Otworzyła drzwi i weszła do domu. W powietrzu unosił się zapach perfum, jej perfum i czegoś jeszcze. Kamila zdjęła torebkę i oparła ją o krzesło stojące nieopodal. Uruchomiła komputer i weszła do kuchni.
-- Gówniany dzień - wyszeptała do siebie.
Odpowiedziała jej cisza, która zaczynała ją dobijać. Nie tak wyobrażała sobie życie samemu, na własną rękę.
Wracając do pokoju ze zrobioną, gorącą kawą, wspominała rozstanie ze swoim narzeczonym. Paradoksalnie nadal go kochała, a rozstanie było jakieś półtora roku temu. Czasami łapała się na tym, że nawet za nim tęskni, czując się tak jakby to wszystko zdarzyło się wczoraj. Nigdy się z tym nie pogodziła i nigdy o tym nie zapomni - taka już była. Zakochała się raz i trwała w tym, choć już niczego nie było. Jeśli by spróbowała opłakać rozstanie, pogodzić się z nim, wiedziała że się załamie psychicznie i uczuciowo. Całe jej życie podporządkowała temu jednemu mężczyźnie, ale nie wyszło i teraz miała by wszystko zaczynać od nowa?
W swoim życiu spotkała kilku facetów, którzy nie przejawili nawet chęci jej poznania jako kobiety. Każdemu z nich, prędzej czy później chodziło o seks, zaliczenie jej. Jedni przechodzili do rzeczy już na trzecim spotkaniu, inni dopiero na piątym, ósmym - ale zawsze o to im chodziło.
Na klatce schodowej rozległ się harmider. Kamila siedząc przed komputerem, przeglądając profile na portalu społecznościowym i pijąc gorącą kawę, zamarła w bezruchu. Po chwili rozległ się trzask opuszczanej klamki, a do domu wpadła mała osobą. Za nią powoli, ale sukcesywnie szła starsza pani w płaszczu ze sztucznego furta i lisem koło szyi.
-- Widziałaś ją - usłyszała Kamila z przed pokoju - Cały czas biegła. Co za dziecko, mało które tak reaguje na powrót do domu.
Kamila nie odpowiedziała, nadal siedziała na obrotowym krześle skierowana w stronę przedpokoju, skąd dochodziły odgłosy zdejmowanych butów, kurtki i tornistra.
-- Dobra, ja idę - usłyszała Kamila, po chwili drzwi do domu zastały zamknięte.
Jej mama, od jakiegoś czasu nie wchodziły już do domu, aby na nią spojrzeć.
Do pokoju wpadła dziewczynka, o mało nie wpadając na biurko przy którym siedziała Kamila. Burza energii wpadła do pokoju, gdzie było słychać, jak zdejmowany jest gruby sweter i skarpetki.
-- Mamo, możesz mi pomóc - usłyszała z wnętrza pokoju.
Kamila podniosła się i weszła do pokoju dziecięcego, pełnego zabawek, lalek, różnych małych i wielkich misiów.
Wiktoria patrzyła na nią ze smutną miną, lekko zwieszając głowę. W ręku trzymała ona małą skarpetkę, w której widać było małą dziurkę.
-- Mamo, naprawisz to? - smutny głosił zwiastował troskę o skarpetkę.
-- Naprawię, ale później - odpowiedziała Kamila.
-- Dziękuję - padła odpowiedź, pełna radości.
Kamila wyszła i ponownie usiadła przy komputerze, wracając do przerwanej czynności.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz