Jedno życie, tak wiele spraw - opowiadanie.
Iza usiadła na fotelu spoglądając ukradkiem na telewizor, w którym pokazywali właśnie wiadomości. Sebastian kolejny raz spóźniał się z przyjazdem do domu po pracy. Ale jak to jej tłumaczył: korki, inni, którzy wracają w tym samym czasie, to wszystko się na siebie nakłada i nie mogę wrócić szybciej. Kiedyś nawet poszła pod jego pracę, gdzie rzeczywiście jego powrót do domu był długi i mozolny, a żaden inny kierowca nie chciał go puścić, aby to on był szybciej w domu. Zdjęła czarne satynowe szpilki, w których chodziła przez cały dzień i rozmasowała sobie delikatnie stopy. W telewizji pokazywano właśnie jakieś premiery na nadchodzące święta wielkanocne i stwierdziła lakonicznie, że nic nie będzie do oglądania. Ułożyła się na wersalce z nogali wyciągniętymi wzdłuż i oglądała serial, który w danym momencie był emitowany. Dzieci były jeszcze na dworze, bawiąc się za pewne w jakieś gry i zabawy. Dziwnie się czuła, puste mieszkanie, jeśli nie telewizor to w pokoju i domu było by całkiem cicho. Zamknęła oczy i zaczęła rozmyślać nad świętami, które zbliżały się nieubłaganie. Sygnał wiadomości na komórkę wyrwał ją gwałtownie z drzemki. Podniosła się i złapała za telefon, nie spoglądając od kogo była to wiadomość. Przymrużonymi oczami spojrzała na treść i usiadła na wersalce spoglądając na to co właśnie przeczytała: twój mąż cię zdradza i będzie miał ze mną dziecko. Iza nie dowierzała tej wiadomości, uświadamiając sobie że to jakiś głupi, bardzo głupi żart. Usłyszała jak w drzwiach przekręca się zamek, wiec Sebastian wrócił z pracy. Skasowała wiadomość i doprowadziła się do porządku, choć jej pognieciona sukienka i zaspane oczy zdradzały, co właśnie robiła. Sebastian wszedł do mieszkania i postawił torbę w przedpokoju, zdjął letnią kurtkę i skierował się do łazienki. Iza siedziała na wersalce, próbując zebrać myśli i powtarzając sobie w kółko, że to co przeczytała była złym snem.
Wieczór przebiegł im dość miło i przyjemnie. Kolacja, wspólne oglądanie filmu, usypianie dzieci. Wszystko tak jak zawsze, wszystko tak jak co dzień. Wszystko takie samo, wszystko co roku, dzień w dzień podobne do siebie i nudne. Tak nudne i bez ikry - jak stwierdziła to rano Iza. Czas to zmienić, gdzieś pojechać odpocząć. Kiedy jechała autobusem do pracy, doszła do wniosku, że jej życie jest nad wyraz przewidywalne. Czym ono się różniło, od innego życia innych kobiet? I powoli, ale sukcesywnie docierało do niej, że ona nic z tego życia nie ma. Ma około 42 lata i nie pamięta kiedy kochała się z mężem tak namiętnie, a nie aby to zrobić. Nie pamiętała kiedy ostatnio wyszli na spacer, czy upili się razem. Nie pamiętała, kiedy on stał się dla niej obcy. Miała ponad 40 lat i nic z tego życia nie wyniosła. Na początku oddała się jemu, była z nim, później dzieci, tworzenie i kształtowanie rodziny, a teraz oddawała się pracy. Nie było jej w domu przez ten czas kiedy była w pracy, nie wiedziała co tam się dzieje, czy może ktoś tam jest inny, na przykład inna kobieta z Sebastianem. Szybko odgoniła tą myśl ze swojej głowy, miłość to zaufanie, przede wszystkim zaufanie. Praca przebiegła jej dość powoli i wolno, ciągle myślała nad tym sms, który nie dawał jej spokoju. Teraz żałowała, że go skasowała, bo miała by numer z którego został on wysłany, a tak musiała czekać lub nie do kolejnej wiadomości. Tak mijały jej kolejne dni... Sebastian w tym czasie zachowywał się tak samo, nie zdradzając żadnych przesłanek, że coś ukrywa.
Święta wielkanocne przebiegły standardowo jak rok temu. Wszystko było takie samo, nawet te same zdania i frazy, które wypowiadali. Powoli zaczynało ją to męczyć, dobijać. Przecież życie nie może tak wyglądać, aż do śmierci. Ona nie chce tak żyć, a na pewno nie w ten sposób. Zaczynała zauważać w swoim życiu rzeczy, na które nigdy wcześniej nie zwróciła by uwagi, ponieważ wszystko co robiła, robiła z myślą o Sebastianie i dzieciach. Nie pamiętała, kiedy Sebastian powiedział jej: ładnie wyglądasz, jesteś piękna, ślicznie wyglądasz, moja księżniczko jak to mawiał przed ślubem i zaraz po. Nic z tych wspomnień nie miało już odbicia i odzwierciedlenia. Złapała się na tym, że zaczęła tęsknić za tym, aby Sebastian ją przytulił, pocałował, dał poczucie że naprawdę ją kocha. A on w pewnym momencie wycofał się z tego wszystkiego, co było przed ślubem. I choć spędzają wspólnie czas wieczorami, jest to czas bez czułości, namiętności i wzajemności. Po prostu oglądają wspólnie film czy program rozrywkowy, ale nic po za tym. Łapała się na tym, że analizuje swoje życie i próbuje odnaleźć przyczynę i miejsce, w którym to piękne cudowne życie się skończyło, a w jej serce wtargnęła pustka. I co było dla niej najgorsze, zaczynała się zastanawiać, czy naprawdę jeszcze kocha Sebastiana. I dochodziła do smutnego wniosku, że to już tylko przyzwyczajenie, a nie wielkie uczucie. Całe swoje życie przegrała, płacąc za to swoją swobodą, radością z życia i zaprzepaszczając swoje pragnienia i marzenia. Wszystko dla pieniędzy, wszystko - oddała im nawet swój świat, który tak naprawdę nie istniał. Wiele razy wieczorem Sebastian szedł do swojego pokoju, gdzie pracował do późna w nocy, a ona siedziała nad swoimi papierami. Pustka nie życie, do takiego wniosku dochodziła. Tak mijały jej kolejne dni i tygodnie.
Niedziela, słoneczny, bardzo ciepły poranek maja. Iza wstała jak co rano i zrobiła dwie kawy. Dzieci jeszcze spały, więc wyszła na balkon i rozejrzała się po placu zabaw i oknach innych mieszkań w bloku na przeciwko. Zastanowiła się, ile kobiet robi to samo co ona? Uśmiechnęła się do siebie i spojrzała na kubek trzymany w obu dłoniach. Kawa miło pachniała w jej nozdrzach. Zrobiła łyk czarnej gorzkiej substancji i rozważała ostanie rzeczy, jakie zaobserwowała. Sebastian zaczął wracać punktualnie do domu, choć czasami zdarzało mu się wrócić jak wcześniej. Udawała, że tego nie zauważyła i cieszyła się tak samo kiedy otwierał drzwi wcześniej, nie okazując zdziwienia. Nie chciała dawać mu powodów do odkrycia tego, że ona wie o jego tajemnicy. Kilka dni temu, nie pamiętała jaki to był dzień, kiedy Sebastian wyszedł do kolegi w jakiejś tam sprawie, usłyszała dziwne ciche pukanie do drzwi. Kiedy podeszła sprawdzić przez wizjer czy może rzeczywiście ktoś nie pukał. Nikogo nie było na klatce schodowej. Jednak przeczucie mówiło jej, aby otworzyć drzwi. Na wycieraczce leżała koperta, bez żadnego podpisu. Zabrała ją pospiesznie i schowała w swoich rzeczach, tam gdzie Sebastian na pewno nie zaglądnie przypadkiem. Już wiele razy zauważyła, że przypadkiem on wsadza rękę w jej rzeczy i w ten sposób już wiele razy odkrył to co mu kupiła pod choinkę. I choć zmieniała miejsce ukrycia, zawsze znalazł pretekst aby zajrzeć, tam gdzie to schowała. Sebastian tego wieczora śmierdział piwem i nie chciała z nim spać. Sama piła naprawdę niewiele a do tego ostatnio kiedy piła było chyba na Boże Narodzenia, to jednak odór alkoholu odpychał ją od niego. I tak w nocy przebudziły ją wymioty Sebastiana w toalecie, ale nie wstała. Sam tego chciał, mógł nie pić, ona mu nie kazała. Wychodząc do pracy zabrała kopertę, która ktoś podrzucił jej na wycieraczkę. Jadąc autobusem jak zawsze, rozglądała się po wszystkich, czy aby nie ma wśród nich kogoś znajomego, jej albo jej męża. W kopercie był list i jakieś zdjęcia, ale najpierw chciała przeczytać to co ten ktoś miał jej do powiedzenia. Ktoś, kto jedną wiadomością zmienił jej życie w dochodzenie i uświadomił jej, że jej życie to jedna wielka nuda i pustka. Przed rozpoczęciem czytania kontem oka rozejrzała się, ponieważ jej odczucie że każdy na nią patrzy, zaczynało ją nerwowo wykańczać. List nie zaczynał się od przywitania, ani wstępu. Zaczynał się od słów: Twój mąż Sebastian, pracujący w firmie... cię zdradza. Nie jest to tajemnicą dla wszystkich, których znasz i swoich znajomych, ponieważ oni o tym wiedzą od kilku już lat. Sebastian poznał mnie podczas waszego przyjęcia Bożonarodzeniowego na którym uprawialiśmy seks w jego pokoju. Pamiętasz jak on zniknął na chwilę i nie mogłaś go znaleźć, to już wiesz gdzie był i z kim. Tą informacją chciałam ci tylko pokazać, że to co tu przeczytasz jest prawdą i choć może ona być dla ciebie szokująca, chcę abyś wiedziała, że Sebastian wiele mi powiedział o was i jak on widzi wasze życie. Nie było to przyjemne, słuchać jak on narzeka na ciebie i dzieci. I wiem, że jeśli dokonasz słusznego wyboru, on znajdzie sobie inną, której będzie opowiadać o mnie. Ponieważ chcę abyś wiedziała, że Sebastian jest typem który nie uznaje jednej jedynej kobiety. I ja o tym wiem i ty też wiedziałaś jeszcze przed ślubem. Pamiętasz jak chodziłaś po niego do barów, jak szukałaś go wszędzie po znajomych, a on siedział u jakiejś cizi. To wszystko zaznałaś przed ślubem. I mogę ci to powiedzieć wprost, aby to do ciebie dotarło: facet czy przed ślubem czy po i tak się nie zmienia, a nawet staje się gorszy. Jeśli przed ślubem zauważasz, że on flirtuje z innymi kobietami, podrywa je, zagaduje ciągnie go do innych kobiet, to tak samo będzie po ślubie. No może nie od razu, bo będzie musiał uśpić twoją czujność, ale po dwóch latach zacznie on robi dokładnie to samo co robił wcześniej, tylko tym razem ukrywając to przed tobą. Podobnie było z Sebastianem, i to jest trochę przykre. Bo wydałaś mi się naprawdę sympatyczną i fajną kobietą, więc tym bardziej go nie rozumiem i ciągle próbuje dotrzeć do tego, jak to się stało że on cię zdradza. I jeśli chcesz dowodu mogę ci tu przytoczyć pewien fakt, na który nie zwróciłaś uwagi. Chodzi o waszą znajomą jeszcze zanim poszliście przed ołtarz. Pamiętasz Karolinę, z którą był Sebastian? Pamiętasz jak walczyła o niego, bo podobno ty jej go ukradłaś. A on sam przyszedł przecież do ciebie i zaczął mówić o związku, że chce być z tobą, pamiętasz to? Tak samo zrobił teraz z tobą, poszedł do innej kobiety i zaproponował jej bycie kochanką, z możliwością zawarcia związku małżeńskiego.
List przytaczał jeszcze kilka faktów i odniesień do jej życia i Sebastiana. Sebastiana, który teraz jawił się jej jako największa pomyłka jej życia. Sebastiana, który zniszczył jej życie myśląc tylko o sobie. Teraz rozumiała znajomych, który ostrzegali ją przed wiązaniem się z nim na stałe. Znajomych, którzy mieli z nim styczność prawie cały czas, którzy przyglądali się jak Sebastian niszczy kolejne kobiety i łamie im serca. Sebastian, który był i jest jej mężem, a który ją zdradza i to od kilku już lat.
Praca przeleciała jej nadzwyczaj szybko. Jednak powrót do domu był trudny, bardzo trudny. Nie chciała wracać do domu, w którym był albo będzie ktoś kogo nie znała, z kim spędziła życie, a ten ktoś prowadził inne życie, które nie przenikało w żaden sposób do ich wspólnej codzienności. Wysiadła dwa przystanki wcześniej i udała się do przyjaciółki, z którą kontakt trochę się popsuł. Nie widziały się z Wiktorią już będzie z rok, kiedy to ostatnio spotkały się na mieście i przegadały prawie całe południe.
Powrót do domu od Wiktorii nie był niczym przyjemnym, tym bardziej że Wiktoria potwierdziła część rzeczy z listu. To było najgorsze, że jednak wszyscy w około wiedzieli o wszystkim, a ona żyła przez tyle lat w błogiej nieświadomości. Jak to określiła Wiki: nie chcieli jej niszczyć życia i skazywać na samotność. Ale teraz kiedy już to wszystko wyszło na jaw, miała ochotę krzyczeć, wrzeszczeć i płakać. Mijając jasno oświetlone uliczki w parku usiadła na jednej z ławek i wpatrywała się tępo w drzewa i spacerujące wieczorową porą pary zakochanych. Nie pamiętała kiedy to ostatnio spacerowała tak z... łzy pociekły jej po policzkach. Tyle wspomnień, tyle życia, tyle rzeczy, dzieci i to wszystko jest kłamstwem. Nie mogła tego zrozumieć, jak można tak człowieka zniszczyć. Ona chciała być szczęśliwa, jest wrażliwa, ma marzenia, chciała być tylko szczęśliwa. Odrzuciła połączenie w telefonie, który zadzwonił. Nie potrafiła już żyć. Jej życie było fikcja, zostało ono napisane przez człowieka, którego nie znała. Sebastian jawił jej się jako ktoś idealny, ale jak mawiała jej babcia: nie ma idealnych ludzi. Jeśli ktoś jest idealny, to znaczy że skrywa tajemnice, które mogą zniszczyć ciebie i twoje życie. Miała rację, a ona jej nie posłuchała. Jej babcia cały czas mówiła przeciwko Sebastianowi i była przeciwko niemu. Raz nawet krzyczała na nią, bo tarot i inne wróżby mówiły o jej nieszczęściu i że to nie jest facet dla niej. Ale ona była zakochana, kochała Sebastiana, chciała być z nim. Teraz to już wszystko było mało ważne. Zastanawiała się: co ma zrobić, jak postąpić. Rozwód? Przecież ona się na tym nie zna, nie wie gdzie pójść, co napisać i co inni powiedzą. Musiała odpocząć, z dala od tego wszystkiego.
Kolejne dni były męką i zmuszaniem się do normalności. Wielokrotnie przystawała i płakała w ukryciu, aby nikt nie widział. Cała ta sprawa zabijała ją od środka i choć już się wygadała, nie sprawiło jej to przyjemności. Nie uwolniła się ona z jarzma ciężaru, jaki nosiła na barkach. Wzięła cały tydzień wolnego i postanowiła pojechać do swoich rodziców, na wieś.
Wiedziała że Sebastian nie będzie mógł wziąć wolnego, choć jak już się doinformowała w firmie Sebastiana, szef był bardzo miły i nie widział problemu, aby jeden z jego pracowników nie dostał tygodnia urlopu. Ale ona nie przedstawiła się, więc jego szef nie mógł wiedzieć, o jakiego pracownika chodzi. To ją tym bardziej utwierdziło, że Sebastian coś planuje w domu, kiedy ona wyjedzie z dziećmi.
Pobyt na wsi naładował jej trochę psychicznie, ale nie na tyle, aby zmierzyć się z problemem i Sebastianem. Nie chciała martwić rodziców swoimi problemami, choć oni i tak widzieli na jej twarzy smutek.
Po powrocie do domu, odczekała kilka dni i udała się do prawnika, który przedstawił jej wszystkie meandry prawa rozwodowego i jak się wszystko to odbywa podczas podziału majątku. W ten sam dzień przeprowadziła rozmowę z Sebastianem, pokazując tym samym że od wielu miesięcy ona wie o tym, że on ją zdradza. Przyjął to chłodno, nawet na nią nie spojrzał. Skwitował to tylko wychodząc z pokoju: i tak cię nie kochałem, a to wszystko było dla kasy, kasy twojego ojczulka. Przecież mieszkanie kupili im rodzice jako prezent ślubny, samochód też dostali, a raczej dostała Iza na 40 urodziny i choć miała prawo jazdy, jeździła do pracy autobusem. Wszystko co miała, albo sama kupiła albo było sfinalizowane przez jej rodziców. Rodzice Sebastiana nie przykładali się do wspierania ich małżeństwa, odcinając się zaraz po weselu. Nawet nie widzieli nigdy swoich wnuków, choć od tego czasu minęło już dobrych kilka lat, kiedy urodziła się Mariola. Sebastian też nie bardzo kwapił się z inwestowaniem w mieszkanie, ich mieszkanie. I choć składali się na rachunki po połowie, zawsze miał on problemy z oddaniem jej choćby złotówki.
Najgorsze jednak przyszło dwa tygodnie później, kiedy to już została ustalona pierwsza data rozprawy rozwodowej. Dostała sms: spotkajmy się na rynku za godzinę. autorka listu. Miała trochę czasu na przygotowanie się, przygotowanie się na konfrontację. Poprosiła Kamilę, sąsiadkę z przeciwka o przypilnowanie dzieci i wyszła na spotkanie z nieznajomą. Na rynku było wiele osób, które się przechadzały lub siedziały na ławce. Dopiero teraz dotarło do niej, że nie wie jak ta kobieta wygląda. Zaczęła się powoli przemieszczać po rynku, kiedy w pewnym momencie ktoś złapał ją za rękę i pociągnął w okrytą cieniem uliczkę. Poczuła miły, ale mdły zapach perfum, intensywnych perfum. Postać przed nią miała na sobie dwu częściową garsonkę w kremowym kolorze. Okulary przeciw słoneczne zakrywały jej oczy, ale widać było że jest zwyczajnej urody kobietą, nic szczególnego. Kobieta zlustrowała Izę i zdjęła okulary przeciw słoneczne. Jej głos był miły i przyjemny dla ucha: Chcę abyś coś wiedziała. Nigdy nie spotkała bym się z tobą, jak by to nie było ważne. Sebastian planuje odebrać ci dzieci i ograniczyć ci prawa do życia, do podejmowania decyzji. Chce przekupić kilku doktorków, którzy mają zeznać na pierwszej lub drugiej rozprawie, że jesteś niepoczytalna, nie odpowiedzialna i że nie potrafisz sama decydować za swoje życie. Sebastian to typ faceta, który przyparty do muru zniszczy każdego idąc po trupach do wyznaczonego celu. Więc chcę cię ostrzec, że on nawet jest zdolny wynająć kogoś aby przypadkiem jak będziesz wracać do domu, ktoś wciągnął cię w bramę i zgwałcił. Jest w stanie zapłacić komuś, aby to robił każdego dnia, rozumiesz. A nawet powiem ci więcej, on jest zdolny nawet zapłacić, aby cię przypadkiem jakiś samochód potrącił śmiertelnie, albo bardzo dotkliwe, a nawet aby cię po prostu zabić. Postać przed nią przesunęła się do rąbka światła, które wyłaniało się z cienia. Obraz jaki zobaczyła Iza ją przeraził. Twarz kobiety koło oczu była prawie brązowa, a gdzieniegdzie mocno filetowa, dopiero teraz zauważyła, że kobieta ma makijaż tak gęsto nałożony na twarzy, że ma się wrażenie, że to maska nie twarz. Kobieta założyła okulary i wyszła z cienia kierując się w nieznaną stronę. Iza stała patrząc się na tynk elewacji jakiegoś budynku. To co właśnie się stało i co usłyszała, przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Sebastian nadal przecież mieszkał z nią i dziećmi, a jak zacznie grozić jej dzieciom. Szybko poprawiła sukienkę i wyszła na rozświetlony rynek. Szybkim krokiem skierowała się tą samą drogą, którą przyszła. Jedyna myśl jaka kołatała jej się w głowie to: szybko do domu, do dzieci.
Kolejne dni Iza przeżyła omijając jak się da zaułki i ulice, na których stały bramy i kamienice. Chodziła ścieżkami, które miały szerokie plenery i nawet jeśli ktoś chciał by ją zaatakować, wiedziała by o tym już wcześniej. Zmieniała też drogę powrotów do domu, czy nawet czas o której wychodziła z pracy. Każdy samochód, każde dziwne zachowanie ludzi sprawiało, że chciała uciekać. Była jak tygrys, który zaszczuty jest wstanie skoczyć momentalnie do ucieczki, ale też zaatakować. Kupiła sobie paralizator i dość drogi, ale podobno skuteczny gaz pieprzowy. Jej życie zmieniło się, nabrało tępa. Sebastian przeniósł się do swojego pokoiku, gdzie obecnie spał, jadł i przebywał zawsze kiedy wracał po pracy. Dzieci nie zauważyły różnicy, ponieważ nie były do niego przywiązane, ani on nie garnął się do nich. Chyba nawet nie poczuwał się do ojcostwa, do takiego wniosku doszła Iza przyglądając się Sebastianowi i swoim dwóm córkom.
Najgorsze jednak nadeszło trzy dni przed pierwszą rozprawą. Iza jak zawsze przygotowywała kolację dla siebie i dzieci. Sebastian wyprowadził się dzień wcześniej, nawet nie mówiąc gdzie się wyprowadza. Chodziło jej o dziewczyny, które będą mimo wszystko tęsknić, przecież to jest ich ojciec. Sebastian przyszedł do mieszkania, nie odzywając się ani słowem. Wszedł do pustego pokoju, który zajmował wcześniej i siedział tam z kilka minut. Później wpadł do kuchni gdzie była Iza i zaczął rozmowę o nadchodzącej rozprawie. Zadawał pytania, czy ona tego chce, że było im tak pięknie i fajnie. Iza odpowiedziała tylko, czy jej było tak fajnie jak on ją zdradzał przez tyle czasu. Co on by zrobił, jak by to ona tak postąpiła, kim by teraz była? Ostatnie co pamiętam, to to jak zobaczyła pięść przed swoimi oczami, która ją uderza. Później to już tylko przebłyski świadomości kolejnych ciosów, kopania, pisku dziewczyn, które wpadły do przedpokoju i uciekającego Sebastiana. Słyszała też płacz swoich dzieci, ale też wcześniej jakieś dziwne słowa: to za to, że byłaś oschła kurwo i nie dawałaś mi kiedy chciałem. Później ktoś inny krzyczał i sygnał karetki, a może policji. Obudziła się w pokoju, gdzie wszystko było jasne, a z okien sączyło się światło. Jej pierwsze słowa były: czy ja umarłam. Odpowiedź z boku: nie. Iza dodała próbując przełknąć ślinę: szkoda.
To zdarzenie Izie pokazało, kim był Sebastian. Ich rozprawa została przesunięta, ale i tak się odbyła. W tym czasie Sebastian popełnił karygodni błąd, tracąc panowanie nad sobą podczas rozprawy o podział majątku. Pokazał tym samym że to co mówił, że to wszystko to jej wina, było się kłamstwem. Sędzina nie dała wiary w jego zeznania i słowa, i obarczyła go winą za to wszystko. Sebastian chciał, albo próbował ja zabić kiedy wychodzili z sądu. Paradoks, że kiedy dwoje ludzi się rozwodzi, nie wychodzą oni innymi wyjściami, tylko jednym i tym samym. Mając cały czas gaz pieprzowy w małej kieszonce, której nie odkryli ochroniarze sądowi, uratował jej życie. Przeciw Sebastianowi rozpoczęła się sprawa o jej pobicia w kuchni.
Sprzedała mieszkanie, w którym miała być szczęśliwa, a które tak naprawdę zniszczyło ją, jej życie i pokazało, że mieszkanie w bloku to aluzja przyszłości i wygody. Iza zaczynała nowe życie na wsi u boku rodziców. Powiedziała sobie, że nigdy w życiu nie wróci do tego utopijnego snu PRL o mieszkaniu w bloku, snu który niszczył tak wiele rodzin.
Jej życie jednak miało kolejny raz pokazać, że można być szczęśliwym, nie ważne w jakim się jest wieku. Przez internet poznała chłopaka, który był od niej młodszy. Ale w którym naprawdę się zakochała i który pokochał jej córki. I choć bała się kolejnego związku, poprzednie wydarzenia pokazały jej, że życie nie polega na tym, aby je tracić dla pieniędzy, czy angażowaniu się tylko w dzieci lub dom. Są też inne sprawy i przyjemności, o których zapominamy w trakcie codzienności. Iza dopiero teraz mogła powiedzieć, że oddycha pełnią piersią i jest szczęśliwa. I choć zaczynała tylko pewien aspekt życia od początku, związek. To reszta była nie zmienna, ona sama była nie zmienna. I tak jak to mawiał Paweł: to od faceta zależy, czy kobieta jest szczęśliwa, czuje się piękna i czy będzie czuć się kochana. Ponieważ to on musi się wykazać inicjatywą, a nie kobieta. Ponieważ, kiedy facet coś zrobi dla kobiety, kobieta sama mu za to podziękuje w ramach wzajemności i uczucia, które ją z nim łączy. A jeśli facet nic nie robi dla kobiety, nie mówi jej niczego miłego, ale tylko żyje koło niej własnym życie i patrzy się tylko na swoje życie, to i kobieta zacznie tworzyć własny świat, który sprawia, że ona już nie potrzebuje faceta, przecież i tak już go nie ma.
Dwa lata później Iza kolejny już raz, ale tylko cywilnie powiedziała tak, słysząc podobną odpowiedź ze strony Pawła. I wiedziała, że teraz jej życie nabierze wreszcie barw, bo choć nadal pracowała, wiedziała, że jak przyjdzie z pracy będzie czuć czego nie czuła wcześniej. Paweł nie był idealny, ale zakochała się w nim i pokochała takiego jaki był. I choć miał on pewne tajemnice, o których tylko ona wiedziała - była z nim szczęśliwa, ponieważ on cieszył się na każdym kroku, że ona jest przy nim. I od bardzo dawno kiedy wstawała rano to kawa czekała na nią, a Paweł w tym czasie kładł się jeszcze spać. Wstawał tylko po to, aby jak ona wstanie miała gorącą kawę... dopiero teraz doceniała takie małe rzeczy, które kolorowały jej życie, a których brakowało wcześniej. I doceniła to, że życie nie polega tylko aby życia, ale przeżyć to życie. A codzienność nie musi być nudna, jeśli się nie chce, ważne aby cieszyć się życiem, a nie czekać na nadchodzącą śmierć.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz