poniedziałek, 16 maja 2011

życie jak miejsca

"Bo bym chciał”

Zatopić palce w twoich włosach
Poczuć zapach koszonej trawy
Dać upust emocjom serca
Zatańczyć w świetle księżyca
Ale dopiero jak nauczę się tańczyć
Pocałować wiatr w chmurach
Musnąć wargami słońce, albo promyk
Tylko to co chcę i pragnę
Tylko serce, którym kocham
Emocje, którymi pragnę
Oczy, usta, palce którymi czuję
Chciał bym, choć raz poczuć się wolny
Poczuć, że nic mi nie zagraża
Przestać się bać
Oddać życie i żyć
Nie chce być sam
Uśmiechnąć się do kogoś i powiedzieć
Jesteś moim życie, nie żałuje że żyje
Chcę więcej, brać ile mi pozwala na to życie
Dlaczego mam płakać
Dlaczego niebo płacze, kiedy nadejdą chmury
Chcę się cieszyć każdą kroplą, każdym szczęściem
Ale chodzę po ziemi i widzę, to co widzę
Cały czas to samo, dzień za dniem
Życie przelatuje przez palce
Chciał bym być aniołem
Umrzeć i gdzieś tam na górze patrzeć
Chciał bym… przestać marzyć.

„na dnie”
Zapamiętać wspomnienie
złapać je dotknięciem, marzeniem
Nie wypowiedzieć słów
mówić sercem
Gwiazdy świecą dla nas
tylko ja i ty
Mieć marzenia, pragnienia
zatracać się w nicości
Promyki słońce już nie radują duszy
zapadam się w sobie, idąc na dno
Czasami myślę
że lepsza była by śmierć
Moje oczy to uczucia
smutku i tęsknota za tym co było
Jedno się kończy
drugie zaczyna
Oby świat zapomniał mnie
kiedy będę żył.

„deszcz”
szum kropel łez zagłusza bicie serca
Szare chmury zwiastują większą wichurę
Coś świszcze o szybę, domaga się wejścia
Boję się
Nakrywam się szeleszczącą kołdrą
Coś skuta, cisza
Boje się otworzyć oczy, to tylko deszcz
Krople szumią koło mnie
Zaciskam powieki, aby nie słyszeć
Dlaczego padasz właśnie teraz
Uszy już mnie bolą od nie słuchania
Pozwól mi zasnąć świszczący wietrze
Pozwól ukołysać się mi do snu księżycu nocy
A ja trzęsę się pod szeleszczącą kołdrą
Trzask grzmotu, a ja podskakuje
Nie strasz mnie deszczu
Krzyczę w duszy, aby deszcz przestał padać
Proszę.

Spoglądam na swoje życie
Nic nie widzę
Pustka roztacza się nad mną
Uśmiecham się sam do siebie
Płaczę do samotności
Krzyczę do samego siebie
Dlaczego mnie nie słyszysz
Bo może umarłem
Bo może żyję pełnią życia
Bo może, jestem
Nic nie znaczę, nic nie czuję
Upadam każdego dnia
Nie podnosząc się nigdy
Piekło wypełnione chęciami
Czyny zapomniane, zagadkowe
Umieram, bo tego chcę
Oddaje życie za normalność
Moje ja już się skończyło
Dziękuję.

”zatracenie”

Idę drogą bez odwrotu
Kroczę każdy krok, jak by nie miało być jutra
Zatracam się w smakowaniu świata
Moje serce woła
Moje serce krzyczy
Moje serce płacze
a ja razem z nim

Idę drogą z której nie ma powrotów
Patrzeć przed siebie, nie chcę
nie mogę
Moja dusza uwieszona w ciele
Moja dusza skatowana
Moja dusza zabijana
Moja dusza…
czy istnieje

Wzgórza przed mną, problemy
Wspinam się mimo że nie daje już rady
Kolejny krok, kolejne problemy
Kolejne centymetry, kolejne zło
kolejne smutne dni
kolejne samotne wieczory
kolejne poranki bez nikogo

Wchodzę na sam szczyt
nic nie widzę
Moje marzenia umarły
Moja wiara skoczyła w przepaść
Moja nadzieja pije w barze
zabija smutki, piękne

Łzy oczyszczają
Kto kłamie, a kto mówi prawdę
Kogo słuchać
Ludzi, czy ludzi
Nie chcę już dobrych rad
Nie mają one pokrycia
Niech przepadną, umrą

Nie dajesz mi wyboru Boże
Zabierz mi życie
Nie chcę go
to samotność
to ból
to egoizm innych
to materializm
nie takie moje wartości
nie takie moje myśli

Poczuć radość z każdego dnia
Zatracić się w nim
Kochać i być kochanym
Nie udawać emocji
Nie pozwolić aby umarło wszystko
Czuć to co czuje radość
Czuć to co czuje miłość
Czuć to co czuje człowiek szczęśliwy

Dlaczego nie potrafię okiełznać łez
Dlaczego płaczę nad swoim grobem
Szarość marmuru zabija jeszcze bardziej
Piękny nagrobek woła mnie do siebie
A pod nim zgniłe ciało, umarłe
Ono nigdy nie wstanie
Nigdy nie powie ani słowa
Nigdy już nie usłyszy kocham cię

Trzeba umrzeć, aby żyć
Zatracić się w życiu
Docenić je
Poczuć
Zadość uczynić, za dar życia
Boże
Dziękuję
Ale tego nie potrzebuję
Więc po co żyję
Jeśli życie nie ma sensu
Pozostaje dążyć do śmierci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz