poniedziałek, 5 stycznia 2015

Miłość po latach.

   Marzena usiadła na tapczanie w swoim pokoiku, po czym wstała i ponownie usiadła.
   Co ma zrobić? - zastanawiała się. Wszystko przez to, że Piotrek miał przyjechać dnia dzisiejszego. Po co? Na co? Nie wiedziała, ale sama informacja wzbudziło w niej wiele emocji.
   Była z Piotrkiem 3 lata, po czym się rozstali. Chyba oboje mieli trochę dość, bo te kłótnie, jakieś tajemnice, problemy... Komu to było potrzebne. Wiedziała, że on ją kocha, tak wiedziała. Ona też go kochała, ale nie układało im się. Piotrek jakoś się starał, ale ona sobie odpuściła.
   A teraz? A teraz on przyjeżdżał jakby nigdy nic. Mimo, że minęło tyle czasu, tyle dni, tygodni, miesięcy jego imię, Piotr, jego osoba, postać wzbudzała w niej... emocje.
   Co miała zrobić? - Marzena zastanawiała się w duchu. Przyjąć go jakby nic się nie stało? To bez sensu, przecież się rozstali. Może dać mu w twarz? Ale, tak naprawdę, za co? Może go nie zauważać? Ale czy będzie potrafiło nie patrzeć na niego, choćby zerknąć? Może nie wychodzić wcale? To jakieś wyjście, alternatywa jakaś. A może wpuścić go do pokoju i normalnie porozmawiać? Nie, jeszcze nie teraz, przecież ją skrzywdził, odszedł od niej, rozstali się. Pamiętała, jak cierpiała w środku, jak postanowiła sobie nigdy więcej nie cierpieć, nie powtórzyć tego błędu.

   Kiedy usłyszała jego głos pod drzwiami swojego pokoju, coś w niej się zagotowało. Z jednej strony chciała się przytulić, zobaczyć, ucieszyć nim, a z drugiej dać mu w twarz z pięści, zdeptać, zranić. Wszystko w niej się gotowało od emocji. I nienawidziła się za to, że się po prostu boi spojrzeć na niego, jeśli już sam głos sprawił w niej takie spustoszenie. Boże, jakie to czasami jest takie trudne - pomyślała.
   Górę wzięły emocje, bo Piotr cały czas mówił przez drzwi. Wydarła się, mówiąc co jej ślina na język przyniosła. Musiała wyrzucić z siebie tą gorycz porażki. Miała 46 lat, a on 33 lata, jak mógł ją zostawić, jak mógł tak się nią zabawić.
   Kiedy otworzyła drzwi, on stał przed nimi. Mimo tych negatywnych emocji, mimo tego całego szoku, że go zobaczy po takim czasie, w jej wnętrzu pojawiło się też ciepło. Powiedziała jeszcze kilka słów, aby się odczepił, bo nie ma już szans u niej i zamknęła drzwi. Kiedy nie usłyszała żadnych kroków, dodała, że ma zniknąć z jej życia raz na zawsze, bo inaczej on się już o to postara, aby tak się stało. Dopiero wtedy usłyszała za drzwiami szmer - poszedł, odszedł. Usiadła na tapczanie i zaczęła zbierać w sobie pozytywne myśli. Tyle czasu, tyle lat, a ona nadal go kochała. Boże, jakie ta miłość to chore uczucie - kolejna myśl przeleciała jej przez głowę - Czy to ma jakiś sens?
   Przyjdzie czas, że będzie musiała się zmierzyć z przeszłością. Może jutro, może za tydzień, ale na pewno będzie musiała określić: czy go nadal kocha, czy idzie nową drogą, szuka sobie innego i z nim układa sobie życie. Bo sama, ani nie pójdzie do przodu, ani nie porzuci przeszłości.

   Od ostatniej wizyty Piotra minęły dwa miesiące. Przez ten czas Piotrek odwiedził ją dwa razy. Za każdym razem wzbudzał w niej gniew i ciepło, miłość i nienawiść. Co miała zrobić, zapomnieć kiedy nie można zapomnieć, kiedy się kochało?
   Dzisiaj Piotr miał przyjechać kolejny już raz. Czuła, że ma dość, że te jego wizyty ją wykończą, oraz musi raz na zawsze to zakończyć, albo coś z tym zrobić. Postanowiła z nim porozmawiać, po prostu, porozmawiać.
   Kiedy otworzyła mu drzwi do swojego pokoju, on stał przed nimi. Spojrzała na niego i miała przez moment, niewielką i krótką chwilę uśmiechnąć się do niego. Ale nie zrobiła tego. Najgorsze były jego oczy, usta, twarz... on cały. Przecież znała jego ciało, nie raz leżeli nadzy w łóżku, pieszcząc się, całując. Jak mogła by o tym zapomnieć. Był dla niej całym światem, perełką na torcie, diamentem w pierścionku.
   Wymienili tylko kilka zdań między sobą, patrząc sobie w oczy, na siebie przez większość czasu.
   Im dłużej przebywała w jego towarzystwie, tym złość znikała, a pojawiało się uczucie błogości. I wtedy to się stało - pocałował ją. Nie wiedziała kiedy, po prostu, pocałował. Na początku, przez chwilę, chciała się odsunąć, ale po chwili chciała, chciała aby ją całował. Czuła jego dłonie na swoim ciele, obejmujące ją.
   Nie pamiętała jak znaleźli się na jej tapczanie, ściągając z siebie ubrania. Wiedziała i pamiętała, jak Piotr całuje jej ciało, jej brzuch, jej uda. Później jak szepcze jej do ucha, że chciałby, aby ona była na górze. Jak przekręca zamek w drzwiach, aby nikt nie wszedł. Jak ściąga mu majtki, jak widzi jego podniecenie. Jak on ściąga z niej majtki i pieści ją między nogami. Później to już była rozkosz, namiętność, jedność ciał. Czuła się tak kobieco, cudownie, wspaniale, kiedy on był w niej, kiedy czuła go w sobie.
   Teraz leżeli tuląc się do siebie, całkiem nadzy. On leżał na plecach, a ona bok niego, mając swoją rękę na jego torsie i obejmując jedną nogą jego nogi. Jedną rękę miał wzdłuż jej ciała, dotykając jej pleców, a drugą ściskał jej dłoń, którą Marzena trzymała na jego torsie.
   I co teraz? - zastanawiała się - Co powiedzieć rodzinie? Co dalej?
   Nie potrafiła na to odpowiedzieć. Z jednej strony karciła się za to, że kochała się z nim, jakby to robiła z nim pierwszy raz, a z drugiej strony nie chciała go puścić z objęć.

   Kilka miesięcy po tym, jak kochali się namiętnie, Marzena postanowiła dać mu drugą szansę. Piotr mimo wszystko się zmienił. Zmienił pracę, zmienił miejsce zamieszkania, starał się. Ona, chyba, wreszcie dorosła do związku, dorosła do bycia z kimś.
 
   Ostatnio Marzena spotkała swoją bliską znajomą, Dorotę, która opowiedziała jej podobną historię jak historię jej samej i Piotra. Jedyna różnica polegała na tym, że Marzena w pewnym momencie posłuchała głosu serca, a nie umysłu. Gdyby posłuchała tego, co jej umysł podsuwał, to nadal była by sama, samotna, a przy okazji zadręczała by się analizami danych sytuacji. Po co to komu? Słuchając Doroty, jak to ona pogoniła swojego byłego narzeczonego gdzie pieprz rośnie, aby nigdy więcej nie wracał... Wtedy Marzena odpowiedziała Dorocie, co myśli o jej decyzji: -- I co ty teraz z tego masz? Jesteś z tego powodu szczęśliwsza? Masz więcej facetów koło siebie? Masz kogoś, kto cię kocha? Czujesz się przez to bardziej kochana? Czujesz, że masz dla kogo żyć?
   Dorota nie odpowiedziała. Jedynie umilkła i pożegnała się na najbliższym przejściu dla pieszych.
   Marzena zamyśliła się: Co ludzie mają z tego, że kochając kogoś, odpychają od siebie, mimo że ten ktoś ich kocha? Satysfakcję, radość, szczęście, godność? Pustkę i samotność. Ona widząc, że Piotr naprawdę się zmienił, poprawił pewne rzeczy w sobie, stara się, dała mu drugą szansę i teraz wszystko jej się układa. Ile czasu to potrwa? Oby do końca ich życia, bo za pół roku biorą ślub, mimo że wszyscy w około twierdzili, że im nie wyjdzie, że im się nie uda, że za duża różnica wieku, że... to nie ma sensu. A mimo wszystko, jest inaczej.

====================
Zastanawiam się, czy dobrze udaje mi się choć w 10% opisać kobiece emocje, myśli i zachowania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz