaczyło, coś przeczytało, coś było. Czasami milczeli i tylko patrzyli na siebie, od tak - Dorota mówiła, że w tym momencie rozmawiają sercami i nie potrzeba słów. Wszyscy zauważyli, że się zmienił, że chodzi taki - szczęśliwy. Wyznał jej uczucie, że się w niej zakochał, i że jest szczęśliwy. Kiedy zapadła cisza między nimi, wystraszył się jak jeszcze nigdy w życiu. Ona lekko się uśmiechnęła i powiedziała: ja też się w tobie zakochałam i jestem szczęśliwa kiedy jesteś. Nigdy nie rozmawiali na temat związków przez internet, a teraz chcieli być razem dla siebie. Ona zaproponowała, aby on do niej przyjechał - ponieważ u niej więcej osób w domu i okolica piękna. Miał obawy czy to dobry pomysł, ale jedzie do osoby, która kocha którą chce przytulić i pocałować, chce być z nią.
Spotkanie było inne, niż sobie to wyobrażał. Przytulił ją na peronie stacji, choć ona widać nie byłą na to przygotowana. Poznał jej rodzinę, rodziców - czół się dobrze w w tym otoczeniu. Był przy ukochanej, przecież.
Wziął zaległy urlop i kilka dni nowego, więc miał trochę czasu, aby się nacieszyć swoją miłością. Dni mijały bardzo szybko, nie oglądał się a już był wieczór i kładli się spać. Postanowili, że po ślubie zasmakują siebie w stosunku. Był taki szczęśliwy przy Dorocie, cieszył się każdą chwilą każdym gestem, każdym słowem. W przed dzień powrotu myślał, że mu serce rozsadzi, z rozgoryczenia. Nie chciał wyjeżdżać, nie chciał pozostawiać jej bez niego. Rano ubrał się i wyszedł z Dorotą na stację PKP, aby wrócić do siebie. Długo się żegnali na peronie, nie chciał wracać, nie chciał, ale musiał. Wiedział i czół to, że Dorota wewnętrznie płacze. On o mało nie zaczął ryczeć, dorosły facet - a takie emocje. Kiedy siedział już w pociągu który ruszył chciał wysiąść, wyjść i wrócić do niej. Wiedział jednak, że się tak nie da, że musi wracać. Nie był szczególnie wierzący, ale zaczął się modlić - potrzebował wsparcia. Całą drogą siedział jak trup, dosłownie jak trup. Gapił się w okno, na to co było za nim i mijało, nie chciał wracać. Wysiadając na stacji swojego miasta, wiedział że to nie był dobry pomysł, że to nie było miejsce gdzie miał być, to nie było jego miejsce. Otworzył drzwi mieszkania, nawet nie pamiętając jak dotarł do tego miejsca. Zostawił torbę w przedpokoju i wtoczył się do kuchni, później do jednego pokoju, łazienki i znów do pokoju. Usiadł na tapczanie, spojrzał na laptop. Usiadł przed nim, zastanawiając się - czy go otworzyć. Internet - medium, które dało mu Dorotę, ale też teraz mu ją odebrało. Otworzył klapę i uruchomił, to co kiedyś było jego sensem życia, sensem na życie. Kiedy system się załadował, uruchomił programy, które kiedyś były jedynymi, których używał - jego perełki. Nie było jej, wcześniej napisał jej, że wrócił - rozmawiali przez chwilę i ona wróciła do swoich zajęć. Otworzył strony, które kiedyś go interesowały, profile na stronach, lista znajomych. Ktoś do niego napisał, ktoś wstawił zdjęcia z imprezy, komuś dziecko się urodziło... i co z tego - pomyślał. Nic już go nie bawiło, nic go nie interesowało, myślał o Dorocie, chciał być przy niej, z nią spędzać czas. Komunikowali się teraz przez sms i czasami rozmawiali, ona chyba czuła to samo do internetu, że to już nie było by to samo, że taka rozmowa po takim spędzaniu ze sobą czasu, była by pusta nie pełna. Tak minął miesiąc... miesiąc: praca, dom, spanie, praca, dom itd.
6:21 - nawet czas się wydłużył - pomyślał. Byłą sobota, zawsze w sobotę kiedyś szykował się na piwo z kolegami, teraz już ich prawie nie miał. Nie widział sensu w piciu piwa, kiedy to miało na celu aby odpocząć od dziewczyn, czy pracy, a teraz on nie chciał odpoczywać od Doroty, kochał ją. Znajomych też już prawie nie miał, po prostu nie miał dla nich czasu i co to za znajomi którzy myślą o sobie i narzekają na drugą połowę, a przed połową nic takiego nie powiedzą. Za bardzo się napatrzył na te osoby, jak oszukują same siebie. Jego sens życia to Dorotka, to w niej widział swoje życie i przy niej. To przy niej czuł się szczęśliwy i to przy niej widział sens życia. W pracy też zauważono, że jest smutny, pochmurny - chodziły plotki, że go ta piękna zostawiła, a tak naprawdę to on tęsknił za ukochaną.
Dzień za dniem, dzień za dniem - tak mijały kolejna dni, bez Doroty Kamilowi. Tak bardzo chciał być przy niej, ta bardzo że go rozrywało. Nie chciało mu się jeść, nie chciało mu się myć, nie chciało mu się chodzić, nie chciało mu się żyć - bez Doroty nie widział on sensu w życiu. Tak bardzo mu jej brakowało, tak bardzo. Dziwiło go, że inni kiedy druga osoba wychodzi, nie tęskną, nie martwią się, nie myślą o niej - tylko korzystają bo jej nie ma, korzystają aby pogadać z kimś, poznać kogoś, czy poflirtować. Kamil zaczął oglądać świat z boku, jak by widział wszystko przez szybę, przez barierę - czy inni wiedzą co to miłość? Czy inni nie widzą, jak cenne są osoby przy nich? Nie rozumiał większości swoich znajomych i kolegów. Co oni mieli z tego życia, związku - jak nie potrafili go docenić, nie potrafili oni poczuć tęsknoty za drugą osoba, jej brak - co?
Kamil żył nadzieją na kolejna spotkanie, na kolejny termin kiedy będzie mógł przyjechać.
Minęły dwa miesiące i stracił on całkowicie kontakt z innymi. W pracy udawał wesołego, ale i tak każdy widział różnice. Przyszedł do domu jak zawsze, wszedł do kuchni i nastawił wodę na kawę. Stał oparty o szafkę kuchenną, kiedy ktoś zapukał do drzwi. Poczłapał do nich niechętnie i otworzył prawie na oścież. Na korytarzu stała ona: Dorota z duża torbą podróżną. I usłyszał jej głos: Cześć kochanie. Mam nadzieję, że nie jesteś na mnie zły, że nie dałam ci znać, ale chciałam ci zrobić niespodziankę. Kamil myślał, że śni, że to sen, ale to nie był sen. Ona przyjechała, jego sens życia zrobił mu niespodziankę, Boże jednak istniejesz. Kolejna dni były cudowne, miał po co wracać z pracy do domu, bo wiedział że ona na niego czeka, że jest w domu. Tak minął miesiąc, ona zajmowała się jego mieszkaniem, wychodziła na spacery, rozmawiała na laptopie ze znajomymi których wcześniej zostawiła dla Kamila. Któregoś dnia Kamil wrócił później z pracy, zjadł obiad i poszli obejrzeć seriale w telewizji. Wtedy Kamil ukląkł przed nią i: poprosił o rękę. Dorota widać było, że jest w szoku. Nie wiedziała co odpowiedzieć, powiedziała: tak. Kiedy Dorota wróciła do swojego domu, zaczął przeglądać oferty pracy z jej okolic. Nie było tego za dużo, ale znalazł coś i został przyjęty, oczywiście przeniósł się do Doroty. Mieszkanie wynajął, aby mieć dochód do wypłaty, która była dużo niższa niż tą, która zarabiał wcześniej.
dla niego było najważniejsze, że jest przy Dorocie i mają siebie, a do tego pracują razem na wspólne dobro i życie. Po roku dopiero, poszli przed ołtarz, aby poświadczyć przed Bogiem, że chcą być z sobą i wzajemnie dla siebie, w miłości z miłości, dla miłości do siebie. Wesele było małe, ale bawili się wszyscy i miało swój klimat przytulności. Kamil był szczęśliwy, dla niego miało sens bycie z Dorotą i nic więcej, bo co miał bez niej, kim by był?
Tylko człowiek pusty żyje dla siebie...