"zapomnienie"
Idziemy aleją parkową, pod prąd
Palcami splecionymi, duszami złączonymi
wierni idei miłości, wierni sobie
Będąc dla siebie, w sobie
Sercami rozpalonymi szczęściem kochania
Czujemy siebie, koło siebie
Światy przeplatane, żywe
Oddające nam to co piękne, nas
Przysiadamy na ławce oblanej liśćmi
Spoglądamy na siebie, miłość
Koło nas ludzie jak by biegają
Kobieta krzyczy na dziecko
Mężczyzna uderza w twarz kobietę
Dziecko bije drugie dziecko
Ktoś podcina sobie żyły
Mężczyzna ze zwieszoną głową płacze
Kobieta z nożem w ręce wbija go w niemowlę
Dziewczyna krzyczy mając krew na rękach
Pies zjadający ciało ze smyczą w ręce
Czarna postać łapiąca kobietę i ciągnąca ją w krzaki
Chłopak przeklinający, wyzywający kobietę
Kobieta wyrzucająca czarny worek z nóżka wystającą, do śmietnika
Białe robaki na ciele w ciemnym zaułku
Policyjne syreny, pogotowie na sygnale
Miłość, czy szczerość
Pożądanie czy wierność
Wiara czy egoizm
Dobroć czy myślenie o sobie
Własny interes czy oddanie sprawie
Kochać kogoś, czy być dla samotności
Pogodzenie z losem, czy bycie samemu
Wyobcowanie, czy wyśmianie
Zasady moralne czy pieniądze
Kochać kogoś czy nienawidzić siebie
Jedno życie, wiele dróg
Jedna dusza, jedno życie
Jedno serce, jedna prawdziwa miłość
Jedno ciało bez życia
Wstajemy z ławki i idziemy dalej
Pod prąd, oskarżani, popychani, wyzywani
Co inni mają do naszego uczucia?
Jesteśmy my, dla siebie, razem
Siła w miłości
Niezniszczalna
Podążamy drogą bez powrotu
Tam rzeczy nie mają znaczenia
Tam życie toczy się innym torem
Tam umiera się młodo, choć zmarszczki na twarzy
Tęsknota tylko dobija, za ukochaną
Kochać znaczy dać siebie
Oddać serce komuś i nic dla siebie
na zawsze być w wieczności.
"liście we włosach"
Ścigani przez wiatr jesieni
Ustami dotknięci razem
Czując ciepło zapomnienia światem
Tylko ja i ty, w pocałunku ukochania
Spowijam cię ciepłem swojego serca
Patrzymy sercami w głąb siebie
Nie przeszkadza nam szarość dnia
Pospolite słowa, kocham cię powtarzane co dnia
Nie przeszkadza nam to jak wyglądamy
Jak zmarszczki malują się na naszych twarzach
Każdy kiedyś zauważy postępujący wiek
Opowiadamy sobie o dniu nudnym
Czynimy go ciekawym, wspólnym
Jesteśmy dla siebie, ze sobą
Jedno idzie na chwilę, drugie czeka, tęskni
Cieszenie się sobą każdego dnia
Odkrywanie siebie co dzień, na nowo
Spoglądamy na siebie oczami duszy
Miłość jest w nas, w sercach
nikt nam nie może jej zabrać, zabić
Tylko jeden cel, umrzeć razem
Powiedzieć, że godnie przeżyłem ten dzień
Mieć co opowiadać wnukom
Nie wstydzić się siebie i swojego życia
Być godnym wspomnień innych
Kiedy już wszystko zniknie
Kiedy nastanie ciemność
Będę żył w sercach innych
Będę w sercu tej jedynej najważniejszej
Ukochanej, każdego dnia
kiedy już mnie nie będzie.
niedziela, 26 września 2010
środa, 22 września 2010
ucieka ze mnie życie...
"ucieka ze mnie życie"
Jak przez palce, ucieka
Przecieka zabijając mnie od środka
Smutek
Apatia
Samotność
Żyć, umierać
wpatrywać się w zdjęcie
Nic nie usłyszeć
jedna myśl, jedna chęć
brak odpowiedzi
umieranie.
"cieszyć się dniem"
Dzielić go z tobą
Dawać siebie z każdą chwilą
Nie pozwolić umknąć wspomnieniom
Otworzyć się, zaufać
Rozmawiać, kochać
Jedno życie mam
Jedno serce mam
Jedno ciało
Drugiego nie ma i nie będzie
Co z tego życia mamy?
Patrzymy jak umieją inni
Jak dogorywa pokolenie
Stoimy w miejscu, robimy krok
W przepaść, zatracając się w sobie
Kochać, to tak trudno okazać
Kochać tak łatwo powiedzieć
Zaufać i uwierzyć
Jeszcze trudniej utrzymać miłość
Dać może każdy, ale okazać tylko jedna osoba
Ta w sercu na zawsze
Poczuć wiarę w przyszłość
Tak trudno pokochać wady drugiego człowieka
Poczuć jaki jest naprawdę
Ile w nas jest dobra...
Jeśli umrzemy samotnie
Ile w nas miłości
Kiedy ranimy obojętnością
Oddajemy siebie innym
Zapominamy o tych co kochają
Czasu się nie cofnie, nigdy
Wspomnienia zostają
Pozostaniemy w sercach, myślach
dla siebie
Zapomniani, prze innych
kochani przez nas samych.
Jak przez palce, ucieka
Przecieka zabijając mnie od środka
Smutek
Apatia
Samotność
Żyć, umierać
wpatrywać się w zdjęcie
Nic nie usłyszeć
jedna myśl, jedna chęć
brak odpowiedzi
umieranie.
"cieszyć się dniem"
Dzielić go z tobą
Dawać siebie z każdą chwilą
Nie pozwolić umknąć wspomnieniom
Otworzyć się, zaufać
Rozmawiać, kochać
Jedno życie mam
Jedno serce mam
Jedno ciało
Drugiego nie ma i nie będzie
Co z tego życia mamy?
Patrzymy jak umieją inni
Jak dogorywa pokolenie
Stoimy w miejscu, robimy krok
W przepaść, zatracając się w sobie
Kochać, to tak trudno okazać
Kochać tak łatwo powiedzieć
Zaufać i uwierzyć
Jeszcze trudniej utrzymać miłość
Dać może każdy, ale okazać tylko jedna osoba
Ta w sercu na zawsze
Poczuć wiarę w przyszłość
Tak trudno pokochać wady drugiego człowieka
Poczuć jaki jest naprawdę
Ile w nas jest dobra...
Jeśli umrzemy samotnie
Ile w nas miłości
Kiedy ranimy obojętnością
Oddajemy siebie innym
Zapominamy o tych co kochają
Czasu się nie cofnie, nigdy
Wspomnienia zostają
Pozostaniemy w sercach, myślach
dla siebie
Zapomniani, prze innych
kochani przez nas samych.
wtorek, 21 września 2010
"im więcej nas, tym mniej" - opowiadanie
Kinga wpadła do domu jak torpeda, mama spojrzała na nią ze zdziwieniem. Kinga siedziała już próbując zdjąć kozaka, wpatrując się w pasek ładowania się systemu na jej laptopie.
-- Coś się stało, masz zginąć za 5 min? - zażartowała mama
-- Damian, Kasia, Dominika i Mirek mają się zalogować na fejsbuku. Muszę tam być.
-- Ale świat się od tego nie zawali jak zdejmiesz buty w przedpokoju i posprzątasz śnieg na dywanie
-- Mamo, co tam śnieg, oni czekają.
Laptop cały czas ładował system: -- No dalej ty złomie, ładuj się. Kurcze niby taki szybko miałeś być, a tu co. Kurde, no.
Po chwili Kinga klikała hasło do konta w systemie: -- Nie wytrzymam, teraz będziesz robić mi aktualizację. Rozjebiesz mnie!
Kolejna chwila: -- Wreszcie! Nie no, dlaczego ta strona się tak długo ładuje
-- Mi działa szybko, zaraz będzie obiad.
-- Mamo, ale ten laptop jakoś dziwnie powoli chodzi! Kur## mać, znowu siedział na nim ten zjebostan! Zabije go, po włączał jakieś programy do ściągania! Wreszcie... teraz chodzi szybko.
Kinga od momentu wpadnięcia do domu, nie obejrzała się na mamę. Wpatrywała się w ekran laptopa, chcąc w niego wniknąć: -- Gdzie oni są, przecież mieli być, czekam.
Kinga po 2 minutach wyciągnęła komórkę z kieszonki swojej spódniczki i połączyła się z kontaktem, KaHa: -- Co jest, gdzie jesteś? Czekam na wszystkich... Jak jeszcze nie w domu? Do sklepu, a po co? Ale miałaś być... Brat, jaki brat, a twój brat... Co ty mi tu gadasz... No ale... Dobra, a reszta... to nara.
-- I co się stało? Przepraszam, ale chyba inni zamiast skupiać się na znajomościach z internetu i kontaktach, które nigdy nie przejdą do sfery życia, woleli jednak codzienne życie, niż gnać do domu i czekać, aż któreś z was się pokarze. Wiesz Kinga, doceniaj co masz koło siebie, jakie osoby cię otaczają, niż to co masz na własność. Te rzeczy, które posiadasz są materialne, jednego dnia są, drugiego mogą się zepsuć, mogą zostać skradzione, mogą nam upaść i się zniszczyć. Zastąpimy je nowymi, nie patrząc na to, że one nam nic nie dają, są tylko przyjemnościami. Mają one nam zastąpić i ułatwić życie. Ktoś ci da misia, on się zniszczy za jakiś czas, zakurzy. Ale to co naprawdę dała ci ta osoba, nie zginie, nie zabrudzi się, nie zniszczy. Powiem ci kochanie więcej, to co dała ci ta osoba to cząstkę siebie, coś dobrego, coś czego nie da ci żadna rzecz.
-- Ale mamo, to miało być takie ważne.
-- Ważne było tylko dla ciebie, dla nich są ważniejsze sprawy. Kasia ma małego brata, z którym woli się pobawić, bo mama ją o to prosi. Musisz zrozumieć, że pieniądze tak samo jak rzeczy są ważne w życiu, ale nie mogą ci przesłonić tego, po co naprawdę żyjesz, dla kogo żyjesz. Kinga, słoneczko, są na świecie rzeczy, które nie wymagają posiadania, ale są nasze i coraz więcej ludzi zatraca się w pustce, fatamorganie pieniądza i rzeczy materialnych. Pamiętasz jak zepsuł ci się telefon, kto ci go naprawił. Pamiętasz jak dostałaś paczkę od ciotki z Hiszpanii, kto pomógł ci ją przenieść, a nawet wniósł na piętro? Takich rzeczy się nie pamięta, ale ona są. Ludzie widzę to co posiadają, a nie to co mają. Interesuje ich to co mogą posiadać, a nie otrzymać, mieć. wiele ludzi się nie uśmiecha, bo nie ma powodów do tego. Każdy ma problemy, ale bez pomocy innych jesteśmy zdani na siebie i upadamy. Sami nic nie możemy zrobić, żadna rzecz nam nie pomorze.
-- Mamo. To po co ludzie istnieją? Po co chcą zarabiać więcej, mieć więcej. Nowsze komputery, nowsze telefony, nowsze telewizory, wiesz o co mi chodzi? Tata, jak byłam mała, powiedział mi: że miłości, godności, zasad, uczuć, zaufania nie można kupić - można je otrzymać.
-- Widzisz słońce ty moje. Tata miał i ma rację. Ale coraz więcej ludzi o tym zapomina. Przyjdzie czas że to zrozumieją, ale będzie za późno. Ludzie nie mają drugiego życia. Pogoń za pieniądzem sprawia, że tracą go dwa razy szybciej niż osoby, które pracują ale dla nich praca to obowiązek, a nie chęć mieć więcej. Takie osoby robią to dla rodziny, chcą być z rodziną, chcą być z tymi co ich kochają. Dla takich ludzi ważne jest coś innego, niż dla człowieka który żyje aby mieć więcej, chcieć więcej. Takich ludzi jest coraz mniej, którzy pomogą ci bez zapłaty, powiedzą dobre słowo, nie licząc na nic więcej. Jak to mówią, tacy ludzie czasu nie liczą, bo dla nich życie to ten sam dzień. Dla takich ludzi ktoś jest zawsze młody, mimo że czas upływa. Takie osoby kochają pełnią życia, nie martwią się o rzeczy, które nie mają wpływu na to co będzie jutro. Takie osoby patrzą oczami, że coś można zrobić, że marzenia się spełniają, takie osoby czekają na to. Nie można tak naprawdę określić takiej osoby, ona żyje dla innych, a nie dla siebie. Takich osób nie można określić, opisać. Takie osoby trzeba poznać, wejść w ich świat. Kiedyś szłam chodnikiem i upadłam. Podeszła do mnie starsza kobieta z dziadkiem i mi pomogli wstać. Ta kobieta powiedziała w tedy do mnie: Dlaczego martwi się pani o to co było i jest, kiedy jutro może pani już nie być na świecie. Co zrobią w tedy pani dzieci? Niech pani docenia to co ma, bo to co nabyte, można nabyć jeszcze raz, ale tego co pani ma i otrzymała od życia, jeśli będzie pani to doceniać i dawać temu siebie, każdego dnia, nikt pani nie zabierze.
-- Opowiadałaś mi już to, mamo
-- Ta kobieta miała rację, a było to z 20 lat temu. I popatrz, jak ja to pamiętam. Teraz spójrz na sąsiada z pod 6, wszyscy wiedzą że ma inną kobietę. Nawet jego żona o tym wie, ale się do tego nie przyznaje. Kłócą się co wieczór, aż u nas na ostatnim piętrze słychać wszystko. A co by było gdyby, ona dała mu więcej siebie, a nie przesiadywała przed komputerem lub on bardziej skupił się na swojej żonie, a nie pracy. Czy nie było by im lepiej? Dlaczego nie chcą oni się poznawać, wiedzieć czym się interesuje drugie? Mają swoje światy, które się nie przenikają, są sami, choć razem i ile z tego mają naprawdę?
-- Każdy o nich wie, mamo. Ale nic nie mają?
-- Bo nic od siebie nie dają... Siadaj do stołu, zaraz tata przyjdzie to może pójdziemy na spacer, albo może jakaś komedia? Co... - uśmiechnęła się mama.
-- Dobrze.
...po obiedzie.
-- No to co dziewczyny, jakie plany na wieczór? - zabrał głos tata. - Ja proponuję, najpierw pozmywać, a później zrobić coś razem.
-- Ja proponuję komedię - odezwała się Kinga.
-- No to komedia. Ja idę zmywać, a wy księżniczki przygotujcie wszystko.
W pewnym momencie odzywa się komórka Kingi: -- Halo... Cześć... Jak mnie nie ma..., a to muszę być...? Oglądać film..., komedię..., nie sama..., a bo co? Z rodzicami... Jak ja na wszystkich czekałam, to mieliście mnie w dupie. Teraz czekacie na mnie, a co ja pudelek jestem, czy inny pies... Jesteśmy przyjaciółkami, a nie osobami na smyczy Kaha... Jak cię olewam..., a ty co zrobiłaś... Bo mama cię prosiła, a teraz moja mama mnie prosiła... Mam się zastanowić nad przyszłością naszej znajomości...? A co to za znajomość, gdzie jak masz problem to ja jestem u ciebie, a ile razy ja chciałam twojej pomocy, to ciebie nigdy nie było... Swoje fochy to pokazuj swojemu, a nie mi, ja się na to nie nabiorę... Kaśka,a kim ty jesteś aby świat kręcił się koło ciebie, ani moją siostrą, ani moją mamą... Jak co ze mną nie tak... Teraz wybieram komedię i będę ją oglądać z rodzicami... To nie moja wina, że jesteś sama. Widać tyle dajesz od siebie, że teraz jesteś sama w pokoju. Nara...
-- Dlaczego nie zaprosiłaś jej do nas. - odezwał się tata wycierając ręce w ścierkę i stając w przejściu
-- Tato, ona nie ma takich rodziców jak ja. Oni nie rozmawiają ze sobą o wszystkim, nie prowadzą rozmów o... - uśmiechnęła się - nowej spódniczce sąsiadki. Jej rodzice nic nie widzą o niej. Rozumiesz?
-- Tak rozumiem. Jej rodzice tak bardzo doceniają to co mają, że nie zauważają jaka jest ich córka i jej nie znają. Ale zaprosić możesz. Jak nie będzie się jej podobało, może wyjść w każdej chwili.
Kinga zadzwoniła do Kasi. Kasia przyszła po 20 minutach. Stała w drzwiach dygocząc jak osika: -- Dzień dobry...
Kasia po rozmowie z mamą i tatą Kingi postanowiła pójść na studia dziennikarskie, a nie jak chcieli jej rodzice medyczne.
-- Po co masz się męczyć w pracy przez połowę życia, która nie będzie ci dawać radości i satysfakcji, a do domu będziesz przychodzić zmęczona i bez chęci do czegokolwiek. Lepiej mieć mniej i być szczęśliwszym, mieć radość ze zrobienia czegoś dobrze i satysfakcji, a po powrocie do domu mieć chęć zrobić coś jeszcze. Lubisz informacje, plotki, jesteś takim mini detektywem, piszesz do gazetki, jesteś zastępcą naczelnego lubisz to co robisz, daje ci to radość, to jak sama powiedziałaś - idź na dziennikarstwo. Jeśli zrobisz tak jak chcą twoi rodzice, a nie ty, zaprzepaścisz swoje życie. I nie zrozum mnie źle Kasia: ale argument, bo lekarze, chirurdzy zarabiają dobrze. I co z tego, kiedy ty jest lekarzy, którzy nie mają podejścia do pacjenta i odwalają rutynę. - wspominała słowa Kasia wracając do domu, wieczorem. Pierwszy raz od kilku lat poczuła, że może jej się udać. A teraz wiedziała, co chce od życia... na pewno nie tego co pokazywali jej, jej rodzice - takiego życia nie chce. Miała wiele rzeczy, a wolała by aby jej mama i tato ją przytulili choć raz i powiedzieli, że są z niej dumni. Ale oni woleli swoje światy, mieć więcej, a tracili przy tym całe życie i tych, których kochali.
Kasia zdała na dziennikarstwo i ukończyła uczelnię. Kinga ukończyła szkołę i zatrudniła się jako obsługa klienta w banku. Po rozpoczęciu studiów wieczorowych i ukończywszy je, została zastępcą kierownika banku. Obecnie ma córeczkę, męża i jest szefową banku na województwo. Z rodzicami widzi się co dziennie, schodząc rano i podczas dnia w domu.
--------
Opowiadanie powstało w formie chwili, jednej myśli. Miało być kilkoma zdaniami, a przerodziło się w opowiadanie. Są w nim zawarte moje przemyślenia i zagadnienia, prawdy jakimi się kieruje.
Opowiadanie to fikcja literacka...
I ktoś może twierdzić, że życie nie jest takie. A ja uważam, że wszystko zależy od nas, jak wygląda każdy nasz dzień, czy życie. Jeśli nie damy coś od siebie, nic nie będziemy mieli. Żyć jak by nie miało być jutra...
niedziela, 19 września 2010
pogoń za tęsknotą (wiersze)
"pamiętać miłość"
Podchodzisz do mnie raną porą
Proszę nie odchodź, miłości
tak bardzo będę tęsknić.
Spotkałem cię aby pokochać
teraz zostawiasz mnie.
Zrobiłem wiele złego
wiem.
Nie zadawaj mi bólu
proszę.
Nie mam czym płakać
noce takie długie.
Samotność ogarnia mnie
przepraszam.
Nie chce już żyć
świat mnie pożera.
Jedna świeca, jeden talerz
szept moich myśli.
Pamiętam cię jak wczoraj
każdego dnia.
Nie zapomnę
nigdy.
Prawdziwej miłości nie zabijesz
nawet kiedy człowiek umrze.
Żyje się dla kogoś
nie dla siebie.
Pamiętaj
kocha się tylko raz
na zawsze.
"o tych co nikt nie pamięta"
Płatki róż pod stopami
Uschnięte łodygi
Uschnięte marzenia
Życie, cykliczność
Zaczynać coś się musi
Coś kończyć i umierać
Jedno za drugim kroczy
Kolce już nie ranią głęboko
Rany nie bolą, nie krwawią łzami kwiatów
Słońce nie ogrzewa
nie chroni życia, karci swoimi promieniami
Jedni odeszli aby niszczyć siebie
Drudzy przyszli aby nas zniszczyć
Dusza nieśmiertelna, ciągle gnębiona smutkiem
Pretensje spychane pod dywan, zabijają
Indywidualność, śmierć życiu
Tylko marzenia zostają, czy nasze?
Zadawane pytania, zadawany ból
Dałem już siebie, ile można dawać?
Pokazałem jaki jestem, jakie moje serce
Nikt się nie zgłosił do rzecz zgubioną
Jedno pragnienie, jedno marzenie
Odgadnąć siebie i być, nie istnieć
Dlaczego nie potrzebny się stałem
Ktoś kochał za mocno, ktoś płakał za głośno
Ból bólowi nie podległy
Niszczy
Dlaczego nie mogę żyć?
Zakazy, zabraniają być sercem
Być sobą
Jestem jaki jestem, zgubiona akceptacja
Po co człowiecze żyjesz, dla siebie?
Ja tylko chciałem być duszą i sercem
Dlaczego mi zabraniasz śmierci
Nie chce karteczek, które dają władze
Daj mi to czego wiele ludzi nie ma
Nie posiada
Siebie
Dlaczego nie potrafisz być?
Boś martwą duszę masz, dla siebie.
"tylko jedno serce mam"
Jedno serce mam
Jedną duszę posiadam
Jedni chcą mnie ukrzyżować
Drudzy powiesić na belce
Inni ukamienować
Jedno serce mam
Jedną duszę posiadam
Jednym sercem można kochać
Jedną duszą chcieć
Pragnąć śmierci, bo inni chcieć tego chcą
Wierze w miłość
Idę za miłością
Przecież jestem tylko człowiekiem
Jedno życie i jedną śmierć
Czy tego chce czy nie
Trapiony problemami, bez znaczenia
Gdzie życie, gdzie my
Gdzieś, kiedyś, na zawsze
A świat i tak umrze myśląc o sobie
A ludzie z nim
Samotnie.
Podchodzisz do mnie raną porą
Proszę nie odchodź, miłości
tak bardzo będę tęsknić.
Spotkałem cię aby pokochać
teraz zostawiasz mnie.
Zrobiłem wiele złego
wiem.
Nie zadawaj mi bólu
proszę.
Nie mam czym płakać
noce takie długie.
Samotność ogarnia mnie
przepraszam.
Nie chce już żyć
świat mnie pożera.
Jedna świeca, jeden talerz
szept moich myśli.
Pamiętam cię jak wczoraj
każdego dnia.
Nie zapomnę
nigdy.
Prawdziwej miłości nie zabijesz
nawet kiedy człowiek umrze.
Żyje się dla kogoś
nie dla siebie.
Pamiętaj
kocha się tylko raz
na zawsze.
"o tych co nikt nie pamięta"
Płatki róż pod stopami
Uschnięte łodygi
Uschnięte marzenia
Życie, cykliczność
Zaczynać coś się musi
Coś kończyć i umierać
Jedno za drugim kroczy
Kolce już nie ranią głęboko
Rany nie bolą, nie krwawią łzami kwiatów
Słońce nie ogrzewa
nie chroni życia, karci swoimi promieniami
Jedni odeszli aby niszczyć siebie
Drudzy przyszli aby nas zniszczyć
Dusza nieśmiertelna, ciągle gnębiona smutkiem
Pretensje spychane pod dywan, zabijają
Indywidualność, śmierć życiu
Tylko marzenia zostają, czy nasze?
Zadawane pytania, zadawany ból
Dałem już siebie, ile można dawać?
Pokazałem jaki jestem, jakie moje serce
Nikt się nie zgłosił do rzecz zgubioną
Jedno pragnienie, jedno marzenie
Odgadnąć siebie i być, nie istnieć
Dlaczego nie potrzebny się stałem
Ktoś kochał za mocno, ktoś płakał za głośno
Ból bólowi nie podległy
Niszczy
Dlaczego nie mogę żyć?
Zakazy, zabraniają być sercem
Być sobą
Jestem jaki jestem, zgubiona akceptacja
Po co człowiecze żyjesz, dla siebie?
Ja tylko chciałem być duszą i sercem
Dlaczego mi zabraniasz śmierci
Nie chce karteczek, które dają władze
Daj mi to czego wiele ludzi nie ma
Nie posiada
Siebie
Dlaczego nie potrafisz być?
Boś martwą duszę masz, dla siebie.
"tylko jedno serce mam"
Jedno serce mam
Jedną duszę posiadam
Jedni chcą mnie ukrzyżować
Drudzy powiesić na belce
Inni ukamienować
Jedno serce mam
Jedną duszę posiadam
Jednym sercem można kochać
Jedną duszą chcieć
Pragnąć śmierci, bo inni chcieć tego chcą
Wierze w miłość
Idę za miłością
Przecież jestem tylko człowiekiem
Jedno życie i jedną śmierć
Czy tego chce czy nie
Trapiony problemami, bez znaczenia
Gdzie życie, gdzie my
Gdzieś, kiedyś, na zawsze
A świat i tak umrze myśląc o sobie
A ludzie z nim
Samotnie.
środa, 15 września 2010
"myśleć życiem" - opowiadanie o prozie życia
Chce tym opowiadaniem pokazać ludziom, że proza życia i życie dla siebie nie jest nudne. Chce pokazać, jak żyją ludzie coraz częściej. To opowiadanie ma pokazać, jak bardzo różni się życie w mieście, do tego na wsi.
Napisane z własnych spostrzeżeń i odczuć...
Karolina usłyszała jak w zamku przekręca się klucz do drzwi. Do domu wracał Kamil, jej narzeczony. Nawet się nie ruszyła, po co. Usłyszała jak Kamil wszedł do przedpokoju, zamknął drzwi i zdejmował buty. Po chwili krzątaniny, Kamil pojawił się w gościnnym pokoju:
-- Cześć kochanie.
-- Cześć skarbek - odpowiedziała mu Karolina - Jak w pracy? Obiad masz w piekarniku.
-- A nudno - usłyszała odpowiedź dobiegającą z kuchni.
Nudno u Kamila oznaczało tylko, że nic co by ją mogło zainteresować. Przecież wiedziała, że działo się bardzo dużo i ciekawie. Jej laptop zabuczał nerwowo, dając do zrozumienia, że program który uruchomiła lekko przeciąża jego obwody.
Kamil wszedł z talerzem pełnym ziemniaków, surówki i udka z kurczaka. Usiadł przed tv i włączył go jednym przyciskiem. Odwróciła się do wyświetlacza swojego laptopa, czuła jak Kamil na nią patrzy. Wiedziała, że zaraz wyłączy telewizor i siądzie przed swoim laptopem. Patrzyła się na stronę, którą otworzyła przypadkiem, aby poczytać na temat: metody tworzenia herbaty. Kamil wpatrywał się intensywnie w swojego laptopa, jak by miał w niego wejść.
Przychodziła godzinę wcześniej od Kamila z pracy. W ciągu pół godziny ogarniała mieszkanie i nastawiała obiad, który przygotowywała rano, przed wyjściem do pracy. Co więcej można robić? Mieszkała z Kamilem już rok i przyzwyczaiła się do tego życia. Od kilku dni zaczynała patrzeć na to inaczej, z boku. Każdy jej zazdrościł, jej znajome tak bardzo chciały takiego życia, że wypruwały sobie żyły aby takie je mieć. Kolejne 30 min starczało jej na przeglądniecie wszystkich stron, które ją interesowały. Z pobieżnym przeczytaniem: o co chodzi i jakie to jest nudne. Każdy dzień wyglądał podobnie albo tak samo. Miesiące wyglądały tak samo... dzień w dzień. Kiedy próbowała coś zmienić, Kamil szybko podcinał jej skrzydła. Blokował jej każdy pomysł, odmienność. Ona chciała coś robić, coś zrobić. On chciał tego co ma, ale co on miał? Internet - globalna skarbnica wiedzy, portale, informacje, rozmowy - kompletna nuda, za dużo tego. Jej znajomi mieli po koncie na kilku portalach. Zasada: im więcej tym, jeszcze więcej możesz poznać. Puste znajomości, bez przyszłości. Co to za znajomość przez internet, bez kontaktu fizycznego? Zainteresowania: przez internet kompletnie przestało ją interesować cokolwiek, po co? Kiedyś czytała książki, chodziła do kina, wychodziła na spacer ze znajomą, interesowała się tańcem, słuchała muzyki, oglądała seriale z wypiekami na twarzy, robiła zdjęcia - odkrywała siebie każdego dnia. A teraz, nic jej się nie chce... a przecież też pracowała i jej się chciało po pracy coś zrobić. Teraz nie ma chęci, nie ma motywacji. Kamil bardzo sprawnie wyplenił z niej to co w niej było najlepsze przed wprowadzeniem się do niego. W klatce, w której mieszkali nie znała nawet sąsiadów, nie widywała ich. Nikt tu nie rozmawiał, nie wymieniał się plotkami, informacjami. Ludzie montowali kotary i zasłony, które nie przepuszczały światła - aby ich nie było widać. Konspiracja, ukrywanie się, WYOBCOWANIE. Zaczynało ją to męczyć, chciała czegoś innego. Nawet seks był przewidywalny, bezbarwny, po prostu aby sobie ulżyć, niż kochać się namiętnie, oddać się swojemu ukochanemu. Gdzieś przeczytała, że ludzie w dużych skupiskach ludzkich, szybko się nudzą i szukają nowości. Coś w tym jest... ponieważ faceci, którzy pisali do niej na komunikator, to osoby z dużych miast a do tego żonaci. Jeszcze jej się nie zdarzyło, aby ktoś ze wsi napisał. Mogła by coś zrobić w domu, ale bez Kamila to nawet nie warto próbować, czegoś zmieniać. Wystarczy, że przestawiła komodę z szafką i już było gadania przez 2 miesiące. Gdzie się podziały chęci na zrobienie czegoś? Gdzie ochota na coś? Czasami kiedy nie mogła spać, chciała wyjść na spacer i pochodzić po ulicach, pustych ulicach. Ale to było tylko marzenie. Wcześniej to co było chęcią, teraz stało się marzeniem. Marzeniem, które się nie spełni. Żyj pełnią życia, daj się ponieść... - głosiła reklama na jakiejś stronie. Taaa, pełnia życia, ponieść się - tylko czemu.
Jej rozmyślania przerwał donośny męski głos w mieszkaniu nad nimi: Gdzie obiad?
Odpowiedź padła prawie od razu: W piekarniku. Debil jesteś, że nie wiesz gdzie może być piekarnik?
Męski głos: Spadaj. Lepiej powiedz jak było na zebraniu u dzieci.
Odpowiedź: Tatuś się znalazł. Trzeba było iść, a nie mnie wysyłać.
Męski głos: Co dziś w telewizji?
Odpowiedź: to co zawsze, zobacz do programu.
Po kilku wymianach zdań, wszystko cichło. Czasami widziała sąsiadkę z góry: nigdy nie była mocno umalowana, raczej był to makijaż dostojny. Wiedziała, że jej mąż może nie jest idealny, ale jej nigdy nie uderzył. Zawsze kiedy przychodził z pracy, rozmowa toczyła się inaczej. Niby się kłócili, ale później jak by się godzili. Wiedziała, że oboje oglądają seriale lub jakiś film. On zawsze pyta się o dzieci, jak im idzie w szkole. Czasami słyszała, jak schodzą z góry. Odgłosy śmiechu, zabawy, nigdy nie usłyszała niczego złego powiedzianego przez dzieci, na słowa ojca. Dziwiła się nie raz wracając z pracy i widząc jak ta kobieta i jej mąż idą za rękę, on ją obejmuje, albo siedzą na ławce obserwując dzieci na placu zabaw. Ktoś by powiedział, że są złą rodziną, ale jednak trzymają się razem, idą przez życie razem. Podziwiała ich, że ich życie przeplata się, dzielą się swoim dniem ze sobą. Złapała się na tym, że zazdrości jej takiego faceta. Przecież niby się wyzywali, ale mimo wszystko była między nimi miłość, każdy z nich oddało by życie za drugiego. Mieli po prostu taki, nie banalny styl komunikacji między sobą.
Ona nie miała takiej komunikacji z Kamilem, próbowała nie raz: pokłócić się, zagadnąć. Nic nie działało, nic nie pomagało. Jej życie było puste, samotne... czuła to, że to mieszkanie, a raczej Kamil ją wyjaławia, jak pole na pustynie, a przecież kiedyś była dorodnym lasem, szumiącym swoją historię. Teraz pozostało kilka sosenek i nic więcej.
Od pewnego czasu zaczęła się łapać na tym, że rozmyśla nad odejściem od Kamila i powrotem do rodziców. Pieniądze, które posiadała nie dawały jej szczęścia. Nie raz trzymała wypłatę w dłoni i nie wiedziała, co z tym zrobić. Inne kobiety kupowały sobie sukienki, buty, kosmetyki, a ona - niczego nie potrzebowała, wystarczało jej to co ma.
Chodziła do pracy, gdzie byli ludzie. Ale i tam istniało to samo, co w tej klatce. Nikt prawdy nie powiedział, nikt nie opowiadał tego jak mu się żyje. Puste rozmowy o niczym, puste kawały, przy których człowiek się śmieje bo musi, a nie bo to śmieszne. Głupi flirt, przy którym faceci się zaczynają angażować i chcą czegoś więcej, nie patrząc na wnętrze, ale na urodę. Kobiety, które będąc podrywaną pozwalają na więcej co kończy się przygodnym seksem w hotelu. Zdrada to coś naturalnego, normalnego, miała własne zasady i się ich trzymała.
Wszystko z nudów, braku perspektyw, chęci, motywacji... dla siebie.
Karolina nacisnęła przycisk "power" w laptopie, obserwując jak wszystko się zamyka. Jutro wszystko będzie tak samo jak dzisiaj i wczoraj. Zamknęła laptopa i obróciła się do Kamila, który wpatrywał się nadal w swojego laptopa. Przeszła przez pokój do sypialni i rozścieliła łóżko. Ubrała pidżamę z motylkami na piersi i wsunęła się pod kołdrę. Rano przecież trzeba iść do pracy, która nie daje satysfakcji, wrócić do domu, zrobić coś na szybko i włączyć z nudów laptopa i przeglądać strony, których się nawet nie czyta. Przeglądnąć listę znajomych, których się nigdy nie pozna, a przez Kamila można zapomnieć, że kiedykolwiek zaangażuje się w coś więcej niż pustą znajomość, dla zabicia czasu.
Zamknęła oczy...zasnęła snem, który nie dawał ukojenia i odpoczynku, był odmierzonym czasowo bytem. Denerwowało ją to, że tu wszystko dzieje się na czas, ludzie gdzieś szybko idą, pędzą. Czuć pośpiech, brak chęci na zatrzymanie się i zobaczenie co się mija. Co ludzie mają z tego życia, kiedy nie umieją docenić ile tracą przez to, jak bardzo chcą mieć więcej, tym zaczynają posiadać coraz mniej. Szkoda, że dociera to do nich zbyt późno, a czasu nie można cofnąć... to co było wczoraj zostało stracone, a to co będzie, nikt na to nie ma chęci, aby odkryć.
Napisane z własnych spostrzeżeń i odczuć...
"myśleć życiem"
Karolina usłyszała jak w zamku przekręca się klucz do drzwi. Do domu wracał Kamil, jej narzeczony. Nawet się nie ruszyła, po co. Usłyszała jak Kamil wszedł do przedpokoju, zamknął drzwi i zdejmował buty. Po chwili krzątaniny, Kamil pojawił się w gościnnym pokoju:
-- Cześć kochanie.
-- Cześć skarbek - odpowiedziała mu Karolina - Jak w pracy? Obiad masz w piekarniku.
-- A nudno - usłyszała odpowiedź dobiegającą z kuchni.
Nudno u Kamila oznaczało tylko, że nic co by ją mogło zainteresować. Przecież wiedziała, że działo się bardzo dużo i ciekawie. Jej laptop zabuczał nerwowo, dając do zrozumienia, że program który uruchomiła lekko przeciąża jego obwody.
Kamil wszedł z talerzem pełnym ziemniaków, surówki i udka z kurczaka. Usiadł przed tv i włączył go jednym przyciskiem. Odwróciła się do wyświetlacza swojego laptopa, czuła jak Kamil na nią patrzy. Wiedziała, że zaraz wyłączy telewizor i siądzie przed swoim laptopem. Patrzyła się na stronę, którą otworzyła przypadkiem, aby poczytać na temat: metody tworzenia herbaty. Kamil wpatrywał się intensywnie w swojego laptopa, jak by miał w niego wejść.
Przychodziła godzinę wcześniej od Kamila z pracy. W ciągu pół godziny ogarniała mieszkanie i nastawiała obiad, który przygotowywała rano, przed wyjściem do pracy. Co więcej można robić? Mieszkała z Kamilem już rok i przyzwyczaiła się do tego życia. Od kilku dni zaczynała patrzeć na to inaczej, z boku. Każdy jej zazdrościł, jej znajome tak bardzo chciały takiego życia, że wypruwały sobie żyły aby takie je mieć. Kolejne 30 min starczało jej na przeglądniecie wszystkich stron, które ją interesowały. Z pobieżnym przeczytaniem: o co chodzi i jakie to jest nudne. Każdy dzień wyglądał podobnie albo tak samo. Miesiące wyglądały tak samo... dzień w dzień. Kiedy próbowała coś zmienić, Kamil szybko podcinał jej skrzydła. Blokował jej każdy pomysł, odmienność. Ona chciała coś robić, coś zrobić. On chciał tego co ma, ale co on miał? Internet - globalna skarbnica wiedzy, portale, informacje, rozmowy - kompletna nuda, za dużo tego. Jej znajomi mieli po koncie na kilku portalach. Zasada: im więcej tym, jeszcze więcej możesz poznać. Puste znajomości, bez przyszłości. Co to za znajomość przez internet, bez kontaktu fizycznego? Zainteresowania: przez internet kompletnie przestało ją interesować cokolwiek, po co? Kiedyś czytała książki, chodziła do kina, wychodziła na spacer ze znajomą, interesowała się tańcem, słuchała muzyki, oglądała seriale z wypiekami na twarzy, robiła zdjęcia - odkrywała siebie każdego dnia. A teraz, nic jej się nie chce... a przecież też pracowała i jej się chciało po pracy coś zrobić. Teraz nie ma chęci, nie ma motywacji. Kamil bardzo sprawnie wyplenił z niej to co w niej było najlepsze przed wprowadzeniem się do niego. W klatce, w której mieszkali nie znała nawet sąsiadów, nie widywała ich. Nikt tu nie rozmawiał, nie wymieniał się plotkami, informacjami. Ludzie montowali kotary i zasłony, które nie przepuszczały światła - aby ich nie było widać. Konspiracja, ukrywanie się, WYOBCOWANIE. Zaczynało ją to męczyć, chciała czegoś innego. Nawet seks był przewidywalny, bezbarwny, po prostu aby sobie ulżyć, niż kochać się namiętnie, oddać się swojemu ukochanemu. Gdzieś przeczytała, że ludzie w dużych skupiskach ludzkich, szybko się nudzą i szukają nowości. Coś w tym jest... ponieważ faceci, którzy pisali do niej na komunikator, to osoby z dużych miast a do tego żonaci. Jeszcze jej się nie zdarzyło, aby ktoś ze wsi napisał. Mogła by coś zrobić w domu, ale bez Kamila to nawet nie warto próbować, czegoś zmieniać. Wystarczy, że przestawiła komodę z szafką i już było gadania przez 2 miesiące. Gdzie się podziały chęci na zrobienie czegoś? Gdzie ochota na coś? Czasami kiedy nie mogła spać, chciała wyjść na spacer i pochodzić po ulicach, pustych ulicach. Ale to było tylko marzenie. Wcześniej to co było chęcią, teraz stało się marzeniem. Marzeniem, które się nie spełni. Żyj pełnią życia, daj się ponieść... - głosiła reklama na jakiejś stronie. Taaa, pełnia życia, ponieść się - tylko czemu.
Jej rozmyślania przerwał donośny męski głos w mieszkaniu nad nimi: Gdzie obiad?
Odpowiedź padła prawie od razu: W piekarniku. Debil jesteś, że nie wiesz gdzie może być piekarnik?
Męski głos: Spadaj. Lepiej powiedz jak było na zebraniu u dzieci.
Odpowiedź: Tatuś się znalazł. Trzeba było iść, a nie mnie wysyłać.
Męski głos: Co dziś w telewizji?
Odpowiedź: to co zawsze, zobacz do programu.
Po kilku wymianach zdań, wszystko cichło. Czasami widziała sąsiadkę z góry: nigdy nie była mocno umalowana, raczej był to makijaż dostojny. Wiedziała, że jej mąż może nie jest idealny, ale jej nigdy nie uderzył. Zawsze kiedy przychodził z pracy, rozmowa toczyła się inaczej. Niby się kłócili, ale później jak by się godzili. Wiedziała, że oboje oglądają seriale lub jakiś film. On zawsze pyta się o dzieci, jak im idzie w szkole. Czasami słyszała, jak schodzą z góry. Odgłosy śmiechu, zabawy, nigdy nie usłyszała niczego złego powiedzianego przez dzieci, na słowa ojca. Dziwiła się nie raz wracając z pracy i widząc jak ta kobieta i jej mąż idą za rękę, on ją obejmuje, albo siedzą na ławce obserwując dzieci na placu zabaw. Ktoś by powiedział, że są złą rodziną, ale jednak trzymają się razem, idą przez życie razem. Podziwiała ich, że ich życie przeplata się, dzielą się swoim dniem ze sobą. Złapała się na tym, że zazdrości jej takiego faceta. Przecież niby się wyzywali, ale mimo wszystko była między nimi miłość, każdy z nich oddało by życie za drugiego. Mieli po prostu taki, nie banalny styl komunikacji między sobą.
Ona nie miała takiej komunikacji z Kamilem, próbowała nie raz: pokłócić się, zagadnąć. Nic nie działało, nic nie pomagało. Jej życie było puste, samotne... czuła to, że to mieszkanie, a raczej Kamil ją wyjaławia, jak pole na pustynie, a przecież kiedyś była dorodnym lasem, szumiącym swoją historię. Teraz pozostało kilka sosenek i nic więcej.
Od pewnego czasu zaczęła się łapać na tym, że rozmyśla nad odejściem od Kamila i powrotem do rodziców. Pieniądze, które posiadała nie dawały jej szczęścia. Nie raz trzymała wypłatę w dłoni i nie wiedziała, co z tym zrobić. Inne kobiety kupowały sobie sukienki, buty, kosmetyki, a ona - niczego nie potrzebowała, wystarczało jej to co ma.
Chodziła do pracy, gdzie byli ludzie. Ale i tam istniało to samo, co w tej klatce. Nikt prawdy nie powiedział, nikt nie opowiadał tego jak mu się żyje. Puste rozmowy o niczym, puste kawały, przy których człowiek się śmieje bo musi, a nie bo to śmieszne. Głupi flirt, przy którym faceci się zaczynają angażować i chcą czegoś więcej, nie patrząc na wnętrze, ale na urodę. Kobiety, które będąc podrywaną pozwalają na więcej co kończy się przygodnym seksem w hotelu. Zdrada to coś naturalnego, normalnego, miała własne zasady i się ich trzymała.
Wszystko z nudów, braku perspektyw, chęci, motywacji... dla siebie.
Karolina nacisnęła przycisk "power" w laptopie, obserwując jak wszystko się zamyka. Jutro wszystko będzie tak samo jak dzisiaj i wczoraj. Zamknęła laptopa i obróciła się do Kamila, który wpatrywał się nadal w swojego laptopa. Przeszła przez pokój do sypialni i rozścieliła łóżko. Ubrała pidżamę z motylkami na piersi i wsunęła się pod kołdrę. Rano przecież trzeba iść do pracy, która nie daje satysfakcji, wrócić do domu, zrobić coś na szybko i włączyć z nudów laptopa i przeglądać strony, których się nawet nie czyta. Przeglądnąć listę znajomych, których się nigdy nie pozna, a przez Kamila można zapomnieć, że kiedykolwiek zaangażuje się w coś więcej niż pustą znajomość, dla zabicia czasu.
Zamknęła oczy...zasnęła snem, który nie dawał ukojenia i odpoczynku, był odmierzonym czasowo bytem. Denerwowało ją to, że tu wszystko dzieje się na czas, ludzie gdzieś szybko idą, pędzą. Czuć pośpiech, brak chęci na zatrzymanie się i zobaczenie co się mija. Co ludzie mają z tego życia, kiedy nie umieją docenić ile tracą przez to, jak bardzo chcą mieć więcej, tym zaczynają posiadać coraz mniej. Szkoda, że dociera to do nich zbyt późno, a czasu nie można cofnąć... to co było wczoraj zostało stracone, a to co będzie, nikt na to nie ma chęci, aby odkryć.
niedziela, 12 września 2010
"pieniądze szczęścia nie dają" - tylko niszczą ludzi
Cała idea, fabuła i to jak się wszystko potoczyło - oparłem na własnych doświadczeniach, spostrzeżeniach i własnych przemyśleniach. Główna myśl na to opowiadanie powstała już pół roku temu, ale ja już tak mam, że pewne opowiadanie dojrzewają w mojej głowie, aby po jakimś czasie (czasami rok, czasami pół roku, czasami miesiąc) po prostu wyjść ze mnie. Pisanie takich opowiadań, wymaga od mnie skupienia się na nich, poukładania zdarzeń i zachowań, analizę każdego zachowania, nie jest to proste. Jeśli opowiadanie opisuje życiowe zdarzenia, to tym bardziej jest mi trudno opisać coś, ponieważ muszę się wczuć w każdą z postaci, którą opisuję. Dzięki temu wiem, co dana postać czuje w danej chwili i jak reaguje. To sprawia, że moje opowiadania są tak realistyczne, nie ważne czy przedstawiam kobietę czy mężczyznę, mam nadzieję że są realistyczne.
W swoim życiu usłyszałem, że moje opowiadania są głupie, źle napisane i są kopiami czegoś co powstało.
Tak naprawdę nie wiem, czy można kogoś skopiować słowo, słowo - nie dodając coś od siebie.
Osoby, które pisze opowiadania/prozę wiedzą, że bez oddania, dania siebie nie napiszą dobrego tekstu, który zainteresuje.
To opowiadanie, bardzo długo siedziało w mojej głowie uzmysławiając mi, że coraz więcej ludzi przestaje zauważać to co mają koło siebie, jakie osoby koło nich są i zaczynają poszukiwać nowości, znajomości - nie doceniając tego co już mają.
Maja stała, wyczekując na przystanku na właściwy autobus. Co jakiś czas rozglądając się, czy może Karol nie pojawi się, aby się jednak pożegnać. Ostatnie dwa miesiące, były dla nich piekłem na ziemi. Ciągłe kłótnie, sprzeczki, dogryzania, ciche dni wykończyły ich oboje. Ale wiedziała, że Karol nie przyjedzie, choć chciała by się do niego przytulić, pocałować - przecież nie będą się widzieć przez trzy miesiące. Wszystko zaczęło się, kiedy Maja przyszła do domu taka uradowana, po tym jak się dowiedziała, że znajoma załatwiła jej pracę za granicą, że będzie zarabiać 600 euro miesięcznie i odłoży coś. Karol kiedy dowiedział się o tym, o mało nie zdemolował domu. Maja na początku myślała, że to tylko chwilowa reakcja, że będzie się jednak cieszył, tak bardzo myliła się. Karol zaczął dopiero pracę w zakładzie za miastem i wracał do domu około 17. Mieszkali w małym domku po babci Karola, 3 pokoje, kotłownia i brak łazienki. Maja po roku mieszkania z Karolem, chciała czegoś więcej, czegoś swojego. Maja zaczęła wątpić w to że on znajdzie pracę, że pójdą na swoje. Karol dostawał pieniądze od rodziców, co mu chyba odpowiadało. Karol po zaczęciu pracy, nie chciał mówić o tym co dzieje się na zakładzie, przecież dopiero co zaczął. Po pamiętnym dniu, dwa miesiące temu, coś się zmieniło w ich domu. Karol był przeciwny, aby Maja jechała za granicę, miał obiekcje do wszystkiego, przestrzegał ją. Tak minął jeden miesiąc, ona sama miała już dość, przestała go nawet słuchać. Mówił, że ludzie za granicą się zmienili, że myślą inaczej, że faceci stali się natarczywi, że tam nie ma sentymentów. Maja była za granicą cztery lata temu i może pozmieniało się, kiedy ostatni raz tam była, ale nie bała się. Bał się Karol, że ją straci, że tam zostanie, że ona nie wie jak tam jest. Kiedy nastał miesiąc do wyjazdu, Karol zmienił ton - zaczął być cichy, nie odzywał się, czasami jej nie zauważał. To ją przeraziło, zaczęła się bać o siebie - może Karol ma rację, może jednak go warto posłuchać. Dni mijały i szybko i powoli, Karol któregoś dnia przyszedł, usiadł na przeciw niej, nie patrzył na nią i zaczął mówić.
-- W moim zakładzie pracuje wiele facetów - zaczął Karol - Nawet nie wiesz co oni mówią, co opowiadają. Wiele z nich było za granicą, pracowało tam. Pracuje z nami kilka kobiet w średnim wieku, one też były za granicą i opowiadają gorsze rzeczy, nie chciała byś tego słuchać, co one mówią. Ja muszę słuchać, rozumiesz. Od pewnych rzeczy rzygać się chce, a od innych włosy wypadają. Pracuje nas na hali 24 i podczas przerwy, wiadomo rozmawia się. Prawie każdy ma kochankę, lub zdradził swoją żonę, rozumiesz. Niby są tacy dobrzy, umieją pogadać, załatwić coś, pomóc - a jednak to czego nie widać i o czym nie mówią sprawia, że człowiek dziwi się, jak mogą oni normalnie żyć, bez wyrzutów sumienia.
Maja patrzyła na Karola, zastanawiając się po co on jej to mówi, przecież ona tam jedzie do pracy, a nie aby go zdradzić, chce tam pracować, a nie oddawać się uciechom.
-- Czasami opowiadają oni jak było za granicą. Wiesz jak się wymieniają informacjami, nie rozumiem tego. Dziwi ich, że nie mam kogoś na boku. Oni pracując za granicą, nie szczędzili sobie kobiet, Polek, Francuzek czy Włoszek. Zależy gdzie kto był. Oni mówią o gwałcie tak jak by to było coś normalnego, nie słuchałaś ich. Nie usłyszysz tego nigdzie, jak faceci przechwalają się jak to z jakąś robili, gdzie jej wsadzali, nie ważne czy tego chciała czy nie. Wszystko opowiadają ze szczegółami. Czasami człowieka bierze na wymioty, dosłownie. Kobiety, które tam pracują mają podobne doświadczenia, ale z drugiej strony. Opowiadają, że ktoś im załatwił pracę na plantacji, że dużo zarobią. Okazywało się, że plantacja była i praca była, ale nikt kto tam pracował, nie powiedział, że to trochę inaczej wygląda. Kobiety są bite i poniżane, gwałcone w barakach, lub w krzakach. O tym nikt nie mówi, a już na pewno nie tym co mają ich zastąpić. Pracuje z nami 24 letnia Magda, która wróciła z Włoch, gdzie opiekowała się starszą panią. Powiedziała, że tam nie wróci, już nigdy. Woli klepać biedę tutaj, niż tam pracować. Poznała doświadczenia innych kobiet, które pracują jako opiekunki starszych osób i one mają podobnie, lub gorzej. Pracę załatwiła jej znajoma, po znajomości. Po przyjeździe zabrano jej paszport, dla bezpieczeństwa. Starsza pani miała syna, około 30, który przychodził do swojej mamy co jakiś czas. Okazało się, że kiedy starsza pani nie widzi, on próbował dobierać się do niej. Łapał ją za cycki, pupę, wkładał rękę pod spódniczkę. Zaczęła nosić spodnie, co i tak nie pomogło. Po pierwszym miesiącu, kiedy dostała zapłatę - on ją zgwałcił w jej pokoju. Nie mogła się ruszać 3 dni, a on powiedział że jest chora. Chciała uciec, ale on jej to uniemożliwił, zabierając jej klucz do domu. Kilka dni później, dostała telefon od znajomej, w tedy ona powiedziała co się stało i dzieje, znajoma załatwiła jej pracę nad inną osobą. Jej znajoma i jej chłopak, pomogli jej uciec. Wpadła w kolejne gówno, ponieważ tu nie było zboczonego syna pani, ale sama pani była lekko chora umysłowo. Kolejny raz zmieniła osobą, którą się opiekowała. Tym razem trafiła, na kogoś normalnego. Ale okazało się, że okolica obfituje w facetów, którzy tylko czekają na taką jak ona, aby ją dotknąć, pomacać. Wróciła do Polski i chciała wiedzieć, dlaczego jej koleżanka wpakowała w coś takiego. Okazało się, że ona nie umiała już tam wytrzymać, przeczekała te trzy miesiące, jakoś i szczęśliwa wyjechała. Powiedziała też, że Polacy najszybciej cię oszukają, wpakują w gówno. Za granicą nie ma sentymentów, godności, zasad, moralności. Są regiony, gdzie opiekunka do starszej osoby, oznacza kur*e i nic więcej. Są regiony, gdzie są obozy pracy i nikt nic z tym nie robi. Jak nie masz umowy o pracy, zapomnij o godnych warunkach czy godności, przyjeżdżasz do pracy, a to że ktoś coś ci w ciebie wsadzi, to należy do twoich kompetencji. Nawet nie wiesz, że kilku facetów zostało zgwałconych przez innych facetów i tego nikt nie powtarza.
Mai zaczęło robić się nie dobrze, słowa Karola napawały ją strachem, ponieważ spotkała się, zetknęła się z tym, kiedy pracowała we Włoszech, słyszała takie opowieści, ale nie dawała temu wiary, myślała że ją to nie dotyczy. Każdy jej powtarzał, że jeśli ma kogoś, to niech z nim jedzie, niech ma oparcie w tej osobie, w momencie problemów.
Karol spojrzał na Maję -- Nie wszyscy są źli, ale też nie wszyscy są dobrzy. Za granicą wartości, zasady już dawno przestały mieć znaczenie. Liczy się pieniądz i przyjemność, nic więcej. Nie każdy tak myśli, ale gdzie nie spojrzysz to ze świecą szukać takiego, co zrobi coś dla ciebie za darmo lub z dobroci.
Od tamtej pory Karol nie odzywał się, chodził do pracy, zjadał kolację i obejrzał tv i szedł spać. Oddalał się od niej, czuła to. Jej praca zaczynała niszczyć jej życie, ich życie. Zaczęła się zastanawiać, co będzie po powrocie, jak będą żyli. Zaczęło do niej docierać, że to są trzy miesiące, 90 dni. Pamiętała jak to mija, bez Karola kiedy jest w pracy, przecież zajmuje się domem, ale połowa dnia jest jakby pusta, bezbarwna. Maja sama zaczęła myśleć nad tym, że jej wyjazd kończy ich związek, ponieważ Karol dobrze powiedział: jak można nazwać związek, kiedy oni nic nie robią razem, kiedy żyją własnym życiem, które się nie przeplata, gdzie każde ma swoje problemy i musi sobie z nimi radzić samemu, że to oddala ich od siebie, sprawia że choć się kochają, przestają czuć siebie. Miłość to oddanie serca drugiej osobie, chęci, bycie z druga osobą, robienie coś razem, iść przez życie razem, nie osobno, nie każde swoją drogą, która biegnie koło siebie. Być razem, to być razem - a gdzie być razem jest w odległości. Wiedziała, że można raz na trzy dni zadzwonić i to tylko aby powiedzieć, że jest fajnie, dobrze ją traktują i że jest tu pięknie. Miała zakazane mówienie, że jest źle, że coś się dzieje. Nie które dziewczyny, miały zakaz używania komórek i dzwonienie. Sama ile razy miała dość opieki, miała dość wszystkiego, psychicznie nie dawała rady, ale dzwoniąc do rodziców, kłamała że jest dobrze. Ile znajomych koleżanek, mówiło to samo co ona do siebie, bez przekonania. Kto ci normalny powie coś złego o swojej osobie? Nikt, jeśli ktoś taki się znajdzie, szybko nie znajdzie pracy przy starszych osobach. Coraz bardziej żałowała decyzji jaką podjęła bez Karola, o pracy za granicą. Przecież kocha Karola i powinna z nim porozmawiać, wysłuchać - czego on chce. On sam jej powiedział, że ona to robi dla siebie, nie dla niego, nie dla nich. Że to mu nic nie daje, że to dla niego jest ucieczką przed życiem, przed obowiązkami, uwolnieniem się od tego co ma tutaj i poznanie czegoś nowego. Maja nie jedną noc, nie przespała, zastanawiała się, po co i dla kogo to robi. Dla Karola, dla ich przyszłości? A gdzie w tym jest przyszłość... jaka przyszłość? Że nie będą razem, że nie będzie uczestniczyć w tym, co tutaj się dzieje. Co to za życie, jak wygnaniec, trzy miesiące rozłąki i miesiąc bycia razem i co z tego ma? Pieniądze nie zwrócą jej Karola, czasu jaki straci, nie będąc przy nim. Pieniądze nie oddadzą mu zdrowia, jak coś mu się stanie. Pieniądze nie dadzą jej radości ze świętowania Karola urodzin. Co Karolowi po prezencie, kiedy dostanie go pocztą, kiedy jej nie będzie w tedy przy nim, aby zobaczyć jego uśmiech, jego radość. Czy pieniędzmi można zapłacić śmierci, aby kogoś nie zabierała.
Nie dawno spotkała znajomą, która chciała się dowiedzieć, co u niej słychać. Po rozmowie z nią, okazało się, że jest w ciąży z Włochem (wynik dwóch kieliszków wina, podczas urodzin pani, która się opiekowała i obudzenia się z ogromnym bólem między udami i między pośladkami, a obok dwoma synami starszej pani, z bardzo małymi prześwitami jak to ona klęczy wypięta a oni robią to za nią, oboje a później jakieś dziwne pozycje) i nie wie jak o tym powiedzieć swojemu narzeczonemu, z którym ma brać ślub za kilka dni.
Maja dopiero teraz zaczęła się zastanawiać, co by było gdyby miała dzieci... i miała wyjechać. Boże, ona sobie tego nie wyobraża. A co by było gdyby ją spotkało to co znajomą... nie umiała sobie na to odpowiedzieć. Zostawić dzieci, na trzy miesiące - nie widzieć jak uczą się chodzi, jak coraz lepiej mówią, jak uczą się pić z butelki, jak uczą się jeździć na małym rowerku, jak bawią się z Karolem. Czy pieniądze to jej zwrócą, czy pieniądze mogą zwrócić mężczyźnie takie chwile, przy których nie będzie. Czy pieniędzmi można zapłacić za czas dziecku, przy którym się nie było. Czy można pieniędzmi wytłumaczyć, dlaczego kiedy się bało nas nie było. Czy można zapłacić dziecku za jego tęsknotę, stracony czas?
Karol coraz bardziej wyobcowywał się, przy niej. Nie umiał sobie poradzić z tym, że jednak przez trzy miesiące będzie wracał do pustego domu. Wykończyły go kłótnie, jakie mieli z Mają, zmieniał się. Miał już wszystkiego dość, to go niszczyło od środka. Przecież znalazł pracę, pracuje i co z tego? Na co mu to było? Robił to dla Mai i wszystko właśnie upadło, zawaliło się. Im bliżej był termin wyjazdu, tym bardziej mu się odechciewało żyć, pracować. Dla kogo miał to robić... kiedy Mai nie będzie. Nie chciał nic dla siebie, robił to dla niej.
Maja skuliła się jeszcze bardziej, przytulając się do siebie. Była prawie pierwsza w nocy, listopad i właśnie zapowiedziano jej autobus. Nie pocieszyło ją to, że jedzie i wróci z pieniądzmi, tylko do czego wróci, do jakiego życia, kiedy tam gdzie jedzie żyje się inaczej. Chwyciła ogromną torbę i zaczęła zbliżać się do autobusu, który właśnie podjechał. Kierowca otworzył klapy na bagaże. Ociągała się z włożeniem go w miejsce bagażowe. Po opieczętowaniu bagażu, stanęła w kolejce do wejścia. Po pokazaniu biletu, usiadła na swoim miejscu. Spoglądała na przystanek, na którym przed chwilą stała, był taki pusty. Kiedy wszyscy zajęli miejsca, autobus powoli ruszył, szarpiąc nieznacznie. Obrazy, które mijały jej w szybie stały się mało znaczące, takie nijakie. Co ona zrobiła...
Karol siedział w ciemnym pokoju, spoglądając przez okno - trzy miesiące z głowy, powroty do pustego domu. Czym się tu cieszyć, pustą? Do kogo coś powiedzieć, do pustki? Cztery ściany, a w nich cisza. Pieniądze będą i co z nim zrobi, jak się będzie nimi cieszył - tyłek sobie nimi podetrze? Spojrzał na zegarek: 1:12. Już na pewno jest w autobusie, po co to wszystko, dla kogo? Jego mama mówiła mu nie raz: tam szczęście twoje, gdzie serce twoje. Jeśli nie jesteś szczęśliwy, to idź tam gdzie twoje serce, a odnajdziesz swoje szczęście, nie ważne czy jest dobrze czy źle, jeśli ktoś cię kocha i ty kogoś kochasz - wszystko wytrzymacie i będziecie szczęśliwi. Jeśli ktoś cię nie kocha, tylko sobie to wmawia, to nie ważne ile będziesz się starał i tak będzie źle i tak to się rozwali, bo drugiej osobie nie zależy na tobie. A tylko jeśli komuś zależy, może kochać i chcieć, być z tobą.
Mai mijały kolejne miejsca, łąki, lasy, domy, wioski. Karol stał przed oknem i patrzył jak śnieg spada na okno i topnieje. Zwiesił głowię, docierało do niego, że miłość to nie pieniądze, to druga osoba. Nie można kupić miłości, godności, chęci, to płynie od nas, od serca. Karol obrócił się i wyszedł na zewnątrz, poczuł zimny podmuch śniegu. Skierował się na tyły domu, gdzie był magazynek z narzędziami. Otworzył drzwi do magazynku i wszedł do środka. Przymknął drzwi, zapalił żarówkę nad głową. Nie daleko stał stary taboret, a po przeciwnej stronie kilka lin i linek. Chwycił cienką metalową linkę i postawił taboret na środku magazynku. Po co żyć, bez życia? Po co się starać, kiedy ktoś woli inne osoby, pieniądze, zależy komuś tylko na sobie i aby temu komuś było lepiej. To co ma zrobić druga strona, odejść, pozwolić komuś znaleźć szczęście. Karol nie myślał racjonalnie, nie radził sobie z tym wszystkim, informacja Mai o pracy za granicą, podcięła mu skrzydła, zabrała mu nadzieje i wiarę w przyszłe życie, bo jak to sobie można wyobrazić. Rozumiał, że facet jedzie zarobić, ale wiedział, że jeśli on nie wsadzi to kobieta go do tego nie zmusi, z kobietami jest inaczej. Karol okręciwszy metalową linkę nad belką nad głową, zrobił podobny węzeł na szyi. Jego życie straciło sens, dla kogo żyć. Co to za życie, bez tej ukochanej osoby? Stojąc na taborecie, spoglądał przed siebie. Maja dojechała do kolejnego przystanku, na trasie autobusu. Jazda zaczynała ją nużyć i czuła, że może przysnąć sobie. Karol jedną stopą zahaczył kant taboretu -- Przepraszam - wyszeptał, lekko podskakując i wywracając taboret. Momentalnie poczuł, jak krtań wbija się mu w głąb ciała. Próbował złapać za linkę, ale była tak napięta, że nie zdołał powstrzymać duszenia się. Wyciągnął ręce, próbując podnieść się na lince. Jego dłonie były tak spocone, że tylko prześlizgiwały się po niej. Czół coraz większy ból w głowie i koło szyi. Zawisł bezwładnie, co chwilę próbując w desperacji się uwolnić. Mijały minuty, choć dla Karola były one godzinami, ból w głowie stawał się nie do zniesienia, do tego się zsikał i jego zwieracze nie wytrzymały i oddał kał. Czuł jak śmierdzą jego odchody, nie miłosierni smród gówna i moczu. Czuł jak drętwieją mu kończyny, już nie umiał się nimi posługiwać. Po 2 godzinach Karol wisiał bezwładnie, bez oddechu w sobie, bez życia w ciele. Maja obudziła się gwałtownie, Wrocław mignął jej znak. Czuła się coś się stało, że coś jest nie tak. Tak bardzo zaczęło jej brakować Karola, jak nigdy przedtem. Jej umysł walczył z jej sercem, umysł tłumaczył że to tylko strach, a serce krzyczało, że coś się stało z Karolem. Zaufała umysłowi, nie wie dlaczego. Obudził ją telefon, jak przez mgłę zobaczyła na wyświetlaczu: Tata Karola. Dlaczego on dzwoni, zdziwiło ją. Odebrała, głos ojca Karola był załamujący się i dziwnie smutny:
-- Maja, narzeczona Karola ? - rodzice Karola nazywali ją jego narzeczoną.
-- Tak - wybełkotała Maja
-- Nie wiem gdzie jesteś i nie wiem jak ci to powiedzieć. Karol nie żyje, powiesił się. - po tych słowach głos ojca Karola zawiesił się.
-- Co, nie rozumiem.
-- Karol nie żyje, napisał list, że pojechałaś za granice do pracy, a on cię kocha i nie może bez ciebie żyć i że ten wyjazd to w pewien sposób ucieczka od niego, że...
-- Jak nie żyje, nie rozumiem.
-- Karol się powiesił, tej nocy. Już go nie ma, przepraszam.
Połączenie zostało zerwane, było już jasno. Spojrzała na wyświetlacz gdzie był zegarek: 10:07. Karol nie żyje, powiesił się. Te słowa wirowały w jej głowie, powodem tego był jej wyjazd. Przez ten wyjazd straciła cały swój świat, kto jej to zwróci. Wpatrywała się w swoje odbicie, w szybie. Co ona zrobiła, po co to jej było - chciała mieć więcej niż miała, czy jej czegoś brakowało - nie. Chciała aby było im lepiej, ale czy miało być im lepiej, czy ona miała mieć lepiej? Łzy same jej poleciały, czy pieniądze, które zarobi oddadzą jej Karola, nawet na jego pogrzebie nie będzie mogła być. Co z niej za ukochana? Spojrzała na swoje ręce i przewidziało jej się, że są poplamione krwią. Dlaczego, po co to wszystko, kiedy już nie ma do czego wracać, nie ma do kogo...
Po przeżyciu trzech miesięcy Maja wróciła do Polski. Stanęła przed furtką, gdzie może czekał by na nią Karol, ale światło nie świeciło się w żadnym pokoju. Pustka, nie odgarnięty śnieg, zapomniany dom, bez życia. Do czego wróciła, do kogo. Wyciągnęła plik pieniędzy i spojrzała na nie:
-- Ile możecie mi zwrócić? Czy można kupić życie?
Karol w testamencie przepisał wszystko Mai, ale ona nie chciała tego. Za dużo wspomnień, za dużo wspomnień, które sprawiły że teraz jest sama, że nie ma już tego którego kochała.
W domu była pustka, czuć było samotność. I nic jej nie zwróci tego, co straciła.
------
Chcę powiedzieć, że trochę pozmieniałem opowiadanie, ale wydaje mi się, że taka koncepcja jest dobra.
Tak naprawdę osoby, które wyjeżdżają nie zastanawiają się nad drugimi osobami, robią to dla siebie, nie dla innych. Co z tego, że przywiozą pieniądze - kiedy to jest kupowanie sobie żony, dzieci na pewien czas a czy to jest szczęście, bycie z kimś dla miłości? Gdzie w tym jest miłość...
Bardzo wiele osób godzi się z wyjazdem, ale takie osoby nie wiedzą: ile tracą i już nie odzyskają, przez pogoń za pieniądzem i jak bardzo nie doceniają takie osoby tego co mają.
Oczywiście opowiadanie zostało wymyślone, jest to fikcja literacka, ale może zdarzyć się tak, że pewne fakty mogą dziwnie pasować do tego co przeżyliście.
Całe opowiadanie zostało wymyślone...
W swoim życiu usłyszałem, że moje opowiadania są głupie, źle napisane i są kopiami czegoś co powstało.
Tak naprawdę nie wiem, czy można kogoś skopiować słowo, słowo - nie dodając coś od siebie.
Osoby, które pisze opowiadania/prozę wiedzą, że bez oddania, dania siebie nie napiszą dobrego tekstu, który zainteresuje.
To opowiadanie, bardzo długo siedziało w mojej głowie uzmysławiając mi, że coraz więcej ludzi przestaje zauważać to co mają koło siebie, jakie osoby koło nich są i zaczynają poszukiwać nowości, znajomości - nie doceniając tego co już mają.
---------
"Pieniądze szczęścia nie dają" - tylko niszczą ludzi
Maja stała, wyczekując na przystanku na właściwy autobus. Co jakiś czas rozglądając się, czy może Karol nie pojawi się, aby się jednak pożegnać. Ostatnie dwa miesiące, były dla nich piekłem na ziemi. Ciągłe kłótnie, sprzeczki, dogryzania, ciche dni wykończyły ich oboje. Ale wiedziała, że Karol nie przyjedzie, choć chciała by się do niego przytulić, pocałować - przecież nie będą się widzieć przez trzy miesiące. Wszystko zaczęło się, kiedy Maja przyszła do domu taka uradowana, po tym jak się dowiedziała, że znajoma załatwiła jej pracę za granicą, że będzie zarabiać 600 euro miesięcznie i odłoży coś. Karol kiedy dowiedział się o tym, o mało nie zdemolował domu. Maja na początku myślała, że to tylko chwilowa reakcja, że będzie się jednak cieszył, tak bardzo myliła się. Karol zaczął dopiero pracę w zakładzie za miastem i wracał do domu około 17. Mieszkali w małym domku po babci Karola, 3 pokoje, kotłownia i brak łazienki. Maja po roku mieszkania z Karolem, chciała czegoś więcej, czegoś swojego. Maja zaczęła wątpić w to że on znajdzie pracę, że pójdą na swoje. Karol dostawał pieniądze od rodziców, co mu chyba odpowiadało. Karol po zaczęciu pracy, nie chciał mówić o tym co dzieje się na zakładzie, przecież dopiero co zaczął. Po pamiętnym dniu, dwa miesiące temu, coś się zmieniło w ich domu. Karol był przeciwny, aby Maja jechała za granicę, miał obiekcje do wszystkiego, przestrzegał ją. Tak minął jeden miesiąc, ona sama miała już dość, przestała go nawet słuchać. Mówił, że ludzie za granicą się zmienili, że myślą inaczej, że faceci stali się natarczywi, że tam nie ma sentymentów. Maja była za granicą cztery lata temu i może pozmieniało się, kiedy ostatni raz tam była, ale nie bała się. Bał się Karol, że ją straci, że tam zostanie, że ona nie wie jak tam jest. Kiedy nastał miesiąc do wyjazdu, Karol zmienił ton - zaczął być cichy, nie odzywał się, czasami jej nie zauważał. To ją przeraziło, zaczęła się bać o siebie - może Karol ma rację, może jednak go warto posłuchać. Dni mijały i szybko i powoli, Karol któregoś dnia przyszedł, usiadł na przeciw niej, nie patrzył na nią i zaczął mówić.
-- W moim zakładzie pracuje wiele facetów - zaczął Karol - Nawet nie wiesz co oni mówią, co opowiadają. Wiele z nich było za granicą, pracowało tam. Pracuje z nami kilka kobiet w średnim wieku, one też były za granicą i opowiadają gorsze rzeczy, nie chciała byś tego słuchać, co one mówią. Ja muszę słuchać, rozumiesz. Od pewnych rzeczy rzygać się chce, a od innych włosy wypadają. Pracuje nas na hali 24 i podczas przerwy, wiadomo rozmawia się. Prawie każdy ma kochankę, lub zdradził swoją żonę, rozumiesz. Niby są tacy dobrzy, umieją pogadać, załatwić coś, pomóc - a jednak to czego nie widać i o czym nie mówią sprawia, że człowiek dziwi się, jak mogą oni normalnie żyć, bez wyrzutów sumienia.
Maja patrzyła na Karola, zastanawiając się po co on jej to mówi, przecież ona tam jedzie do pracy, a nie aby go zdradzić, chce tam pracować, a nie oddawać się uciechom.
-- Czasami opowiadają oni jak było za granicą. Wiesz jak się wymieniają informacjami, nie rozumiem tego. Dziwi ich, że nie mam kogoś na boku. Oni pracując za granicą, nie szczędzili sobie kobiet, Polek, Francuzek czy Włoszek. Zależy gdzie kto był. Oni mówią o gwałcie tak jak by to było coś normalnego, nie słuchałaś ich. Nie usłyszysz tego nigdzie, jak faceci przechwalają się jak to z jakąś robili, gdzie jej wsadzali, nie ważne czy tego chciała czy nie. Wszystko opowiadają ze szczegółami. Czasami człowieka bierze na wymioty, dosłownie. Kobiety, które tam pracują mają podobne doświadczenia, ale z drugiej strony. Opowiadają, że ktoś im załatwił pracę na plantacji, że dużo zarobią. Okazywało się, że plantacja była i praca była, ale nikt kto tam pracował, nie powiedział, że to trochę inaczej wygląda. Kobiety są bite i poniżane, gwałcone w barakach, lub w krzakach. O tym nikt nie mówi, a już na pewno nie tym co mają ich zastąpić. Pracuje z nami 24 letnia Magda, która wróciła z Włoch, gdzie opiekowała się starszą panią. Powiedziała, że tam nie wróci, już nigdy. Woli klepać biedę tutaj, niż tam pracować. Poznała doświadczenia innych kobiet, które pracują jako opiekunki starszych osób i one mają podobnie, lub gorzej. Pracę załatwiła jej znajoma, po znajomości. Po przyjeździe zabrano jej paszport, dla bezpieczeństwa. Starsza pani miała syna, około 30, który przychodził do swojej mamy co jakiś czas. Okazało się, że kiedy starsza pani nie widzi, on próbował dobierać się do niej. Łapał ją za cycki, pupę, wkładał rękę pod spódniczkę. Zaczęła nosić spodnie, co i tak nie pomogło. Po pierwszym miesiącu, kiedy dostała zapłatę - on ją zgwałcił w jej pokoju. Nie mogła się ruszać 3 dni, a on powiedział że jest chora. Chciała uciec, ale on jej to uniemożliwił, zabierając jej klucz do domu. Kilka dni później, dostała telefon od znajomej, w tedy ona powiedziała co się stało i dzieje, znajoma załatwiła jej pracę nad inną osobą. Jej znajoma i jej chłopak, pomogli jej uciec. Wpadła w kolejne gówno, ponieważ tu nie było zboczonego syna pani, ale sama pani była lekko chora umysłowo. Kolejny raz zmieniła osobą, którą się opiekowała. Tym razem trafiła, na kogoś normalnego. Ale okazało się, że okolica obfituje w facetów, którzy tylko czekają na taką jak ona, aby ją dotknąć, pomacać. Wróciła do Polski i chciała wiedzieć, dlaczego jej koleżanka wpakowała w coś takiego. Okazało się, że ona nie umiała już tam wytrzymać, przeczekała te trzy miesiące, jakoś i szczęśliwa wyjechała. Powiedziała też, że Polacy najszybciej cię oszukają, wpakują w gówno. Za granicą nie ma sentymentów, godności, zasad, moralności. Są regiony, gdzie opiekunka do starszej osoby, oznacza kur*e i nic więcej. Są regiony, gdzie są obozy pracy i nikt nic z tym nie robi. Jak nie masz umowy o pracy, zapomnij o godnych warunkach czy godności, przyjeżdżasz do pracy, a to że ktoś coś ci w ciebie wsadzi, to należy do twoich kompetencji. Nawet nie wiesz, że kilku facetów zostało zgwałconych przez innych facetów i tego nikt nie powtarza.
Mai zaczęło robić się nie dobrze, słowa Karola napawały ją strachem, ponieważ spotkała się, zetknęła się z tym, kiedy pracowała we Włoszech, słyszała takie opowieści, ale nie dawała temu wiary, myślała że ją to nie dotyczy. Każdy jej powtarzał, że jeśli ma kogoś, to niech z nim jedzie, niech ma oparcie w tej osobie, w momencie problemów.
Karol spojrzał na Maję -- Nie wszyscy są źli, ale też nie wszyscy są dobrzy. Za granicą wartości, zasady już dawno przestały mieć znaczenie. Liczy się pieniądz i przyjemność, nic więcej. Nie każdy tak myśli, ale gdzie nie spojrzysz to ze świecą szukać takiego, co zrobi coś dla ciebie za darmo lub z dobroci.
Od tamtej pory Karol nie odzywał się, chodził do pracy, zjadał kolację i obejrzał tv i szedł spać. Oddalał się od niej, czuła to. Jej praca zaczynała niszczyć jej życie, ich życie. Zaczęła się zastanawiać, co będzie po powrocie, jak będą żyli. Zaczęło do niej docierać, że to są trzy miesiące, 90 dni. Pamiętała jak to mija, bez Karola kiedy jest w pracy, przecież zajmuje się domem, ale połowa dnia jest jakby pusta, bezbarwna. Maja sama zaczęła myśleć nad tym, że jej wyjazd kończy ich związek, ponieważ Karol dobrze powiedział: jak można nazwać związek, kiedy oni nic nie robią razem, kiedy żyją własnym życiem, które się nie przeplata, gdzie każde ma swoje problemy i musi sobie z nimi radzić samemu, że to oddala ich od siebie, sprawia że choć się kochają, przestają czuć siebie. Miłość to oddanie serca drugiej osobie, chęci, bycie z druga osobą, robienie coś razem, iść przez życie razem, nie osobno, nie każde swoją drogą, która biegnie koło siebie. Być razem, to być razem - a gdzie być razem jest w odległości. Wiedziała, że można raz na trzy dni zadzwonić i to tylko aby powiedzieć, że jest fajnie, dobrze ją traktują i że jest tu pięknie. Miała zakazane mówienie, że jest źle, że coś się dzieje. Nie które dziewczyny, miały zakaz używania komórek i dzwonienie. Sama ile razy miała dość opieki, miała dość wszystkiego, psychicznie nie dawała rady, ale dzwoniąc do rodziców, kłamała że jest dobrze. Ile znajomych koleżanek, mówiło to samo co ona do siebie, bez przekonania. Kto ci normalny powie coś złego o swojej osobie? Nikt, jeśli ktoś taki się znajdzie, szybko nie znajdzie pracy przy starszych osobach. Coraz bardziej żałowała decyzji jaką podjęła bez Karola, o pracy za granicą. Przecież kocha Karola i powinna z nim porozmawiać, wysłuchać - czego on chce. On sam jej powiedział, że ona to robi dla siebie, nie dla niego, nie dla nich. Że to mu nic nie daje, że to dla niego jest ucieczką przed życiem, przed obowiązkami, uwolnieniem się od tego co ma tutaj i poznanie czegoś nowego. Maja nie jedną noc, nie przespała, zastanawiała się, po co i dla kogo to robi. Dla Karola, dla ich przyszłości? A gdzie w tym jest przyszłość... jaka przyszłość? Że nie będą razem, że nie będzie uczestniczyć w tym, co tutaj się dzieje. Co to za życie, jak wygnaniec, trzy miesiące rozłąki i miesiąc bycia razem i co z tego ma? Pieniądze nie zwrócą jej Karola, czasu jaki straci, nie będąc przy nim. Pieniądze nie oddadzą mu zdrowia, jak coś mu się stanie. Pieniądze nie dadzą jej radości ze świętowania Karola urodzin. Co Karolowi po prezencie, kiedy dostanie go pocztą, kiedy jej nie będzie w tedy przy nim, aby zobaczyć jego uśmiech, jego radość. Czy pieniędzmi można zapłacić śmierci, aby kogoś nie zabierała.
Nie dawno spotkała znajomą, która chciała się dowiedzieć, co u niej słychać. Po rozmowie z nią, okazało się, że jest w ciąży z Włochem (wynik dwóch kieliszków wina, podczas urodzin pani, która się opiekowała i obudzenia się z ogromnym bólem między udami i między pośladkami, a obok dwoma synami starszej pani, z bardzo małymi prześwitami jak to ona klęczy wypięta a oni robią to za nią, oboje a później jakieś dziwne pozycje) i nie wie jak o tym powiedzieć swojemu narzeczonemu, z którym ma brać ślub za kilka dni.
Maja dopiero teraz zaczęła się zastanawiać, co by było gdyby miała dzieci... i miała wyjechać. Boże, ona sobie tego nie wyobraża. A co by było gdyby ją spotkało to co znajomą... nie umiała sobie na to odpowiedzieć. Zostawić dzieci, na trzy miesiące - nie widzieć jak uczą się chodzi, jak coraz lepiej mówią, jak uczą się pić z butelki, jak uczą się jeździć na małym rowerku, jak bawią się z Karolem. Czy pieniądze to jej zwrócą, czy pieniądze mogą zwrócić mężczyźnie takie chwile, przy których nie będzie. Czy pieniędzmi można zapłacić za czas dziecku, przy którym się nie było. Czy można pieniędzmi wytłumaczyć, dlaczego kiedy się bało nas nie było. Czy można zapłacić dziecku za jego tęsknotę, stracony czas?
Karol coraz bardziej wyobcowywał się, przy niej. Nie umiał sobie poradzić z tym, że jednak przez trzy miesiące będzie wracał do pustego domu. Wykończyły go kłótnie, jakie mieli z Mają, zmieniał się. Miał już wszystkiego dość, to go niszczyło od środka. Przecież znalazł pracę, pracuje i co z tego? Na co mu to było? Robił to dla Mai i wszystko właśnie upadło, zawaliło się. Im bliżej był termin wyjazdu, tym bardziej mu się odechciewało żyć, pracować. Dla kogo miał to robić... kiedy Mai nie będzie. Nie chciał nic dla siebie, robił to dla niej.
Maja skuliła się jeszcze bardziej, przytulając się do siebie. Była prawie pierwsza w nocy, listopad i właśnie zapowiedziano jej autobus. Nie pocieszyło ją to, że jedzie i wróci z pieniądzmi, tylko do czego wróci, do jakiego życia, kiedy tam gdzie jedzie żyje się inaczej. Chwyciła ogromną torbę i zaczęła zbliżać się do autobusu, który właśnie podjechał. Kierowca otworzył klapy na bagaże. Ociągała się z włożeniem go w miejsce bagażowe. Po opieczętowaniu bagażu, stanęła w kolejce do wejścia. Po pokazaniu biletu, usiadła na swoim miejscu. Spoglądała na przystanek, na którym przed chwilą stała, był taki pusty. Kiedy wszyscy zajęli miejsca, autobus powoli ruszył, szarpiąc nieznacznie. Obrazy, które mijały jej w szybie stały się mało znaczące, takie nijakie. Co ona zrobiła...
Karol siedział w ciemnym pokoju, spoglądając przez okno - trzy miesiące z głowy, powroty do pustego domu. Czym się tu cieszyć, pustą? Do kogo coś powiedzieć, do pustki? Cztery ściany, a w nich cisza. Pieniądze będą i co z nim zrobi, jak się będzie nimi cieszył - tyłek sobie nimi podetrze? Spojrzał na zegarek: 1:12. Już na pewno jest w autobusie, po co to wszystko, dla kogo? Jego mama mówiła mu nie raz: tam szczęście twoje, gdzie serce twoje. Jeśli nie jesteś szczęśliwy, to idź tam gdzie twoje serce, a odnajdziesz swoje szczęście, nie ważne czy jest dobrze czy źle, jeśli ktoś cię kocha i ty kogoś kochasz - wszystko wytrzymacie i będziecie szczęśliwi. Jeśli ktoś cię nie kocha, tylko sobie to wmawia, to nie ważne ile będziesz się starał i tak będzie źle i tak to się rozwali, bo drugiej osobie nie zależy na tobie. A tylko jeśli komuś zależy, może kochać i chcieć, być z tobą.
Mai mijały kolejne miejsca, łąki, lasy, domy, wioski. Karol stał przed oknem i patrzył jak śnieg spada na okno i topnieje. Zwiesił głowię, docierało do niego, że miłość to nie pieniądze, to druga osoba. Nie można kupić miłości, godności, chęci, to płynie od nas, od serca. Karol obrócił się i wyszedł na zewnątrz, poczuł zimny podmuch śniegu. Skierował się na tyły domu, gdzie był magazynek z narzędziami. Otworzył drzwi do magazynku i wszedł do środka. Przymknął drzwi, zapalił żarówkę nad głową. Nie daleko stał stary taboret, a po przeciwnej stronie kilka lin i linek. Chwycił cienką metalową linkę i postawił taboret na środku magazynku. Po co żyć, bez życia? Po co się starać, kiedy ktoś woli inne osoby, pieniądze, zależy komuś tylko na sobie i aby temu komuś było lepiej. To co ma zrobić druga strona, odejść, pozwolić komuś znaleźć szczęście. Karol nie myślał racjonalnie, nie radził sobie z tym wszystkim, informacja Mai o pracy za granicą, podcięła mu skrzydła, zabrała mu nadzieje i wiarę w przyszłe życie, bo jak to sobie można wyobrazić. Rozumiał, że facet jedzie zarobić, ale wiedział, że jeśli on nie wsadzi to kobieta go do tego nie zmusi, z kobietami jest inaczej. Karol okręciwszy metalową linkę nad belką nad głową, zrobił podobny węzeł na szyi. Jego życie straciło sens, dla kogo żyć. Co to za życie, bez tej ukochanej osoby? Stojąc na taborecie, spoglądał przed siebie. Maja dojechała do kolejnego przystanku, na trasie autobusu. Jazda zaczynała ją nużyć i czuła, że może przysnąć sobie. Karol jedną stopą zahaczył kant taboretu -- Przepraszam - wyszeptał, lekko podskakując i wywracając taboret. Momentalnie poczuł, jak krtań wbija się mu w głąb ciała. Próbował złapać za linkę, ale była tak napięta, że nie zdołał powstrzymać duszenia się. Wyciągnął ręce, próbując podnieść się na lince. Jego dłonie były tak spocone, że tylko prześlizgiwały się po niej. Czół coraz większy ból w głowie i koło szyi. Zawisł bezwładnie, co chwilę próbując w desperacji się uwolnić. Mijały minuty, choć dla Karola były one godzinami, ból w głowie stawał się nie do zniesienia, do tego się zsikał i jego zwieracze nie wytrzymały i oddał kał. Czuł jak śmierdzą jego odchody, nie miłosierni smród gówna i moczu. Czuł jak drętwieją mu kończyny, już nie umiał się nimi posługiwać. Po 2 godzinach Karol wisiał bezwładnie, bez oddechu w sobie, bez życia w ciele. Maja obudziła się gwałtownie, Wrocław mignął jej znak. Czuła się coś się stało, że coś jest nie tak. Tak bardzo zaczęło jej brakować Karola, jak nigdy przedtem. Jej umysł walczył z jej sercem, umysł tłumaczył że to tylko strach, a serce krzyczało, że coś się stało z Karolem. Zaufała umysłowi, nie wie dlaczego. Obudził ją telefon, jak przez mgłę zobaczyła na wyświetlaczu: Tata Karola. Dlaczego on dzwoni, zdziwiło ją. Odebrała, głos ojca Karola był załamujący się i dziwnie smutny:
-- Maja, narzeczona Karola ? - rodzice Karola nazywali ją jego narzeczoną.
-- Tak - wybełkotała Maja
-- Nie wiem gdzie jesteś i nie wiem jak ci to powiedzieć. Karol nie żyje, powiesił się. - po tych słowach głos ojca Karola zawiesił się.
-- Co, nie rozumiem.
-- Karol nie żyje, napisał list, że pojechałaś za granice do pracy, a on cię kocha i nie może bez ciebie żyć i że ten wyjazd to w pewien sposób ucieczka od niego, że...
-- Jak nie żyje, nie rozumiem.
-- Karol się powiesił, tej nocy. Już go nie ma, przepraszam.
Połączenie zostało zerwane, było już jasno. Spojrzała na wyświetlacz gdzie był zegarek: 10:07. Karol nie żyje, powiesił się. Te słowa wirowały w jej głowie, powodem tego był jej wyjazd. Przez ten wyjazd straciła cały swój świat, kto jej to zwróci. Wpatrywała się w swoje odbicie, w szybie. Co ona zrobiła, po co to jej było - chciała mieć więcej niż miała, czy jej czegoś brakowało - nie. Chciała aby było im lepiej, ale czy miało być im lepiej, czy ona miała mieć lepiej? Łzy same jej poleciały, czy pieniądze, które zarobi oddadzą jej Karola, nawet na jego pogrzebie nie będzie mogła być. Co z niej za ukochana? Spojrzała na swoje ręce i przewidziało jej się, że są poplamione krwią. Dlaczego, po co to wszystko, kiedy już nie ma do czego wracać, nie ma do kogo...
Po przeżyciu trzech miesięcy Maja wróciła do Polski. Stanęła przed furtką, gdzie może czekał by na nią Karol, ale światło nie świeciło się w żadnym pokoju. Pustka, nie odgarnięty śnieg, zapomniany dom, bez życia. Do czego wróciła, do kogo. Wyciągnęła plik pieniędzy i spojrzała na nie:
-- Ile możecie mi zwrócić? Czy można kupić życie?
Karol w testamencie przepisał wszystko Mai, ale ona nie chciała tego. Za dużo wspomnień, za dużo wspomnień, które sprawiły że teraz jest sama, że nie ma już tego którego kochała.
W domu była pustka, czuć było samotność. I nic jej nie zwróci tego, co straciła.
------
Chcę powiedzieć, że trochę pozmieniałem opowiadanie, ale wydaje mi się, że taka koncepcja jest dobra.
Tak naprawdę osoby, które wyjeżdżają nie zastanawiają się nad drugimi osobami, robią to dla siebie, nie dla innych. Co z tego, że przywiozą pieniądze - kiedy to jest kupowanie sobie żony, dzieci na pewien czas a czy to jest szczęście, bycie z kimś dla miłości? Gdzie w tym jest miłość...
Bardzo wiele osób godzi się z wyjazdem, ale takie osoby nie wiedzą: ile tracą i już nie odzyskają, przez pogoń za pieniądzem i jak bardzo nie doceniają takie osoby tego co mają.
Oczywiście opowiadanie zostało wymyślone, jest to fikcja literacka, ale może zdarzyć się tak, że pewne fakty mogą dziwnie pasować do tego co przeżyliście.
Całe opowiadanie zostało wymyślone...
w wolnej chwili... (wiersze)
"blisko siebie i daleko"
Zapamiętuje twoje słowa
łapie je, aby zrozumieć, przytulić
widzę jak spoglądasz na mnie
poznajesz mnie, dotykasz oczami
chcę twojego dotyku myśli
abyś poczuła to czego ja nie czuję
pokochasz mnie?
chcesz... uwierzyć w miłość
ja wierze, całym sercem
oddaniem sercem
i odchodzimy po jednej rozmowie serc
aby szukać siebie, przez kolejne lata
i umrzemy samotnie, mijając się
na zawsze.
"pożegnanie"
Podnosisz mnie kiedy upadam
Całujesz po głowie, kiedy nabiję sobie guza
karcisz kiedy powiem złe słowo
oddajesz mi swój czas
oddajesz mi swoje serce
kochasz mnie
kocham cię, całym sobą
Mamo, mamusiu
pozwól mi być z tobą
Tato gdzie mama?
Dlaczego łzy spływają z twoich oczu
Tatusiu
nie chce iść gdzie krzyży wiele
tam jest smutno
gdzie mama, mamusia
powiedz...
nie patrz na mnie w ten sposób
szary kamień przed mną
dlaczego tatusiu płaczesz
dlaczego ten anioł nie patrzy na nas
ma martwe oczy
powiedz coś
mamusiu, dlaczego ciebie nie ma
tak bardzo kocham cię
dlaczego ten szary kamień mi zabrał mamę
tatusiu, kocham cię
wiesz, nie jesteś sam
masz mnie, nie płacz
mama jest koło nas
kocha nas, patrz
jestem
a ona w nas.
wiersze napisane w wolnej chwili, których nie mam za wiele...
niedziela, 5 września 2010
żyć w własnymi myślami (wiersze)
"umiłować"
Położyć głowę na miękkiej poduszce
Czuć zapach perfum twojego ciała
Czuć dotyk twoich palców na sobie
Spojrzeć w twoje oczy, takie miękkie
Ukochać cię ciepłem słów
Pozwolić ci bawić się moimi włosami
Chcieć i pragnąć cię, jak by to miało ostatni raz być
Żyć z tobą, jak spędzać z tobą czas
Czuć co chwilę, to co czujesz
w Miłości trwać, po kres życia
tylko przy tobie, z tobą w życiu.
Położyć głowę na miękkiej poduszce
Czuć zapach perfum twojego ciała
Czuć dotyk twoich palców na sobie
Spojrzeć w twoje oczy, takie miękkie
Ukochać cię ciepłem słów
Pozwolić ci bawić się moimi włosami
Chcieć i pragnąć cię, jak by to miało ostatni raz być
Żyć z tobą, jak spędzać z tobą czas
Czuć co chwilę, to co czujesz
w Miłości trwać, po kres życia
tylko przy tobie, z tobą w życiu.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)