Wielka katedra, skąpana w jasnym słońcu, górowała nad ogromnym miastem.
Z góry ludzie wyglądali jak mrówki krzątające się w gnieździe. Spoglądała na nich i zastanawiała się, czy wiedzą o problemach trapiących kraj, czy wiedzą ile ją kosztuje utrzymanie wszystkiego w kupie. Obróciła się, a jej błyszcząca, nabijana kryształami i drogimi kamieniami suknia zaszeleściła cierpko. Skierowała swoje kroki w stronę tronu, przy którym stał mały stoliczek.
Usiadła na tronie i klasnęła w dłonie. Momentalnie drzwi sali gdzie odbywały się audiencje się rozwarły i wszedł dostojny młodzieniec. Jego strój wskazywał, że nie jest byle poddanym, a miał na sobie aksamitem i jedwabiem wyszyty mundur, ni to wojskowy, ni to galowy.
-- Witaj o wielka pani Emanu. Jam nowy władca Atiror, Sebastiano. Przy chodzę do ciebie z podarunkiem od siebie i swojego ludu, o wielka Karmelo. - po tych słowach młodziak ukłonił i wpatrywał na władczynię. Po chwili wyprostował się i klasnął dwa razy w dłonie.
Z za drzwi, wyszło czterech osobników, każdy niosący pokaźnej wielkości skrzynie.
-- O to mój podarunek - mówiąc to, ponownie się pokłonił.
Służący położyli skrzynie dwa kroki przed swoim władcą, a nie całą połowę odległości od tronu.
Królowa Emanu wpatrywała się w młodzieńca, po czym pachnęła ręką, aby wyszedł. Młodzieniec zmieszał się, ale wykonał polecenie. Po jego zniknięciu w sali tronowej, drzwi zamknęły się. Karmelita siedziała przez chwilę nasłuchując dźwięków dochodzących z za drzwi, po czym wstała i podeszła do skrzyń.
Każdą z nich otwarła i sprawdziła, co otrzymała w podarunku. A było to: Błyszczący wielki rubin, piękna suknia z atłasu i jedwabiu, wyszywany z rubinów herb jej państwa, oraz zwitek pergaminu. Kiedy królowa rozwinęła go, uśmiechnęła się i odrzuciła pergamin z powrotem do skrzyni.
-- Więc to tak - zaszeptała - Tak chcecie mnie przekupić? - Klasnęła dwa razy i drzwi ponownie się rozwarły, a w nich pojawili się służący. Wskazała im palcami skrzynie i powiedziała: -- Spalcie mi je.
Młodzieniec schodził po schodach prowadzących na piętro gdzie odbywały się audiencje. Zauważył kryjącego się za posągiem jakiegoś wojownika mężczyznę ubranego w blado pomarańczowe szaty. Władca Atiror zwolnił kroku i skierował się w stronę kryjącego się mężczyzny.
Był już krok od niego, kiedy powiedział:
-- Otrzymała podarunki.
Kryjący się mężczyzna podskoczył na głos Sebastiano:
-- Musisz mnie tak straszyć?
-- Widać cię jak na dłoni.
-- Muszę więc zmienić miejsce, bo to już chyba każdy zna. Ale jak tam audiencja? Udała się?
-- Chyba tak, bo odesłała mnie, aby sprawdzić skrzynie.
-- Dobrze, bardzo dobrze. Jesteś przystojny, jesteś władcą, więc może ci ulegnie. Samotna królowa, to zła królowa.
-- Kto tak mówi?
-- Ja.
-- A co złego jest w samotnej królowej?
Po korytarzu potoczył się gromki śmiech.
-- Powiedziałem coś nie tak?
-- Jesteś młody i nie doświadczony Sebastiano. Co złego jest w samotnej królowej? A to, że brak jej mężczyzny w łożu, u swojego boku.
-- Nie rozumiem, Sardonie.
-- Nasza królowa nie sprowadza sobie nikogo do łoża swojego, nie chodzi po łożach innych mężczyzn, nie pozwala się zaczepiać, czy wdawać w romanse. A to jest bardzo źle?
-- Co w tym złego?
-- Sebastiano, Sebastiano, mój młody kolego, a to jest złego w tym, że nie można jej niczego zarzucić, nie można szantażować, ani kontrolować. Ludziom się wydaje, że to władca kimś rządzi, a tak naprawdę jest on marionetką, a sznurki trzyma ten, kto więcej ma informacji, o których nikt nie powinien wiedzieć.
-- Mnie nikt nie kontroluje.
-- A twój ojciec, który ci doradza coraz to nowsze dekrety, to nikt?
-- Ale to jest mój ojciec, który za jakiś czas umrze.
-- Tak umrze, ale cały czas nadal kieruje Atiror, mimo że na łożu śmierci. A ty wprowadzasz kolejne dekrety jak głupi.
Młodzieniec spojrzał na niego oburzony i skierował swoje kroki dalej, przez korytarz prowadzący na dziedziniec.
Królowa Emanu usiadła na stron, szeleszcząc donośnie suknią, po czym klasnęła raz w dłonie. Drzwi ponownie się rozwarły i wszedł przez nie niski człowieczek, w obdartych szatach, które zwisały na nim mizernie, kłaniając się od progu.
-- O pani Emanu, proszę cię o ochronę na rubieży z Nawir...
-- Przecież wysłałam tam już jeden garnizon i jedną swoją armię, czego jeszcze oczekujecie? - zagrzmiała Karmelita.
Człowieczek skłonił się jeszcze niżej i drżącym głosem powiedział:
-- Pani, ale ta armia nic nie robi. Żołnierze piją, zabawiają się z naszymi kobietami, a kiedy następuje atak to chowają się za murami baszty i czekają, aż wojownicy Nawiru sobie pójdą.
Królowa patrzyła na mizerotę, po czym zaklaskała dwa razy. W moment w drzwiach pojawił się służący.
-- Wezwij mi tutaj generała naczelnego, oraz dowódcę ochrony rubieży.
Służący kiwną tylko głową i zniknął za ściną. W oddali było słychać stukot obcasów o posadzkę.
Nie minęło dziesięć minut, jak pojawił się mężczyzna w lśniącej złotej zbroi i niski jegomość w szacie koloru czerwonego, przekładanego czernią, nabijanego diamentami.
-- Pani nas wzywała? - odezwali się jednocześnie.
-- Tak, wzywałam - zrobiła pauzę i kontynuowała - Ten o to wieśniak z rubieży twierdzi, że nasze wojsko pije, gwałci ludność, którą ma ochraniać, a jak przychodzi atak, to chowa się w baszcie. Macie coś do powiedzenia na ten temat?
Generał lekko się obruszył, ale milczał. Niski jegomość, dowódca ochrony rubieży zwiesił głowę.
-- Jeśli za chwilę nie otrzymam informacji, że sytuacja na rubieżach się zmieniła, ktoś inny zastąpi was na waszych stanowiskach, a wy i wasze rodziny, oraz krewni zostaniecie wysłani na rubieże z Zaronem, aby tam doczekać starości, zrozumiano?
Oboje dowódców kiwnęli potakująco głową i odeszli.
-- A ty wracaj do swojego domu. Jeśli nadal żołnierze będą się zachowywać jak się zachowują, wyślij mi wiadomość lub przekaż ją przez kogoś, aby do mnie dotarła. Ci, którzy dopuścili się błędów, zostaną ukarani.
-- Dziękuję o pani, naprawdę dziękuję...
-- Znikaj, nie mam całego dnia - przerwała mu.
Kiedy wieśniak wyszedł a drzwi zamknęły się, królowa ponownie klasnęła w dłonie. Tym razem drzwi się nie otworzyły. Oznaczało to koniec spraw na ten dzień. Karmelita wstała szeleszcząc okropnie wyniosłą suknią i skierowała się w ciemny kąt komnaty, gdzie były ukryte w cieniu drzwi, a za nimi korytarz prowadzący na tył zamku.
Kiedy znalazła się w swojej komnacie spojrzała przez okiennice patrząc na słońce, które jaśniało teraz nad miastem. Klasnęła w dłonie i do komnaty weszła służąca, który od razu podeszła do królowej od tyłu i rozpięła guziki z tyłu sukni. Kiedy już ostatni guzik był odpięty wycofała za drzwi, którymi weszła.
Suknia opadła dokładnie w momencie kiedy drzwi się zamknęły. Karmelita stała prawie naga na środku swojej komnaty. Nabrała powietrza w płuca i podeszła do ogromnego kufra, na którym leżała dużo mniejsza, ale dostojna suknia w kolorze różowym. Spojrzała na nią i się uśmiechnęła.
-- Wreszcie coś normalnego na sobie - zaszeptała i zaczęła ją zakładać. Suknia nie miała zapięcia, więc nie potrzebne było wzywanie służącej na pomoc.
Kiedy królowa usiadła przy małym stoliczku i zaczęła przeglądać dokumenty związane z państwem, delikatnie odgięła się i spojrzała na okno, na którym siedział mały ptaszek.
-- Myślą, że można mnie tak łatwo zdobyć? Za kogo oni mnie mają? - mamrotała pod nosem. -- Ja nie wiem, co temu staremu prykowi chodzi po głowie. Myśli sobie, że jak ma już dorosłego syna, to będzie on mnie w stanie uwieść, bo jemu się nie udało? Nie wiem on jednak o tym, że wojna mu się szykuje ze mną. A wiem, że wojsk mają mało, a jego syn na moich ziemiach jeszcze przebywa. Dobrze, że mężczyźni nie wiedzą jeszcze, że czasami kobieta nie potrzebuje mężczyzny w łóżku, aby odczuwać przyjemność. A ministrowie nie wiedzą, że ja wiem, że oni mi chcą do łoża kogoś wsadzić i spisują przeciw mnie? Lubię się bawić tymi głupimi mężczyznami, bo nigdy oni nie wiedzą, co ich czeka z mojej ręki.
------------------
Pomysł na powyższe opowiadanie przyszedł mi wczoraj (25.11.2013).
Zostało ono napisane, bo ktoś zaproponował mi napisanie krótkiego opowiadanie o królowej.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz