"Codzienne życie w miłości"
Autobus życia przejechał kolejny przystanek,
-- Gdzie jedziemy - zapytał mężczyzna około 30 do kobietę siedzącą za nim.
-- Zaraz wysiadamy - odpowiedziała kobieta o bezbarwnej twarzy nawet nie spoglądając na mężczyznę. Wtem autobus gwałtownie zahamował, zatrzymując się w szczerym polu. - Wysiadamy odpowiedziała kobieta, i oboje wysiedli. Autobus momentalnie znikł, ukazując im usychające kwiaty i drzewa, rozpadającą się nie opodal chatę i kompletną cisze.
-- Gdzie jesteśmy "obojętność", zapytał mężczyzna kobietę.
-- W krainie, która się nazywa miłość, codzienność.
-- Ale przecież miłość jest kolorowa, śliczna, wesoła, radosna. Zakochani się tulą, przytulają, całują, korzystają z życia, cieszą się przede wszystkim sobą, chcą siebie, pragną siebie, a tutaj to jak patrzeć na podupadającą krainę koszmarów obojętność.
-- Wiesz co codzienność, a ty myślisz że co my robimy w miłości? - dopiero teraz obojętność spojrzała na codzienność.
-- Nie wiem, przecież tak nie powinno być - powiedział codzienność rozglądając się i coraz bardziej smutniejąc.
-- To właśnie my robimy to zniszczenie. Chodź, przejdziemy się.
Obojętność spokojnie skręciła w pierwszą lepszą drogę polną, a tuż za nią podążał codzienność.
-- Aaaaaaałaaaa - rozdarł się wrzask za obojętność.
-- Co się stało matole? - stwierdziła obojętności, niż pytała.
-- Poczekaj mam kamień w bucie, muszę wyciągnąć. Poczekaj.
-- Wyciągaj i chodź dalej, co za debil.
-- Zastanawiasz się dlaczego tu nikogo nie ma?
-- Gówno mnie to obchodzi. Już wyciągnąłeś, to choć dalej.
Droga była piaszczysta, a słońce przyświecało.
-- Masz coś do picia?
-- Czy ty nie masz innych problemów?
-- Chce mi się pić, masz coś?
-- Patrz rzeka, napij się z rzeki.
-- AAAAA, krokodyl!!!, wielki Obojętność, pomóż mi. Proszę, nie poradzę sobie!!! Proszę...
Po 20 min...
-- Widzisz, poradziłeś sobie - obojętność nadal nie wykazywała na twarzy żadnej emocji.
-- Jak by nie ten patyk to bym był martwy, dlaczego mi nie pomogłaś??
-- Bo jestem obojętność, myślę tylko o sobie.
-- AAAAAAA, pomóż mi, obojętność, proszę. Nie umiem tego udźwignąć. - krzyczał codzienność przywalony drzewem.
-- Wysil mięśnie, mięczak.
-- Nie pomagasz mi - łkał codzienność, spychając powoli z siebie wielki bal drzewa.
Szli dalej, nikogo nie spotykając i widząc cały czas to samo: zwiędłe rośliny, podupadające budynki i ciągły skwar. Wtem...
-- Aaaaaaałaaaa, kamień - wrzeszczał codzienność.
-- To go wyciąg.
-- Nie, teraz nie wyciągnę. Mam dość, przez cały czas jak tu jesteśmy, mam kamień w bucie, walczę z jakimś zwierzem, które jak wygram znika, zwala się na mnie drzewo, lub chce mi się pić, albo pada na mnie deszcz i tylko na mnie. Mam dość, może jak cię nie posłucham, będzie mi lepiej.
-- A ty co myślałeś. Jesteś codzienność, żyjesz dla siebie. Ja jestem obojętność, myślę o sobie. Jesteśmy częścią miłości, ale ktoś zapomniał o tym co jest najważniejsze i postawił na nas, zamiast się ciszyć miłością. To my niszczymy tą krainę, to my niszczymy miłość.
-- Mam tego dość, nie wyciągnę tego kamienia i już. Coś zmienię w tym co robię, mam dość patrzenia jak myślisz o sobie, pójdę w inną stronę, położę się i będę leżeć i czekać na cokolwiek albo zasadzę drzewo, niech rośnie. Zrobię coś dla kogoś kogo spotkam, chce coś zrobić. Masz rację, obojętność niszczy wszystko, tak jak codzienność, ale obojętność nie zmienisz, a codzienność tak. Dlatego spadam, i codzienność skręcił w bok i poszedł z uśmiechem z uciskającym kamieniem w bucie, szczęśliwy że może coś zrobić dla tej krainy.
Miłość momentalnie zaczęła pięknieć i rozkwitać, budynki zaczęły stawać się jak nowe, a w powietrzu zaćwierkały pierwsze skowronki.
-- Miłość jest piękna, trzeba ją tylko docenić, poczuć, wierzyć w nią. Bo angażowanie się w codzienność i obojętność niszczą coś co jest takie piękne w życiu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz