środa, 30 marca 2011
połamane kwiaty (science fiction)
połamane kwiaty to opowiadanie science fiction, pisane bardzo dawno temu, i które dość długo domagało się napisania. Chciałem trochę zmierzyć się z sf, ale po zobaczeniu, że nikt tego nie czyta - stwierdziłem, że na co strzępić sobie pomysł i pisać coś co i tak nikogo nie zainteresuje. A naprawdę miałem wszystko rozpisane i poukładane..., ale jak to zawsze bywa, w pewnym momencie bez wsparcia jakiejkolwiek osoby zaprzestałem pisanie - może kiedyś wrócę do notatek, które mają z 4 lata, jak nie więcej i zacznę pisać dalszą część, na obecną chwilę nie zapowiada się abym pisał dalsze losy oddziały komandosów od brudnej roboty.
mimemoza (horror)
mimemoza miała być horror, o dziwnych zabójstwach i ciężkim klimacie... po widocznym braku zainteresowania, pomysł upadł, podobnie jak i perspektywa na dalszą fabułę - nie chce mi się wymyślać czegoś, co i tak nie zostanie przeczytane.
mariku (horror)
mariku (horror) zostało napisane kilka dni temu, w przypływie przemyśleń. Fabuła ułożyła się w mojej głowie w momencie kiedy nie mogłem zasnąć i nie mając jak zając głowy, zacząłem sobie coś wyobrażać.
Lubię horrory, więc przyszedł mi pomysł, aby to co mi już trochę siedziało w głowie rozwinąć... i powstało mariku, które miało mieć kilka wersji, ale obecnie jest taka jaka jest :) może za jakiś czas dopiszę kolejne rozdziały...
Lubię horrory, więc przyszedł mi pomysł, aby to co mi już trochę siedziało w głowie rozwinąć... i powstało mariku, które miało mieć kilka wersji, ale obecnie jest taka jaka jest :) może za jakiś czas dopiszę kolejne rozdziały...
kres -Ilene (fantasy)
kres -ilene (fantasty) to było opowiadanie, które też długo siedziało mi w głowie. Miałem kilka pomysłów na rozwinięcie tego, ale odechciało mi się pisać - powody osobiste w tamtym czasie. W obecnej chwili, nie mam ochoty pisać fantasy, a tym bardziej wymyślać fabuły i prowadzić ją, na modłę tego opowiadania.
alkatoria (s-f)
alkatoria (science fiction) to opowiadanie, które pisałem w przypływie pomysłu. Pomysłu, który od dawna siedział mi w głowie i dopiero podczas pisania fabuła zaczęła się rozrastać, pojawiły się nowe pomysły i nowe zagadnienia.
W obecnej chwili, nie wiem czy powrócę do pisania dalszych części, choć nic nie wiadomo. Trudno jest pisać fantastykę, choć można w niej wymyślić dosłownie wszystko - bo to przyszłość, ale mimo wszystko trzeba to fajnie poskładać... nawet nie wiem, czy mi się to udało.
W obecnej chwili, nie wiem czy powrócę do pisania dalszych części, choć nic nie wiadomo. Trudno jest pisać fantastykę, choć można w niej wymyślić dosłownie wszystko - bo to przyszłość, ale mimo wszystko trzeba to fajnie poskładać... nawet nie wiem, czy mi się to udało.
4piętro (romantyka)
4piętro miało być z założenia opowiadaniem o kobiecie i jej przygodach w nowym życiu, w nowej pracy - plany były wielki, ponieważ w tworzeniu fabuły uczestniczyła moja ukochana.
W czasem, oczywiście wszystko zostało zapomniane i pomysł zatrzymał się na tym co jest...
W czasem, oczywiście wszystko zostało zapomniane i pomysł zatrzymał się na tym co jest...
niedziela, 20 marca 2011
społecznie, społecznościowo
Blog w dzień dzisiejszym dorobił się buzz-a (google) i twitter-a.
Więc obecnie będzie można podpatrzeć trochę, co w danej chwili pisze, czy nad czym pracuję :)
To też, mam nadzieję, przybliży niektóre osoby do tego bloga i jego zawartości...
Oba profile będą z boku, w panelu...
Więc obecnie będzie można podpatrzeć trochę, co w danej chwili pisze, czy nad czym pracuję :)
To też, mam nadzieję, przybliży niektóre osoby do tego bloga i jego zawartości...
Oba profile będą z boku, w panelu...
sobota, 19 marca 2011
Science fiction - luty 2011
Przypadkiem poszukując magazynu fantastycznego w kiosku, kupiłem Science fiction nr. 64 luty 2011
Pierwsze co się rzuca w oczy to okładka i format, który nie odbiera od tego jakie ma "nowa fantastyka".
Kartki są grube i szorstkie, co nie bardzo mi się spodobało, trochę zbyt grube - jak by ktoś specjalnie dał takie kartki, aby magazyn wyglądał na grubszy, ale kwestia gustu.
W środku mamy jeden wywiad, kilka recenzji i chyba to co ma być siłą SF czyli proza.
Jeśli mam być szczery, to podoba mi się prezentowanie autorów, z krótkim opisem - fajna rzecz i naprawdę cieszy, bo wiem z kim mam do czynienia ;)
Jeśli chodzi o opowiadania, raczej podpis pod tytułem: Fantasy i horror - to z horroru nie użyczymy w tym numerze ani skrawka. Jest opowiadanie o pomiotach w szatańskim świcie, ale daleko mu do straszenia i budowania klimatu strachu. Zaś odnośnie fantasy to raczej nie ma tu niczego z tego gatunku, przykro mi. Są za to dwa naprawdę dobre opowiadania fantastyczne, które trochę rozkręcają się powoli, to jednak im dalej się je czyta, tym robi się naprawdę ciekawie. Miał bym tylko zastrzeżenie do prozy odnośnie kanał 12, gdzie po jakimś czasie autor gubi w swoim toku opowiadania, naszego bohatera to jednak zauważa się to dopiero na samym końcu, kiedy pojawia się wreszcie jakaś istota...
Ale muszę przyznać, że czytało mi się wszystko dość przyjemnie. Odpuściłem sobie recenzje gier - bo jednak nie po to kupiłem ten magazyn, od gier mam inne czasopismo.
Czy kupię kolejny numer? - nie.
Powodów jest kilka... mała ilość prozy. Publicystyka, to trochę wypowiedzi wciśnięte na siłę do magazynu, ani nie trzymają się kupy, ani nie są czasami na temat.
Ale jeśli ktoś ma 10 na wydanie od tak, to warto sobie sprawdzić ten magazyn. Ponieważ zawiera on wiele konkursów i promocji. A na pewno to co w nim znajdziemy umili nam wieczór, jeśli w tv nie będzie niczego ciekawego... - jeśli zaś szukasz czegoś, co przykuje cię na kilka wieczorów, to odpuść sobie i poszukaj sobie czegoś innego - treść zawarta w Science fiction pęka w ciągu jednego wieczoru i to chyba jest wadą tego wydawnictwa, po chwili czytanie nie obejrzymy się a cała zawartość numeru zostanie przeczytana, a to nic dobrego - jak dla mnie.
Pytanie kolejne: co ma mnie przyciągnąć do kolejnego numeru, jeśli obecny wypada blado pod względem ilości treści...
Pierwsze co się rzuca w oczy to okładka i format, który nie odbiera od tego jakie ma "nowa fantastyka".
Kartki są grube i szorstkie, co nie bardzo mi się spodobało, trochę zbyt grube - jak by ktoś specjalnie dał takie kartki, aby magazyn wyglądał na grubszy, ale kwestia gustu.
W środku mamy jeden wywiad, kilka recenzji i chyba to co ma być siłą SF czyli proza.
Jeśli mam być szczery, to podoba mi się prezentowanie autorów, z krótkim opisem - fajna rzecz i naprawdę cieszy, bo wiem z kim mam do czynienia ;)
Jeśli chodzi o opowiadania, raczej podpis pod tytułem: Fantasy i horror - to z horroru nie użyczymy w tym numerze ani skrawka. Jest opowiadanie o pomiotach w szatańskim świcie, ale daleko mu do straszenia i budowania klimatu strachu. Zaś odnośnie fantasy to raczej nie ma tu niczego z tego gatunku, przykro mi. Są za to dwa naprawdę dobre opowiadania fantastyczne, które trochę rozkręcają się powoli, to jednak im dalej się je czyta, tym robi się naprawdę ciekawie. Miał bym tylko zastrzeżenie do prozy odnośnie kanał 12, gdzie po jakimś czasie autor gubi w swoim toku opowiadania, naszego bohatera to jednak zauważa się to dopiero na samym końcu, kiedy pojawia się wreszcie jakaś istota...
Ale muszę przyznać, że czytało mi się wszystko dość przyjemnie. Odpuściłem sobie recenzje gier - bo jednak nie po to kupiłem ten magazyn, od gier mam inne czasopismo.
Czy kupię kolejny numer? - nie.
Powodów jest kilka... mała ilość prozy. Publicystyka, to trochę wypowiedzi wciśnięte na siłę do magazynu, ani nie trzymają się kupy, ani nie są czasami na temat.
Ale jeśli ktoś ma 10 na wydanie od tak, to warto sobie sprawdzić ten magazyn. Ponieważ zawiera on wiele konkursów i promocji. A na pewno to co w nim znajdziemy umili nam wieczór, jeśli w tv nie będzie niczego ciekawego... - jeśli zaś szukasz czegoś, co przykuje cię na kilka wieczorów, to odpuść sobie i poszukaj sobie czegoś innego - treść zawarta w Science fiction pęka w ciągu jednego wieczoru i to chyba jest wadą tego wydawnictwa, po chwili czytanie nie obejrzymy się a cała zawartość numeru zostanie przeczytana, a to nic dobrego - jak dla mnie.
Pytanie kolejne: co ma mnie przyciągnąć do kolejnego numeru, jeśli obecny wypada blado pod względem ilości treści...
sytuacja fantastyki w Polsce, na podstawie magazynu fantastycznego
Śpieszę wyjaśnić, że magazyn fantastyczny istnieje na rynku wydawniczym już z dobrych kilka lat i jak sam pan Zaręba ogłosił we wstępniaku, jest to ostatni numer MF.
Najpierw odnoszę się do innych rzeczy, a później przejdę do wstępniaka MF, przy którym chciał bym się chwilę zatrzymać i wyrazić swoje zdanie.
Sytuacja fantastyki w Polsce jest tragiczna, takie jest moje zdanie. Polacy nie czytają i nie widzą sensu w czytaniu. Na naszym rynku wydawniczym istnieje kilka wydawnictw, które propagują fantastykę, horror, czy fantasy - bardzo szczytny i wyniosły cel. Ale jak napisałem, uważam że czytanie w Polsce to żenujący poziom tego, co tak naprawdę czytamy. Problemem nie są pieniądze, jak inni twierdzą, czy treści - ponieważ jeśli ktoś nie wie o czym jest książka, to i tak się do niej nie przekona - jeśli nie chce czytać. A dobrym przykładem jest tutaj gazeta tv co tygodniowa, czy gazeta piątkowa, którą kupuje się od tak. Wydatek na taką gazetę to około 3zł. ale czy ją czytamy, jedni ją czytają, ale bez zrozumienia, inni nie czytają w cale. Odnośnie programu tv, to czy kiedykolwiek kupiliśmy go po to, aby użytkować - czy może od tak, aby był. W ciągu miesiąca wydajemy około 12 zł. - dla jednych nie mało, dla drugich śmieszne pieniądze. Co się dzieje z tym co upiliśmy - palimy tym w piecu, albo wyrzucamy. Weźmy na to, że co trzy miesiące kupujemy jedną książkę - która kosztuje około 35 zł. - wyniesie to nas tyle sam jak byśmy nie kupowali zbędnej prasy, której i tak nie czytamy, czy ją po prostu wyrzucamy. Problem w tym leży, że książką to już książka - coś poważnego, stałego, a do tego jeśli jest dobra i ciekawa, fajnie się nią czyta, no to staje się ona problemem. I jak ją teraz wyrzucić...
Ale Polacy i tak nie czytają... czy to książek z biblioteki, czy gazet w czytelni. Choć są to darmowe rzeczy, większość Polaków ma to gdzieś i nawet nie wie, że coś takiego nadal istnieje.
Obecnie magazyn fantastyczny otrzymał ostatni numer, jak zapowiedział to pan Zaręba. Tłumacząc to tym, że magazyn przestał być tym, czym on chciał aby był. Swoją decyzje opiera na czytelnikach, chęci i internecie.
I się tu nie mogę zgodzić... i się nie zgadzam.
Internet to internet - to właśnie tutaj ludzie czytając coś, nie wracają do tego, bo zawsze znajdą coś innego. A publicystyka, czy recenzje - proszę mi wybaczyć panie Zaręba, ale nie siedzę w internecie na portalach społecznościowych, ani nawet nie czytam recenzji w internecie, bo nienawidzę czytać na monitorze opowiadania, czy prozy, a recenzje są miałkie i niejednokrotnie, nie przejawiają wartości poznawczych.
I chcę tu napisać, też że popełnia pan błąd kierując się głosem czytelników, jeśli uważa pan że komiks i opowiadania nie są do łączenia - trzeba było nie słuchać głosu wielu, tylko robić to co pan lubił - bo ci wierni i czytający naprawdę nie będą krzyczeć - bo im się to co pan robi podoba. Tylko pytanie, idzie pan w komercję i za głosem tłumu, czy może idzie pan za głosem swojego wnętrza i serca.
Przepraszam, ale uważam że jeśli robi pan coś dla pasji, to proszę tego nie zmieniać inaczej straci pan osobowość i to co pan robi stanie się miałkie, bez duszy i wnętrza.
Problemem jest kolportaż i reklama, której panu brakuje. Pana pismo nie jest kojarzone pozytywnie, a w społeczeństwie nie wielu wie o istnieniu MF. Powinien to pan zmienić... niż przestawać wydawać naprawdę dobry magazyn.
Moim zdaniem, internet wyprał niektórym umysły, bo stał się istotą i częścią życia niektórych osób, ale są osoby które nie poszły tą drogą.
Ponieważ trzeba sobie to powiedzieć jasno, tylko osoba która nie interesuje się niczym, wsiąka w portale społecznościowe - bo nie ma nic innego do roboty, niczym się nie interesuje i nic jej wnętrze tak naprawdę nie reprezentuje, chyba że ktoś ma profil tylko dla znajomych i loguje się na niego raz na tydzień.
I taka uwaga, jeśli już jest ten internet to może warto go wykorzystać do promocji i rozpowszechnienia MF. Ile to jest założyć twitter, blip i tam ogłaszać nowe wydania - to wiele daje. Kolejna rzecz to blog, który posiadał by też publicystykę, odniesienie do innych blogów, czy stron. Przedstawiał by autorów danych opowiadań czy danych serii. Można przecież wprowadzić 2 opowiadania, które ukazywały by się co wydanie, podzielone na rozdziały, to też by przyciągnęło - bo by się czekało, co będzie w nowym wydaniu - to coś jak manga, każdy zeszyt to oczekiwanie i rozmyślanie, co będzie w następnym zeszycie. Podobnie można zrobić z komiksem, gdzie przy każdym wydaniu MF zawarta była by historia jakiegoś bohatera, czy innej postaci, ale miała by ona swoje co MF odcinki, wydarzenia, czy przygody.
Magazyn musi zainteresować młodych ludzi, którym nie przekazane zostało czytanie.
I jeśli mam być szczery, nie spodobała mi się idea wywalenia komiksu z MF - przepraszam, ale właśnie za to lubiłem magazyn fantastyczny, że daje mi dwie rzeczy, które lubię - nawet mogę powiedzieć, że uwielbiam: prozę i komiks.
Podobnie jest ze mną, gdzie prowadzę inny blog i nie wiele osób go zna, czy go odwiedza - ale ma stałych czytelników, którzy wchodzą i czytają go, to jest jego siła. I jestem z tego dumny, że są osoby które zawsze wejdą, nie ważne co i jak, po prostu lubią mój styl i moje pisanie na tamtym blogu i to jest jego wartością, a nie wchodzące dzieci FB czy nk, które niewiedzą nawet czy jest dzień czy noc.
Dodam też od siebie w ogólnym znaczeniu - jeśli coś robisz i sprawia ci to przyjemność, czujesz w tym satysfakcję - nie zmieniaj tego bo inni tego chcą lub oczekują. Bo to jest twoja pasja, twoja idea, twoje życie - a nie innych. Niech inni zajmą się swoim, nie doskonałym życiem, niż tym aby zmienić twoje życie.
Można posłuchać krytyki, która sprawia, że wiemy co robimy dobrze, a co źle - ale niech to będą osoby, które się na tym znają - a nie osoby, które nie mają pojęcia. Jeśli zaś, krytykują cię osoby, które nie mają bladego pojęcia o tym co robisz, zignoruj to... i rób to co lubisz dalej. Inaczej, w momencie kiedy zmienisz to co lubisz, na to co jest puste i miałkie, stracisz do tego zapał, stracisz przyjemność z tego i wszystko to co stworzyłeś, stanie się pustym frazesem, że jest to twoje. Bo twoje to to było, kiedy wyglądało jak chciałeś i tworzyłeś to jak chciałeś, a teraz nie ma żadnej wartości dla ciebie, bo nie czujesz że jest to twoje.
Dlatego, jeśli coś piszesz, tworzysz - nie słuchaj innych, aby to zmienić, bo stracisz wnętrze w tym co robisz.
I jeśli uważasz, że internet to zło, pomyśl jak go wykorzystać, aby ci pomógł. Im więcej danej nazwy będzie się używać, widzieć, przekazywać między sobą, tym więcej osób się dowie o tym co robisz, a tym samym zyskasz, a nie stracisz...
Dlatego panie Zaręba - więcej promowania się i pokazywania się, co jest darmowe i nic nie kosztuje, a na pewno więcej pomorze, niż zniszczy :)
I tak patrzę na to wszystko i sobie myślę, że każdego dziwiła nagonka na Herrego Pottera, którego uwielbiało tyle osób i tyle osób go czytało i nadal czyta. I pamiętam jak rzesza czytelników pisała o autorki jakieś pisma odnośnie zmian w książce, a ona i tak pisała swoje - co pokazało tylko tyle, że każdy kto ma swój styl i jest to dobre, znajdzie prędzej czy później swoich odbiorców - wystarczy tylko trochę poczekać.
Za czytanie w Polsce można winić tylko dorosłych, którzy nie pokazują dzieci tej alternatywy dla komputera, czy internetu. A wystarczyło by, trochę samemu się zainteresować książkami i tym, jakie one są aby przekonać się, że to fajna sprawa czytać. I przecież są różne gry fabularne, które rozwijają wyobraźnię dziecka, ale trzeba chcieć pokazać dziecku alternatywę do komputera... a nie samemu przesiadywać przed nim, pokazując tym samym, że życie jest nudne - a komputer to coś fajnego.
Czytanie powinno być przekazywane między rodzicem, a dzieckiem - przecież książki to nie tylko bajki, ale horror, fantasy, fantastyka, czy sensacja - ale dziecko powinno być nakierowane. Pokazywanie mu, ze komputer jest fajny, sprawia że nie odnajdzie w innej rzeczy tego co inni znajdują, bo zamiast dawać mu dobry przykład, samemu się przesiaduje przed komputerem, nie zwracając uwagi na to co robi dziecko... i może tu jest problem, że sami jesteśmy na tyle puści, że nie mamy co pokazać dziecku, zamiast komputera i może czas to zmienić, bo jako dorośli nikt za nas nie weźmie się w garść i nie wstanie i nie wskaże nam drogi, sami musimy ją znaleźć i podążyć...ale musimy tego chcieć :)
Najpierw odnoszę się do innych rzeczy, a później przejdę do wstępniaka MF, przy którym chciał bym się chwilę zatrzymać i wyrazić swoje zdanie.
Sytuacja fantastyki w Polsce jest tragiczna, takie jest moje zdanie. Polacy nie czytają i nie widzą sensu w czytaniu. Na naszym rynku wydawniczym istnieje kilka wydawnictw, które propagują fantastykę, horror, czy fantasy - bardzo szczytny i wyniosły cel. Ale jak napisałem, uważam że czytanie w Polsce to żenujący poziom tego, co tak naprawdę czytamy. Problemem nie są pieniądze, jak inni twierdzą, czy treści - ponieważ jeśli ktoś nie wie o czym jest książka, to i tak się do niej nie przekona - jeśli nie chce czytać. A dobrym przykładem jest tutaj gazeta tv co tygodniowa, czy gazeta piątkowa, którą kupuje się od tak. Wydatek na taką gazetę to około 3zł. ale czy ją czytamy, jedni ją czytają, ale bez zrozumienia, inni nie czytają w cale. Odnośnie programu tv, to czy kiedykolwiek kupiliśmy go po to, aby użytkować - czy może od tak, aby był. W ciągu miesiąca wydajemy około 12 zł. - dla jednych nie mało, dla drugich śmieszne pieniądze. Co się dzieje z tym co upiliśmy - palimy tym w piecu, albo wyrzucamy. Weźmy na to, że co trzy miesiące kupujemy jedną książkę - która kosztuje około 35 zł. - wyniesie to nas tyle sam jak byśmy nie kupowali zbędnej prasy, której i tak nie czytamy, czy ją po prostu wyrzucamy. Problem w tym leży, że książką to już książka - coś poważnego, stałego, a do tego jeśli jest dobra i ciekawa, fajnie się nią czyta, no to staje się ona problemem. I jak ją teraz wyrzucić...
Ale Polacy i tak nie czytają... czy to książek z biblioteki, czy gazet w czytelni. Choć są to darmowe rzeczy, większość Polaków ma to gdzieś i nawet nie wie, że coś takiego nadal istnieje.
Obecnie magazyn fantastyczny otrzymał ostatni numer, jak zapowiedział to pan Zaręba. Tłumacząc to tym, że magazyn przestał być tym, czym on chciał aby był. Swoją decyzje opiera na czytelnikach, chęci i internecie.
I się tu nie mogę zgodzić... i się nie zgadzam.
Internet to internet - to właśnie tutaj ludzie czytając coś, nie wracają do tego, bo zawsze znajdą coś innego. A publicystyka, czy recenzje - proszę mi wybaczyć panie Zaręba, ale nie siedzę w internecie na portalach społecznościowych, ani nawet nie czytam recenzji w internecie, bo nienawidzę czytać na monitorze opowiadania, czy prozy, a recenzje są miałkie i niejednokrotnie, nie przejawiają wartości poznawczych.
I chcę tu napisać, też że popełnia pan błąd kierując się głosem czytelników, jeśli uważa pan że komiks i opowiadania nie są do łączenia - trzeba było nie słuchać głosu wielu, tylko robić to co pan lubił - bo ci wierni i czytający naprawdę nie będą krzyczeć - bo im się to co pan robi podoba. Tylko pytanie, idzie pan w komercję i za głosem tłumu, czy może idzie pan za głosem swojego wnętrza i serca.
Przepraszam, ale uważam że jeśli robi pan coś dla pasji, to proszę tego nie zmieniać inaczej straci pan osobowość i to co pan robi stanie się miałkie, bez duszy i wnętrza.
Problemem jest kolportaż i reklama, której panu brakuje. Pana pismo nie jest kojarzone pozytywnie, a w społeczeństwie nie wielu wie o istnieniu MF. Powinien to pan zmienić... niż przestawać wydawać naprawdę dobry magazyn.
Moim zdaniem, internet wyprał niektórym umysły, bo stał się istotą i częścią życia niektórych osób, ale są osoby które nie poszły tą drogą.
Ponieważ trzeba sobie to powiedzieć jasno, tylko osoba która nie interesuje się niczym, wsiąka w portale społecznościowe - bo nie ma nic innego do roboty, niczym się nie interesuje i nic jej wnętrze tak naprawdę nie reprezentuje, chyba że ktoś ma profil tylko dla znajomych i loguje się na niego raz na tydzień.
I taka uwaga, jeśli już jest ten internet to może warto go wykorzystać do promocji i rozpowszechnienia MF. Ile to jest założyć twitter, blip i tam ogłaszać nowe wydania - to wiele daje. Kolejna rzecz to blog, który posiadał by też publicystykę, odniesienie do innych blogów, czy stron. Przedstawiał by autorów danych opowiadań czy danych serii. Można przecież wprowadzić 2 opowiadania, które ukazywały by się co wydanie, podzielone na rozdziały, to też by przyciągnęło - bo by się czekało, co będzie w nowym wydaniu - to coś jak manga, każdy zeszyt to oczekiwanie i rozmyślanie, co będzie w następnym zeszycie. Podobnie można zrobić z komiksem, gdzie przy każdym wydaniu MF zawarta była by historia jakiegoś bohatera, czy innej postaci, ale miała by ona swoje co MF odcinki, wydarzenia, czy przygody.
Magazyn musi zainteresować młodych ludzi, którym nie przekazane zostało czytanie.
I jeśli mam być szczery, nie spodobała mi się idea wywalenia komiksu z MF - przepraszam, ale właśnie za to lubiłem magazyn fantastyczny, że daje mi dwie rzeczy, które lubię - nawet mogę powiedzieć, że uwielbiam: prozę i komiks.
Podobnie jest ze mną, gdzie prowadzę inny blog i nie wiele osób go zna, czy go odwiedza - ale ma stałych czytelników, którzy wchodzą i czytają go, to jest jego siła. I jestem z tego dumny, że są osoby które zawsze wejdą, nie ważne co i jak, po prostu lubią mój styl i moje pisanie na tamtym blogu i to jest jego wartością, a nie wchodzące dzieci FB czy nk, które niewiedzą nawet czy jest dzień czy noc.
Dodam też od siebie w ogólnym znaczeniu - jeśli coś robisz i sprawia ci to przyjemność, czujesz w tym satysfakcję - nie zmieniaj tego bo inni tego chcą lub oczekują. Bo to jest twoja pasja, twoja idea, twoje życie - a nie innych. Niech inni zajmą się swoim, nie doskonałym życiem, niż tym aby zmienić twoje życie.
Można posłuchać krytyki, która sprawia, że wiemy co robimy dobrze, a co źle - ale niech to będą osoby, które się na tym znają - a nie osoby, które nie mają pojęcia. Jeśli zaś, krytykują cię osoby, które nie mają bladego pojęcia o tym co robisz, zignoruj to... i rób to co lubisz dalej. Inaczej, w momencie kiedy zmienisz to co lubisz, na to co jest puste i miałkie, stracisz do tego zapał, stracisz przyjemność z tego i wszystko to co stworzyłeś, stanie się pustym frazesem, że jest to twoje. Bo twoje to to było, kiedy wyglądało jak chciałeś i tworzyłeś to jak chciałeś, a teraz nie ma żadnej wartości dla ciebie, bo nie czujesz że jest to twoje.
Dlatego, jeśli coś piszesz, tworzysz - nie słuchaj innych, aby to zmienić, bo stracisz wnętrze w tym co robisz.
I jeśli uważasz, że internet to zło, pomyśl jak go wykorzystać, aby ci pomógł. Im więcej danej nazwy będzie się używać, widzieć, przekazywać między sobą, tym więcej osób się dowie o tym co robisz, a tym samym zyskasz, a nie stracisz...
Dlatego panie Zaręba - więcej promowania się i pokazywania się, co jest darmowe i nic nie kosztuje, a na pewno więcej pomorze, niż zniszczy :)
I tak patrzę na to wszystko i sobie myślę, że każdego dziwiła nagonka na Herrego Pottera, którego uwielbiało tyle osób i tyle osób go czytało i nadal czyta. I pamiętam jak rzesza czytelników pisała o autorki jakieś pisma odnośnie zmian w książce, a ona i tak pisała swoje - co pokazało tylko tyle, że każdy kto ma swój styl i jest to dobre, znajdzie prędzej czy później swoich odbiorców - wystarczy tylko trochę poczekać.
Za czytanie w Polsce można winić tylko dorosłych, którzy nie pokazują dzieci tej alternatywy dla komputera, czy internetu. A wystarczyło by, trochę samemu się zainteresować książkami i tym, jakie one są aby przekonać się, że to fajna sprawa czytać. I przecież są różne gry fabularne, które rozwijają wyobraźnię dziecka, ale trzeba chcieć pokazać dziecku alternatywę do komputera... a nie samemu przesiadywać przed nim, pokazując tym samym, że życie jest nudne - a komputer to coś fajnego.
Czytanie powinno być przekazywane między rodzicem, a dzieckiem - przecież książki to nie tylko bajki, ale horror, fantasy, fantastyka, czy sensacja - ale dziecko powinno być nakierowane. Pokazywanie mu, ze komputer jest fajny, sprawia że nie odnajdzie w innej rzeczy tego co inni znajdują, bo zamiast dawać mu dobry przykład, samemu się przesiaduje przed komputerem, nie zwracając uwagi na to co robi dziecko... i może tu jest problem, że sami jesteśmy na tyle puści, że nie mamy co pokazać dziecku, zamiast komputera i może czas to zmienić, bo jako dorośli nikt za nas nie weźmie się w garść i nie wstanie i nie wskaże nam drogi, sami musimy ją znaleźć i podążyć...ale musimy tego chcieć :)
poniedziałek, 14 marca 2011
powrót do pisania
Uważam, że każdy człowiek powinien mieć jakąś pasję czym się interesować.
Dlaczego tak uważam, bo bez tego człowiek jest pustawy, nie posiada wyznacznika celu czy nie potrafi wypełnić sobie pustki czymś pożytecznym.
A wiele osób, przychodząc z pracy trwoni czas ba bezcelowe oglądanie tv, czy przeglądanie profili znajomych, ile można oglądać to samo? Ani nic z tego nie wynika, ani do tego nie będziemy wiedzieć więcej, czy będziemy mądrzejsi.
Moim zdaniem, to raczej zainteresowania ukierunkowują naszą chęcią zdobywania wiedzy, chęcią na jej poszerzanie i dążeniem do tego, aby czegoś się nauczyć.
A jeśli by spojrzeć na każdego z osobna, to jak spędzamy czas wolny?
Jedni jadą gdzieś, inni przesiadują w domu, jeszcze inni szukają dziury w całym, a kolejni po prostu robią coś bez celu, aby tylko coś robić. Tylko ile tak naprawdę zyskujemy z tego co zrobiliśmy?
Jeśli ktoś interesuje się fotografowaniem, systemami, grafikom komputerową czymkolwiek i w czasie wolnym znajduje minimum godzinę, aby być na czasie w tym, czym ktoś siedzi - oznacza to, że po pierwsze wiedza cały czas się poszerza o nowe informacje, dwa - jesteśmy cały czas na bieżąco w temacie, w którym siedzimy, trzy - nigdy nie możemy się nudzić i stwierdzić że dopada nas nuda.
Kolejna sprawa, nikt nam nie zabroni zainteresować się czymś nowym, nawet jeśli odkrywanie nowego zainteresowania zajmie nam dużo więcej czasu niż innym.
Każde zainteresowanie potrzebuje czasu i skupienia się na nim, a to gwarantuje, że nigdy nam się ono nie znudzi.
Obecnie powoli zaczynam powracać do pisania, lub tak to można nazwać.
Na dzień dzisiejszy jestem w trakcie pisania opowiadania fantastycznego ze szczyptą idei. Za jakiś czas będzie można się zapoznać z jego treścią.
Jak można zauważyć, wszystkie opowiadania, które miały lub maja odrębną fabułę, zostały ujęte na osobnych stronach. Ten zabieg ma na celu wyciągnięcia opowiadań, które zatopiły się w gąszczu wierszy, erotyków i opowiadań związanych z sytuacją życiową.
I jak można zauważyć, na blogu widać lekkie ożywienie, które jest spowodowane tym, że czas było coś napisać.
Dlaczego tak uważam, bo bez tego człowiek jest pustawy, nie posiada wyznacznika celu czy nie potrafi wypełnić sobie pustki czymś pożytecznym.
A wiele osób, przychodząc z pracy trwoni czas ba bezcelowe oglądanie tv, czy przeglądanie profili znajomych, ile można oglądać to samo? Ani nic z tego nie wynika, ani do tego nie będziemy wiedzieć więcej, czy będziemy mądrzejsi.
Moim zdaniem, to raczej zainteresowania ukierunkowują naszą chęcią zdobywania wiedzy, chęcią na jej poszerzanie i dążeniem do tego, aby czegoś się nauczyć.
A jeśli by spojrzeć na każdego z osobna, to jak spędzamy czas wolny?
Jedni jadą gdzieś, inni przesiadują w domu, jeszcze inni szukają dziury w całym, a kolejni po prostu robią coś bez celu, aby tylko coś robić. Tylko ile tak naprawdę zyskujemy z tego co zrobiliśmy?
Jeśli ktoś interesuje się fotografowaniem, systemami, grafikom komputerową czymkolwiek i w czasie wolnym znajduje minimum godzinę, aby być na czasie w tym, czym ktoś siedzi - oznacza to, że po pierwsze wiedza cały czas się poszerza o nowe informacje, dwa - jesteśmy cały czas na bieżąco w temacie, w którym siedzimy, trzy - nigdy nie możemy się nudzić i stwierdzić że dopada nas nuda.
Kolejna sprawa, nikt nam nie zabroni zainteresować się czymś nowym, nawet jeśli odkrywanie nowego zainteresowania zajmie nam dużo więcej czasu niż innym.
Każde zainteresowanie potrzebuje czasu i skupienia się na nim, a to gwarantuje, że nigdy nam się ono nie znudzi.
Obecnie powoli zaczynam powracać do pisania, lub tak to można nazwać.
Na dzień dzisiejszy jestem w trakcie pisania opowiadania fantastycznego ze szczyptą idei. Za jakiś czas będzie można się zapoznać z jego treścią.
Jak można zauważyć, wszystkie opowiadania, które miały lub maja odrębną fabułę, zostały ujęte na osobnych stronach. Ten zabieg ma na celu wyciągnięcia opowiadań, które zatopiły się w gąszczu wierszy, erotyków i opowiadań związanych z sytuacją życiową.
I jak można zauważyć, na blogu widać lekkie ożywienie, które jest spowodowane tym, że czas było coś napisać.
poniedziałek, 7 marca 2011
zdradziłam cię kochanie
Męczyło ją to od kilku dni, nie potrafiła o tym zapomnieć. Słońce już dawno wychyliło się na niebie, oświecając jej mieszkanie jasną poświatą. Siedziała na krześle wpatrując się w okno, przez które nic nie było widać, tylko niebo. Czuła się zbrukana, jak by splamiła swoje życie, przekreśliła je. Jedna decyzja i wszystko się wali, wszystko przestaje istnieć. Po co słuchała tych przyjaciółek, miało być tak wspaniale - ale nie było.
Spojrzała na swoje kolana, na białą spódniczkę i czarne błyszczące rajstopy. Cały czas jej się wydawało, że spódniczka zrobi się czerwona, ale tak się nie działo. Czas od tamtego momentu płatał jej figle, raz biegł szybko, a po chwili ciągnął się niemiłosiernie. Chciała cofnąć czas, ale on biegł dalej. Teraz rozumiała co oznaczały słowa jej mamy: Pamiętaj córeczko, możesz żyć jak chcesz, ale pewnych decyzji nie cofniesz, pewnych czynów nie cofniesz. Bóg na to nie pozwoli i nasz pamięć mu w tym pomorze, że będziesz wszystko pamiętać. I najgorsze jest w tym to, że on nie pozwoli ci umrzeć, ale będziesz musiała z tym żyć, co zrobiłaś, lub zrobiono tobie. Nie ma gorszej kary i potępienia, niż pamiętać i żyć ze świadomością czynów.
Jej mama miała racje, tego się nie zapomni, to zostaje na wieki w nas, aż do śmierci.
A wszystko zaczęło się od Maćka i pomysłu, że wyjedzie za granicę do pracy, bo tutaj to mogiła, aby zarobić na życie. Czuła, że związek na tym ucierpi, wiedziała o tym. W każdym związku czy małżeństwie umiera pewna cząstka, w momencie kiedy jedno wjeżdża za granicę do pracy. Dla jednego to chwila, miesiąc, a dla drugiego cała wieczność, to wypatrywanie w oknie, czekanie. Maćka nie było już drugi miesiąc i choć rozmawiali co wieczór, nie dawało jej to ukojenia. Takie rozmowy są dobre w znajomości, kiedy człowiekowi nie zależy na drugim, kiedy go nie kocha, a rozmawia z nim, bo robi to bez zobowiązań. Ale w związku jest właśnie to coś, co spaja, co nadaje ton życiu obojga. I rozmowa tego nie zaspokoi, chciała się do niego przytulić, kiedy tego chciała, a nie po trzech miesiącach. Co ją tu trzymało? Praca, puste ściany, puste spacery, wspomnienia, zapadanie się w sobie, praca i tak cały czas. Miłość nie tym polega, miłość to coś więcej niż pieniądze, to coś więcej niż życie osobno przez tak długi czas. Osoby pracujące za granicą, myślą że te kilka chwil, że te kilka dni zapełni tym drugim czas i pokaże że to ma sen. To pokazuje tylko tym bardziej, że to nie ma sensu. Znała wiele małżeństw, które się rozpadły, albo były fikcją. Kobiety zostawały w Polsce, samotne, opuszczone, bez wsparcia i oparcia - a faceci pracowali i korzystali z życia. Przecież jak się posłucha jednego i drugiego, co on robi po pracy, gdzie chodzi, co pije - to człowiek się zastanawia, czy naprawdę on jedzie za granicę aby pracować, czy może ucieka przed odpowiedzialnością. Jaka osoba, opowie wam że to się nie opłaca, że jadąc za pracą po za kraj stracili oni kontakt z dziećmi, że żona z nimi już nie rozmawia, jak dawniej, że dzieci nie biegną do nich na przywitanie, że patrzą się nich jak na obcych, że pracując za granicą i tak korzystają z życia, co zaprzecza idei zarobku. Wiele razy nasłuchała się o tym, zbyt wiele kłamstw w takim momencie się pojawia. Widziała jak pieniądze zmieniają człowieka, jak go niszczą, zniewalają. A kobiety, nie mając w kim się oprzeć znajdują innego, takiego co pracuje tutaj i powoli idzie przez życie, ale jest blisko i one wolą tego biednego, ale który jest cały czas, niż bogatego, ale którego nawet nie znają i nie mają z nim o czym rozmawiać. Pustka nie może trwać wiecznie, dlatego kobiety sobie ją zapełniają same. I to ma być życie?
Cały czas męczyły ją te myśli, powtarzała sobie je jak mantrę. Kilka dni temu wpadły na odwiedziny przyjaciółki i siostra. Bawiły się do późna, co nawet jej nie przeszkadzało, bo wreszcie mieszkanie wypełniło się śmiechem i głosami innych osób. Wtedy jej siostra zaczęła ją namawiać na wyjście do lokalu w za dwa dni. Nie chciała iść, od momentu jak Maciek zaczął jeździć za granicę o pracy, nie miała chęci do zabawy. Tęsknota zabierała jej radość z picia alkoholu i rozmowy. I tak dziwiła się, że na tej imprezie nawet dobrze się czuła. Oczywiście przyjaciółki nalegały, aby z nimi poszła, wyrwała się z domu, aby nie siedziała w tych czterech ścianach. Mówiły, że za oknem też jest życie, że to tylko wyjście do lokalu.
No tak, tylko wyjście do lokalu, przecież to nic złego, prawda - tak sobie to zaczęła tłumaczyć. Jaka była głupia i dała się namówić. Siostra o mało się nie rozpłakała z tego szczęścia.
Po dwóch dniach, po przyjściu z pracy otworzyła szafę i zaczęła przeglądać ubrania, aby się przygotować na wyjście. Ale to było trudniejsze niż myślała. Każda sukienka, spódniczka, płaszcz, tunika, spódnica kojarzyła jej się z Maćkiem i sytuacją, w której była ubrana właśnie w dane ubranie. Wreszcie wygrzebała kremową spódniczkę, której jeszcze nie miała na sobie. Do tego założyła całkiem nowe błyszczące mocno kremowe rajstopy i czarne pantofle, których nie bardzo lubiła. Z bluzką było prościej, ponieważ miała masę rzeczy, których jeszcze ani razu nie założyła, wybrała szarą bluzkę. Obejrzała się w lustrze - może być, nie idę przecież na randkę i nie muszę się nikomu podobać, nie interesuje mnie żadna znajomość - więc stroić się nie muszę.
Przed wyjściem zjadła jeszcze kolację i po jakimś czasie dostała wiadomość w komórce, aby schodziła. Weszli do lokalu, w którym grano techno, było jej to obojętne. Zajęły wszystkie dość dużą lożę dla wybrańców i zamówiły po piwie. Po imprezie dwa dni wcześniej jakoś nie miała o czym rozmawiać z przyjaciółkami, a już na pewno nie ze siostrą. Po jakiejś godzinie i pustych rozmowach i obgadaniu problemów każdej z jej przyjaciółek odnośnie związku, że one nie kochają swoich facetów, są z nimi dla kasy, seksu, czy po prostu bo nie ma nikogo interesującego kolo nich, ale jak się pojawi ktoś to zaraz zakończą to co jest obecnie i zaczną od nowa wszystko. Dziwiło ją to, bo jedna z nich miała na palcu pierścionek zaręczynowy - to było dla niej chore, być z facetem i go nie kochać, ale planować z nim przyszłość, dzieci i starzeć się z nim. Siostra mówiła o dzieciach, o mężu, o tym co się w jej pracy teraz dzieje. Kiedy na stole zagościły drinki i wódka - impreza się zmieniła. Kilka razy była w łazience, gdzie w jednej chwili stało sie strasznie brudno. Miała już trochę dość tego imprezowania i chciała iść do domu, ale siostra cały czas ją namawiała na jeszcze jeden drink. Po jego wypiciu poczuła, że musi do łazienki, bo się zsika w majtki, a nie chciała się skompromitować. Jej widzenie zwęziło się strasznie, ledwo dostrzegała swoją drogę, która i tak się chciała i mocno skręcała. Próbowała się skupić aby iść prosto, ale to już nie było możliwe. Jak wcześniej kolejka do wc była długa, co nie napawało ją entuzjazmem. Nie wiedziała kiedy on się pojawił, po prostu się przed nią pojawił. Patrzył na nią i się uśmiechał. I powiedział do niej: -- Co taka ładna dziewczyna robi w takim miejscu? - nie odpowiedziała. -- Może wyjdziesz, odetchniesz, co? - nie odpowiedziała. Złapała go za rękę, co on odczytał że się zgadza. Lekko ją szarpnął i wyprowadził na świeże mroźne powietrze, które ją lekko ocuciło i postawiło do pionu. Przed lokalem stało kilka osób, które paliły papierosy, tylko co ją to obchodziło. Poczuła jak delikatny dotyk przenika jej dłoń i coraz wyżej do pachy. -- Jesteś wyjątkowa, wiesz - patrzyła się zdziwionym wzrokiem na niego. Jakim prawem on ją tak dotyka, jakim prawem on do niej mówi. -- Może się przejdziemy, wytrzeźwiejesz trochę i wrócimy. Co o tym myślisz? - lekko tylko się poruszyła, ale on złapał jej dłoń i pociągnął za sobą. Szli tak chwilę, a zimny wiatr smagał jej twarz, co nie poprawiało jej stanu, a raczej pogarszało. Nie odzywał się, ale też już nie trzymał jej dłoni. Nie pamiętała kiedy spacerowała z Maćkiem w nocy, przy świetle księżyca, zapomniała jakie to przyjemne, kiedy ktoś jest koło nas. Skręcili w ciemną uliczkę, gdzie nie działało kilka latarni. Znowu poczuła ten delikatny dotyk, na swojej ręce. I pierwszy raz się odezwała: -- Dlaczego tak mnie dotykasz? Przecież się nie znamy - próbowała mówić wyraźnie. -- Mam przestać? I to że się nie znamy, nie świadczy że nie mamy prawa do siebie lub nie mamy możliwości się poznać, w taki czy inny sposób. Zatrzymali się. Ona spojrzała na niego i pod wpływem alkoholu wydawało się to wszystko normalne, ale to właśnie alkohol wydobył jej pragnienia i tęsknotę na zewnątrz. Człowiek po alkoholu staje się odważniejszy, żywszy, przestaje się bać i wstydzić, przestaje on być sobą, a zasady i granice przestają istnieć. Przybliżył się do niej, że poczuła jego perfumy, które mąciły jej nos. Patrzył na nią takimi innymi oczami, w jednej chwili zapomniała o Maćku i tym co ich łączyło. Przez te wyjazdy Maćka, zapomniała jak to jest cieszyć się bliskością, jak to jest być kochaną, jak to jest żyć z kimś, a nie przyglądać się kogoś życiu, zapomniała że jest coś takiego jak śniadanie do łóżka, kawa do łóżka, spacery w świetle księżyca. Każda jej cząstka chciała bliskości, miłości i ukochana, a nie pieniędzy. Pieniądze jej nie ukochają, ale żywy człowiek. Alkohol wydobył te pragnienia z jej serca i duszy, pozostawiając w nim pustkę. Chciała się czuć doceniona, kochana, jedyna w swoim rodzaju, a pieniądze Maćka jej tego nie dawały. Patrzył na nią i powoli przybliżył swoja usta do jej ust, pocałował ją. Na początku sumienie walczyło, aby nie oddawać pocałunku, nie reagować, ale serce potrzebowało czułości, tej chęci, tego czegoś co sprawiało że biło mocniej. Pocałowała go, delikatnie, namiętnie - oddanie. Poczuła, jak jego place prześlizgują się po jej placach, że aż obsypała się dreszczami, podniecało ją to, chciała już tego. Podniósł lekko koszulkę i zaczął dotykać jej ciała, jej skóry - nie chciała aby przestawał, dawało jej to tyle przyjemności, o której nie mogła marzyć od kilku już miesięcy. Ona nie była mu dłużna i wyciągnęła jego koszulę ze spodni i zaczęła dotykać jego pleców. Dotyk mężczyzny, jak tego jej brakowało i podniecało. Przesunęli się trochę w bok, aby wejść do ciemnego zaułku, gdzie nikt ich nie zobaczy. Dotykał jej ud, pośladek, miała taką ochotę się kochać, tak ja to podniecało. Rozpięła jego rozporek od spodni i włożyła dłoń w głąb spodni. Wyczuła jego wzwód i podniecenie. Cały czas się całowali, delikatnie, namiętnie. On powoli wsunął dłonie pod jej spódniczkę i ściągnął jej rajstopy i majtki razem. Spoglądali sobie w oczy, tak bardzo chciała i pragnęła bliskości, ona zdjęła jego spodnie i majtki. Masując jego członek i jądra, czuła że to mu sprawia dużą przyjemność. Kiedy stanęli na przeciw siebie, nie mogli już dłużej się powstrzymywać. Połączyli się w jedną całość. Poczuła jak on w nią wnika i zaczyna się poruszać, powoli delikatnie. Kochali się... Szczytowała, jak nigdy przedtem, tego nie zapomni, jak jego nasienie uderza w niej. Odczekała chwilę, aby nasienie wypłynęło z niej. Palcami chwyciła je i wytarła o ścianę. Dopiero wtedy odnalazła zwinięte rajstopy i majtki. Usiadła na zimnym kamieniu i zaczęła naciągać na siebie rajstopy. On już był ubrany i patrzył na nią, uśmiechał się. Kiedy i ona się podniosła, podszedł dni niej i ją pocałował. To był pierwszy raz, kiedy zdradziła Maćka i ostatni.
Po tym zdarzeniu minął dzień i właśnie siedziała na krześle i wpatrywała się przez okno, gdzie było widać same niebo i chmury. Nabrała powietrze i wypuściła je, czekała ją trudna rozmowa. Wstała z krzesła i podeszła do stolika gdzie stał telefon. W przedpokoju, który kiedyś był pusty teraz piętrzyły się tam torby, reklamówki i kartony. Wybrała numer i odczekała chwilę, aby usłyszeć jego głos:
-- Część kochanie, coś się stało?
-- Nie... to znaczy tak. Tak stało się.
-- Coś poważne, jakiś wypadek albo coś.
-- Zrywam z tobą, nie kocham cię i nie chcę z tobą być
Cisza...
-- Między nami koniec. Jesteś tam...?
Cisza...
-- Spakowałam już twoje rzeczy i jutro przyjedzie po nie twój tata.
Usłyszała dźwięk rozłączenia rozmowy.
Ta jedna noc, impreza, dała jej więcej niż pieniądze i Maciek przez cały ich związek. Maćka ie obchodziło to, że ona tęskni, że jej jego brakuje, że ma gdzieś te pieniądze, że tracą dzięki temu kontakt ze sobą, że się oddalają. Ta wczorajsza noc, sprawiał że odnalazła sens tego związku, który był fikcją - bo co to za związek, jak on żyje sobie jak chce, a ona ma mu być podległa. Prosiła go wiele razy, aby nie jechał, aby został, aby dał jej czułość, aby się kochali, aby był z nią, że jej nie zależy na pieniądzach, że związek to dwie osoby, że to czyni ich silnym że są ze sobą i liczą na siebie, a nie że każde osobno i każde jest ze swoimi problemami. W ciągu jednego stosunku otrzymała więcej, niż mogła sobie to wyobrazić. Kamil wierzył tak jak i ona w miłość i szczery związek. Nie mieli tajemnic, cieszyli się sobą i życiem razem. Dopiero teraz do niej dotarło, co zniszczyły te wyjazdy Maćka, o którym prawie zapomniała. Jej życie wreszcie nabrało barw, chęci i spontaniczności.
Po miesiącu do Polski przyjechał Maciek. Chciał rozmawiać, dowiedzieć się wszystkiego, ale ona nie chciała z nim rozmawiać, powiedziała mu tylko: -- Jak by ci zależało na mnie i związku ze mną, nie wybierał być pieniędzy, ale mnie. A ty wybrałeś pieniądze, więc sobie je teraz przytul, ukochanej i dawaj tą miłość. bo wiesz co Maciek, miłości nie można kupić, ją się czuje i daje. Ludzie kiedy się zakochają są wstanie stracić życie dla tej drugiej osoby, są wstanie zmienić życie, opuścić znajomych, a nawet zerwać kontakt z rodziną, bo dla nich liczy się tylko ta osoba i nikt inny. A ty co zrobiłeś dla mnie, poświęciłeś choć jedną rzecz, czy pokazałeś mi że jesteś wart mojego serca, nie. Wolałeś pojechać za granicę i niczym się nie martwić, mieć wszystko w dupie, bo to ja muszę o wszystko zadbać. Ile razy prosiłam cię, zostań chce być z tobą, ale ty to miałeś głęboko. Obchodziło cię to, że zarobisz - ale co ja z tego mam, no pokaż mi, co ja mam z tej rozłąki, z tej tęsknoty, z tego co mi dawałeś. Prosiłam, błagałam, groziłam a ty cały czas to samo, bo pieniądze są najważniejsze, bo bez pieniędzy nie da się żyć, że bez nich to nie ma życia i gdzie masz to życie. Co dały ci te pieniądze? Straciłeś dzięki nim mnie, związek i znajomości. Sprzedałeś mnie jak jakąś rzecz, a jak przyjeżdżałeś to czułam się, jak byś mnie kupował, a ja nie jestem rzeczą, głazem, kawałkiem drewna, które nie czuje i nie ma serca. Bo ja czuje, bo ja mam serce i potrzebowałam ciebie, a nie papierka. Bo to ty byłeś sensem mojego życia, a nie pieniądze. Rozejrzyj się ile małżeństw się rozpada właśnie przez to co ty robiłeś, ile jest przez to zdrady i pustych małżeństw bez uczucia i miłości. Ja tego nie chcę, rozumiesz. Ja też chce żyć i cieszyć się życiem. A jak mam to robić, jak ciebie cały czas nie ma, bo nie chcesz być ze mną, bo ważniejsze pieniądze, bez których nie ma podobno życia. Poznałam kogoś, kto zarabia 3 razy mniej niż ty i wiesz co, ja też zmieniam pracę i będę razem z nim kalkulować jak zrobić aby było lepiej. Dla mnie więcej daje satysfakcji daje pracować miesiąc na nowy odkurzacz, wiedząc ile pracy włożyłam w to aby go sobie kupić. Chce się bawić życiem u boku kogoś kto myśli podobnie, a ty myślisz o pieniądzach, aby było ich więcej, a ja chce się przytulić i poczuć bliskość, bo jeśli by twoi rodzice, czy moi się nie kochali i nie czuli do siebie niczego, nie było by ani ciebie, ani mnie. I jakoś oni s perspektywy czasu nie wpajają mi idei, że pieniądz jest najważniejszy, ale druga osoba, bo kiedy jej zabranie - żaden pieniądz nam tego nie zastąpi.
Maciek stał i gapił się, nie wierząc w to co usłyszał. Obrócił się i poczłapał w swoją stronę, a ona z uśmiechem na twarzy skierowała się w przeciwną stronę. Nie daleko zobaczyła go, uśmiechał się do niej jak wtedy. Podeszła do niego i pocałowała namiętnie. Nie musiała się już wstydzić, że się wreszcie naprawdę zakochała, bo to było silniejsze niż ona - miłość.
Czasami tylko wspominała tamten stan i tamtą chwilę, kiedy męczyło ją to od kilku dni i nie potrafiła o tym zapomnieć. Słońce wtedy już dawno wyszło na nieboskłon. Siedziała na krześle wpatrując się w okno, przez które nic nie było widać, tylko niebo. Czuła się zbrukana, jak by splamiła swoje życie, przekreśliła je tym, że uwierzyła Maćkowi, że będzie lepiej, że była z nim tak naprawdę nie czując przyjemności z obcowania z nim. Jedna decyzja i wszystko się wali, wszystko przestaje istnieć, ale co tak naprawdę istniało, co było między nimi jeśli go nie było przy niej. Po co słuchała tych przyjaciółek, miało być tak wspaniale - ale nie było, było cudownie i później dziękowała im za to.
Spojrzała na swoje kolana, na białą spódniczkę i czarne błyszczące rajstopy. Cały czas jej się wydawało, że spódniczka zrobi się czerwona, ale tak się nie działo - tyle lat z Maćkiem i żadnej przyjemności z kochania się, żadnej czułości - wszystko wymuszone. Chciała cofnąć czas, ale on biegł dalej - może kiedy by nie zaczęła spotykać się z Mackiem była by inną osobą. Ale wtedy nie poznała Kamila...
Jak się okazało, Kamil dostał propozycję pracy za granicę, ale pierwsze co zrobił to powiedział, że bez niej się nigdzie ie ruszy. Albo jadą razem, albo on nigdzie nie pojedzie. On nie ma zamiaru tęsknić za nią i zamartwiać się co tu się dzieje, bo ją kocha.
Spojrzała na swoje kolana, na białą spódniczkę i czarne błyszczące rajstopy. Cały czas jej się wydawało, że spódniczka zrobi się czerwona, ale tak się nie działo. Czas od tamtego momentu płatał jej figle, raz biegł szybko, a po chwili ciągnął się niemiłosiernie. Chciała cofnąć czas, ale on biegł dalej. Teraz rozumiała co oznaczały słowa jej mamy: Pamiętaj córeczko, możesz żyć jak chcesz, ale pewnych decyzji nie cofniesz, pewnych czynów nie cofniesz. Bóg na to nie pozwoli i nasz pamięć mu w tym pomorze, że będziesz wszystko pamiętać. I najgorsze jest w tym to, że on nie pozwoli ci umrzeć, ale będziesz musiała z tym żyć, co zrobiłaś, lub zrobiono tobie. Nie ma gorszej kary i potępienia, niż pamiętać i żyć ze świadomością czynów.
Jej mama miała racje, tego się nie zapomni, to zostaje na wieki w nas, aż do śmierci.
A wszystko zaczęło się od Maćka i pomysłu, że wyjedzie za granicę do pracy, bo tutaj to mogiła, aby zarobić na życie. Czuła, że związek na tym ucierpi, wiedziała o tym. W każdym związku czy małżeństwie umiera pewna cząstka, w momencie kiedy jedno wjeżdża za granicę do pracy. Dla jednego to chwila, miesiąc, a dla drugiego cała wieczność, to wypatrywanie w oknie, czekanie. Maćka nie było już drugi miesiąc i choć rozmawiali co wieczór, nie dawało jej to ukojenia. Takie rozmowy są dobre w znajomości, kiedy człowiekowi nie zależy na drugim, kiedy go nie kocha, a rozmawia z nim, bo robi to bez zobowiązań. Ale w związku jest właśnie to coś, co spaja, co nadaje ton życiu obojga. I rozmowa tego nie zaspokoi, chciała się do niego przytulić, kiedy tego chciała, a nie po trzech miesiącach. Co ją tu trzymało? Praca, puste ściany, puste spacery, wspomnienia, zapadanie się w sobie, praca i tak cały czas. Miłość nie tym polega, miłość to coś więcej niż pieniądze, to coś więcej niż życie osobno przez tak długi czas. Osoby pracujące za granicą, myślą że te kilka chwil, że te kilka dni zapełni tym drugim czas i pokaże że to ma sen. To pokazuje tylko tym bardziej, że to nie ma sensu. Znała wiele małżeństw, które się rozpadły, albo były fikcją. Kobiety zostawały w Polsce, samotne, opuszczone, bez wsparcia i oparcia - a faceci pracowali i korzystali z życia. Przecież jak się posłucha jednego i drugiego, co on robi po pracy, gdzie chodzi, co pije - to człowiek się zastanawia, czy naprawdę on jedzie za granicę aby pracować, czy może ucieka przed odpowiedzialnością. Jaka osoba, opowie wam że to się nie opłaca, że jadąc za pracą po za kraj stracili oni kontakt z dziećmi, że żona z nimi już nie rozmawia, jak dawniej, że dzieci nie biegną do nich na przywitanie, że patrzą się nich jak na obcych, że pracując za granicą i tak korzystają z życia, co zaprzecza idei zarobku. Wiele razy nasłuchała się o tym, zbyt wiele kłamstw w takim momencie się pojawia. Widziała jak pieniądze zmieniają człowieka, jak go niszczą, zniewalają. A kobiety, nie mając w kim się oprzeć znajdują innego, takiego co pracuje tutaj i powoli idzie przez życie, ale jest blisko i one wolą tego biednego, ale który jest cały czas, niż bogatego, ale którego nawet nie znają i nie mają z nim o czym rozmawiać. Pustka nie może trwać wiecznie, dlatego kobiety sobie ją zapełniają same. I to ma być życie?
Cały czas męczyły ją te myśli, powtarzała sobie je jak mantrę. Kilka dni temu wpadły na odwiedziny przyjaciółki i siostra. Bawiły się do późna, co nawet jej nie przeszkadzało, bo wreszcie mieszkanie wypełniło się śmiechem i głosami innych osób. Wtedy jej siostra zaczęła ją namawiać na wyjście do lokalu w za dwa dni. Nie chciała iść, od momentu jak Maciek zaczął jeździć za granicę o pracy, nie miała chęci do zabawy. Tęsknota zabierała jej radość z picia alkoholu i rozmowy. I tak dziwiła się, że na tej imprezie nawet dobrze się czuła. Oczywiście przyjaciółki nalegały, aby z nimi poszła, wyrwała się z domu, aby nie siedziała w tych czterech ścianach. Mówiły, że za oknem też jest życie, że to tylko wyjście do lokalu.
No tak, tylko wyjście do lokalu, przecież to nic złego, prawda - tak sobie to zaczęła tłumaczyć. Jaka była głupia i dała się namówić. Siostra o mało się nie rozpłakała z tego szczęścia.
Po dwóch dniach, po przyjściu z pracy otworzyła szafę i zaczęła przeglądać ubrania, aby się przygotować na wyjście. Ale to było trudniejsze niż myślała. Każda sukienka, spódniczka, płaszcz, tunika, spódnica kojarzyła jej się z Maćkiem i sytuacją, w której była ubrana właśnie w dane ubranie. Wreszcie wygrzebała kremową spódniczkę, której jeszcze nie miała na sobie. Do tego założyła całkiem nowe błyszczące mocno kremowe rajstopy i czarne pantofle, których nie bardzo lubiła. Z bluzką było prościej, ponieważ miała masę rzeczy, których jeszcze ani razu nie założyła, wybrała szarą bluzkę. Obejrzała się w lustrze - może być, nie idę przecież na randkę i nie muszę się nikomu podobać, nie interesuje mnie żadna znajomość - więc stroić się nie muszę.
Przed wyjściem zjadła jeszcze kolację i po jakimś czasie dostała wiadomość w komórce, aby schodziła. Weszli do lokalu, w którym grano techno, było jej to obojętne. Zajęły wszystkie dość dużą lożę dla wybrańców i zamówiły po piwie. Po imprezie dwa dni wcześniej jakoś nie miała o czym rozmawiać z przyjaciółkami, a już na pewno nie ze siostrą. Po jakiejś godzinie i pustych rozmowach i obgadaniu problemów każdej z jej przyjaciółek odnośnie związku, że one nie kochają swoich facetów, są z nimi dla kasy, seksu, czy po prostu bo nie ma nikogo interesującego kolo nich, ale jak się pojawi ktoś to zaraz zakończą to co jest obecnie i zaczną od nowa wszystko. Dziwiło ją to, bo jedna z nich miała na palcu pierścionek zaręczynowy - to było dla niej chore, być z facetem i go nie kochać, ale planować z nim przyszłość, dzieci i starzeć się z nim. Siostra mówiła o dzieciach, o mężu, o tym co się w jej pracy teraz dzieje. Kiedy na stole zagościły drinki i wódka - impreza się zmieniła. Kilka razy była w łazience, gdzie w jednej chwili stało sie strasznie brudno. Miała już trochę dość tego imprezowania i chciała iść do domu, ale siostra cały czas ją namawiała na jeszcze jeden drink. Po jego wypiciu poczuła, że musi do łazienki, bo się zsika w majtki, a nie chciała się skompromitować. Jej widzenie zwęziło się strasznie, ledwo dostrzegała swoją drogę, która i tak się chciała i mocno skręcała. Próbowała się skupić aby iść prosto, ale to już nie było możliwe. Jak wcześniej kolejka do wc była długa, co nie napawało ją entuzjazmem. Nie wiedziała kiedy on się pojawił, po prostu się przed nią pojawił. Patrzył na nią i się uśmiechał. I powiedział do niej: -- Co taka ładna dziewczyna robi w takim miejscu? - nie odpowiedziała. -- Może wyjdziesz, odetchniesz, co? - nie odpowiedziała. Złapała go za rękę, co on odczytał że się zgadza. Lekko ją szarpnął i wyprowadził na świeże mroźne powietrze, które ją lekko ocuciło i postawiło do pionu. Przed lokalem stało kilka osób, które paliły papierosy, tylko co ją to obchodziło. Poczuła jak delikatny dotyk przenika jej dłoń i coraz wyżej do pachy. -- Jesteś wyjątkowa, wiesz - patrzyła się zdziwionym wzrokiem na niego. Jakim prawem on ją tak dotyka, jakim prawem on do niej mówi. -- Może się przejdziemy, wytrzeźwiejesz trochę i wrócimy. Co o tym myślisz? - lekko tylko się poruszyła, ale on złapał jej dłoń i pociągnął za sobą. Szli tak chwilę, a zimny wiatr smagał jej twarz, co nie poprawiało jej stanu, a raczej pogarszało. Nie odzywał się, ale też już nie trzymał jej dłoni. Nie pamiętała kiedy spacerowała z Maćkiem w nocy, przy świetle księżyca, zapomniała jakie to przyjemne, kiedy ktoś jest koło nas. Skręcili w ciemną uliczkę, gdzie nie działało kilka latarni. Znowu poczuła ten delikatny dotyk, na swojej ręce. I pierwszy raz się odezwała: -- Dlaczego tak mnie dotykasz? Przecież się nie znamy - próbowała mówić wyraźnie. -- Mam przestać? I to że się nie znamy, nie świadczy że nie mamy prawa do siebie lub nie mamy możliwości się poznać, w taki czy inny sposób. Zatrzymali się. Ona spojrzała na niego i pod wpływem alkoholu wydawało się to wszystko normalne, ale to właśnie alkohol wydobył jej pragnienia i tęsknotę na zewnątrz. Człowiek po alkoholu staje się odważniejszy, żywszy, przestaje się bać i wstydzić, przestaje on być sobą, a zasady i granice przestają istnieć. Przybliżył się do niej, że poczuła jego perfumy, które mąciły jej nos. Patrzył na nią takimi innymi oczami, w jednej chwili zapomniała o Maćku i tym co ich łączyło. Przez te wyjazdy Maćka, zapomniała jak to jest cieszyć się bliskością, jak to jest być kochaną, jak to jest żyć z kimś, a nie przyglądać się kogoś życiu, zapomniała że jest coś takiego jak śniadanie do łóżka, kawa do łóżka, spacery w świetle księżyca. Każda jej cząstka chciała bliskości, miłości i ukochana, a nie pieniędzy. Pieniądze jej nie ukochają, ale żywy człowiek. Alkohol wydobył te pragnienia z jej serca i duszy, pozostawiając w nim pustkę. Chciała się czuć doceniona, kochana, jedyna w swoim rodzaju, a pieniądze Maćka jej tego nie dawały. Patrzył na nią i powoli przybliżył swoja usta do jej ust, pocałował ją. Na początku sumienie walczyło, aby nie oddawać pocałunku, nie reagować, ale serce potrzebowało czułości, tej chęci, tego czegoś co sprawiało że biło mocniej. Pocałowała go, delikatnie, namiętnie - oddanie. Poczuła, jak jego place prześlizgują się po jej placach, że aż obsypała się dreszczami, podniecało ją to, chciała już tego. Podniósł lekko koszulkę i zaczął dotykać jej ciała, jej skóry - nie chciała aby przestawał, dawało jej to tyle przyjemności, o której nie mogła marzyć od kilku już miesięcy. Ona nie była mu dłużna i wyciągnęła jego koszulę ze spodni i zaczęła dotykać jego pleców. Dotyk mężczyzny, jak tego jej brakowało i podniecało. Przesunęli się trochę w bok, aby wejść do ciemnego zaułku, gdzie nikt ich nie zobaczy. Dotykał jej ud, pośladek, miała taką ochotę się kochać, tak ja to podniecało. Rozpięła jego rozporek od spodni i włożyła dłoń w głąb spodni. Wyczuła jego wzwód i podniecenie. Cały czas się całowali, delikatnie, namiętnie. On powoli wsunął dłonie pod jej spódniczkę i ściągnął jej rajstopy i majtki razem. Spoglądali sobie w oczy, tak bardzo chciała i pragnęła bliskości, ona zdjęła jego spodnie i majtki. Masując jego członek i jądra, czuła że to mu sprawia dużą przyjemność. Kiedy stanęli na przeciw siebie, nie mogli już dłużej się powstrzymywać. Połączyli się w jedną całość. Poczuła jak on w nią wnika i zaczyna się poruszać, powoli delikatnie. Kochali się... Szczytowała, jak nigdy przedtem, tego nie zapomni, jak jego nasienie uderza w niej. Odczekała chwilę, aby nasienie wypłynęło z niej. Palcami chwyciła je i wytarła o ścianę. Dopiero wtedy odnalazła zwinięte rajstopy i majtki. Usiadła na zimnym kamieniu i zaczęła naciągać na siebie rajstopy. On już był ubrany i patrzył na nią, uśmiechał się. Kiedy i ona się podniosła, podszedł dni niej i ją pocałował. To był pierwszy raz, kiedy zdradziła Maćka i ostatni.
Po tym zdarzeniu minął dzień i właśnie siedziała na krześle i wpatrywała się przez okno, gdzie było widać same niebo i chmury. Nabrała powietrze i wypuściła je, czekała ją trudna rozmowa. Wstała z krzesła i podeszła do stolika gdzie stał telefon. W przedpokoju, który kiedyś był pusty teraz piętrzyły się tam torby, reklamówki i kartony. Wybrała numer i odczekała chwilę, aby usłyszeć jego głos:
-- Część kochanie, coś się stało?
-- Nie... to znaczy tak. Tak stało się.
-- Coś poważne, jakiś wypadek albo coś.
-- Zrywam z tobą, nie kocham cię i nie chcę z tobą być
Cisza...
-- Między nami koniec. Jesteś tam...?
Cisza...
-- Spakowałam już twoje rzeczy i jutro przyjedzie po nie twój tata.
Usłyszała dźwięk rozłączenia rozmowy.
Ta jedna noc, impreza, dała jej więcej niż pieniądze i Maciek przez cały ich związek. Maćka ie obchodziło to, że ona tęskni, że jej jego brakuje, że ma gdzieś te pieniądze, że tracą dzięki temu kontakt ze sobą, że się oddalają. Ta wczorajsza noc, sprawiał że odnalazła sens tego związku, który był fikcją - bo co to za związek, jak on żyje sobie jak chce, a ona ma mu być podległa. Prosiła go wiele razy, aby nie jechał, aby został, aby dał jej czułość, aby się kochali, aby był z nią, że jej nie zależy na pieniądzach, że związek to dwie osoby, że to czyni ich silnym że są ze sobą i liczą na siebie, a nie że każde osobno i każde jest ze swoimi problemami. W ciągu jednego stosunku otrzymała więcej, niż mogła sobie to wyobrazić. Kamil wierzył tak jak i ona w miłość i szczery związek. Nie mieli tajemnic, cieszyli się sobą i życiem razem. Dopiero teraz do niej dotarło, co zniszczyły te wyjazdy Maćka, o którym prawie zapomniała. Jej życie wreszcie nabrało barw, chęci i spontaniczności.
Po miesiącu do Polski przyjechał Maciek. Chciał rozmawiać, dowiedzieć się wszystkiego, ale ona nie chciała z nim rozmawiać, powiedziała mu tylko: -- Jak by ci zależało na mnie i związku ze mną, nie wybierał być pieniędzy, ale mnie. A ty wybrałeś pieniądze, więc sobie je teraz przytul, ukochanej i dawaj tą miłość. bo wiesz co Maciek, miłości nie można kupić, ją się czuje i daje. Ludzie kiedy się zakochają są wstanie stracić życie dla tej drugiej osoby, są wstanie zmienić życie, opuścić znajomych, a nawet zerwać kontakt z rodziną, bo dla nich liczy się tylko ta osoba i nikt inny. A ty co zrobiłeś dla mnie, poświęciłeś choć jedną rzecz, czy pokazałeś mi że jesteś wart mojego serca, nie. Wolałeś pojechać za granicę i niczym się nie martwić, mieć wszystko w dupie, bo to ja muszę o wszystko zadbać. Ile razy prosiłam cię, zostań chce być z tobą, ale ty to miałeś głęboko. Obchodziło cię to, że zarobisz - ale co ja z tego mam, no pokaż mi, co ja mam z tej rozłąki, z tej tęsknoty, z tego co mi dawałeś. Prosiłam, błagałam, groziłam a ty cały czas to samo, bo pieniądze są najważniejsze, bo bez pieniędzy nie da się żyć, że bez nich to nie ma życia i gdzie masz to życie. Co dały ci te pieniądze? Straciłeś dzięki nim mnie, związek i znajomości. Sprzedałeś mnie jak jakąś rzecz, a jak przyjeżdżałeś to czułam się, jak byś mnie kupował, a ja nie jestem rzeczą, głazem, kawałkiem drewna, które nie czuje i nie ma serca. Bo ja czuje, bo ja mam serce i potrzebowałam ciebie, a nie papierka. Bo to ty byłeś sensem mojego życia, a nie pieniądze. Rozejrzyj się ile małżeństw się rozpada właśnie przez to co ty robiłeś, ile jest przez to zdrady i pustych małżeństw bez uczucia i miłości. Ja tego nie chcę, rozumiesz. Ja też chce żyć i cieszyć się życiem. A jak mam to robić, jak ciebie cały czas nie ma, bo nie chcesz być ze mną, bo ważniejsze pieniądze, bez których nie ma podobno życia. Poznałam kogoś, kto zarabia 3 razy mniej niż ty i wiesz co, ja też zmieniam pracę i będę razem z nim kalkulować jak zrobić aby było lepiej. Dla mnie więcej daje satysfakcji daje pracować miesiąc na nowy odkurzacz, wiedząc ile pracy włożyłam w to aby go sobie kupić. Chce się bawić życiem u boku kogoś kto myśli podobnie, a ty myślisz o pieniądzach, aby było ich więcej, a ja chce się przytulić i poczuć bliskość, bo jeśli by twoi rodzice, czy moi się nie kochali i nie czuli do siebie niczego, nie było by ani ciebie, ani mnie. I jakoś oni s perspektywy czasu nie wpajają mi idei, że pieniądz jest najważniejszy, ale druga osoba, bo kiedy jej zabranie - żaden pieniądz nam tego nie zastąpi.
Maciek stał i gapił się, nie wierząc w to co usłyszał. Obrócił się i poczłapał w swoją stronę, a ona z uśmiechem na twarzy skierowała się w przeciwną stronę. Nie daleko zobaczyła go, uśmiechał się do niej jak wtedy. Podeszła do niego i pocałowała namiętnie. Nie musiała się już wstydzić, że się wreszcie naprawdę zakochała, bo to było silniejsze niż ona - miłość.
Czasami tylko wspominała tamten stan i tamtą chwilę, kiedy męczyło ją to od kilku dni i nie potrafiła o tym zapomnieć. Słońce wtedy już dawno wyszło na nieboskłon. Siedziała na krześle wpatrując się w okno, przez które nic nie było widać, tylko niebo. Czuła się zbrukana, jak by splamiła swoje życie, przekreśliła je tym, że uwierzyła Maćkowi, że będzie lepiej, że była z nim tak naprawdę nie czując przyjemności z obcowania z nim. Jedna decyzja i wszystko się wali, wszystko przestaje istnieć, ale co tak naprawdę istniało, co było między nimi jeśli go nie było przy niej. Po co słuchała tych przyjaciółek, miało być tak wspaniale - ale nie było, było cudownie i później dziękowała im za to.
Spojrzała na swoje kolana, na białą spódniczkę i czarne błyszczące rajstopy. Cały czas jej się wydawało, że spódniczka zrobi się czerwona, ale tak się nie działo - tyle lat z Maćkiem i żadnej przyjemności z kochania się, żadnej czułości - wszystko wymuszone. Chciała cofnąć czas, ale on biegł dalej - może kiedy by nie zaczęła spotykać się z Mackiem była by inną osobą. Ale wtedy nie poznała Kamila...
Jak się okazało, Kamil dostał propozycję pracy za granicę, ale pierwsze co zrobił to powiedział, że bez niej się nigdzie ie ruszy. Albo jadą razem, albo on nigdzie nie pojedzie. On nie ma zamiaru tęsknić za nią i zamartwiać się co tu się dzieje, bo ją kocha.
"ostatni dzień" - opowiadanie
Obudził go denerwujący dźwięk budzika. Wyciągnął rękę i klepnął buczące niemiłosiernie urządzenie. Nastała cisza, tak mu się dzisiaj nie chciało wstawać, ale musiał. Jednym ruchem odrzucił kołdrę i wstał na równe nogi. Zaczął wymachiwać rękoma i biegnąć w miejscu - gimnastyka. Zatrzymał się i spojrzał przed siebie, po czym położył się na ziemi i zrobił 30 pompek. Nie podnosząc się nabrał powietrza do płuc i wypuścił, dotlenienie organizmu po wysiłku. Podniósł się i chwycił za paczkę papierosów leżąco na stoliku nocnym. Zapalił papierosa, przechodząc przez przedpokój wchodząc do łazienki. Po jakimś czasie wyszedł z niej ubrany w gustowny garnitur, krawat i kremową koszulę. Jego buty lśniły tak bardzo, że można było się w nich przejrzeć. Dobrze wyglądać to zrobić pierwsze wrażenie, a w tedy świat jest twój - tak twierdził i zawsze działało. Wszedł do kuchni, po czym wyszedł kierując się do wyjścia. Zamknął dokładnie drzwi, łapiąc za klamkę i szarpiąc nią kilka razy dla sprawdzenia, że mieszkanie jest zamknięte. Na dole bloku gdzie mieszkał był parking, gdzie trzymał jak wszyscy mieszkańcy swoje auta. Podszedł do trzech BMW, które stały zaparkowane koło siebie. Miał to gdzieś, że dwie inne osoby też jeździły tym samym modelem. Otworzył drzwi i wsiadł do środka. Poprawił się na siedzeniu i odpalił silnik, który zawarczał za pierwszym razem.
Kierował się w stronę centrum, później skręt na osiedle domków jednorodzinnych, nie lubił bogatych zadufanych ćwoków, ale praca to praca. Zajechał na podjazd przed jednym z domów. Znał to miejsce, był tu wiele razy i w nocy i w dzień. Musiał być pewny, że wszystko pójdzie po jego myśli. Wysiadł z auta i podszedł do furtki. Nacisnął guzik od domofonu. Po chwili odezwał się kobiecy głos:
-- Słucham
-- Przepraszam, ale ja w pewnej sprawie do męża. Może pani otworzyć.
-- A w jakiej sprawie - kobiecy głos nie dawał za wygraną
-- W sprawie pieniędzy
Nastała cisza, którą przerwał dźwięk bzyczenia zamka magnetycznego w furtce. Przeszedł przez furtkę, upewniając się że blokada ponownie zaskakuje. Dojście do drzwi zajęło mu chwilę, ale i tak zbyt długo jak mu się wydawało. Drzwi otworzyła mu wysoka kobieta, z rozpuszczonymi kasztanowymi włosami i szlafrokiem na ciele. -- Proszę - usłyszał
Wszedł do środka wielkiego holu, w którym znajdowało się istne skrzyżowanie. Były tu schody wyłożone marmurem i drzwi na prawo i na lewo. Tylko na wprost była ściana ozdobiona jakimś tandetnym malowidłem - jak stwierdził. Z prawej, za drzwiami usłyszał szmer, który zakomunikował mu że jego cel wizyty się zbliża. I nie mylił się, po chwili drzwi się otwarły i zobaczył człowieka w wytartym, wyświechtanym dresie, który lekko się uśmiechnął.
Kobieta stała na schodach, dziwnie mu się przyglądając. Wiedział, że to jest ta chwila, lepszej nie będzie. Z za paska od spodni wyciągnął gwałtownym ruchem Desert Eagle 44 Magnum. Na twarzy kobiety pojawiło się przerażenie i lekko ugięła nogi, odwracając się w miejscu. Mężczyzna otworzył szeroko usta, łapiąc za skrzydło drzwi. Nacisnął na spust, czując jak odrzut szarmie ramieniem. Pocisk trafił kobietę w ramię okręcając ją wokół własnej osi. Pocisk przebił się przez ciało, uderzając w ścianę. Plama krwi która powstała pod otworem po kuli, zabarwiła obficie jaskrawą tapetę. Kolejne plamy pojawiły się prawie w jednym momencie. Mężczyzna stał i patrzył na to jak ciało kobiety szybuje na sam dół schodów w grymasie bezwładnej śmierci. Krew już zdążyła znaleźć ujście i sączyła się obficie z martwego ciała, które właśnie uderzyła o posadzkę. Napastnik momentalnie skierował broń w stronę mężczyzny, który momentalnie chwycił za drzwi. Pociski z 44 Magnum były szybsze i wbiły się w ciało ofiary, niczym zabójcze osy, które nie pozwolą ofierze ujść żywą.
Ciało mężczyzny leżało, podziurawione jak sito, z którego sączyła sie obficie krew. Posadzka była już zalana dość sporą ilością krwi kobiety, czym się nie przejmował. Spojrzał na ciało mężczyzny, a później na kobiety, byli martwi. Rozejrzał się, jak by sprawdzał czy ktoś go nie obserwuje, ale słyszał tylko ciszę. Obrócił się na pięcie i wyszedł na zewnątrz. Wyciągnął papierosa z paczki i zapalił go. Kolejne ciała mógł zapisać sobie do listy, ale to jednak nie dało mu satysfakcji, już nie. Kiedyś kiedy zabijał dla nich, ekscytował się tym, teraz to już mu to obrzydło. Ciała wyglądają zawsze podobnie, bezwładne. Po prostu kupa mięsa dla psów, ścierwo. Poczuł jak coś wibruje mu w kieszeni garnituru. Wyciągnął telefon komórkowy i wcisnął zieloną słuchawkę. Usłyszał męski głos:
-- Nie żyje?
-- Tak, nie żyją - potwierdził
-- Jak nie żyją. To ją też do piachu.
-- A co, miała patrzeć jak zakopuje życie tego frajera.
-- No tak, później świadczyła by.
-- A tak, już nic nie zrobi.
Nastała cisza, wiec nacisnął na przycisk: Rozłącz.
Stał tak przez chwilę, po czym powolnym krokiem zaczął się kierować do furtki. Będąc już prawie przy niej, usłyszał dziwny dźwięk za sobą, jak by ktoś za nim biegło. Zanim się obejrzał, usłyszał huk wystrzału z broni dużego kalibru i kolejny huk. Przez chwilę myślał, że coś mu się przesłyszało. Spojrzał na swoje buty i zobaczył na ziemi cień postaci. To nie możliwe, przecież on ich zabił. Klank zamykanej dubeltówki dal mu znać, że napastnik naprawdę istnieje. Po czym... kolejny raz usłyszał huk wystrzału, który sprawił że upadł na kolana. Wsadził dłoń pod koszulę, która miała kolor czerwieni połączonej z purpurą. Ledwo kojarzył co się właśnie dzieje, kiedy odgłos kroków stał się naprawdę bliski. I ten głos: -- To za moich rodziców. Ostatniego wystrzału już nie usłyszał. Śrut wystrzelony z dubeltówki myśliwskiej wbił się z impetem z czaszkę, rozrywając ją na kawałki. Cząstki mózgu, który się rozlał na żwir nie miał możliwości już funkcjonować, mieszając się z małymi kamyczkami.
W oddali zadudniła syrena, która powoli się zbliżała. To był ostatni dzień, w którym on miał jeszcze rodziców. rodziców zabitych przez tego kogoś. Nie mógł pozwolić, aby oni tak skończyli, wiec wymierzył sam jako ostatni żyjący sprawiedliwość. Sam stając się jednym z nich... tym, który odebrał komuś życie, za życie.
Kierował się w stronę centrum, później skręt na osiedle domków jednorodzinnych, nie lubił bogatych zadufanych ćwoków, ale praca to praca. Zajechał na podjazd przed jednym z domów. Znał to miejsce, był tu wiele razy i w nocy i w dzień. Musiał być pewny, że wszystko pójdzie po jego myśli. Wysiadł z auta i podszedł do furtki. Nacisnął guzik od domofonu. Po chwili odezwał się kobiecy głos:
-- Słucham
-- Przepraszam, ale ja w pewnej sprawie do męża. Może pani otworzyć.
-- A w jakiej sprawie - kobiecy głos nie dawał za wygraną
-- W sprawie pieniędzy
Nastała cisza, którą przerwał dźwięk bzyczenia zamka magnetycznego w furtce. Przeszedł przez furtkę, upewniając się że blokada ponownie zaskakuje. Dojście do drzwi zajęło mu chwilę, ale i tak zbyt długo jak mu się wydawało. Drzwi otworzyła mu wysoka kobieta, z rozpuszczonymi kasztanowymi włosami i szlafrokiem na ciele. -- Proszę - usłyszał
Wszedł do środka wielkiego holu, w którym znajdowało się istne skrzyżowanie. Były tu schody wyłożone marmurem i drzwi na prawo i na lewo. Tylko na wprost była ściana ozdobiona jakimś tandetnym malowidłem - jak stwierdził. Z prawej, za drzwiami usłyszał szmer, który zakomunikował mu że jego cel wizyty się zbliża. I nie mylił się, po chwili drzwi się otwarły i zobaczył człowieka w wytartym, wyświechtanym dresie, który lekko się uśmiechnął.
Kobieta stała na schodach, dziwnie mu się przyglądając. Wiedział, że to jest ta chwila, lepszej nie będzie. Z za paska od spodni wyciągnął gwałtownym ruchem Desert Eagle 44 Magnum. Na twarzy kobiety pojawiło się przerażenie i lekko ugięła nogi, odwracając się w miejscu. Mężczyzna otworzył szeroko usta, łapiąc za skrzydło drzwi. Nacisnął na spust, czując jak odrzut szarmie ramieniem. Pocisk trafił kobietę w ramię okręcając ją wokół własnej osi. Pocisk przebił się przez ciało, uderzając w ścianę. Plama krwi która powstała pod otworem po kuli, zabarwiła obficie jaskrawą tapetę. Kolejne plamy pojawiły się prawie w jednym momencie. Mężczyzna stał i patrzył na to jak ciało kobiety szybuje na sam dół schodów w grymasie bezwładnej śmierci. Krew już zdążyła znaleźć ujście i sączyła się obficie z martwego ciała, które właśnie uderzyła o posadzkę. Napastnik momentalnie skierował broń w stronę mężczyzny, który momentalnie chwycił za drzwi. Pociski z 44 Magnum były szybsze i wbiły się w ciało ofiary, niczym zabójcze osy, które nie pozwolą ofierze ujść żywą.
Ciało mężczyzny leżało, podziurawione jak sito, z którego sączyła sie obficie krew. Posadzka była już zalana dość sporą ilością krwi kobiety, czym się nie przejmował. Spojrzał na ciało mężczyzny, a później na kobiety, byli martwi. Rozejrzał się, jak by sprawdzał czy ktoś go nie obserwuje, ale słyszał tylko ciszę. Obrócił się na pięcie i wyszedł na zewnątrz. Wyciągnął papierosa z paczki i zapalił go. Kolejne ciała mógł zapisać sobie do listy, ale to jednak nie dało mu satysfakcji, już nie. Kiedyś kiedy zabijał dla nich, ekscytował się tym, teraz to już mu to obrzydło. Ciała wyglądają zawsze podobnie, bezwładne. Po prostu kupa mięsa dla psów, ścierwo. Poczuł jak coś wibruje mu w kieszeni garnituru. Wyciągnął telefon komórkowy i wcisnął zieloną słuchawkę. Usłyszał męski głos:
-- Nie żyje?
-- Tak, nie żyją - potwierdził
-- Jak nie żyją. To ją też do piachu.
-- A co, miała patrzeć jak zakopuje życie tego frajera.
-- No tak, później świadczyła by.
-- A tak, już nic nie zrobi.
Nastała cisza, wiec nacisnął na przycisk: Rozłącz.
Stał tak przez chwilę, po czym powolnym krokiem zaczął się kierować do furtki. Będąc już prawie przy niej, usłyszał dziwny dźwięk za sobą, jak by ktoś za nim biegło. Zanim się obejrzał, usłyszał huk wystrzału z broni dużego kalibru i kolejny huk. Przez chwilę myślał, że coś mu się przesłyszało. Spojrzał na swoje buty i zobaczył na ziemi cień postaci. To nie możliwe, przecież on ich zabił. Klank zamykanej dubeltówki dal mu znać, że napastnik naprawdę istnieje. Po czym... kolejny raz usłyszał huk wystrzału, który sprawił że upadł na kolana. Wsadził dłoń pod koszulę, która miała kolor czerwieni połączonej z purpurą. Ledwo kojarzył co się właśnie dzieje, kiedy odgłos kroków stał się naprawdę bliski. I ten głos: -- To za moich rodziców. Ostatniego wystrzału już nie usłyszał. Śrut wystrzelony z dubeltówki myśliwskiej wbił się z impetem z czaszkę, rozrywając ją na kawałki. Cząstki mózgu, który się rozlał na żwir nie miał możliwości już funkcjonować, mieszając się z małymi kamyczkami.
W oddali zadudniła syrena, która powoli się zbliżała. To był ostatni dzień, w którym on miał jeszcze rodziców. rodziców zabitych przez tego kogoś. Nie mógł pozwolić, aby oni tak skończyli, wiec wymierzył sam jako ostatni żyjący sprawiedliwość. Sam stając się jednym z nich... tym, który odebrał komuś życie, za życie.
niedziela, 6 marca 2011
jeśli go nie znałeś to nie żałuj...
Od jakiegoś czasu nucę sobie piosenkę Dżem: skazany na blusa - na doła.
"Nie doceniony"
Sponiewierany wiatrem położony bezwładnie
Chwytany w razie deszczu lub wiatru
Nigdy nie widział słońca
Nigdy nie wyszedł jak ciepło nastało
Zawsze w zimnie
Szarości, dobijające szarości
Przyzwyczaił się, że nim pomiatają
I witają się z nim kiedy jest dopiero potrzebny
Brudzili go i deptali po nim
Wiernością się odpłacał
A oni tego nie doceniali
Pewnego dnia przeszył go ból
Zanieśli do eksperta, dobroduszni
Wracając cieszył się, że idzie z nimi
Oni jednak sprawili mu niespodziankę
Zamykające się wieko powiedziało mu dobranoc
I wszystko się skończyło
I czekał wiernie na swoich właścicieli
I poczuł jak ktoś go zakłada, naciąga
Nie był to jego pan, ale ktoś inny
Kto to i czego chce?
Został wyczyszczony i wystawiony na ciepło słońca
Dbano o niego niczym o króla
Był wreszcie szczęśliwy
Ktoś go docenił
Ten płaszcz brązowy.
"życie"
Kroczę drogą bez powrotu
Nie można cofnąć czasu
Wszystko przepada i umiera
My zmieniamy się, nadajemy życiu inne znaczenie
Miłość, zdrada, rozstania
Jedno serce, jedna dusza, jedno ciało
I chęci brak, w nas
Możesz uważać się za boga
Nie jesteś nim
W jednym dniu żyjesz, w drugim umierasz
Otaczasz się pustymi i próżnymi osobami
Nie zależy im na tobie, ważne ile zarabiasz
Ważne ile dajesz, nie oczekując niczego
Zabijają ciebie po kawałku
Chcesz się uwolnić, zabij się
Za życia nie pozwolili ci odejść
Po śmierci zagrabią twoje rzeczy
Chcesz powiedzieć, że to normalne
Twoje wspomnienia wylądują na śmietniku
Takie twoje życie za życia - puste
My sami decydujemy jakie jest to co nas otacza
Boisz się że polegniesz, to po co żyjesz
Nie spełnione marzenia, a kto ci zabroni marzyć
Spełnienie marzeń jest na wyciągnięcie ręki
Trzeba chcieć
Trzeba wyciągnąć rękę i chwycić przeznaczenie
Nie patrz w przeszłość, ona niszczy
Zabiera nadzieję, zabiera dusze
Musisz wiedzieć czego chcesz
To ty decydujesz o swoim życiu
Czy kogoś zabijesz, czy dasz życie
Wyboru, codzienność, nuda
To od ciebie zależy jak to wygląda
Dlaczego patrzysz przez okno nic nie widząc
Nie widzisz ludzi, samochodów, ptaków
Nie słyszysz rozmów, treli, padającego deszczu
Po co żyjesz człowieku, bez chęci
Do życia wystarczy cząstka serca
Chwytasz życie za gardło i mówisz
Mam już ciebie dość, teraz ja będę decydować o wszystkim
Dlaczego pozwalasz się kierować
To twoje życie, czy przeznaczenia, rodziców
Manipulacja, kłamstwa, obłuda, apatia
Gówno
Dlaczego nie zauważysz tego co ciebie otacza
Uśmiechnij się do tego i zauważ, że koło ciebie też jest życie
Tyle się dzieje, tyle rzeczy ci umyka
Tyle czasu straconego, tyle życie upłynęło
Myślisz że się spełniasz
Myślisz że żyjesz pełnią
Dlaczego się okłamujesz
Potrafisz odejść od tych którzy dali ci życie i zmierzyć się ze sobą
Potrafisz żyć własnym życiem
Dlaczego patrzysz wstecz
Takie to życie piękne?
Zakochać się, pokochać, oddać swoje serce innej osobie
Czy wiesz z kim jesteś?
Wiesz kim jesteś?
Dowiedz się
Zapytaj samego siebie
Niech ci dusza i serce odpowie, bo umysł kłamie.
"chorobą o imieniu Miłość"
Łzy przesłaniają mi spojrzenie
Zapadam się
Nie chcę patrzeć
Nie chcę pamiętać
Nie chce żyć
Umieram
Bez miłości, bez ciebie
Chciał bym cię dotknąć
Chciał bym tak wiele
Nie mogę
Nie potrafię samemu
Życie nie polega na życiu samemu
Jeden raz oddaje się serce
Tylko raz czuje się, że kocha się prawdziwie
Tylko raz się żyje
Nikt mi nie da drugiego życie
Boże, dlaczego dałeś mi wspomnienia
Zaczynam się bać siebie
Zaczynam się bać samotności
Czuję pustkę
Puste ściany koło mnie
Dlaczego mnie opuściłaś
Dlaczego...
Musiałem być złym psem
Przywiązać do drzewa w lesie i odejść
Tak najlepiej, tak najprościej
Związek to oddanie
Związek to wzajemność
Związek to miłość
Związek to chęci i dobro drugiego, a nie swoje
Tego ukochanego, najcenniejszego
Więc dlaczego płaczę, dlaczego ronię łzy
Dlaczego ciebie koło mnie już nie ma
Tak wiele pytań: dlaczego...
Nie ma odpowiedzi, atakuje mnie cisza
Dobija samotność, niszczy ta pustka
Chcę umrzeć, zdechnąć
Może wtedy ktoś zauważy co stracone
Może uwolnię innych od siebie
Przecież jestem potworem
Przecież związek ze mną nie ma sensu
Przecież ja ciebie tylko kocham
Tak wiele oczekiwałem, jak tylko miłości
Dlaczego czuję się winny, choć to nie moja wina
Tak wiele marzeń, tak wiele oddałem
A to odchodzi, przelatuje przez palce
Chciałem miłości, tylko tego
Widocznie zbyt wiele
A tak nie wiele.
"Nie doceniony"
Sponiewierany wiatrem położony bezwładnie
Chwytany w razie deszczu lub wiatru
Nigdy nie widział słońca
Nigdy nie wyszedł jak ciepło nastało
Zawsze w zimnie
Szarości, dobijające szarości
Przyzwyczaił się, że nim pomiatają
I witają się z nim kiedy jest dopiero potrzebny
Brudzili go i deptali po nim
Wiernością się odpłacał
A oni tego nie doceniali
Pewnego dnia przeszył go ból
Zanieśli do eksperta, dobroduszni
Wracając cieszył się, że idzie z nimi
Oni jednak sprawili mu niespodziankę
Zamykające się wieko powiedziało mu dobranoc
I wszystko się skończyło
I czekał wiernie na swoich właścicieli
I poczuł jak ktoś go zakłada, naciąga
Nie był to jego pan, ale ktoś inny
Kto to i czego chce?
Został wyczyszczony i wystawiony na ciepło słońca
Dbano o niego niczym o króla
Był wreszcie szczęśliwy
Ktoś go docenił
Ten płaszcz brązowy.
"życie"
Kroczę drogą bez powrotu
Nie można cofnąć czasu
Wszystko przepada i umiera
My zmieniamy się, nadajemy życiu inne znaczenie
Miłość, zdrada, rozstania
Jedno serce, jedna dusza, jedno ciało
I chęci brak, w nas
Możesz uważać się za boga
Nie jesteś nim
W jednym dniu żyjesz, w drugim umierasz
Otaczasz się pustymi i próżnymi osobami
Nie zależy im na tobie, ważne ile zarabiasz
Ważne ile dajesz, nie oczekując niczego
Zabijają ciebie po kawałku
Chcesz się uwolnić, zabij się
Za życia nie pozwolili ci odejść
Po śmierci zagrabią twoje rzeczy
Chcesz powiedzieć, że to normalne
Twoje wspomnienia wylądują na śmietniku
Takie twoje życie za życia - puste
My sami decydujemy jakie jest to co nas otacza
Boisz się że polegniesz, to po co żyjesz
Nie spełnione marzenia, a kto ci zabroni marzyć
Spełnienie marzeń jest na wyciągnięcie ręki
Trzeba chcieć
Trzeba wyciągnąć rękę i chwycić przeznaczenie
Nie patrz w przeszłość, ona niszczy
Zabiera nadzieję, zabiera dusze
Musisz wiedzieć czego chcesz
To ty decydujesz o swoim życiu
Czy kogoś zabijesz, czy dasz życie
Wyboru, codzienność, nuda
To od ciebie zależy jak to wygląda
Dlaczego patrzysz przez okno nic nie widząc
Nie widzisz ludzi, samochodów, ptaków
Nie słyszysz rozmów, treli, padającego deszczu
Po co żyjesz człowieku, bez chęci
Do życia wystarczy cząstka serca
Chwytasz życie za gardło i mówisz
Mam już ciebie dość, teraz ja będę decydować o wszystkim
Dlaczego pozwalasz się kierować
To twoje życie, czy przeznaczenia, rodziców
Manipulacja, kłamstwa, obłuda, apatia
Gówno
Dlaczego nie zauważysz tego co ciebie otacza
Uśmiechnij się do tego i zauważ, że koło ciebie też jest życie
Tyle się dzieje, tyle rzeczy ci umyka
Tyle czasu straconego, tyle życie upłynęło
Myślisz że się spełniasz
Myślisz że żyjesz pełnią
Dlaczego się okłamujesz
Potrafisz odejść od tych którzy dali ci życie i zmierzyć się ze sobą
Potrafisz żyć własnym życiem
Dlaczego patrzysz wstecz
Takie to życie piękne?
Zakochać się, pokochać, oddać swoje serce innej osobie
Czy wiesz z kim jesteś?
Wiesz kim jesteś?
Dowiedz się
Zapytaj samego siebie
Niech ci dusza i serce odpowie, bo umysł kłamie.
"chorobą o imieniu Miłość"
Łzy przesłaniają mi spojrzenie
Zapadam się
Nie chcę patrzeć
Nie chcę pamiętać
Nie chce żyć
Umieram
Bez miłości, bez ciebie
Chciał bym cię dotknąć
Chciał bym tak wiele
Nie mogę
Nie potrafię samemu
Życie nie polega na życiu samemu
Jeden raz oddaje się serce
Tylko raz czuje się, że kocha się prawdziwie
Tylko raz się żyje
Nikt mi nie da drugiego życie
Boże, dlaczego dałeś mi wspomnienia
Zaczynam się bać siebie
Zaczynam się bać samotności
Czuję pustkę
Puste ściany koło mnie
Dlaczego mnie opuściłaś
Dlaczego...
Musiałem być złym psem
Przywiązać do drzewa w lesie i odejść
Tak najlepiej, tak najprościej
Związek to oddanie
Związek to wzajemność
Związek to miłość
Związek to chęci i dobro drugiego, a nie swoje
Tego ukochanego, najcenniejszego
Więc dlaczego płaczę, dlaczego ronię łzy
Dlaczego ciebie koło mnie już nie ma
Tak wiele pytań: dlaczego...
Nie ma odpowiedzi, atakuje mnie cisza
Dobija samotność, niszczy ta pustka
Chcę umrzeć, zdechnąć
Może wtedy ktoś zauważy co stracone
Może uwolnię innych od siebie
Przecież jestem potworem
Przecież związek ze mną nie ma sensu
Przecież ja ciebie tylko kocham
Tak wiele oczekiwałem, jak tylko miłości
Dlaczego czuję się winny, choć to nie moja wina
Tak wiele marzeń, tak wiele oddałem
A to odchodzi, przelatuje przez palce
Chciałem miłości, tylko tego
Widocznie zbyt wiele
A tak nie wiele.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)