Obudził go denerwujący dźwięk budzika. Wyciągnął rękę i klepnął buczące niemiłosiernie urządzenie. Nastała cisza, tak mu się dzisiaj nie chciało wstawać, ale musiał. Jednym ruchem odrzucił kołdrę i wstał na równe nogi. Zaczął wymachiwać rękoma i biegnąć w miejscu - gimnastyka. Zatrzymał się i spojrzał przed siebie, po czym położył się na ziemi i zrobił 30 pompek. Nie podnosząc się nabrał powietrza do płuc i wypuścił, dotlenienie organizmu po wysiłku. Podniósł się i chwycił za paczkę papierosów leżąco na stoliku nocnym. Zapalił papierosa, przechodząc przez przedpokój wchodząc do łazienki. Po jakimś czasie wyszedł z niej ubrany w gustowny garnitur, krawat i kremową koszulę. Jego buty lśniły tak bardzo, że można było się w nich przejrzeć. Dobrze wyglądać to zrobić pierwsze wrażenie, a w tedy świat jest twój - tak twierdził i zawsze działało. Wszedł do kuchni, po czym wyszedł kierując się do wyjścia. Zamknął dokładnie drzwi, łapiąc za klamkę i szarpiąc nią kilka razy dla sprawdzenia, że mieszkanie jest zamknięte. Na dole bloku gdzie mieszkał był parking, gdzie trzymał jak wszyscy mieszkańcy swoje auta. Podszedł do trzech BMW, które stały zaparkowane koło siebie. Miał to gdzieś, że dwie inne osoby też jeździły tym samym modelem. Otworzył drzwi i wsiadł do środka. Poprawił się na siedzeniu i odpalił silnik, który zawarczał za pierwszym razem.
Kierował się w stronę centrum, później skręt na osiedle domków jednorodzinnych, nie lubił bogatych zadufanych ćwoków, ale praca to praca. Zajechał na podjazd przed jednym z domów. Znał to miejsce, był tu wiele razy i w nocy i w dzień. Musiał być pewny, że wszystko pójdzie po jego myśli. Wysiadł z auta i podszedł do furtki. Nacisnął guzik od domofonu. Po chwili odezwał się kobiecy głos:
-- Słucham
-- Przepraszam, ale ja w pewnej sprawie do męża. Może pani otworzyć.
-- A w jakiej sprawie - kobiecy głos nie dawał za wygraną
-- W sprawie pieniędzy
Nastała cisza, którą przerwał dźwięk bzyczenia zamka magnetycznego w furtce. Przeszedł przez furtkę, upewniając się że blokada ponownie zaskakuje. Dojście do drzwi zajęło mu chwilę, ale i tak zbyt długo jak mu się wydawało. Drzwi otworzyła mu wysoka kobieta, z rozpuszczonymi kasztanowymi włosami i szlafrokiem na ciele. -- Proszę - usłyszał
Wszedł do środka wielkiego holu, w którym znajdowało się istne skrzyżowanie. Były tu schody wyłożone marmurem i drzwi na prawo i na lewo. Tylko na wprost była ściana ozdobiona jakimś tandetnym malowidłem - jak stwierdził. Z prawej, za drzwiami usłyszał szmer, który zakomunikował mu że jego cel wizyty się zbliża. I nie mylił się, po chwili drzwi się otwarły i zobaczył człowieka w wytartym, wyświechtanym dresie, który lekko się uśmiechnął.
Kobieta stała na schodach, dziwnie mu się przyglądając. Wiedział, że to jest ta chwila, lepszej nie będzie. Z za paska od spodni wyciągnął gwałtownym ruchem Desert Eagle 44 Magnum. Na twarzy kobiety pojawiło się przerażenie i lekko ugięła nogi, odwracając się w miejscu. Mężczyzna otworzył szeroko usta, łapiąc za skrzydło drzwi. Nacisnął na spust, czując jak odrzut szarmie ramieniem. Pocisk trafił kobietę w ramię okręcając ją wokół własnej osi. Pocisk przebił się przez ciało, uderzając w ścianę. Plama krwi która powstała pod otworem po kuli, zabarwiła obficie jaskrawą tapetę. Kolejne plamy pojawiły się prawie w jednym momencie. Mężczyzna stał i patrzył na to jak ciało kobiety szybuje na sam dół schodów w grymasie bezwładnej śmierci. Krew już zdążyła znaleźć ujście i sączyła się obficie z martwego ciała, które właśnie uderzyła o posadzkę. Napastnik momentalnie skierował broń w stronę mężczyzny, który momentalnie chwycił za drzwi. Pociski z 44 Magnum były szybsze i wbiły się w ciało ofiary, niczym zabójcze osy, które nie pozwolą ofierze ujść żywą.
Ciało mężczyzny leżało, podziurawione jak sito, z którego sączyła sie obficie krew. Posadzka była już zalana dość sporą ilością krwi kobiety, czym się nie przejmował. Spojrzał na ciało mężczyzny, a później na kobiety, byli martwi. Rozejrzał się, jak by sprawdzał czy ktoś go nie obserwuje, ale słyszał tylko ciszę. Obrócił się na pięcie i wyszedł na zewnątrz. Wyciągnął papierosa z paczki i zapalił go. Kolejne ciała mógł zapisać sobie do listy, ale to jednak nie dało mu satysfakcji, już nie. Kiedyś kiedy zabijał dla nich, ekscytował się tym, teraz to już mu to obrzydło. Ciała wyglądają zawsze podobnie, bezwładne. Po prostu kupa mięsa dla psów, ścierwo. Poczuł jak coś wibruje mu w kieszeni garnituru. Wyciągnął telefon komórkowy i wcisnął zieloną słuchawkę. Usłyszał męski głos:
-- Nie żyje?
-- Tak, nie żyją - potwierdził
-- Jak nie żyją. To ją też do piachu.
-- A co, miała patrzeć jak zakopuje życie tego frajera.
-- No tak, później świadczyła by.
-- A tak, już nic nie zrobi.
Nastała cisza, wiec nacisnął na przycisk: Rozłącz.
Stał tak przez chwilę, po czym powolnym krokiem zaczął się kierować do furtki. Będąc już prawie przy niej, usłyszał dziwny dźwięk za sobą, jak by ktoś za nim biegło. Zanim się obejrzał, usłyszał huk wystrzału z broni dużego kalibru i kolejny huk. Przez chwilę myślał, że coś mu się przesłyszało. Spojrzał na swoje buty i zobaczył na ziemi cień postaci. To nie możliwe, przecież on ich zabił. Klank zamykanej dubeltówki dal mu znać, że napastnik naprawdę istnieje. Po czym... kolejny raz usłyszał huk wystrzału, który sprawił że upadł na kolana. Wsadził dłoń pod koszulę, która miała kolor czerwieni połączonej z purpurą. Ledwo kojarzył co się właśnie dzieje, kiedy odgłos kroków stał się naprawdę bliski. I ten głos: -- To za moich rodziców. Ostatniego wystrzału już nie usłyszał. Śrut wystrzelony z dubeltówki myśliwskiej wbił się z impetem z czaszkę, rozrywając ją na kawałki. Cząstki mózgu, który się rozlał na żwir nie miał możliwości już funkcjonować, mieszając się z małymi kamyczkami.
W oddali zadudniła syrena, która powoli się zbliżała. To był ostatni dzień, w którym on miał jeszcze rodziców. rodziców zabitych przez tego kogoś. Nie mógł pozwolić, aby oni tak skończyli, wiec wymierzył sam jako ostatni żyjący sprawiedliwość. Sam stając się jednym z nich... tym, który odebrał komuś życie, za życie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz