piątek, 28 maja 2010

dla ukochanej... :)

dla ukochanej... Małgosi Fic :*

"kocham tylko ciebie"

zabierasz moja dusze do raju
radość przepełnia mnie
ukochałem cie
tylko ciebie w sercu mam
chce cię więcej
powiedz słowo, będę
oddaje serce pocałunkiem miłości
kocham cię, tak bardzo
oddać życie za ciebie oddać
pozwól mi cię dotknąć
pozwól cieszyć się tobą
to takie proste powiedzieć
chce tylko ciebie
bo moje serce tylko ciebie kocha
miłości moje myśli pełne
tęsknota, która zabija
tylko ty
dałem ci siebie, nie żałuje
bo szczęśliwy jestem
tylko z tobą.

wtorek, 25 maja 2010

"a kiedy przyjdzie ten dzień" (jak powiedzieć o zdradzie) - opowiadanie

Pomysł na opowiadanie przyszedł mi przed chwilą, a mamy dzisiaj 25 maj 2010 godzina około 16.

"a kiedy przyjdzie ten dzień"

Paulina siedziała w pozycji siedzącej w łóżku, Sebastian spał obok. Był obrócony do niej plecami, więc nie mógł wiedzieć, że Paulina nie śpi, a do tego usiadła pod kołdrą. Opierając swoje ciemno błąd włosy na oparcie łóżka. Nie mogła spać już 3 noc, dręczyło ją poczucie winy. Wyrzuty sumienia były jak kat, który zabijał radość z życia, był jak odkurzać wysysający miłość z jej serca. Tak bardzo kochała... zrobiła pauzę w myślach. Kochała? Czy na pewno go kochała? Jeśli zrobiła to co zrobiła, to czy naprawdę kocha swojego przyszłego męża? To chyba pytanie retoryczne, od zawsze wiadomo, że jeśli się robi to w związku, to się przestało kochać. Wiedziała, że można twierdzić, że się kocha, ale tak naprawdę to gówno prawda. Nie kocha się, kiedy to się robi. Paulina skrzyżowała dłonie na piersi. Jak mu o tym powiedzieć. Zostawi ją? Czy się wnerwi? Czy wybaczy jej? Nie umiała się przemóc, aby wypowiedzieć to słowo. Zamknęła oczy i spojrzała w czerń przed sobą. Oczy przyzwyczaiły się już do ciemności, więc zaczynała widzieć kontury mebli. Jeden oddech, drugi, trzeci. Drżącą dłonią potknęła boku Sebastiana i poruszała go delikatnie. Człowiek choć już kogoś nie kocha, nadal chce z tą osobą być, mimo wszystko, dziwny jest człowiek. Sebastian jednym ruchem dał do zrozumienia, że chce spać, a to co chce go obudzić ma spadać. Ponowiła próbę obudzenia Sebastiana, tym razem mocniej. Sebastian lekko się obruszył, zamierając w bezruchu. Wiedziała, że się obudził i że będzie chciał wiedzieć co się stało. Obrócił się do niej przodem, z lekko pytającą miną, która mówiła: co się stało kochanie. Słowa, które wypłynęły same, nie kontrolowane zaskoczyły Paulinę: -- Zdradziłam cię, kochanie. I cisza, trwająca chyba godzinę, choć trwała tylko 10 sek. dla Pauliny była to wieczność. Sebastian spojrzał na nią i się uśmiechnął. Paulinę zbiło to z tropu, uśmiecha się. Jego słowa jednak sprawiły, że Paulinie wszystko obróciło się o 180%: -- Wiem i wiesz co, ja ciebie też zdradziłem, ale po tym jak ty mnie zdradziłaś. Jutro ma cię tu nie być.
Paulina była w coraz większym szoku, jak to: on ją zdradził, to że ona go to mało ważne, ale on. Zasraniec, podły chuj, frajer, debil... Paulina wewnętrznie wybuchała. Jego głos jednak zabrzmiał ponownie: -- Mam nadzieję, że chociaż było ci przyjemnie, bo mi było. Mam też nadzieję, że Darek był dla ciebie dobrym kochankiem, choć teraz to już możecie to robić na legalu. Co do mnie, to ci powiem, że twoja siostra o wszystkim wiedziała, ale dużo jej brakuje co do okazanie podniecenia, ale w przeciwieństwie do ciebie, nie leży jak kłoda, ale próbuje sama przejąć inicjatywę, oraz umie się dostosować do partnera, wiesz te ruchy bioder, zgranie z partnerem. I wiesz co, chyba między nami coś jest, bo umiemy rozmawiać, a z tobą to nie można porozmawiać. Jesteś tak pusta i nie dojrzała, że nie dość że cię nic nie interesuje, to zakazujesz innym mieć pasje, zainteresowania, robić coś co sprawia im przyjemność, nie tylko siedzieć i bum, bum jak króliki. Wiesz, że lubię czytać, nie wiesz, a jesteśmy razem już 2 lata. A teraz idę spać, jutro ma cię tu nie być.
Paulina nie wiedziała co powiedzieć, szok, zły, przygotowania do powiedzenie, wyrzuty sumienia i wszystko na nic. Poczuła się jak... jak, ulicznica. Kobieta, która staje pod latarnią. Poczuła się staro i... rzygać jej się zachciało. Jej siostra była od niej starsza o 6 lat, ona miała 28,a ona... ona tylko 34. I dlaczego to ona ma się stąd wynosić, to ona męczyła się nad wystrojem, to ona przenosiła meble, to ona wytapetowała to mieszkanie, to ona walczyła ze spółdzielnią... wszystko ona, a teraz ma się wynosić. Sebastian już obrócił się plecami i zasypiał, w tedy Paulina wybuchła: -- Dlaczego to ja mam się wynosić, to ja tu wszystko zrobiłam. Moja siostra jest stara, jak możesz chcieć być z nią i ona ma dziecko po poprzednim facecie, który uciekł. Skąd wiesz że to był Darek i jak miał na imię. Kurwa, odezwij się - Paulina nie panowała nad sobą. Zerwała kołdrę z ciała Sebastiana, odsłaniając jego mięśnie. Sebastian nawet się nie obrócił, tylko powiedział: -- Kurwę to ty z siebie zrobiłaś, mając romans z Darkiem, bo byliśmy parą. Darka znam z wojska i to on mi powiedział o tobie. Powiedział mi jak się o mnie wyrażasz, jak mnie oczerniasz, że jestem głupek, że się nie zorientuje. A masz się wynosić, bo to moje mieszkanie, a my nie jesteśmy małżeństwem, a to że ze sobą sypialiśmy o niczym nie świadczy. Przecież mnie zdradziłaś, mam się cieszyć. Oficjalnie jak to zrobiłaś przestaliśmy być razem. Tak sobie deklarowaliśmy, kiedy się zaręczałem, a teraz mam ci wybaczyć. Sama wiesz, że jeśli się zdradza, to się przestaje kochać. Ale jedno mnie dziwi, niby taką miałaś zawsze przyjemność z seksu ze mną, a teraz co, za mało go?
Paulina patrzyła się palącym się wzrokiem w bok, skąd dochodziły słowa.
-- Seksem tego nie można było nazwać. Udawałam orgazmy - odpowiedziała z satysfakcją, która nie dawała ukojenia.
I dlatego się skończyło... Paulina po roku zaczęła zauważać, że ma za mało. Sebastian miał firmę i zarabiał dość dużo, ale czy Paulina chciała dobrobytu? Tak, na początku tak, później się przyzwyczaiła i chciała czegoś innego: że mu zależy. Przecież te lata były tylko dla Sebastiana, spotkania, znajomości, nie zrezygnowała z nich, ale wprowadzenie w to Sebastiana chyba było dużym poświęceniem, prawda. I jak on mógł o wszystkim wiedzieć. Zakłamany padalec i tyle. Łzy jednak sam zaczęły płynąć, serce poczuło słowa wypowiedziane przez Sebastiana, umysł nadal się usprawiedliwiał, usprawiedliwiał zdradę. W tedy Paulina poczuła, ból, żal i rozpacz, że się skończyło w ten sposób, że to co było przekreśliła myśleniem o sobie i swoimi potrzebami. Że nie liczyła na szczęście, tylko na to aby posiadać, a nie mieć, jak mawiała jej babcia. Dotarło do niej co zrobiła i jakie to ma następstwa. A ona myślała, że mu tylko zależy na seksie, a on chciał się kochać, myślała że chce wygód, a on chciał szczęścia. Gniew, przerodził się w strach, co teraz. Gdzie pójdzie, do Darka? Może zapomnieć, a może. Jedna chwila, jedna przyjemność i tyle konsekwencji i po co to komu. Zniszczyła i sobie i jemu życie, a przecież on chciał tylko aby ona go kochała i okazywała mu to, skończyło się, bo ją zaswędziało.
Paulina była rozbita, załamana, w jednej chwili zrozumiała ile zniszczyła i ile straciła, na zawsze.
Niczego już nie mogła mieć, tylko samotność...

poniedziałek, 10 maja 2010

miłość jak związek (opowiadanie)

Paweł podszedł do drzwi, lekko dotknął klamki. Wiedział że tu nie wróci, wiedział że to ich decyzja, nie tylko jego. Nie chciał tu być. Szloch Weroniki cichutko przenikał ściany. Słyszał je. Zwiesił głowę i zaczerpnął głęboko powietrza. Był rozbity psychicznie i nerwowo. Jego stan psychiczny był na skraju przepaści, wiedział o tym. kolejna rozmowa z Weroniką, byłą dziewczyną. Obecnie byłą, którą zostawił wczoraj. Był z nią pięć lat i się skończyło. Pięć lat, lat mordęgi i piekła, ale też chwil pięknych, o których chciał zapomnieć. Czy ją kochał? Czy chciał pokochać? Kochał ją jak się poznali, później to umarło. Umarło, bo Weronika zaczęła obnażać swoje ja, zaczęła go ograniczać, wmawiać różne rzeczy, to go wykańczało. Wiedział, że seksem nigdy nie można zajść daleko, że jeśli się kogoś nie kocha, zaczyna się on nudzić. Ciągle te same ruchy, dotyk, pieszczoty, aż do obrzydzenia, nudne, bez czułości, bez magi. Bez chyba najważniejszego: powodowania rozkoszy. Pięć lat czegoś co nie było warte nawet miesiąca. Bez miłości z drugiej strony i swojej był to układ. Pięć dni temu poznał Ole, przypadkiem, na ulicy. Paradoks, uśmiechnął się Paweł, tylko ci co nie kochają mogą się zakochać. Szedł po prostu drogą i potracił Ole, w tedy nie widział jak ma na imię i kim jest. Ale siła uderzenia była tak duża, że upadła. Nic się jej nie stało, ale w ramach rekompensaty zaprosił ją na herbatę. Chciał z kimś pogadać, wyżalić się, to w nim narastało. Nie lubił spędzać czasu w domu, w chwili jak jego, teraz już była, dziewczyna, siedziała przed komputerem. Czół się nie potrzebny, zbędny. Mogła tak siedzieć 4h, a on co miał w tedy robić, włączał swój laptop, ale on siedział na nim tylko 30 min… a co dalej. Wychodził na spacer, myśląc nad sobą i przyszłością. Przy rozmowie z Olą nie krył się że ma kogoś i jak jest między nim, a Wiktorią. Jak wygląda jego życie, jak spędzają czas ze sobą. Jej słowa, wszystko, mówił wszystko. Miał dość… Ola opowiedziała o swoim chłopaku, który uciekł, że ma córkę półtora roku, że jest sama, że ją to dobija patrzeć na pary. Samotność zabija ją od środka. Paweł w tedy spojrzał jej w oczy i zapamiętał to spojrzenie nawet dzisiaj je wspominał. Nigdy tak nie rozmawiał, nigdy nie mówił co myśli, co go boli innej osobie. Nie ufał ludziom, a teraz zaufał. A ona zaufała mu, sama przyznała się, że o tym co mu powiedziała, nikt nie wie. Okazało się, przy drugim spotkaniu, że Ola interesuje się kilkoma rzeczami, o których Paweł nie miał pojęcia, ale zainteresowało go to. Zaczął odkrywać Olę i jej świat. Ola mu zaufała, choć sama przyznawała, bała się, ale zaufała. Paweł wiedział i czuł, że jeśli się komuś zaufa, bardzo nie wie trzeba aby się zaangażować. Ale Paweł wiedział, że przy Oli, choć spotkali się tylko dwa razy, może się otworzyć, Ola go słucha i nie krytykuje, a nawet wspiera i popiera aby spróbował swoich sił, sam dla siebie, może przegra, ale będzie wiedział, że mu się nie udało. Pozwalała mu na bycie sobą, a nie kimś z maską na twarzy. Przy Oli był inny świat. Przy trzecim spotkaniu sam zaczął rozmowę o jego związku, mówił i mówił, a ona go słuchała. Nic nie mówiła, i powiedziała na koniec kiedy skończył: nie znam jej, z jej strony to wygląda całkiem inaczej i na nie korzyść jego. Paweł w tedy się wkurzył, przecież to on jest wykończony. Ola wytłumaczyła mu, że to wzajemna codzienność i wzajemność, oraz działanie jego na działanie pierwszego. Sami wykańczają siebie, sami powodują pewne zachowania. Pawła to podłamało, wypruło z niego całego ja. Pięć lat związku, który go wypalił… jakie to piękne. W tedy się rozpłakał i nie miał sił aby przestać, po prostu płakał. Jego żal, ból go opuszczał. Rozpierała go też energia goryczy, wstydu, przecież nie może tak żyć. To jest piekło, dosłownie piekło. Wiele kumpli mu zazdrościło Weroniki, taka śliczna, taka wspaniała i jak się bawi. Ale co z tego, jak pusta w środku, pusta do granic, do tego dochodził charakter, samotnika, egoisty. Zabijało to w min jego własne ja, które wrzeszczało. Przy Oli czuł się sobą, mógł z nią rozmawiać o wszystkim. Postanowił zerwać z Weroniką, zakończyć to. Wczoraj powiedział jej, że to koniec i odszedł. Dzisiaj rano przyszedł jak była w pracy i zabrał wszystko co jego. Miał własny kąt, ale nie chciał tam wracać, dał tam tylko pudła i tyle. Weronika szalała i krzyczała, o co mu chodzi, przecież ma wszystko, nie jest dobra w łóżku. Chciało mu się smiać na te słowa, bo nie o to chodziło. Po prostu miał dość, był wykończony i nie miało to sensu, żyli koło siebie a nie ze sobą. Weronika nie umiała dzielić się sobą, tylko z nim, dla niego. Nie umiała dzielić się swoim życiem z nim, nie umiała zrozumieć słów: doceń to co masz, bo nic nie posiadasz. On nie jest własnością, wolność w związku to nie pozwalanie na kontakt, ale na cieszenie się sobą, ukochanie tylko ukochanej osoby, dawanie jej siebie CAŁEGO, całego, całego, a nie tylko kawałek, bo część już została oddana komuś innemu, obecnemu. Nie rozumiał tego, wierzył w to, że jeśli ktoś jest szczęśliwy i umie to docenić że ktoś go kocha i on sam kocha, nie potrzebuje znajomości, rodziny, niczego do szczęścia… bo to szczęście to ukochana osoba i życie z nią. Wczoraj podszedł do Oli i powiedział jej o decyzji, odpowiedziała, że to jego decyzja. Może się ułoży, odpowiedział że nie chce już być z Weroniką, choć by nie wie co. W tedy poczuł ciepło przy Oli, takie dziwne ciepło w sercu, które go wypełniło. Zapaliło żar, które nie znał. Powiedział o tym Oli i stało się coś dziwnego, bo Ola nie śmiała się, ale odpowiedziała mu: też to czuje i się uśmiechnęła, najpiękniej na świecie. I dodała: to właśnie jest miłość, nie musisz myśleć aby ją czuć, po prostu wiesz że ona jest w tobie i dla ciebie to koniec życia, a początek czegoś co nigdy się nie kończy. pokochał ją, ale w tedy wszystkie jego zmysły zmieniły nastawienie, chciał być, tęsknił, choć nie widział się z Olą minutę, to dla niego każda sekunda była odczuwalna, dosłownie, czuł jak przesuwa się wskazówka. Czuł jej ruch powolny… Jak ona powoli się przesuwa… czuł wszystko inaczej, pełniej. Zakochał się, całym sercem…. Paweł myślał cały czas o Oli, widział że już nigdy nie przestanie o niej myśleć, nawet w pracy będzie w jego głowie. Powoli nacisnął klamkę i wyszedł. Wciągnął zimne powietrze przed klatka schodową… czuł zapach kwiatów, spalin, drewna, perfum Oli… Jak to możliwe być szczęśliwym na tym świecie, mimo że się nie wie jak smakuje prawdziwa miłość, teraz ją czuje. Skierował się do parku, kiedy zrobił pierwszy krok nie wiedział , po co, ale za drugim już wiedział, po kwiatki dla Oli, nie musiał o tym myśleć, po prostu to chciał, pragnął to zrobić, bo ją kochał. Nie myślał nad tym po prostu to czuł… czuł się jak nowo narodzony, jak pięknie jest kochać.
Pawła wdziano pod domem Oli, gdzie jej córka krzyczała z radości, bawiąc się z nim w berka. Ola stała w drzwiach i uśmiechała się najpiękniej na świecie, tak jak jeszcze nigdy. Zakochała się i pokochała, była szczęśliwa… bo uwierzyła w to i pozwoliła sercu decydować we wszystkim…I powtarzała to wiele razy jak i Paweł: te kilka chwil nie zamienili by na żadne inne. Bo tego nie można przeżyć i zrozumieć, to trzeba poczuć a to tym jest cenniejsze, że jest ich na zawsze.

czwartek, 6 maja 2010

pierwszy dzień Samanty

Okno, bezbarwne szare, pokryte szybą. Spojrzała przez nie, gdzie pierwsze promyki słońca uraziły jej oczy. Pierwszy dzień wolny w pracy, kurcze jakie to cholernie nudne - pomyślała Samanta i położyła głowę na poduszce. Znowu podniosła głowę i opuściła ją powoli. No tak, przecież nie musi dziś gonić za autobusem. Oczy nie chciały jej się zamknąć. Przecież jest 6 rano, kobieto. Bierz się w garść i albo wstawaj, albo idź jeszcze spać. Nie potrafiła tego, korzystać z czasu wolnego.
Podniosła się i jak ociężały kawałek sadła powlokła się do drugiego pokoju. Spodnie od piżamy i koszulka nie chlujnie zwisające z jej ciała. Co tu robić? Czym się zająć? - myśli atakowały ją jak te głupie liściki w której części filmu o tym chłopcu z blizną na czole. Usiadła na wersalce, wyciągnęła rękę po pilota, ale nie chciało jej się go nawet złapać. Ponownie wytężyła się aby go chwycić i sukces. Włączyła telewizor, przeleciała 10 pierwszych programów, nuda, nuda, nuda - bełkotała pod nosem, kolejne jeszcze gorzej. Zwiesiła głowę i wyłączyła telewizor. Co tu robić? - wrzasnęła. Z góry usłyszała kobiecy głos: zamknij ryk głupia szmato, nie drzyj się bo mi dziecko obudzisz głupia cipo. Samanta patrzyła się przed siebie jak by ją ktoś zdzielił bejsbolem. what tha fuck? - wyszeptała. Nie wiedziała że ktoś nad nią mieszka, a do tego z dzieckiem. No ale uśmiechnęła się do siebie: no, teraz to nie jest nudno, a człowiek już tyle się dowiedział.
Dwie godzin później Samanta była ubrana w lekki dres, i szykowała się do tego czego ani razu nie spróbowała. bieganie... umówiła się ze znajomą, która miała ją wprowadzić w to czynne spędzanie czasu.
Kamila była niższą od Samanty kobietą, która nie wyróżniała się niczym, po prostu była. Samanta podbiegła do niej i zaczęła się rozciągać. Stwierdziła, że tak trzeba bo na każdym filmie tak robią. Kamila od razu stwierdziła:
-- Za dużo filmów się naoglądałaś. Czy widzisz tu kogoś kto się gibie i wygina?
-- No nie. -- odparła Samanta.
-- No to przestań, bo wyglądasz jak debil.
Samanta momentalnie stanęła na dwie nogi, gapiąc się na Kamile, stwierdzając:
--Sram na to bieganie. Debilem nie jestem. Mówiąc to obróciła się na pięcie i zaczęła powoli biec w stronę swojego domu. Po kilku minutach, wpadła na pomysł, że trochę zmieni trasę z linii prostej na mocno okrężną. Jej brązowe włosy rozwiewały się na wietrze, choć mało ją obchodziło kto patrzy, zaczęła się zastanawiać nad tym jak widzą ją inni. Po krótkim dystansie i tak już mało kto patrzył, Samanta siedziała łapiąc oddech na ławce. Kondycja, kondycja, całe dnie w biurze za biurkiem, ciągle tylko myślenie, a tu proszę, nawet bieganie na autobus nie jest tak męczące. Podniosła się i powolnym krokiem zaczęła się przybliżać do kamienicy, w której był jej dom.
W domu nie było lepiej, puste pokoje, puste ściany. Wkurza mnie to - pomyślała. W tym momencie zadzwoniła komórka. Spojrzała na ekranik, gdzie migał napis: Mama.
Kurwa, teraz. Odebrała. Rozmowa była jak zawsze umilona. Ale po jej zakończeniu, wiedziała że mogła inaczej ją poprowadzić, a tak będzie musiała odwiedzić rodziców, a drugim końcu Polski.
Komu przyszło do głowy dawać jej wolne. Całe dwa tygodnie. Przecież jak nie znajdzie zajęcia, przekręci się tutaj. Kurwa!! wrzasnęła. Odpowiedział jej ten sam kobiecy głos: Zamknij paszczę stara ruro, chcesz się drzeć to do burdelu. Tu mieszkają dobrzy ludzie. Pizda. Samanta tym razem miała to gdzieś i odpowiedziała: Spierdalaj!! Odpowiedź była natychmiastowa: I tak trzymaj...
Samanta koniec dnia spędziła na oglądaniu przewidywalnych seriali, filmu który miał z 6 lat na karku i kulał oraz zjedzeniu pizzy. Położyła głowę na poduszce. Zasrany dzień, zasrane życie. Jak inne kobiety wytrzymują ten czas bez facetów, którzy nie jednokrotnie są zgryźliwi, marudzą, chcą tylko seksu, i są jak dzieci. Ale są, przy nich nie można się nudzić, niech mówią sobie kobiety co chcą, bez nich życie nie miało by sensu. Ale Samanta była sama, więc gdzie był jej sens życia...