Angelika spojrzała na drzwi przed sobą, wchodzić czy może nie. Na drzwiach była tabliczka z napisałem: psycholog Anita i głupie nazwisko. Pieprzyć to - pomyślała Angelika, naciskając na klamkę. W pokoju jak zawsze rozchodził się ładny aromat, waniliowy. Na krześle siedziała już pani psychol, jak nazywała ją Angela i wpatrywała się w te swoje notatki i zapiski. Kurde, nigdy nie patrzyła jak ona wchodzi, zawsze wlepiała te swoje słodkie oczka w te swoje jebane kartki, jebana pani psychol.
-- Siadaj Angeliko - w pokoju rozległ się głos pani psycholog. Była kobietą około czterdziestki, o kasztanowych włosach, które zawsze były rozpuszczone. Na sobie miała bluzkę, zazwyczaj kremową, ale nie białą i spódnicę, czarną i czarne rajstopy. Na stopach czarne obcasy na szpilce, które dodawały jej kobiecości. Ona też chce kiedyś tak się ubierać, jak dama. Ale teraz nie może i długo nie będzie - stwierdziła Angela siadając na przeciw pani psychol.
-- Więc co tam u ciebie nowego? - usłyszała.
-- Nic, proszę pani. Nic a nic. - skwitowała Angela
-- To może opowiesz mi, jak tam rodzice, co?
Angelika spojrzała na swoje brudne trampki i zaczerwieniła się.
-- Czy coś się stało, Angeliko? - kolejne pytanie, czy ta kobieta nie zna umiaru?
-- Wie pani co... - zaczęła Angelika - Mam dość kłamstw? - miała naprawdę dość kłamstw.
-- Jakich kłamstw? Nie musisz się bać, to rozmowa między nami.
-- Bo ja kłamałam - wyrzuciła z siebie Angelika - Wszystko co pani mówiłam to kłamstwo. Ja chciała bym mieć takie życie jakie pani opowiedziałam, ale go nie mam.
-- Co to znaczy Angeliko?
Miała dość już życia i tego wszystkiego. Nie miała też niczego do stracenia.
-- Bo moje życie to kupa jebanego gówna. Wie pani jak to jest, kiedy gwałci panią własny chłopak, później pani traci dziecko, a zaraz potem do pani łózka przychodzi pani ojciec i uprawia z panią seks. A do tego twierdzi, że to nic takiego, kurwa jak ja bym chciała zdechnąć. A najlepsze jest to, że matka o wszystkim wie i namawia mnie, abym dawała innym facetom. Ja mam dopiero 17 lat, a już straciłam troje nienarodzonych dzieci, swoich dzieci. Jedno było mojego chłopaka, byłego chłopaka, a dwoje mojego ojca. Moja matka załatwiła mi kilku sąsiadów z klatki, którzy przychodzą do mnie raz na dwa tygodnie i robią ze mną co chcą. Jeden każe mi klękać i wkłada mi penisa do pupy, a kiedy krzyczę że mnie to boli, on śmieje się i wkłada mocniej i głębiej. A ja płaczę i krzyczę do poduszki, bo co mam zrobić. Później nie mogę robić kupy przez jakiś czas, bo mnie boli. Albo puszczam bąki, choć tego nie chcę, ale nie mam na to wpływu, to tak samo się robi. Czasami widzę brązowe majtki, kiedy się przebieram, to jest najgorsze. Inny chce tylko abym brała do buzi, wkłada mi go głęboko że się krztuszę, ale on wkłada go aż pryśnie mi w gardło. Jeszcze inny, ten z pod 5, robi to ze mną kilka razy, sapiąc mi do ucha. Potem mi się to śni, to wszystko. Wie pani, że ja nigdy nie miałam na sobie spódniczki ani sukienki. Boję się, że jak założę choć jedną, jeden z nich jawi się u mnie w pokoju i znowu będą to ze mną robić, albo wszyscy przyjdą na raz. Ja już nie mam siły milczeć, proszę pani, już nie mam siły.
-- Już dobrze Angeliko. Aby to zakończyć musisz mi wszystko opowiedzieć, a ja sprawię że się uwolnisz i będziesz wolna.
-- Ja już w to nie wierzę. A wie pani dlaczego? Bo wszyscy o tym wiedzą. Każdy sąsiad, i połowa ludzi na osiedlu. Nikt nic nie powiedział, tylko wytykają mnie palcami, albo się śmieją. Ale są też i tacy, którzy pytają o cenę, a ja nie wiem ile mam powiedzieć. Chciałam bym nie żyć, albo wyjechać aby nikt mnie nie znalazł. Chcę znaleźć chłopaka, który będzie mnie kochał i... będę szczęśliwa.
-- Dobrze, że tak myślisz, to bardzo dobrze.
-- Nie dobrze. Bo to się nie stanie, rozumie pani. Mam 17 lat i ja nie wiem co to jest mieć rodzinę, chłopaka, koleżanki. Ja się boję ludzi, ja się boje wszystkiego, nawet ścian.
-- Rozumiem. Ale powiedz mi, dlaczego nie powiedziałaś mi tego na początku? Na początku jak tu przyszłaś?
-- A uwierzyła by mi pani? Jak patrzę na ludzi w szkole jak narzekają na swoich rodziców, jak pierdolą bez sensu o zrobionych kanapkach i mają pretensje, że znowu ser. To wie pani co mam ochotę zrobić?
-- Nie.
-- Jebnąć ich o ścianę. Ja nie mam kanapek do szkoły, jak sobie sama nie zrobię. Ale i tak ich sobie nie robię, bo nie ma u mnie w domu co jeść. W lodówce jest piwo, piwo i wódka, nic więcej. To co mam jeść? A oni narzekają jak pięcioletnie dziecko, że mają kanapki z serem. Ja kurwa nie pamiętam jak smakuje ser, a oni pierdolą o serze. Zazdroszczę im wszystkim, którzy mają fajnych rodziców, a tego nie doceniają. Pojebane chuje i głupie cipy, bo jak byłam z mamą na zakupach... a ja sobie myślę, kiedy ja byłam ostatnio na zakupach. Chyba jak miałam 10 lat, a nawet to nie pamiętam. Dzieciaki nie doceniają to co mają, wie pani o tym. Pierdolą bez sensu o tym jak im źle, a nawet nie wiedzą co mają. Jeden taki w mojej klasie jest, mówią na niego - pędzel, bo ma takie włosy sterczące. Ciągle nawija o komputerach, gęba mu się nie zamyka. A ja nawet nie mam komputera, wie pani o tym? Albo taki Kamil, ten to ciągle chwali się kogo nie puknął i jak to dziewczyny krzyczą jak to robią z nim. Jednego razu pytam się go: Kamil a jak wygląda orgazm? A on mi wymyśla, że tak i tak. No to ja mu na to, że jest prawiczkiem, bo orgazm to coś innego, a on za pewne ma tak małego, że nie wiedział by w jaką dziurę wsadzić, czy w tyłek czy w to co trzeba. Chłopak się wkurzył, trochę. Później chodził taki cichy i dziwny, aż pewnego razu wyszło na jaw, że z jego opowieści żadna nie była prawdziwa, a on to jeszcze prawiczek. Nawet nie mieszkał jak reszta na osiedlu, ale w domu i ma bogatych rodziców, idiota.
W pokoju nastała dziwna cisza, bezpańska.
-- To będzie trudne, bo będzie trzeba zbadać czy to co powiedziałaś jest prawdą, ale jeśli wyjdzie że tak, to będziesz mogła ubiegać się...
-- Wie pani co? - przerwała jej Angelika - Nie pomożecie mi. A wie pani dlaczego? Bo nie możecie mi pomóc, po prostu nie możecie.
-- Możemy i pomożemy, tylko...
-- Właśnie tylko i ale. Znam to proszę pani, znam to na pamięć. Kiedy poszłam do psychologa szkolnego i opowiedziałam mu to co pani, nasłał na mój dom armię, dosłownie armię ludzi. Oni pytali się wszystkich o mnie i to co powiedziałam, i wie pani co? Gówno. Każdy się wyparł, każdy. A kiedy wszyscy sobie już poszli, moja matka i ojciec tak mnie pobili, że miesiąc leżałam pod ścianą i chciałam umrzeć. A do tego matka była zła, bo kasy nie miała, bo nikt mnie nie chciał. Teraz będzie tak samo. Przyjdą cwaniaki ładnie ubrani i ładnie pachnący i każdy powie, że to nie prawda. Ale wie pani co jest w tym dobre - uśmiechnęła się Angelika - że oni może mnie wreszcie zabiją. I to wszystko się wreszcie skończy, naprawdę tego bym chciała.
-- Ale przepisy się zmieniły i możemy ci pomóc.
-- Szczerze, nic nie możecie zrobić. To tak samo jak rodzina namawiała sąsiadkę, aby poszła na policję, bo mąż ją katuje i ich dziecko. Poszła, bo niby przepisy się zmieniły i wie pani co się stało. Nie wyrzucili go, bo wg. przepisów on ma prawo tam być, tak samo jak i ona. On miał zakaz zbliżania się do niej i co... jak niby to miał zrobić, jak mieszkali ze sobą. Śmiał się z niej i gwałcił ją tak mocno, że jej krzyk było słychać w całej klatce. Po tygodniu go zadźgała, bo już nie miała sił tak żyć. To pani nazywa zmianą przepisów? Przepisy i przepisy, ale pomóc to nie ma komu. Ten świat i to państwo jest chore, wie pani o tym?
-- Ja wierzę w przepisy, bo wiem że one pomagają.
-- One pomagają, jak się ma pieniądze. Jak się ich nie ma, to jest wielkie gówno. Dlatego ja wiem, że pani mi nie pomoże - Angelika poruszyła się w krześle i wstała, spoglądając na panią Anitę jakoś tam. Jej mina utwierdziła ją w przekonaniu, że tylko jedno ją uwolni od tego wszystkiego.
-- I co zamierzasz zrobić Angeliko?
-- A co mogę zrobić, przecież mam dopiero 17 lat, a przeżyłam więcej niż nie jeden dorosły. -- mówiąc to złapała za klamkę i wyszła.
Kolejny dzień był słoneczny i miły. Powiewał lekki wiaterek, chłodząc wszystkich którzy wyszli na spacer. Z daleka było słychać wycie syreny, która zbliżało się nieubłaganie. Anita odwróciła się za siebie, a karetka przemknęła obok, alarmując wszystkich kierowców. Cały czas myślała o Angelice i o tym jak jej pomóc.
Z karetki, która pędziła przed chwilą ulicami miasta, a która zatrzymała się przed wejściem do szpitala wyniesiono ciało, przykryte żółtym złotkiem do obwijania rannych w zimie, aby nie tracili ciepła. Nikt się nie spieszył, sanitariusze powoli skierowali się w stronę windy, naciskając na panelu przycisk, aby jechać w dół, do kostnicy.
Był już wieczór, kiedy Anita odebrała telefon i o mało nie upadła od słów, które usłyszała. Kiedy odłożyła słuchawkę, nie wiedziała co ma zrobić, co ma myśleć.
Trzy dni później Anita stała w kaplicy i uczestniczyła w mszy pogrzebowej, w której żegnano Angelikę. Przyszło kilka młodych osób, chyba osoby z klasy, albo szkoły. Było też kilka dorosłych, ale w wieku raczej babci Angeliki niż jej rodzice. Nikogo innego nie było na pogrzebie.
Anita musiała wyjaśnić śmierć Angeliki, była jej to winna. Po oględzinach mieszkania, gdzie mieszkała Angelika i rozmowie z jej rodzicami, nic nie wskazywało aby to co mówiła było prawdą. Rozmawiała też z sąsiadami i oni też nie wykazali, aby to co mówiła Angelika było prawdą. Większość mówiła to samo, prawie, ale jednak to samo. Kiedy schodziła i była na parterze, usłyszała szept. Ktoś przez uchylone drzwi wołał ją.
-- Chce pani poznać prawdę? Niech pani wróci do tego mieszkania gdzie mieszkała Angela i przypadkiem, niech pani spojrzy na parapet pod oknem.
-- Ale nie rozumiem, co mam tam zobaczyć?
-- Kiedy pani to zobaczy, zrozumie pani.
Anita wróciła do mieszkania pod pretekstem zostawienia czegoś i przypadkiem obejrzała sobie parapet, jak jej polecono. Był to normalny, kamienny parapet. Kiedy wyjrzała przez okno i znowu spojrzała na parapet, zauważyła w jednym miejscu wyryty napis: pokój M. Dopiero teraz Anita rozejrzała się dokładnie po pokoju i dostrzegła kilka rzeczy, które nie pasowało jej do pokoju nastolatki. Był za czysty i poukładany, i te stare meble, jaka nastolatka by chciała mieszkać w takim pokoju. Wyszła z niego i dopiero zrozumiała, co tak naprawdę tu się działo. Stało przed nią małżeństwo, które bardzo dobrze udawało, że wszystko jest w porządku, nawet się uśmiechali. Problem w tym, że żadni rodzice nie uśmiechali by się, jak by stracili dziecko. Anita przeprosiła i wyszła z mieszkania.
Po trzech dniach, wtargnęła do mieszkania z prokuratorem i dwoma policjantami. Przeszukanie mieszkania ujawniło, że w szafie, która miała zlikwidowany dzielony bok, urządzono coś ala pomieszczenie. Napis na jednym z boków głosił: pokój Angeli. To tutaj spała i uczyła się Angelika, tragiczna prawda została ujawniona. Ale jak się okazało, po zdjęciu dywanu w pokoju, gdzie niby miała mieszkać Angelika, odkryto liczne ślady krwi i wyżłobienia pasujące do rozkładanego łózka polowego, schowanego w komodzie.
Anita zastanawiała się: ile jest takich dzieci, młodzieży która nie wyznaje tego co przeżywają.
Kilka dni później Anita zamknęła teczkę z napisem: Angela. Cała sprawa została zamknięta, a na pewno już dano skończyła się ona dla Angeliki. Odnośnie jej rodziców i prawie wszystkich sąsiadów toczyło się postępowanie przygotowawcze, o różne seksualne, ale też kryminalne przesłanki przestępstw. Najlepsze jest w tym to, że sami oskarżeni dostarczyli licznych dowodów przeciwko sobie...opowiadając przeciwko sobie, wiele aktów gwałtu, bicia i maltretowania. Jej rodzice, nie poczuwali się do czegokolwiek, dla nich to wszystko było normalne.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz