Otworzyła drzwi i weszła do domu. W powietrzu unosił się zapach perfum, jej perfum i czegoś jeszcze. Kamila zdjęła torebkę i oparła ją o krzesło stojące nieopodal. Uruchomiła komputer i weszła do kuchni.
-- Gówniany dzień - wyszeptała do siebie.
Odpowiedziała jej cisza, która zaczynała ją dobijać. Nie tak wyobrażała sobie życie samemu, na własną rękę.
Wracając do pokoju ze zrobioną, gorącą kawą, wspominała rozstanie ze swoim narzeczonym. Paradoksalnie nadal go kochała, a rozstanie było jakieś półtora roku temu. Czasami łapała się na tym, że nawet za nim tęskni, czując się tak jakby to wszystko zdarzyło się wczoraj. Nigdy się z tym nie pogodziła i nigdy o tym nie zapomni - taka już była. Zakochała się raz i trwała w tym, choć już niczego nie było. Jeśli by spróbowała opłakać rozstanie, pogodzić się z nim, wiedziała że się załamie psychicznie i uczuciowo. Całe jej życie podporządkowała temu jednemu mężczyźnie, ale nie wyszło i teraz miała by wszystko zaczynać od nowa?
W swoim życiu spotkała kilku facetów, którzy nie przejawili nawet chęci jej poznania jako kobiety. Każdemu z nich, prędzej czy później chodziło o seks, zaliczenie jej. Jedni przechodzili do rzeczy już na trzecim spotkaniu, inni dopiero na piątym, ósmym - ale zawsze o to im chodziło.
Na klatce schodowej rozległ się harmider. Kamila siedząc przed komputerem, przeglądając profile na portalu społecznościowym i pijąc gorącą kawę, zamarła w bezruchu. Po chwili rozległ się trzask opuszczanej klamki, a do domu wpadła mała osobą. Za nią powoli, ale sukcesywnie szła starsza pani w płaszczu ze sztucznego furta i lisem koło szyi.
-- Widziałaś ją - usłyszała Kamila z przed pokoju - Cały czas biegła. Co za dziecko, mało które tak reaguje na powrót do domu.
Kamila nie odpowiedziała, nadal siedziała na obrotowym krześle skierowana w stronę przedpokoju, skąd dochodziły odgłosy zdejmowanych butów, kurtki i tornistra.
-- Dobra, ja idę - usłyszała Kamila, po chwili drzwi do domu zastały zamknięte.
Jej mama, od jakiegoś czasu nie wchodziły już do domu, aby na nią spojrzeć.
Do pokoju wpadła dziewczynka, o mało nie wpadając na biurko przy którym siedziała Kamila. Burza energii wpadła do pokoju, gdzie było słychać, jak zdejmowany jest gruby sweter i skarpetki.
-- Mamo, możesz mi pomóc - usłyszała z wnętrza pokoju.
Kamila podniosła się i weszła do pokoju dziecięcego, pełnego zabawek, lalek, różnych małych i wielkich misiów.
Wiktoria patrzyła na nią ze smutną miną, lekko zwieszając głowę. W ręku trzymała ona małą skarpetkę, w której widać było małą dziurkę.
-- Mamo, naprawisz to? - smutny głosił zwiastował troskę o skarpetkę.
-- Naprawię, ale później - odpowiedziała Kamila.
-- Dziękuję - padła odpowiedź, pełna radości.
Kamila wyszła i ponownie usiadła przy komputerze, wracając do przerwanej czynności.
niedziela, 29 maja 2011
czwartek, 19 maja 2011
historia nie prawdziwa - wyjazd za granicę
Moja historia zaczyna się w Polsce. Kraju, który jest biedny, posiada więcej blokowisk niż jakikolwiek inny kraj na świecie i z którego wyjechało najwięcej obywateli do innych krajów, aby tam pracować - godnie pracować (można tak to nazwać).
Pochodzę z małej miejscowości, w której rozwój dawno się zatrzymał. Nie ma tu zakładów, ponieważ zostały zamknięte przez ówczesne władze i nikomu nie opłaca się czegokolwiek produkować. Dlatego w mieście jest masę pijaczków i osób, które zostały wyrzucone z mieszkania ponieważ nie miały pracy i zostały skazane przez obecny ustrój na ulicę. Tak jest w większości mniejszych miast gdzie jedynym żywicielem był duży zakład i zatrudnienie w nim. Młodzież tutaj nie ma perspektyw, nie ma też zajęcia czy idei. Więc włóczy się po blokowiskach, bije między sobą czy przesiaduje przed blokami zaczepiając kogo się da, a wieczorami lub w weekendy upijając się aby nie choć trochę zapomnieć gdzie się jest i pomarzyć o lepszym świecie.
Ale wielu młodych wyjechało, tych lepszych oczywiście. Centrum miasta to stare kamienice i stare rudery znające świetność drugiej wojny światowej, więc już samo to nastraja ludzi przygnębiająco - bo co robić, gdzie iść czy pójść.
U minie w domu nie jestem sama, mam też siostrę i dwóch braci. Jestem z nich najstarsza, bo mam już ponad 35 lat, ale pomagam rodzicom - bo co innego zostało. W markecie można zarobić co najwyżej 1100 zł. a i to jest tutaj dużo, choć z tego wyżyć się nie da.
Któregoś dnia zadzwoniła do mnie znajoma z dawnych lat, chyba jeszcze z liceum. Zapytała się, czy chcę pracować za więcej niż w Polsce. Zapytałam: co to by miało być? A ona na to: że opieka nad starszą osobą za granicą. I że jak chcę to muszę dać jej odpowiedź już za 3 dni. Długo się zastanawiałam i rozmawiałam z rodzicami i postanowiłam sie zgodzić. Nie było mi łatwo zostawić całej rodziny, ale pieniądze nam by się przydało. Kiedy znowu zadzwoniła znajoma, odpowiedziałam że się zgadzam. Pożyczyłam pieniądze na przejazd i pojechałam. Dopiero w autobusie dotarło do mnie, że nie wiem kim będę się zajmować, co tak naprawdę będę robić, że nie znam języka, że tak naprawdę nic nie wiem. Im było bliżej miejsca gdzie jechałam, miałam dziwne przeczucie że to był błąd.
Po dotarciu na miejsce, okazało się że będę się opiekowała starszą kobietę. Mojej znajomej nawet nie poznałam, tak się zmieniła. Zdziwiło mnie to, że była trochę zdenerwowana i powtarzała mi ciągle, że dobrze zrobiłam. Wprowadziła mnie we wszystko, nawet przygotowała słownik: co jak się nazywa. W ten sam dzień zjawiły się w domu dwie kobiety i jeden mężczyzna. Mówili coś po włosku, a ja nie rozumiałam ich. Okazało się, że mam im oddać paszport i dowód osobisty. Z tego co zrozumiałam, to chcieli moją komórkę, ale ją dobrze ukryłam. Przez położeniem się, zajęłam się tym co miałam zrobić i położyłam się spać. Nowe miejsce coraz bardziej mnie przytłaczało. Kobiety miały do mnie obojętny i wyniosły stosunek, a ten mężczyzna nic nie mówił, nic nie pokazywał tylko się patrzył. Kobiety przychodziło kilka razy w ciągu dnia pod byle pretekstem i krzyczały coś do mnie. Po tygodniu sama nie wiedziałam, o co im chodzi. Ponieważ czepiały się tego że umyłam okna, a kolejnego że są one brudne. Mężczyzna przychodził rzadko, rozmawiając tylko ze starszą panią. Tak minął mi mijały kolejne dni, ciężkie dni. W tygodniu miałam dzień wolny, ale i tak nie był on wolny, bo tylko popołudniu.
To może teraz napiszę coś o mieszkańcach okolicy, bo to też trochę pokazuje - jacy są włosi, czy same Włochy. Spotkałam wiele kobiet pracujących jak ja i zajmujących się dokładnie tym samym. Zebraliśmy się w taką paczkę, aby raźniej było. I choć miałyśmy wsparcie w sobie, zauważyłam że o wielu sprawach się nie mówi. Dni mijały mi od spotkania z koleżankami do kolejne spotkania. Dni kiedy było ciężko było mniej, człowiek nie przejmował się już tak bardzo.
Tak minął mi miesiąc, kilka koleżanek pojechało do Polski do mężów, czy rodzin. Przyjechały inne, taka kolej rzeczy. Pierwsza wypłata była jak dla mnie dniem szczęśliwym i cudownym. Pierwsze takie pieniądze, w przeliczeniu na Polskie zł. to naprawdę dużo. Nie cieszyłam się tym długo, niestety. Okazało się, że muszę wiele rzeczy zapłacić sobie sama, jak i po opłacać kilka rzeczy, jak ubezpieczenie, to co ja jadłam, ubrania, kosmetyki czy nawet bilet do innego miasta, nawet jeśli jechałam w sprawie babci. Aby odłożyć, to na tamte standardy było tego niewiele. W Polsce to było mimo wszystko nadal coś.
Miałam napisać coś o mieszkańcach, a napisałam o innych polkach tam pracujących, przepraszam. Włosi to lowelasy i pokazują to na każdym kroku. Gwizdy, chamskie (jak dla mnie) zachowanie to dla nich normalność. A jak dziewczyna ma długie włosy i jest ładna, nie ważne w jakim wieku - to ma problem odpędzić się od włochów. Ja miałam na początku problem, ale jak jednemu i drugiemu powiedziałam kilka słów po włosku to to się odczepił. Ale i tak znajdą się inni, którzy złapią cię za tyłek czy będą gwizdać - tego nie da się zakończyć. W ich mentalności kobieta jest już ich jak na nią spojrzą.
Tak mijały mi kolejne dni, bo tygodnie były inne. Zajmowanie się starszą osobą we Włoszech nie jest przyjemne i łatwe - to harówka i odpowiedzialność.
Jeśli chodzi o język to szybko załapałam słówka i pewne zwroty. I choć nie potrafię jeszcze szybko mówić, to powoli jakoś daje sobie rade. Zauważyłam, że włoskie kobiety nie ważne w jakim wieku same ubierają się w mini spódniczki, malując się na bardzo wyzywający makijaż i kusząc tym samym włochów do zdrady. To dziwne, ale u Włocha zdrada to najgorsza zbrodnia jeśli zrobi to kobieta, ale jeśli facet zdradza - to coś naturalnego jak oddychanie, ponieważ on musi.
Piekło zaczęło się w połowie mojego pobytu na zmianie. Któregoś dnia jak zawsze przyszedł ten mężczyzna, do babci i rozmawiał z nią jak zawsze chwilę. Ale nie wyszedł jak zawsze, ale został. Ja sprzątałam pokój - jak zawsze. Zauważyłam że dziwnie się na mnie patrzy, jak by mnie... może to dziwne, ale rozbierał wzrokiem. Zapytałam się: co się tak patrzy? Odpowiedział: a co nie może, przecież to nie zabronione. Popatrzył się na mnie jeszcze chwilę i poszedł sobie.
Następnego dnia usłyszałam jak ktoś wchodzi do mieszkania. Pomyślałam że to któraś z kobiet, córek starszej pani i nie podniosłam się aby sprawdzić. Przecież obie córki i syn mieli klucze do mieszkania i prawo tu przychodzić kiedy chcieli. Po chwili jednak drzwi do mojego pokoiku się otworzyły i ktoś wszedł - nie wiedziałam, bo już zasypiałam a do tego głowę miałam odwróconą od drzwi. Poczułam jak ktoś zdejmuje gwałtownie ze mnie cienką kołdrę i wchodzi na łóżko. To był on... klęczał nad mną i szybko złapał mnie za ręce, krzyknęłam ale on wtedy mnie uderzył. Poczułam jak z wargi cieknie mi krew, a policzek zaczyna piec. Podniósł mi moją koszulę nocną do góry i szybkim ruchem odwrócił wykręcając moje ręce. Do buzi wsadził kawałek materiału. Usłyszałam jak rozpina spodnie. Zaczęłam się szamotać i wyrywać. Ale on tylko pchnął mnie na łózko odwrócił przodem do siebie i uderzył. Biłam rękoma na wszystko strony, bo nogi miałam zaklinowane. Uderzył mnie pięścią, że pojaśniało mi w głowie, potem znowu odwrócił i trzymając ręce z tyłu wszedł we mnie. Wchodził we mnie brutalnie, ostro i ze zwierzęcym ruchem - sapiąc przy tym niemiłosiernie. Po jakimś czasie skończył, kończąc mi na plecach. Później musiał wstać i odejść. Jak usłyszałam że zamek w drzwiach został przekręcony łzy same mi podeszły do oczu. Płakałam jak nigdy przedtem, jak nigdy w życiu. Nie potrafiłam się ruszyć, nie chciałam. Jedyne o czym marzyłam to śmierć. Zostałam zgwałcona i to brutalnie przez kogoś, kto nigdy nie wydawał mi się taki brutalny i... "taki". W nocy poszłam obmyć się, ale to nie pomogło. W mojej głowie słyszałam jego jęczenie i stękanie.
Po tym zajściu chodziłam jak zepsuty robot. Koleżanki widząc mnie powiedziały: to będzie boleć tylko jakiś czas, później się przyzwyczaisz.
Kurwa, jebane opiekunki - tak pomyślałam. I wszystko mi zaczynało się układać. Wyzwałam te kobiety od kurw bo inaczej ich nie mogłam nazwać. A one: że 70% kobiet przyjeżdża tutaj opiekować się starszymi ludźmi przy okazji stając się gumowy lalkami.
Zadzwoniłam do znajomej i wygarnęłam jej: co o niej myślę. A ona mi na to: że nie mogła mi powiedzieć, bo bym się nigdy nie zgodziła. Ona już nie dawała rady i jak by nie ja - nie mogła by uciec. Teraz ona leczy się u psychologa, bo boi się facetów.
Po czterech dniach sytuacja z tragicznej nocy się powtórzyła. Tylko on nie bił już otwarta dłonią, ale pięścią. Tylko tym razem zrobił to trzy razy, dwa razy kończąc we mnie. Koleżanki dały mi tabletki antykoncepcyjne, bo od tego przecież mogę zajść w ciąże i stracę pracę.
Moja praca skończyła się jako opiekunka, teraz byłam gumową lalką do gwałtu co kilka dni. Nie pomagały zamknięte drzwi, wymiana zamka, ubieranie pidżamy, zakładanie czy inne zabezpieczenia jak majtki, okres czy coś innego. Raz przyszedł jak miałam okres, to o mało mnie nie skatował, bo mam okres - a czy to od mnie zależy.
Maskowanie siniaków to jedna z umiejętności jakiej uczysz się po czymś takim.
Ale ze mnie była głupia debilka - cieszyłam się, że potrafię perfekcyjnie nałożyć tyle podkładu że nie widać sińców - idiotka. Oczywiście ciemne okulary to podstawa.
Tak dotrwałam do kolejnej wypłaty, która jawiła mi się bólem, nocnym gwałtem i masą krwi. Kiedy brałam pieniądze, chciałam zwymiotować.
Koleżanki teraz stały się bardziej obce niż przedtem. Przesiadywałyśmy w kawiarniach i nic nie mówiliśmy. Każda miała to samo, starszą osobę srającą pod siebie, albo zdziwaczałą. Jakiegoś fagasa, który przychodził sobie użyć, jak żona nie wiedziała i wiadomość - że tego cofnąć się nie da.
Mój koleś przestał przychodzić, bo załapał jakąś pracę - dzięki Bogu, bo modliłam się o śmierć dla niego i o to aby mu tego członka gdzieś obcięło. Mijał trzeci miesiąc, więc zaczęłam dzwonić do znajomej, aby mnie zmieniła. A ona na to, że ma inną osobę do opieki i ma mnie gdzieś. Było mi głupio, ale musiałam znaleźć zastępstwo i inną kobietę wpakować w to bagno - bo inaczej tego nie można było nazwać. Załatwiłam dawną znajomą, która mieszkała po drugiej stronie Polski. Miała ciężką sytuację i choć miałam wyrzuty sumienia to zależało mi na wyjeździe uwolnieniu się z tego miejsca. Jedyny plus, że to jednak z córek mi płaciła. Ale i tak usłyszałam swoje na odchodne. Oddały mi też dokumenty, jako zabezpieczenie przed ucieczką. Teraz rozumiem po co to robią. Jak trafisz na świra, nie będziesz mogła uciec.
Znajoma, która mnie zmieniała miała przyjechać z narzeczonym, który załatwił sobie pracę w jakiejś firmie - jedyny plus.
Jeszcze przed wyjazdem spotkałyśmy się wszystkie, całą grupą i okazało się że jedna z koleżanek jest w ciąży z facetem, który przychodził do niej. Jak facet się dowiedział, powiedział jej bez zmrużenia okiem: musisz usunąć i sama sobie za to zapłacić - bo to twoja wina. Jej wina, rozumiecie - to że ją facet gwałcić, a potem się temu poddała, aby mieć te noce za sobą - a teraz jej wina. Faceci tutaj to naprawdę świnie, a jak już się dowiedzą że komuś dajesz, to stajesz się niczym innym jak prostytutką.
Ta moja historia pokazała mi, że jadąc gdzieś do pracy i mieszkając u kogoś - ten ktoś czuje się tak jak by nabywał praw do nas - bo nam płaci. To samo może spotkać każdego kto jedzie nawet na wynajem. Przecież nikt nie ma na tyle po przyjeździe aby zapłacić za nocleg i jedzenie.
Wróciłam do kraju, który wydał mi się jeszcze biedniejszy niż był. Ta bieda, te obskurne mieszkania, ulice - to wszystko to całkowite dno. A to kraj w którym żyłam, w którym się wychowywałam - a teraz, jak napatrzyłam się na Włochy to widzę, jak ten kraj jest na dnie. Człowiek się czuje tak jak by wracał do slamsów, a nie do Polski.
Przywiozłam trochę grosza, ale po 2 miesiącach znajoma zadzwoniła z innego miejsca Włoch, czy nie chcę przyjechać na zmianę. Odpowiedziałam, że nie. Nie chciałam się pakować znowu w bycie kurwą, bo u kogoś sprzątam. Wiele kobiet upada właśnie tak nisko, bo inaczej nie miały by nic - Polska rzeczywistość.
Obecnie wyjechałam do dużego miasta w swoim regionie. Wynajęłam kawalerkę na obrzeżach i znalazłam pracę. Żyję skromnie i może czasami muszę przeliczać pieniądze, ale wysyłam trochę rodzicom, a i sama czasami coś sobie kupię. I choć mi się nie przelewa, nie chcę wracać tam gdzie byłam.
W nocy budzę się na każdy dźwięk, boję też mężczyzn bo wydaje mi się że spotkam tego Włocha na ulicy. Poszłam do psychologa i rozmowa z nim wiele mi daje, ale i tak wiem sama po sobie, że aby przestać się bać będę musiała przejść długą drogę. Dzwoniła do mnie ta znajoma, która się ze mną wymieniła. Opowiedziała mi, że jednego dnia przyjechał jej narzeczony i jak siedzieli razem do późna, przyszedł ten Włoch i on nie wiedział, że tam jest jej narzeczony. Kiedy zaczął swoją eskapadę, dostał nieźle po ryju. Znajoma musiała zmienić osobę, którą się opiekowała. Ale dobre to, że ten ktoś dostał wreszcie nauczkę. W miasteczku nastała dziwna konsternacja, bo wielu facetów przestało robić to co robiło. Powód, nie wiedzieli czy dana kobieta nie zabezpieczyła się i nie przyjechał tutaj jej mąż czy chłopak. Włosi wiedzieli, że Polak jak chce to potrafi dowalić.
A ja poznałam przez internet chłopaka, który wydał mi się miły i sympatyczny. Ale jeszcze boję się zetknąć z mężczyzną - wspomnień nie można tak łatwo zapomnieć. Prawdopodobnie nigdy o tym nie zapomnę, ale mogę to przykryć miłymi wspomnieniami.
Włochy są fajne, ale jeśli się tam mieszka i ma się normalną pracę, bo praca jako opiekunka do osób starszych to to samo co pokojówka czy sprzątaczka - nikt ważny i tak cię każdy traktuje. A jak jesteś kobietą, to tym bardziej bo jesteś Polka.
I czy wrócę do Włoch, aby tam pracować? Na pewno przed wyjazdem o wszystko się wypytam, ale wiem że nikt mi nic nie powie w prost. Bo co ma powiedzieć?
Inna znajoma przyjechała i spotkałyśmy się. Opowiadała, że nie ma u niej kolesia ani takiego frajera ale jest coś innego: samotność. Nie masz dostępu do komputera, do telefonu bo zadzwonić możesz tylko raz na tydzień i to też jakiś czas tylko rozmawiać. Ale mimo wszystko, w około nie ma polek, nie ma z kim porozmawiać, pośmiać się ani posiedzieć. Jak ona to powiedziała: usycha się. Ponieważ nie przyjechałaś tutaj aby wydawać to co zarobisz, bo wtedy ten przyjazd był by bez sensu. Smutne jest to, że jej dzieci w czasie kiedy ona kursowała tam i z powrotem, rozjechały się po świecie. I nawet nie wie, gdzie które jest. Teraz wraca do pustego domu, gdzie jest taka sama cisza jak tam gdzie była. Więc myśli już tylko o śmierci, bo radować się życiem już nie potrafi. Nic jej innego nie zostało, jak jeździć... i gdzieś po drodze umrzeć.
I najśmieszniejsze jest w tym wszystkim to, że z tych pieniędzy nie będzie emerytury. A kto na starość nas utrzyma, jak ta praca to praca na czarno, bez płacenia składek?
Ale o tym wiele kobiet zaczyna myśleć, jak już nikt ich nie chce do opieki, a państwo im daje 450zł. bo więcej nie zarobiły.
I los takich kobiet jest klarowny: znajdują one starych dziadków, z którymi biorą ślub aby mieć obywatelstwo Włoskie i móc po starym pryku brać emeryturę jak zemrze. Bo co innego pozostało takiej kobiecie, jak ona ani pracy w Polsce, a we Włoszech na czarno cały czas pracuje. Taką kobietę nawet jak coś zabije, to kto powie prawdę - co ona robiła. Wiele też kobiet poznaje Włocha i żyje z nim, bo co ma robić.
I choć kobiety same godzą się na to, nie mają innego wyjścia bo w Polsce nie da się żyć godnie, po prostu nie da.
I choć nie wszystkie tak kończą te które wyjeżdżają "do opieki", to są i takie co kończą gorzej, w klubach czy burdelach. Są też takie, które popełniają samobójstwo - bo nie widzą innego wyjścia.
W tym aspekcie faceci mają lepiej, bo oni nie pozwolą się upodlić, oni mogą pracować gdzieś indziej. A kobieta? Musi tkwić w bagnie, aż nie nadejdzie dzień wyjazdu i nie stanie się choć na chwilę umownie wolna. Bo to co ją spotkało, nie da się zapomnieć i zostawić za sobą - to już zostaje w nas na stałe.
Dlatego warto zastanowić się, czy nie lepiej żyć skromniej, biedniej ale godniej.
Ja nikomu nie opowiem swojej historii, bo jest to moja skrywana tajemnica. Bo kim bym była po opowiedzeniu tego co mi się stało? Ponieważ zawsze jest wyjście - trzeba tylko umieć je znaleźć.
Tylko że każda kobieta jest z tym wszystkim sama i to jest problem.
Czasami płaczę do poduszki, bo nie mogę o tym wszystkim zapomnieć.
ps.
Nie na darmo pojawiło się stwierdzenie eurosieroty. Dzieci rodziców, którzy wjechali za bogactwem za granicę. A później się dziwić, że całe małżeństwo, związek umiera lub się rozpada. A jak ma ono funkcjonować, jeśli brakuje jednego z partnerów. A wszystkim tylko chodzi o pieniądze, które jak się przekonałam - naprawdę szczęścia nie dają.
=============================
Oczywiście to jest fikcja literacka. Cały tekst i pomysł na niego wpadł mi do głowy w jednej chwili.
Problem w tym, że choć nie ma tejże kobiety i nic z tego się nie wydarzyło - to mimo wszystko skąd wiadomo, że tak nie dzieje się u innych kobiet.
Pochodzę z małej miejscowości, w której rozwój dawno się zatrzymał. Nie ma tu zakładów, ponieważ zostały zamknięte przez ówczesne władze i nikomu nie opłaca się czegokolwiek produkować. Dlatego w mieście jest masę pijaczków i osób, które zostały wyrzucone z mieszkania ponieważ nie miały pracy i zostały skazane przez obecny ustrój na ulicę. Tak jest w większości mniejszych miast gdzie jedynym żywicielem był duży zakład i zatrudnienie w nim. Młodzież tutaj nie ma perspektyw, nie ma też zajęcia czy idei. Więc włóczy się po blokowiskach, bije między sobą czy przesiaduje przed blokami zaczepiając kogo się da, a wieczorami lub w weekendy upijając się aby nie choć trochę zapomnieć gdzie się jest i pomarzyć o lepszym świecie.
Ale wielu młodych wyjechało, tych lepszych oczywiście. Centrum miasta to stare kamienice i stare rudery znające świetność drugiej wojny światowej, więc już samo to nastraja ludzi przygnębiająco - bo co robić, gdzie iść czy pójść.
U minie w domu nie jestem sama, mam też siostrę i dwóch braci. Jestem z nich najstarsza, bo mam już ponad 35 lat, ale pomagam rodzicom - bo co innego zostało. W markecie można zarobić co najwyżej 1100 zł. a i to jest tutaj dużo, choć z tego wyżyć się nie da.
Któregoś dnia zadzwoniła do mnie znajoma z dawnych lat, chyba jeszcze z liceum. Zapytała się, czy chcę pracować za więcej niż w Polsce. Zapytałam: co to by miało być? A ona na to: że opieka nad starszą osobą za granicą. I że jak chcę to muszę dać jej odpowiedź już za 3 dni. Długo się zastanawiałam i rozmawiałam z rodzicami i postanowiłam sie zgodzić. Nie było mi łatwo zostawić całej rodziny, ale pieniądze nam by się przydało. Kiedy znowu zadzwoniła znajoma, odpowiedziałam że się zgadzam. Pożyczyłam pieniądze na przejazd i pojechałam. Dopiero w autobusie dotarło do mnie, że nie wiem kim będę się zajmować, co tak naprawdę będę robić, że nie znam języka, że tak naprawdę nic nie wiem. Im było bliżej miejsca gdzie jechałam, miałam dziwne przeczucie że to był błąd.
Po dotarciu na miejsce, okazało się że będę się opiekowała starszą kobietę. Mojej znajomej nawet nie poznałam, tak się zmieniła. Zdziwiło mnie to, że była trochę zdenerwowana i powtarzała mi ciągle, że dobrze zrobiłam. Wprowadziła mnie we wszystko, nawet przygotowała słownik: co jak się nazywa. W ten sam dzień zjawiły się w domu dwie kobiety i jeden mężczyzna. Mówili coś po włosku, a ja nie rozumiałam ich. Okazało się, że mam im oddać paszport i dowód osobisty. Z tego co zrozumiałam, to chcieli moją komórkę, ale ją dobrze ukryłam. Przez położeniem się, zajęłam się tym co miałam zrobić i położyłam się spać. Nowe miejsce coraz bardziej mnie przytłaczało. Kobiety miały do mnie obojętny i wyniosły stosunek, a ten mężczyzna nic nie mówił, nic nie pokazywał tylko się patrzył. Kobiety przychodziło kilka razy w ciągu dnia pod byle pretekstem i krzyczały coś do mnie. Po tygodniu sama nie wiedziałam, o co im chodzi. Ponieważ czepiały się tego że umyłam okna, a kolejnego że są one brudne. Mężczyzna przychodził rzadko, rozmawiając tylko ze starszą panią. Tak minął mi mijały kolejne dni, ciężkie dni. W tygodniu miałam dzień wolny, ale i tak nie był on wolny, bo tylko popołudniu.
To może teraz napiszę coś o mieszkańcach okolicy, bo to też trochę pokazuje - jacy są włosi, czy same Włochy. Spotkałam wiele kobiet pracujących jak ja i zajmujących się dokładnie tym samym. Zebraliśmy się w taką paczkę, aby raźniej było. I choć miałyśmy wsparcie w sobie, zauważyłam że o wielu sprawach się nie mówi. Dni mijały mi od spotkania z koleżankami do kolejne spotkania. Dni kiedy było ciężko było mniej, człowiek nie przejmował się już tak bardzo.
Tak minął mi miesiąc, kilka koleżanek pojechało do Polski do mężów, czy rodzin. Przyjechały inne, taka kolej rzeczy. Pierwsza wypłata była jak dla mnie dniem szczęśliwym i cudownym. Pierwsze takie pieniądze, w przeliczeniu na Polskie zł. to naprawdę dużo. Nie cieszyłam się tym długo, niestety. Okazało się, że muszę wiele rzeczy zapłacić sobie sama, jak i po opłacać kilka rzeczy, jak ubezpieczenie, to co ja jadłam, ubrania, kosmetyki czy nawet bilet do innego miasta, nawet jeśli jechałam w sprawie babci. Aby odłożyć, to na tamte standardy było tego niewiele. W Polsce to było mimo wszystko nadal coś.
Miałam napisać coś o mieszkańcach, a napisałam o innych polkach tam pracujących, przepraszam. Włosi to lowelasy i pokazują to na każdym kroku. Gwizdy, chamskie (jak dla mnie) zachowanie to dla nich normalność. A jak dziewczyna ma długie włosy i jest ładna, nie ważne w jakim wieku - to ma problem odpędzić się od włochów. Ja miałam na początku problem, ale jak jednemu i drugiemu powiedziałam kilka słów po włosku to to się odczepił. Ale i tak znajdą się inni, którzy złapią cię za tyłek czy będą gwizdać - tego nie da się zakończyć. W ich mentalności kobieta jest już ich jak na nią spojrzą.
Tak mijały mi kolejne dni, bo tygodnie były inne. Zajmowanie się starszą osobą we Włoszech nie jest przyjemne i łatwe - to harówka i odpowiedzialność.
Jeśli chodzi o język to szybko załapałam słówka i pewne zwroty. I choć nie potrafię jeszcze szybko mówić, to powoli jakoś daje sobie rade. Zauważyłam, że włoskie kobiety nie ważne w jakim wieku same ubierają się w mini spódniczki, malując się na bardzo wyzywający makijaż i kusząc tym samym włochów do zdrady. To dziwne, ale u Włocha zdrada to najgorsza zbrodnia jeśli zrobi to kobieta, ale jeśli facet zdradza - to coś naturalnego jak oddychanie, ponieważ on musi.
Piekło zaczęło się w połowie mojego pobytu na zmianie. Któregoś dnia jak zawsze przyszedł ten mężczyzna, do babci i rozmawiał z nią jak zawsze chwilę. Ale nie wyszedł jak zawsze, ale został. Ja sprzątałam pokój - jak zawsze. Zauważyłam że dziwnie się na mnie patrzy, jak by mnie... może to dziwne, ale rozbierał wzrokiem. Zapytałam się: co się tak patrzy? Odpowiedział: a co nie może, przecież to nie zabronione. Popatrzył się na mnie jeszcze chwilę i poszedł sobie.
Następnego dnia usłyszałam jak ktoś wchodzi do mieszkania. Pomyślałam że to któraś z kobiet, córek starszej pani i nie podniosłam się aby sprawdzić. Przecież obie córki i syn mieli klucze do mieszkania i prawo tu przychodzić kiedy chcieli. Po chwili jednak drzwi do mojego pokoiku się otworzyły i ktoś wszedł - nie wiedziałam, bo już zasypiałam a do tego głowę miałam odwróconą od drzwi. Poczułam jak ktoś zdejmuje gwałtownie ze mnie cienką kołdrę i wchodzi na łóżko. To był on... klęczał nad mną i szybko złapał mnie za ręce, krzyknęłam ale on wtedy mnie uderzył. Poczułam jak z wargi cieknie mi krew, a policzek zaczyna piec. Podniósł mi moją koszulę nocną do góry i szybkim ruchem odwrócił wykręcając moje ręce. Do buzi wsadził kawałek materiału. Usłyszałam jak rozpina spodnie. Zaczęłam się szamotać i wyrywać. Ale on tylko pchnął mnie na łózko odwrócił przodem do siebie i uderzył. Biłam rękoma na wszystko strony, bo nogi miałam zaklinowane. Uderzył mnie pięścią, że pojaśniało mi w głowie, potem znowu odwrócił i trzymając ręce z tyłu wszedł we mnie. Wchodził we mnie brutalnie, ostro i ze zwierzęcym ruchem - sapiąc przy tym niemiłosiernie. Po jakimś czasie skończył, kończąc mi na plecach. Później musiał wstać i odejść. Jak usłyszałam że zamek w drzwiach został przekręcony łzy same mi podeszły do oczu. Płakałam jak nigdy przedtem, jak nigdy w życiu. Nie potrafiłam się ruszyć, nie chciałam. Jedyne o czym marzyłam to śmierć. Zostałam zgwałcona i to brutalnie przez kogoś, kto nigdy nie wydawał mi się taki brutalny i... "taki". W nocy poszłam obmyć się, ale to nie pomogło. W mojej głowie słyszałam jego jęczenie i stękanie.
Po tym zajściu chodziłam jak zepsuty robot. Koleżanki widząc mnie powiedziały: to będzie boleć tylko jakiś czas, później się przyzwyczaisz.
Kurwa, jebane opiekunki - tak pomyślałam. I wszystko mi zaczynało się układać. Wyzwałam te kobiety od kurw bo inaczej ich nie mogłam nazwać. A one: że 70% kobiet przyjeżdża tutaj opiekować się starszymi ludźmi przy okazji stając się gumowy lalkami.
Zadzwoniłam do znajomej i wygarnęłam jej: co o niej myślę. A ona mi na to: że nie mogła mi powiedzieć, bo bym się nigdy nie zgodziła. Ona już nie dawała rady i jak by nie ja - nie mogła by uciec. Teraz ona leczy się u psychologa, bo boi się facetów.
Po czterech dniach sytuacja z tragicznej nocy się powtórzyła. Tylko on nie bił już otwarta dłonią, ale pięścią. Tylko tym razem zrobił to trzy razy, dwa razy kończąc we mnie. Koleżanki dały mi tabletki antykoncepcyjne, bo od tego przecież mogę zajść w ciąże i stracę pracę.
Moja praca skończyła się jako opiekunka, teraz byłam gumową lalką do gwałtu co kilka dni. Nie pomagały zamknięte drzwi, wymiana zamka, ubieranie pidżamy, zakładanie czy inne zabezpieczenia jak majtki, okres czy coś innego. Raz przyszedł jak miałam okres, to o mało mnie nie skatował, bo mam okres - a czy to od mnie zależy.
Maskowanie siniaków to jedna z umiejętności jakiej uczysz się po czymś takim.
Ale ze mnie była głupia debilka - cieszyłam się, że potrafię perfekcyjnie nałożyć tyle podkładu że nie widać sińców - idiotka. Oczywiście ciemne okulary to podstawa.
Tak dotrwałam do kolejnej wypłaty, która jawiła mi się bólem, nocnym gwałtem i masą krwi. Kiedy brałam pieniądze, chciałam zwymiotować.
Koleżanki teraz stały się bardziej obce niż przedtem. Przesiadywałyśmy w kawiarniach i nic nie mówiliśmy. Każda miała to samo, starszą osobę srającą pod siebie, albo zdziwaczałą. Jakiegoś fagasa, który przychodził sobie użyć, jak żona nie wiedziała i wiadomość - że tego cofnąć się nie da.
Mój koleś przestał przychodzić, bo załapał jakąś pracę - dzięki Bogu, bo modliłam się o śmierć dla niego i o to aby mu tego członka gdzieś obcięło. Mijał trzeci miesiąc, więc zaczęłam dzwonić do znajomej, aby mnie zmieniła. A ona na to, że ma inną osobę do opieki i ma mnie gdzieś. Było mi głupio, ale musiałam znaleźć zastępstwo i inną kobietę wpakować w to bagno - bo inaczej tego nie można było nazwać. Załatwiłam dawną znajomą, która mieszkała po drugiej stronie Polski. Miała ciężką sytuację i choć miałam wyrzuty sumienia to zależało mi na wyjeździe uwolnieniu się z tego miejsca. Jedyny plus, że to jednak z córek mi płaciła. Ale i tak usłyszałam swoje na odchodne. Oddały mi też dokumenty, jako zabezpieczenie przed ucieczką. Teraz rozumiem po co to robią. Jak trafisz na świra, nie będziesz mogła uciec.
Znajoma, która mnie zmieniała miała przyjechać z narzeczonym, który załatwił sobie pracę w jakiejś firmie - jedyny plus.
Jeszcze przed wyjazdem spotkałyśmy się wszystkie, całą grupą i okazało się że jedna z koleżanek jest w ciąży z facetem, który przychodził do niej. Jak facet się dowiedział, powiedział jej bez zmrużenia okiem: musisz usunąć i sama sobie za to zapłacić - bo to twoja wina. Jej wina, rozumiecie - to że ją facet gwałcić, a potem się temu poddała, aby mieć te noce za sobą - a teraz jej wina. Faceci tutaj to naprawdę świnie, a jak już się dowiedzą że komuś dajesz, to stajesz się niczym innym jak prostytutką.
Ta moja historia pokazała mi, że jadąc gdzieś do pracy i mieszkając u kogoś - ten ktoś czuje się tak jak by nabywał praw do nas - bo nam płaci. To samo może spotkać każdego kto jedzie nawet na wynajem. Przecież nikt nie ma na tyle po przyjeździe aby zapłacić za nocleg i jedzenie.
Wróciłam do kraju, który wydał mi się jeszcze biedniejszy niż był. Ta bieda, te obskurne mieszkania, ulice - to wszystko to całkowite dno. A to kraj w którym żyłam, w którym się wychowywałam - a teraz, jak napatrzyłam się na Włochy to widzę, jak ten kraj jest na dnie. Człowiek się czuje tak jak by wracał do slamsów, a nie do Polski.
Przywiozłam trochę grosza, ale po 2 miesiącach znajoma zadzwoniła z innego miejsca Włoch, czy nie chcę przyjechać na zmianę. Odpowiedziałam, że nie. Nie chciałam się pakować znowu w bycie kurwą, bo u kogoś sprzątam. Wiele kobiet upada właśnie tak nisko, bo inaczej nie miały by nic - Polska rzeczywistość.
Obecnie wyjechałam do dużego miasta w swoim regionie. Wynajęłam kawalerkę na obrzeżach i znalazłam pracę. Żyję skromnie i może czasami muszę przeliczać pieniądze, ale wysyłam trochę rodzicom, a i sama czasami coś sobie kupię. I choć mi się nie przelewa, nie chcę wracać tam gdzie byłam.
W nocy budzę się na każdy dźwięk, boję też mężczyzn bo wydaje mi się że spotkam tego Włocha na ulicy. Poszłam do psychologa i rozmowa z nim wiele mi daje, ale i tak wiem sama po sobie, że aby przestać się bać będę musiała przejść długą drogę. Dzwoniła do mnie ta znajoma, która się ze mną wymieniła. Opowiedziała mi, że jednego dnia przyjechał jej narzeczony i jak siedzieli razem do późna, przyszedł ten Włoch i on nie wiedział, że tam jest jej narzeczony. Kiedy zaczął swoją eskapadę, dostał nieźle po ryju. Znajoma musiała zmienić osobę, którą się opiekowała. Ale dobre to, że ten ktoś dostał wreszcie nauczkę. W miasteczku nastała dziwna konsternacja, bo wielu facetów przestało robić to co robiło. Powód, nie wiedzieli czy dana kobieta nie zabezpieczyła się i nie przyjechał tutaj jej mąż czy chłopak. Włosi wiedzieli, że Polak jak chce to potrafi dowalić.
A ja poznałam przez internet chłopaka, który wydał mi się miły i sympatyczny. Ale jeszcze boję się zetknąć z mężczyzną - wspomnień nie można tak łatwo zapomnieć. Prawdopodobnie nigdy o tym nie zapomnę, ale mogę to przykryć miłymi wspomnieniami.
Włochy są fajne, ale jeśli się tam mieszka i ma się normalną pracę, bo praca jako opiekunka do osób starszych to to samo co pokojówka czy sprzątaczka - nikt ważny i tak cię każdy traktuje. A jak jesteś kobietą, to tym bardziej bo jesteś Polka.
I czy wrócę do Włoch, aby tam pracować? Na pewno przed wyjazdem o wszystko się wypytam, ale wiem że nikt mi nic nie powie w prost. Bo co ma powiedzieć?
Inna znajoma przyjechała i spotkałyśmy się. Opowiadała, że nie ma u niej kolesia ani takiego frajera ale jest coś innego: samotność. Nie masz dostępu do komputera, do telefonu bo zadzwonić możesz tylko raz na tydzień i to też jakiś czas tylko rozmawiać. Ale mimo wszystko, w około nie ma polek, nie ma z kim porozmawiać, pośmiać się ani posiedzieć. Jak ona to powiedziała: usycha się. Ponieważ nie przyjechałaś tutaj aby wydawać to co zarobisz, bo wtedy ten przyjazd był by bez sensu. Smutne jest to, że jej dzieci w czasie kiedy ona kursowała tam i z powrotem, rozjechały się po świecie. I nawet nie wie, gdzie które jest. Teraz wraca do pustego domu, gdzie jest taka sama cisza jak tam gdzie była. Więc myśli już tylko o śmierci, bo radować się życiem już nie potrafi. Nic jej innego nie zostało, jak jeździć... i gdzieś po drodze umrzeć.
I najśmieszniejsze jest w tym wszystkim to, że z tych pieniędzy nie będzie emerytury. A kto na starość nas utrzyma, jak ta praca to praca na czarno, bez płacenia składek?
Ale o tym wiele kobiet zaczyna myśleć, jak już nikt ich nie chce do opieki, a państwo im daje 450zł. bo więcej nie zarobiły.
I los takich kobiet jest klarowny: znajdują one starych dziadków, z którymi biorą ślub aby mieć obywatelstwo Włoskie i móc po starym pryku brać emeryturę jak zemrze. Bo co innego pozostało takiej kobiecie, jak ona ani pracy w Polsce, a we Włoszech na czarno cały czas pracuje. Taką kobietę nawet jak coś zabije, to kto powie prawdę - co ona robiła. Wiele też kobiet poznaje Włocha i żyje z nim, bo co ma robić.
I choć kobiety same godzą się na to, nie mają innego wyjścia bo w Polsce nie da się żyć godnie, po prostu nie da.
I choć nie wszystkie tak kończą te które wyjeżdżają "do opieki", to są i takie co kończą gorzej, w klubach czy burdelach. Są też takie, które popełniają samobójstwo - bo nie widzą innego wyjścia.
W tym aspekcie faceci mają lepiej, bo oni nie pozwolą się upodlić, oni mogą pracować gdzieś indziej. A kobieta? Musi tkwić w bagnie, aż nie nadejdzie dzień wyjazdu i nie stanie się choć na chwilę umownie wolna. Bo to co ją spotkało, nie da się zapomnieć i zostawić za sobą - to już zostaje w nas na stałe.
Dlatego warto zastanowić się, czy nie lepiej żyć skromniej, biedniej ale godniej.
Ja nikomu nie opowiem swojej historii, bo jest to moja skrywana tajemnica. Bo kim bym była po opowiedzeniu tego co mi się stało? Ponieważ zawsze jest wyjście - trzeba tylko umieć je znaleźć.
Tylko że każda kobieta jest z tym wszystkim sama i to jest problem.
Czasami płaczę do poduszki, bo nie mogę o tym wszystkim zapomnieć.
ps.
Nie na darmo pojawiło się stwierdzenie eurosieroty. Dzieci rodziców, którzy wjechali za bogactwem za granicę. A później się dziwić, że całe małżeństwo, związek umiera lub się rozpada. A jak ma ono funkcjonować, jeśli brakuje jednego z partnerów. A wszystkim tylko chodzi o pieniądze, które jak się przekonałam - naprawdę szczęścia nie dają.
=============================
Oczywiście to jest fikcja literacka. Cały tekst i pomysł na niego wpadł mi do głowy w jednej chwili.
Problem w tym, że choć nie ma tejże kobiety i nic z tego się nie wydarzyło - to mimo wszystko skąd wiadomo, że tak nie dzieje się u innych kobiet.
poniedziałek, 16 maja 2011
życie jak miejsca
"Bo bym chciał”
Zatopić palce w twoich włosach
Poczuć zapach koszonej trawy
Dać upust emocjom serca
Zatańczyć w świetle księżyca
Ale dopiero jak nauczę się tańczyć
Pocałować wiatr w chmurach
Musnąć wargami słońce, albo promyk
Tylko to co chcę i pragnę
Tylko serce, którym kocham
Emocje, którymi pragnę
Oczy, usta, palce którymi czuję
Chciał bym, choć raz poczuć się wolny
Poczuć, że nic mi nie zagraża
Przestać się bać
Oddać życie i żyć
Nie chce być sam
Uśmiechnąć się do kogoś i powiedzieć
Jesteś moim życie, nie żałuje że żyje
Chcę więcej, brać ile mi pozwala na to życie
Dlaczego mam płakać
Dlaczego niebo płacze, kiedy nadejdą chmury
Chcę się cieszyć każdą kroplą, każdym szczęściem
Ale chodzę po ziemi i widzę, to co widzę
Cały czas to samo, dzień za dniem
Życie przelatuje przez palce
Chciał bym być aniołem
Umrzeć i gdzieś tam na górze patrzeć
Chciał bym… przestać marzyć.
„na dnie”
Zapamiętać wspomnienie
złapać je dotknięciem, marzeniem
Nie wypowiedzieć słów
mówić sercem
Gwiazdy świecą dla nas
tylko ja i ty
Mieć marzenia, pragnienia
zatracać się w nicości
Promyki słońce już nie radują duszy
zapadam się w sobie, idąc na dno
Czasami myślę
że lepsza była by śmierć
Moje oczy to uczucia
smutku i tęsknota za tym co było
Jedno się kończy
drugie zaczyna
Oby świat zapomniał mnie
kiedy będę żył.
„deszcz”
szum kropel łez zagłusza bicie serca
Szare chmury zwiastują większą wichurę
Coś świszcze o szybę, domaga się wejścia
Boję się
Nakrywam się szeleszczącą kołdrą
Coś skuta, cisza
Boje się otworzyć oczy, to tylko deszcz
Krople szumią koło mnie
Zaciskam powieki, aby nie słyszeć
Dlaczego padasz właśnie teraz
Uszy już mnie bolą od nie słuchania
Pozwól mi zasnąć świszczący wietrze
Pozwól ukołysać się mi do snu księżycu nocy
A ja trzęsę się pod szeleszczącą kołdrą
Trzask grzmotu, a ja podskakuje
Nie strasz mnie deszczu
Krzyczę w duszy, aby deszcz przestał padać
Proszę.
Spoglądam na swoje życie
Nic nie widzę
Pustka roztacza się nad mną
Uśmiecham się sam do siebie
Płaczę do samotności
Krzyczę do samego siebie
Dlaczego mnie nie słyszysz
Bo może umarłem
Bo może żyję pełnią życia
Bo może, jestem
Nic nie znaczę, nic nie czuję
Upadam każdego dnia
Nie podnosząc się nigdy
Piekło wypełnione chęciami
Czyny zapomniane, zagadkowe
Umieram, bo tego chcę
Oddaje życie za normalność
Moje ja już się skończyło
Dziękuję.
”zatracenie”
Idę drogą bez odwrotu
Kroczę każdy krok, jak by nie miało być jutra
Zatracam się w smakowaniu świata
Moje serce woła
Moje serce krzyczy
Moje serce płacze
a ja razem z nim
Idę drogą z której nie ma powrotów
Patrzeć przed siebie, nie chcę
nie mogę
Moja dusza uwieszona w ciele
Moja dusza skatowana
Moja dusza zabijana
Moja dusza…
czy istnieje
Wzgórza przed mną, problemy
Wspinam się mimo że nie daje już rady
Kolejny krok, kolejne problemy
Kolejne centymetry, kolejne zło
kolejne smutne dni
kolejne samotne wieczory
kolejne poranki bez nikogo
Wchodzę na sam szczyt
nic nie widzę
Moje marzenia umarły
Moja wiara skoczyła w przepaść
Moja nadzieja pije w barze
zabija smutki, piękne
Łzy oczyszczają
Kto kłamie, a kto mówi prawdę
Kogo słuchać
Ludzi, czy ludzi
Nie chcę już dobrych rad
Nie mają one pokrycia
Niech przepadną, umrą
Nie dajesz mi wyboru Boże
Zabierz mi życie
Nie chcę go
to samotność
to ból
to egoizm innych
to materializm
nie takie moje wartości
nie takie moje myśli
Poczuć radość z każdego dnia
Zatracić się w nim
Kochać i być kochanym
Nie udawać emocji
Nie pozwolić aby umarło wszystko
Czuć to co czuje radość
Czuć to co czuje miłość
Czuć to co czuje człowiek szczęśliwy
Dlaczego nie potrafię okiełznać łez
Dlaczego płaczę nad swoim grobem
Szarość marmuru zabija jeszcze bardziej
Piękny nagrobek woła mnie do siebie
A pod nim zgniłe ciało, umarłe
Ono nigdy nie wstanie
Nigdy nie powie ani słowa
Nigdy już nie usłyszy kocham cię
Trzeba umrzeć, aby żyć
Zatracić się w życiu
Docenić je
Poczuć
Zadość uczynić, za dar życia
Boże
Dziękuję
Ale tego nie potrzebuję
Więc po co żyję
Jeśli życie nie ma sensu
Pozostaje dążyć do śmierci.
Zatopić palce w twoich włosach
Poczuć zapach koszonej trawy
Dać upust emocjom serca
Zatańczyć w świetle księżyca
Ale dopiero jak nauczę się tańczyć
Pocałować wiatr w chmurach
Musnąć wargami słońce, albo promyk
Tylko to co chcę i pragnę
Tylko serce, którym kocham
Emocje, którymi pragnę
Oczy, usta, palce którymi czuję
Chciał bym, choć raz poczuć się wolny
Poczuć, że nic mi nie zagraża
Przestać się bać
Oddać życie i żyć
Nie chce być sam
Uśmiechnąć się do kogoś i powiedzieć
Jesteś moim życie, nie żałuje że żyje
Chcę więcej, brać ile mi pozwala na to życie
Dlaczego mam płakać
Dlaczego niebo płacze, kiedy nadejdą chmury
Chcę się cieszyć każdą kroplą, każdym szczęściem
Ale chodzę po ziemi i widzę, to co widzę
Cały czas to samo, dzień za dniem
Życie przelatuje przez palce
Chciał bym być aniołem
Umrzeć i gdzieś tam na górze patrzeć
Chciał bym… przestać marzyć.
„na dnie”
Zapamiętać wspomnienie
złapać je dotknięciem, marzeniem
Nie wypowiedzieć słów
mówić sercem
Gwiazdy świecą dla nas
tylko ja i ty
Mieć marzenia, pragnienia
zatracać się w nicości
Promyki słońce już nie radują duszy
zapadam się w sobie, idąc na dno
Czasami myślę
że lepsza była by śmierć
Moje oczy to uczucia
smutku i tęsknota za tym co było
Jedno się kończy
drugie zaczyna
Oby świat zapomniał mnie
kiedy będę żył.
„deszcz”
szum kropel łez zagłusza bicie serca
Szare chmury zwiastują większą wichurę
Coś świszcze o szybę, domaga się wejścia
Boję się
Nakrywam się szeleszczącą kołdrą
Coś skuta, cisza
Boje się otworzyć oczy, to tylko deszcz
Krople szumią koło mnie
Zaciskam powieki, aby nie słyszeć
Dlaczego padasz właśnie teraz
Uszy już mnie bolą od nie słuchania
Pozwól mi zasnąć świszczący wietrze
Pozwól ukołysać się mi do snu księżycu nocy
A ja trzęsę się pod szeleszczącą kołdrą
Trzask grzmotu, a ja podskakuje
Nie strasz mnie deszczu
Krzyczę w duszy, aby deszcz przestał padać
Proszę.
Spoglądam na swoje życie
Nic nie widzę
Pustka roztacza się nad mną
Uśmiecham się sam do siebie
Płaczę do samotności
Krzyczę do samego siebie
Dlaczego mnie nie słyszysz
Bo może umarłem
Bo może żyję pełnią życia
Bo może, jestem
Nic nie znaczę, nic nie czuję
Upadam każdego dnia
Nie podnosząc się nigdy
Piekło wypełnione chęciami
Czyny zapomniane, zagadkowe
Umieram, bo tego chcę
Oddaje życie za normalność
Moje ja już się skończyło
Dziękuję.
”zatracenie”
Idę drogą bez odwrotu
Kroczę każdy krok, jak by nie miało być jutra
Zatracam się w smakowaniu świata
Moje serce woła
Moje serce krzyczy
Moje serce płacze
a ja razem z nim
Idę drogą z której nie ma powrotów
Patrzeć przed siebie, nie chcę
nie mogę
Moja dusza uwieszona w ciele
Moja dusza skatowana
Moja dusza zabijana
Moja dusza…
czy istnieje
Wzgórza przed mną, problemy
Wspinam się mimo że nie daje już rady
Kolejny krok, kolejne problemy
Kolejne centymetry, kolejne zło
kolejne smutne dni
kolejne samotne wieczory
kolejne poranki bez nikogo
Wchodzę na sam szczyt
nic nie widzę
Moje marzenia umarły
Moja wiara skoczyła w przepaść
Moja nadzieja pije w barze
zabija smutki, piękne
Łzy oczyszczają
Kto kłamie, a kto mówi prawdę
Kogo słuchać
Ludzi, czy ludzi
Nie chcę już dobrych rad
Nie mają one pokrycia
Niech przepadną, umrą
Nie dajesz mi wyboru Boże
Zabierz mi życie
Nie chcę go
to samotność
to ból
to egoizm innych
to materializm
nie takie moje wartości
nie takie moje myśli
Poczuć radość z każdego dnia
Zatracić się w nim
Kochać i być kochanym
Nie udawać emocji
Nie pozwolić aby umarło wszystko
Czuć to co czuje radość
Czuć to co czuje miłość
Czuć to co czuje człowiek szczęśliwy
Dlaczego nie potrafię okiełznać łez
Dlaczego płaczę nad swoim grobem
Szarość marmuru zabija jeszcze bardziej
Piękny nagrobek woła mnie do siebie
A pod nim zgniłe ciało, umarłe
Ono nigdy nie wstanie
Nigdy nie powie ani słowa
Nigdy już nie usłyszy kocham cię
Trzeba umrzeć, aby żyć
Zatracić się w życiu
Docenić je
Poczuć
Zadość uczynić, za dar życia
Boże
Dziękuję
Ale tego nie potrzebuję
Więc po co żyję
Jeśli życie nie ma sensu
Pozostaje dążyć do śmierci.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)