"przy tobie"
Ukochać się miłością bezgraniczną
Mieć cię na własność, tylko dla siebie
Zaznaczać twojego dotyku
Poczuć czułość zapachu twoich perfum
Patrzeć i podziwiać ciebie i tylko ciebie
Zaznać rozkoszy dotyku twoich włosów
W tobie się zatracić
Być szczęśliwym ponad wszystko
Twój głos mnie zniewala
Kiedy mówisz, anioły mówią podobnie
Kiedy idziesz, nie ma piękniejszego widoku
Twoje oczy takie piękne zapierają mi dech
Jesteś aniołem, o pani
Czy jesteś realna, prawdziwa
Nie ma idealnych ludzi, osób
Co skrywasz głęboko ukryte w sobie
Wspomnienia, zatracenie, upadek, czy co innego
Zaufaj własnemu sercu, poczuj to co ono mówi
Bo życie jest piękne, wystarczy je docenić
Dotknąć
Cały świat w twoich objęciach
Jedna chwila, jedno spojrzenie, jeden oddech
Życie
Codzienność
Piękno
Tylko trzeba chcieć
Trzeba okazać i być
Trzeba oddychać życiem
Chcieć żyć.
piątek, 29 kwietnia 2011
środa, 27 kwietnia 2011
jedno życie, tak wiele spraw
Jedno życie, tak wiele spraw - opowiadanie.
Iza usiadła na fotelu spoglądając ukradkiem na telewizor, w którym pokazywali właśnie wiadomości. Sebastian kolejny raz spóźniał się z przyjazdem do domu po pracy. Ale jak to jej tłumaczył: korki, inni, którzy wracają w tym samym czasie, to wszystko się na siebie nakłada i nie mogę wrócić szybciej. Kiedyś nawet poszła pod jego pracę, gdzie rzeczywiście jego powrót do domu był długi i mozolny, a żaden inny kierowca nie chciał go puścić, aby to on był szybciej w domu. Zdjęła czarne satynowe szpilki, w których chodziła przez cały dzień i rozmasowała sobie delikatnie stopy. W telewizji pokazywano właśnie jakieś premiery na nadchodzące święta wielkanocne i stwierdziła lakonicznie, że nic nie będzie do oglądania. Ułożyła się na wersalce z nogali wyciągniętymi wzdłuż i oglądała serial, który w danym momencie był emitowany. Dzieci były jeszcze na dworze, bawiąc się za pewne w jakieś gry i zabawy. Dziwnie się czuła, puste mieszkanie, jeśli nie telewizor to w pokoju i domu było by całkiem cicho. Zamknęła oczy i zaczęła rozmyślać nad świętami, które zbliżały się nieubłaganie. Sygnał wiadomości na komórkę wyrwał ją gwałtownie z drzemki. Podniosła się i złapała za telefon, nie spoglądając od kogo była to wiadomość. Przymrużonymi oczami spojrzała na treść i usiadła na wersalce spoglądając na to co właśnie przeczytała: twój mąż cię zdradza i będzie miał ze mną dziecko. Iza nie dowierzała tej wiadomości, uświadamiając sobie że to jakiś głupi, bardzo głupi żart. Usłyszała jak w drzwiach przekręca się zamek, wiec Sebastian wrócił z pracy. Skasowała wiadomość i doprowadziła się do porządku, choć jej pognieciona sukienka i zaspane oczy zdradzały, co właśnie robiła. Sebastian wszedł do mieszkania i postawił torbę w przedpokoju, zdjął letnią kurtkę i skierował się do łazienki. Iza siedziała na wersalce, próbując zebrać myśli i powtarzając sobie w kółko, że to co przeczytała była złym snem.
Wieczór przebiegł im dość miło i przyjemnie. Kolacja, wspólne oglądanie filmu, usypianie dzieci. Wszystko tak jak zawsze, wszystko tak jak co dzień. Wszystko takie samo, wszystko co roku, dzień w dzień podobne do siebie i nudne. Tak nudne i bez ikry - jak stwierdziła to rano Iza. Czas to zmienić, gdzieś pojechać odpocząć. Kiedy jechała autobusem do pracy, doszła do wniosku, że jej życie jest nad wyraz przewidywalne. Czym ono się różniło, od innego życia innych kobiet? I powoli, ale sukcesywnie docierało do niej, że ona nic z tego życia nie ma. Ma około 42 lata i nie pamięta kiedy kochała się z mężem tak namiętnie, a nie aby to zrobić. Nie pamiętała kiedy ostatnio wyszli na spacer, czy upili się razem. Nie pamiętała, kiedy on stał się dla niej obcy. Miała ponad 40 lat i nic z tego życia nie wyniosła. Na początku oddała się jemu, była z nim, później dzieci, tworzenie i kształtowanie rodziny, a teraz oddawała się pracy. Nie było jej w domu przez ten czas kiedy była w pracy, nie wiedziała co tam się dzieje, czy może ktoś tam jest inny, na przykład inna kobieta z Sebastianem. Szybko odgoniła tą myśl ze swojej głowy, miłość to zaufanie, przede wszystkim zaufanie. Praca przebiegła jej dość powoli i wolno, ciągle myślała nad tym sms, który nie dawał jej spokoju. Teraz żałowała, że go skasowała, bo miała by numer z którego został on wysłany, a tak musiała czekać lub nie do kolejnej wiadomości. Tak mijały jej kolejne dni... Sebastian w tym czasie zachowywał się tak samo, nie zdradzając żadnych przesłanek, że coś ukrywa.
Święta wielkanocne przebiegły standardowo jak rok temu. Wszystko było takie samo, nawet te same zdania i frazy, które wypowiadali. Powoli zaczynało ją to męczyć, dobijać. Przecież życie nie może tak wyglądać, aż do śmierci. Ona nie chce tak żyć, a na pewno nie w ten sposób. Zaczynała zauważać w swoim życiu rzeczy, na które nigdy wcześniej nie zwróciła by uwagi, ponieważ wszystko co robiła, robiła z myślą o Sebastianie i dzieciach. Nie pamiętała, kiedy Sebastian powiedział jej: ładnie wyglądasz, jesteś piękna, ślicznie wyglądasz, moja księżniczko jak to mawiał przed ślubem i zaraz po. Nic z tych wspomnień nie miało już odbicia i odzwierciedlenia. Złapała się na tym, że zaczęła tęsknić za tym, aby Sebastian ją przytulił, pocałował, dał poczucie że naprawdę ją kocha. A on w pewnym momencie wycofał się z tego wszystkiego, co było przed ślubem. I choć spędzają wspólnie czas wieczorami, jest to czas bez czułości, namiętności i wzajemności. Po prostu oglądają wspólnie film czy program rozrywkowy, ale nic po za tym. Łapała się na tym, że analizuje swoje życie i próbuje odnaleźć przyczynę i miejsce, w którym to piękne cudowne życie się skończyło, a w jej serce wtargnęła pustka. I co było dla niej najgorsze, zaczynała się zastanawiać, czy naprawdę jeszcze kocha Sebastiana. I dochodziła do smutnego wniosku, że to już tylko przyzwyczajenie, a nie wielkie uczucie. Całe swoje życie przegrała, płacąc za to swoją swobodą, radością z życia i zaprzepaszczając swoje pragnienia i marzenia. Wszystko dla pieniędzy, wszystko - oddała im nawet swój świat, który tak naprawdę nie istniał. Wiele razy wieczorem Sebastian szedł do swojego pokoju, gdzie pracował do późna w nocy, a ona siedziała nad swoimi papierami. Pustka nie życie, do takiego wniosku dochodziła. Tak mijały jej kolejne dni i tygodnie.
Niedziela, słoneczny, bardzo ciepły poranek maja. Iza wstała jak co rano i zrobiła dwie kawy. Dzieci jeszcze spały, więc wyszła na balkon i rozejrzała się po placu zabaw i oknach innych mieszkań w bloku na przeciwko. Zastanowiła się, ile kobiet robi to samo co ona? Uśmiechnęła się do siebie i spojrzała na kubek trzymany w obu dłoniach. Kawa miło pachniała w jej nozdrzach. Zrobiła łyk czarnej gorzkiej substancji i rozważała ostanie rzeczy, jakie zaobserwowała. Sebastian zaczął wracać punktualnie do domu, choć czasami zdarzało mu się wrócić jak wcześniej. Udawała, że tego nie zauważyła i cieszyła się tak samo kiedy otwierał drzwi wcześniej, nie okazując zdziwienia. Nie chciała dawać mu powodów do odkrycia tego, że ona wie o jego tajemnicy. Kilka dni temu, nie pamiętała jaki to był dzień, kiedy Sebastian wyszedł do kolegi w jakiejś tam sprawie, usłyszała dziwne ciche pukanie do drzwi. Kiedy podeszła sprawdzić przez wizjer czy może rzeczywiście ktoś nie pukał. Nikogo nie było na klatce schodowej. Jednak przeczucie mówiło jej, aby otworzyć drzwi. Na wycieraczce leżała koperta, bez żadnego podpisu. Zabrała ją pospiesznie i schowała w swoich rzeczach, tam gdzie Sebastian na pewno nie zaglądnie przypadkiem. Już wiele razy zauważyła, że przypadkiem on wsadza rękę w jej rzeczy i w ten sposób już wiele razy odkrył to co mu kupiła pod choinkę. I choć zmieniała miejsce ukrycia, zawsze znalazł pretekst aby zajrzeć, tam gdzie to schowała. Sebastian tego wieczora śmierdział piwem i nie chciała z nim spać. Sama piła naprawdę niewiele a do tego ostatnio kiedy piła było chyba na Boże Narodzenia, to jednak odór alkoholu odpychał ją od niego. I tak w nocy przebudziły ją wymioty Sebastiana w toalecie, ale nie wstała. Sam tego chciał, mógł nie pić, ona mu nie kazała. Wychodząc do pracy zabrała kopertę, która ktoś podrzucił jej na wycieraczkę. Jadąc autobusem jak zawsze, rozglądała się po wszystkich, czy aby nie ma wśród nich kogoś znajomego, jej albo jej męża. W kopercie był list i jakieś zdjęcia, ale najpierw chciała przeczytać to co ten ktoś miał jej do powiedzenia. Ktoś, kto jedną wiadomością zmienił jej życie w dochodzenie i uświadomił jej, że jej życie to jedna wielka nuda i pustka. Przed rozpoczęciem czytania kontem oka rozejrzała się, ponieważ jej odczucie że każdy na nią patrzy, zaczynało ją nerwowo wykańczać. List nie zaczynał się od przywitania, ani wstępu. Zaczynał się od słów: Twój mąż Sebastian, pracujący w firmie... cię zdradza. Nie jest to tajemnicą dla wszystkich, których znasz i swoich znajomych, ponieważ oni o tym wiedzą od kilku już lat. Sebastian poznał mnie podczas waszego przyjęcia Bożonarodzeniowego na którym uprawialiśmy seks w jego pokoju. Pamiętasz jak on zniknął na chwilę i nie mogłaś go znaleźć, to już wiesz gdzie był i z kim. Tą informacją chciałam ci tylko pokazać, że to co tu przeczytasz jest prawdą i choć może ona być dla ciebie szokująca, chcę abyś wiedziała, że Sebastian wiele mi powiedział o was i jak on widzi wasze życie. Nie było to przyjemne, słuchać jak on narzeka na ciebie i dzieci. I wiem, że jeśli dokonasz słusznego wyboru, on znajdzie sobie inną, której będzie opowiadać o mnie. Ponieważ chcę abyś wiedziała, że Sebastian jest typem który nie uznaje jednej jedynej kobiety. I ja o tym wiem i ty też wiedziałaś jeszcze przed ślubem. Pamiętasz jak chodziłaś po niego do barów, jak szukałaś go wszędzie po znajomych, a on siedział u jakiejś cizi. To wszystko zaznałaś przed ślubem. I mogę ci to powiedzieć wprost, aby to do ciebie dotarło: facet czy przed ślubem czy po i tak się nie zmienia, a nawet staje się gorszy. Jeśli przed ślubem zauważasz, że on flirtuje z innymi kobietami, podrywa je, zagaduje ciągnie go do innych kobiet, to tak samo będzie po ślubie. No może nie od razu, bo będzie musiał uśpić twoją czujność, ale po dwóch latach zacznie on robi dokładnie to samo co robił wcześniej, tylko tym razem ukrywając to przed tobą. Podobnie było z Sebastianem, i to jest trochę przykre. Bo wydałaś mi się naprawdę sympatyczną i fajną kobietą, więc tym bardziej go nie rozumiem i ciągle próbuje dotrzeć do tego, jak to się stało że on cię zdradza. I jeśli chcesz dowodu mogę ci tu przytoczyć pewien fakt, na który nie zwróciłaś uwagi. Chodzi o waszą znajomą jeszcze zanim poszliście przed ołtarz. Pamiętasz Karolinę, z którą był Sebastian? Pamiętasz jak walczyła o niego, bo podobno ty jej go ukradłaś. A on sam przyszedł przecież do ciebie i zaczął mówić o związku, że chce być z tobą, pamiętasz to? Tak samo zrobił teraz z tobą, poszedł do innej kobiety i zaproponował jej bycie kochanką, z możliwością zawarcia związku małżeńskiego.
List przytaczał jeszcze kilka faktów i odniesień do jej życia i Sebastiana. Sebastiana, który teraz jawił się jej jako największa pomyłka jej życia. Sebastiana, który zniszczył jej życie myśląc tylko o sobie. Teraz rozumiała znajomych, który ostrzegali ją przed wiązaniem się z nim na stałe. Znajomych, którzy mieli z nim styczność prawie cały czas, którzy przyglądali się jak Sebastian niszczy kolejne kobiety i łamie im serca. Sebastian, który był i jest jej mężem, a który ją zdradza i to od kilku już lat.
Praca przeleciała jej nadzwyczaj szybko. Jednak powrót do domu był trudny, bardzo trudny. Nie chciała wracać do domu, w którym był albo będzie ktoś kogo nie znała, z kim spędziła życie, a ten ktoś prowadził inne życie, które nie przenikało w żaden sposób do ich wspólnej codzienności. Wysiadła dwa przystanki wcześniej i udała się do przyjaciółki, z którą kontakt trochę się popsuł. Nie widziały się z Wiktorią już będzie z rok, kiedy to ostatnio spotkały się na mieście i przegadały prawie całe południe.
Powrót do domu od Wiktorii nie był niczym przyjemnym, tym bardziej że Wiktoria potwierdziła część rzeczy z listu. To było najgorsze, że jednak wszyscy w około wiedzieli o wszystkim, a ona żyła przez tyle lat w błogiej nieświadomości. Jak to określiła Wiki: nie chcieli jej niszczyć życia i skazywać na samotność. Ale teraz kiedy już to wszystko wyszło na jaw, miała ochotę krzyczeć, wrzeszczeć i płakać. Mijając jasno oświetlone uliczki w parku usiadła na jednej z ławek i wpatrywała się tępo w drzewa i spacerujące wieczorową porą pary zakochanych. Nie pamiętała kiedy to ostatnio spacerowała tak z... łzy pociekły jej po policzkach. Tyle wspomnień, tyle życia, tyle rzeczy, dzieci i to wszystko jest kłamstwem. Nie mogła tego zrozumieć, jak można tak człowieka zniszczyć. Ona chciała być szczęśliwa, jest wrażliwa, ma marzenia, chciała być tylko szczęśliwa. Odrzuciła połączenie w telefonie, który zadzwonił. Nie potrafiła już żyć. Jej życie było fikcja, zostało ono napisane przez człowieka, którego nie znała. Sebastian jawił jej się jako ktoś idealny, ale jak mawiała jej babcia: nie ma idealnych ludzi. Jeśli ktoś jest idealny, to znaczy że skrywa tajemnice, które mogą zniszczyć ciebie i twoje życie. Miała rację, a ona jej nie posłuchała. Jej babcia cały czas mówiła przeciwko Sebastianowi i była przeciwko niemu. Raz nawet krzyczała na nią, bo tarot i inne wróżby mówiły o jej nieszczęściu i że to nie jest facet dla niej. Ale ona była zakochana, kochała Sebastiana, chciała być z nim. Teraz to już wszystko było mało ważne. Zastanawiała się: co ma zrobić, jak postąpić. Rozwód? Przecież ona się na tym nie zna, nie wie gdzie pójść, co napisać i co inni powiedzą. Musiała odpocząć, z dala od tego wszystkiego.
Kolejne dni były męką i zmuszaniem się do normalności. Wielokrotnie przystawała i płakała w ukryciu, aby nikt nie widział. Cała ta sprawa zabijała ją od środka i choć już się wygadała, nie sprawiło jej to przyjemności. Nie uwolniła się ona z jarzma ciężaru, jaki nosiła na barkach. Wzięła cały tydzień wolnego i postanowiła pojechać do swoich rodziców, na wieś.
Wiedziała że Sebastian nie będzie mógł wziąć wolnego, choć jak już się doinformowała w firmie Sebastiana, szef był bardzo miły i nie widział problemu, aby jeden z jego pracowników nie dostał tygodnia urlopu. Ale ona nie przedstawiła się, więc jego szef nie mógł wiedzieć, o jakiego pracownika chodzi. To ją tym bardziej utwierdziło, że Sebastian coś planuje w domu, kiedy ona wyjedzie z dziećmi.
Pobyt na wsi naładował jej trochę psychicznie, ale nie na tyle, aby zmierzyć się z problemem i Sebastianem. Nie chciała martwić rodziców swoimi problemami, choć oni i tak widzieli na jej twarzy smutek.
Po powrocie do domu, odczekała kilka dni i udała się do prawnika, który przedstawił jej wszystkie meandry prawa rozwodowego i jak się wszystko to odbywa podczas podziału majątku. W ten sam dzień przeprowadziła rozmowę z Sebastianem, pokazując tym samym że od wielu miesięcy ona wie o tym, że on ją zdradza. Przyjął to chłodno, nawet na nią nie spojrzał. Skwitował to tylko wychodząc z pokoju: i tak cię nie kochałem, a to wszystko było dla kasy, kasy twojego ojczulka. Przecież mieszkanie kupili im rodzice jako prezent ślubny, samochód też dostali, a raczej dostała Iza na 40 urodziny i choć miała prawo jazdy, jeździła do pracy autobusem. Wszystko co miała, albo sama kupiła albo było sfinalizowane przez jej rodziców. Rodzice Sebastiana nie przykładali się do wspierania ich małżeństwa, odcinając się zaraz po weselu. Nawet nie widzieli nigdy swoich wnuków, choć od tego czasu minęło już dobrych kilka lat, kiedy urodziła się Mariola. Sebastian też nie bardzo kwapił się z inwestowaniem w mieszkanie, ich mieszkanie. I choć składali się na rachunki po połowie, zawsze miał on problemy z oddaniem jej choćby złotówki.
Najgorsze jednak przyszło dwa tygodnie później, kiedy to już została ustalona pierwsza data rozprawy rozwodowej. Dostała sms: spotkajmy się na rynku za godzinę. autorka listu. Miała trochę czasu na przygotowanie się, przygotowanie się na konfrontację. Poprosiła Kamilę, sąsiadkę z przeciwka o przypilnowanie dzieci i wyszła na spotkanie z nieznajomą. Na rynku było wiele osób, które się przechadzały lub siedziały na ławce. Dopiero teraz dotarło do niej, że nie wie jak ta kobieta wygląda. Zaczęła się powoli przemieszczać po rynku, kiedy w pewnym momencie ktoś złapał ją za rękę i pociągnął w okrytą cieniem uliczkę. Poczuła miły, ale mdły zapach perfum, intensywnych perfum. Postać przed nią miała na sobie dwu częściową garsonkę w kremowym kolorze. Okulary przeciw słoneczne zakrywały jej oczy, ale widać było że jest zwyczajnej urody kobietą, nic szczególnego. Kobieta zlustrowała Izę i zdjęła okulary przeciw słoneczne. Jej głos był miły i przyjemny dla ucha: Chcę abyś coś wiedziała. Nigdy nie spotkała bym się z tobą, jak by to nie było ważne. Sebastian planuje odebrać ci dzieci i ograniczyć ci prawa do życia, do podejmowania decyzji. Chce przekupić kilku doktorków, którzy mają zeznać na pierwszej lub drugiej rozprawie, że jesteś niepoczytalna, nie odpowiedzialna i że nie potrafisz sama decydować za swoje życie. Sebastian to typ faceta, który przyparty do muru zniszczy każdego idąc po trupach do wyznaczonego celu. Więc chcę cię ostrzec, że on nawet jest zdolny wynająć kogoś aby przypadkiem jak będziesz wracać do domu, ktoś wciągnął cię w bramę i zgwałcił. Jest w stanie zapłacić komuś, aby to robił każdego dnia, rozumiesz. A nawet powiem ci więcej, on jest zdolny nawet zapłacić, aby cię przypadkiem jakiś samochód potrącił śmiertelnie, albo bardzo dotkliwe, a nawet aby cię po prostu zabić. Postać przed nią przesunęła się do rąbka światła, które wyłaniało się z cienia. Obraz jaki zobaczyła Iza ją przeraził. Twarz kobiety koło oczu była prawie brązowa, a gdzieniegdzie mocno filetowa, dopiero teraz zauważyła, że kobieta ma makijaż tak gęsto nałożony na twarzy, że ma się wrażenie, że to maska nie twarz. Kobieta założyła okulary i wyszła z cienia kierując się w nieznaną stronę. Iza stała patrząc się na tynk elewacji jakiegoś budynku. To co właśnie się stało i co usłyszała, przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Sebastian nadal przecież mieszkał z nią i dziećmi, a jak zacznie grozić jej dzieciom. Szybko poprawiła sukienkę i wyszła na rozświetlony rynek. Szybkim krokiem skierowała się tą samą drogą, którą przyszła. Jedyna myśl jaka kołatała jej się w głowie to: szybko do domu, do dzieci.
Kolejne dni Iza przeżyła omijając jak się da zaułki i ulice, na których stały bramy i kamienice. Chodziła ścieżkami, które miały szerokie plenery i nawet jeśli ktoś chciał by ją zaatakować, wiedziała by o tym już wcześniej. Zmieniała też drogę powrotów do domu, czy nawet czas o której wychodziła z pracy. Każdy samochód, każde dziwne zachowanie ludzi sprawiało, że chciała uciekać. Była jak tygrys, który zaszczuty jest wstanie skoczyć momentalnie do ucieczki, ale też zaatakować. Kupiła sobie paralizator i dość drogi, ale podobno skuteczny gaz pieprzowy. Jej życie zmieniło się, nabrało tępa. Sebastian przeniósł się do swojego pokoiku, gdzie obecnie spał, jadł i przebywał zawsze kiedy wracał po pracy. Dzieci nie zauważyły różnicy, ponieważ nie były do niego przywiązane, ani on nie garnął się do nich. Chyba nawet nie poczuwał się do ojcostwa, do takiego wniosku doszła Iza przyglądając się Sebastianowi i swoim dwóm córkom.
Najgorsze jednak nadeszło trzy dni przed pierwszą rozprawą. Iza jak zawsze przygotowywała kolację dla siebie i dzieci. Sebastian wyprowadził się dzień wcześniej, nawet nie mówiąc gdzie się wyprowadza. Chodziło jej o dziewczyny, które będą mimo wszystko tęsknić, przecież to jest ich ojciec. Sebastian przyszedł do mieszkania, nie odzywając się ani słowem. Wszedł do pustego pokoju, który zajmował wcześniej i siedział tam z kilka minut. Później wpadł do kuchni gdzie była Iza i zaczął rozmowę o nadchodzącej rozprawie. Zadawał pytania, czy ona tego chce, że było im tak pięknie i fajnie. Iza odpowiedziała tylko, czy jej było tak fajnie jak on ją zdradzał przez tyle czasu. Co on by zrobił, jak by to ona tak postąpiła, kim by teraz była? Ostatnie co pamiętam, to to jak zobaczyła pięść przed swoimi oczami, która ją uderza. Później to już tylko przebłyski świadomości kolejnych ciosów, kopania, pisku dziewczyn, które wpadły do przedpokoju i uciekającego Sebastiana. Słyszała też płacz swoich dzieci, ale też wcześniej jakieś dziwne słowa: to za to, że byłaś oschła kurwo i nie dawałaś mi kiedy chciałem. Później ktoś inny krzyczał i sygnał karetki, a może policji. Obudziła się w pokoju, gdzie wszystko było jasne, a z okien sączyło się światło. Jej pierwsze słowa były: czy ja umarłam. Odpowiedź z boku: nie. Iza dodała próbując przełknąć ślinę: szkoda.
To zdarzenie Izie pokazało, kim był Sebastian. Ich rozprawa została przesunięta, ale i tak się odbyła. W tym czasie Sebastian popełnił karygodni błąd, tracąc panowanie nad sobą podczas rozprawy o podział majątku. Pokazał tym samym że to co mówił, że to wszystko to jej wina, było się kłamstwem. Sędzina nie dała wiary w jego zeznania i słowa, i obarczyła go winą za to wszystko. Sebastian chciał, albo próbował ja zabić kiedy wychodzili z sądu. Paradoks, że kiedy dwoje ludzi się rozwodzi, nie wychodzą oni innymi wyjściami, tylko jednym i tym samym. Mając cały czas gaz pieprzowy w małej kieszonce, której nie odkryli ochroniarze sądowi, uratował jej życie. Przeciw Sebastianowi rozpoczęła się sprawa o jej pobicia w kuchni.
Sprzedała mieszkanie, w którym miała być szczęśliwa, a które tak naprawdę zniszczyło ją, jej życie i pokazało, że mieszkanie w bloku to aluzja przyszłości i wygody. Iza zaczynała nowe życie na wsi u boku rodziców. Powiedziała sobie, że nigdy w życiu nie wróci do tego utopijnego snu PRL o mieszkaniu w bloku, snu który niszczył tak wiele rodzin.
Jej życie jednak miało kolejny raz pokazać, że można być szczęśliwym, nie ważne w jakim się jest wieku. Przez internet poznała chłopaka, który był od niej młodszy. Ale w którym naprawdę się zakochała i który pokochał jej córki. I choć bała się kolejnego związku, poprzednie wydarzenia pokazały jej, że życie nie polega na tym, aby je tracić dla pieniędzy, czy angażowaniu się tylko w dzieci lub dom. Są też inne sprawy i przyjemności, o których zapominamy w trakcie codzienności. Iza dopiero teraz mogła powiedzieć, że oddycha pełnią piersią i jest szczęśliwa. I choć zaczynała tylko pewien aspekt życia od początku, związek. To reszta była nie zmienna, ona sama była nie zmienna. I tak jak to mawiał Paweł: to od faceta zależy, czy kobieta jest szczęśliwa, czuje się piękna i czy będzie czuć się kochana. Ponieważ to on musi się wykazać inicjatywą, a nie kobieta. Ponieważ, kiedy facet coś zrobi dla kobiety, kobieta sama mu za to podziękuje w ramach wzajemności i uczucia, które ją z nim łączy. A jeśli facet nic nie robi dla kobiety, nie mówi jej niczego miłego, ale tylko żyje koło niej własnym życie i patrzy się tylko na swoje życie, to i kobieta zacznie tworzyć własny świat, który sprawia, że ona już nie potrzebuje faceta, przecież i tak już go nie ma.
Dwa lata później Iza kolejny już raz, ale tylko cywilnie powiedziała tak, słysząc podobną odpowiedź ze strony Pawła. I wiedziała, że teraz jej życie nabierze wreszcie barw, bo choć nadal pracowała, wiedziała, że jak przyjdzie z pracy będzie czuć czego nie czuła wcześniej. Paweł nie był idealny, ale zakochała się w nim i pokochała takiego jaki był. I choć miał on pewne tajemnice, o których tylko ona wiedziała - była z nim szczęśliwa, ponieważ on cieszył się na każdym kroku, że ona jest przy nim. I od bardzo dawno kiedy wstawała rano to kawa czekała na nią, a Paweł w tym czasie kładł się jeszcze spać. Wstawał tylko po to, aby jak ona wstanie miała gorącą kawę... dopiero teraz doceniała takie małe rzeczy, które kolorowały jej życie, a których brakowało wcześniej. I doceniła to, że życie nie polega tylko aby życia, ale przeżyć to życie. A codzienność nie musi być nudna, jeśli się nie chce, ważne aby cieszyć się życiem, a nie czekać na nadchodzącą śmierć.
piątek, 22 kwietnia 2011
trudne życie - opowiadanie
Angelika spojrzała na drzwi przed sobą, wchodzić czy może nie. Na drzwiach była tabliczka z napisałem: psycholog Anita i głupie nazwisko. Pieprzyć to - pomyślała Angelika, naciskając na klamkę. W pokoju jak zawsze rozchodził się ładny aromat, waniliowy. Na krześle siedziała już pani psychol, jak nazywała ją Angela i wpatrywała się w te swoje notatki i zapiski. Kurde, nigdy nie patrzyła jak ona wchodzi, zawsze wlepiała te swoje słodkie oczka w te swoje jebane kartki, jebana pani psychol.
-- Siadaj Angeliko - w pokoju rozległ się głos pani psycholog. Była kobietą około czterdziestki, o kasztanowych włosach, które zawsze były rozpuszczone. Na sobie miała bluzkę, zazwyczaj kremową, ale nie białą i spódnicę, czarną i czarne rajstopy. Na stopach czarne obcasy na szpilce, które dodawały jej kobiecości. Ona też chce kiedyś tak się ubierać, jak dama. Ale teraz nie może i długo nie będzie - stwierdziła Angela siadając na przeciw pani psychol.
-- Więc co tam u ciebie nowego? - usłyszała.
-- Nic, proszę pani. Nic a nic. - skwitowała Angela
-- To może opowiesz mi, jak tam rodzice, co?
Angelika spojrzała na swoje brudne trampki i zaczerwieniła się.
-- Czy coś się stało, Angeliko? - kolejne pytanie, czy ta kobieta nie zna umiaru?
-- Wie pani co... - zaczęła Angelika - Mam dość kłamstw? - miała naprawdę dość kłamstw.
-- Jakich kłamstw? Nie musisz się bać, to rozmowa między nami.
-- Bo ja kłamałam - wyrzuciła z siebie Angelika - Wszystko co pani mówiłam to kłamstwo. Ja chciała bym mieć takie życie jakie pani opowiedziałam, ale go nie mam.
-- Co to znaczy Angeliko?
Miała dość już życia i tego wszystkiego. Nie miała też niczego do stracenia.
-- Bo moje życie to kupa jebanego gówna. Wie pani jak to jest, kiedy gwałci panią własny chłopak, później pani traci dziecko, a zaraz potem do pani łózka przychodzi pani ojciec i uprawia z panią seks. A do tego twierdzi, że to nic takiego, kurwa jak ja bym chciała zdechnąć. A najlepsze jest to, że matka o wszystkim wie i namawia mnie, abym dawała innym facetom. Ja mam dopiero 17 lat, a już straciłam troje nienarodzonych dzieci, swoich dzieci. Jedno było mojego chłopaka, byłego chłopaka, a dwoje mojego ojca. Moja matka załatwiła mi kilku sąsiadów z klatki, którzy przychodzą do mnie raz na dwa tygodnie i robią ze mną co chcą. Jeden każe mi klękać i wkłada mi penisa do pupy, a kiedy krzyczę że mnie to boli, on śmieje się i wkłada mocniej i głębiej. A ja płaczę i krzyczę do poduszki, bo co mam zrobić. Później nie mogę robić kupy przez jakiś czas, bo mnie boli. Albo puszczam bąki, choć tego nie chcę, ale nie mam na to wpływu, to tak samo się robi. Czasami widzę brązowe majtki, kiedy się przebieram, to jest najgorsze. Inny chce tylko abym brała do buzi, wkłada mi go głęboko że się krztuszę, ale on wkłada go aż pryśnie mi w gardło. Jeszcze inny, ten z pod 5, robi to ze mną kilka razy, sapiąc mi do ucha. Potem mi się to śni, to wszystko. Wie pani, że ja nigdy nie miałam na sobie spódniczki ani sukienki. Boję się, że jak założę choć jedną, jeden z nich jawi się u mnie w pokoju i znowu będą to ze mną robić, albo wszyscy przyjdą na raz. Ja już nie mam siły milczeć, proszę pani, już nie mam siły.
-- Już dobrze Angeliko. Aby to zakończyć musisz mi wszystko opowiedzieć, a ja sprawię że się uwolnisz i będziesz wolna.
-- Ja już w to nie wierzę. A wie pani dlaczego? Bo wszyscy o tym wiedzą. Każdy sąsiad, i połowa ludzi na osiedlu. Nikt nic nie powiedział, tylko wytykają mnie palcami, albo się śmieją. Ale są też i tacy, którzy pytają o cenę, a ja nie wiem ile mam powiedzieć. Chciałam bym nie żyć, albo wyjechać aby nikt mnie nie znalazł. Chcę znaleźć chłopaka, który będzie mnie kochał i... będę szczęśliwa.
-- Dobrze, że tak myślisz, to bardzo dobrze.
-- Nie dobrze. Bo to się nie stanie, rozumie pani. Mam 17 lat i ja nie wiem co to jest mieć rodzinę, chłopaka, koleżanki. Ja się boję ludzi, ja się boje wszystkiego, nawet ścian.
-- Rozumiem. Ale powiedz mi, dlaczego nie powiedziałaś mi tego na początku? Na początku jak tu przyszłaś?
-- A uwierzyła by mi pani? Jak patrzę na ludzi w szkole jak narzekają na swoich rodziców, jak pierdolą bez sensu o zrobionych kanapkach i mają pretensje, że znowu ser. To wie pani co mam ochotę zrobić?
-- Nie.
-- Jebnąć ich o ścianę. Ja nie mam kanapek do szkoły, jak sobie sama nie zrobię. Ale i tak ich sobie nie robię, bo nie ma u mnie w domu co jeść. W lodówce jest piwo, piwo i wódka, nic więcej. To co mam jeść? A oni narzekają jak pięcioletnie dziecko, że mają kanapki z serem. Ja kurwa nie pamiętam jak smakuje ser, a oni pierdolą o serze. Zazdroszczę im wszystkim, którzy mają fajnych rodziców, a tego nie doceniają. Pojebane chuje i głupie cipy, bo jak byłam z mamą na zakupach... a ja sobie myślę, kiedy ja byłam ostatnio na zakupach. Chyba jak miałam 10 lat, a nawet to nie pamiętam. Dzieciaki nie doceniają to co mają, wie pani o tym. Pierdolą bez sensu o tym jak im źle, a nawet nie wiedzą co mają. Jeden taki w mojej klasie jest, mówią na niego - pędzel, bo ma takie włosy sterczące. Ciągle nawija o komputerach, gęba mu się nie zamyka. A ja nawet nie mam komputera, wie pani o tym? Albo taki Kamil, ten to ciągle chwali się kogo nie puknął i jak to dziewczyny krzyczą jak to robią z nim. Jednego razu pytam się go: Kamil a jak wygląda orgazm? A on mi wymyśla, że tak i tak. No to ja mu na to, że jest prawiczkiem, bo orgazm to coś innego, a on za pewne ma tak małego, że nie wiedział by w jaką dziurę wsadzić, czy w tyłek czy w to co trzeba. Chłopak się wkurzył, trochę. Później chodził taki cichy i dziwny, aż pewnego razu wyszło na jaw, że z jego opowieści żadna nie była prawdziwa, a on to jeszcze prawiczek. Nawet nie mieszkał jak reszta na osiedlu, ale w domu i ma bogatych rodziców, idiota.
W pokoju nastała dziwna cisza, bezpańska.
-- To będzie trudne, bo będzie trzeba zbadać czy to co powiedziałaś jest prawdą, ale jeśli wyjdzie że tak, to będziesz mogła ubiegać się...
-- Wie pani co? - przerwała jej Angelika - Nie pomożecie mi. A wie pani dlaczego? Bo nie możecie mi pomóc, po prostu nie możecie.
-- Możemy i pomożemy, tylko...
-- Właśnie tylko i ale. Znam to proszę pani, znam to na pamięć. Kiedy poszłam do psychologa szkolnego i opowiedziałam mu to co pani, nasłał na mój dom armię, dosłownie armię ludzi. Oni pytali się wszystkich o mnie i to co powiedziałam, i wie pani co? Gówno. Każdy się wyparł, każdy. A kiedy wszyscy sobie już poszli, moja matka i ojciec tak mnie pobili, że miesiąc leżałam pod ścianą i chciałam umrzeć. A do tego matka była zła, bo kasy nie miała, bo nikt mnie nie chciał. Teraz będzie tak samo. Przyjdą cwaniaki ładnie ubrani i ładnie pachnący i każdy powie, że to nie prawda. Ale wie pani co jest w tym dobre - uśmiechnęła się Angelika - że oni może mnie wreszcie zabiją. I to wszystko się wreszcie skończy, naprawdę tego bym chciała.
-- Ale przepisy się zmieniły i możemy ci pomóc.
-- Szczerze, nic nie możecie zrobić. To tak samo jak rodzina namawiała sąsiadkę, aby poszła na policję, bo mąż ją katuje i ich dziecko. Poszła, bo niby przepisy się zmieniły i wie pani co się stało. Nie wyrzucili go, bo wg. przepisów on ma prawo tam być, tak samo jak i ona. On miał zakaz zbliżania się do niej i co... jak niby to miał zrobić, jak mieszkali ze sobą. Śmiał się z niej i gwałcił ją tak mocno, że jej krzyk było słychać w całej klatce. Po tygodniu go zadźgała, bo już nie miała sił tak żyć. To pani nazywa zmianą przepisów? Przepisy i przepisy, ale pomóc to nie ma komu. Ten świat i to państwo jest chore, wie pani o tym?
-- Ja wierzę w przepisy, bo wiem że one pomagają.
-- One pomagają, jak się ma pieniądze. Jak się ich nie ma, to jest wielkie gówno. Dlatego ja wiem, że pani mi nie pomoże - Angelika poruszyła się w krześle i wstała, spoglądając na panią Anitę jakoś tam. Jej mina utwierdziła ją w przekonaniu, że tylko jedno ją uwolni od tego wszystkiego.
-- I co zamierzasz zrobić Angeliko?
-- A co mogę zrobić, przecież mam dopiero 17 lat, a przeżyłam więcej niż nie jeden dorosły. -- mówiąc to złapała za klamkę i wyszła.
Kolejny dzień był słoneczny i miły. Powiewał lekki wiaterek, chłodząc wszystkich którzy wyszli na spacer. Z daleka było słychać wycie syreny, która zbliżało się nieubłaganie. Anita odwróciła się za siebie, a karetka przemknęła obok, alarmując wszystkich kierowców. Cały czas myślała o Angelice i o tym jak jej pomóc.
Z karetki, która pędziła przed chwilą ulicami miasta, a która zatrzymała się przed wejściem do szpitala wyniesiono ciało, przykryte żółtym złotkiem do obwijania rannych w zimie, aby nie tracili ciepła. Nikt się nie spieszył, sanitariusze powoli skierowali się w stronę windy, naciskając na panelu przycisk, aby jechać w dół, do kostnicy.
Był już wieczór, kiedy Anita odebrała telefon i o mało nie upadła od słów, które usłyszała. Kiedy odłożyła słuchawkę, nie wiedziała co ma zrobić, co ma myśleć.
Trzy dni później Anita stała w kaplicy i uczestniczyła w mszy pogrzebowej, w której żegnano Angelikę. Przyszło kilka młodych osób, chyba osoby z klasy, albo szkoły. Było też kilka dorosłych, ale w wieku raczej babci Angeliki niż jej rodzice. Nikogo innego nie było na pogrzebie.
Anita musiała wyjaśnić śmierć Angeliki, była jej to winna. Po oględzinach mieszkania, gdzie mieszkała Angelika i rozmowie z jej rodzicami, nic nie wskazywało aby to co mówiła było prawdą. Rozmawiała też z sąsiadami i oni też nie wykazali, aby to co mówiła Angelika było prawdą. Większość mówiła to samo, prawie, ale jednak to samo. Kiedy schodziła i była na parterze, usłyszała szept. Ktoś przez uchylone drzwi wołał ją.
-- Chce pani poznać prawdę? Niech pani wróci do tego mieszkania gdzie mieszkała Angela i przypadkiem, niech pani spojrzy na parapet pod oknem.
-- Ale nie rozumiem, co mam tam zobaczyć?
-- Kiedy pani to zobaczy, zrozumie pani.
Anita wróciła do mieszkania pod pretekstem zostawienia czegoś i przypadkiem obejrzała sobie parapet, jak jej polecono. Był to normalny, kamienny parapet. Kiedy wyjrzała przez okno i znowu spojrzała na parapet, zauważyła w jednym miejscu wyryty napis: pokój M. Dopiero teraz Anita rozejrzała się dokładnie po pokoju i dostrzegła kilka rzeczy, które nie pasowało jej do pokoju nastolatki. Był za czysty i poukładany, i te stare meble, jaka nastolatka by chciała mieszkać w takim pokoju. Wyszła z niego i dopiero zrozumiała, co tak naprawdę tu się działo. Stało przed nią małżeństwo, które bardzo dobrze udawało, że wszystko jest w porządku, nawet się uśmiechali. Problem w tym, że żadni rodzice nie uśmiechali by się, jak by stracili dziecko. Anita przeprosiła i wyszła z mieszkania.
Po trzech dniach, wtargnęła do mieszkania z prokuratorem i dwoma policjantami. Przeszukanie mieszkania ujawniło, że w szafie, która miała zlikwidowany dzielony bok, urządzono coś ala pomieszczenie. Napis na jednym z boków głosił: pokój Angeli. To tutaj spała i uczyła się Angelika, tragiczna prawda została ujawniona. Ale jak się okazało, po zdjęciu dywanu w pokoju, gdzie niby miała mieszkać Angelika, odkryto liczne ślady krwi i wyżłobienia pasujące do rozkładanego łózka polowego, schowanego w komodzie.
Anita zastanawiała się: ile jest takich dzieci, młodzieży która nie wyznaje tego co przeżywają.
Kilka dni później Anita zamknęła teczkę z napisem: Angela. Cała sprawa została zamknięta, a na pewno już dano skończyła się ona dla Angeliki. Odnośnie jej rodziców i prawie wszystkich sąsiadów toczyło się postępowanie przygotowawcze, o różne seksualne, ale też kryminalne przesłanki przestępstw. Najlepsze jest w tym to, że sami oskarżeni dostarczyli licznych dowodów przeciwko sobie...opowiadając przeciwko sobie, wiele aktów gwałtu, bicia i maltretowania. Jej rodzice, nie poczuwali się do czegokolwiek, dla nich to wszystko było normalne.
-- Siadaj Angeliko - w pokoju rozległ się głos pani psycholog. Była kobietą około czterdziestki, o kasztanowych włosach, które zawsze były rozpuszczone. Na sobie miała bluzkę, zazwyczaj kremową, ale nie białą i spódnicę, czarną i czarne rajstopy. Na stopach czarne obcasy na szpilce, które dodawały jej kobiecości. Ona też chce kiedyś tak się ubierać, jak dama. Ale teraz nie może i długo nie będzie - stwierdziła Angela siadając na przeciw pani psychol.
-- Więc co tam u ciebie nowego? - usłyszała.
-- Nic, proszę pani. Nic a nic. - skwitowała Angela
-- To może opowiesz mi, jak tam rodzice, co?
Angelika spojrzała na swoje brudne trampki i zaczerwieniła się.
-- Czy coś się stało, Angeliko? - kolejne pytanie, czy ta kobieta nie zna umiaru?
-- Wie pani co... - zaczęła Angelika - Mam dość kłamstw? - miała naprawdę dość kłamstw.
-- Jakich kłamstw? Nie musisz się bać, to rozmowa między nami.
-- Bo ja kłamałam - wyrzuciła z siebie Angelika - Wszystko co pani mówiłam to kłamstwo. Ja chciała bym mieć takie życie jakie pani opowiedziałam, ale go nie mam.
-- Co to znaczy Angeliko?
Miała dość już życia i tego wszystkiego. Nie miała też niczego do stracenia.
-- Bo moje życie to kupa jebanego gówna. Wie pani jak to jest, kiedy gwałci panią własny chłopak, później pani traci dziecko, a zaraz potem do pani łózka przychodzi pani ojciec i uprawia z panią seks. A do tego twierdzi, że to nic takiego, kurwa jak ja bym chciała zdechnąć. A najlepsze jest to, że matka o wszystkim wie i namawia mnie, abym dawała innym facetom. Ja mam dopiero 17 lat, a już straciłam troje nienarodzonych dzieci, swoich dzieci. Jedno było mojego chłopaka, byłego chłopaka, a dwoje mojego ojca. Moja matka załatwiła mi kilku sąsiadów z klatki, którzy przychodzą do mnie raz na dwa tygodnie i robią ze mną co chcą. Jeden każe mi klękać i wkłada mi penisa do pupy, a kiedy krzyczę że mnie to boli, on śmieje się i wkłada mocniej i głębiej. A ja płaczę i krzyczę do poduszki, bo co mam zrobić. Później nie mogę robić kupy przez jakiś czas, bo mnie boli. Albo puszczam bąki, choć tego nie chcę, ale nie mam na to wpływu, to tak samo się robi. Czasami widzę brązowe majtki, kiedy się przebieram, to jest najgorsze. Inny chce tylko abym brała do buzi, wkłada mi go głęboko że się krztuszę, ale on wkłada go aż pryśnie mi w gardło. Jeszcze inny, ten z pod 5, robi to ze mną kilka razy, sapiąc mi do ucha. Potem mi się to śni, to wszystko. Wie pani, że ja nigdy nie miałam na sobie spódniczki ani sukienki. Boję się, że jak założę choć jedną, jeden z nich jawi się u mnie w pokoju i znowu będą to ze mną robić, albo wszyscy przyjdą na raz. Ja już nie mam siły milczeć, proszę pani, już nie mam siły.
-- Już dobrze Angeliko. Aby to zakończyć musisz mi wszystko opowiedzieć, a ja sprawię że się uwolnisz i będziesz wolna.
-- Ja już w to nie wierzę. A wie pani dlaczego? Bo wszyscy o tym wiedzą. Każdy sąsiad, i połowa ludzi na osiedlu. Nikt nic nie powiedział, tylko wytykają mnie palcami, albo się śmieją. Ale są też i tacy, którzy pytają o cenę, a ja nie wiem ile mam powiedzieć. Chciałam bym nie żyć, albo wyjechać aby nikt mnie nie znalazł. Chcę znaleźć chłopaka, który będzie mnie kochał i... będę szczęśliwa.
-- Dobrze, że tak myślisz, to bardzo dobrze.
-- Nie dobrze. Bo to się nie stanie, rozumie pani. Mam 17 lat i ja nie wiem co to jest mieć rodzinę, chłopaka, koleżanki. Ja się boję ludzi, ja się boje wszystkiego, nawet ścian.
-- Rozumiem. Ale powiedz mi, dlaczego nie powiedziałaś mi tego na początku? Na początku jak tu przyszłaś?
-- A uwierzyła by mi pani? Jak patrzę na ludzi w szkole jak narzekają na swoich rodziców, jak pierdolą bez sensu o zrobionych kanapkach i mają pretensje, że znowu ser. To wie pani co mam ochotę zrobić?
-- Nie.
-- Jebnąć ich o ścianę. Ja nie mam kanapek do szkoły, jak sobie sama nie zrobię. Ale i tak ich sobie nie robię, bo nie ma u mnie w domu co jeść. W lodówce jest piwo, piwo i wódka, nic więcej. To co mam jeść? A oni narzekają jak pięcioletnie dziecko, że mają kanapki z serem. Ja kurwa nie pamiętam jak smakuje ser, a oni pierdolą o serze. Zazdroszczę im wszystkim, którzy mają fajnych rodziców, a tego nie doceniają. Pojebane chuje i głupie cipy, bo jak byłam z mamą na zakupach... a ja sobie myślę, kiedy ja byłam ostatnio na zakupach. Chyba jak miałam 10 lat, a nawet to nie pamiętam. Dzieciaki nie doceniają to co mają, wie pani o tym. Pierdolą bez sensu o tym jak im źle, a nawet nie wiedzą co mają. Jeden taki w mojej klasie jest, mówią na niego - pędzel, bo ma takie włosy sterczące. Ciągle nawija o komputerach, gęba mu się nie zamyka. A ja nawet nie mam komputera, wie pani o tym? Albo taki Kamil, ten to ciągle chwali się kogo nie puknął i jak to dziewczyny krzyczą jak to robią z nim. Jednego razu pytam się go: Kamil a jak wygląda orgazm? A on mi wymyśla, że tak i tak. No to ja mu na to, że jest prawiczkiem, bo orgazm to coś innego, a on za pewne ma tak małego, że nie wiedział by w jaką dziurę wsadzić, czy w tyłek czy w to co trzeba. Chłopak się wkurzył, trochę. Później chodził taki cichy i dziwny, aż pewnego razu wyszło na jaw, że z jego opowieści żadna nie była prawdziwa, a on to jeszcze prawiczek. Nawet nie mieszkał jak reszta na osiedlu, ale w domu i ma bogatych rodziców, idiota.
W pokoju nastała dziwna cisza, bezpańska.
-- To będzie trudne, bo będzie trzeba zbadać czy to co powiedziałaś jest prawdą, ale jeśli wyjdzie że tak, to będziesz mogła ubiegać się...
-- Wie pani co? - przerwała jej Angelika - Nie pomożecie mi. A wie pani dlaczego? Bo nie możecie mi pomóc, po prostu nie możecie.
-- Możemy i pomożemy, tylko...
-- Właśnie tylko i ale. Znam to proszę pani, znam to na pamięć. Kiedy poszłam do psychologa szkolnego i opowiedziałam mu to co pani, nasłał na mój dom armię, dosłownie armię ludzi. Oni pytali się wszystkich o mnie i to co powiedziałam, i wie pani co? Gówno. Każdy się wyparł, każdy. A kiedy wszyscy sobie już poszli, moja matka i ojciec tak mnie pobili, że miesiąc leżałam pod ścianą i chciałam umrzeć. A do tego matka była zła, bo kasy nie miała, bo nikt mnie nie chciał. Teraz będzie tak samo. Przyjdą cwaniaki ładnie ubrani i ładnie pachnący i każdy powie, że to nie prawda. Ale wie pani co jest w tym dobre - uśmiechnęła się Angelika - że oni może mnie wreszcie zabiją. I to wszystko się wreszcie skończy, naprawdę tego bym chciała.
-- Ale przepisy się zmieniły i możemy ci pomóc.
-- Szczerze, nic nie możecie zrobić. To tak samo jak rodzina namawiała sąsiadkę, aby poszła na policję, bo mąż ją katuje i ich dziecko. Poszła, bo niby przepisy się zmieniły i wie pani co się stało. Nie wyrzucili go, bo wg. przepisów on ma prawo tam być, tak samo jak i ona. On miał zakaz zbliżania się do niej i co... jak niby to miał zrobić, jak mieszkali ze sobą. Śmiał się z niej i gwałcił ją tak mocno, że jej krzyk było słychać w całej klatce. Po tygodniu go zadźgała, bo już nie miała sił tak żyć. To pani nazywa zmianą przepisów? Przepisy i przepisy, ale pomóc to nie ma komu. Ten świat i to państwo jest chore, wie pani o tym?
-- Ja wierzę w przepisy, bo wiem że one pomagają.
-- One pomagają, jak się ma pieniądze. Jak się ich nie ma, to jest wielkie gówno. Dlatego ja wiem, że pani mi nie pomoże - Angelika poruszyła się w krześle i wstała, spoglądając na panią Anitę jakoś tam. Jej mina utwierdziła ją w przekonaniu, że tylko jedno ją uwolni od tego wszystkiego.
-- I co zamierzasz zrobić Angeliko?
-- A co mogę zrobić, przecież mam dopiero 17 lat, a przeżyłam więcej niż nie jeden dorosły. -- mówiąc to złapała za klamkę i wyszła.
Kolejny dzień był słoneczny i miły. Powiewał lekki wiaterek, chłodząc wszystkich którzy wyszli na spacer. Z daleka było słychać wycie syreny, która zbliżało się nieubłaganie. Anita odwróciła się za siebie, a karetka przemknęła obok, alarmując wszystkich kierowców. Cały czas myślała o Angelice i o tym jak jej pomóc.
Z karetki, która pędziła przed chwilą ulicami miasta, a która zatrzymała się przed wejściem do szpitala wyniesiono ciało, przykryte żółtym złotkiem do obwijania rannych w zimie, aby nie tracili ciepła. Nikt się nie spieszył, sanitariusze powoli skierowali się w stronę windy, naciskając na panelu przycisk, aby jechać w dół, do kostnicy.
Był już wieczór, kiedy Anita odebrała telefon i o mało nie upadła od słów, które usłyszała. Kiedy odłożyła słuchawkę, nie wiedziała co ma zrobić, co ma myśleć.
Trzy dni później Anita stała w kaplicy i uczestniczyła w mszy pogrzebowej, w której żegnano Angelikę. Przyszło kilka młodych osób, chyba osoby z klasy, albo szkoły. Było też kilka dorosłych, ale w wieku raczej babci Angeliki niż jej rodzice. Nikogo innego nie było na pogrzebie.
Anita musiała wyjaśnić śmierć Angeliki, była jej to winna. Po oględzinach mieszkania, gdzie mieszkała Angelika i rozmowie z jej rodzicami, nic nie wskazywało aby to co mówiła było prawdą. Rozmawiała też z sąsiadami i oni też nie wykazali, aby to co mówiła Angelika było prawdą. Większość mówiła to samo, prawie, ale jednak to samo. Kiedy schodziła i była na parterze, usłyszała szept. Ktoś przez uchylone drzwi wołał ją.
-- Chce pani poznać prawdę? Niech pani wróci do tego mieszkania gdzie mieszkała Angela i przypadkiem, niech pani spojrzy na parapet pod oknem.
-- Ale nie rozumiem, co mam tam zobaczyć?
-- Kiedy pani to zobaczy, zrozumie pani.
Anita wróciła do mieszkania pod pretekstem zostawienia czegoś i przypadkiem obejrzała sobie parapet, jak jej polecono. Był to normalny, kamienny parapet. Kiedy wyjrzała przez okno i znowu spojrzała na parapet, zauważyła w jednym miejscu wyryty napis: pokój M. Dopiero teraz Anita rozejrzała się dokładnie po pokoju i dostrzegła kilka rzeczy, które nie pasowało jej do pokoju nastolatki. Był za czysty i poukładany, i te stare meble, jaka nastolatka by chciała mieszkać w takim pokoju. Wyszła z niego i dopiero zrozumiała, co tak naprawdę tu się działo. Stało przed nią małżeństwo, które bardzo dobrze udawało, że wszystko jest w porządku, nawet się uśmiechali. Problem w tym, że żadni rodzice nie uśmiechali by się, jak by stracili dziecko. Anita przeprosiła i wyszła z mieszkania.
Po trzech dniach, wtargnęła do mieszkania z prokuratorem i dwoma policjantami. Przeszukanie mieszkania ujawniło, że w szafie, która miała zlikwidowany dzielony bok, urządzono coś ala pomieszczenie. Napis na jednym z boków głosił: pokój Angeli. To tutaj spała i uczyła się Angelika, tragiczna prawda została ujawniona. Ale jak się okazało, po zdjęciu dywanu w pokoju, gdzie niby miała mieszkać Angelika, odkryto liczne ślady krwi i wyżłobienia pasujące do rozkładanego łózka polowego, schowanego w komodzie.
Anita zastanawiała się: ile jest takich dzieci, młodzieży która nie wyznaje tego co przeżywają.
Kilka dni później Anita zamknęła teczkę z napisem: Angela. Cała sprawa została zamknięta, a na pewno już dano skończyła się ona dla Angeliki. Odnośnie jej rodziców i prawie wszystkich sąsiadów toczyło się postępowanie przygotowawcze, o różne seksualne, ale też kryminalne przesłanki przestępstw. Najlepsze jest w tym to, że sami oskarżeni dostarczyli licznych dowodów przeciwko sobie...opowiadając przeciwko sobie, wiele aktów gwałtu, bicia i maltretowania. Jej rodzice, nie poczuwali się do czegokolwiek, dla nich to wszystko było normalne.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)