"ciemność w oczach"
Czerń duszy, zakrapianej czerwienią
Bielą?
Purpurą?
Odmiennością?
Szarość twarzy, kolorowany śmiercią
Wybawieniem?
Końcem cierpień?
Brakiem wszystkiego?
Niebieskość duszy, w niebieskich obłokach skąpanej
Zabawne?
Groteskowej?
Niczyjej?
Pamiętać o tych co odchodzą w naszych sercach
Ich już nie ma, odeszli
Kolorowali nasz świat tyle razy
Nie docenieni
Bez pochwał
Bez komplementów, orderów
Pamiętać o tym, co było, a czego nie będzie
Piękne sytuacje życia
Cieszenie się uśmiechem
Dzielenie razem radości
Obdzielanie się smutkami
Poczuć, że codzienność też może być cudowna
Umiłować swoje brzemię
Powiedzieć sobie, że tak trzeba
Pozwolić się niszczyć, choć to tylko utopia
Zaznać tego, czego oni nie pozwolą sobie poznać
Wierzyć w swoje wnętrze, uczucia, poczucie wartości
Patrzeć na motyle i cieszyć się tym całe życie
Pochwycić marzenie i uśmiechnąć się
Zadawać sobie pytania, ale nie odpowiadać
Odczuwać życie takie jakie jest, bezcenne, jedyne
Żyć jak my chcemy, bez dobrych rad
Jedno życie mieć i je zniszczyć, stracić
Nic nie zrobić dla innych, być dla siebie
Zapomnianym zostać jak zeszłoroczne wydarzenia
Tylko jedno to życie, tylko jedna chwila od śmierci
To co zobaczone, zapamiętane to nasze, wieczne, powiedziane
Nie ma piękniejszego życia od miłości w codzienności
Zakrytej, poznawanej co dzień, dawanej w każdej chwili
Uradować się uśmiechem, chęciami, zbawieniem
Docenić promyk złapany kątem oka
Docenić siebie, a nie posiadać, mieć
Kiedy złożą nas do ziemi ciemnej, pozostanie pustka
Rzeczy odejdą swoją drogą na śmietnik
Starocie, bez użyteczne graty, pamiątki z życia
Fotografie, filmy, pamiętniki, przywołujące łzy wspomnienia
Po co to komu teraz, na co to później, bez wartości, bez życia za życia
Pamięć ulatuje powoli, jednostajnie umierając o codziennym mówieniu, myśleniu, oddaniu
Miłości już nie ma, sensu nie ma, życia w sobie brak
Jednak myśl, ta sama, powolna, niszcząca - po co żyć bez miłości
Jedno słowo, a tyle znaczeń, tyle głębi, kto cię stworzył?
Że tak bardzo trapisz stęsknionych
Że tak bardzo męczysz brakiem drugiego
I cisza cały czas w uszach gra, niesforna, delikatna
Wierna, oddana, jedyna
Taka nie zrozumiała dla teoretyka sprawa
Zrozumieć to co otacza oczami tego co czuje sercem, wnętrzem poznaje świat
Siła w tym co jest, a nie widać, nie słychać ni opisać co czuje się
Ni dotknąć, ni powąchać, a jest
W każdym z nas, odczuwalna
Dająca poczucie życia, sensu, nas
Jednym chęci brak aby poznać
Inni za bardzo dają innym
Nie zrozumiała, jednak, wierna w nas i obok nas.
"Zasnąć budząc się"
Śpię, nikt nie chce mnie dotknąć, nikt obudzić
Sen jak senna mara
Śpię
Chodzę żyję, jak by bez czegoś
Dzień jak tydzień, godzina miesza się z dniem
To sen we śnie
Tylko dlaczego boli jak się uderzę?
"Hołd codzienności"
Żółty kubek na biurku
Pustka do niego zagląda
Fusy zastygły czekając na dalsze wydarzenia
Zdjęcie ukochanej, pięknej dumnie pręży się i flirtuje ze mną spojrzeniem
Och ty nie dobra diabliczko
Świeca jednostajnie pokazująca świętość przyszłych świąt
Sterta kartek zapisana bazgrołami głupoty
Mała kamera lekko krzywiąca się do własnych nagrań
Kilka płyt mimochodem uśmiechających się swoimi danymi
Kabel wyginający się w akrobatycznych figurach
Słoik prychający odpadkami
Wieczko od słoika naburmuszone swoją rdzą i zgnilizną
Zasilacz od laptopa ziejący gorącym oddechem przegrzania
I laptop, jedyny który po prostu jest, bez wyrazu i smaku
Codzienność co dnia, witająca mnie ciszą
Życie koło tylu rzeczy, ani jedna nie powie ani słowa, choć duszę mają
Serce w nich nie boje, nie stuka, nie puka, a najbliższe, najcenniejsze
Codzienne, w codzienności co dzień
Jedyne, które mnie otaczają
Jedyne, które przemawiają, choć tego nie potrafią
W tej ciszy
W tej pustce co dnia, za dnia.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz