poniedziałek, 21 lipca 2014

"Noc na zmiany" - opowiadanie.

      Cisza wypełnia moje uszy. Moje stopy niosą mnie, przez ten zajebany śmieciami świat. Ulica. Ulica, którą przemierzam każdej nocy, kiedy wracam. Rzygać mi się nią chce, po prostu rzygać. Mijam kolejne śmieci, jakieś worki foliowe, butelki po napojach gazowanych i opakowania po chipsach, czy inne brudne podpaski, czy prezerwatywy pęknięte. Słyszę co jakiś czas szmer czegoś za sobą, a czasami przed sobą. Nawet nie patrzę, nie zerkam, nie zwracam na to uwagi. Mam to w dupie. Moje nogi niosą mnie, jak nakręcone, powoli, mozolnie, do przodu. Kwintesencja życia, wartości, cnoty, zasad, praca. I co z tego mam? Pieniądze? A kto mi odda stracony czas z żoną, albo dzieckiem? Praca. Brak szacunku, wyzysk, gwałt, brutalność młodszych i pogarda.
   Zatrzymuję się i spoglądam na ciemne okna bloku. Jak ja mam go dość. Jak ja go nienawidzę. Brak prywatności, brak szacunku i obłuda.
   Trzeba iść dalej, więc robię kolejny krok i kolejny, i następny. Tak docieram do klatki, w której mieści się nie moje mieszkanie, bo nie wykupiłem mieszkania.
   Jak mi się nie chce tam wchodzić, wdrapywać się na te piętra, oglądać te pomalowane na nijaki kolor ściany. Obracam się jednak w stronę klatki schodowej w bloku i zauważam, że coś jest nie tak.
   Dwie formy, może postacie stoją, a raczej wiszą nad schodami. Patrzę na nie, bo co innego mogę robić? Jedna to obłok czarnej czerni, a z niej wyłania się obrys mężczyzny. Ta czerń jest czarniejsza niż ciemny kąt, do którego nie dochodzi światło. Druga postać, to obrys osoby, a około niej bije jasność, taka jasność, że mogła by sprawić w jednej chwili dzień w miejscu nocy, ale nie razi mnie, nie wypala oczu.
   Słyszę jak mężczyzna obrysowany czarną czernią przemawia do mnie, ale nie słowami, ale w mojej głowie: Twoje życie to codzienność, obojętność, samotność i zmęczenie. Po co się starać, chcieć więcej, po co? To co robisz i jak żyjesz jest właściwe. Twoja żona i twój syn żyją tak samo jak ty, z dnia na dzień, po co chcesz to im psuć, po co chciałbyś to zmienić? Za kilka lat czeka cię emerytura, wtedy będziesz odpoczywał i nadrabiał czas, może nawet się starał, ale teraz. Po co?
   Mężczyzna w czerni umilkł. Postać obrysowana najjaśniejszą bielą jaką widziałem odezwała się. Mówiła w mojej głowie: Jeśli nie zacząć się starać teraz, to nigdy nie będziesz się starać, bo zawsze to odwleczesz, zawsze znajdziesz jakiś pretekst. Twoje życie to pustka, ale możesz ją wypełnić. Czy twoja żona nie byłaby szczęśliwsza, gdybyś poświęcił jej trochę czasu, albo twój syn nie ucieszyłby się gdybyś go co drugą sobotę zabrał na boisko i pokopał z nim piłkę. Wysil się, przypomnij sobie jaki byłeś wcześniej. Czy byłeś gorszy? Przypomnij sobie. Gdzie twoja miłość, gdzie uczucia, gdzie chęć nawet wobec żony? Za co ją pokochałeś, za co ją kochałeś, kiedy brałeś z nią ślub? Przypomnij sobie to.
   Postać w bieli umilkła. Zamrugałem i patrzyłem już na ciemność nocy, na schody do klatki schodowej, słyszałem szuranie czegoś po mojej prawej.
   Po co się starać? Jaki byłem wcześniej?
   Nie wiem.
   Nie pamiętam jak dotarłem przed drzwi mieszkania, w którym spała moja żona i mój syn. Przekręciłem klucz, starając się, aby było to jak najciszej. Po co tak? Może nie chcę budzić nikogo. Wszedłem do mieszkania i odwiesiłem torbę i kurtkę. Wszedłem do łazienki i umyłem ręce, zęby, nogi. Kiedy wyszedłem z łazienki i zgasiłem światło, usłyszałem szmer przed sobą i zaspany głos: Co tak późno?
   Wyczułem irytację w jej głosie, w głosie mojej żony.
   Podszedłem do niej po omacku i przytuliłem, szepcząc: przepraszam kochanie. Czułem, że jej mięśnie się napięły przez jedną sekundę. Słyszałem jak zaciąga powietrze do płuc, co oznaczało że próbuje wyczuć zapach kobiecych perfum. Ale przestała po chwili, więc nie wyczuła niczego. Ponownie się odezwała, tym razem szeptem: Od kiedy to mówisz do mnie... kochanie?
   Co miałem jej odpowiedzieć? Więc powiedziałem: Od teraz. Bo cię kocham.
   Była czujna, jak tygrysica. Czułem jej zwężające się oczy w szparki, które oznaczały proces analizowania tych słów i wnioskowania ich przyczyny. Na pewno pomyślała, że zerwałem z kochanką, albo że znalazłem sobie kochankę, albo jakiś kolega mi powiedział coś do rozumu, albo uderzyłem się w pracy, czy coś spadło mi na głowę, lub ewentualnie upiłem się i czeźwieję, albo co gorsza, naćpałem się. I nie myliłem się, kiedy powiedziała: Uderzyłeś się czymś w głowę, czy może inną sobie znalazłeś?
   Aż wyczułem ten palący jad w jej głosie.
   Czekałem chwilę, może dwie, przytulając swoją żonę, aby trochę ją wnerwić, pomęczyć, po torturować, tak aby zwątpiła w swoje rozwiązania. I odpowiedziałem: żadna z tych rzeczy, kochanie.
   I ponownie napięły się jej wszystkie mięśnie na słowo, kochanie.
   Ponowiła atak: To może byłeś na dziwkach, albo w burdelu, co?
   Odpowiedziałem jej: Nie byłem w żadnych burdelu, ani na dziwkach.
   Dlaczego kobiety potrafią tak skomplikować sprawę, zapętlić ją, doprowadzić do sprzeczki, różnicy zdań, kłótni. A później płaczą i czują się niedowartościowane, niespełnione, niekochane. Czy mężczyzna nie może pojąć swoich błędów i postanowić się zmienić. Faceci się nie zmieniają, ale to samo można powiedzieć o kobietach. Ale wiele osób zmienia się, choć tego nie zauważamy. Spotykając kogoś teraz, za dwa lata może to być już inna osoba, inaczej myśląca, postępująca, wyglądająca. Więc jeśli te osoby mogą się zmienić, to dlaczego ja sam tego nie mogę. Postanawiam coś robić, lub czegoś nie robić w dany dzień i tak się dzieje. Nie ważne, że ktoś będzie stratny, czy nie. Bo chodzi o to, że inne osoby na tym zyskają. A zyskują te, które są najbliżej nas.
   Z zamyślenia wyrwał mnie jej głos: Masz zamiar tak stać przez całą noc, czy może się położysz.
   Więc puszczam moją żonę, kobietę którą pokochałem i kocham nadal. Widzę, choć ciemność okala jej postać, jej twarz, że nie jest przekonana co do mojego dziwnego zachowania. Ale wiem, że gdzieś tam głęboko, bardzo, bardzo głęboko pojawiła się myśl, że może jednak zmieniło się coś we mnie.
   Kiedy już ubrałem się w pidżamę i wlazłem do łóżka pomyślałem sobie, że może postać w jaskrawej bieli miała rację: Jeśli nie zacząć się starać teraz, to nigdy... Ja raczej powiedziałbym: Jeśli nie zacząć się starać teraz, to kiedy?
   Więc obróciłem się twarzą do pleców mojej żony i przysunąłem do niej, przytuliłem, objąłem, ułożyłem, a po chwili spałem, razem z nią - czego nie robiłem od... lat, bo zawsze spaliśmy odwróceni do siebie plecami.
   Czułem, jak ona mimo chodem uśmiecha się, może nawet gdzieś skrycie ciszy. Bo jaka kobieta nie chciałaby odzyskać swoje męża, takiego jakim był on zaraz po ślubie? Choć ja cieszyłem się z innego powodu, że odzyskałem żonę, w której się zakochałem.
   Bo nie prawdą jest, że mężczyzna po ślubie nie zmienia się, a kobieta tak. Po prostu, mężczyzna nie ma do czego się przystosowywać, a kobieta otrzymuje bagaż nowych obowiązków, które musi unieść, sprostać im. To te nowe obowiązki doprowadzają, że otoczenie widzi to jako zmianę w kobiecie, choć żadne zmiany w niej nie zachodzą.
  I tak spałem wtulony do żony, bo każda chwili, pora jest dobra, aby zmienić coś w swoim życiu, aby ci których kochamy mieli lepiej, nawet jeśli jest to z pewną stratą dla nas.

Autor opowiadania: autor bloga.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz