Sobota, dzień wolny dla niej. Siedzi w fotelu, z podkulonymi nogami i ogląda mimochodem bajki z dziećmi. Dzieci przy okazji bawią się zabawkami. Szczerze mówiąc, to cały pokój jest zawalony zabawkami dzieci. W dłoniach ściska kubek z myszką, w którym stygnie herbata.
Ona słyszy dźwięk przekręcanego klucza w zamku i otwierające się i zamykając drzwi. Ona wie, że zaraz będzie ryk, o ten syf. Nawet nie patrzy na miejsce, gdzie za chwilę zjawi się On. Czeka. Czeka i... czuje jak ciepłe i miękkie usta dotykają ją w jej usta. Trwa to chwilę, dosłownie chwilę. Patrzy badawczo na postać przed nią, kto śmiał ją pocałować, co ma prawo zrobić jej mąż. Patrzy i widzi, to On. Słyszy jego głos:
-- Ładnie żeście urządziły mieszkanie dzieci - uśmiecha się.
Dzieci dokazują, chwalą się, które gdzie co położyło. Skarżą jedno na drugiego, gdzie któreś co wysypało lub rzuciło.
On wchodzi do kuchni kładzie reklamówkę, której Ona nie zauważyła wcześniej. I ponownie jego głos:
-- Zrobiłem zakupy kochanie jak wracałem z pracy.
Te słowa docierają do niej dopiero, po dłuższej chwili, kiedy On kładzie patelnie na jednym z czterech palników, i zapala go.
Wyjmuje kolejne rzeczy, jakieś warzywa, jakieś puszki, jakieś opakowania.
Kto to jest? - Ona się zastanawia.
On co chwilę patrzy na nią i uśmiecha się, naprawdę się uśmiecha.
Woła dzieci, aby mu pomogły. Przybiegają i pomagają włożyć jakieś rzeczy do lodówki lub do dolnych szafek. To dla nich fajna zabawa. On bawi się ze swoimi dziećmi?
Rozdziela zadania dla dzieci. Jedno ma mieszać sos, drugie pilnować stopera, a jeszcze inne ułożyć talerze na stole.
Ona patrzy na to i zaczyna jej się wydawać, że chyba przysnęła i to jej się śni. Tak, to na pewno sen - wpada po krótkiej chwili. Ale z tego przekonania wytrąca ją On, który podchodzi i ponownie całuje, delikatnie, obejmując. Mówi:
-- Obiad podano kochanie.
Kochanie? Kochanie?! KOCHANIE! O co tutaj chodzi? To chyba jakiś koszmar? - Ona cały czas zatopiona w swoich myślach.
Dzieci i On siedzą przy stole, patrząc się na nią.
Słyszy głos swojego syna:
-- Mamo, chodź...
Jej mięśnie jakby same unoszą ją. Odstawia kubek z niedopitą herbatą i siada przy stole na przeciwko niego.
Jedzą. Może sos kupny, ale nie jest zły. Makaron też dobry.
Później On zbiera talerze i zanosi je do kuchni. Wkłada do zlewu, napusza trochę ciepłej wody, do drugiego zlewu, napusza zimnej - tak jej się wydaje - i zaczyna zmywać, ZMYWAĆ!, naczynie. Talerze, patelnia, garnek. Wszystko na ścierce lub suszarce. Ona patrzy na to jakby zobaczyła ducha. On podchodzi do niej, schyla się i całuję ją delikatnie, po czym namiętnie, bardzo namiętnie. Tak namiętnie, że Ona nabiera małej ochoty na seks, czuje to kiełkujące w niej podniecenie. Czuje jego dłoń na swojej ręce, drugą dłoń na swoim boku, wsuniętą mimowolnie. I wszystko się kończy, tak nagle. Jest zawiedziona, bo zaczynało się robić tak miło, tak przyjemnie. On uśmiecha się tylko i szepcze, później. Co to znaczy: później? - Ona zastanawia się.
On siada przy dzieciach i zaczyna się z nimi bawić. Bawi się z dziećmi? BAWI SIĘ Z DZIEĆMI? - nie potrafi tego pojąć. On, bawi się ze swoimi dziećmi. Ona idzie do kuchni i robi sobie nową herbatę. Kiedy wraca, aby usiąść w fotelu, w telewizorze włączony jest jej serial.
Kiedy serial się kończy, On łapie za pilot i włącza ponownie program z bajkami. Ale nie wraca do dzieci, aby się z nimi bawić. Podchodzi do niej, a raczej wchodzi za fotel. Ona nie widzi go, ale wie, że On tam jest. Co On planuje? - kolejna myśl.
Czuje jak jego palce miarowo zagłębiają się w jej bark, w mięśnie między szyją na barkiem. Wzdryga się, chce się podnieść, ale On ją delikatnie przytrzymuje, nie pozwala. Czy On...? CZY ON...? CZY ON JĄ MASUJE? Opada na fotel, czeka, wyczekuje. Jego palce delikatnie miętolą jej mięśnie karku, barku, szyi. Masuje ją. Naprawdę ją masuje i robi to łagodnie, przyjemnie. Tak, zaczyna jej być przyjemnie. Zamyka oczy, a bardziej je przymyka jak kotka, która lubi kiedy się ją głaszczę w pewnym miejscu. Cholernie przyjemne uczucie. Taka błogość. Słyszy głos dziecka:
-- Co się stało mamie?
I On odpowiada:
-- Nic. Mamie jest bardzo przyjemnie.
-- Aha - odpowiedź.
Błogość. Tak się czuła do momentu, aż nie przestał. Wyszedł z za fotela i usiadł na jego poręczy. Nie otworzyła oczu od razu, ale po krótkim czasie. Kiedy to zrobiła, spojrzała na niego, ale On nie patrzył na nią, ale na dzieci. Położyła mu dłoń na udzie i delikatnie pomacała. Wtedy On spojrzała na nią. Uśmiechał się. Patrzyła na niego, w jego oczy i delikatnie muskała palcami jego udo. Wtedy On wstał i przeszedł do kuchni. Ona wstała i zaczęła zbierać zabawki z jego krańca pokoju. Przy okazji ponagliła dzieci, aby zakończyły zabawę i jej pomogły. Usłyszała jego głos:
-- Słuchajcie mamy i pomóżcie jej.
Nie były skłonne pomagać w sprzątaniu, kiedy Ona poprosiła, ale kiedy On powiedział, aby ją słuchały, zaczęły zbierać zabawki i pakować je do dużych koszy.
Usiedli tak jak wcześniej, On i Ona na przeciwko siebie. Jedli kanapki przygotowane przez niego. Siedzieli tak i jedli. W pewnym momencie On poczuł jak coś trąca jego nogi, a po chwili ociera się o jego łydkę, a za chwilę kolano. Odchylił się i zobaczył jej stopę. Niby od tak, wsunął dłonie pod stół, złapał jej stopę w swoje dłonie. Delikatnie masował jej stopę, palce, prześlizgiwał się po jej skórze. Widział, że przestała jeść, tylko wpatruje się w niego. Niby uśmiecha, niby poważna. Kiedy dzieci zadeklarowały, że już się najadły, puścił jej stopę, wstał i zaczął zaganiać dzieci do łazienki, do mycia się. Ona w tym czasie uprzątnęła stół. Słyszała jak dzieci dokazują, ale się myją.
Kiedy dzieci zostały udobruchane bajką, opowiedzianą przez niego, wreszcie zostali sami. Ona przełączyła na jakiś film i ściszyła głośność urządzenia. Usiadła w fotelu i podkuliła nogi. Czekała.
On wszedł do przyciemnionego pokoju i skierował się w jej stronę. Kucnął przed nią, jak poddany przed królową. Usłyszała jego ściszony głos:
-- Czy pozwoli pani, że dokończę, to co zacząłem?
Nie wiedziała, o co mu chodzi. A On czekał.
Wtedy On delikatnie ujął jej łydkę jednej z nóg i wyciągnął z pod niej, to samo zrobił z drugą nogą. Wyprostował je, nie stosując siły. Ujął jej stopę i delikatnie zaczął ją ściskać, gładzić.
Masował jej stopy? Masował jej stopy! MASOWAŁ JEJ STOPY!.
Usłyszała jak mówi:
-- Zamknij oczy i odpręż się.
Chwilę to trwało, bo była w szoku, zanim zastosowała się do jego słów.
Było przyjemnie, naprawdę... przyjemnie. Im bardziej On gładził ją po stopach, masował je, tym bardziej Ona nabierała ochoty, aby się kochać. W tej chwili, nawet może tu na fotelu. To powoli zaczynało być silniejsze od niej. Wtedy On przestał. A było tak cudownie, tak przyjemnie, tak... podniecająco. Poczuła jego zapach blisko swojej twarzy i poczuła jego usta dotykających jej usta. Całowali się namiętnie, nie łapczywie, ale namiętnie. Teraz już nie ma odwrotu. Ona chce go, i nic ją nie powstrzyma. A jednak, On odsunął się od niej. Czuła zawód, smutek, zażenowanie, że narobiła sobie takiej nadziei, że ten dzień zakończy się tak przyjemnie, jak od lat się nie kończył. Wtedy On powiedział:
-- Idę pod prysznic. - zrobił pauzę i dodał będąc prawie pod drzwiami łazienki - Nie miałabyś ochoty mi towarzyszyć w kabinie?
To pytanie jednoczenie rozpaliło ją i zmroziło. Odczekała chwilę, tak dyplomatycznie, a później dołączyła do niego przed drzwiami łazienki.
Weszli do niej, a On przekręcił blokadę drzwi i spojrzał na nią. Przeczesał jej włosy dłonią. Uśmiechał się. Powiedział:
-- Kocham cię.
A Ona patrzyła mu w oczy. Pocałowała go. Nachalnie, namiętnie, bez wytchnienia. Złapała za sweter i zaczęła się z nim mocować. Następna była jego koszulka. Gładziła jego skórę na klatce piersiowej, wbijała w nią swoje pazurki, drapiąc delikatnie. Zjechała dłonią do jego krocza i to co tam wyczuła, podnieciło ją jeszcze bardziej. Dopiero wtedy On zdjął z niej bluzkę, koszulkę i odpiął stanik. Dopiero wtedy przestali się tak naprawdę całować. Zatopił się w jej piersiach. Rozpiła zamek jej spódniczki, która oparła bezgłośnie na kafelki. Całował ją po rajstopach na udach, gładząc jej pośladki. Czuła jego place na łydkach, jego oddech między swoimi nogami, na klinie od rajstop. Kiedy ją tam pieścił, miała wplecione dłonie w jego włosy na głowie. Nie czuła takiego podniecenia i ochoty na seks od bardzo, bardzo dawna. Wtedy zdjął z niej rajstopy i majtki, i zaczął delikatnie, naprawdę delikatnie pieścić jej łono, wzgórek rozkoszy, jej króliczka, jak nazywała to miejsce u siebie. A On robił to naprawdę cudownie. Poczuła jak zaraz dojdzie, jak zaraz będzie szczytować, więc poderwała go ku górze. Zdjęła z niego spodnie i majtki. Płożyła się na plecach i pozwoliła mu wejść w nią. Po krótkim czasie, to Ona była na górze, a On na dole. Nie wie, ile to trwało, ale orgazm był eksplozja. Tak, to była eksplozja rozkoszy. Później leżeli na zimnych kafelkach, wtuleni. Nie wie, ile to trwało, ale On w którymś momencie podniósł się i wszedł do kabiny prysznicowej. Spojrzał na nią i wyciągnął ku niej rękę. Złapała ją i pozwoliła się wciągnąć do kabiny, pod puszczoną ciepłą wodą tryskającą z góry, z wkładki. Myli się wzajemnie. Myli wzajemnie! MYLI WZAJEMNIE!
Kiedy zbierali po sobie ubrania, odziani tylko w ręczniki, Ona w duży plażowy, On w mały na biodrach. Za drzwiami usłyszeli głos dziecka:
-- Długo tam będziecie się myć, bo ja chcę siusiu.
Wyszli moment później. Ona zastanawiał się - Ile dziecko mogła tam stać? Czy było słychać jej jęknięcia i jego pojękiwania. Miała nadzieje, że nie pobudzili dzieci.
Kiedy weszli do rozścielonego łóżka, Ona od razu przywarła do niego, chcąc się przytulić. Nie protestował. Leżeli tak, kiedy Ona mimo wolnym ruchem zjechała mu do majtek i poczuła jego podniecenie. Spojrzała mu w oczy. Mimo ciemności, oczy już przyzwyczaiły się do mroku, więc zobaczyła jak On patrzy na nią.
-- Nic nie mogę poradzić na to, że tak działasz na mnie - powiedział to głosem z domieszką wstydu.
Wstydził się tego, że Ona go podnieca?
Tej nocy, w będąc już w łóżku, kochali się prawie całą noc. Pierwszy raz w życiu, Ona miała podczas jednego stosunku, miała 4 orgazmy, zanim On miał jeden. Pierwszy raz. Zasnęli, kiedy słońce delikatnie wychyliło się z za horyzontu.
Kolejne dni były podobne. Nie takie same, ale podobne.
Ona zastanawiała się wielokrotnie -- Kto jej podmienił męża? Czy może kosmici podstawili jej kogoś innego, klonując wizerunek jej męża?
Któregoś dnia dzieci były u jej rodziców. Oni zostali sami, przez część dnia. Spędzili go tuląc się do siebie i leżąc pod kocem. Ale nie trwało to zbyt długo.
W jakimś tam momencie, On uniósł się na łokciu i zaczął ją całować po karku. Zamruczała, ale nie chciała teraz seksu, chciała czułości, poczucia miłości. Zaszeptał jej do ucha:
-- Pozwoli pani, że zapytam, czy zgodziłaby się pani na masaż pleców?
Kiwnęła głową potakująco.
Usiadł jej na pośladkach, ściągnął jej bluzkę i koszulę i zaczął bardzo łagodnie, ale lekko dociskając palce w jej ciało, masować jej plecy. Zamknęła oczy, rozłożyła się jak przejechana żaba na jezdni i pozwoliła się masować.
Dotykał jej ciała, zagłębiał się w nią palcami, jakby formował na jej plecach jakąś rzeźbę. Trochę już czasu minęło, od kiedy zaczął, ale i tak zdziwiło go delikatnie jej chrapanie. Zasnęła.
Uniósł się, okrył ją kocem i usiadł w fotelu. Patrzył na nią, jak pięknie wygląda podczas snu. Zazwyczaj nie widział jak Ona wygląda, kiedy śpi, bo było ciemno. Czekał.
Kiedy odebrał telefon, że jej rodzice zaraz będą. Ubrał się i wyszedł im na spotkanie. Złapał ich przed klatką schodową. Porozmawiał chwilę z jej rodzicami, po czym skierował dzieci na plac zabaw.
Nie wiedział, czy minęła godzina, czy dwie. Ale widząc, że dzieci są już trochę znudzone i zmęczone, i wymyślają głupie pomysły, zawołał je, aby zaprowadzić je do domu.
Najpierw On wszedł do domu i zajrzał do pokoju. Ona krzątała się w kuchni. Kiedy zdjął buty i kurtkę, dzieci dopiero wpadły do domu. On już był w kuchni, całował ją ciepło. Widział te zaspane oczy, tą niewyraźną minę. Musiała się obudzić dopiero kilkanaście minut temu.
Jedząc obiad czuł jej stopę między swoimi kolanami. Mimochodem upuścił łyżkę na podłogę. Schylił się i pocałował ją w środek stopy. A kiedy Ona ją delikatnie kiwnęła, bardzo delikatnie ujął jej palce w usta, po czym puścił. Ułożyła stopę na płasko i pogładziła jego twarz palcami oblekanymi w cienkie czarne błyszczące rajstopy. Ponownie pocałował ją w środek stopy i usiadł na swoim miejscu. Ona patrzyła na niego dziwnym wzrokiem. Wsunęła sobie palec do ust i bardzo powoli zaczęła go wysuwać, patrząc mu prosto w oczy. Widział, co znaczy ten gest, to spojrzenie.
Dzieci poszły się bawić, a oni pozbierali talerze i umyli je, razem. Kiedy mieli już wychodzić z kuchni, On złapał ją w pasie i obrócił ku sobie. Ona złapała go za głowę i bardzo powoli zaczęła przybliżać swoje usta ku jego ust. Całowali się czule, dla przyjemności, a nie namiętności. Ale to Ona powiedziała:
-- Chodź do łazienki.
Poszli. Jedynym zdaniem jakie zostało wypowiedziane było:
-- Tylko nie porwij mi rajstop.
Nie bawili się w ściąganie całego ubrania z siebie. Jedynie dolną część garderoby zdjęli, a raczej Ona zdjęła mu, a On jej. Ale zanim to nastąpiło, najpierw musiał ją wypieścić przez ubranie, a raczej gładząc jej nogi, uda, króliczka bez rajstopy i majtki. Dopiero wtedy, On pozbył się tych rzeczy z niej, aby dokończyć dzieła.
Najpierw próbowali na pralce, ale było nie wygodnie. Później tak jak wcześniej, na podłodze, ale też im nie wychodziło. Dopiero w kabinie prysznicowej, praktycznie na stojąco zrobili to. Starała się nie wzdychać zbyt głośno, nie jęczeć, nie wydawać żadnego dźwięku, ale nie potrafiła. To było silniejsze od niej. On też porykiwał, pojękiwał warknięciami. On był pierwszy. Ale nie zraził się tym, dokończył, to co zaczęli palcami, językiem i ustami. Aż ją uniosło, tak nią wstrząsnęło.
Ubrali się i jakby nigdy nic wyszli z łazienki. wychodząc Ona zapytała:
-- Będziesz miał jeszcze siły w nocy?
Uśmiechnął się i odpowiedział jej:
-- Dla ciebie? Zawsze.
Tej nocy kochali się ponownie. Może nie do rana, ale zdążyli zaliczyć kilka pozycji. Każda kończyła się cudownym orgazmem.
Do końca swoich i jego dni, Ona nie mogła dojść, zrozumieć: Co zmieniło jej męża w kogoś, kim wcześniej nie był?
Pamiętała jak pewnego dnia, On, prasował sobie koszulę. PRASOWAŁ! Wystarczyło, aby tylko zajrzała do kuchni i wróciła na fotel, a On już zaczynał pracować kupkę świeżo upranych rzeczy. Przyglądał się jemu, aż nie skończył.
Gdzie się podział jej stary On?
Zadawała sobie to pytanie, zapalając znicz na jego grobie, a koło niej dorosłe już ich dzieci, ze swoimi dziećmi.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz