Wielka katedra, skąpana w jasnym słońcu, górowała nad ogromnym miastem.
Z góry ludzie wyglądali jak mrówki krzątające się w gnieździe. Spoglądała na nich i zastanawiała się, czy wiedzą o problemach trapiących kraj, czy wiedzą ile ją kosztuje utrzymanie wszystkiego w kupie. Obróciła się, a jej błyszcząca, nabijana kryształami i drogimi kamieniami suknia zaszeleściła cierpko. Skierowała swoje kroki w stronę tronu, przy którym stał mały stoliczek.
Usiadła na tronie i klasnęła w dłonie. Momentalnie drzwi sali gdzie odbywały się audiencje się rozwarły i wszedł dostojny młodzieniec. Jego strój wskazywał, że nie jest byle poddanym, a miał na sobie aksamitem i jedwabiem wyszyty mundur, ni to wojskowy, ni to galowy.
-- Witaj o wielka pani Emanu. Jam nowy władca Atiror, Sebastiano. Przy chodzę do ciebie z podarunkiem od siebie i swojego ludu, o wielka Karmelo. - po tych słowach młodziak ukłonił i wpatrywał na władczynię. Po chwili wyprostował się i klasnął dwa razy w dłonie.
Z za drzwi, wyszło czterech osobników, każdy niosący pokaźnej wielkości skrzynie.
-- O to mój podarunek - mówiąc to, ponownie się pokłonił.
Służący położyli skrzynie dwa kroki przed swoim władcą, a nie całą połowę odległości od tronu.
Królowa Emanu wpatrywała się w młodzieńca, po czym pachnęła ręką, aby wyszedł. Młodzieniec zmieszał się, ale wykonał polecenie. Po jego zniknięciu w sali tronowej, drzwi zamknęły się. Karmelita siedziała przez chwilę nasłuchując dźwięków dochodzących z za drzwi, po czym wstała i podeszła do skrzyń.
Każdą z nich otwarła i sprawdziła, co otrzymała w podarunku. A było to: Błyszczący wielki rubin, piękna suknia z atłasu i jedwabiu, wyszywany z rubinów herb jej państwa, oraz zwitek pergaminu. Kiedy królowa rozwinęła go, uśmiechnęła się i odrzuciła pergamin z powrotem do skrzyni.
-- Więc to tak - zaszeptała - Tak chcecie mnie przekupić? - Klasnęła dwa razy i drzwi ponownie się rozwarły, a w nich pojawili się służący. Wskazała im palcami skrzynie i powiedziała: -- Spalcie mi je.
Młodzieniec schodził po schodach prowadzących na piętro gdzie odbywały się audiencje. Zauważył kryjącego się za posągiem jakiegoś wojownika mężczyznę ubranego w blado pomarańczowe szaty. Władca Atiror zwolnił kroku i skierował się w stronę kryjącego się mężczyzny.
Był już krok od niego, kiedy powiedział:
-- Otrzymała podarunki.
Kryjący się mężczyzna podskoczył na głos Sebastiano:
-- Musisz mnie tak straszyć?
-- Widać cię jak na dłoni.
-- Muszę więc zmienić miejsce, bo to już chyba każdy zna. Ale jak tam audiencja? Udała się?
-- Chyba tak, bo odesłała mnie, aby sprawdzić skrzynie.
-- Dobrze, bardzo dobrze. Jesteś przystojny, jesteś władcą, więc może ci ulegnie. Samotna królowa, to zła królowa.
-- Kto tak mówi?
-- Ja.
-- A co złego jest w samotnej królowej?
Po korytarzu potoczył się gromki śmiech.
-- Powiedziałem coś nie tak?
-- Jesteś młody i nie doświadczony Sebastiano. Co złego jest w samotnej królowej? A to, że brak jej mężczyzny w łożu, u swojego boku.
-- Nie rozumiem, Sardonie.
-- Nasza królowa nie sprowadza sobie nikogo do łoża swojego, nie chodzi po łożach innych mężczyzn, nie pozwala się zaczepiać, czy wdawać w romanse. A to jest bardzo źle?
-- Co w tym złego?
-- Sebastiano, Sebastiano, mój młody kolego, a to jest złego w tym, że nie można jej niczego zarzucić, nie można szantażować, ani kontrolować. Ludziom się wydaje, że to władca kimś rządzi, a tak naprawdę jest on marionetką, a sznurki trzyma ten, kto więcej ma informacji, o których nikt nie powinien wiedzieć.
-- Mnie nikt nie kontroluje.
-- A twój ojciec, który ci doradza coraz to nowsze dekrety, to nikt?
-- Ale to jest mój ojciec, który za jakiś czas umrze.
-- Tak umrze, ale cały czas nadal kieruje Atiror, mimo że na łożu śmierci. A ty wprowadzasz kolejne dekrety jak głupi.
Młodzieniec spojrzał na niego oburzony i skierował swoje kroki dalej, przez korytarz prowadzący na dziedziniec.
Królowa Emanu usiadła na stron, szeleszcząc donośnie suknią, po czym klasnęła raz w dłonie. Drzwi ponownie się rozwarły i wszedł przez nie niski człowieczek, w obdartych szatach, które zwisały na nim mizernie, kłaniając się od progu.
-- O pani Emanu, proszę cię o ochronę na rubieży z Nawir...
-- Przecież wysłałam tam już jeden garnizon i jedną swoją armię, czego jeszcze oczekujecie? - zagrzmiała Karmelita.
Człowieczek skłonił się jeszcze niżej i drżącym głosem powiedział:
-- Pani, ale ta armia nic nie robi. Żołnierze piją, zabawiają się z naszymi kobietami, a kiedy następuje atak to chowają się za murami baszty i czekają, aż wojownicy Nawiru sobie pójdą.
Królowa patrzyła na mizerotę, po czym zaklaskała dwa razy. W moment w drzwiach pojawił się służący.
-- Wezwij mi tutaj generała naczelnego, oraz dowódcę ochrony rubieży.
Służący kiwną tylko głową i zniknął za ściną. W oddali było słychać stukot obcasów o posadzkę.
Nie minęło dziesięć minut, jak pojawił się mężczyzna w lśniącej złotej zbroi i niski jegomość w szacie koloru czerwonego, przekładanego czernią, nabijanego diamentami.
-- Pani nas wzywała? - odezwali się jednocześnie.
-- Tak, wzywałam - zrobiła pauzę i kontynuowała - Ten o to wieśniak z rubieży twierdzi, że nasze wojsko pije, gwałci ludność, którą ma ochraniać, a jak przychodzi atak, to chowa się w baszcie. Macie coś do powiedzenia na ten temat?
Generał lekko się obruszył, ale milczał. Niski jegomość, dowódca ochrony rubieży zwiesił głowę.
-- Jeśli za chwilę nie otrzymam informacji, że sytuacja na rubieżach się zmieniła, ktoś inny zastąpi was na waszych stanowiskach, a wy i wasze rodziny, oraz krewni zostaniecie wysłani na rubieże z Zaronem, aby tam doczekać starości, zrozumiano?
Oboje dowódców kiwnęli potakująco głową i odeszli.
-- A ty wracaj do swojego domu. Jeśli nadal żołnierze będą się zachowywać jak się zachowują, wyślij mi wiadomość lub przekaż ją przez kogoś, aby do mnie dotarła. Ci, którzy dopuścili się błędów, zostaną ukarani.
-- Dziękuję o pani, naprawdę dziękuję...
-- Znikaj, nie mam całego dnia - przerwała mu.
Kiedy wieśniak wyszedł a drzwi zamknęły się, królowa ponownie klasnęła w dłonie. Tym razem drzwi się nie otworzyły. Oznaczało to koniec spraw na ten dzień. Karmelita wstała szeleszcząc okropnie wyniosłą suknią i skierowała się w ciemny kąt komnaty, gdzie były ukryte w cieniu drzwi, a za nimi korytarz prowadzący na tył zamku.
Kiedy znalazła się w swojej komnacie spojrzała przez okiennice patrząc na słońce, które jaśniało teraz nad miastem. Klasnęła w dłonie i do komnaty weszła służąca, który od razu podeszła do królowej od tyłu i rozpięła guziki z tyłu sukni. Kiedy już ostatni guzik był odpięty wycofała za drzwi, którymi weszła.
Suknia opadła dokładnie w momencie kiedy drzwi się zamknęły. Karmelita stała prawie naga na środku swojej komnaty. Nabrała powietrza w płuca i podeszła do ogromnego kufra, na którym leżała dużo mniejsza, ale dostojna suknia w kolorze różowym. Spojrzała na nią i się uśmiechnęła.
-- Wreszcie coś normalnego na sobie - zaszeptała i zaczęła ją zakładać. Suknia nie miała zapięcia, więc nie potrzebne było wzywanie służącej na pomoc.
Kiedy królowa usiadła przy małym stoliczku i zaczęła przeglądać dokumenty związane z państwem, delikatnie odgięła się i spojrzała na okno, na którym siedział mały ptaszek.
-- Myślą, że można mnie tak łatwo zdobyć? Za kogo oni mnie mają? - mamrotała pod nosem. -- Ja nie wiem, co temu staremu prykowi chodzi po głowie. Myśli sobie, że jak ma już dorosłego syna, to będzie on mnie w stanie uwieść, bo jemu się nie udało? Nie wiem on jednak o tym, że wojna mu się szykuje ze mną. A wiem, że wojsk mają mało, a jego syn na moich ziemiach jeszcze przebywa. Dobrze, że mężczyźni nie wiedzą jeszcze, że czasami kobieta nie potrzebuje mężczyzny w łóżku, aby odczuwać przyjemność. A ministrowie nie wiedzą, że ja wiem, że oni mi chcą do łoża kogoś wsadzić i spisują przeciw mnie? Lubię się bawić tymi głupimi mężczyznami, bo nigdy oni nie wiedzą, co ich czeka z mojej ręki.
------------------
Pomysł na powyższe opowiadanie przyszedł mi wczoraj (25.11.2013).
Zostało ono napisane, bo ktoś zaproponował mi napisanie krótkiego opowiadanie o królowej.
wtorek, 26 listopada 2013
czwartek, 31 października 2013
uczucia
"Świat uczuć"
Kochać cię, choć tego nie chcesz.
Kochać cię, choć tego nie chcesz.
Nie pamiętać, choć pamiętam każdy dzień.
Przypominać sobie ciebie zawsze
czy to wiatr zawieje
czy zaświeci słońce
albo deszcz zapada.
To co mi pozostało po tobie
świat bez uśmiechu.
Zabroniłaś mi mówić
więc milczę jak zaklęty.
I wiem, że i ty nie zapomniałaś
choć bardzo się starasz i tego chcesz.
Uczuć nie można wymazać od tak
nie można zniszczyć
nie można o nich zapomnieć
bo nie zależą do umysłu.
31.10.2013
poniedziałek, 28 października 2013
"Rozmowa to podstawa" - opowiadanie
Kasia otworzyła drzwi i zobaczyła Maję stojącą w kwiecistej sukience.
-- Cześć Kaśka, kupę lat - powiedziała Maja i wkroczyła bez zaproszenia do mieszkania.
-- Cześć Majka - odpowiedziała Kaśka - Ile to czasu minęło od naszej ostatniej rozmowy?
-- Ponad rok, około roku? Chyba coś koło tego - uśmiechnęła się Majka.
-- Kawa, herbata?
-- Może być herbata. Kawy już nie pijam, wiesz... odchudzam się - ostatnie słowo Majka powiedziała konspiracyjnym szeptem.
-- To coś się stało?
-- Marian się odchudza, więc aby go wesprzeć postanowiłam też trochę zrzucić. Wiesz, jedno drugiego nie kusi i tak dalej, rozumiesz - mówiąc to Maja puściła oko.
-- O.k, rozumiem - odpowiedziała Kaśka.
-- Byłam w pobliżu, to pomyślałam, że wpadnę do tej starej rury i zapytam, co i jak. Więc jestem.
Kiedy jedna kawa i jedna herbata leżały już na stoliku lekko parując, Majka zagadnęła:
-- A jak Paweł, Piotr...?
-- Dominik. - podpowiedziała Kasia - Zerwaliśmy tydzień po tym jak wyjechałaś.
-- Aha, to fajnie, bo uważałam go za idiotę. Wiesz ruchanie, łóżko i te dziwki - zaśmiała się Majka. - A coś po za tym?
Kasia spochmurniała.
-- Ej no, tak źle chyba nie jest?
-- Nie, nie jest źle. Ale mam problem.
-- Wal, co dwie głowy to nie jedna. A jakby co, to jest jeszcze mój Marian.
-- Nie o to chodzi.
-- To o co, gadaj - nalegała Maja.
Po chwili Kasia wstała i podeszła do okna.
-- Kiedy rozstałam się z Dominikiem, poznałam takiego Pawła, ale nam nie wyszło. Później był Wiktor, ale też coś było nie tak... pił. A kilka tygodni temu poznałam Mirka i... sama nie wiem.
-- Ale w czym problem, bo nie rozumiem.
-- Bo widzisz, Mirek się we mnie zakochał i nie powiem, też coś poczułam do niego, ale...
-- Ale...
-- Ale zaczął nalegać i proponować, a ja chciałam mieć czas.
-- I co zrobiłaś?
-- Zerwałam z nim.
-- To super - powiedziała zawiedziona Majka.
-- Nie o to chodzi. Bo zaczęłam znajdywać w skrzynce listy miłosne, albo z wyznaniami. Jakieś kwiatki pod drzwiami, dziwne liściki w drzwiach itd. Na początku to było miłe, ale później stały się napastliwe. Więc zaczęłam je wyrzucać, nie czytając. Pewnego dnia nakryłam na wkładaniu mi do skrzynki listu Wiktora.
-- I...
-- I powiedziałam mu, że sobie nie życzę takich rzeczy. I to się uspokoiło, ale nie do końca. Bo nadal ktoś mi robił te "prezenty". Zaczęłam się bać, że to może jakiś zboczeniec. Jak będę wracać nocą to mnie gdzieś zaciągnie i zrobi mi krzywdę.
-- O.k... Więc wyrzucasz wszystko co ten świr ci wysyła?
-- Tak.
-- To zacznij to zbierać. Nie otwieraj, ale zbieraj. Jak to będzie trwać miesiąc to idź z tym na policję.
-- Nie pomyślałam o tym, dzięki.
-- Ale tak szczerze, to co z tym... jak mu tak, Marek, Mariusz?
-- Mirek - przerwała jej Kaśka.
-- Właśnie, Mirek, to co z nim było nie tak? Tak z ciekawości pytam, bo może on normalny, a tylko ty coś widziwiasz, co?
-- Był normalny, nawet cudowny - uśmiechnęła się nie znacznie Kasia.
-- To co było nie tak? - nalegała Maja. - Pił?
-- Nie, tzn. no, prawie nie pił.
-- Czyli nie alkoholik, tak?
-- Tak.
-- Pali?
-- Nie.
-- Miał żonę, albo dziecko na boku?
-- Nie.
-- Potrafił cię przytulić, pocałować, popieścić?
-- Tak - odpowiedziała Kaśka lekko się czerwieniąc.
-- To nie wiem, może czegoś nie umiał, co?
-- Czasami coś ugotował, czasami zajął się domem, zrobił zakupy.
-- No to nie kumam Kaśka, co z nim było nie tak?
-- On..., no..., on...
-- Co?
-- On..., on lubił jak gra wstępna to biczowanie go.
Zapadła cisza, która została rozdarta gromkim śmiechem.
-- Z czego się śmiejesz - zapytała zażenowana Kasia - To nie jest śmieszne.
Ale Majka śmiała się gromkim śmiechem.
-- Nie mogę, kobieto. To zerwałaś z nim, bo kazał się biczować. Ja pier##le, nie wyrobię.
-- To nie było śmieszne.
-- Jak to nie. - oburzyła się Majka. - Europa wkracza na salony, coraz więcej osób robi to w różny sposób, stosuje różne zabawki, bawi się w łóżku. My ostatnio z Marianem testowaliśmy strap-on. Wiesz co to?
-- Nie.
-- To taka nakładka w kształcie penisa dla kobiety, aby to ona mogła przejąć inicjatywę... wiesz o co mi chodzi?
-- Ale to, gdzie to się wsadza.
-- Jak to gdzie, no w... Przecież ja z facetem jestem, to gdzie mam mu to wsadzić, w ucho?
-- O fuujjj... przecież to obrzydliwe jest.
-- Nie próbowałaś, więc nie gadaj. Mi tam się podobało i dla mnie to było przyjemne. Jakaś odmiana dla obojga. - odpowiedziała Kaśka.
-- Chyba zaraz rzygnę.
-- Tylko nie na mnie - uśmiechnęła się Majka. -- Ale to nie wszystko. Bo nikt o tym nie wie, że Marian to też nie był i nie jest taki idealny jak go malowałam.
-- Co?
-- Pamiętaj Kaśka, każdy facet ma jakąś tajemnicę. Im szybciej się o niej dowiesz, tym lepiej. Bo później łatwiej jest ci ją zaakceptować, pamiętaj o tym.
-- Nie rozumiem - odpowiedziała Kasia.
-- Marian też ma takową, ale chyba mogę ci o niej opowiedzieć.
-- Nie powiem nikomu, jeśli o to chodzi.
-- Wiem o tym. - uśmiechnęła się Maja. -- Marian łazi w rajstopach i lubi czasami sobie połazić w szpilkach.
-- Co?! - to zaskoczyło Kaśkę. Nigdy by nie przypuszczała o takie rzeczy Mariana.
-- Widzisz, to jest coś.
-- I co, on nadal to... robi?
-- Tak.
-- I ty mówisz o tym... z takim spokojem?
-- A co, powiesić się mam, czy zerwać z nim. Ja go kocham i on kocha mnie, wiem o tym, czuję to, dlaczego miała bym odchodzić od niego?
-- Bo on.. no, wiesz... bo on, no.. zakłada... te... rajstopy i te... szpilki.. Boże.
-- No i? - zapytała zdziwiona Majka.
-- No i... to chyba nie jest normalne.
-- A co jest normalne, że księża molestują dzieciaki i parafianie na to pozwalają? Problem? Facet zakłada rajstopy pod spodnie i do tego zakrywa stopy skarpetkami. Nikt nic nie wie, nawet ja nie wiedziałam, aż mi nie powiedział. Nie powiem, byłam z tydzień czy dwa w szoku, ale później pomyślałam sobie, że to może choroba. Chciałam go wysłać go psychologa, czy innego lekarza od świrów, ale on powiedział, że jeśli tak, to idziemy tam razem.
-- Razem, a po co?
-- Abym miała pogląd na to co on robi.
-- I...
-- I poszliśmy. Psycholog wysłał nas do seksuologa i on wszystko nam, a raczej mi wytłumaczył.
-- I...
-- I on jest normalny. To znaczy, jest stu procentowym facetem. Nie interesują go faceci, tylko kobiety. A to, że zakłada te rajstopy i czasami te szpilki, muszę się z tym pogodzić. On po prostu tak już ma.
-- I co zrobiłaś?
-- A co miałaś zrobić, przecież go kochałam, a raczej nadal kocham i on mnie kochał i kocha. Po za tym, to co on robi to nie jest choroba.
-- A co to jest?
-- Marian ma jakiś tam czynnik kobiecy w genach i tyle. Tego się nie leczy, na to nie ma lekarstwa. Jak mu tego zakażę, to jak mi powiedział ten doktorek, Marian i tak to będzie robić, tylko że za moimi plecami. To wolę o tym wiedzieć, akceptować go i kochać, niż żyć oszukiwaną i wmawiać sobie, że on jest chory czy walnięty.
-- Nie rozumiem - nachmurzyła się Kaśka.
-- To proste. Jakieś tam fanaberie nie mogą zniszczyć naszego związku. Dlatego Marian nadal sobie zakłada te rajstopy, a od wielkiej biedy połazi w szpilkach po mieszkaniu i tyle. Przecież się z tym nie afiszuje, bo zawsze ma spodnie na sobie. Nikogo przecież nie straszy tym, co ma na sobie pod spodniami. W łóżku jest normalny, bo nie wciska się w tych rajstopach do łóżka, więc jest o.k. To nie jest jakaś tam schiza związana z podnieceniem, czy erotyką, on po prostu tak ma.
-- Aha.
-- No co. Czy to coś zmienia, że łazi w tych rajtkach i nikt o tym nie wie? To nadal ten sam facet, przecież to ubranie go nie zmienia.
-- Może i nie, ale...
-- Nie ma tutaj żadnego, ale. Są gorsi, jak pedofile, zboczeńcy, dewianci, gwałciciele, obleśne chamy. A on nie jest żadnym z nich. I tak samo może być z twoim facetem.
-- On nie jest moim facetem - wypaliła Kaśka.
-- No nie jest, ale może nim być.
Zapadła nerwowa cisza.
-- Wiesz co Kaśka. Powiedziałam ci o tajemnicy Mariana, aby ci pokazać, że jeśli kogoś kochasz, jesteś wstanie przenieść górę, aby być z tą osobą. Jeśli poczułaś coś do... Marka...
-- Mirka - poprawiła ją Kasia.
-- ...Mirka, to powinnaś się przemóc i zaryzykować. Jak masz wątpliwości to idź tak jak do psychologa i dowiedz się co i jak. Wtedy będziesz mieć jasność.
-- Ale jak mam to zrobić, kiedy on wysyła mi te listy i daje te prezenciki.
-- Ale ty głupia jesteś.
-- Wypraszam sobie -oburzyła się Kasia.
-- Tego właśnie nie rozumiałam w tobie Kaśka. Jak jest problem to albo od niego uciekasz, albo odsuwasz go od siebie. Pamiętasz tego chłopaka w liceum, co się do ciebie zalecał?
-- Pamiętam.
-- I co? Przesiadałaś się, mijałaś go bez słowa, tak jakby on miał zniknąć, bo ty na niego nie patrzysz. Ale on był. Dopiero jak ja mu nagadałam i dawał w ryj, to się odczepił i co powiedział na odchodne.
-- Wystarczyło powiedzieć, a nie bawić się z nim - wybełkotała Kaśka.
-- Może głośniej.
-- Że wystarczyło powiedzieć - powiedziała głośno Kaśka.
-- Właśnie, wystarczyło powiedzieć, a nie robić uniki. Faceci to taka nacja, która jednak coś tam rozumie, kiedy im się powie coś w prost i dosadnie. I co było później na studiach, z tym takim kędzierzawym?
-- Którym? - wymamrotała Kasia.
-- Z tym, co też się do ciebie podwalał.
-- Na trzecim roku wywrzeszczałam mu, że ma się od mnie odczepić bo pójdę na policję, że mnie molestuje.
-- I...
-- I kopnęłam go w krocze.
-- I co później ci on powiedział?
-- Że mogłam mu powiedzieć wcześniej, bo on stracił trzy lata na próbę zdobycia mnie.
-- Widzisz. Zawsze uciekasz od problemu, zamiast się z nim zmierzyć. Są sytuacje, że jesteś odważna, ale jeśli chodzi o facetów to reagujesz jak przestraszony zmoknięty kot, aby tylko ktoś mnie nie zobaczył i się schować.
-- Taka już jestem, niestety.
-- Przestań pieprzyć - uśmiechnęła się Majka.
-- A co mam zrobić z Mirkiem.
-- Pogadaj z nim twarzą w twarz np. w kawiarni, gdzie ja z Marianem będziemy dwa stoliki dalej. Jak coś będzie nie tak, to Marian da mu w ryja i tyle.
-- Ale kiedy?
-- A pasuje ci jutro?
-- Jutro?
-- A co, wychodzisz gdzieś, czy masz randkę?
-- Nie - powiedziała Kasia zrezygnowanym głosem.
-- Więc kontaktuj się z tym kochasiem i umawiaj się na jutro. Na co czekasz? Albo ci się facet podoba i chcesz mimo wszystko dać mu szansę, albo daj mu jasno do zrozumienia, że nie życzysz sobie tych wszystkich bzdur i niech z nimi wypie##la.
Kasia umówiła się w pobliskiej kawiarni z Mirkiem. Spodziewała się, że Mirek będzie zły, albo za bardzo miły dla niej. Ale był normalny, jak zawsze. Rozmowa za bardzo się nie kleiła, bo Kasi cały czas chodziły po głowie słowa Majki. Wtedy do stolika podeszła Majka i przysiadła się perfidnie. Od razu też przeszła do ataku i zaczęła zadawać mało wygodne pytania Mirkowi. Kaśka była zła na Majkę, że się wtrąca, ale po chwili okazało się, że Mirek odpowiada jej na każde pytanie. Dzięki temu Kasia dowiedziała się wielu rzeczy, np. że Mirek się w niej zakochał, że zależy mu na Kasi, że chciał zwrócić na siebie w ten sposób uwagę. Przy okazji dowiedziała się, że jak chce to mogą oboje pójść do psychologa czy innego doktora.
Po dość intensywnym ataku Majki pytaniami, atmosfera się rozluźniła, bo Kaśka wiedziała wreszcie na czym stoi. Także Mirek dowiedział się kilku rzeczy o Kaśce, co go w żaden sposób nie przeraziło,a nawet chyba ucieszyło.
Kaśka ostatecznie zaakceptowała łóżkowe ekscesy Mirka, który obiecał jej, że nie będą one pojawić się zbyt często.
Bo czy taka rzecz może być przeszkodą w miłości - pomyślała Kaśka w ślubnym welonie - Może są kobiety, które myślą, że ich faceci są idealni. Ale nie ma na świecie takie faceta, każdy człowiek ma wady i zalety. Ale podstawą do rozwiązania problemów jest rozmowa. Czasami nie jest ona prosta, ale to jedyna opcja aby być szczęśliwym lub pozbyć się balast z pleców.
Autor: Mariusz, autor bloga. Data: 28.10.2013.
Opowiadanie wpadło mi do głowy dzisiaj rano. Mam nadzieję, że nikogo ono nie zgorszy :)
Oczywiście zbieżność imion i sytuacji przypadkowa.
-- Cześć Kaśka, kupę lat - powiedziała Maja i wkroczyła bez zaproszenia do mieszkania.
-- Cześć Majka - odpowiedziała Kaśka - Ile to czasu minęło od naszej ostatniej rozmowy?
-- Ponad rok, około roku? Chyba coś koło tego - uśmiechnęła się Majka.
-- Kawa, herbata?
-- Może być herbata. Kawy już nie pijam, wiesz... odchudzam się - ostatnie słowo Majka powiedziała konspiracyjnym szeptem.
-- To coś się stało?
-- Marian się odchudza, więc aby go wesprzeć postanowiłam też trochę zrzucić. Wiesz, jedno drugiego nie kusi i tak dalej, rozumiesz - mówiąc to Maja puściła oko.
-- O.k, rozumiem - odpowiedziała Kaśka.
-- Byłam w pobliżu, to pomyślałam, że wpadnę do tej starej rury i zapytam, co i jak. Więc jestem.
Kiedy jedna kawa i jedna herbata leżały już na stoliku lekko parując, Majka zagadnęła:
-- A jak Paweł, Piotr...?
-- Dominik. - podpowiedziała Kasia - Zerwaliśmy tydzień po tym jak wyjechałaś.
-- Aha, to fajnie, bo uważałam go za idiotę. Wiesz ruchanie, łóżko i te dziwki - zaśmiała się Majka. - A coś po za tym?
Kasia spochmurniała.
-- Ej no, tak źle chyba nie jest?
-- Nie, nie jest źle. Ale mam problem.
-- Wal, co dwie głowy to nie jedna. A jakby co, to jest jeszcze mój Marian.
-- Nie o to chodzi.
-- To o co, gadaj - nalegała Maja.
Po chwili Kasia wstała i podeszła do okna.
-- Kiedy rozstałam się z Dominikiem, poznałam takiego Pawła, ale nam nie wyszło. Później był Wiktor, ale też coś było nie tak... pił. A kilka tygodni temu poznałam Mirka i... sama nie wiem.
-- Ale w czym problem, bo nie rozumiem.
-- Bo widzisz, Mirek się we mnie zakochał i nie powiem, też coś poczułam do niego, ale...
-- Ale...
-- Ale zaczął nalegać i proponować, a ja chciałam mieć czas.
-- I co zrobiłaś?
-- Zerwałam z nim.
-- To super - powiedziała zawiedziona Majka.
-- Nie o to chodzi. Bo zaczęłam znajdywać w skrzynce listy miłosne, albo z wyznaniami. Jakieś kwiatki pod drzwiami, dziwne liściki w drzwiach itd. Na początku to było miłe, ale później stały się napastliwe. Więc zaczęłam je wyrzucać, nie czytając. Pewnego dnia nakryłam na wkładaniu mi do skrzynki listu Wiktora.
-- I...
-- I powiedziałam mu, że sobie nie życzę takich rzeczy. I to się uspokoiło, ale nie do końca. Bo nadal ktoś mi robił te "prezenty". Zaczęłam się bać, że to może jakiś zboczeniec. Jak będę wracać nocą to mnie gdzieś zaciągnie i zrobi mi krzywdę.
-- O.k... Więc wyrzucasz wszystko co ten świr ci wysyła?
-- Tak.
-- To zacznij to zbierać. Nie otwieraj, ale zbieraj. Jak to będzie trwać miesiąc to idź z tym na policję.
-- Nie pomyślałam o tym, dzięki.
-- Ale tak szczerze, to co z tym... jak mu tak, Marek, Mariusz?
-- Mirek - przerwała jej Kaśka.
-- Właśnie, Mirek, to co z nim było nie tak? Tak z ciekawości pytam, bo może on normalny, a tylko ty coś widziwiasz, co?
-- Był normalny, nawet cudowny - uśmiechnęła się nie znacznie Kasia.
-- To co było nie tak? - nalegała Maja. - Pił?
-- Nie, tzn. no, prawie nie pił.
-- Czyli nie alkoholik, tak?
-- Tak.
-- Pali?
-- Nie.
-- Miał żonę, albo dziecko na boku?
-- Nie.
-- Potrafił cię przytulić, pocałować, popieścić?
-- Tak - odpowiedziała Kaśka lekko się czerwieniąc.
-- To nie wiem, może czegoś nie umiał, co?
-- Czasami coś ugotował, czasami zajął się domem, zrobił zakupy.
-- No to nie kumam Kaśka, co z nim było nie tak?
-- On..., no..., on...
-- Co?
-- On..., on lubił jak gra wstępna to biczowanie go.
Zapadła cisza, która została rozdarta gromkim śmiechem.
-- Z czego się śmiejesz - zapytała zażenowana Kasia - To nie jest śmieszne.
Ale Majka śmiała się gromkim śmiechem.
-- Nie mogę, kobieto. To zerwałaś z nim, bo kazał się biczować. Ja pier##le, nie wyrobię.
-- To nie było śmieszne.
-- Jak to nie. - oburzyła się Majka. - Europa wkracza na salony, coraz więcej osób robi to w różny sposób, stosuje różne zabawki, bawi się w łóżku. My ostatnio z Marianem testowaliśmy strap-on. Wiesz co to?
-- Nie.
-- To taka nakładka w kształcie penisa dla kobiety, aby to ona mogła przejąć inicjatywę... wiesz o co mi chodzi?
-- Ale to, gdzie to się wsadza.
-- Jak to gdzie, no w... Przecież ja z facetem jestem, to gdzie mam mu to wsadzić, w ucho?
-- O fuujjj... przecież to obrzydliwe jest.
-- Nie próbowałaś, więc nie gadaj. Mi tam się podobało i dla mnie to było przyjemne. Jakaś odmiana dla obojga. - odpowiedziała Kaśka.
-- Chyba zaraz rzygnę.
-- Tylko nie na mnie - uśmiechnęła się Majka. -- Ale to nie wszystko. Bo nikt o tym nie wie, że Marian to też nie był i nie jest taki idealny jak go malowałam.
-- Co?
-- Pamiętaj Kaśka, każdy facet ma jakąś tajemnicę. Im szybciej się o niej dowiesz, tym lepiej. Bo później łatwiej jest ci ją zaakceptować, pamiętaj o tym.
-- Nie rozumiem - odpowiedziała Kasia.
-- Marian też ma takową, ale chyba mogę ci o niej opowiedzieć.
-- Nie powiem nikomu, jeśli o to chodzi.
-- Wiem o tym. - uśmiechnęła się Maja. -- Marian łazi w rajstopach i lubi czasami sobie połazić w szpilkach.
-- Co?! - to zaskoczyło Kaśkę. Nigdy by nie przypuszczała o takie rzeczy Mariana.
-- Widzisz, to jest coś.
-- I co, on nadal to... robi?
-- Tak.
-- I ty mówisz o tym... z takim spokojem?
-- A co, powiesić się mam, czy zerwać z nim. Ja go kocham i on kocha mnie, wiem o tym, czuję to, dlaczego miała bym odchodzić od niego?
-- Bo on.. no, wiesz... bo on, no.. zakłada... te... rajstopy i te... szpilki.. Boże.
-- No i? - zapytała zdziwiona Majka.
-- No i... to chyba nie jest normalne.
-- A co jest normalne, że księża molestują dzieciaki i parafianie na to pozwalają? Problem? Facet zakłada rajstopy pod spodnie i do tego zakrywa stopy skarpetkami. Nikt nic nie wie, nawet ja nie wiedziałam, aż mi nie powiedział. Nie powiem, byłam z tydzień czy dwa w szoku, ale później pomyślałam sobie, że to może choroba. Chciałam go wysłać go psychologa, czy innego lekarza od świrów, ale on powiedział, że jeśli tak, to idziemy tam razem.
-- Razem, a po co?
-- Abym miała pogląd na to co on robi.
-- I...
-- I poszliśmy. Psycholog wysłał nas do seksuologa i on wszystko nam, a raczej mi wytłumaczył.
-- I...
-- I on jest normalny. To znaczy, jest stu procentowym facetem. Nie interesują go faceci, tylko kobiety. A to, że zakłada te rajstopy i czasami te szpilki, muszę się z tym pogodzić. On po prostu tak już ma.
-- I co zrobiłaś?
-- A co miałaś zrobić, przecież go kochałam, a raczej nadal kocham i on mnie kochał i kocha. Po za tym, to co on robi to nie jest choroba.
-- A co to jest?
-- Marian ma jakiś tam czynnik kobiecy w genach i tyle. Tego się nie leczy, na to nie ma lekarstwa. Jak mu tego zakażę, to jak mi powiedział ten doktorek, Marian i tak to będzie robić, tylko że za moimi plecami. To wolę o tym wiedzieć, akceptować go i kochać, niż żyć oszukiwaną i wmawiać sobie, że on jest chory czy walnięty.
-- Nie rozumiem - nachmurzyła się Kaśka.
-- To proste. Jakieś tam fanaberie nie mogą zniszczyć naszego związku. Dlatego Marian nadal sobie zakłada te rajstopy, a od wielkiej biedy połazi w szpilkach po mieszkaniu i tyle. Przecież się z tym nie afiszuje, bo zawsze ma spodnie na sobie. Nikogo przecież nie straszy tym, co ma na sobie pod spodniami. W łóżku jest normalny, bo nie wciska się w tych rajstopach do łóżka, więc jest o.k. To nie jest jakaś tam schiza związana z podnieceniem, czy erotyką, on po prostu tak ma.
-- Aha.
-- No co. Czy to coś zmienia, że łazi w tych rajtkach i nikt o tym nie wie? To nadal ten sam facet, przecież to ubranie go nie zmienia.
-- Może i nie, ale...
-- Nie ma tutaj żadnego, ale. Są gorsi, jak pedofile, zboczeńcy, dewianci, gwałciciele, obleśne chamy. A on nie jest żadnym z nich. I tak samo może być z twoim facetem.
-- On nie jest moim facetem - wypaliła Kaśka.
-- No nie jest, ale może nim być.
Zapadła nerwowa cisza.
-- Wiesz co Kaśka. Powiedziałam ci o tajemnicy Mariana, aby ci pokazać, że jeśli kogoś kochasz, jesteś wstanie przenieść górę, aby być z tą osobą. Jeśli poczułaś coś do... Marka...
-- Mirka - poprawiła ją Kasia.
-- ...Mirka, to powinnaś się przemóc i zaryzykować. Jak masz wątpliwości to idź tak jak do psychologa i dowiedz się co i jak. Wtedy będziesz mieć jasność.
-- Ale jak mam to zrobić, kiedy on wysyła mi te listy i daje te prezenciki.
-- Ale ty głupia jesteś.
-- Wypraszam sobie -oburzyła się Kasia.
-- Tego właśnie nie rozumiałam w tobie Kaśka. Jak jest problem to albo od niego uciekasz, albo odsuwasz go od siebie. Pamiętasz tego chłopaka w liceum, co się do ciebie zalecał?
-- Pamiętam.
-- I co? Przesiadałaś się, mijałaś go bez słowa, tak jakby on miał zniknąć, bo ty na niego nie patrzysz. Ale on był. Dopiero jak ja mu nagadałam i dawał w ryj, to się odczepił i co powiedział na odchodne.
-- Wystarczyło powiedzieć, a nie bawić się z nim - wybełkotała Kaśka.
-- Może głośniej.
-- Że wystarczyło powiedzieć - powiedziała głośno Kaśka.
-- Właśnie, wystarczyło powiedzieć, a nie robić uniki. Faceci to taka nacja, która jednak coś tam rozumie, kiedy im się powie coś w prost i dosadnie. I co było później na studiach, z tym takim kędzierzawym?
-- Którym? - wymamrotała Kasia.
-- Z tym, co też się do ciebie podwalał.
-- Na trzecim roku wywrzeszczałam mu, że ma się od mnie odczepić bo pójdę na policję, że mnie molestuje.
-- I...
-- I kopnęłam go w krocze.
-- I co później ci on powiedział?
-- Że mogłam mu powiedzieć wcześniej, bo on stracił trzy lata na próbę zdobycia mnie.
-- Widzisz. Zawsze uciekasz od problemu, zamiast się z nim zmierzyć. Są sytuacje, że jesteś odważna, ale jeśli chodzi o facetów to reagujesz jak przestraszony zmoknięty kot, aby tylko ktoś mnie nie zobaczył i się schować.
-- Taka już jestem, niestety.
-- Przestań pieprzyć - uśmiechnęła się Majka.
-- A co mam zrobić z Mirkiem.
-- Pogadaj z nim twarzą w twarz np. w kawiarni, gdzie ja z Marianem będziemy dwa stoliki dalej. Jak coś będzie nie tak, to Marian da mu w ryja i tyle.
-- Ale kiedy?
-- A pasuje ci jutro?
-- Jutro?
-- A co, wychodzisz gdzieś, czy masz randkę?
-- Nie - powiedziała Kasia zrezygnowanym głosem.
-- Więc kontaktuj się z tym kochasiem i umawiaj się na jutro. Na co czekasz? Albo ci się facet podoba i chcesz mimo wszystko dać mu szansę, albo daj mu jasno do zrozumienia, że nie życzysz sobie tych wszystkich bzdur i niech z nimi wypie##la.
Kasia umówiła się w pobliskiej kawiarni z Mirkiem. Spodziewała się, że Mirek będzie zły, albo za bardzo miły dla niej. Ale był normalny, jak zawsze. Rozmowa za bardzo się nie kleiła, bo Kasi cały czas chodziły po głowie słowa Majki. Wtedy do stolika podeszła Majka i przysiadła się perfidnie. Od razu też przeszła do ataku i zaczęła zadawać mało wygodne pytania Mirkowi. Kaśka była zła na Majkę, że się wtrąca, ale po chwili okazało się, że Mirek odpowiada jej na każde pytanie. Dzięki temu Kasia dowiedziała się wielu rzeczy, np. że Mirek się w niej zakochał, że zależy mu na Kasi, że chciał zwrócić na siebie w ten sposób uwagę. Przy okazji dowiedziała się, że jak chce to mogą oboje pójść do psychologa czy innego doktora.
Po dość intensywnym ataku Majki pytaniami, atmosfera się rozluźniła, bo Kaśka wiedziała wreszcie na czym stoi. Także Mirek dowiedział się kilku rzeczy o Kaśce, co go w żaden sposób nie przeraziło,a nawet chyba ucieszyło.
Kaśka ostatecznie zaakceptowała łóżkowe ekscesy Mirka, który obiecał jej, że nie będą one pojawić się zbyt często.
Bo czy taka rzecz może być przeszkodą w miłości - pomyślała Kaśka w ślubnym welonie - Może są kobiety, które myślą, że ich faceci są idealni. Ale nie ma na świecie takie faceta, każdy człowiek ma wady i zalety. Ale podstawą do rozwiązania problemów jest rozmowa. Czasami nie jest ona prosta, ale to jedyna opcja aby być szczęśliwym lub pozbyć się balast z pleców.
Autor: Mariusz, autor bloga. Data: 28.10.2013.
Opowiadanie wpadło mi do głowy dzisiaj rano. Mam nadzieję, że nikogo ono nie zgorszy :)
Oczywiście zbieżność imion i sytuacji przypadkowa.
piątek, 30 sierpnia 2013
30.08.2013
Poczuć twoje palce na swoim ciele
Niech ich ciepło mnie oplata
Tak bardzo chcę się w tobie zatracić
Bez pamięci, bez myślenia
Chciałbym zapomnienia w twoich ramionach
Szkoda, że to tylko marzenia.
Niech ich ciepło mnie oplata
Tak bardzo chcę się w tobie zatracić
Bez pamięci, bez myślenia
Chciałbym zapomnienia w twoich ramionach
Szkoda, że to tylko marzenia.
czwartek, 29 sierpnia 2013
21.08.2013
"Teraz" 21.08.2013
Stoimy nad przepaścią swojego życia
Oddani tylko jednemu
Czy czujesz te emocje kochanie?
Nigdy nie patrzyłem w przepaść swojej świadomości
Pocałuj mnie
Moja świadomość umierania
Pocaluj mnie, bo umrę
Czy to ma sens, być i istnieć jednocześnie
Wszystko przepada z każdą sekundą
Bezpowrotnie
Nie można tego cofnąć
Przeaść czeka na nas
Kocham cię
Wiem, że nic nie czujesz
Przepraszam
Stopy lekko wysunięte nad nicością
Czerń wspomnień niszczy mnie
Zapach poprzednich dni, czyjesz je?
Smutkiem wszystko oblane
Poniewierana dusza, niech uciszy swój wrzask
Teraz.
Stoimy nad przepaścią swojego życia
Oddani tylko jednemu
Czy czujesz te emocje kochanie?
Nigdy nie patrzyłem w przepaść swojej świadomości
Pocałuj mnie
Moja świadomość umierania
Pocaluj mnie, bo umrę
Czy to ma sens, być i istnieć jednocześnie
Wszystko przepada z każdą sekundą
Bezpowrotnie
Nie można tego cofnąć
Przeaść czeka na nas
Kocham cię
Wiem, że nic nie czujesz
Przepraszam
Stopy lekko wysunięte nad nicością
Czerń wspomnień niszczy mnie
Zapach poprzednich dni, czyjesz je?
Smutkiem wszystko oblane
Poniewierana dusza, niech uciszy swój wrzask
Teraz.
poniedziałek, 17 czerwca 2013
nie wiem - poezja
"Życie przed nami"
Sponiewierany życiem stoję nad przepaścią
Skoczyć mi jednak nie jest dane
Na dole masę ciał
Martwych
Zapomnianych
Nie chcę tak skończyć
Marzenia mi na to nie pozwalają
Chcesz abym umarł z tobą
Ale ja też czegoś chcę
Ty ważniejsze niż ja?
Twoje marzenia nad moimi marzeniami
Dlaczego twoje ciało gnije?
Gdzie twoje uczucia?
Myślisz, że świat kręci się wokół ciebie?
Dlaczego się nie zabijesz?
Co daje ci siłę, aby żyć?
Mam marzenia, własne marzenia
Spoglądam na swoje życie bez umysłu na ramieniu
Co ma być to będzie
Chcę ciszyć się przyjemnościami, a nie smutkami
Nigdy tego nie zrozumiesz
Bo nie żyjesz
Nie chcesz żyć.
"Chwila"
Lekkość twoich kroków, kiedy się przechadzasz
Twoje spojrzenie, które mnie inspiruje
Włosy lekko rozwiane, wyglądasz jak anioł
Choć to co nas otacza to nie niebo
Uśmiechasz się łagodnie do mnie
Jestem szczęśliwy
Mam pewną myśl, pewne marzenie
Mąż i żona, na zawsze
Boję to powiedzieć, nie chce czegoś zniszczyć.
--------------------
Powyższe wiersze zostały napisane 17.06.2013, autor: twórca bloga - mariusz.d
Sponiewierany życiem stoję nad przepaścią
Skoczyć mi jednak nie jest dane
Na dole masę ciał
Martwych
Zapomnianych
Nie chcę tak skończyć
Marzenia mi na to nie pozwalają
Chcesz abym umarł z tobą
Ale ja też czegoś chcę
Ty ważniejsze niż ja?
Twoje marzenia nad moimi marzeniami
Dlaczego twoje ciało gnije?
Gdzie twoje uczucia?
Myślisz, że świat kręci się wokół ciebie?
Dlaczego się nie zabijesz?
Co daje ci siłę, aby żyć?
Mam marzenia, własne marzenia
Spoglądam na swoje życie bez umysłu na ramieniu
Co ma być to będzie
Chcę ciszyć się przyjemnościami, a nie smutkami
Nigdy tego nie zrozumiesz
Bo nie żyjesz
Nie chcesz żyć.
"Chwila"
Lekkość twoich kroków, kiedy się przechadzasz
Twoje spojrzenie, które mnie inspiruje
Włosy lekko rozwiane, wyglądasz jak anioł
Choć to co nas otacza to nie niebo
Uśmiechasz się łagodnie do mnie
Jestem szczęśliwy
Mam pewną myśl, pewne marzenie
Mąż i żona, na zawsze
Boję to powiedzieć, nie chce czegoś zniszczyć.
--------------------
Powyższe wiersze zostały napisane 17.06.2013, autor: twórca bloga - mariusz.d
Samotne życie - opowiadanie
Kiedy byłam mała chciałam być dorosła, bo myślałam, że duże takie jak ja mają lepiej. Na pewno nikt ich nie ciągnie za warkocz. Chłopcy jakich znałam byli strasznie dziecinni.
Kiedy miałam 17 lat, na imprezie jeden chłopak zaciągnął mnie do jakiegoś pokoju i zaczął mnie obmacywać. Byłam trochę pijana, ale udało mi się uciec z tego pokoju.
Następnego dnia, kiedy go mijałam, nawet mnie nie zauważył. Jego matka krzyczała na niego, a on stał i patrzył się w swój telefon.
Po maturze zrobiliśmy sobie imprezę klasową w domu jednej
Poszłam na studia, które mnie kompletnie nie interesowały. Ważne, że po tym można dostać pracę, jakąkolwiek. To własnie na pierwszym roku poznałam takiego jednego chłopaka. To także wtedy poznałam, co to seks, orgazm, gra wstępna, pieszczoty, namiętność i zazdrość.
Czy go kochałam?
Kiedy kończyłam studia byłam sama. Po tych latach studiowania czegoś co mnie kompletnie nie interesowało, nie mogłam znaleźć pracy, bo koniunktura się zmieniła. Nie dziwne, przecież w ciągu kilku lat wszystko potrafi się zmienić. Przecież druga wojna światowa ile trwała, a ile się w tym czasie na świecie zmieniało. Japonia, Francja, Kuba, Stalin, to się tylko tak wydaje, że na świecie nic się nie działo lub nie dzieje. Każdego dnia coś tam na świecie wybucha, ktoś kogoś zabija, czy dochodzi do tragedii. Nie wiemy o tym, bo żadna telewizja nam tego nie pokazuje. A może inne telewizje to pokazują, tylko w Polsce jest tak, że ludziom nie mówi się o wszystkim. Bo po co?
Wyjechałam za granice do pracy. Nie była to legalna praca z jakiegoś biura, ale praca na gębę. Nie było łatwo. Nie znałam języka, obyczajów, nie wiedziałam jak się mam w pewnych sytuacjach zachować.
Po studiach pracowałam to tu to tam, aby tylko coś zarobić. Ale ile to człowiek może zarobić w Polsce. Ledwo mi na cokolwiek starczało. Przy wielu wyrzeczeniach udało mi się odłożyć dość, aby własnie
Za granicą było mimo wszystko lepiej. Więcej obowiązków i stresów, ale też więcej pieniędzy.
Faceci za granicą wobec polek są "otwarci na propozycje". Wydaje się im, że Polka to inaczej prostytutka, która czeka aby jej tylko zapłacić.
Polacy nie są lepsi.
To mi uświadomiło, że dla wielu facetów kobieta to gumowa lalka, obiekt do ruchania.
Jakby było inaczej, to by faceci za granicą, nie ważne jakiej narodowości, nie proponowali seksu w zamian za kasę, czy prezenty. Oni wiedzą, że kobieta jest z dala od rodziny, może nawet męża, więc można z nią robić co się chce, bo i tak nikt się o tym nie dowie. Chyba że ona sama o tym komuś powie, tylko komu.
Pracowałam za granicą kilka lat w systemie 3 miesięcznym, czyli 3 miesiące w pracy, 2 tygodnie do czasami miesiąca lub dwóch w kraju. Udało mi się
W między czasie w Polsce poznawałam facetów, którzy obiecywali mi wierność i miłość. Kiedy wracałam do Polski po 3 miesiącach okazywało się, że oni znaleźli sobie kogoś na moje miejsce.
Nauczyłam się żyć
Całe może życie podporządkowałam samej sobie.
Wtedy poznałam jego. Pierwszy raz, od bardzo, bardzo dawna poczułam, że mogę być szczęśliwa.
Trwało to 3 lata, gdzie zaręczyliśmy się.
Koniec był bolesny.
Nie wiele pamiętam teraz z tego związku, bo nie chce go pamiętać. Przypominają mi się tylko kłótnie, sprzeczki, dogryzanie, problemy i nic więcej. Nie potrafię sobie przypomnieć tych dobrych chwil, bo ich
nie chciałam ich mieć.
Dobre chwile ciągle by mi się przypominały, dręczyły, powodowały tęsknotę za nim, a tak
nie było ich, nie chciałam ich, to i nie mam czego pamiętać teraz. Teraz kiedy mija 4 rok kiedy się rozstaliśmy jest mi łatwiej nie pamiętać i żyć.
Teraz udzielam się wokół domu rodziców i w rodzinie.
Mam dla kogo żyć.
I nie pozwalam, aby otaczała mnie samotność. Mogę być sama, bo jestem sama, ale nie samotność.
Przecież nauczyłam się żyć sama. Nie potrafiła bym żyć z kimś, bo do czego jest mi potrzeba ta inna, droga osoba?
Ja nie oczekuję przecież czułości, miłości - phi, co to jest miłość?, słodkich słówek, komplementów, prezentów. Chciała bym się czuć bezpieczna. Chciała bym wiedzieć, że na wszystko mnie stać, że to co chcę mogę sobie kupić. Nie chcę martwić się o jutro, co do garnka włożyć, chce mieć za co kupić
coś.
Czy jest ten facet czy nie, dla mnie życie się nie zmienia, to tylko kula u nogi. Zawsze czegoś chce, oczekuje. A jak mu tego nie dam, to zaczynają się problemy. Na co komu to, na co mi to?
Jednak wszystko się zmieniło gdy poznałam kolejnego faceta. Było mi obojętne co będzie, ważne dla mnie było to, że może zapewnić mi byt. Wzięliśmy ślub i wiedziałam, że moje życie się nie zmieni. Wielokrotnie słyszał przecież, że jak mu się nie podoba to tam są drzwi, jak jeszcze byliśmy przed ślubem. Teraz było mi obojętne to, co on czuje i czego chce.
Seks był dla mnie jak oglądanie telewizji. Dobrze, że on nawet się nie starał być romantyczny, czy czuły. robił co miał zrobić i szedł spać.
Głupek liczył na to, że dam mu dziecko. Miałam wtedy ponad czterdziechę, co ja głupia aby pakować się w pieluchy, wychowywanie dziecka, bieganie za nim przez cały dzień.
Kiedy miałam 47 urodziny oznajmił mi, że zostanie ojcem. Fajnie, nawet się ucieszyłam.
Żadne z nas nie wystąpiło o rozwód. Ja przejęłam dwa pokoje, a on resztę. Nie przejmowałam się tym, że w nocy słychać przez ścianę jak rucha kolejną głupią. Ja miałam to co chciałam.
Poznałam wtedy faceta, który dał mi to, czego "mój mąż" nie potrafił mi dać.
To była znajomość tylko dla seksu. Do niczego innego facet nie był mi potrzebny.
Teraz leżę na łóżku w szpitalu.
Mam masę czasu na myślenie, bo nic innego mi nie pozostało.
Nikt mnie nie odwiedza.
nikt
Mam naprawdę dużo czasu, aby zastanowić się nad swoim życiem.
Wiem, że moje życie nie było
Po prostu chciał być szczęśliwa i dążyłam do tego.
Ten szpital uświadomił mi też, że czasu cofnąć się nie da. Decyzje podjęte pozostają zaklepane, zatwierdzone i nie można tego zmienić. Chyba, że sami tego chcemy.
Teraz kiedy patrzę na swoje życie, wiem że wiele w nim bym zmieniła. Teraz
Ale nie mogę, nie mam jak, nie widzę sposobu.
Nie mam poczucia dumy, że moje życie było takie a nie inne.
Popełniłam w nim masę błędów, naprawdę masę.
Wtedy wydawało mi się, że robię dobrze. Teraz wiem, że zabijałam własną siebie.
-----------------------------------------------------
Zbieżność wydarzeń przypadkowa.
poniedziałek, 22 kwietnia 2013
Miłość za 1 gr. - opowiadanie (szkic)
Nie będzie to opowiadanie, a raczej szkic, struktura, pomysł na opowiadanie.
Dlaczego nie chcę pisać opowiadania?
Bo jakoś nie mam na to energii.
W opowiadaniu biorą udział:
Agata - samotna kobieta około 36 lat, która ma za sobą 3 związki. Ostatni związek to dziecko, dziewczynka. Jej partner, ojciec dziecka, uciekł od odpowiedzialności bycia ojcem. Przy dziecku pomagała jej prawie cała rodzina, pomagała jak mogła. Zarabia pracując w bibliotece i dając korepetycje. Lekko przygnębiona, twierdząca, że twardo stąpa po ziemi. Gdzieś w podświadomości odczuwająca żal do świata i siebie, że jest sama i ze wszystkim musi sobie radzić sama.
Mariusz - singiel. 29 lat, bez pracy, na utrzymaniu rodziców, bez perspektyw. Po 3 związkach, gdzie dwie pierwsze jego partnerki oczekiwały od niego, że on będzie im wszystko kupował, zaś ostatnia że będzie ją utrzymywał. Ostatni związek pokazał mu, jak nie chce aby wyglądał jego nowy związek, który ma bazować na miłości wzajemnej, a nie ciągłych rozmowach o pieniądzach i ograniczaniu siebie na wzajem. Bez chęci na rozpoczęcie nowego związku, patrzący wstecz na to co było, aby nie odczuwać tak dotkliwie samotności wokół siebie.
1. Poznanie.
Mariusz podchodzi do kasy w dużym supermarkecie i zaczyna kasować produkty przy kasie samoobsługowej. W pewnym momencie zauważa, że brakuje mu 1 gr., aby móc zapłacić za wszystko. Podchodzi do osoby z obsługi, czy mogła by mu pożyć, podarować 1 gr. Ale pani z obsługi mu odmawia.
Mariusz zauważa wtedy kobietę (Agatę - choć on nie wie jak ona ma na imię), która kasuje produkty przy drugiej kasie samoobsługowej obok. Z pewnym zażenowaniem podchodzi do kobiety, które jeszcze nie zna i prosi ją o pożyczenie 1 gr. Kobieta spogląda na niego i po chwili zastanowienia daje mu 1 gr. Mariusz dziękuje i dokańcza transakcję. W tym czasie kobieta, która pożyczyła mu 1 gr. także kończy transakcję przy swojej kasie i zaczyna odchodzić. Mariusz równa się z kobietą i deklaruje, że odda kobiecie ten jeden grosz. Kobieta to jako błahostkę, ale Mariusz nie dane za wygraną i upiera się w tym, aby jej oddać ten 1 gr. Po pewnej chwili, widząc, że nie wygra, kobieta zgadza się. Mariusz mimo, że kobieta zgodziła się przyjąć zwrot 1 gr. nadal idzie koło niej. Kobietę zaczyna to dziwić, przecież zgodziła się na jego warunki. Zadaje mu pytanie związane z jego dalszym podążaniem obok niej. On odpowiada, że jak mam jej oddać ten 1 gr. kiedy on nie wie, gdzie ona mieszka. Dla kobiety to jest logiczne, choć trochę dziwne i niespotykane. Nawiązuje się między nimi rozmowa na temat: gdzie pracujesz, co robisz. Agatę nie do końca przekonują słowa Mariusza, który o uczuciach, związkach, ludziach wypowiada się tak zwyczajnie, jakby on naprawdę tak myślał. Rozmowa schodzi na temat Agaty, na jej związki. Agata z pewną dozą smutku mówi o ostatnim związku i owocu tego związku, czyli o swojej córce. Mariusz uśmiecha się i nawiązuje rozmowę: pyta o dziewczynkę, jej imię, wiek, jaka jest. Agata jest zdziwiona, że Mariusz o to pyta, bo większość facetów w jego wieku, którzy nie mają żon, raczej uciekają od tej odpowiedzialności. Mariusz mówi też, czym się interesuje i co jest jego pasją. Okazuje się, że dobrze się składa, bo Agacie popsuło się to czym Mariusz się interesuje.
W tym momencie oboje dochodzą do klatki w bloku, w którym mieszka Agata.
Mariusz spogląda na nią i nie wie, jak się pożegnać. Uśmiecha się i pyta o numer mieszkania. Po otrzymaniu odpowiedzi od Agaty, ona zastanawia się czy może nie zaprosić go na kawę, herbatę. Odchodzi od tej myśli, mając wrażenie że będzie ona zbyt... szybka.
2. Początek
Mariusz zjawia się przed drzwiami mieszkania Agaty około półtorej godziny później, z 1 gr. w kiszeni. Agata jest zdziwiona, że Mariusz jeszcze tego samego dnia, odwiedza ją. Zaprasza go do mieszkania, nie proponując jednak ani kawy, ani herbaty. Mariusz czuje się nie zręcznie, bo swoim zachowaniem dał sygnał, że jednak nie traktuje Agatę jak kobietę, którą nie można się zainteresować, czy chcieć poznać. Jego szybka reakcja to sygnał, że mimo wszystko Agata mu się spodobała i oboje o tym wiedzieli. Agata jest zdziwiona reakcją Mariusza, bo myślała, że on przyniesie jej ten 1 gr. dopiero jutro, albo w inny dzień. Mariusz wtedy mówi, że tak naprawdę nie przyszedł oddać 1 gr., bo to robi przy okazji, ale przyszedł dla niej. Agata nie wie co powiedzieć, bo co miała by powiedzieć lub odpowiedzieć.
Następuje nie zręczna cisza, którą przerywa Mariusz słowami: jak już tu jestem dla ciebie, to może napijemy się wspólnie herbaty albo kawy?
Agata zgadza się na propozycję, choć tak naprawdę nie wie, czy robi dobrze czy źle.
Przy herbacie oboje rozmawiają i zaczynają dopytywać się o sprawy, zaczęte podczas powrotu z supermarketu.
Agata poznaje lepiej Mariusza, a Mariusz dowiaduje się o kolejnych związkach Agaty (choć ona sama nie wie, dlaczego o nich mówi).
W tym momencie w pokoju pojawia się Wiktoria, córka Agaty.
Agata jest ciekawa, jak Mariusz odbierze fakt, że on naprawdę ma 5 letnią córkę.
Zauważa, że Mariusz obserwuje dziecko i uśmiecha się. Wiktoria nie mając zbyt dużej styczności z mężczyzną, który by spotykał się mamą, nie wie jak się ma do końca zachować. Mariusz w tym czasie idzie do łazienki i widzi przez otwarte drzwi pokoju córki Agaty kilkanaście zabawek, meble dziecięce, kolorową tapetę. Po powrocie z łazienki wspomina o tym Agacie, ale tak aby Wiktoria to usłyszała, która przyniosła kilka lalek i zaczęła się nimi bawić. Mariuszowi nie przeszkadza bawiące się dziecko w pokoju i kontynuuje rozmowę z Agatą, która mimo wszystko czuje się skrępowana, nieswojo. Nie chce ona rozmawiać przy dziecku o sprawach dorosłych, to ją trochę krępuje.
Mariusz wyczuwając to, wycofuje się z rozmowy. W tym czasie Wiktoria przynosi blok i kredki, i zaczyna malować coś na kartce z bloku. Agata w tym czasie, aby zrobić coś, aby zniwelować upadek klimatu przez swoją córkę idzie do kuczni z kubkami. Mariusz w tym czasie wstaje i siada na przeciw Wiktorii i pyta się, czy może z nią sobie pomalować. Wiktoria nie odzywa się, ale kiwa głową że tak. Mariusz bierze kartkę z bloku i zaczyna malować. Wiktoria zaczyna go obserwować i przyglądać, co ten pan maluje. Mariusz malując komentuje każdy ruch, czy twór namalowany przez siebie. Agata staje w drzwiach i przygląda się temu. Myśli Agaty krążą wokół tego co widzi i Mariusza. Spotkała go przypadkiem w sklepie, pożyczyła mu 1 gr., a teraz on siedzi na przeciw jej córki i maluje z nią. Wiktoria w pewnym momencie zaczyna zadawać pytania i interesować się malowidłem Mariusza (choć nie wie, jak on ma na imię, jeszcze). Mariusz wplata w swoje malowidło postać, którą nazywa Mariusz.
Wiktoria pyta: dlaczego tak?
Mariusz odpowiada: Odpowiedź jest prosta, bo ja mam tak na imię.
Wiktoria odpowiada tylko: aha.
Mariusz zadaje pytanie: a jak ty masz na imię?
Wiktoria udając zainteresowanie swoim rysunkiem odpowiada: Wiktoria.
Mariusz komplementuje jej imię i powraca do dokańczania swojego rysunku. Po chwili Mariusz kończy rysunek i pokazuje go Wiktorii, pytając: podoba ci się?
Mariusz zostawia rysunek na ziemi i wstaje. Patrzy na Agatę, która patrzy mu prosto w oczy.
Mariusz uśmiecha się i pyta: Chcesz mnie tym spojrzeniem pięknych oczu zaczarować, zauroczyć, czy rozkochać?
Agata patrząc na Mariusz odpowiada: nie wiem. Po czym oboje przechodzą na wersalkę, na której siedzieli i Agata rozpoczyna rozmowę o dzieciach, o tym co Mariusz zrobił i co on o tym myśli. Po dłuższej rozmowie, Mariusz wstaje i oznajmia, że czas już na niego i że nie chce zajmować Agacie czasu swoją osobom.
Przy wyjściu Mariusz zadaje pytanie: to co, zobaczymy się jeszcze?
Agata nie wie co odpowiedzieć, przecież dopiero co się poznali, dopiero mieli jedną rozmowę. Wtedy Agata przypomina sobie, że Mariusz ma jej naprawić pewną rzecz i wspomina o tym. Mariusz przytakuje i wychodzi. Agata po wyjściu Mariusza staje przed zamkniętymi drzwiami. Dopiero odgłos upadającej kredki z dużego pokoju przywracają ją do świadomości.
Kiedy Agata wchodzi do pokoju, gdzie jej córka nadal maluje, słyszy jej głos: Mamo, a Mariusz ma inną panią?
Agata siada na wersalce i po chwili odpowiada: nie.
Wiktoria jednak nie ustępuje: A czy Mariusz jeszcze przyjdzie?
Agata patrzy na córkę i odpowiada: tak, jeszcze przyjdzie.
Wiktoria dodaje: to fajnie, a będzie on mógł się ze mną pobawić?
Agata: jak będzie chciał, to chyba tak.
3. Miłość - uczucie do osoby, przy której czujemy się dobrze, swobodnie, a po pewnym czasie uświadamiamy sobie, że tą osobę kochamy i czujemy przy niej radość i jesteśmy jej wierni, jesteśmy z nią szczerzy, oddani?
Czy miłość to uczucie do osoby, której nie zauważamy normalnie, ale w pewnym momencie zaczynamy ją zauważać, zaczynamy nią poznawać i zakochujemy się w niej?
Agata przed snem analizowała to wszystko co się stało w ciągu dnia i zaczynała wierzyć w to, że to jest sen. Mariusz w tym samym czasie w łóżku uśmiechał się sam do siebie, zastanawiając się nad tym, że obecnie prawdopodobnie zaczyna angażować się w znajomość, która może przerodzić się w coś więcej.
Mariusz złapał się na tym, że nie ma numeru telefonu Agaty, a nie chciał kolejny dzień przychodzić do niej, co mogłoby zostać odebrane jako narzucanie się. Chciał jej dać czas, pozwolić odsapnąć.
Agata cieszyła się z tego, że Mariusz nie przyszedł dzisiaj. Choć Wiktoria pytała o niego, ona cieszyła się, że ma ten dzień na przemyślenie wszystkiego.
Kolejnego dnia Mariusz zjawił się pod drzwiami mieszkania Agaty, ale nikt nie otwierał. Wycofał się przed klatkę schodową i rozejrzał. Po obu stronach chodnika nie było nikogo, nie licząc pary dziadków idących powoli, trzymających się pod ramię.
Mariusz powoli zaczął przechadzać się będąc blisko bloku Agaty. Mariusz miał podświadomie wrażenie, że to nie idzie tak jak miało. Agata zjawiła się półtorej godziny później z czterema reklamówkami w dłoniach i Wiktorią skaczącą koło niej z szmacianą lalką w dłoniach i nucącą jakąś piosenkę z przedszkola.
Kiedy zobaczyła Mariusza siedzącego na ławce uśmiechnęła się, a z jej ust padły słowa: Długo czekasz biedaku?
Odpowiedź była natychmiastowa: trochę.
Mariusz deklaruje pomoc Agacie w wniesieniu reklamówek z zakupami, na co Agata się zgadza.
W mieszkaniu Agata przechodzi do kuchni, aby rozpakować zakupy. Wiktoria idzie do pokoju i przynosi do dużego pokoju zabawki i blok do malowania z kredkami.
Mariusz pyta się gdzie ma to urządzenie, które on miałby naprawić. Mariusz jednak otrzymując odpowiedź nie idzie zając się problemem Agaty, ale nadal stoi i patrzy na nią, po czym mówi: ślicznie wyglądasz.
Agata się uśmiecha i dziękuje za komplement.
Mariusz dodaje, że dziwi go, dlaczego Agata jako piękna i atrakcyjna kobieta nie spotkała, nie poznała odpowiedniego faceta?
Agata odpowiada mimochodem, że może nie spotkała takiego, który zaakceptował by ją i jej córkę. I może ona trafiała tylko na takich, którym w większości w głowie był seks.
Mariusz uśmiecha się i mówi: a skąd wiesz, że mi o seks nie chodzi?
Agata przestaje się uśmiechać i spogląda na Mariusz: A chodzi ci tylko o seks?
Mariusz odpowiada: nie. Ale jeśli miałbym coś dodać, to powiem, że wolał bym cię kochać, niż próbować wykorzystać.
Agata patrzy na Mariusza i kolejny raz nie wie co powiedzieć, więc mówi: idź zajmij się tym urządzeniem.
Mariusz z uśmiechem na twarzy odpowiada: dobrze kochanie, jak sobie życzysz.
Po krótkiej chwili Mariusz wraca do kuchni i oznajmia, że sprawa została rozwiązana i że to był błahy problem. W tym momencie do akcji wkracza Wiktoria, która podchodzi do Mariusza, łapie go za dłoń i ciągnie do dużego pokoju. Każde mu usiąść na przeciw niej, podaje mu kartkę i kredki.
Agata wie, że jeśli znajomość z Mariusz będzie nadal postępować w takim tempie, to albo się w nim zakocha, przy okazji jej córka się przekona do niego i będzie chciała, aby Mariusz był przy nich cały czas, albo to się nie uda a jej córka odczuje zawód decyzją swojej matki.
Agacie wtedy przyszła myśl: dlaczego to nie może być takie proste? Cichy głosik odpowiedział jej: a może to jest proste, ale my to sami komplikujemy wynajdując najróżniejsze rzeczy, które albo nie istnieją, albo nie mają znaczenia.
Agata pojawia się koło swojej córki i Mariusza, którzy się przekomarzają.
Mariusz zostaje do wieczora i obiecuje Wiktorii opowiadanie bajki.
Kiedy Wiktoria zasypia w swoim łóżku, Mariusz i Agata przechodzą do dużego pokoju. W czasie kiedy Mariusz odpowiadał bajkę Wiktorii, Agata posprzątała po wspólnej kolacji. Agata nie wie, czy pożegnać Mariusza, czy może jeszcze spędzić z nim czas, co niebezpiecznie będzie zawadzać o moment, kiedy ona będzie musiała się położyć.
W telewizji zaczynał się jakiś film, Mariusz spojrzał i zapytał: oglądamy razem, czy mam sobie już iść?
Agata patrzyła mu w oczy i nie wiedziała co odpowiedzieć. Po chwili konsternacji odezwała się: może lepiej będzie jak pójdziesz.
Mariusz: jesteś tego pewna?
Agata nie była tego pewna, więc skwitowała to milczeniem.
Mariusz patrzył na nią, nabrał powierza w płuca i wypuścił je powoli mówiąc: więc dziękuję za miło spędzony czas i kolację, była naprawdę dobra. Po tych słowach skierował się do przedpokoju, zostawiając Agatę w dużym pokoju. Kiedy już miał ubrane buty, Agata pojawiła się w przedpokoju. Mariusz patrzył na nią i uśmiechał się smutno. Mariusz: zobaczymy się jeszcze?
Agata: może.
Mariusz: to może podaj mi swój numer telefonu, jakby coś to zdzwonisz, albo ja dam znać, że cię odwiedzę, co o tym myślisz?
Agata weszła do pokoju i wróciła z telefonem komórkowym. Po podaniu numeru Mariuszowi, nie wiedziała jak ma się zachować.
Mariusz podszedł do niej i przytulił ją do siebie. Poczuła jego zapach. Objęła go i delikatnie przycisnęła do siebie.
Mariusz: jesteś wspaniałą kobietą.
Agata: nie przesadzaj.
Szeptali, aby nie obudzić Wiktorii.
Mariusz: ja tam uważam, że jesteś wspaniała.
Po pewnej chwili odsunęli się od siebie i uśmiechnęli patrząc na siebie.
Mariusz: pocałował bym cię teraz, ale nie wiem czy to byłoby odpowiednie.
Agata patrzyła na niego i odpowiedziała: może następnym razem.
4. Kocha się kogoś całego, jego wnętrze, to jak wygląda, akceptuje się tą osobę.
Mijał 2 dzień po ich ostatnim spotkaniu. Agata złapała się na tym, że myśli o Mariuszu, uśmiecha się na myśl o ich ostatniej rozmowie. Jak rozpamiętuje zdania, słowa, jego oczy, usta, jego uśmiech i ciepło bijące z jego oczu. Koleżanka z pracy powiedziała jej, że wygląda jak zakochana, a kiedy ona dwa razy pod rząd zapomniała o zrobieniu kawy, stwierdziła że ona na pewno jest zakochana. Może ona miała racje, może się... zakochała.
W drodze z przedszkola Wiktoria zapytała Agatę, czy Mariusz dzisiaj przyjdzie.
Agata bała się rozmowy o Mariuszu z Wiktorią, bo nie wiedziała jak ona zareaguje na informację, że ona mogła by być z Mariuszem razem, a Mariusz mógł by zostać jej... tatą?
Agata: jutro przyjdzie.
Wiktoria: dopiero jutro? Agata: no tak, dopiero jutro.
Wiktoria ze zwieszoną głową szła obok mamy. Po chwili Wiktoria powiedziała: mamo, a czy Mariusz mógł by zostać moim tatą?
Agatę to pytanie wprawiło w zakłopotanie, nie spodziewała się, że Wiktoria tak bardzo przyzwyczai się do Mariusza. tak szybko.
Wiktoria: mamo, a jak Mariusz przyjdzie to mogę się do niego przytulić?
Agata, po chwili milczenia: jak on będzie chciał, to chyba tak.
Jak on będzie chciał, przecież to oczywiste - myślała Agata.
Wieczór Agacie spełzł na próbie opowiadaniu bajki, która jej nie wyszła i samotnym oglądaniu jakiegoś filmu w tv. Jej myśli krążyły wokół Mariusza i Wiktorii, która zaczynała widzieć w Mariuszu ojca.
Kiedy Wiktoria leżała w łóżku powiedziała: mamo, chciałabym aby Mariusz był moim tatą, bo inne dzieci mają tatę, a ja nie mam.
Agata wiedziała, że Mariusz nie miałby być tylko tatą dla Wiktorii, ale też ukochanym, partnerem, kochankiem, przyjacielem dla niej.
Następnego dnia Agata zadzwoniła do Mariusza, zapraszając go na obiad. Sobota, więc miała czas, aby przygotować coś innego, lepszego i przyszykować się.
To właśnie w ten dzień, kiedy Wiktoria po wymęczeniu Mariusza w różnych zabawach, przytulaniu się (tak Mariusz pozwolił Wiktorii się przytulać do siebie, kiedy tylko będzie tego chciała) i poszła spać, po uprzednim opowiedzeniu przez Mariusza dalszej historii w bajce, którą sam wymyślił, Agata chciała aby Mariusz został dłużej. Mariusz nie szczędził komplementów Agacie pod względem obiadu, stroju i jej ciała w ciągu dnia. Agata zaczynała wierzyć, że jej szczęście będzie takie cały czas. Mariusz też tak myślał, bo jej o tym powiedział, co utwierdzało ją w przekonaniu, że wreszcie jej życie się ułoży.
Teraz ona leżała przytulona do niego i razem oglądali komedię romantyczną. Było jej dobrze, tak by to najlepiej określiła, po prostu dobrze. Kiedy film się skończył i pojawiły się reklamy, Mariusz wstał i oznajmił, że czas na niego. Agata była lekko zawiedziona, że on chce już iść. Czy coś się stało?
Kiedy Mariusz stał w przedpokoju, przygotowany do wyjścia Agata stanęła na przeciw niego z lekko zawiedzionym i pytającym spojrzeniem.
Agata: coś nie tak?
Znowu szeptali, aby nie obudzić Wiktorii.
Mariusz patrzył jej w oczy i nie wiedział, choć wiedział co by chciał powiedzieć, ale bał się tego, co mógł by powiedzieć.
Podszedł do niej i pocałował.
Agata lekko zaskoczona, oddała mu pocałunek.
Całowali się.
Po chwili Mariusz lekko odsunął się od niej i patrząc jej prosto w oczy mówi: zakochałem się w tobie, po prostu się zakochałem. Pokochałem też Wiktorię jako swoją córkę, tak też do niej podchodzę. Podniecasz mnie i działasz na mnie. Jesteś piękna, cudowna... kocham cię Agato.
Agacie lekko szumiało w głowie, a w brzuchu czuła nieznośne i narastające gilgotanie.
Pocałowali się ponownie, namiętnie, jakby nie całowali się przez bardzo długi czas.
Po czym to Agata odsunęła się lekko i powiedziała: Mariusz ja... kocham cię. Rozumiesz co to znaczy? Rozumiesz, że nas jest dwie?
Mariusz do niej się uśmiechał: wiem i kocham ciebie i kocham Wiktorię jako swoją córkę, rozumiesz?
Agata pocałowała go i poczuła jak Mariusz oddaje jej pocałunek.
Jednego wiedziała na pewno, nie pozwoli mu dzisiaj odejść.
Tej nocy kochali się, całowali, poznawali swoje ciała, pieścili.
Nie zastanawiali się, co będzie rano, jak Wiktoria odbierze fakt, że Mariusz został na noc z jej mamą w jednym łóżku.
5. Jeśli dbasz o uczucie i związek i zależy ci na nim, to jesteś wstanie wszystko przetrwać i dać sobie radę z każdym problemem, bo wiesz że masz wsparcie w tej drugiej osobie, która cię kocha i ty ją kochasz.
Życie Agaty i Mariusza stało się ich wspólnym życiem, do tego Wiktoria, która dowiedziawszy się, że Mariusz został na noc z mamą, wpadła w zachwyt. Miała ojca, które nie miała przez początek dzieciństwa. Chciała chodzić wszędzie z Mariuszem, trzymać go za rękę podczas spacerów, bawić się z nim - zachowywała się tak, jakby nadrabiała czas, który miała bez ojca.
Dwa tygodnie po ich pierwszej wspólnej cudownej nocy Mariusz oświadczył, że znalazł pracę. Nie jest może ona jakaś dobra, ale nie chce być obciążeniem dla Agaty. Dwa dni wcześniej Mariusz przeprowadził się częściowo od rodziców do mieszkania Agaty, co było dość ogromnym zobowiązaniem. Agata z jednej strony była szczęśliwa, że Mariusz poważnie myśli o ich przyszłości, ale z drugiej strony bała się, że teraz będzie go trochę mniej w mieszkaniu.
Ale jak się okazało, Mariusz potrafił dzielić pracę i swoje nowe obowiązku. Zaczął odbierać Wiktorię z przedszkola, robić zakupy i potrafił też mimo ciężkich dni w pracy znaleźć energię, aby przez prawie całe po południe ganiać z Weroniką i bawić się z nią, a później być tylko dla Agaty.
6. Przyszłość - jeśli ci zależy, zrobisz wszystko aby kochać, być kochaną i szczęśliwą osobą.
Mariusz po około dwóch miesiącach mieszkania razem i zmagania się razem z problemami codziennego dnia, po prosił Agatę o rękę. Agata zgodziła się i zaplanowali datę ślubu. Nie chcieli się spieszyć, więc wyznaczyli ją sobie dość daleką, choć nie tak odległą. Wiktoria oczywiście emanowała energią, radością i szczęściem, bo Mariusz miał zostać jej prawdziwym tatą, choć mówiła tak do niego w mieszkaniu.
Ślub był skromny, ale uroczy. Tak to można najkrócej określić.
Dwa tygodnie po ślubie Agata oznajmiła Mariuszowi, że jest w ciąży, że będą mieli dziecko. Mariusz na tą wiadomość o mało nie eksplodował z radości, zaś Wiktoria zadawała masę pytań odnośnie życia, dzieci, gdzie ono będzie spać itp.
Agata siedziała przed domem swoich rodziców i patrzyła jak Mariusz bawi się z Dominikiem i Wiktorią. Była szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa. Czasami zastanawiała się, a co by było gdyby Mariusz nie poprosił ją o ten 1 gr., albo ona postanowiła pójść po coś jeszcze?
Dzięki temu 1 gr. miała cudownego, kochającego męża, syna i zapatrzoną w Mariusza córkę, która uważała go za jej pełnoprawnego ojca. Po chwili
Mariusz podbiegł do niej i złapał ją za dłoń, mówiąc: choć kochanie ty moje, dlaczego tylko ja mam być wymęczony przez nasze dzieci.
------------------------------------------------------------------
Pomysł na zarys opowiadania przyszedł mi z dwa dni temu kiedy to leżałem sobie i patrzyłem na słońce bijące przez firankę.
Oczywiście zbieżność imion i wydarzeń do wydarzeń w rzeczywistości jest przypadkowa.
Dlaczego nie chcę pisać opowiadania?
Bo jakoś nie mam na to energii.
W opowiadaniu biorą udział:
Agata - samotna kobieta około 36 lat, która ma za sobą 3 związki. Ostatni związek to dziecko, dziewczynka. Jej partner, ojciec dziecka, uciekł od odpowiedzialności bycia ojcem. Przy dziecku pomagała jej prawie cała rodzina, pomagała jak mogła. Zarabia pracując w bibliotece i dając korepetycje. Lekko przygnębiona, twierdząca, że twardo stąpa po ziemi. Gdzieś w podświadomości odczuwająca żal do świata i siebie, że jest sama i ze wszystkim musi sobie radzić sama.
Mariusz - singiel. 29 lat, bez pracy, na utrzymaniu rodziców, bez perspektyw. Po 3 związkach, gdzie dwie pierwsze jego partnerki oczekiwały od niego, że on będzie im wszystko kupował, zaś ostatnia że będzie ją utrzymywał. Ostatni związek pokazał mu, jak nie chce aby wyglądał jego nowy związek, który ma bazować na miłości wzajemnej, a nie ciągłych rozmowach o pieniądzach i ograniczaniu siebie na wzajem. Bez chęci na rozpoczęcie nowego związku, patrzący wstecz na to co było, aby nie odczuwać tak dotkliwie samotności wokół siebie.
1. Poznanie.
Mariusz podchodzi do kasy w dużym supermarkecie i zaczyna kasować produkty przy kasie samoobsługowej. W pewnym momencie zauważa, że brakuje mu 1 gr., aby móc zapłacić za wszystko. Podchodzi do osoby z obsługi, czy mogła by mu pożyć, podarować 1 gr. Ale pani z obsługi mu odmawia.
Mariusz zauważa wtedy kobietę (Agatę - choć on nie wie jak ona ma na imię), która kasuje produkty przy drugiej kasie samoobsługowej obok. Z pewnym zażenowaniem podchodzi do kobiety, które jeszcze nie zna i prosi ją o pożyczenie 1 gr. Kobieta spogląda na niego i po chwili zastanowienia daje mu 1 gr. Mariusz dziękuje i dokańcza transakcję. W tym czasie kobieta, która pożyczyła mu 1 gr. także kończy transakcję przy swojej kasie i zaczyna odchodzić. Mariusz równa się z kobietą i deklaruje, że odda kobiecie ten jeden grosz. Kobieta to jako błahostkę, ale Mariusz nie dane za wygraną i upiera się w tym, aby jej oddać ten 1 gr. Po pewnej chwili, widząc, że nie wygra, kobieta zgadza się. Mariusz mimo, że kobieta zgodziła się przyjąć zwrot 1 gr. nadal idzie koło niej. Kobietę zaczyna to dziwić, przecież zgodziła się na jego warunki. Zadaje mu pytanie związane z jego dalszym podążaniem obok niej. On odpowiada, że jak mam jej oddać ten 1 gr. kiedy on nie wie, gdzie ona mieszka. Dla kobiety to jest logiczne, choć trochę dziwne i niespotykane. Nawiązuje się między nimi rozmowa na temat: gdzie pracujesz, co robisz. Agatę nie do końca przekonują słowa Mariusza, który o uczuciach, związkach, ludziach wypowiada się tak zwyczajnie, jakby on naprawdę tak myślał. Rozmowa schodzi na temat Agaty, na jej związki. Agata z pewną dozą smutku mówi o ostatnim związku i owocu tego związku, czyli o swojej córce. Mariusz uśmiecha się i nawiązuje rozmowę: pyta o dziewczynkę, jej imię, wiek, jaka jest. Agata jest zdziwiona, że Mariusz o to pyta, bo większość facetów w jego wieku, którzy nie mają żon, raczej uciekają od tej odpowiedzialności. Mariusz mówi też, czym się interesuje i co jest jego pasją. Okazuje się, że dobrze się składa, bo Agacie popsuło się to czym Mariusz się interesuje.
W tym momencie oboje dochodzą do klatki w bloku, w którym mieszka Agata.
Mariusz spogląda na nią i nie wie, jak się pożegnać. Uśmiecha się i pyta o numer mieszkania. Po otrzymaniu odpowiedzi od Agaty, ona zastanawia się czy może nie zaprosić go na kawę, herbatę. Odchodzi od tej myśli, mając wrażenie że będzie ona zbyt... szybka.
2. Początek
Mariusz zjawia się przed drzwiami mieszkania Agaty około półtorej godziny później, z 1 gr. w kiszeni. Agata jest zdziwiona, że Mariusz jeszcze tego samego dnia, odwiedza ją. Zaprasza go do mieszkania, nie proponując jednak ani kawy, ani herbaty. Mariusz czuje się nie zręcznie, bo swoim zachowaniem dał sygnał, że jednak nie traktuje Agatę jak kobietę, którą nie można się zainteresować, czy chcieć poznać. Jego szybka reakcja to sygnał, że mimo wszystko Agata mu się spodobała i oboje o tym wiedzieli. Agata jest zdziwiona reakcją Mariusza, bo myślała, że on przyniesie jej ten 1 gr. dopiero jutro, albo w inny dzień. Mariusz wtedy mówi, że tak naprawdę nie przyszedł oddać 1 gr., bo to robi przy okazji, ale przyszedł dla niej. Agata nie wie co powiedzieć, bo co miała by powiedzieć lub odpowiedzieć.
Następuje nie zręczna cisza, którą przerywa Mariusz słowami: jak już tu jestem dla ciebie, to może napijemy się wspólnie herbaty albo kawy?
Agata zgadza się na propozycję, choć tak naprawdę nie wie, czy robi dobrze czy źle.
Przy herbacie oboje rozmawiają i zaczynają dopytywać się o sprawy, zaczęte podczas powrotu z supermarketu.
Agata poznaje lepiej Mariusza, a Mariusz dowiaduje się o kolejnych związkach Agaty (choć ona sama nie wie, dlaczego o nich mówi).
W tym momencie w pokoju pojawia się Wiktoria, córka Agaty.
Agata jest ciekawa, jak Mariusz odbierze fakt, że on naprawdę ma 5 letnią córkę.
Zauważa, że Mariusz obserwuje dziecko i uśmiecha się. Wiktoria nie mając zbyt dużej styczności z mężczyzną, który by spotykał się mamą, nie wie jak się ma do końca zachować. Mariusz w tym czasie idzie do łazienki i widzi przez otwarte drzwi pokoju córki Agaty kilkanaście zabawek, meble dziecięce, kolorową tapetę. Po powrocie z łazienki wspomina o tym Agacie, ale tak aby Wiktoria to usłyszała, która przyniosła kilka lalek i zaczęła się nimi bawić. Mariuszowi nie przeszkadza bawiące się dziecko w pokoju i kontynuuje rozmowę z Agatą, która mimo wszystko czuje się skrępowana, nieswojo. Nie chce ona rozmawiać przy dziecku o sprawach dorosłych, to ją trochę krępuje.
Mariusz wyczuwając to, wycofuje się z rozmowy. W tym czasie Wiktoria przynosi blok i kredki, i zaczyna malować coś na kartce z bloku. Agata w tym czasie, aby zrobić coś, aby zniwelować upadek klimatu przez swoją córkę idzie do kuczni z kubkami. Mariusz w tym czasie wstaje i siada na przeciw Wiktorii i pyta się, czy może z nią sobie pomalować. Wiktoria nie odzywa się, ale kiwa głową że tak. Mariusz bierze kartkę z bloku i zaczyna malować. Wiktoria zaczyna go obserwować i przyglądać, co ten pan maluje. Mariusz malując komentuje każdy ruch, czy twór namalowany przez siebie. Agata staje w drzwiach i przygląda się temu. Myśli Agaty krążą wokół tego co widzi i Mariusza. Spotkała go przypadkiem w sklepie, pożyczyła mu 1 gr., a teraz on siedzi na przeciw jej córki i maluje z nią. Wiktoria w pewnym momencie zaczyna zadawać pytania i interesować się malowidłem Mariusza (choć nie wie, jak on ma na imię, jeszcze). Mariusz wplata w swoje malowidło postać, którą nazywa Mariusz.
Wiktoria pyta: dlaczego tak?
Mariusz odpowiada: Odpowiedź jest prosta, bo ja mam tak na imię.
Wiktoria odpowiada tylko: aha.
Mariusz zadaje pytanie: a jak ty masz na imię?
Wiktoria udając zainteresowanie swoim rysunkiem odpowiada: Wiktoria.
Mariusz komplementuje jej imię i powraca do dokańczania swojego rysunku. Po chwili Mariusz kończy rysunek i pokazuje go Wiktorii, pytając: podoba ci się?
Mariusz zostawia rysunek na ziemi i wstaje. Patrzy na Agatę, która patrzy mu prosto w oczy.
Mariusz uśmiecha się i pyta: Chcesz mnie tym spojrzeniem pięknych oczu zaczarować, zauroczyć, czy rozkochać?
Agata patrząc na Mariusz odpowiada: nie wiem. Po czym oboje przechodzą na wersalkę, na której siedzieli i Agata rozpoczyna rozmowę o dzieciach, o tym co Mariusz zrobił i co on o tym myśli. Po dłuższej rozmowie, Mariusz wstaje i oznajmia, że czas już na niego i że nie chce zajmować Agacie czasu swoją osobom.
Przy wyjściu Mariusz zadaje pytanie: to co, zobaczymy się jeszcze?
Agata nie wie co odpowiedzieć, przecież dopiero co się poznali, dopiero mieli jedną rozmowę. Wtedy Agata przypomina sobie, że Mariusz ma jej naprawić pewną rzecz i wspomina o tym. Mariusz przytakuje i wychodzi. Agata po wyjściu Mariusza staje przed zamkniętymi drzwiami. Dopiero odgłos upadającej kredki z dużego pokoju przywracają ją do świadomości.
Kiedy Agata wchodzi do pokoju, gdzie jej córka nadal maluje, słyszy jej głos: Mamo, a Mariusz ma inną panią?
Agata siada na wersalce i po chwili odpowiada: nie.
Wiktoria jednak nie ustępuje: A czy Mariusz jeszcze przyjdzie?
Agata patrzy na córkę i odpowiada: tak, jeszcze przyjdzie.
Wiktoria dodaje: to fajnie, a będzie on mógł się ze mną pobawić?
Agata: jak będzie chciał, to chyba tak.
3. Miłość - uczucie do osoby, przy której czujemy się dobrze, swobodnie, a po pewnym czasie uświadamiamy sobie, że tą osobę kochamy i czujemy przy niej radość i jesteśmy jej wierni, jesteśmy z nią szczerzy, oddani?
Czy miłość to uczucie do osoby, której nie zauważamy normalnie, ale w pewnym momencie zaczynamy ją zauważać, zaczynamy nią poznawać i zakochujemy się w niej?
Agata przed snem analizowała to wszystko co się stało w ciągu dnia i zaczynała wierzyć w to, że to jest sen. Mariusz w tym samym czasie w łóżku uśmiechał się sam do siebie, zastanawiając się nad tym, że obecnie prawdopodobnie zaczyna angażować się w znajomość, która może przerodzić się w coś więcej.
Mariusz złapał się na tym, że nie ma numeru telefonu Agaty, a nie chciał kolejny dzień przychodzić do niej, co mogłoby zostać odebrane jako narzucanie się. Chciał jej dać czas, pozwolić odsapnąć.
Agata cieszyła się z tego, że Mariusz nie przyszedł dzisiaj. Choć Wiktoria pytała o niego, ona cieszyła się, że ma ten dzień na przemyślenie wszystkiego.
Kolejnego dnia Mariusz zjawił się pod drzwiami mieszkania Agaty, ale nikt nie otwierał. Wycofał się przed klatkę schodową i rozejrzał. Po obu stronach chodnika nie było nikogo, nie licząc pary dziadków idących powoli, trzymających się pod ramię.
Mariusz powoli zaczął przechadzać się będąc blisko bloku Agaty. Mariusz miał podświadomie wrażenie, że to nie idzie tak jak miało. Agata zjawiła się półtorej godziny później z czterema reklamówkami w dłoniach i Wiktorią skaczącą koło niej z szmacianą lalką w dłoniach i nucącą jakąś piosenkę z przedszkola.
Kiedy zobaczyła Mariusza siedzącego na ławce uśmiechnęła się, a z jej ust padły słowa: Długo czekasz biedaku?
Odpowiedź była natychmiastowa: trochę.
Mariusz deklaruje pomoc Agacie w wniesieniu reklamówek z zakupami, na co Agata się zgadza.
W mieszkaniu Agata przechodzi do kuchni, aby rozpakować zakupy. Wiktoria idzie do pokoju i przynosi do dużego pokoju zabawki i blok do malowania z kredkami.
Mariusz pyta się gdzie ma to urządzenie, które on miałby naprawić. Mariusz jednak otrzymując odpowiedź nie idzie zając się problemem Agaty, ale nadal stoi i patrzy na nią, po czym mówi: ślicznie wyglądasz.
Agata się uśmiecha i dziękuje za komplement.
Mariusz dodaje, że dziwi go, dlaczego Agata jako piękna i atrakcyjna kobieta nie spotkała, nie poznała odpowiedniego faceta?
Agata odpowiada mimochodem, że może nie spotkała takiego, który zaakceptował by ją i jej córkę. I może ona trafiała tylko na takich, którym w większości w głowie był seks.
Mariusz uśmiecha się i mówi: a skąd wiesz, że mi o seks nie chodzi?
Agata przestaje się uśmiechać i spogląda na Mariusz: A chodzi ci tylko o seks?
Mariusz odpowiada: nie. Ale jeśli miałbym coś dodać, to powiem, że wolał bym cię kochać, niż próbować wykorzystać.
Agata patrzy na Mariusza i kolejny raz nie wie co powiedzieć, więc mówi: idź zajmij się tym urządzeniem.
Mariusz z uśmiechem na twarzy odpowiada: dobrze kochanie, jak sobie życzysz.
Po krótkiej chwili Mariusz wraca do kuchni i oznajmia, że sprawa została rozwiązana i że to był błahy problem. W tym momencie do akcji wkracza Wiktoria, która podchodzi do Mariusza, łapie go za dłoń i ciągnie do dużego pokoju. Każde mu usiąść na przeciw niej, podaje mu kartkę i kredki.
Agata wie, że jeśli znajomość z Mariusz będzie nadal postępować w takim tempie, to albo się w nim zakocha, przy okazji jej córka się przekona do niego i będzie chciała, aby Mariusz był przy nich cały czas, albo to się nie uda a jej córka odczuje zawód decyzją swojej matki.
Agacie wtedy przyszła myśl: dlaczego to nie może być takie proste? Cichy głosik odpowiedział jej: a może to jest proste, ale my to sami komplikujemy wynajdując najróżniejsze rzeczy, które albo nie istnieją, albo nie mają znaczenia.
Agata pojawia się koło swojej córki i Mariusza, którzy się przekomarzają.
Mariusz zostaje do wieczora i obiecuje Wiktorii opowiadanie bajki.
Kiedy Wiktoria zasypia w swoim łóżku, Mariusz i Agata przechodzą do dużego pokoju. W czasie kiedy Mariusz odpowiadał bajkę Wiktorii, Agata posprzątała po wspólnej kolacji. Agata nie wie, czy pożegnać Mariusza, czy może jeszcze spędzić z nim czas, co niebezpiecznie będzie zawadzać o moment, kiedy ona będzie musiała się położyć.
W telewizji zaczynał się jakiś film, Mariusz spojrzał i zapytał: oglądamy razem, czy mam sobie już iść?
Agata patrzyła mu w oczy i nie wiedziała co odpowiedzieć. Po chwili konsternacji odezwała się: może lepiej będzie jak pójdziesz.
Mariusz: jesteś tego pewna?
Agata nie była tego pewna, więc skwitowała to milczeniem.
Mariusz patrzył na nią, nabrał powierza w płuca i wypuścił je powoli mówiąc: więc dziękuję za miło spędzony czas i kolację, była naprawdę dobra. Po tych słowach skierował się do przedpokoju, zostawiając Agatę w dużym pokoju. Kiedy już miał ubrane buty, Agata pojawiła się w przedpokoju. Mariusz patrzył na nią i uśmiechał się smutno. Mariusz: zobaczymy się jeszcze?
Agata: może.
Mariusz: to może podaj mi swój numer telefonu, jakby coś to zdzwonisz, albo ja dam znać, że cię odwiedzę, co o tym myślisz?
Agata weszła do pokoju i wróciła z telefonem komórkowym. Po podaniu numeru Mariuszowi, nie wiedziała jak ma się zachować.
Mariusz podszedł do niej i przytulił ją do siebie. Poczuła jego zapach. Objęła go i delikatnie przycisnęła do siebie.
Mariusz: jesteś wspaniałą kobietą.
Agata: nie przesadzaj.
Szeptali, aby nie obudzić Wiktorii.
Mariusz: ja tam uważam, że jesteś wspaniała.
Po pewnej chwili odsunęli się od siebie i uśmiechnęli patrząc na siebie.
Mariusz: pocałował bym cię teraz, ale nie wiem czy to byłoby odpowiednie.
Agata patrzyła na niego i odpowiedziała: może następnym razem.
4. Kocha się kogoś całego, jego wnętrze, to jak wygląda, akceptuje się tą osobę.
Mijał 2 dzień po ich ostatnim spotkaniu. Agata złapała się na tym, że myśli o Mariuszu, uśmiecha się na myśl o ich ostatniej rozmowie. Jak rozpamiętuje zdania, słowa, jego oczy, usta, jego uśmiech i ciepło bijące z jego oczu. Koleżanka z pracy powiedziała jej, że wygląda jak zakochana, a kiedy ona dwa razy pod rząd zapomniała o zrobieniu kawy, stwierdziła że ona na pewno jest zakochana. Może ona miała racje, może się... zakochała.
W drodze z przedszkola Wiktoria zapytała Agatę, czy Mariusz dzisiaj przyjdzie.
Agata bała się rozmowy o Mariuszu z Wiktorią, bo nie wiedziała jak ona zareaguje na informację, że ona mogła by być z Mariuszem razem, a Mariusz mógł by zostać jej... tatą?
Agata: jutro przyjdzie.
Wiktoria: dopiero jutro? Agata: no tak, dopiero jutro.
Wiktoria ze zwieszoną głową szła obok mamy. Po chwili Wiktoria powiedziała: mamo, a czy Mariusz mógł by zostać moim tatą?
Agatę to pytanie wprawiło w zakłopotanie, nie spodziewała się, że Wiktoria tak bardzo przyzwyczai się do Mariusza. tak szybko.
Wiktoria: mamo, a jak Mariusz przyjdzie to mogę się do niego przytulić?
Agata, po chwili milczenia: jak on będzie chciał, to chyba tak.
Jak on będzie chciał, przecież to oczywiste - myślała Agata.
Wieczór Agacie spełzł na próbie opowiadaniu bajki, która jej nie wyszła i samotnym oglądaniu jakiegoś filmu w tv. Jej myśli krążyły wokół Mariusza i Wiktorii, która zaczynała widzieć w Mariuszu ojca.
Kiedy Wiktoria leżała w łóżku powiedziała: mamo, chciałabym aby Mariusz był moim tatą, bo inne dzieci mają tatę, a ja nie mam.
Agata wiedziała, że Mariusz nie miałby być tylko tatą dla Wiktorii, ale też ukochanym, partnerem, kochankiem, przyjacielem dla niej.
Następnego dnia Agata zadzwoniła do Mariusza, zapraszając go na obiad. Sobota, więc miała czas, aby przygotować coś innego, lepszego i przyszykować się.
To właśnie w ten dzień, kiedy Wiktoria po wymęczeniu Mariusza w różnych zabawach, przytulaniu się (tak Mariusz pozwolił Wiktorii się przytulać do siebie, kiedy tylko będzie tego chciała) i poszła spać, po uprzednim opowiedzeniu przez Mariusza dalszej historii w bajce, którą sam wymyślił, Agata chciała aby Mariusz został dłużej. Mariusz nie szczędził komplementów Agacie pod względem obiadu, stroju i jej ciała w ciągu dnia. Agata zaczynała wierzyć, że jej szczęście będzie takie cały czas. Mariusz też tak myślał, bo jej o tym powiedział, co utwierdzało ją w przekonaniu, że wreszcie jej życie się ułoży.
Teraz ona leżała przytulona do niego i razem oglądali komedię romantyczną. Było jej dobrze, tak by to najlepiej określiła, po prostu dobrze. Kiedy film się skończył i pojawiły się reklamy, Mariusz wstał i oznajmił, że czas na niego. Agata była lekko zawiedziona, że on chce już iść. Czy coś się stało?
Kiedy Mariusz stał w przedpokoju, przygotowany do wyjścia Agata stanęła na przeciw niego z lekko zawiedzionym i pytającym spojrzeniem.
Agata: coś nie tak?
Znowu szeptali, aby nie obudzić Wiktorii.
Mariusz patrzył jej w oczy i nie wiedział, choć wiedział co by chciał powiedzieć, ale bał się tego, co mógł by powiedzieć.
Podszedł do niej i pocałował.
Agata lekko zaskoczona, oddała mu pocałunek.
Całowali się.
Po chwili Mariusz lekko odsunął się od niej i patrząc jej prosto w oczy mówi: zakochałem się w tobie, po prostu się zakochałem. Pokochałem też Wiktorię jako swoją córkę, tak też do niej podchodzę. Podniecasz mnie i działasz na mnie. Jesteś piękna, cudowna... kocham cię Agato.
Agacie lekko szumiało w głowie, a w brzuchu czuła nieznośne i narastające gilgotanie.
Pocałowali się ponownie, namiętnie, jakby nie całowali się przez bardzo długi czas.
Po czym to Agata odsunęła się lekko i powiedziała: Mariusz ja... kocham cię. Rozumiesz co to znaczy? Rozumiesz, że nas jest dwie?
Mariusz do niej się uśmiechał: wiem i kocham ciebie i kocham Wiktorię jako swoją córkę, rozumiesz?
Agata pocałowała go i poczuła jak Mariusz oddaje jej pocałunek.
Jednego wiedziała na pewno, nie pozwoli mu dzisiaj odejść.
Tej nocy kochali się, całowali, poznawali swoje ciała, pieścili.
Nie zastanawiali się, co będzie rano, jak Wiktoria odbierze fakt, że Mariusz został na noc z jej mamą w jednym łóżku.
5. Jeśli dbasz o uczucie i związek i zależy ci na nim, to jesteś wstanie wszystko przetrwać i dać sobie radę z każdym problemem, bo wiesz że masz wsparcie w tej drugiej osobie, która cię kocha i ty ją kochasz.
Życie Agaty i Mariusza stało się ich wspólnym życiem, do tego Wiktoria, która dowiedziawszy się, że Mariusz został na noc z mamą, wpadła w zachwyt. Miała ojca, które nie miała przez początek dzieciństwa. Chciała chodzić wszędzie z Mariuszem, trzymać go za rękę podczas spacerów, bawić się z nim - zachowywała się tak, jakby nadrabiała czas, który miała bez ojca.
Dwa tygodnie po ich pierwszej wspólnej cudownej nocy Mariusz oświadczył, że znalazł pracę. Nie jest może ona jakaś dobra, ale nie chce być obciążeniem dla Agaty. Dwa dni wcześniej Mariusz przeprowadził się częściowo od rodziców do mieszkania Agaty, co było dość ogromnym zobowiązaniem. Agata z jednej strony była szczęśliwa, że Mariusz poważnie myśli o ich przyszłości, ale z drugiej strony bała się, że teraz będzie go trochę mniej w mieszkaniu.
Ale jak się okazało, Mariusz potrafił dzielić pracę i swoje nowe obowiązku. Zaczął odbierać Wiktorię z przedszkola, robić zakupy i potrafił też mimo ciężkich dni w pracy znaleźć energię, aby przez prawie całe po południe ganiać z Weroniką i bawić się z nią, a później być tylko dla Agaty.
6. Przyszłość - jeśli ci zależy, zrobisz wszystko aby kochać, być kochaną i szczęśliwą osobą.
Mariusz po około dwóch miesiącach mieszkania razem i zmagania się razem z problemami codziennego dnia, po prosił Agatę o rękę. Agata zgodziła się i zaplanowali datę ślubu. Nie chcieli się spieszyć, więc wyznaczyli ją sobie dość daleką, choć nie tak odległą. Wiktoria oczywiście emanowała energią, radością i szczęściem, bo Mariusz miał zostać jej prawdziwym tatą, choć mówiła tak do niego w mieszkaniu.
Ślub był skromny, ale uroczy. Tak to można najkrócej określić.
Dwa tygodnie po ślubie Agata oznajmiła Mariuszowi, że jest w ciąży, że będą mieli dziecko. Mariusz na tą wiadomość o mało nie eksplodował z radości, zaś Wiktoria zadawała masę pytań odnośnie życia, dzieci, gdzie ono będzie spać itp.
Agata siedziała przed domem swoich rodziców i patrzyła jak Mariusz bawi się z Dominikiem i Wiktorią. Była szczęśliwa, naprawdę szczęśliwa. Czasami zastanawiała się, a co by było gdyby Mariusz nie poprosił ją o ten 1 gr., albo ona postanowiła pójść po coś jeszcze?
Dzięki temu 1 gr. miała cudownego, kochającego męża, syna i zapatrzoną w Mariusza córkę, która uważała go za jej pełnoprawnego ojca. Po chwili
Mariusz podbiegł do niej i złapał ją za dłoń, mówiąc: choć kochanie ty moje, dlaczego tylko ja mam być wymęczony przez nasze dzieci.
------------------------------------------------------------------
Pomysł na zarys opowiadania przyszedł mi z dwa dni temu kiedy to leżałem sobie i patrzyłem na słońce bijące przez firankę.
Oczywiście zbieżność imion i wydarzeń do wydarzeń w rzeczywistości jest przypadkowa.
środa, 17 kwietnia 2013
takie tam
"zasnąć w niepamięci"
Nie pozwalasz mi się obudzić
Dlaczego mnie budzisz?
Masz jakiś cel w tym co robisz?
Zostaw mnie, chcę spać
Zostaw mnie
Obróć się i śpij
Przytulić się chcesz
Pytasz mnie, czy ja chcę?
Czy chcę czuć to co ty?
Dlaczego mnie ruszasz?
Masz jakiś cel w tym co czynisz?
Obróć się, chcę spać
Obróć się
Już nie reaguje na twój dotyk
Nie wiem kim jestem
Wolę spać sam.
"Cichy krzyk"
Nie wierzę już w prawdę,
nie wierzę w uczucia,
nie wierzę w miłość,
nie wierzę w człowieka,
nie wierzę w nic.
Bo tylko nicość w około,
zobaczyć kłamstwo,
wszystko spalone.
Po co w coś wierzyć,
starać się, nie bać, ufać?
Dla kogo, dla mniejszego zła?
Wszystko takie same,
podobne do siebie
a mimo wszystko powinno być inne.
Nicość pozostaje,
i samotność.
"Kochać, czy myśleć"
Dwa światy, dwie siły w człowieku drzemią
Jeden to umysł, myślący, strachliwy, władczy
Ten drugi to serce, idące na zatracenia, odważne, potulne
Oba ścierają się i chcą władać człowiekiem
Umysł straszy, karci, próbuje nastawiać na logikę
Serce namawia, mobilizuje, stawia na uczucia
Oba chcą dojść do głosu, oba walczą przeciwko sobie
Jeden i drugi świat, próbuje zawładnąć
I tak toczy się walka w nas
Nie zawsze wygrywa to, co dobre
Nie zawsze przegrywa to co złe
Kiedy spotykamy innego człowieka na drodze swej
Musimy wybrać, którym światem rozumieć go chcemy
Sercem, czy umysłem może będziemy na niego patrzeć
Analizować, obojętnie kalkulować
Wyczuwać, słuchać i postanawiać
I to od wygranej tych dwóch zależy
Czy kogoś pokochamy, kiedy samotni i kochani chcemy być
Czy zostawimy i pójdziemy dalej, obojętnie patrząc za siebie
Ale co zrobić, gdy serce zwycięży i zacznie być kochane
Umysł nie poprzestaje, aby zniszczyć serca triumf
Podsyła złe myśli, nerwy prowadza, mąci i zastanowienie rozpyla
A serce woła i krzyczy, aby nie słuchać umysłu, bo miłością przepełnione
A kiedy do głosu umysł dojdzie wreszcie, tylko zgliszcza zostają
Proch i kawałki piękna, które kiedyś było walają się, to tu to tam
Serce leczy rany, gdzie w nas głęboko
A umysł śmieje się i utwierdza człowieka w swoim przekonaniu
Jednak serca podejmuje walkę, kiedy ponownie pojawia się ktoś
I tak cały czas, co osoba, kiedy my samotni
Jedna rada, aby nie popaść w obłęd
Słuchać jednego, uciszając to drugie
Aby nam nie niszczyło, co zbudować sami chcemy
Bo umysł i serce pomagać mają, a nie niszczyć im dane
Dlatego kiedy jesteście pewni, że stoi przed wami ta osoba
Ta jedyna, ta wybrana
Z rozwagą słuchajcie umysłu, który zraniony ranić będzie
Zaś serce będzie prosić, aby przytulić je innym sercem.
"Poczekam"
Twoje włosy rozwiane
Promyki słońca błyszczące na nich
Nie mów nic
Niech ta chwila trwa
Wieczność
W objęciach, razem
Nie puszczę cię
Jesteś moją radością
Jesteś
To sen, to iluzja
Jesteś cudowna
Aniołem
Tylko ja ta bestia
Czas mija nas
Nie potrafi dogonić
Poczekam
Bo nie chcę śnić
Chce być
Abyś czuła mój dotyk
Jak ramiona otulają
I szeptać ci do ucha
Moja księżniczka
Najcenniejszy skarb
Po prostu ty.
Nie pozwalasz mi się obudzić
Dlaczego mnie budzisz?
Masz jakiś cel w tym co robisz?
Zostaw mnie, chcę spać
Zostaw mnie
Obróć się i śpij
Przytulić się chcesz
Pytasz mnie, czy ja chcę?
Czy chcę czuć to co ty?
Dlaczego mnie ruszasz?
Masz jakiś cel w tym co czynisz?
Obróć się, chcę spać
Obróć się
Już nie reaguje na twój dotyk
Nie wiem kim jestem
Wolę spać sam.
"Cichy krzyk"
Nie wierzę już w prawdę,
nie wierzę w uczucia,
nie wierzę w miłość,
nie wierzę w człowieka,
nie wierzę w nic.
Bo tylko nicość w około,
zobaczyć kłamstwo,
wszystko spalone.
Po co w coś wierzyć,
starać się, nie bać, ufać?
Dla kogo, dla mniejszego zła?
Wszystko takie same,
podobne do siebie
a mimo wszystko powinno być inne.
Nicość pozostaje,
i samotność.
"Kochać, czy myśleć"
Dwa światy, dwie siły w człowieku drzemią
Jeden to umysł, myślący, strachliwy, władczy
Ten drugi to serce, idące na zatracenia, odważne, potulne
Oba ścierają się i chcą władać człowiekiem
Umysł straszy, karci, próbuje nastawiać na logikę
Serce namawia, mobilizuje, stawia na uczucia
Oba chcą dojść do głosu, oba walczą przeciwko sobie
Jeden i drugi świat, próbuje zawładnąć
I tak toczy się walka w nas
Nie zawsze wygrywa to, co dobre
Nie zawsze przegrywa to co złe
Kiedy spotykamy innego człowieka na drodze swej
Musimy wybrać, którym światem rozumieć go chcemy
Sercem, czy umysłem może będziemy na niego patrzeć
Analizować, obojętnie kalkulować
Wyczuwać, słuchać i postanawiać
I to od wygranej tych dwóch zależy
Czy kogoś pokochamy, kiedy samotni i kochani chcemy być
Czy zostawimy i pójdziemy dalej, obojętnie patrząc za siebie
Ale co zrobić, gdy serce zwycięży i zacznie być kochane
Umysł nie poprzestaje, aby zniszczyć serca triumf
Podsyła złe myśli, nerwy prowadza, mąci i zastanowienie rozpyla
A serce woła i krzyczy, aby nie słuchać umysłu, bo miłością przepełnione
A kiedy do głosu umysł dojdzie wreszcie, tylko zgliszcza zostają
Proch i kawałki piękna, które kiedyś było walają się, to tu to tam
Serce leczy rany, gdzie w nas głęboko
A umysł śmieje się i utwierdza człowieka w swoim przekonaniu
Jednak serca podejmuje walkę, kiedy ponownie pojawia się ktoś
I tak cały czas, co osoba, kiedy my samotni
Jedna rada, aby nie popaść w obłęd
Słuchać jednego, uciszając to drugie
Aby nam nie niszczyło, co zbudować sami chcemy
Bo umysł i serce pomagać mają, a nie niszczyć im dane
Dlatego kiedy jesteście pewni, że stoi przed wami ta osoba
Ta jedyna, ta wybrana
Z rozwagą słuchajcie umysłu, który zraniony ranić będzie
Zaś serce będzie prosić, aby przytulić je innym sercem.
"Poczekam"
Twoje włosy rozwiane
Promyki słońca błyszczące na nich
Nie mów nic
Niech ta chwila trwa
Wieczność
W objęciach, razem
Nie puszczę cię
Jesteś moją radością
Jesteś
To sen, to iluzja
Jesteś cudowna
Aniołem
Tylko ja ta bestia
Czas mija nas
Nie potrafi dogonić
Poczekam
Bo nie chcę śnić
Chce być
Abyś czuła mój dotyk
Jak ramiona otulają
I szeptać ci do ucha
Moja księżniczka
Najcenniejszy skarb
Po prostu ty.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)