poniedziałek, 10 maja 2010

miłość jak związek (opowiadanie)

Paweł podszedł do drzwi, lekko dotknął klamki. Wiedział że tu nie wróci, wiedział że to ich decyzja, nie tylko jego. Nie chciał tu być. Szloch Weroniki cichutko przenikał ściany. Słyszał je. Zwiesił głowę i zaczerpnął głęboko powietrza. Był rozbity psychicznie i nerwowo. Jego stan psychiczny był na skraju przepaści, wiedział o tym. kolejna rozmowa z Weroniką, byłą dziewczyną. Obecnie byłą, którą zostawił wczoraj. Był z nią pięć lat i się skończyło. Pięć lat, lat mordęgi i piekła, ale też chwil pięknych, o których chciał zapomnieć. Czy ją kochał? Czy chciał pokochać? Kochał ją jak się poznali, później to umarło. Umarło, bo Weronika zaczęła obnażać swoje ja, zaczęła go ograniczać, wmawiać różne rzeczy, to go wykańczało. Wiedział, że seksem nigdy nie można zajść daleko, że jeśli się kogoś nie kocha, zaczyna się on nudzić. Ciągle te same ruchy, dotyk, pieszczoty, aż do obrzydzenia, nudne, bez czułości, bez magi. Bez chyba najważniejszego: powodowania rozkoszy. Pięć lat czegoś co nie było warte nawet miesiąca. Bez miłości z drugiej strony i swojej był to układ. Pięć dni temu poznał Ole, przypadkiem, na ulicy. Paradoks, uśmiechnął się Paweł, tylko ci co nie kochają mogą się zakochać. Szedł po prostu drogą i potracił Ole, w tedy nie widział jak ma na imię i kim jest. Ale siła uderzenia była tak duża, że upadła. Nic się jej nie stało, ale w ramach rekompensaty zaprosił ją na herbatę. Chciał z kimś pogadać, wyżalić się, to w nim narastało. Nie lubił spędzać czasu w domu, w chwili jak jego, teraz już była, dziewczyna, siedziała przed komputerem. Czół się nie potrzebny, zbędny. Mogła tak siedzieć 4h, a on co miał w tedy robić, włączał swój laptop, ale on siedział na nim tylko 30 min… a co dalej. Wychodził na spacer, myśląc nad sobą i przyszłością. Przy rozmowie z Olą nie krył się że ma kogoś i jak jest między nim, a Wiktorią. Jak wygląda jego życie, jak spędzają czas ze sobą. Jej słowa, wszystko, mówił wszystko. Miał dość… Ola opowiedziała o swoim chłopaku, który uciekł, że ma córkę półtora roku, że jest sama, że ją to dobija patrzeć na pary. Samotność zabija ją od środka. Paweł w tedy spojrzał jej w oczy i zapamiętał to spojrzenie nawet dzisiaj je wspominał. Nigdy tak nie rozmawiał, nigdy nie mówił co myśli, co go boli innej osobie. Nie ufał ludziom, a teraz zaufał. A ona zaufała mu, sama przyznała się, że o tym co mu powiedziała, nikt nie wie. Okazało się, przy drugim spotkaniu, że Ola interesuje się kilkoma rzeczami, o których Paweł nie miał pojęcia, ale zainteresowało go to. Zaczął odkrywać Olę i jej świat. Ola mu zaufała, choć sama przyznawała, bała się, ale zaufała. Paweł wiedział i czuł, że jeśli się komuś zaufa, bardzo nie wie trzeba aby się zaangażować. Ale Paweł wiedział, że przy Oli, choć spotkali się tylko dwa razy, może się otworzyć, Ola go słucha i nie krytykuje, a nawet wspiera i popiera aby spróbował swoich sił, sam dla siebie, może przegra, ale będzie wiedział, że mu się nie udało. Pozwalała mu na bycie sobą, a nie kimś z maską na twarzy. Przy Oli był inny świat. Przy trzecim spotkaniu sam zaczął rozmowę o jego związku, mówił i mówił, a ona go słuchała. Nic nie mówiła, i powiedziała na koniec kiedy skończył: nie znam jej, z jej strony to wygląda całkiem inaczej i na nie korzyść jego. Paweł w tedy się wkurzył, przecież to on jest wykończony. Ola wytłumaczyła mu, że to wzajemna codzienność i wzajemność, oraz działanie jego na działanie pierwszego. Sami wykańczają siebie, sami powodują pewne zachowania. Pawła to podłamało, wypruło z niego całego ja. Pięć lat związku, który go wypalił… jakie to piękne. W tedy się rozpłakał i nie miał sił aby przestać, po prostu płakał. Jego żal, ból go opuszczał. Rozpierała go też energia goryczy, wstydu, przecież nie może tak żyć. To jest piekło, dosłownie piekło. Wiele kumpli mu zazdrościło Weroniki, taka śliczna, taka wspaniała i jak się bawi. Ale co z tego, jak pusta w środku, pusta do granic, do tego dochodził charakter, samotnika, egoisty. Zabijało to w min jego własne ja, które wrzeszczało. Przy Oli czuł się sobą, mógł z nią rozmawiać o wszystkim. Postanowił zerwać z Weroniką, zakończyć to. Wczoraj powiedział jej, że to koniec i odszedł. Dzisiaj rano przyszedł jak była w pracy i zabrał wszystko co jego. Miał własny kąt, ale nie chciał tam wracać, dał tam tylko pudła i tyle. Weronika szalała i krzyczała, o co mu chodzi, przecież ma wszystko, nie jest dobra w łóżku. Chciało mu się smiać na te słowa, bo nie o to chodziło. Po prostu miał dość, był wykończony i nie miało to sensu, żyli koło siebie a nie ze sobą. Weronika nie umiała dzielić się sobą, tylko z nim, dla niego. Nie umiała dzielić się swoim życiem z nim, nie umiała zrozumieć słów: doceń to co masz, bo nic nie posiadasz. On nie jest własnością, wolność w związku to nie pozwalanie na kontakt, ale na cieszenie się sobą, ukochanie tylko ukochanej osoby, dawanie jej siebie CAŁEGO, całego, całego, a nie tylko kawałek, bo część już została oddana komuś innemu, obecnemu. Nie rozumiał tego, wierzył w to, że jeśli ktoś jest szczęśliwy i umie to docenić że ktoś go kocha i on sam kocha, nie potrzebuje znajomości, rodziny, niczego do szczęścia… bo to szczęście to ukochana osoba i życie z nią. Wczoraj podszedł do Oli i powiedział jej o decyzji, odpowiedziała, że to jego decyzja. Może się ułoży, odpowiedział że nie chce już być z Weroniką, choć by nie wie co. W tedy poczuł ciepło przy Oli, takie dziwne ciepło w sercu, które go wypełniło. Zapaliło żar, które nie znał. Powiedział o tym Oli i stało się coś dziwnego, bo Ola nie śmiała się, ale odpowiedziała mu: też to czuje i się uśmiechnęła, najpiękniej na świecie. I dodała: to właśnie jest miłość, nie musisz myśleć aby ją czuć, po prostu wiesz że ona jest w tobie i dla ciebie to koniec życia, a początek czegoś co nigdy się nie kończy. pokochał ją, ale w tedy wszystkie jego zmysły zmieniły nastawienie, chciał być, tęsknił, choć nie widział się z Olą minutę, to dla niego każda sekunda była odczuwalna, dosłownie, czuł jak przesuwa się wskazówka. Czuł jej ruch powolny… Jak ona powoli się przesuwa… czuł wszystko inaczej, pełniej. Zakochał się, całym sercem…. Paweł myślał cały czas o Oli, widział że już nigdy nie przestanie o niej myśleć, nawet w pracy będzie w jego głowie. Powoli nacisnął klamkę i wyszedł. Wciągnął zimne powietrze przed klatka schodową… czuł zapach kwiatów, spalin, drewna, perfum Oli… Jak to możliwe być szczęśliwym na tym świecie, mimo że się nie wie jak smakuje prawdziwa miłość, teraz ją czuje. Skierował się do parku, kiedy zrobił pierwszy krok nie wiedział , po co, ale za drugim już wiedział, po kwiatki dla Oli, nie musiał o tym myśleć, po prostu to chciał, pragnął to zrobić, bo ją kochał. Nie myślał nad tym po prostu to czuł… czuł się jak nowo narodzony, jak pięknie jest kochać.
Pawła wdziano pod domem Oli, gdzie jej córka krzyczała z radości, bawiąc się z nim w berka. Ola stała w drzwiach i uśmiechała się najpiękniej na świecie, tak jak jeszcze nigdy. Zakochała się i pokochała, była szczęśliwa… bo uwierzyła w to i pozwoliła sercu decydować we wszystkim…I powtarzała to wiele razy jak i Paweł: te kilka chwil nie zamienili by na żadne inne. Bo tego nie można przeżyć i zrozumieć, to trzeba poczuć a to tym jest cenniejsze, że jest ich na zawsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz