Poniższe opowiadanie to składowa niektórych wydarzeń z mojego przeszłego i teraźniejszego życia. Pewne rzeczy zostały zmienione na potrzeby opowiadania, a inne fikcyjne dodane. Wszystkie imiona zostały zmienione.
Siedzę przy stoliku i wpatruję się w złocisty płyn w kuflu. W około gwar, szafa ryczy jak zarzynany lew, koledzy przed mną żartują, opowiadają, gawędzą, obgadują, narzekają, snują plany, chwalą się. Nie cieszy mnie to, nie bawi. Jeden z kumpli podnosi się i idzie w głąb lokalu, a ten drugi przysiada się bliżej i zaczyna:
-- Paweł, wyluzuj. Jest piwko, jest fajnie, rozchmurz się. Jak kocha to poczeka, zaufaj mi.
W odpowiedzi, wzdycham.
-- Paweł, bo cię pierdolnę. Wyluzuj, jej tu nie ma, rozumiesz. Masz się bawić, rozumiesz. Powiedz coś.
-- Spierd....
-- To już jakiś sukces. Coś więcej może?
W porę wraca drugi kumpel i przysiada się z drugiej strony.
-- Paweł, daj spokój. Przyszedłeś tu z nami, więc mów coś, opowiadaj. Co tam w robocie, dobrze jest?
-- Do dupy - odpowiadam, bo nie mam ochoty na gadanie o dupie Marynie. To nuda.
-- To już coś.
Kumple jednak patrzą po sobie i odsuwają się.
Do lokalu wchodzą jacyś ludzie. Rozglądają się i zajmują stolik przy stole bilardowym.
Po jakimś czasie podchodzi do naszego stolika jakaś dziewczyna i przysiada się. Jeden z kolegów wita się z nią.
Mi nie chcę się z nią gadać, więc zwieszam głowę po chwili i kładę na kuflu. Nuda, mowa trawa. Ale dno.
Słyszę, że rozmowa ucichła, a wszyscy chyba opatrzą na mnie.
-- Jak dobrze, wreszcie można się kimnąć - bulgoczę, nie zmieniając pozycji.
-- A to jest Seler, a raczej Piotrek - słyszę.
Podnoszę się z kufla i sennymi, bezbarwnym głosem mówię: Cześć.
Ona patrzy na mnie także bez wyrazu.
Po chwili odchodzi do swoich znajomych, do stolika przy stole bilardowym.
Kiedy jeden z kumpli idzie do wc, ja przyglądam się zabawce z jajka niespodzianki, która leży na środku stolika. W między czasie kufel zastąpiony został butelką piwa. Wpadam na pomysł, aby ją jakoś wcisnąć do butelki kumpla, którego nie ma. Taki głupi pomysł, żart. Przecież mnie za to nie zabije. Jak pomyślałem, tak zacząłem realizację. Drugi kumpel patrzy i łapie mnie za rękę:
-- Co ty robisz? Przecież jak będzie chciał się napić, to mu zablokuję szyjkę.
-- Wiem, i o to chodzi.
Puszcza moją dłoń i patrzy na mnie.
-- Przecież się nie udławi, bo jak. Za duża jest ta figurka.
Udaje mi się siłą wepchnąć zabawkę w butelkę z piwem.
Drugi kumpel wraca z kibla i siada przy stoliku. Rozmawiamy i nic się nie dzieje. Ale kiedy kumpel z felerem w butelce chwyta ją, aby się napić, następuje chwila prawdy. I dzieje się. Kumpel krztusi się i szybko odstawia butelkę na stolik.
-- Co jest k... - zerka w butelkę - Coś cie tam wsadzili, debile?
Rozgląda się po stoliku.
-- A gdzie to coś, ta figurka?
Patrzymy wymownie na jego butelkę.
-- Was pojebało? Kto?
-- Ja - odpowiadam.
-- Ale jak udało ci się to wcisnąć do butelki?
-- Czary, człowieku, czary.
Teraz zaczyna się zabawa, kto komu wrzuci do butelki z piwem daną figurkę, a dana osoba się nie zorientuje.
Pod koniec zabawy, podchodzi do naszego stolika dziewczyna, która przylazła tutaj wcześniej, aby się przywitać. Zaprasza nas na bilarda, choć brakuje im tylko jednego do kompletu. Znowu okazuje wobec niej obojętność - chrapie, po uprzednim ułożeniu czoła na szyjce butelki z piwem. Słyszę: że ja taki już jestem. A ja jestem tylko sobą. Ostentacyjnie podnoszę głowę i stwierdzam, że idę do domu, a kumpel niech zostanie. Wtedy ona mówi do mnie:
-- Ty zawsze taki jesteś?
-- A co, nie podoba się?
-- Nie, dlaczego. Mi to nie przeszkadza.
-- Więc?
-- Jeśli się nie zmienisz, to będziesz mógł przebierać w dziewczynach.
-- Fajnie, a teraz sorry ale spadam do domu.
Wstaje, zakładam kurtkę i czekam na drugiego kumpla, bo ten pierwszy zostaje na bilard.
Wreszcie chwila ciszy, a w około noc. Idę samotnie, bo kumpel dotarł do swojego lokum, a ja mam do swojego jeszcze 15 minut drogi, spokojnym krokiem.
Więc idę i zamyślam się nad istotą tego, co działo się w lokalu, nad słowami które słyszałem.
Miłość. Nie, nie potrafię się wyluzować, wyłączyć serca i myślenie, kiedy jestem zakochany, kiedy kocham, kiedy tęsknie. Nie potrafię i nie chcę. Nie potrzebuję tego jak inni. Oddechu, odpoczynku od ukochanej osoby, aby nabrać energii. Dla mnie energią jest uczucie w sercu i ta ukochana osoba. To dla mnie źródło energii, przyjemności. Mnie nie bawi upijanie się, picie piwa, oglądanie meczu, czy gadanie o zdradach, nowych koleżankach, ruchaniu, samochodach, pracy, pieniądzach. Nuda, nuda, nuda. Dochodzę do wniosku, że nie to kształtuje człowieka, ale jego wnętrze, jego czyny, poczynania wobec danej osoby lub osób. Hitler też był miły dla kochanki, głaskał dzieci, chwalił żołnierzy, którzy zabili wielu bolszewików, ale to z jego rozkazu mordowano innych, gwałcono, palono, czy likwidowano w obozach koncentracyjnych. Nie mam taryfy ulgowej dla jednych, a dla innych jestem kojącym plastrem na obtarcie - taki jestem, kiedy kocham. Bo to piękne uczucie jest, fascynujące, podniecające, motywujące. I ja to czuje cały czas, czy jestem w pracy, czy na piwie, rozmawiam z koleżanką, czy siedzę przed komputerem - cały czas jest we mnie miłość.
Kolejny dzień zaczynam o 11.04. Słońce już dawno zrobiło mi na złość i wstało wcześniej niż ja. Ubieram się mozolnie. Mam urlop, więc wykorzystuję go do granic możliwości, aby się lenić. Kiedy już ubrałem się, staję przed obrazkiem Jezusa i odmawiam modlitwę - na początek dnia. Idę sobie herbatę zrobić i miseczkę owsianki. O dobre bakterie w żołądku trzeba dbać. Od niedawna jadam owsiankę, bo zastępuje ona picie actimela, którego notabene nigdy nie kupowałem, dla mnie to strata pieniędzy. Bo po co wprowadzać w organizm jakieś bakterie, kiedy można lepiej odżywiać te bakterie, które już mam w żołądku i są one dobre dla organizmu. Nie wiem, czy jest jakieś warzywo, które wspomaga produkcję witaminy C, ale jeśli tak, to ta sama historia: Po co brać tabletki z chemią, która ma dostarczyć witaminę C, zamiast jeść co dziennie jedną bulwę jakiegoś warzywa, które sprawia, że organizm sam zaczyna produkować witaminę C w większych ilościach. A tak naprawdę jedzenie owsianki to wynik programu, gdzie facet jadł owsiankę przez miesiąc i przez cały ten okres miał lepsze trawienie, a jego pozytywne bakterie w jego żołądku miały się lepiej niż wcześniej. Kawy też już nie pijam od, chyba, dwóch lat. Zauważyłem, że rzadziej łapie mnie senność popołudniu, nie mam złego nastroju kiedy pada deszcz, albo jest ponura pogoda itd. Innymi słowy, same plusy.
Po zjedzeniu owsianki i wypiciu herbaty, zasiadam przed komputer. Czymś trzeba zając dzień, prawda. Naciskam na włącznik komputera i zaczynam się zastanawiać: Czy wysłać smsa do ukochanej, aby się przywitać?
W tym samym momencie słyszę dźwięk przychodzącej wiadomości tekstowej w telefonie. Magia?
Odczytuję wiadomość: Jak tam kochanie na urlopie? wyspales się chociaz?
Odpisuję: tak wyspalem. a na urlopie nudno. brakuje mi ciebie. Wysyłam.
Odpowiedź: wieczorkiem bede na skype, to pogadamy. teraz praca. kocham cie.
Odpisuję: kocham cie i przyjemnej pracy.
Odpowiedź: nic w niej przyjemnego. Do wieczora skarbek.
Odpisuję: do wieczora promyczku.
Koniec konwersacji.
Dzień mija mi przed komputerem. Bo co innego robić, przecież konia walić nie będę, ani nie zajmę się przemeblowaniem pokoju w nudów?
W ciągu dnia odmawiam trzykrotnie modlitwę, prosząc Boga o pewne sprawy. W między czasie wykonuję ćwiczenia na nogi: uda, łydki i chyba pośrednio na pośladki. Dzięki tym ćwiczeniom zauważyłem, że nie łapią mnie skurcze nóg, czy łydek. Nie czuję też dyskomfortu związanego z zimnymi stopami, jak miałem to wcześniej, albo problemów z bólem nóg. Teraz mogę przejść długi dystans, a mam siły, aby zrobić to jeszcze raz, choć organizm jest zmęczony. Zauważyłem też, że ćwiczenia poprawiają trawienie, w jakiś sposób, i że przytyłem. Ale najlepsze jest to, że ukochana zyskuje na tym najbardziej. Nie mam ochoty zasypiać po jednym razie z nią w łóżku, kiedy ona ma ochotę na jeszcze jeden raz. Jej chęć jest dla mnie rozkazem.
Obiad z resztek ze wczoraj i dalej komputer, i internet. Czekam na ukochaną, coś się spóźnia.
Jest, dzwoni. Rozmawiamy dwie, może nawet 3 godziny. Opowiadamy sobie różne rzeczy, co się dzieje, co robiliśmy w ciągu dnia itd.
Godzina 23.34, rozłączam się, po uprzednim pożegnaniu.
Obiecałem iść spać, ale siedzę jeszcze kilkanaście minut przed komputerem, kończąc tekst na bloga, który zacząłem pisać w ciągu dnia.
Wyłączam komputer o godzinie, około 23.49.
Idę do łazienki, myję zęby, ręce i smaruję usta kremem Nivea, bo usta mi wysychają, ale też chcę aby były cały czas miękkie. Chyba lepiej całuje się takie usta, niż suche i twardawe. Myję też dłonie dokładnie, czyli także między palcami. To wynik programu, gdzie zrobiono test mydła i płynów, które rzekomo zabijają 99,99 procent bakterii. Okazało się, że nie zabijają, a jedynie mydło to czyni. Tak, zwykłe, normalne mydło. Wystarczy tylko dokładnie umyć dłonie, a przed wszystkim, między palcami. Najlepsze jest to, że widzę efekty takiego mycia.
W pokoju rozbieram się i ubieram spodnie od pidżamy, bo w nocy pod kołdrą jest mi za ciepło. Staję na środku pokoju i zaczynam ćwiczenia. Prawie co dziennie je robię, bo trzeba dbać o sobie, ale tak naprawdę nie robię tego tylko dla siebie. Im bardziej będę sprawniejszy, tym moje ukochana na tym zyska, czy to w łóżku, czy podczas spędzania czasu ze mną. Ćwiczenia to też lepszy metabolizm, przemiana materii, co sprawia, że staję się wytrzymalszy. A jeśli jesteś wytrzymalszy, tym lepiej dla ukochanej, która może to wykorzystać dla swoich potrzeb.
Kiedy kończę ćwiczenia, obracam się w stronę obrazka i zaczynam się modlić. Dziękuję Bogu za ten dzień, za ukochaną, za tę miłość. Proszę Boga o ochronę dla niej, o zdrowie i wyzdrowienie dla Kamila chorego na mukowiscydozę, oraz o zdrowie dla Piotra, który od kilku lat walczy z nowotworem. Ostatnią modlitwę zostawiam na koniec, bez próśb, po prostu jako chwalebną, dziękczynną.
Po skończeniu modlitwy, co trwa około 20-30 munut, kładę się do łóżka, myśląc o ukochanej.
Dobija mnie ta rozłąka, ta samotność w tym pokoju, ta cisza, brak słyszalnego oddechy koło mnie. Wiem, że ona mnie myśli, ale co innego kiedy wracasz po pracy do domu, gdzie ukochana ci osoba jest, a co innego wracać do domu, gdzie wiesz, że jest pustka, cisza, bo ukochana jest daleko.
Zasypiam i tak kończę ten dzień.
Autor opowiadania: Mariusz (autor bloga), 31.08.2014.
Pomysł na opowiadanie wpadł mi wczoraj (30.08.2014), po obejrzeniu filmu "Słodko-gorzki".
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz