czwartek, 31 lipca 2014

Mała opowiastka - "Czarne czy białe?"

Opowiem wam opowiastkę małą,
o kobiecie co w środku lasu, w małym domku, samotnie mieszkała.
Choć była piękna i miała zgrabne ciało,
z żadnym mężczyzną jeszcze jej się ułożyć nie udało.
A że adoratorów miała co nie miała,
żaden nie sprostał lub nie dał rady, niezdara.
Bo kiedy pojawiał się jakiś amant z daleka,
ona ciszyła się, że on jeszcze nie ucieka.
Każdy bowiem po pewnym czasie ucieczką się ratował,
nie z powodu jej ciała, czy jej braku wyuzdania.
Problem leżał w innym miejscu to oczywista sprawa,
ona po prostu nie wiedziała czego chce od siebie i od swojego kochanka.
Każdy amant przechodził przez to samo,
czy tego chciał, lub co chciało jego ciało.
Ona jednego dnia była oschła i zimna,
a innego ciepła i pożądliwa.
Jeszcze innego chciała zaspokoić swoje zachcianki materialne,
a innego chodziła i wylewała z siebie wszystkie żale.
I tak zmieniała się, przeinaczała swoje priorytety,
nie wiedząc czego chce i czego pragnie, niestety.
Dlatego kiedy już starość zajrzała jej w brązowe oczy,
nikt nie podał jej choćby szklankę wody.
Bo tyle jej pozostało ze swojego charakteru i postępowania,
gdzie do końca nie wiedziała, czego chce i dla kogoś to wszystko pozostawia.
Morał z tej opowiastki jest taki,
jeśli chcesz być szczęśliwym, zdecyduj się na coś,
albo wiedz czego chcesz od życia,
aby wiedzieć kogo szukasz, aby znaleźć tą osobę, która ci to będzie urzeczywistniać.

Autor: autor bloga

piątek, 25 lipca 2014

Mała opowiastka - "Siostry"

W pewnym mieście, w pewnym bloku, na tym samym piętrze, ale w różnych mieszkaniach dwie siostry bliźniaczki mieszkały. Tak samo wyglądały, w to samo po domu się ubierały i ten sam kolor włosów miały. Różniły się jednym szczegółem, takim drobnym. Różne spojrzenia na życie posiadały, co już nie czyniło je takim do siebie podobnym. Żadna z nich mężczyzny nie miała, a szukały jak tylko i gdzie tylko mogły. Znajomości przez internet nawiązywały, na randki chodziły, ale nawet przyjaciółek rady nie pomogły. Bo choć obie podobne były, to w poszczeganiu świata się różniły. Pierwsza wierzyła w to co dotyka i ma, otrzymuje i kupuje. Druga zaś w ludzi wierzyła, w ich wnętrza i uczucia, bo podobno to tam człowiek miłość znajduje. I choć każda z nich na kilku randkach była, żaden mężczyzna nie spodobał się ani na trochę. Bo prawie wszyscy tylko na seks mieli ochotę. Ale pewnego dnia, druga siostra poznała kogoś odpowiedniego. Nie podobnego do niej, ale uczuciowego. Druga nie zareagowała na to wcale. Chodziła chwilę po swoim pustym mieszkaniu i wyrzucała z siebie gorzkie żale. Tydzień tak minął, a druga siostra nadal z tym mężczyzną była. Pierwsza siostra coraz bardzie się z zazdrości kurczyła. Kiedy miesiąc minął tak samo jak tydzień pierwszy, pierwsza siostra do drugiej zapukała mściwie. Drzwi otworzył ów partner jej siostry, patrząc się na nią i wybałuszając oczy ckliwie. Ta jednak nie przejmowała się niczym. Wparowała do mieszkania, krzycząc, że ma dość tych nocnych figli i dziczy. Druga siostra wyprowadziła ją z mieszkania, obiecując poprawę, bo co jest piękniejszego od miłości i nocy w ciszy. Ale nie o to chodziło pierwszej siostrze tak naprawdę. Ona sama była, a druga siostra chodziła z jakimś baranem. Mijały miesiące, a później lata nastały. Pierwsza siostra jak sama była, tak sama została. Druga ślub wzięła, dziecko urodziła, wyprowadziła się z mieszkania i nowe lokum wynajęła. Kiedy śmierć po drugą siostrę przyszła, zadała jej jedno pytanie: Czy żałujesz czegoś ze swojego życia kobieto? Druga siostra odpowiedziała szczerze: Niczego, bo moje życie od pewnego momentu, było tylko piękniejsze. Kiedy śmierć przyszła po pierwszą siostrę, która kogoś jednak sobie znalazła, po czym zapytała ją szczerze: Czy żałujesz czegoś ze swojego życia kobieto? Odpowiedziała jej ona: tak, wszystkiego, bo najpierw czekałam, a później goniłam za czymś czego kupić nie można.
Morał z tej opowiastki jest taki: nie goń za pieniądzem i rzeczami, bo one nie są nikomu dane. Im więcej dasz od siebie, tym więcej otrzymasz w zamian. Bo pamiętać musisz o jednej rzeczy ważnej, to co cię otacza, to nabyte wszystko, a to co w tobie i otrzymujesz od serca, to ceną się nie odznacza.

Autor: autor bloga.

poniedziałek, 21 lipca 2014

"Noc na zmiany" - opowiadanie.

      Cisza wypełnia moje uszy. Moje stopy niosą mnie, przez ten zajebany śmieciami świat. Ulica. Ulica, którą przemierzam każdej nocy, kiedy wracam. Rzygać mi się nią chce, po prostu rzygać. Mijam kolejne śmieci, jakieś worki foliowe, butelki po napojach gazowanych i opakowania po chipsach, czy inne brudne podpaski, czy prezerwatywy pęknięte. Słyszę co jakiś czas szmer czegoś za sobą, a czasami przed sobą. Nawet nie patrzę, nie zerkam, nie zwracam na to uwagi. Mam to w dupie. Moje nogi niosą mnie, jak nakręcone, powoli, mozolnie, do przodu. Kwintesencja życia, wartości, cnoty, zasad, praca. I co z tego mam? Pieniądze? A kto mi odda stracony czas z żoną, albo dzieckiem? Praca. Brak szacunku, wyzysk, gwałt, brutalność młodszych i pogarda.
   Zatrzymuję się i spoglądam na ciemne okna bloku. Jak ja mam go dość. Jak ja go nienawidzę. Brak prywatności, brak szacunku i obłuda.
   Trzeba iść dalej, więc robię kolejny krok i kolejny, i następny. Tak docieram do klatki, w której mieści się nie moje mieszkanie, bo nie wykupiłem mieszkania.
   Jak mi się nie chce tam wchodzić, wdrapywać się na te piętra, oglądać te pomalowane na nijaki kolor ściany. Obracam się jednak w stronę klatki schodowej w bloku i zauważam, że coś jest nie tak.
   Dwie formy, może postacie stoją, a raczej wiszą nad schodami. Patrzę na nie, bo co innego mogę robić? Jedna to obłok czarnej czerni, a z niej wyłania się obrys mężczyzny. Ta czerń jest czarniejsza niż ciemny kąt, do którego nie dochodzi światło. Druga postać, to obrys osoby, a około niej bije jasność, taka jasność, że mogła by sprawić w jednej chwili dzień w miejscu nocy, ale nie razi mnie, nie wypala oczu.
   Słyszę jak mężczyzna obrysowany czarną czernią przemawia do mnie, ale nie słowami, ale w mojej głowie: Twoje życie to codzienność, obojętność, samotność i zmęczenie. Po co się starać, chcieć więcej, po co? To co robisz i jak żyjesz jest właściwe. Twoja żona i twój syn żyją tak samo jak ty, z dnia na dzień, po co chcesz to im psuć, po co chciałbyś to zmienić? Za kilka lat czeka cię emerytura, wtedy będziesz odpoczywał i nadrabiał czas, może nawet się starał, ale teraz. Po co?
   Mężczyzna w czerni umilkł. Postać obrysowana najjaśniejszą bielą jaką widziałem odezwała się. Mówiła w mojej głowie: Jeśli nie zacząć się starać teraz, to nigdy nie będziesz się starać, bo zawsze to odwleczesz, zawsze znajdziesz jakiś pretekst. Twoje życie to pustka, ale możesz ją wypełnić. Czy twoja żona nie byłaby szczęśliwsza, gdybyś poświęcił jej trochę czasu, albo twój syn nie ucieszyłby się gdybyś go co drugą sobotę zabrał na boisko i pokopał z nim piłkę. Wysil się, przypomnij sobie jaki byłeś wcześniej. Czy byłeś gorszy? Przypomnij sobie. Gdzie twoja miłość, gdzie uczucia, gdzie chęć nawet wobec żony? Za co ją pokochałeś, za co ją kochałeś, kiedy brałeś z nią ślub? Przypomnij sobie to.
   Postać w bieli umilkła. Zamrugałem i patrzyłem już na ciemność nocy, na schody do klatki schodowej, słyszałem szuranie czegoś po mojej prawej.
   Po co się starać? Jaki byłem wcześniej?
   Nie wiem.
   Nie pamiętam jak dotarłem przed drzwi mieszkania, w którym spała moja żona i mój syn. Przekręciłem klucz, starając się, aby było to jak najciszej. Po co tak? Może nie chcę budzić nikogo. Wszedłem do mieszkania i odwiesiłem torbę i kurtkę. Wszedłem do łazienki i umyłem ręce, zęby, nogi. Kiedy wyszedłem z łazienki i zgasiłem światło, usłyszałem szmer przed sobą i zaspany głos: Co tak późno?
   Wyczułem irytację w jej głosie, w głosie mojej żony.
   Podszedłem do niej po omacku i przytuliłem, szepcząc: przepraszam kochanie. Czułem, że jej mięśnie się napięły przez jedną sekundę. Słyszałem jak zaciąga powietrze do płuc, co oznaczało że próbuje wyczuć zapach kobiecych perfum. Ale przestała po chwili, więc nie wyczuła niczego. Ponownie się odezwała, tym razem szeptem: Od kiedy to mówisz do mnie... kochanie?
   Co miałem jej odpowiedzieć? Więc powiedziałem: Od teraz. Bo cię kocham.
   Była czujna, jak tygrysica. Czułem jej zwężające się oczy w szparki, które oznaczały proces analizowania tych słów i wnioskowania ich przyczyny. Na pewno pomyślała, że zerwałem z kochanką, albo że znalazłem sobie kochankę, albo jakiś kolega mi powiedział coś do rozumu, albo uderzyłem się w pracy, czy coś spadło mi na głowę, lub ewentualnie upiłem się i czeźwieję, albo co gorsza, naćpałem się. I nie myliłem się, kiedy powiedziała: Uderzyłeś się czymś w głowę, czy może inną sobie znalazłeś?
   Aż wyczułem ten palący jad w jej głosie.
   Czekałem chwilę, może dwie, przytulając swoją żonę, aby trochę ją wnerwić, pomęczyć, po torturować, tak aby zwątpiła w swoje rozwiązania. I odpowiedziałem: żadna z tych rzeczy, kochanie.
   I ponownie napięły się jej wszystkie mięśnie na słowo, kochanie.
   Ponowiła atak: To może byłeś na dziwkach, albo w burdelu, co?
   Odpowiedziałem jej: Nie byłem w żadnych burdelu, ani na dziwkach.
   Dlaczego kobiety potrafią tak skomplikować sprawę, zapętlić ją, doprowadzić do sprzeczki, różnicy zdań, kłótni. A później płaczą i czują się niedowartościowane, niespełnione, niekochane. Czy mężczyzna nie może pojąć swoich błędów i postanowić się zmienić. Faceci się nie zmieniają, ale to samo można powiedzieć o kobietach. Ale wiele osób zmienia się, choć tego nie zauważamy. Spotykając kogoś teraz, za dwa lata może to być już inna osoba, inaczej myśląca, postępująca, wyglądająca. Więc jeśli te osoby mogą się zmienić, to dlaczego ja sam tego nie mogę. Postanawiam coś robić, lub czegoś nie robić w dany dzień i tak się dzieje. Nie ważne, że ktoś będzie stratny, czy nie. Bo chodzi o to, że inne osoby na tym zyskają. A zyskują te, które są najbliżej nas.
   Z zamyślenia wyrwał mnie jej głos: Masz zamiar tak stać przez całą noc, czy może się położysz.
   Więc puszczam moją żonę, kobietę którą pokochałem i kocham nadal. Widzę, choć ciemność okala jej postać, jej twarz, że nie jest przekonana co do mojego dziwnego zachowania. Ale wiem, że gdzieś tam głęboko, bardzo, bardzo głęboko pojawiła się myśl, że może jednak zmieniło się coś we mnie.
   Kiedy już ubrałem się w pidżamę i wlazłem do łóżka pomyślałem sobie, że może postać w jaskrawej bieli miała rację: Jeśli nie zacząć się starać teraz, to nigdy... Ja raczej powiedziałbym: Jeśli nie zacząć się starać teraz, to kiedy?
   Więc obróciłem się twarzą do pleców mojej żony i przysunąłem do niej, przytuliłem, objąłem, ułożyłem, a po chwili spałem, razem z nią - czego nie robiłem od... lat, bo zawsze spaliśmy odwróceni do siebie plecami.
   Czułem, jak ona mimo chodem uśmiecha się, może nawet gdzieś skrycie ciszy. Bo jaka kobieta nie chciałaby odzyskać swoje męża, takiego jakim był on zaraz po ślubie? Choć ja cieszyłem się z innego powodu, że odzyskałem żonę, w której się zakochałem.
   Bo nie prawdą jest, że mężczyzna po ślubie nie zmienia się, a kobieta tak. Po prostu, mężczyzna nie ma do czego się przystosowywać, a kobieta otrzymuje bagaż nowych obowiązków, które musi unieść, sprostać im. To te nowe obowiązki doprowadzają, że otoczenie widzi to jako zmianę w kobiecie, choć żadne zmiany w niej nie zachodzą.
  I tak spałem wtulony do żony, bo każda chwili, pora jest dobra, aby zmienić coś w swoim życiu, aby ci których kochamy mieli lepiej, nawet jeśli jest to z pewną stratą dla nas.

Autor opowiadania: autor bloga.