Wiersz napisane przez mnie dla ukochanej mojego serca
Dziękuje że jesteś promyczku
"o miłości"
Wiele słów powiedzieć mogę
Wiele nie powiem
Serce samo mówi, boi się
Chce tylko ciebie, na zawsze
Spojrzałem w siebie i widzę ciebie
Jesteś moim sercem
Poczuj mnie, tak gdzie miłość mieszka
Oddałem ci serce
w wieczności, zatracając się w tobie
jesteś tym aniołem, niebem na ziemi
czujesz kochanie, jestem
dotykam twojej dłoni
policzki muskam ustami
łzy same płyną
jestem z tobą szczęśliwy
Czujesz ukochana, tak wspaniale
jestem tylko twój, nikogo więcej
jestem tego pewny, tylko ty
wierze w to tak bardzo, że boli czasami
nigdy nie zwątpię w to co czujesz i czuje ja
kocham cię, kochasz mnie
wiem i czuje ciebie, jak mnie całujesz
jestem, jesteś
otacza nas szczęście, popatrz
księżniczko mojego serca
w moim sercu, na wieczność.
piątek, 29 stycznia 2010
piątek, 15 stycznia 2010
zamyślenie
Wiersz napisany dla ukochanej... :) mam nadzieję że oddaje to co czuje i mam w sercu.
"zapatrzony"
Moje oczy takie zapatrzone
Tylko w ciebie, na ciebie
Odbierasz mi wszystko, dając siebie
Odkrywam świadomość życia
to dlaczego łzy spływają z nieba
Chce tylko ciebie, kocham cię. Mówisz
Stwierdzasz świadomość rzeczywistości
pokazałaś że tobie zależy
kiedy ja pokaże swoje wnętrze serca. Już to robię
Zakrywam twarz marzeniami
Nie widzisz uśmiechu. Widzisz swoje odbicie, dlaczego?
Upadam na kolana, modlitwa wyzwala. Chyba
Nie wiem jak żyć bez ciebie, tęsknota zabija wiarę. We wszystko
Wierze że przetrwamy i się uda być jednością. Na zawsze?
Wieczność nie uznaje pomyłek, zabija. Niedoceniona
Miłość, wierność, wiara, cały świat.
Oddałem ci siebie, czego mogę dać więcej. Nie mam nic
Zapatrzony w ciebie, z sercem na dłoni. Czekam
Przed drzwiami twojej duszy i serca, cierpliwość.
Czy wiesz kim jestem dla ciebie, kim jestem dla siebie?
Twoją miłością, czy obowiązkiem kochania. Nie
Patrze na siebie, nie myślę. Chce ciebie, dla ciebie. Być
Czy jestem tym najcenniejszym. Mimo wszystko
Co się dzieje w sercu, kto kocha.
Jest z ukochaną osobą. Pragnie
Bliskość, czułość, tylko ty. Radość
To nie przemija, nawet jak mija dzień, w szczęściu. Zapatrz się
Kocham cię, oddanie. Sercem.
"zapatrzony"
Moje oczy takie zapatrzone
Tylko w ciebie, na ciebie
Odbierasz mi wszystko, dając siebie
Odkrywam świadomość życia
to dlaczego łzy spływają z nieba
Chce tylko ciebie, kocham cię. Mówisz
Stwierdzasz świadomość rzeczywistości
pokazałaś że tobie zależy
kiedy ja pokaże swoje wnętrze serca. Już to robię
Zakrywam twarz marzeniami
Nie widzisz uśmiechu. Widzisz swoje odbicie, dlaczego?
Upadam na kolana, modlitwa wyzwala. Chyba
Nie wiem jak żyć bez ciebie, tęsknota zabija wiarę. We wszystko
Wierze że przetrwamy i się uda być jednością. Na zawsze?
Wieczność nie uznaje pomyłek, zabija. Niedoceniona
Miłość, wierność, wiara, cały świat.
Oddałem ci siebie, czego mogę dać więcej. Nie mam nic
Zapatrzony w ciebie, z sercem na dłoni. Czekam
Przed drzwiami twojej duszy i serca, cierpliwość.
Czy wiesz kim jestem dla ciebie, kim jestem dla siebie?
Twoją miłością, czy obowiązkiem kochania. Nie
Patrze na siebie, nie myślę. Chce ciebie, dla ciebie. Być
Czy jestem tym najcenniejszym. Mimo wszystko
Co się dzieje w sercu, kto kocha.
Jest z ukochaną osobą. Pragnie
Bliskość, czułość, tylko ty. Radość
To nie przemija, nawet jak mija dzień, w szczęściu. Zapatrz się
Kocham cię, oddanie. Sercem.
wtorek, 12 stycznia 2010
"codzienne życie w miłości" - opowiadanie
"Codzienne życie w miłości"
Autobus życia przejechał kolejny przystanek,
-- Gdzie jedziemy - zapytał mężczyzna około 30 do kobietę siedzącą za nim.
-- Zaraz wysiadamy - odpowiedziała kobieta o bezbarwnej twarzy nawet nie spoglądając na mężczyznę. Wtem autobus gwałtownie zahamował, zatrzymując się w szczerym polu. - Wysiadamy odpowiedziała kobieta, i oboje wysiedli. Autobus momentalnie znikł, ukazując im usychające kwiaty i drzewa, rozpadającą się nie opodal chatę i kompletną cisze.
-- Gdzie jesteśmy "obojętność", zapytał mężczyzna kobietę.
-- W krainie, która się nazywa miłość, codzienność.
-- Ale przecież miłość jest kolorowa, śliczna, wesoła, radosna. Zakochani się tulą, przytulają, całują, korzystają z życia, cieszą się przede wszystkim sobą, chcą siebie, pragną siebie, a tutaj to jak patrzeć na podupadającą krainę koszmarów obojętność.
-- Wiesz co codzienność, a ty myślisz że co my robimy w miłości? - dopiero teraz obojętność spojrzała na codzienność.
-- Nie wiem, przecież tak nie powinno być - powiedział codzienność rozglądając się i coraz bardziej smutniejąc.
-- To właśnie my robimy to zniszczenie. Chodź, przejdziemy się.
Obojętność spokojnie skręciła w pierwszą lepszą drogę polną, a tuż za nią podążał codzienność.
-- Aaaaaaałaaaa - rozdarł się wrzask za obojętność.
-- Co się stało matole? - stwierdziła obojętności, niż pytała.
-- Poczekaj mam kamień w bucie, muszę wyciągnąć. Poczekaj.
-- Wyciągaj i chodź dalej, co za debil.
-- Zastanawiasz się dlaczego tu nikogo nie ma?
-- Gówno mnie to obchodzi. Już wyciągnąłeś, to choć dalej.
Droga była piaszczysta, a słońce przyświecało.
-- Masz coś do picia?
-- Czy ty nie masz innych problemów?
-- Chce mi się pić, masz coś?
-- Patrz rzeka, napij się z rzeki.
-- AAAAA, krokodyl!!!, wielki Obojętność, pomóż mi. Proszę, nie poradzę sobie!!! Proszę...
Po 20 min...
-- Widzisz, poradziłeś sobie - obojętność nadal nie wykazywała na twarzy żadnej emocji.
-- Jak by nie ten patyk to bym był martwy, dlaczego mi nie pomogłaś??
-- Bo jestem obojętność, myślę tylko o sobie.
-- AAAAAAA, pomóż mi, obojętność, proszę. Nie umiem tego udźwignąć. - krzyczał codzienność przywalony drzewem.
-- Wysil mięśnie, mięczak.
-- Nie pomagasz mi - łkał codzienność, spychając powoli z siebie wielki bal drzewa.
Szli dalej, nikogo nie spotykając i widząc cały czas to samo: zwiędłe rośliny, podupadające budynki i ciągły skwar. Wtem...
-- Aaaaaaałaaaa, kamień - wrzeszczał codzienność.
-- To go wyciąg.
-- Nie, teraz nie wyciągnę. Mam dość, przez cały czas jak tu jesteśmy, mam kamień w bucie, walczę z jakimś zwierzem, które jak wygram znika, zwala się na mnie drzewo, lub chce mi się pić, albo pada na mnie deszcz i tylko na mnie. Mam dość, może jak cię nie posłucham, będzie mi lepiej.
-- A ty co myślałeś. Jesteś codzienność, żyjesz dla siebie. Ja jestem obojętność, myślę o sobie. Jesteśmy częścią miłości, ale ktoś zapomniał o tym co jest najważniejsze i postawił na nas, zamiast się ciszyć miłością. To my niszczymy tą krainę, to my niszczymy miłość.
-- Mam tego dość, nie wyciągnę tego kamienia i już. Coś zmienię w tym co robię, mam dość patrzenia jak myślisz o sobie, pójdę w inną stronę, położę się i będę leżeć i czekać na cokolwiek albo zasadzę drzewo, niech rośnie. Zrobię coś dla kogoś kogo spotkam, chce coś zrobić. Masz rację, obojętność niszczy wszystko, tak jak codzienność, ale obojętność nie zmienisz, a codzienność tak. Dlatego spadam, i codzienność skręcił w bok i poszedł z uśmiechem z uciskającym kamieniem w bucie, szczęśliwy że może coś zrobić dla tej krainy.
Miłość momentalnie zaczęła pięknieć i rozkwitać, budynki zaczęły stawać się jak nowe, a w powietrzu zaćwierkały pierwsze skowronki.
-- Miłość jest piękna, trzeba ją tylko docenić, poczuć, wierzyć w nią. Bo angażowanie się w codzienność i obojętność niszczą coś co jest takie piękne w życiu.
"miłość to przyjemność, a nie obowiązek" - opowiadanie
"miłość to przyjemność, a nie obowiązek"
Grzegorz nie spał od godziny, patrząc w okno jak płatki śniegu rozbijają się o szybę. Po drugiej stronie łóżka spała Magda, jego żona. Ładna, miła, sympatyczna, wierna, skromna kobieta - wiedział o tym. Cały czas w jego głowie dźwięczały mu jej słowa, z wczorajszej sprzeczki. Wspominał ją od kiedy się przebudził w ciągu nocy: Po co ze mną jesteś? Co mam ci dać jeszcze? Czego chcesz niż to co ci daje? Popatrz na siebie, co ty dajesz? Popatrz na siebie, kim się dla ciebie stałam? ...
Zamknął oczy i ponownie wrócił do początku poprzedniego dnia.
W pracy było zawsze tak samo, masę biegania, pisania i pilnowania się aby nie popełnić błędy. Do tego jeden z kolegów nie przyszedł bo złamał nogę, a drugi poszedł na L4. Więc pracy było 4 razy więcej, czym szef się nie przejmował.
Wrócił do domu całkowicie skonany i padnięty, chciał się wykąpać i przytulić do żony. Chciał poczuć jej ciepło ciała i się odprężyć. Nie wiedział że jego nastrój udzieli się także jego Magdzie. Wieczór zaczął się jak zawsze, kolacjo-obiadem. Później sam od siebie opowiedział jej swój dzień, aby oddać swojej żonie choć część ciężaru jaki nosił po całym dniu pracy, ale Magda go nie słuchała, wiedział o tym, znał ją na tyle że wiedział kiedy słucha, a kiedy po prostu to co mówi omija ją. W pewnym momencie zadał jej pytanie: A jak tobie minął dzień? Opowiedziała zdawkowo, o zakupach, wizycie znajomej, czytaniu książki i oglądaniu tv, na koniec sobie przypomniała, o przygotowaniu jedzenia i sprzątaniu. Grzegorz omiótł wzrokiem półki, na których zalegał kurz. Sprzątanie, tylko czego?? W lodówce nic prawie nie było, a jak wypytywał o znajomą to niczego się nie dowiedział. Na domiar złego, przez tyle lat jak byli małżeństwem nie widział w ich mieszkaniu ani jednej książki, oprócz kucharskiej i Biblii. Zastanawiało go co robi jego żona jak idzie do pracy? Zamontował raz nawet kamerkę w pokoju, która reagowała na ruch, a zostawionym włączonym laptopie. Nie zdziwił się kiedy po powrocie z pracy okazało się że laptop jest wyłączony i usłyszał od żony: myślałam że zostawiłeś go wychodząc więc go wyłączyłam. Od ponad 5 lat ich życie wygląda tak samo, on idzie do pracy, a Magda zajmuje się domem. Nie mieli dzieci, stwierdzając że na to jeszcze czas. Ale wczoraj, wybuchła bomba wypełniona ropą, żalem i pretensjami. Zaczęło się o momentu jak on sam, zaproponował im wyjazd do jego rodziców, na tydzień za 2 miesiące. Reakcja Magdy była zaskoczeniem: odskoczyła od niego jak oparzona i usiadła na krześle. Zapytał: czy coś się stało? Odpowiedziała: nie, nic. Drążył temat dalej: Przecież widzę, co sie stało? Odpowiedź: nic. Dalej nalegał: znam cię, powiesz mi. Odpowiedź: chce rozwodu, za 2 miesiące wypadnie rozprawa rozwodowa. Grzegorza jak by piorun strzelił, paląc mu wszystkie nerwy w ciele. Nie docierało do niego to co usłyszał, zapytał tylko: dlaczego? Nie wiedział jak się zachować, nie wiedział co powiedzieć, już nic nie wiedział, walił mu się jego świat. Odpowiedź: Po co ze mną jesteś? Nawet mnie nie znasz, nie wiesz co lubię, nie wiesz nawet jak wygląda mój dzień, a nie wygląda tak jak ci to opisuje, jest gorszy, jest PIEKŁEM!! krzyczała Magda, a z jej oczu spływały łzy - Mam już dość, pamiętasz jak 2 lata temu rozmawialiśmy o dzieciach, a ty powiedziałeś że chcesz poczekać, NIE MYŚLAŁAM ŻE TO TYLE BĘDZIE TRWAĆ!! MYŚLAŁAM ŻE ŻARTUJESZ!! Całe dnie spędzam sama, czuję się samotna, we własnym domu, rozumiesz to!! Nie rozumiesz, pracujesz, stykasz sie z ludźmi a ja, pomyślałeś o mnie? Też chciała bym się przytulić, poczuć jak mnie obejmujesz, ale ty tylko się do mnie tulisz jak masz ciężki dzień, a jak nie jest ciężki to siadasz przed laptopa i siedzisz do nocy, nawet nie wiem kiedy się kładziesz? Nie wiem Co mam ci dać jeszcze, co ci dałam, ale je nie jestem zabawką aby mnie traktować jak gumową lalkę, albo misia, którego się przytula tylko jak się ma czas? Oddałam ci 7 lat swojego życia i co z tego mam? NIC!! Kiedyś malowałam, pisałam wiersze, opowiadania, a teraz nic nie robię, CZUJE SIĘ NIKIM!! Pamiętasz jak mnie wyśmiałeś za wiersze bo sobie napisałam na karteczce, to bolało. Nie wiem czego chcesz niż to co ci daje? Ciągle mnie krytykujesz jak masz zły dzień w pracy, że coś robię źle, ale popatrz na siebie, co ty robisz dla tego domu? Zobacz co ty mi dajesz!! Popatrz na siebie, kim się dla ciebie stałam? Sprzątaczką, praczką, kucharką. Kiedy choć jeden dzień kiedy miałeś wolny pomogłeś mi, CHOĆ RAZ!! Nigdy, siedzisz przed tv, albo laptopem, albo śpisz do późna stwierdzając że odpoczywasz od pracy, a ja jestem wypoczęta. NAWET NIE WIESZ ILE PROWADZENIE DOMU KOSZTUJE MNIE NERWÓW, WYRZECZEŃ, POŚWIĘCENIA, MOJEGO ŻYCIA!! Nie powiem, byłam z tobą szczęśliwa, ale ja też czegoś chce od ciebie, od życia. Chce się czuć potrzebna, wartościowa, a przy tobie czuje się jak ktoś z boku. Czuje się jak byśmy te 5 lat na swoim przeżyli jak jeden dzień i nic z tego nie wynika. Chce coś robić, chce czuć że wkładam do naszego małżeństwa coś więcej niż to ze raz jak ci się chce rozchylę dla ciebie uda. Nawet nie wiesz, że ja chce się kochać inaczej, że nie lubię twoich pozycji. Przez te 5 lat staliśmy się dla siebie obcy, jak ludzie, którzy chodzą ulicą. Nie chce tak żyć, po prostu nie chce. Od 2 lat próbowałam ci powiedzieć, pokazać, wskazać co jest nie tak. Ale ty wiedziałeś swoje, więc masz swoje. Ja już nie potrafię, chce czegoś...
Tyle pamiętał. Później Magda wyszła do drugiego pokoju, przebrała się w piżamę i położyła się spać. Całe jego życie się zmieniło, rozwód, kto by o tym pomyślał. Myślał że jest szczęśliwa, a tu proszę. To po co to wszystko, na co się męczy w pracy?
W tedy przypomniały mu się słowa jego matki: Pamiętaj synu, pieniądze szczęścia nie dają, a im więcej ich będziesz mieć tym więcej będziesz tracić. Miłości i szczęścia nie kupisz, sam musisz na nie zapracować, nikt ci tego za darmo nie da, albo za siedzenie. Na to trzeba pracować, chcieć. Pamiętaj też, że życie nie polega na obowiązkach, ale też na przyjemnościach, bo to co jest obowiązkami nich stanie się przyjemnością, a to co jest przyjemnością niech nadal nią będzie. Ale wiesz jedno, nic ci nie zastąpi tego co sam dasz. Nie ważne co zrobisz, ważne jaki jesteś, tylko nie zatracaj się w tym co robisz dla siebie i innych, bo w tym wszystkim zapomnisz że koło ciebie jest ktoś jeszcze, ta najważniejsza osoba, tylko jaka ona jest ważna jeśli jej nie zauważasz, tylko kiedy wszystko inne załatwisz...
Matka: zawsze miała mądrości, które się sprawdzały, cholera.
Nie docierało do niego, że w życiu nie jest ważne, co robisz dla siebie lub innych, ale co robisz dla tej jednej osoby, która jest przy tobie, jest z tobą, która kocha i oczekuje miłości i okazania jej w inny sposób niż codzienność, albo obowiązki, które trzeba wykonać. Grzegorz zamknął oczy i zasnął...
-----------------
...miłość to przyjemność, a nie obowiązek...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)