1.
Ona leży na wersalce, zamroczona dużą ilością dawką alkoholu. Za oknem jeszcze ciemno, jeszcze nic. Nie do końca kontaktuje, nie do końca pojmuje, nie do końca rozumie. Słyszy tylko jakieś charczenie, rzężenie nad sobą.
Na stoliku obok masę butelek po wódce, poprzewracane niektóre kieliszki. Pod stołem butelki po napojach.Ma rozwarte nogi, roztargane rajstopy w kroczu, że aż pajęczyna oczek rozlewa się po nogach, przy każdym ruchu nogą.
Jest tak pijana, że nawet nie potrafi się ruszyć.
Majtki odgarnięte najdalej jak się da na bok, aby nie zasłaniały niczego, co znajduje się między jej nogami.
I on. Charczący nad nią, niezdarnie próbujący wciskać swojego miękkiego członka w nią, między jej nogi. Znajomy jakiejś koleżanki, starszy od niej o kilkanaście lat.
Przestaje, podnosi się chwiejnie i już po chwili siada na fotelu. Łapie paczkę papierosów i zapala jednego. Patrzy się na nią. Kiedy kończy palić i gasi peta, wstaje i nadal patrzy na nią. Robi ruch, jakby chciał powtórzyć to co zrobił kilkanaście chwil wcześniej.
Rezygnuje. Ona słyszy tylko zamykanie drzwi. Nie rozumie. Nie dociera do niej.
Rano wstaje odrętwiała i idzie do łazienki. Już widno, już kilka godzin temu wstał dzień. Kroczy, zatacza się, próbuje złapać równowagę łapiąc się ściany.
Siedząc na sedesie przygląda się przez chwilę swoim podartym i rozdartym rajstopom. Kiedy kończy wydalanie, ściąga podarte rajstopy i majtki, i wrzuca do kosza na brudną bieliznę. Ściąga z siebie bluzkę. Odkręca kurek z ciepłą wodą przy wannie. Dopiero wtedy zauważa na swoich udach dziwne ślady zaschłej biało-przezroczystej substancji. Wchodzi do wanny i tylko w niej siedzi.
Świadomość podpowiada jej różne obrazy, odgłosy, których nie kojarzy.
Dopiero po roku dowie się, co jej się stało. Dowie się, bo powstrzyma tego samego chłopaka przed zrobieniem tego samego co jej, innej dziewczynie.
Dotrze do niej smutna prawda o niej, tej która wtedy nie miała jeszcze piętnastu lat.
2.
On starszy, wdowiec, zawsze miły i co dzień mówił jej, Dzień dobry. Ona samotna matka z dwójką dzieci. Czasami nawet zagadywał, jak to sąsiad mieszkający kilka domów dalej. Mijali się często.
Zagadnął, czy nie miała by ochoty na herbatę, ciasteczka. Może przyjść z dziećmi, które mogły by się pobawić na piętrze.
Zgodziła się, bo czemu nie. Zawsze to lepsze, niż siedzenie samej w pustym pokoju z dziećmi.
Nie malowała się, bo przecież nie szła na żadną randkę. Nawet się nie przebierała, bo to tylko sąsiedzkie odwiedziny.
Kiedy była już na miejscu, dzieci przez chwilę siedziały przy niej. Ale On zaproponował im zabawki, które znajdują się w pokoju na piętrze. Zafascynowane poszły za nim. Minęła krótka chwila i wrócił, ale bez dzieci. Zagadnął nawet, że teraz nie będą im przeszkadzać.
Jeszcze chwilę rozmawiali, tylko chwile. On przysiadł się na tapczan, na którym siedziała.
Kolejną rzecz jaką pamięta było, jak jej ręce wepchnął jej za nią i przycisnął ją do oparcia tapczanu. Usłyszała rozrywanie szwów jej spodni i jego dłoń odgarniającą jej majtki na bok.
Nawet nie wiedziała, kiedy on zdążył rozpiąć swoje spodnie i opuścić własne majtki.
Słyszała jego chrząknięcia jak nacierał na jej krocze. Czuła ból i odrazę. Do niego, do siebie.
Skończył dość szybko jak zaczął. Nawet nie pisnęła. Jedynie łzy zdradzały jej stan duszy.
Spojrzała na swoją bluzkę, na którą się spuścił. Jedynie dobra rzecz, że nie skończył w niej.
Odsunął się od niej. Odczekała chwilę, aby po chwili wstać i dziwnym mało kobiecym krokiem wyjść z pokoju.
Zawołała dzieci, poprawiając niezdarnie jak zepsuty robot swoje podarte w kroczu spodnie. Zawiedzione pojawiły się na piętrze. Zdołała powiedzieć, że wychodzą. Nie chciały, chciały się bawić. Ale ona ryknęła, że wracają do domu.
Dziecko w drodze do domu zagadnęła ją, co jej się stało w spodnie.
Odpowiedziała mimochodem tylko, że rozdarły się.
3.
Ona samotna, On zabawny, sympatyczny. Poznała go w internecie. Po ponad dwóch latach rozmów i wymianach lukrowanych słów, spotkali się.
Rzeczywistość zweryfikowała wiele. W rzeczywistości nie był tak zabawny, jaki potrafił być podczas internetowej rozmowy. Przekonała się, że co innego kilka godzin lub kilkanaście, może kilkadziesiąt minut przed klawiaturą, to nie to samo co widzieć kogoś, obserwować, przebywać w towarzystwie tego kogoś.
Jego mieszkanie. Jak to mieszkanie mężczyzny. Jedno łóżko.
Mieli spać w nim, ale On zaplanował chyba coś innego. Dla niej to był pierwszy mężczyzna, z którym nawiązała bliższe relacje od bardzo, bardzo dawna. Dla niego... nie wiedziała.
Złapał ją za nadgarstki, drugą ręką opuścił nachalnie i bez pardonu jej majtki. Ściskał jej piersi, zbyt mocno, boleśnie. Wydobył ze swoich majtek członek i zacharczał jej do ucha, że ma go wziąć do buzi. Zacisnęła wargi. Pokiwała głową na boki. Uderzył ją, później drugi i trzeci. Nie zrobiła tego, czego on żądał. Wszedł w nią brutalnie, gwałtownie, zasłaniając jej usta wolną dłonią. Nie walczyła, bo wiedziała, że przegra. Dość długo nacierał na nią, zanim skończył. Zakazał jej krzyczeć, choćby odgłos wydawać z siebie. Puścił ją, zwalił się na drugą stronę łózka i...
Odczekała chwilę i poszła do łazienki. Obmywała się między nogami i płakała jednocześnie. To nie tak miało wyglądać. Przesiedziała całą noc w łazience. Zanim zaczęło świtać, poszła po swoje uranie i ubrała się w łazience. Czekała.
Wypuścił ją, kiedy zagroziła, że wezwie policję. Ale zanim to zrobił, słońce prawie zachodziło na horyzoncie.
Długo trwało, zanim doszła do siebie. On po miesiącu zaczął do niej dzwonić, wysyłać sms, przepraszać. Trwało to ponad rok. Uwierzyła mu, że nie miał przez bardzo długi czas kobiety i chciał się kochać, ale nie wiedział, czy ona też tego chce.
Przyjechała do niego. Miał się zmienić. Ledwo zamknął drzwi do swojego mieszkania, wpuszczając ją uprzednio, potknęła się i upadła jak długa na podłodze.
On przycisnął ją swoim ciałem do podłogi, szybkim ruchem podwinął jej spódniczkę, roztargał rajstopy, odgarnął jej majtki i wszedł w nią gwałtownie. Jedynie co zdążyła zrobić, to zacisnąć zęby, aby przetrzymać ten ból. Nacierał jak knur, nie patrząc na nią, jedynie, aby wejść tam gdzie chciał.
Skończył dość szybko, jeśli Ona mogła tak to nazwać. Obszedł nią, zapinając swoje spodnie.
Ona podniosła się, poprawiła i wyszła z jego mieszkania.
Po roku poznała przez internet chłopaka. Dał jej wsparcie, oparcie. Kiedy zaczął proponować spotkanie, nie chciała się zgodzić. Trochę trwało, zanim się zgodziła. Poszła.
Przy stoliku siedział ten chłopak i jej oprawca. Chłopak zagadnął do niej, kiedy ona nawet jeszcze nie podeszła zbyt blisko do stolika: Znasz mojego najlepszego przyjaciela?
Stanęła jak wryta. Obróciła się i wyszła z lokalu.
4.
Ona uwielbiała poznawać nowych ludzi w internecie. Czasami po dwóch tygodniach rozmowy, spotykała się na randce, lub niby randce.
On starszy, ale nie za wiele. Zdjęcie ładne, cudne oczy. Zaplanowali spotkanie, w parku, nie opodal jej miejsca zamieszkania. On podobno też z bliska, okolicy.
W parku, na ławce, siedział jakiś starszy facet, do tego łysiejący. Podeszła i stanęła przy ławce. Zagadnęła, czy On to On. Tak, to On. Nie tego się spodziewała.
Powiedział, aby usiadła. Kilka zdań o niczym i o tym, że ją kiedyś zauważył, kilka tygodni temu trafił na jej profil randkowy, że ładna i zgrabna.
Ona nawet nie słuchała, tylko co któreś słowo.
On zagadnął, czy nie poszłaby z nim za to duże drzewo, z rozrośniętym i szerokim pniem.
Poszła. A On stanął, obrócił się do niej przodem i zapytał, czy ona mu nie obciągnie.
Zrobiła szerokie oczy, uśmiechnęła się i odeszła, rozbawiona jego słowami.
On krzyknął za nią, że zdzira, czy coś. Ale nie słuchała, bawiła ją ta sytuacja.
5.
On ciężko zapracowany, Ona w domu. On zmęczony, więc ochoty na seks nie ma. Ona samotna. Ale czasami dawał jej to, czego ona chce. Ale tylko czasami i od niechcenia.
Rok, może dwa, może pięć, nie wiedziała ile tak żyje.
On wrócił z pracy, rzucił płaszcz na fotel. Ona siedziała na wersalce w pokoju gościnnym, oglądając telewizor. Obiad miał być za kilkanaście minut. Podszedł do niej, zablokował jej ręce i zaczął jedną ręką mocować się z jej rajstopami, opadającą spódnicą i majtkami. Kiedy wreszcie dostatecznie opuścił majtki i rajstopy z jej pośladków, rozpiął rozporek, wyciągnął swój interes i wszedł w nią.
Patrzyła na niego. On nie patrzył na nią. Jedyne co robił to wchodził w nią, uderzał, obcierając jej skórę na udach. Przestał po jakiejś tam chwili, nie wiedziała jakiej. Wstał, poprawił się, schował to co miał schować, zapiął rozporek i skierował się ku kuchni.
Ona leżała oniemiała przez chwilę, patrząc się w jego plecy. Spojrzała na swoje uda, podciągniętą spódnicę, na rajstopy i majtki opuszczone do połowy ud. Poprawiła się, złapała za swój płaszcz wiszący w przedsionku i wyszła.
Wróciła po tygodniu, z pozwem rozwodowym.
Pięć historii, o tym samym. O czymś obrzydliwym i niegodnym. Trzy z nich to prawdziwe historie, jakie zostały mi opowiedziane przez kobiety w internecie, które zostały trochę zmienione. Dwie opowieści to fikcja literacka. Chodź nikt nie mówi, że nie mogły się one zdarzyć.
Chciałbym też zaznaczyć, że nigdy w swoim życiu, nie zgwałciłem żadnej kobiety.
Powyższe opowiadania mają w pewnym sensie przestrzec kobiety, że nie powinny bezgranicznie ufać obcemu im mężczyźnie. Bo gwałtu się nie zapomina, nigdy. Do końca życia kobieta pamięta odgłos, dotyk, odczucia, uczucie - każdy psycholog to potwierdzi.
I uwierzcie mi, pisanie tych opowiadań nie było łatwe, naprawdę... nie było.