niedziela, 12 września 2010

"pieniądze szczęścia nie dają" - tylko niszczą ludzi

Cała idea, fabuła i to jak się wszystko potoczyło - oparłem na własnych doświadczeniach, spostrzeżeniach i własnych przemyśleniach. Główna myśl na to opowiadanie powstała już pół roku temu, ale ja już tak mam, że pewne opowiadanie dojrzewają w mojej głowie, aby po jakimś czasie (czasami rok, czasami pół roku, czasami miesiąc) po prostu wyjść ze mnie. Pisanie takich opowiadań, wymaga od mnie skupienia się na nich, poukładania zdarzeń i zachowań, analizę każdego zachowania, nie jest to proste. Jeśli opowiadanie opisuje życiowe zdarzenia, to tym bardziej jest mi trudno opisać coś, ponieważ muszę się wczuć w każdą z postaci, którą opisuję. Dzięki temu wiem, co dana postać czuje w danej chwili i jak reaguje. To sprawia, że moje opowiadania są tak realistyczne, nie ważne czy przedstawiam kobietę czy mężczyznę, mam nadzieję że są realistyczne.

W swoim życiu usłyszałem, że moje opowiadania są głupie, źle napisane i są kopiami czegoś co powstało.
Tak naprawdę nie wiem, czy można kogoś skopiować słowo, słowo - nie dodając coś od siebie.
Osoby, które pisze opowiadania/prozę wiedzą, że bez oddania, dania siebie nie napiszą dobrego tekstu, który zainteresuje.

To opowiadanie, bardzo długo siedziało w mojej głowie uzmysławiając mi, że coraz więcej ludzi przestaje zauważać to co mają koło siebie, jakie osoby koło nich są i zaczynają poszukiwać nowości, znajomości - nie doceniając tego co już mają.

---------


"Pieniądze szczęścia nie dają" - tylko niszczą ludzi




Maja stała, wyczekując na przystanku na właściwy autobus. Co jakiś czas rozglądając się, czy może Karol nie pojawi się, aby się jednak pożegnać. Ostatnie dwa miesiące, były dla nich piekłem na ziemi. Ciągłe kłótnie, sprzeczki, dogryzania, ciche dni wykończyły ich oboje. Ale wiedziała, że Karol nie przyjedzie, choć chciała by się do niego przytulić, pocałować - przecież nie będą się widzieć przez trzy miesiące. Wszystko zaczęło się, kiedy Maja przyszła do domu taka uradowana, po tym jak się dowiedziała, że znajoma załatwiła jej pracę za granicą, że będzie zarabiać 600 euro miesięcznie i odłoży coś. Karol kiedy dowiedział się o tym, o mało nie zdemolował domu. Maja na początku myślała, że to tylko chwilowa reakcja, że będzie się jednak cieszył, tak bardzo myliła się. Karol zaczął dopiero pracę w zakładzie za miastem i wracał do domu około 17. Mieszkali w małym domku po babci Karola, 3 pokoje, kotłownia i brak łazienki. Maja po roku mieszkania z Karolem, chciała czegoś więcej, czegoś swojego. Maja zaczęła wątpić w to że on znajdzie pracę, że pójdą na swoje. Karol dostawał pieniądze od rodziców, co mu chyba odpowiadało. Karol po zaczęciu pracy, nie chciał mówić o tym co dzieje się na zakładzie, przecież dopiero co zaczął. Po pamiętnym dniu, dwa miesiące temu, coś się zmieniło w ich domu. Karol był przeciwny, aby Maja jechała za granicę, miał obiekcje do wszystkiego, przestrzegał ją. Tak minął jeden miesiąc, ona sama miała już dość, przestała go nawet słuchać. Mówił, że ludzie za granicą się zmienili, że myślą inaczej, że faceci stali się natarczywi, że tam nie ma sentymentów. Maja była za granicą cztery lata temu i może pozmieniało się, kiedy ostatni raz tam była, ale nie bała się. Bał się Karol, że ją straci, że tam zostanie, że ona nie wie jak tam jest. Kiedy nastał miesiąc do wyjazdu, Karol zmienił ton - zaczął być cichy, nie odzywał się, czasami jej nie zauważał. To ją przeraziło, zaczęła się bać o siebie - może Karol ma rację, może jednak go warto posłuchać. Dni mijały i szybko i powoli, Karol któregoś dnia przyszedł, usiadł na przeciw niej, nie patrzył na nią i zaczął mówić.
-- W moim zakładzie pracuje wiele facetów - zaczął Karol - Nawet nie wiesz co oni mówią, co opowiadają. Wiele z nich było za granicą, pracowało tam. Pracuje z nami kilka kobiet w średnim wieku, one też były za granicą i opowiadają gorsze rzeczy, nie chciała byś tego słuchać, co one mówią. Ja muszę słuchać, rozumiesz. Od pewnych rzeczy rzygać się chce, a od innych włosy wypadają. Pracuje nas na hali 24 i podczas przerwy, wiadomo rozmawia się. Prawie każdy ma kochankę, lub zdradził swoją żonę, rozumiesz. Niby są tacy dobrzy, umieją pogadać, załatwić coś, pomóc - a jednak to czego nie widać i o czym nie mówią sprawia, że człowiek dziwi się, jak mogą oni normalnie żyć, bez wyrzutów sumienia.
Maja patrzyła na Karola, zastanawiając się po co on jej to mówi, przecież ona tam jedzie do pracy, a nie aby go zdradzić, chce tam pracować, a nie oddawać się uciechom.
-- Czasami opowiadają oni jak było za granicą. Wiesz jak się wymieniają informacjami, nie rozumiem tego. Dziwi ich, że nie mam kogoś na boku. Oni pracując za granicą, nie szczędzili sobie kobiet, Polek, Francuzek czy Włoszek. Zależy gdzie kto był. Oni mówią o gwałcie tak jak by to było coś normalnego, nie słuchałaś ich. Nie usłyszysz tego nigdzie, jak faceci przechwalają się jak to z jakąś robili, gdzie jej wsadzali, nie ważne czy tego chciała czy nie. Wszystko opowiadają ze szczegółami. Czasami człowieka bierze na wymioty, dosłownie. Kobiety, które tam pracują mają podobne doświadczenia, ale z drugiej strony. Opowiadają, że ktoś im załatwił pracę na plantacji, że dużo zarobią. Okazywało się, że plantacja była i praca była, ale nikt kto tam pracował, nie powiedział, że to trochę inaczej wygląda. Kobiety są bite i poniżane, gwałcone w barakach, lub w krzakach. O tym nikt nie mówi, a już na pewno nie tym co mają ich zastąpić. Pracuje z nami 24 letnia Magda, która wróciła z Włoch, gdzie opiekowała się starszą panią. Powiedziała, że tam nie wróci, już nigdy. Woli klepać biedę tutaj, niż tam pracować. Poznała doświadczenia innych kobiet, które pracują jako opiekunki starszych osób i one mają podobnie, lub gorzej. Pracę załatwiła jej znajoma, po znajomości. Po przyjeździe zabrano jej paszport, dla bezpieczeństwa. Starsza pani miała syna, około 30, który przychodził do swojej mamy co jakiś czas. Okazało się, że kiedy starsza pani nie widzi, on próbował dobierać się do niej. Łapał ją za cycki, pupę, wkładał rękę pod spódniczkę. Zaczęła nosić spodnie, co i tak nie pomogło. Po pierwszym miesiącu, kiedy dostała zapłatę - on ją zgwałcił w jej pokoju. Nie mogła się ruszać 3 dni, a on powiedział że jest chora. Chciała uciec, ale on jej to uniemożliwił, zabierając jej klucz do domu. Kilka dni później, dostała telefon od znajomej, w tedy ona powiedziała co się stało i dzieje, znajoma załatwiła jej pracę nad inną osobą. Jej znajoma i jej chłopak, pomogli jej uciec. Wpadła w kolejne gówno, ponieważ tu nie było zboczonego syna pani, ale sama pani była lekko chora umysłowo. Kolejny raz zmieniła osobą, którą się opiekowała. Tym razem trafiła, na kogoś normalnego. Ale okazało się, że okolica obfituje w facetów, którzy tylko czekają na taką jak ona, aby ją dotknąć, pomacać. Wróciła do Polski i chciała wiedzieć, dlaczego jej koleżanka wpakowała w coś takiego. Okazało się, że ona nie umiała już tam wytrzymać, przeczekała te trzy miesiące, jakoś i szczęśliwa wyjechała. Powiedziała też, że Polacy najszybciej cię oszukają, wpakują w gówno. Za granicą nie ma sentymentów, godności, zasad, moralności. Są regiony, gdzie opiekunka do starszej osoby, oznacza kur*e i nic więcej. Są regiony, gdzie są obozy pracy i nikt nic z tym nie robi. Jak nie masz umowy o pracy, zapomnij o godnych warunkach czy godności, przyjeżdżasz do pracy, a to że ktoś coś ci w ciebie wsadzi, to należy do twoich kompetencji. Nawet nie wiesz, że kilku facetów zostało zgwałconych przez innych facetów i tego nikt nie powtarza.
Mai zaczęło robić się nie dobrze, słowa Karola napawały ją strachem, ponieważ spotkała się, zetknęła się z tym, kiedy pracowała we Włoszech, słyszała takie opowieści, ale nie dawała temu wiary, myślała że ją to nie dotyczy. Każdy jej powtarzał, że jeśli ma kogoś, to niech z nim jedzie, niech ma oparcie w tej osobie, w momencie problemów.
Karol spojrzał na Maję -- Nie wszyscy są źli, ale też nie wszyscy są dobrzy. Za granicą wartości, zasady już dawno przestały mieć znaczenie. Liczy się pieniądz i przyjemność, nic więcej. Nie każdy tak myśli, ale gdzie nie spojrzysz to ze świecą szukać takiego, co zrobi coś dla ciebie za darmo lub z dobroci.
Od tamtej pory Karol nie odzywał się, chodził do pracy, zjadał kolację i obejrzał tv i szedł spać. Oddalał się od niej, czuła to. Jej praca zaczynała niszczyć jej życie, ich życie. Zaczęła się zastanawiać, co będzie po powrocie, jak będą żyli. Zaczęło do niej docierać, że to są trzy miesiące, 90 dni. Pamiętała jak to mija, bez Karola kiedy jest w pracy, przecież zajmuje się domem, ale połowa dnia jest jakby pusta, bezbarwna. Maja sama zaczęła myśleć nad tym, że jej wyjazd kończy ich związek, ponieważ Karol dobrze powiedział: jak można nazwać związek, kiedy oni nic nie robią razem, kiedy żyją własnym życiem, które się nie przeplata, gdzie każde ma swoje problemy i musi sobie z nimi radzić samemu, że to oddala ich od siebie, sprawia że choć się kochają, przestają czuć siebie. Miłość to oddanie serca drugiej osobie, chęci, bycie z druga osobą, robienie coś razem, iść przez życie razem, nie osobno, nie każde swoją drogą, która biegnie koło siebie. Być razem, to być razem - a gdzie być razem jest w odległości. Wiedziała, że można raz na trzy dni zadzwonić i to tylko aby powiedzieć, że jest fajnie, dobrze ją traktują i że jest tu pięknie. Miała zakazane mówienie, że jest źle, że coś się dzieje. Nie które dziewczyny, miały zakaz używania komórek i dzwonienie. Sama ile razy miała dość opieki, miała dość wszystkiego, psychicznie nie dawała rady, ale dzwoniąc do rodziców, kłamała że jest dobrze. Ile znajomych koleżanek, mówiło to samo co ona do siebie, bez przekonania. Kto ci normalny powie coś złego o swojej osobie? Nikt, jeśli ktoś taki się znajdzie, szybko nie znajdzie pracy przy starszych osobach. Coraz bardziej żałowała decyzji jaką podjęła bez Karola, o pracy za granicą. Przecież kocha Karola i powinna z nim porozmawiać, wysłuchać - czego on chce. On sam jej powiedział, że ona to robi dla siebie, nie dla niego, nie dla nich. Że to mu nic nie daje, że to dla niego jest ucieczką przed życiem, przed obowiązkami, uwolnieniem się od tego co ma tutaj i poznanie czegoś nowego. Maja nie jedną noc, nie przespała, zastanawiała się, po co i dla kogo to robi. Dla Karola, dla ich przyszłości? A gdzie w tym jest przyszłość... jaka przyszłość? Że nie będą razem, że nie będzie uczestniczyć w tym, co tutaj się dzieje. Co to za życie, jak wygnaniec, trzy miesiące rozłąki i miesiąc bycia razem i co z tego ma? Pieniądze nie zwrócą jej Karola, czasu jaki straci, nie będąc przy nim. Pieniądze nie oddadzą mu zdrowia, jak coś mu się stanie. Pieniądze nie dadzą jej radości ze świętowania Karola urodzin. Co Karolowi po prezencie, kiedy dostanie go pocztą, kiedy jej nie będzie w tedy przy nim, aby zobaczyć jego uśmiech, jego radość. Czy pieniędzmi można zapłacić śmierci, aby kogoś nie zabierała.
Nie dawno spotkała znajomą, która chciała się dowiedzieć, co u niej słychać. Po rozmowie z nią, okazało się, że jest w ciąży z Włochem (wynik dwóch kieliszków wina, podczas urodzin pani, która się opiekowała i obudzenia się z ogromnym bólem między udami i między pośladkami, a obok dwoma synami starszej pani, z bardzo małymi prześwitami jak to ona klęczy wypięta a oni robią to za nią, oboje a później jakieś dziwne pozycje) i nie wie jak o tym powiedzieć swojemu narzeczonemu, z którym ma brać ślub za kilka dni.
Maja dopiero teraz zaczęła się zastanawiać, co by było gdyby miała dzieci... i miała wyjechać. Boże, ona sobie tego nie wyobraża. A co by było gdyby ją spotkało to co znajomą... nie umiała sobie na to odpowiedzieć. Zostawić dzieci, na trzy miesiące - nie widzieć jak uczą się chodzi, jak coraz lepiej mówią, jak uczą się pić z butelki, jak uczą się jeździć na małym rowerku, jak bawią się z Karolem. Czy pieniądze to jej zwrócą, czy pieniądze mogą zwrócić mężczyźnie takie chwile, przy których nie będzie. Czy pieniędzmi można zapłacić za czas dziecku, przy którym się nie było. Czy można pieniędzmi wytłumaczyć, dlaczego kiedy się bało nas nie było. Czy można zapłacić dziecku za jego tęsknotę, stracony czas?
Karol coraz bardziej wyobcowywał się, przy niej. Nie umiał sobie poradzić z tym, że jednak przez trzy miesiące będzie wracał do pustego domu. Wykończyły go kłótnie, jakie mieli z Mają, zmieniał się. Miał już wszystkiego dość, to go niszczyło od środka. Przecież znalazł pracę, pracuje i co z tego? Na co mu to było? Robił to dla Mai i wszystko właśnie upadło, zawaliło się. Im bliżej był termin wyjazdu, tym bardziej mu się odechciewało żyć, pracować. Dla kogo miał to robić... kiedy Mai nie będzie. Nie chciał nic dla siebie, robił to dla niej.
Maja skuliła się jeszcze bardziej, przytulając się do siebie. Była prawie pierwsza w nocy, listopad i właśnie zapowiedziano jej autobus. Nie pocieszyło ją to, że jedzie i wróci z pieniądzmi, tylko do czego wróci, do jakiego życia, kiedy tam gdzie jedzie żyje się inaczej. Chwyciła ogromną torbę i zaczęła zbliżać się do autobusu, który właśnie podjechał. Kierowca otworzył klapy na bagaże. Ociągała się z włożeniem go w miejsce bagażowe. Po opieczętowaniu bagażu, stanęła w kolejce do wejścia. Po pokazaniu biletu, usiadła na swoim miejscu. Spoglądała na przystanek, na którym przed chwilą stała, był taki pusty. Kiedy wszyscy zajęli miejsca, autobus powoli ruszył, szarpiąc nieznacznie. Obrazy, które mijały jej w szybie stały się mało znaczące, takie nijakie. Co ona zrobiła...
Karol siedział w ciemnym pokoju, spoglądając przez okno - trzy miesiące z głowy, powroty do pustego domu. Czym się tu cieszyć, pustą? Do kogo coś powiedzieć, do pustki? Cztery ściany, a w nich cisza. Pieniądze będą i co z nim zrobi, jak się będzie nimi cieszył - tyłek sobie nimi podetrze? Spojrzał na zegarek: 1:12. Już na pewno jest w autobusie, po co to wszystko, dla kogo? Jego mama mówiła mu nie raz: tam szczęście twoje, gdzie serce twoje. Jeśli nie jesteś szczęśliwy, to idź tam gdzie twoje serce, a odnajdziesz swoje szczęście, nie ważne czy jest dobrze czy źle, jeśli ktoś cię kocha i ty kogoś kochasz - wszystko wytrzymacie i będziecie szczęśliwi. Jeśli ktoś cię nie kocha, tylko sobie to wmawia, to nie ważne ile będziesz się starał i tak będzie źle i tak to się rozwali, bo drugiej osobie nie zależy na tobie. A tylko jeśli komuś zależy, może kochać i chcieć, być z tobą.
Mai mijały kolejne miejsca, łąki, lasy, domy, wioski. Karol stał przed oknem i patrzył jak śnieg spada na okno i topnieje. Zwiesił głowię, docierało do niego, że miłość to nie pieniądze, to druga osoba. Nie można kupić miłości, godności, chęci, to płynie od nas, od serca. Karol obrócił się i wyszedł na zewnątrz, poczuł zimny podmuch śniegu. Skierował się na tyły domu, gdzie był magazynek z narzędziami. Otworzył drzwi do magazynku i wszedł do środka. Przymknął drzwi, zapalił żarówkę nad głową. Nie daleko stał stary taboret, a po przeciwnej stronie kilka lin i linek. Chwycił cienką metalową linkę i postawił taboret na środku magazynku. Po co żyć, bez życia? Po co się starać, kiedy ktoś woli inne osoby, pieniądze, zależy komuś tylko na sobie i aby temu komuś było lepiej. To co ma zrobić druga strona, odejść, pozwolić komuś znaleźć szczęście. Karol nie myślał racjonalnie, nie radził sobie z tym wszystkim, informacja Mai o pracy za granicą, podcięła mu skrzydła, zabrała mu nadzieje i wiarę w przyszłe życie, bo jak to sobie można wyobrazić. Rozumiał, że facet jedzie zarobić, ale wiedział, że jeśli on nie wsadzi to kobieta go do tego nie zmusi, z kobietami jest inaczej. Karol okręciwszy metalową linkę nad belką nad głową, zrobił podobny węzeł na szyi. Jego życie straciło sens, dla kogo żyć. Co to za życie, bez tej ukochanej osoby? Stojąc na taborecie, spoglądał przed siebie. Maja dojechała do kolejnego przystanku, na trasie autobusu. Jazda zaczynała ją nużyć i czuła, że może przysnąć sobie. Karol jedną stopą zahaczył kant taboretu -- Przepraszam - wyszeptał, lekko podskakując i wywracając taboret. Momentalnie poczuł, jak krtań wbija się mu w głąb ciała. Próbował złapać za linkę, ale była tak napięta, że nie zdołał powstrzymać duszenia się. Wyciągnął ręce, próbując podnieść się na lince. Jego dłonie były tak spocone, że tylko prześlizgiwały się po niej. Czół coraz większy ból w głowie i koło szyi. Zawisł bezwładnie, co chwilę próbując w desperacji się uwolnić. Mijały minuty, choć dla Karola były one godzinami, ból w głowie stawał się nie do zniesienia, do tego się zsikał i jego zwieracze nie wytrzymały i oddał kał. Czuł jak śmierdzą jego odchody, nie miłosierni smród gówna i moczu. Czuł jak drętwieją mu kończyny, już nie umiał się nimi posługiwać. Po 2 godzinach Karol wisiał bezwładnie, bez oddechu w sobie, bez życia w ciele. Maja obudziła się gwałtownie, Wrocław mignął jej znak. Czuła się coś się stało, że coś jest nie tak. Tak bardzo zaczęło jej brakować Karola, jak nigdy przedtem. Jej umysł walczył z jej sercem, umysł tłumaczył że to tylko strach, a serce krzyczało, że coś się stało z Karolem. Zaufała umysłowi, nie wie dlaczego. Obudził ją telefon, jak przez mgłę zobaczyła na wyświetlaczu: Tata Karola. Dlaczego on dzwoni, zdziwiło ją. Odebrała, głos ojca Karola był załamujący się i dziwnie smutny:
-- Maja, narzeczona Karola ? - rodzice Karola nazywali ją jego narzeczoną.
-- Tak - wybełkotała Maja
-- Nie wiem gdzie jesteś i nie wiem jak ci to powiedzieć. Karol nie żyje, powiesił się. - po tych słowach głos ojca Karola zawiesił się.
-- Co, nie rozumiem.
-- Karol nie żyje, napisał list, że pojechałaś za granice do pracy, a on cię kocha i nie może bez ciebie żyć i że ten wyjazd to w pewien sposób ucieczka od niego, że...
-- Jak nie żyje, nie rozumiem.
-- Karol się powiesił, tej nocy. Już go nie ma, przepraszam.
Połączenie zostało zerwane, było już jasno. Spojrzała na wyświetlacz gdzie był zegarek: 10:07. Karol nie żyje, powiesił się. Te słowa wirowały w jej głowie, powodem tego był jej wyjazd. Przez ten wyjazd straciła cały swój świat, kto jej to zwróci. Wpatrywała się w swoje odbicie, w szybie. Co ona zrobiła, po co to jej było - chciała mieć więcej niż miała, czy jej czegoś brakowało - nie. Chciała aby było im lepiej, ale czy miało być im lepiej, czy ona miała mieć lepiej? Łzy same jej poleciały, czy pieniądze, które zarobi oddadzą jej Karola, nawet na jego pogrzebie nie będzie mogła być. Co z niej za ukochana? Spojrzała na swoje ręce i przewidziało jej się, że są poplamione krwią. Dlaczego, po co to wszystko, kiedy już nie ma do czego wracać, nie ma do kogo...
Po przeżyciu trzech miesięcy Maja wróciła do Polski. Stanęła przed furtką, gdzie może czekał by na nią Karol, ale światło nie świeciło się w żadnym pokoju. Pustka, nie odgarnięty śnieg, zapomniany dom, bez życia. Do czego wróciła, do kogo. Wyciągnęła plik pieniędzy i spojrzała na nie:
-- Ile możecie mi zwrócić? Czy można kupić życie?
Karol w testamencie przepisał wszystko Mai, ale ona nie chciała tego. Za dużo wspomnień, za dużo wspomnień, które sprawiły że teraz jest sama, że nie ma już tego którego kochała.
W domu była pustka, czuć było samotność. I nic jej nie zwróci tego, co straciła.
------

Chcę powiedzieć, że trochę pozmieniałem opowiadanie, ale wydaje mi się, że taka koncepcja jest dobra.
Tak naprawdę osoby, które wyjeżdżają nie zastanawiają się nad drugimi osobami, robią to dla siebie, nie dla innych. Co z tego, że przywiozą pieniądze - kiedy to jest kupowanie sobie żony, dzieci na pewien czas a czy to jest szczęście, bycie z kimś dla miłości? Gdzie w tym jest miłość...
Bardzo wiele osób godzi się z wyjazdem, ale takie osoby nie wiedzą: ile tracą i już nie odzyskają, przez pogoń za pieniądzem i jak bardzo nie doceniają takie osoby tego co mają.

Oczywiście opowiadanie zostało wymyślone, jest to fikcja literacka, ale może zdarzyć się tak, że pewne fakty mogą dziwnie pasować do tego co przeżyliście.
Całe opowiadanie zostało wymyślone...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz