Wszystko jest marnością
Bez Boga.
Nic się nie ostoi
bo Wiary w tym brak.
Możesz uciekać
nie uciekniesz przed samym sobą.
Nadzieja cię znajdzie
pokochasz wtedy.
Nic co stworzył człowiek
nie ostoi się trwale.
Każdy upadnie w proch
i nigdy nie powstanie.
Jedynie głos Jezusa
wyciągnie każdego.
Z prochu otchłani
do wejścia w raj, albo cierpienia.
Każdego to czeka
każdego.
wtorek, 29 grudnia 2015
poniedziałek, 12 października 2015
Jedynym słowem
"Po co jesteśmy na tym świecie?"
Myślę, choć nic z tego nie wynika
Widzę, choć nie zauważam
Smakuję, choć to obrzydliwe
Czuję zapach, mimo że to jedynie powietrze
Odczuwam dotyk, choć nie zwracam uwagi
Dotykam, choć nie wiem po co
Patrzę, choć nie widzę niczego
Mówię, choć nikt nie słyszy
Słyszę, choć nikt nic nie mówi
Zastanawiam się, choć nie mam nad czym
Nienawidzę, choć wybaczam
Nie kocham, bo kocham siebie
Nie wierzę, bo sam wierzę w sobie.
Mam nadzieję, bo niczego nie mam
Kocham, bo kochać chcę
Wierzę, bo moje życie to droga
Istnieję, aby umrzeć.
Jestem, aby wypełnić swoją drogę
Żyję, dla życia.
Myślę, choć nic z tego nie wynika
Widzę, choć nie zauważam
Smakuję, choć to obrzydliwe
Czuję zapach, mimo że to jedynie powietrze
Odczuwam dotyk, choć nie zwracam uwagi
Dotykam, choć nie wiem po co
Patrzę, choć nie widzę niczego
Mówię, choć nikt nie słyszy
Słyszę, choć nikt nic nie mówi
Zastanawiam się, choć nie mam nad czym
Nienawidzę, choć wybaczam
Nie kocham, bo kocham siebie
Nie wierzę, bo sam wierzę w sobie.
Mam nadzieję, bo niczego nie mam
Kocham, bo kochać chcę
Wierzę, bo moje życie to droga
Istnieję, aby umrzeć.
Jestem, aby wypełnić swoją drogę
Żyję, dla życia.
niedziela, 8 lutego 2015
Ona i On - umieranie wśród ludzi
Weszła do mieszkania. Przywitała ją cisza, jeśli nie liczyć szumienie w kaloryferach.
Wkroczyła do pokoju, stukając obcasami o dywan. Klapnęła na fotel i od niechcenia, z rezygnacją, pochyliła się, aby zdjąć szpilki. Ułożyła je obok fotela.
Rozejrzała się po pokoju, jakby widziała go pierwszy raz w życiu.
-- I co teraz? - wyszeptała, kładąc dłonie na kolanach obleczonych w cienki mieniące się w słońcu rajstopy.
Spojrzała na podłogę, uniosła się i skierowała swoje kroki w stronę kuchni. Kiedy wróciła do pokoju, w dłoniach ściskała kubek, z którego unosiły się obłoczki pary.
Usiadła na wersalce. Słuchała. Cisza dosłownie przytłaczała.
Myśli same uderzały o brzegi czaszki -- To nie działa. Co teraz? Jesteś beznadziejna. Spier#iłaś to. Zrób coś. On teraz się z ciecie śmieje. Jesteś żałosna. Zrób coś!
Zwiesiła głowę. Po chwili wstała, podeszła do okna, otwarła je. Poszła do kuchni, niosąc taboret. Położyła go przy oknie. Uniosła stopę, a czarna prosta spódnica podciągnęła się na jej udzie do góry. Kolejna stopa. Spojrzała na krajobraz miasta. Kolejny krok. Poczuła zimno kamiennego parapetu. Następna stopa. Jaki on zimny. Wiatr świszczący w uszach, pęd wiatru uderzający w twarz. Ból. Ale tylko przez moment, dosłownie sekundę, może dwie. I ten brak możliwości krzyknięcia. Za dużo. Ciemność i nicość w jednym. Kolejne sekundy, jakby błyski, jakby głosy. I nic.
A wszystko przez miłość.
Ona samotna, On sam. Poznała go przez internet. Ona zauroczyła się. On zauroczył się w niej. Spotkali się. Ona zakochała się. On, nie zakochał się. Tworzyli związek przez ponad trzy lata. Ona cały czas zakochana. On nie kochający. Rozpadło się. Nie wytrzymała w pewnej chwili i zerwała. Kiedy Ona chciała wrócić, On nie chciał jej już. Trwała tak cztery lata. Łudziła się, że może jednak, że kiedyś los, Bóg, czy inne coś ich złączy ze sobą. Ona miała nadzieję. On żył dalej.
Wszystko zmieniło się, kiedy Ona dowiedziała się, że On wziął ślub.
Tyle rzeczy robiła z myślą o nim. To On ją napędzał do zadbania o sobie, zamiast popadania w otyłość, smutek, żal, beznadziejność.
W jednej chwili, zabrano jej kilka lat życia.
Kiedy dochodziły do niej błyski, rwane głosy, czuła smród kału i moczu, oraz czegoś jeszcze. Zapach krwi. Ciemność. Wieczna.
Nikt jej nie powie już, nie odpowie. Czy to miało sens? Nikt ją nie poinformuje, że organizm człowieka w takim stanie oddaje kał i mocz samoczynnie, bo zwieracz i cewka moczowa puszczają jednocześnie i momentalnie. Nikt już nie zrani, choć jej ciało nie ma godności.
Ale też Ona już nie powie ani słowa. Nie będzie mogła pokochać. Nie uśmiechnie się, zachwycając się wchodem słońca.
Nikt jej nie powie, że popełniła błąd, bo za rogiem czekała na nią miłość. Wystarczyło... żyć.
Nikt.
Wkroczyła do pokoju, stukając obcasami o dywan. Klapnęła na fotel i od niechcenia, z rezygnacją, pochyliła się, aby zdjąć szpilki. Ułożyła je obok fotela.
Rozejrzała się po pokoju, jakby widziała go pierwszy raz w życiu.
-- I co teraz? - wyszeptała, kładąc dłonie na kolanach obleczonych w cienki mieniące się w słońcu rajstopy.
Spojrzała na podłogę, uniosła się i skierowała swoje kroki w stronę kuchni. Kiedy wróciła do pokoju, w dłoniach ściskała kubek, z którego unosiły się obłoczki pary.
Usiadła na wersalce. Słuchała. Cisza dosłownie przytłaczała.
Myśli same uderzały o brzegi czaszki -- To nie działa. Co teraz? Jesteś beznadziejna. Spier#iłaś to. Zrób coś. On teraz się z ciecie śmieje. Jesteś żałosna. Zrób coś!
Zwiesiła głowę. Po chwili wstała, podeszła do okna, otwarła je. Poszła do kuchni, niosąc taboret. Położyła go przy oknie. Uniosła stopę, a czarna prosta spódnica podciągnęła się na jej udzie do góry. Kolejna stopa. Spojrzała na krajobraz miasta. Kolejny krok. Poczuła zimno kamiennego parapetu. Następna stopa. Jaki on zimny. Wiatr świszczący w uszach, pęd wiatru uderzający w twarz. Ból. Ale tylko przez moment, dosłownie sekundę, może dwie. I ten brak możliwości krzyknięcia. Za dużo. Ciemność i nicość w jednym. Kolejne sekundy, jakby błyski, jakby głosy. I nic.
A wszystko przez miłość.
Ona samotna, On sam. Poznała go przez internet. Ona zauroczyła się. On zauroczył się w niej. Spotkali się. Ona zakochała się. On, nie zakochał się. Tworzyli związek przez ponad trzy lata. Ona cały czas zakochana. On nie kochający. Rozpadło się. Nie wytrzymała w pewnej chwili i zerwała. Kiedy Ona chciała wrócić, On nie chciał jej już. Trwała tak cztery lata. Łudziła się, że może jednak, że kiedyś los, Bóg, czy inne coś ich złączy ze sobą. Ona miała nadzieję. On żył dalej.
Wszystko zmieniło się, kiedy Ona dowiedziała się, że On wziął ślub.
Tyle rzeczy robiła z myślą o nim. To On ją napędzał do zadbania o sobie, zamiast popadania w otyłość, smutek, żal, beznadziejność.
W jednej chwili, zabrano jej kilka lat życia.
Kiedy dochodziły do niej błyski, rwane głosy, czuła smród kału i moczu, oraz czegoś jeszcze. Zapach krwi. Ciemność. Wieczna.
Nikt jej nie powie już, nie odpowie. Czy to miało sens? Nikt ją nie poinformuje, że organizm człowieka w takim stanie oddaje kał i mocz samoczynnie, bo zwieracz i cewka moczowa puszczają jednocześnie i momentalnie. Nikt już nie zrani, choć jej ciało nie ma godności.
Ale też Ona już nie powie ani słowa. Nie będzie mogła pokochać. Nie uśmiechnie się, zachwycając się wchodem słońca.
Nikt jej nie powie, że popełniła błąd, bo za rogiem czekała na nią miłość. Wystarczyło... żyć.
Nikt.
wtorek, 13 stycznia 2015
Ona i On - Tylko nie to (+18)
1.
Ona leży na wersalce, zamroczona dużą ilością dawką alkoholu. Za oknem jeszcze ciemno, jeszcze nic. Nie do końca kontaktuje, nie do końca pojmuje, nie do końca rozumie. Słyszy tylko jakieś charczenie, rzężenie nad sobą.
Na stoliku obok masę butelek po wódce, poprzewracane niektóre kieliszki. Pod stołem butelki po napojach.Ma rozwarte nogi, roztargane rajstopy w kroczu, że aż pajęczyna oczek rozlewa się po nogach, przy każdym ruchu nogą.
Jest tak pijana, że nawet nie potrafi się ruszyć.
Majtki odgarnięte najdalej jak się da na bok, aby nie zasłaniały niczego, co znajduje się między jej nogami.
I on. Charczący nad nią, niezdarnie próbujący wciskać swojego miękkiego członka w nią, między jej nogi. Znajomy jakiejś koleżanki, starszy od niej o kilkanaście lat.
Przestaje, podnosi się chwiejnie i już po chwili siada na fotelu. Łapie paczkę papierosów i zapala jednego. Patrzy się na nią. Kiedy kończy palić i gasi peta, wstaje i nadal patrzy na nią. Robi ruch, jakby chciał powtórzyć to co zrobił kilkanaście chwil wcześniej.
Rezygnuje. Ona słyszy tylko zamykanie drzwi. Nie rozumie. Nie dociera do niej.
Rano wstaje odrętwiała i idzie do łazienki. Już widno, już kilka godzin temu wstał dzień. Kroczy, zatacza się, próbuje złapać równowagę łapiąc się ściany.
Siedząc na sedesie przygląda się przez chwilę swoim podartym i rozdartym rajstopom. Kiedy kończy wydalanie, ściąga podarte rajstopy i majtki, i wrzuca do kosza na brudną bieliznę. Ściąga z siebie bluzkę. Odkręca kurek z ciepłą wodą przy wannie. Dopiero wtedy zauważa na swoich udach dziwne ślady zaschłej biało-przezroczystej substancji. Wchodzi do wanny i tylko w niej siedzi.
Świadomość podpowiada jej różne obrazy, odgłosy, których nie kojarzy.
Dopiero po roku dowie się, co jej się stało. Dowie się, bo powstrzyma tego samego chłopaka przed zrobieniem tego samego co jej, innej dziewczynie.
Dotrze do niej smutna prawda o niej, tej która wtedy nie miała jeszcze piętnastu lat.
2.
On starszy, wdowiec, zawsze miły i co dzień mówił jej, Dzień dobry. Ona samotna matka z dwójką dzieci. Czasami nawet zagadywał, jak to sąsiad mieszkający kilka domów dalej. Mijali się często.
Zagadnął, czy nie miała by ochoty na herbatę, ciasteczka. Może przyjść z dziećmi, które mogły by się pobawić na piętrze.
Zgodziła się, bo czemu nie. Zawsze to lepsze, niż siedzenie samej w pustym pokoju z dziećmi.
Nie malowała się, bo przecież nie szła na żadną randkę. Nawet się nie przebierała, bo to tylko sąsiedzkie odwiedziny.
Kiedy była już na miejscu, dzieci przez chwilę siedziały przy niej. Ale On zaproponował im zabawki, które znajdują się w pokoju na piętrze. Zafascynowane poszły za nim. Minęła krótka chwila i wrócił, ale bez dzieci. Zagadnął nawet, że teraz nie będą im przeszkadzać.
Jeszcze chwilę rozmawiali, tylko chwile. On przysiadł się na tapczan, na którym siedziała.
Kolejną rzecz jaką pamięta było, jak jej ręce wepchnął jej za nią i przycisnął ją do oparcia tapczanu. Usłyszała rozrywanie szwów jej spodni i jego dłoń odgarniającą jej majtki na bok.
Nawet nie wiedziała, kiedy on zdążył rozpiąć swoje spodnie i opuścić własne majtki.
Słyszała jego chrząknięcia jak nacierał na jej krocze. Czuła ból i odrazę. Do niego, do siebie.
Skończył dość szybko jak zaczął. Nawet nie pisnęła. Jedynie łzy zdradzały jej stan duszy.
Spojrzała na swoją bluzkę, na którą się spuścił. Jedynie dobra rzecz, że nie skończył w niej.
Odsunął się od niej. Odczekała chwilę, aby po chwili wstać i dziwnym mało kobiecym krokiem wyjść z pokoju.
Zawołała dzieci, poprawiając niezdarnie jak zepsuty robot swoje podarte w kroczu spodnie. Zawiedzione pojawiły się na piętrze. Zdołała powiedzieć, że wychodzą. Nie chciały, chciały się bawić. Ale ona ryknęła, że wracają do domu.
Dziecko w drodze do domu zagadnęła ją, co jej się stało w spodnie.
Odpowiedziała mimochodem tylko, że rozdarły się.
3.
Ona samotna, On zabawny, sympatyczny. Poznała go w internecie. Po ponad dwóch latach rozmów i wymianach lukrowanych słów, spotkali się.
Rzeczywistość zweryfikowała wiele. W rzeczywistości nie był tak zabawny, jaki potrafił być podczas internetowej rozmowy. Przekonała się, że co innego kilka godzin lub kilkanaście, może kilkadziesiąt minut przed klawiaturą, to nie to samo co widzieć kogoś, obserwować, przebywać w towarzystwie tego kogoś.
Jego mieszkanie. Jak to mieszkanie mężczyzny. Jedno łóżko.
Mieli spać w nim, ale On zaplanował chyba coś innego. Dla niej to był pierwszy mężczyzna, z którym nawiązała bliższe relacje od bardzo, bardzo dawna. Dla niego... nie wiedziała.
Złapał ją za nadgarstki, drugą ręką opuścił nachalnie i bez pardonu jej majtki. Ściskał jej piersi, zbyt mocno, boleśnie. Wydobył ze swoich majtek członek i zacharczał jej do ucha, że ma go wziąć do buzi. Zacisnęła wargi. Pokiwała głową na boki. Uderzył ją, później drugi i trzeci. Nie zrobiła tego, czego on żądał. Wszedł w nią brutalnie, gwałtownie, zasłaniając jej usta wolną dłonią. Nie walczyła, bo wiedziała, że przegra. Dość długo nacierał na nią, zanim skończył. Zakazał jej krzyczeć, choćby odgłos wydawać z siebie. Puścił ją, zwalił się na drugą stronę łózka i...
Odczekała chwilę i poszła do łazienki. Obmywała się między nogami i płakała jednocześnie. To nie tak miało wyglądać. Przesiedziała całą noc w łazience. Zanim zaczęło świtać, poszła po swoje uranie i ubrała się w łazience. Czekała.
Wypuścił ją, kiedy zagroziła, że wezwie policję. Ale zanim to zrobił, słońce prawie zachodziło na horyzoncie.
Długo trwało, zanim doszła do siebie. On po miesiącu zaczął do niej dzwonić, wysyłać sms, przepraszać. Trwało to ponad rok. Uwierzyła mu, że nie miał przez bardzo długi czas kobiety i chciał się kochać, ale nie wiedział, czy ona też tego chce.
Przyjechała do niego. Miał się zmienić. Ledwo zamknął drzwi do swojego mieszkania, wpuszczając ją uprzednio, potknęła się i upadła jak długa na podłodze.
On przycisnął ją swoim ciałem do podłogi, szybkim ruchem podwinął jej spódniczkę, roztargał rajstopy, odgarnął jej majtki i wszedł w nią gwałtownie. Jedynie co zdążyła zrobić, to zacisnąć zęby, aby przetrzymać ten ból. Nacierał jak knur, nie patrząc na nią, jedynie, aby wejść tam gdzie chciał.
Skończył dość szybko, jeśli Ona mogła tak to nazwać. Obszedł nią, zapinając swoje spodnie.
Ona podniosła się, poprawiła i wyszła z jego mieszkania.
Po roku poznała przez internet chłopaka. Dał jej wsparcie, oparcie. Kiedy zaczął proponować spotkanie, nie chciała się zgodzić. Trochę trwało, zanim się zgodziła. Poszła.
Przy stoliku siedział ten chłopak i jej oprawca. Chłopak zagadnął do niej, kiedy ona nawet jeszcze nie podeszła zbyt blisko do stolika: Znasz mojego najlepszego przyjaciela?
Stanęła jak wryta. Obróciła się i wyszła z lokalu.
4.
Ona uwielbiała poznawać nowych ludzi w internecie. Czasami po dwóch tygodniach rozmowy, spotykała się na randce, lub niby randce.
On starszy, ale nie za wiele. Zdjęcie ładne, cudne oczy. Zaplanowali spotkanie, w parku, nie opodal jej miejsca zamieszkania. On podobno też z bliska, okolicy.
W parku, na ławce, siedział jakiś starszy facet, do tego łysiejący. Podeszła i stanęła przy ławce. Zagadnęła, czy On to On. Tak, to On. Nie tego się spodziewała.
Powiedział, aby usiadła. Kilka zdań o niczym i o tym, że ją kiedyś zauważył, kilka tygodni temu trafił na jej profil randkowy, że ładna i zgrabna.
Ona nawet nie słuchała, tylko co któreś słowo.
On zagadnął, czy nie poszłaby z nim za to duże drzewo, z rozrośniętym i szerokim pniem.
Poszła. A On stanął, obrócił się do niej przodem i zapytał, czy ona mu nie obciągnie.
Zrobiła szerokie oczy, uśmiechnęła się i odeszła, rozbawiona jego słowami.
On krzyknął za nią, że zdzira, czy coś. Ale nie słuchała, bawiła ją ta sytuacja.
5.
On ciężko zapracowany, Ona w domu. On zmęczony, więc ochoty na seks nie ma. Ona samotna. Ale czasami dawał jej to, czego ona chce. Ale tylko czasami i od niechcenia.
Rok, może dwa, może pięć, nie wiedziała ile tak żyje.
On wrócił z pracy, rzucił płaszcz na fotel. Ona siedziała na wersalce w pokoju gościnnym, oglądając telewizor. Obiad miał być za kilkanaście minut. Podszedł do niej, zablokował jej ręce i zaczął jedną ręką mocować się z jej rajstopami, opadającą spódnicą i majtkami. Kiedy wreszcie dostatecznie opuścił majtki i rajstopy z jej pośladków, rozpiął rozporek, wyciągnął swój interes i wszedł w nią.
Patrzyła na niego. On nie patrzył na nią. Jedyne co robił to wchodził w nią, uderzał, obcierając jej skórę na udach. Przestał po jakiejś tam chwili, nie wiedziała jakiej. Wstał, poprawił się, schował to co miał schować, zapiął rozporek i skierował się ku kuchni.
Ona leżała oniemiała przez chwilę, patrząc się w jego plecy. Spojrzała na swoje uda, podciągniętą spódnicę, na rajstopy i majtki opuszczone do połowy ud. Poprawiła się, złapała za swój płaszcz wiszący w przedsionku i wyszła.
Wróciła po tygodniu, z pozwem rozwodowym.
Pięć historii, o tym samym. O czymś obrzydliwym i niegodnym. Trzy z nich to prawdziwe historie, jakie zostały mi opowiedziane przez kobiety w internecie, które zostały trochę zmienione. Dwie opowieści to fikcja literacka. Chodź nikt nie mówi, że nie mogły się one zdarzyć.
Chciałbym też zaznaczyć, że nigdy w swoim życiu, nie zgwałciłem żadnej kobiety.
Powyższe opowiadania mają w pewnym sensie przestrzec kobiety, że nie powinny bezgranicznie ufać obcemu im mężczyźnie. Bo gwałtu się nie zapomina, nigdy. Do końca życia kobieta pamięta odgłos, dotyk, odczucia, uczucie - każdy psycholog to potwierdzi.
I uwierzcie mi, pisanie tych opowiadań nie było łatwe, naprawdę... nie było.
niedziela, 11 stycznia 2015
Ona i On - połączenie niedoskonałe
Sobota, dzień wolny dla niej. Siedzi w fotelu, z podkulonymi nogami i ogląda mimochodem bajki z dziećmi. Dzieci przy okazji bawią się zabawkami. Szczerze mówiąc, to cały pokój jest zawalony zabawkami dzieci. W dłoniach ściska kubek z myszką, w którym stygnie herbata.
Ona słyszy dźwięk przekręcanego klucza w zamku i otwierające się i zamykając drzwi. Ona wie, że zaraz będzie ryk, o ten syf. Nawet nie patrzy na miejsce, gdzie za chwilę zjawi się On. Czeka. Czeka i... czuje jak ciepłe i miękkie usta dotykają ją w jej usta. Trwa to chwilę, dosłownie chwilę. Patrzy badawczo na postać przed nią, kto śmiał ją pocałować, co ma prawo zrobić jej mąż. Patrzy i widzi, to On. Słyszy jego głos:
-- Ładnie żeście urządziły mieszkanie dzieci - uśmiecha się.
Dzieci dokazują, chwalą się, które gdzie co położyło. Skarżą jedno na drugiego, gdzie któreś co wysypało lub rzuciło.
On wchodzi do kuchni kładzie reklamówkę, której Ona nie zauważyła wcześniej. I ponownie jego głos:
-- Zrobiłem zakupy kochanie jak wracałem z pracy.
Te słowa docierają do niej dopiero, po dłuższej chwili, kiedy On kładzie patelnie na jednym z czterech palników, i zapala go.
Wyjmuje kolejne rzeczy, jakieś warzywa, jakieś puszki, jakieś opakowania.
Kto to jest? - Ona się zastanawia.
On co chwilę patrzy na nią i uśmiecha się, naprawdę się uśmiecha.
Woła dzieci, aby mu pomogły. Przybiegają i pomagają włożyć jakieś rzeczy do lodówki lub do dolnych szafek. To dla nich fajna zabawa. On bawi się ze swoimi dziećmi?
Rozdziela zadania dla dzieci. Jedno ma mieszać sos, drugie pilnować stopera, a jeszcze inne ułożyć talerze na stole.
Ona patrzy na to i zaczyna jej się wydawać, że chyba przysnęła i to jej się śni. Tak, to na pewno sen - wpada po krótkiej chwili. Ale z tego przekonania wytrąca ją On, który podchodzi i ponownie całuje, delikatnie, obejmując. Mówi:
-- Obiad podano kochanie.
Kochanie? Kochanie?! KOCHANIE! O co tutaj chodzi? To chyba jakiś koszmar? - Ona cały czas zatopiona w swoich myślach.
Dzieci i On siedzą przy stole, patrząc się na nią.
Słyszy głos swojego syna:
-- Mamo, chodź...
Jej mięśnie jakby same unoszą ją. Odstawia kubek z niedopitą herbatą i siada przy stole na przeciwko niego.
Jedzą. Może sos kupny, ale nie jest zły. Makaron też dobry.
Później On zbiera talerze i zanosi je do kuchni. Wkłada do zlewu, napusza trochę ciepłej wody, do drugiego zlewu, napusza zimnej - tak jej się wydaje - i zaczyna zmywać, ZMYWAĆ!, naczynie. Talerze, patelnia, garnek. Wszystko na ścierce lub suszarce. Ona patrzy na to jakby zobaczyła ducha. On podchodzi do niej, schyla się i całuję ją delikatnie, po czym namiętnie, bardzo namiętnie. Tak namiętnie, że Ona nabiera małej ochoty na seks, czuje to kiełkujące w niej podniecenie. Czuje jego dłoń na swojej ręce, drugą dłoń na swoim boku, wsuniętą mimowolnie. I wszystko się kończy, tak nagle. Jest zawiedziona, bo zaczynało się robić tak miło, tak przyjemnie. On uśmiecha się tylko i szepcze, później. Co to znaczy: później? - Ona zastanawia się.
On siada przy dzieciach i zaczyna się z nimi bawić. Bawi się z dziećmi? BAWI SIĘ Z DZIEĆMI? - nie potrafi tego pojąć. On, bawi się ze swoimi dziećmi. Ona idzie do kuchni i robi sobie nową herbatę. Kiedy wraca, aby usiąść w fotelu, w telewizorze włączony jest jej serial.
Kiedy serial się kończy, On łapie za pilot i włącza ponownie program z bajkami. Ale nie wraca do dzieci, aby się z nimi bawić. Podchodzi do niej, a raczej wchodzi za fotel. Ona nie widzi go, ale wie, że On tam jest. Co On planuje? - kolejna myśl.
Czuje jak jego palce miarowo zagłębiają się w jej bark, w mięśnie między szyją na barkiem. Wzdryga się, chce się podnieść, ale On ją delikatnie przytrzymuje, nie pozwala. Czy On...? CZY ON...? CZY ON JĄ MASUJE? Opada na fotel, czeka, wyczekuje. Jego palce delikatnie miętolą jej mięśnie karku, barku, szyi. Masuje ją. Naprawdę ją masuje i robi to łagodnie, przyjemnie. Tak, zaczyna jej być przyjemnie. Zamyka oczy, a bardziej je przymyka jak kotka, która lubi kiedy się ją głaszczę w pewnym miejscu. Cholernie przyjemne uczucie. Taka błogość. Słyszy głos dziecka:
-- Co się stało mamie?
I On odpowiada:
-- Nic. Mamie jest bardzo przyjemnie.
-- Aha - odpowiedź.
Błogość. Tak się czuła do momentu, aż nie przestał. Wyszedł z za fotela i usiadł na jego poręczy. Nie otworzyła oczu od razu, ale po krótkim czasie. Kiedy to zrobiła, spojrzała na niego, ale On nie patrzył na nią, ale na dzieci. Położyła mu dłoń na udzie i delikatnie pomacała. Wtedy On spojrzała na nią. Uśmiechał się. Patrzyła na niego, w jego oczy i delikatnie muskała palcami jego udo. Wtedy On wstał i przeszedł do kuchni. Ona wstała i zaczęła zbierać zabawki z jego krańca pokoju. Przy okazji ponagliła dzieci, aby zakończyły zabawę i jej pomogły. Usłyszała jego głos:
-- Słuchajcie mamy i pomóżcie jej.
Nie były skłonne pomagać w sprzątaniu, kiedy Ona poprosiła, ale kiedy On powiedział, aby ją słuchały, zaczęły zbierać zabawki i pakować je do dużych koszy.
Usiedli tak jak wcześniej, On i Ona na przeciwko siebie. Jedli kanapki przygotowane przez niego. Siedzieli tak i jedli. W pewnym momencie On poczuł jak coś trąca jego nogi, a po chwili ociera się o jego łydkę, a za chwilę kolano. Odchylił się i zobaczył jej stopę. Niby od tak, wsunął dłonie pod stół, złapał jej stopę w swoje dłonie. Delikatnie masował jej stopę, palce, prześlizgiwał się po jej skórze. Widział, że przestała jeść, tylko wpatruje się w niego. Niby uśmiecha, niby poważna. Kiedy dzieci zadeklarowały, że już się najadły, puścił jej stopę, wstał i zaczął zaganiać dzieci do łazienki, do mycia się. Ona w tym czasie uprzątnęła stół. Słyszała jak dzieci dokazują, ale się myją.
Kiedy dzieci zostały udobruchane bajką, opowiedzianą przez niego, wreszcie zostali sami. Ona przełączyła na jakiś film i ściszyła głośność urządzenia. Usiadła w fotelu i podkuliła nogi. Czekała.
On wszedł do przyciemnionego pokoju i skierował się w jej stronę. Kucnął przed nią, jak poddany przed królową. Usłyszała jego ściszony głos:
-- Czy pozwoli pani, że dokończę, to co zacząłem?
Nie wiedziała, o co mu chodzi. A On czekał.
Wtedy On delikatnie ujął jej łydkę jednej z nóg i wyciągnął z pod niej, to samo zrobił z drugą nogą. Wyprostował je, nie stosując siły. Ujął jej stopę i delikatnie zaczął ją ściskać, gładzić.
Masował jej stopy? Masował jej stopy! MASOWAŁ JEJ STOPY!.
Usłyszała jak mówi:
-- Zamknij oczy i odpręż się.
Chwilę to trwało, bo była w szoku, zanim zastosowała się do jego słów.
Było przyjemnie, naprawdę... przyjemnie. Im bardziej On gładził ją po stopach, masował je, tym bardziej Ona nabierała ochoty, aby się kochać. W tej chwili, nawet może tu na fotelu. To powoli zaczynało być silniejsze od niej. Wtedy On przestał. A było tak cudownie, tak przyjemnie, tak... podniecająco. Poczuła jego zapach blisko swojej twarzy i poczuła jego usta dotykających jej usta. Całowali się namiętnie, nie łapczywie, ale namiętnie. Teraz już nie ma odwrotu. Ona chce go, i nic ją nie powstrzyma. A jednak, On odsunął się od niej. Czuła zawód, smutek, zażenowanie, że narobiła sobie takiej nadziei, że ten dzień zakończy się tak przyjemnie, jak od lat się nie kończył. Wtedy On powiedział:
-- Idę pod prysznic. - zrobił pauzę i dodał będąc prawie pod drzwiami łazienki - Nie miałabyś ochoty mi towarzyszyć w kabinie?
To pytanie jednoczenie rozpaliło ją i zmroziło. Odczekała chwilę, tak dyplomatycznie, a później dołączyła do niego przed drzwiami łazienki.
Weszli do niej, a On przekręcił blokadę drzwi i spojrzał na nią. Przeczesał jej włosy dłonią. Uśmiechał się. Powiedział:
-- Kocham cię.
A Ona patrzyła mu w oczy. Pocałowała go. Nachalnie, namiętnie, bez wytchnienia. Złapała za sweter i zaczęła się z nim mocować. Następna była jego koszulka. Gładziła jego skórę na klatce piersiowej, wbijała w nią swoje pazurki, drapiąc delikatnie. Zjechała dłonią do jego krocza i to co tam wyczuła, podnieciło ją jeszcze bardziej. Dopiero wtedy On zdjął z niej bluzkę, koszulkę i odpiął stanik. Dopiero wtedy przestali się tak naprawdę całować. Zatopił się w jej piersiach. Rozpiła zamek jej spódniczki, która oparła bezgłośnie na kafelki. Całował ją po rajstopach na udach, gładząc jej pośladki. Czuła jego place na łydkach, jego oddech między swoimi nogami, na klinie od rajstop. Kiedy ją tam pieścił, miała wplecione dłonie w jego włosy na głowie. Nie czuła takiego podniecenia i ochoty na seks od bardzo, bardzo dawna. Wtedy zdjął z niej rajstopy i majtki, i zaczął delikatnie, naprawdę delikatnie pieścić jej łono, wzgórek rozkoszy, jej króliczka, jak nazywała to miejsce u siebie. A On robił to naprawdę cudownie. Poczuła jak zaraz dojdzie, jak zaraz będzie szczytować, więc poderwała go ku górze. Zdjęła z niego spodnie i majtki. Płożyła się na plecach i pozwoliła mu wejść w nią. Po krótkim czasie, to Ona była na górze, a On na dole. Nie wie, ile to trwało, ale orgazm był eksplozja. Tak, to była eksplozja rozkoszy. Później leżeli na zimnych kafelkach, wtuleni. Nie wie, ile to trwało, ale On w którymś momencie podniósł się i wszedł do kabiny prysznicowej. Spojrzał na nią i wyciągnął ku niej rękę. Złapała ją i pozwoliła się wciągnąć do kabiny, pod puszczoną ciepłą wodą tryskającą z góry, z wkładki. Myli się wzajemnie. Myli wzajemnie! MYLI WZAJEMNIE!
Kiedy zbierali po sobie ubrania, odziani tylko w ręczniki, Ona w duży plażowy, On w mały na biodrach. Za drzwiami usłyszeli głos dziecka:
-- Długo tam będziecie się myć, bo ja chcę siusiu.
Wyszli moment później. Ona zastanawiał się - Ile dziecko mogła tam stać? Czy było słychać jej jęknięcia i jego pojękiwania. Miała nadzieje, że nie pobudzili dzieci.
Kiedy weszli do rozścielonego łóżka, Ona od razu przywarła do niego, chcąc się przytulić. Nie protestował. Leżeli tak, kiedy Ona mimo wolnym ruchem zjechała mu do majtek i poczuła jego podniecenie. Spojrzała mu w oczy. Mimo ciemności, oczy już przyzwyczaiły się do mroku, więc zobaczyła jak On patrzy na nią.
-- Nic nie mogę poradzić na to, że tak działasz na mnie - powiedział to głosem z domieszką wstydu.
Wstydził się tego, że Ona go podnieca?
Tej nocy, w będąc już w łóżku, kochali się prawie całą noc. Pierwszy raz w życiu, Ona miała podczas jednego stosunku, miała 4 orgazmy, zanim On miał jeden. Pierwszy raz. Zasnęli, kiedy słońce delikatnie wychyliło się z za horyzontu.
Kolejne dni były podobne. Nie takie same, ale podobne.
Ona zastanawiała się wielokrotnie -- Kto jej podmienił męża? Czy może kosmici podstawili jej kogoś innego, klonując wizerunek jej męża?
Któregoś dnia dzieci były u jej rodziców. Oni zostali sami, przez część dnia. Spędzili go tuląc się do siebie i leżąc pod kocem. Ale nie trwało to zbyt długo.
W jakimś tam momencie, On uniósł się na łokciu i zaczął ją całować po karku. Zamruczała, ale nie chciała teraz seksu, chciała czułości, poczucia miłości. Zaszeptał jej do ucha:
-- Pozwoli pani, że zapytam, czy zgodziłaby się pani na masaż pleców?
Kiwnęła głową potakująco.
Usiadł jej na pośladkach, ściągnął jej bluzkę i koszulę i zaczął bardzo łagodnie, ale lekko dociskając palce w jej ciało, masować jej plecy. Zamknęła oczy, rozłożyła się jak przejechana żaba na jezdni i pozwoliła się masować.
Dotykał jej ciała, zagłębiał się w nią palcami, jakby formował na jej plecach jakąś rzeźbę. Trochę już czasu minęło, od kiedy zaczął, ale i tak zdziwiło go delikatnie jej chrapanie. Zasnęła.
Uniósł się, okrył ją kocem i usiadł w fotelu. Patrzył na nią, jak pięknie wygląda podczas snu. Zazwyczaj nie widział jak Ona wygląda, kiedy śpi, bo było ciemno. Czekał.
Kiedy odebrał telefon, że jej rodzice zaraz będą. Ubrał się i wyszedł im na spotkanie. Złapał ich przed klatką schodową. Porozmawiał chwilę z jej rodzicami, po czym skierował dzieci na plac zabaw.
Nie wiedział, czy minęła godzina, czy dwie. Ale widząc, że dzieci są już trochę znudzone i zmęczone, i wymyślają głupie pomysły, zawołał je, aby zaprowadzić je do domu.
Najpierw On wszedł do domu i zajrzał do pokoju. Ona krzątała się w kuchni. Kiedy zdjął buty i kurtkę, dzieci dopiero wpadły do domu. On już był w kuchni, całował ją ciepło. Widział te zaspane oczy, tą niewyraźną minę. Musiała się obudzić dopiero kilkanaście minut temu.
Jedząc obiad czuł jej stopę między swoimi kolanami. Mimochodem upuścił łyżkę na podłogę. Schylił się i pocałował ją w środek stopy. A kiedy Ona ją delikatnie kiwnęła, bardzo delikatnie ujął jej palce w usta, po czym puścił. Ułożyła stopę na płasko i pogładziła jego twarz palcami oblekanymi w cienkie czarne błyszczące rajstopy. Ponownie pocałował ją w środek stopy i usiadł na swoim miejscu. Ona patrzyła na niego dziwnym wzrokiem. Wsunęła sobie palec do ust i bardzo powoli zaczęła go wysuwać, patrząc mu prosto w oczy. Widział, co znaczy ten gest, to spojrzenie.
Dzieci poszły się bawić, a oni pozbierali talerze i umyli je, razem. Kiedy mieli już wychodzić z kuchni, On złapał ją w pasie i obrócił ku sobie. Ona złapała go za głowę i bardzo powoli zaczęła przybliżać swoje usta ku jego ust. Całowali się czule, dla przyjemności, a nie namiętności. Ale to Ona powiedziała:
-- Chodź do łazienki.
Poszli. Jedynym zdaniem jakie zostało wypowiedziane było:
-- Tylko nie porwij mi rajstop.
Nie bawili się w ściąganie całego ubrania z siebie. Jedynie dolną część garderoby zdjęli, a raczej Ona zdjęła mu, a On jej. Ale zanim to nastąpiło, najpierw musiał ją wypieścić przez ubranie, a raczej gładząc jej nogi, uda, króliczka bez rajstopy i majtki. Dopiero wtedy, On pozbył się tych rzeczy z niej, aby dokończyć dzieła.
Najpierw próbowali na pralce, ale było nie wygodnie. Później tak jak wcześniej, na podłodze, ale też im nie wychodziło. Dopiero w kabinie prysznicowej, praktycznie na stojąco zrobili to. Starała się nie wzdychać zbyt głośno, nie jęczeć, nie wydawać żadnego dźwięku, ale nie potrafiła. To było silniejsze od niej. On też porykiwał, pojękiwał warknięciami. On był pierwszy. Ale nie zraził się tym, dokończył, to co zaczęli palcami, językiem i ustami. Aż ją uniosło, tak nią wstrząsnęło.
Ubrali się i jakby nigdy nic wyszli z łazienki. wychodząc Ona zapytała:
-- Będziesz miał jeszcze siły w nocy?
Uśmiechnął się i odpowiedział jej:
-- Dla ciebie? Zawsze.
Tej nocy kochali się ponownie. Może nie do rana, ale zdążyli zaliczyć kilka pozycji. Każda kończyła się cudownym orgazmem.
Do końca swoich i jego dni, Ona nie mogła dojść, zrozumieć: Co zmieniło jej męża w kogoś, kim wcześniej nie był?
Pamiętała jak pewnego dnia, On, prasował sobie koszulę. PRASOWAŁ! Wystarczyło, aby tylko zajrzała do kuchni i wróciła na fotel, a On już zaczynał pracować kupkę świeżo upranych rzeczy. Przyglądał się jemu, aż nie skończył.
Gdzie się podział jej stary On?
Zadawała sobie to pytanie, zapalając znicz na jego grobie, a koło niej dorosłe już ich dzieci, ze swoimi dziećmi.
Ona słyszy dźwięk przekręcanego klucza w zamku i otwierające się i zamykając drzwi. Ona wie, że zaraz będzie ryk, o ten syf. Nawet nie patrzy na miejsce, gdzie za chwilę zjawi się On. Czeka. Czeka i... czuje jak ciepłe i miękkie usta dotykają ją w jej usta. Trwa to chwilę, dosłownie chwilę. Patrzy badawczo na postać przed nią, kto śmiał ją pocałować, co ma prawo zrobić jej mąż. Patrzy i widzi, to On. Słyszy jego głos:
-- Ładnie żeście urządziły mieszkanie dzieci - uśmiecha się.
Dzieci dokazują, chwalą się, które gdzie co położyło. Skarżą jedno na drugiego, gdzie któreś co wysypało lub rzuciło.
On wchodzi do kuchni kładzie reklamówkę, której Ona nie zauważyła wcześniej. I ponownie jego głos:
-- Zrobiłem zakupy kochanie jak wracałem z pracy.
Te słowa docierają do niej dopiero, po dłuższej chwili, kiedy On kładzie patelnie na jednym z czterech palników, i zapala go.
Wyjmuje kolejne rzeczy, jakieś warzywa, jakieś puszki, jakieś opakowania.
Kto to jest? - Ona się zastanawia.
On co chwilę patrzy na nią i uśmiecha się, naprawdę się uśmiecha.
Woła dzieci, aby mu pomogły. Przybiegają i pomagają włożyć jakieś rzeczy do lodówki lub do dolnych szafek. To dla nich fajna zabawa. On bawi się ze swoimi dziećmi?
Rozdziela zadania dla dzieci. Jedno ma mieszać sos, drugie pilnować stopera, a jeszcze inne ułożyć talerze na stole.
Ona patrzy na to i zaczyna jej się wydawać, że chyba przysnęła i to jej się śni. Tak, to na pewno sen - wpada po krótkiej chwili. Ale z tego przekonania wytrąca ją On, który podchodzi i ponownie całuje, delikatnie, obejmując. Mówi:
-- Obiad podano kochanie.
Kochanie? Kochanie?! KOCHANIE! O co tutaj chodzi? To chyba jakiś koszmar? - Ona cały czas zatopiona w swoich myślach.
Dzieci i On siedzą przy stole, patrząc się na nią.
Słyszy głos swojego syna:
-- Mamo, chodź...
Jej mięśnie jakby same unoszą ją. Odstawia kubek z niedopitą herbatą i siada przy stole na przeciwko niego.
Jedzą. Może sos kupny, ale nie jest zły. Makaron też dobry.
Później On zbiera talerze i zanosi je do kuchni. Wkłada do zlewu, napusza trochę ciepłej wody, do drugiego zlewu, napusza zimnej - tak jej się wydaje - i zaczyna zmywać, ZMYWAĆ!, naczynie. Talerze, patelnia, garnek. Wszystko na ścierce lub suszarce. Ona patrzy na to jakby zobaczyła ducha. On podchodzi do niej, schyla się i całuję ją delikatnie, po czym namiętnie, bardzo namiętnie. Tak namiętnie, że Ona nabiera małej ochoty na seks, czuje to kiełkujące w niej podniecenie. Czuje jego dłoń na swojej ręce, drugą dłoń na swoim boku, wsuniętą mimowolnie. I wszystko się kończy, tak nagle. Jest zawiedziona, bo zaczynało się robić tak miło, tak przyjemnie. On uśmiecha się tylko i szepcze, później. Co to znaczy: później? - Ona zastanawia się.
On siada przy dzieciach i zaczyna się z nimi bawić. Bawi się z dziećmi? BAWI SIĘ Z DZIEĆMI? - nie potrafi tego pojąć. On, bawi się ze swoimi dziećmi. Ona idzie do kuchni i robi sobie nową herbatę. Kiedy wraca, aby usiąść w fotelu, w telewizorze włączony jest jej serial.
Kiedy serial się kończy, On łapie za pilot i włącza ponownie program z bajkami. Ale nie wraca do dzieci, aby się z nimi bawić. Podchodzi do niej, a raczej wchodzi za fotel. Ona nie widzi go, ale wie, że On tam jest. Co On planuje? - kolejna myśl.
Czuje jak jego palce miarowo zagłębiają się w jej bark, w mięśnie między szyją na barkiem. Wzdryga się, chce się podnieść, ale On ją delikatnie przytrzymuje, nie pozwala. Czy On...? CZY ON...? CZY ON JĄ MASUJE? Opada na fotel, czeka, wyczekuje. Jego palce delikatnie miętolą jej mięśnie karku, barku, szyi. Masuje ją. Naprawdę ją masuje i robi to łagodnie, przyjemnie. Tak, zaczyna jej być przyjemnie. Zamyka oczy, a bardziej je przymyka jak kotka, która lubi kiedy się ją głaszczę w pewnym miejscu. Cholernie przyjemne uczucie. Taka błogość. Słyszy głos dziecka:
-- Co się stało mamie?
I On odpowiada:
-- Nic. Mamie jest bardzo przyjemnie.
-- Aha - odpowiedź.
Błogość. Tak się czuła do momentu, aż nie przestał. Wyszedł z za fotela i usiadł na jego poręczy. Nie otworzyła oczu od razu, ale po krótkim czasie. Kiedy to zrobiła, spojrzała na niego, ale On nie patrzył na nią, ale na dzieci. Położyła mu dłoń na udzie i delikatnie pomacała. Wtedy On spojrzała na nią. Uśmiechał się. Patrzyła na niego, w jego oczy i delikatnie muskała palcami jego udo. Wtedy On wstał i przeszedł do kuchni. Ona wstała i zaczęła zbierać zabawki z jego krańca pokoju. Przy okazji ponagliła dzieci, aby zakończyły zabawę i jej pomogły. Usłyszała jego głos:
-- Słuchajcie mamy i pomóżcie jej.
Nie były skłonne pomagać w sprzątaniu, kiedy Ona poprosiła, ale kiedy On powiedział, aby ją słuchały, zaczęły zbierać zabawki i pakować je do dużych koszy.
Usiedli tak jak wcześniej, On i Ona na przeciwko siebie. Jedli kanapki przygotowane przez niego. Siedzieli tak i jedli. W pewnym momencie On poczuł jak coś trąca jego nogi, a po chwili ociera się o jego łydkę, a za chwilę kolano. Odchylił się i zobaczył jej stopę. Niby od tak, wsunął dłonie pod stół, złapał jej stopę w swoje dłonie. Delikatnie masował jej stopę, palce, prześlizgiwał się po jej skórze. Widział, że przestała jeść, tylko wpatruje się w niego. Niby uśmiecha, niby poważna. Kiedy dzieci zadeklarowały, że już się najadły, puścił jej stopę, wstał i zaczął zaganiać dzieci do łazienki, do mycia się. Ona w tym czasie uprzątnęła stół. Słyszała jak dzieci dokazują, ale się myją.
Kiedy dzieci zostały udobruchane bajką, opowiedzianą przez niego, wreszcie zostali sami. Ona przełączyła na jakiś film i ściszyła głośność urządzenia. Usiadła w fotelu i podkuliła nogi. Czekała.
On wszedł do przyciemnionego pokoju i skierował się w jej stronę. Kucnął przed nią, jak poddany przed królową. Usłyszała jego ściszony głos:
-- Czy pozwoli pani, że dokończę, to co zacząłem?
Nie wiedziała, o co mu chodzi. A On czekał.
Wtedy On delikatnie ujął jej łydkę jednej z nóg i wyciągnął z pod niej, to samo zrobił z drugą nogą. Wyprostował je, nie stosując siły. Ujął jej stopę i delikatnie zaczął ją ściskać, gładzić.
Masował jej stopy? Masował jej stopy! MASOWAŁ JEJ STOPY!.
Usłyszała jak mówi:
-- Zamknij oczy i odpręż się.
Chwilę to trwało, bo była w szoku, zanim zastosowała się do jego słów.
Było przyjemnie, naprawdę... przyjemnie. Im bardziej On gładził ją po stopach, masował je, tym bardziej Ona nabierała ochoty, aby się kochać. W tej chwili, nawet może tu na fotelu. To powoli zaczynało być silniejsze od niej. Wtedy On przestał. A było tak cudownie, tak przyjemnie, tak... podniecająco. Poczuła jego zapach blisko swojej twarzy i poczuła jego usta dotykających jej usta. Całowali się namiętnie, nie łapczywie, ale namiętnie. Teraz już nie ma odwrotu. Ona chce go, i nic ją nie powstrzyma. A jednak, On odsunął się od niej. Czuła zawód, smutek, zażenowanie, że narobiła sobie takiej nadziei, że ten dzień zakończy się tak przyjemnie, jak od lat się nie kończył. Wtedy On powiedział:
-- Idę pod prysznic. - zrobił pauzę i dodał będąc prawie pod drzwiami łazienki - Nie miałabyś ochoty mi towarzyszyć w kabinie?
To pytanie jednoczenie rozpaliło ją i zmroziło. Odczekała chwilę, tak dyplomatycznie, a później dołączyła do niego przed drzwiami łazienki.
Weszli do niej, a On przekręcił blokadę drzwi i spojrzał na nią. Przeczesał jej włosy dłonią. Uśmiechał się. Powiedział:
-- Kocham cię.
A Ona patrzyła mu w oczy. Pocałowała go. Nachalnie, namiętnie, bez wytchnienia. Złapała za sweter i zaczęła się z nim mocować. Następna była jego koszulka. Gładziła jego skórę na klatce piersiowej, wbijała w nią swoje pazurki, drapiąc delikatnie. Zjechała dłonią do jego krocza i to co tam wyczuła, podnieciło ją jeszcze bardziej. Dopiero wtedy On zdjął z niej bluzkę, koszulkę i odpiął stanik. Dopiero wtedy przestali się tak naprawdę całować. Zatopił się w jej piersiach. Rozpiła zamek jej spódniczki, która oparła bezgłośnie na kafelki. Całował ją po rajstopach na udach, gładząc jej pośladki. Czuła jego place na łydkach, jego oddech między swoimi nogami, na klinie od rajstop. Kiedy ją tam pieścił, miała wplecione dłonie w jego włosy na głowie. Nie czuła takiego podniecenia i ochoty na seks od bardzo, bardzo dawna. Wtedy zdjął z niej rajstopy i majtki, i zaczął delikatnie, naprawdę delikatnie pieścić jej łono, wzgórek rozkoszy, jej króliczka, jak nazywała to miejsce u siebie. A On robił to naprawdę cudownie. Poczuła jak zaraz dojdzie, jak zaraz będzie szczytować, więc poderwała go ku górze. Zdjęła z niego spodnie i majtki. Płożyła się na plecach i pozwoliła mu wejść w nią. Po krótkim czasie, to Ona była na górze, a On na dole. Nie wie, ile to trwało, ale orgazm był eksplozja. Tak, to była eksplozja rozkoszy. Później leżeli na zimnych kafelkach, wtuleni. Nie wie, ile to trwało, ale On w którymś momencie podniósł się i wszedł do kabiny prysznicowej. Spojrzał na nią i wyciągnął ku niej rękę. Złapała ją i pozwoliła się wciągnąć do kabiny, pod puszczoną ciepłą wodą tryskającą z góry, z wkładki. Myli się wzajemnie. Myli wzajemnie! MYLI WZAJEMNIE!
Kiedy zbierali po sobie ubrania, odziani tylko w ręczniki, Ona w duży plażowy, On w mały na biodrach. Za drzwiami usłyszeli głos dziecka:
-- Długo tam będziecie się myć, bo ja chcę siusiu.
Wyszli moment później. Ona zastanawiał się - Ile dziecko mogła tam stać? Czy było słychać jej jęknięcia i jego pojękiwania. Miała nadzieje, że nie pobudzili dzieci.
Kiedy weszli do rozścielonego łóżka, Ona od razu przywarła do niego, chcąc się przytulić. Nie protestował. Leżeli tak, kiedy Ona mimo wolnym ruchem zjechała mu do majtek i poczuła jego podniecenie. Spojrzała mu w oczy. Mimo ciemności, oczy już przyzwyczaiły się do mroku, więc zobaczyła jak On patrzy na nią.
-- Nic nie mogę poradzić na to, że tak działasz na mnie - powiedział to głosem z domieszką wstydu.
Wstydził się tego, że Ona go podnieca?
Tej nocy, w będąc już w łóżku, kochali się prawie całą noc. Pierwszy raz w życiu, Ona miała podczas jednego stosunku, miała 4 orgazmy, zanim On miał jeden. Pierwszy raz. Zasnęli, kiedy słońce delikatnie wychyliło się z za horyzontu.
Kolejne dni były podobne. Nie takie same, ale podobne.
Ona zastanawiała się wielokrotnie -- Kto jej podmienił męża? Czy może kosmici podstawili jej kogoś innego, klonując wizerunek jej męża?
Któregoś dnia dzieci były u jej rodziców. Oni zostali sami, przez część dnia. Spędzili go tuląc się do siebie i leżąc pod kocem. Ale nie trwało to zbyt długo.
W jakimś tam momencie, On uniósł się na łokciu i zaczął ją całować po karku. Zamruczała, ale nie chciała teraz seksu, chciała czułości, poczucia miłości. Zaszeptał jej do ucha:
-- Pozwoli pani, że zapytam, czy zgodziłaby się pani na masaż pleców?
Kiwnęła głową potakująco.
Usiadł jej na pośladkach, ściągnął jej bluzkę i koszulę i zaczął bardzo łagodnie, ale lekko dociskając palce w jej ciało, masować jej plecy. Zamknęła oczy, rozłożyła się jak przejechana żaba na jezdni i pozwoliła się masować.
Dotykał jej ciała, zagłębiał się w nią palcami, jakby formował na jej plecach jakąś rzeźbę. Trochę już czasu minęło, od kiedy zaczął, ale i tak zdziwiło go delikatnie jej chrapanie. Zasnęła.
Uniósł się, okrył ją kocem i usiadł w fotelu. Patrzył na nią, jak pięknie wygląda podczas snu. Zazwyczaj nie widział jak Ona wygląda, kiedy śpi, bo było ciemno. Czekał.
Kiedy odebrał telefon, że jej rodzice zaraz będą. Ubrał się i wyszedł im na spotkanie. Złapał ich przed klatką schodową. Porozmawiał chwilę z jej rodzicami, po czym skierował dzieci na plac zabaw.
Nie wiedział, czy minęła godzina, czy dwie. Ale widząc, że dzieci są już trochę znudzone i zmęczone, i wymyślają głupie pomysły, zawołał je, aby zaprowadzić je do domu.
Najpierw On wszedł do domu i zajrzał do pokoju. Ona krzątała się w kuchni. Kiedy zdjął buty i kurtkę, dzieci dopiero wpadły do domu. On już był w kuchni, całował ją ciepło. Widział te zaspane oczy, tą niewyraźną minę. Musiała się obudzić dopiero kilkanaście minut temu.
Jedząc obiad czuł jej stopę między swoimi kolanami. Mimochodem upuścił łyżkę na podłogę. Schylił się i pocałował ją w środek stopy. A kiedy Ona ją delikatnie kiwnęła, bardzo delikatnie ujął jej palce w usta, po czym puścił. Ułożyła stopę na płasko i pogładziła jego twarz palcami oblekanymi w cienkie czarne błyszczące rajstopy. Ponownie pocałował ją w środek stopy i usiadł na swoim miejscu. Ona patrzyła na niego dziwnym wzrokiem. Wsunęła sobie palec do ust i bardzo powoli zaczęła go wysuwać, patrząc mu prosto w oczy. Widział, co znaczy ten gest, to spojrzenie.
Dzieci poszły się bawić, a oni pozbierali talerze i umyli je, razem. Kiedy mieli już wychodzić z kuchni, On złapał ją w pasie i obrócił ku sobie. Ona złapała go za głowę i bardzo powoli zaczęła przybliżać swoje usta ku jego ust. Całowali się czule, dla przyjemności, a nie namiętności. Ale to Ona powiedziała:
-- Chodź do łazienki.
Poszli. Jedynym zdaniem jakie zostało wypowiedziane było:
-- Tylko nie porwij mi rajstop.
Nie bawili się w ściąganie całego ubrania z siebie. Jedynie dolną część garderoby zdjęli, a raczej Ona zdjęła mu, a On jej. Ale zanim to nastąpiło, najpierw musiał ją wypieścić przez ubranie, a raczej gładząc jej nogi, uda, króliczka bez rajstopy i majtki. Dopiero wtedy, On pozbył się tych rzeczy z niej, aby dokończyć dzieła.
Najpierw próbowali na pralce, ale było nie wygodnie. Później tak jak wcześniej, na podłodze, ale też im nie wychodziło. Dopiero w kabinie prysznicowej, praktycznie na stojąco zrobili to. Starała się nie wzdychać zbyt głośno, nie jęczeć, nie wydawać żadnego dźwięku, ale nie potrafiła. To było silniejsze od niej. On też porykiwał, pojękiwał warknięciami. On był pierwszy. Ale nie zraził się tym, dokończył, to co zaczęli palcami, językiem i ustami. Aż ją uniosło, tak nią wstrząsnęło.
Ubrali się i jakby nigdy nic wyszli z łazienki. wychodząc Ona zapytała:
-- Będziesz miał jeszcze siły w nocy?
Uśmiechnął się i odpowiedział jej:
-- Dla ciebie? Zawsze.
Tej nocy kochali się ponownie. Może nie do rana, ale zdążyli zaliczyć kilka pozycji. Każda kończyła się cudownym orgazmem.
Do końca swoich i jego dni, Ona nie mogła dojść, zrozumieć: Co zmieniło jej męża w kogoś, kim wcześniej nie był?
Pamiętała jak pewnego dnia, On, prasował sobie koszulę. PRASOWAŁ! Wystarczyło, aby tylko zajrzała do kuchni i wróciła na fotel, a On już zaczynał pracować kupkę świeżo upranych rzeczy. Przyglądał się jemu, aż nie skończył.
Gdzie się podział jej stary On?
Zadawała sobie to pytanie, zapalając znicz na jego grobie, a koło niej dorosłe już ich dzieci, ze swoimi dziećmi.
czwartek, 8 stycznia 2015
po grób
"Po grób"
Położyłaś swoje głowę na moim ramieniu
Czy to już miłość, czy tylko puste słowa?
Położyłaś i poczułem zapach twoich włosów
Tak, wariat ze mnie
Tak, oszalałem
Bo miłość przesłoniła mi wszystko.
Położyłaś swoją głowę na moim ramieniu
Czy patrzysz tam gdzie ja, czy w inną stronę?
Położyłaś i poczułam dotyk Twojej dłoni na sercu
Tak, to chyba ta chwila
Tak, zabierz mnie ze sobą
Bo miłość zagrała między nami.
Położyłaś swoją głowę na moim ramieniu
Nie chcę, abyś ją zabierała
Chcę się zestarzeć z Tobą.
Położyłaś swoje serce mi na dłoni
Powiedziałaś: Kochaj mnie najmocniej jak potrafisz.
Obiecałem Ci to.
Położyłaś mi swoją głowę na moim ramieniu
Dawno temu
Kiedyś
Pamiętasz?
Bo ja nie zapomniałem.
Nawet teraz, kiedy zapalam znicz
Teraz, kiedy starość dopadła mnie.
Żono.
Tak mi Ciebie brakuje
Mimo lat.
Mariusz d. 08.01.2015
Położyłaś swoje głowę na moim ramieniu
Czy to już miłość, czy tylko puste słowa?
Położyłaś i poczułem zapach twoich włosów
Tak, wariat ze mnie
Tak, oszalałem
Bo miłość przesłoniła mi wszystko.
Położyłaś swoją głowę na moim ramieniu
Czy patrzysz tam gdzie ja, czy w inną stronę?
Położyłaś i poczułam dotyk Twojej dłoni na sercu
Tak, to chyba ta chwila
Tak, zabierz mnie ze sobą
Bo miłość zagrała między nami.
Położyłaś swoją głowę na moim ramieniu
Nie chcę, abyś ją zabierała
Chcę się zestarzeć z Tobą.
Położyłaś swoje serce mi na dłoni
Powiedziałaś: Kochaj mnie najmocniej jak potrafisz.
Obiecałem Ci to.
Położyłaś mi swoją głowę na moim ramieniu
Dawno temu
Kiedyś
Pamiętasz?
Bo ja nie zapomniałem.
Nawet teraz, kiedy zapalam znicz
Teraz, kiedy starość dopadła mnie.
Żono.
Tak mi Ciebie brakuje
Mimo lat.
Mariusz d. 08.01.2015
wtorek, 6 stycznia 2015
W pustce pamięci
"Nicość"
Otacza mnie
Szarość, biel, czerń
Każdy oddech to skarb
Każde uderzenie serca
Zabawienie.
Czy wierzysz w ten świat?
Jaki on jest?
Nicość.
"Sznur łez"
Zakładam sobie pętle na szyję
Nie czuje ucisku
Nie czuję strachu
Wszystko jest względne i bezwzględne.
Nie patrz tak na mnie
Proszę.
Wszystko już przepadło
Niczego nie mam
Nic nie posiadam
Jest dla kogo żyć?
Nie będę tylko dla siebie
Rozumiesz.
Śmierć każdego nas czeka.
Chcą ją przyjąć już teraz
Zobaczyć.
We złach swoich
Aby już nie płakać.
Nigdy.
"Nie widzę tego"
Składam ręce do modlitwy
Powtarzam prośby
Daj Mu zdrowie, Boże.
Modlitwy słowa odmawiam
Widzę salę szpitalną
Jak leży
Jak umiera.
Dlaczego to widzę?
Widzę te rzeczy w Nim.
Skupiam się na nich
W modlitwie.
Trwam.
Przy Nim.
Widzę słońce za oknem
Widzę je, Boże.
Czuję, że nie ma nogi.
Wiem, że nie ma też i tej drugiej.
Skąd to mogę wiedzieć, Boże?
A wiem, czuje.
Czy oszalałem?
Może tak, może nie.
Wiem, że Jego czas maleje.
Niknie w oczach.
Skąd ja to wszystko wiem?
Boże.
Modlę się
Tylko
Modlę się.
Widzę, pokój w domu.
Jest w Nim przez chwilę dni.
I ponownie biały pokój
I to łóżko w nim.
Z Nim, na nim..
Ile jeszcze tygodni?
Ile jeszcze dni?
Będę widzieć
Obrazy.
Modlę się o zdrowie
Modlę się o siłę
Modlę się o łaskę
O kolejny dzień wśród żywych
O zdrowie.
Bo inaczej nie potrafię pomóc.
Nie zapomnę.
(wiersz napisany ku pamięci Franka G.)
Wiesze zostały napisane 06.01.2015 roku, między 22:22, a 22:37.
Otacza mnie
Szarość, biel, czerń
Każdy oddech to skarb
Każde uderzenie serca
Zabawienie.
Czy wierzysz w ten świat?
Jaki on jest?
Nicość.
"Sznur łez"
Zakładam sobie pętle na szyję
Nie czuje ucisku
Nie czuję strachu
Wszystko jest względne i bezwzględne.
Nie patrz tak na mnie
Proszę.
Wszystko już przepadło
Niczego nie mam
Nic nie posiadam
Jest dla kogo żyć?
Nie będę tylko dla siebie
Rozumiesz.
Śmierć każdego nas czeka.
Chcą ją przyjąć już teraz
Zobaczyć.
We złach swoich
Aby już nie płakać.
Nigdy.
"Nie widzę tego"
Składam ręce do modlitwy
Powtarzam prośby
Daj Mu zdrowie, Boże.
Modlitwy słowa odmawiam
Widzę salę szpitalną
Jak leży
Jak umiera.
Dlaczego to widzę?
Widzę te rzeczy w Nim.
Skupiam się na nich
W modlitwie.
Trwam.
Przy Nim.
Widzę słońce za oknem
Widzę je, Boże.
Czuję, że nie ma nogi.
Wiem, że nie ma też i tej drugiej.
Skąd to mogę wiedzieć, Boże?
A wiem, czuje.
Czy oszalałem?
Może tak, może nie.
Wiem, że Jego czas maleje.
Niknie w oczach.
Skąd ja to wszystko wiem?
Boże.
Modlę się
Tylko
Modlę się.
Widzę, pokój w domu.
Jest w Nim przez chwilę dni.
I ponownie biały pokój
I to łóżko w nim.
Z Nim, na nim..
Ile jeszcze tygodni?
Ile jeszcze dni?
Będę widzieć
Obrazy.
Modlę się o zdrowie
Modlę się o siłę
Modlę się o łaskę
O kolejny dzień wśród żywych
O zdrowie.
Bo inaczej nie potrafię pomóc.
Nie zapomnę.
(wiersz napisany ku pamięci Franka G.)
Wiesze zostały napisane 06.01.2015 roku, między 22:22, a 22:37.
poniedziałek, 5 stycznia 2015
Miłość po latach.
Marzena usiadła na tapczanie w swoim pokoiku, po czym wstała i ponownie usiadła.
Co ma zrobić? - zastanawiała się. Wszystko przez to, że Piotrek miał przyjechać dnia dzisiejszego. Po co? Na co? Nie wiedziała, ale sama informacja wzbudziło w niej wiele emocji.
Była z Piotrkiem 3 lata, po czym się rozstali. Chyba oboje mieli trochę dość, bo te kłótnie, jakieś tajemnice, problemy... Komu to było potrzebne. Wiedziała, że on ją kocha, tak wiedziała. Ona też go kochała, ale nie układało im się. Piotrek jakoś się starał, ale ona sobie odpuściła.
A teraz? A teraz on przyjeżdżał jakby nigdy nic. Mimo, że minęło tyle czasu, tyle dni, tygodni, miesięcy jego imię, Piotr, jego osoba, postać wzbudzała w niej... emocje.
Co miała zrobić? - Marzena zastanawiała się w duchu. Przyjąć go jakby nic się nie stało? To bez sensu, przecież się rozstali. Może dać mu w twarz? Ale, tak naprawdę, za co? Może go nie zauważać? Ale czy będzie potrafiło nie patrzeć na niego, choćby zerknąć? Może nie wychodzić wcale? To jakieś wyjście, alternatywa jakaś. A może wpuścić go do pokoju i normalnie porozmawiać? Nie, jeszcze nie teraz, przecież ją skrzywdził, odszedł od niej, rozstali się. Pamiętała, jak cierpiała w środku, jak postanowiła sobie nigdy więcej nie cierpieć, nie powtórzyć tego błędu.
Kiedy usłyszała jego głos pod drzwiami swojego pokoju, coś w niej się zagotowało. Z jednej strony chciała się przytulić, zobaczyć, ucieszyć nim, a z drugiej dać mu w twarz z pięści, zdeptać, zranić. Wszystko w niej się gotowało od emocji. I nienawidziła się za to, że się po prostu boi spojrzeć na niego, jeśli już sam głos sprawił w niej takie spustoszenie. Boże, jakie to czasami jest takie trudne - pomyślała.
Górę wzięły emocje, bo Piotr cały czas mówił przez drzwi. Wydarła się, mówiąc co jej ślina na język przyniosła. Musiała wyrzucić z siebie tą gorycz porażki. Miała 46 lat, a on 33 lata, jak mógł ją zostawić, jak mógł tak się nią zabawić.
Kiedy otworzyła drzwi, on stał przed nimi. Mimo tych negatywnych emocji, mimo tego całego szoku, że go zobaczy po takim czasie, w jej wnętrzu pojawiło się też ciepło. Powiedziała jeszcze kilka słów, aby się odczepił, bo nie ma już szans u niej i zamknęła drzwi. Kiedy nie usłyszała żadnych kroków, dodała, że ma zniknąć z jej życia raz na zawsze, bo inaczej on się już o to postara, aby tak się stało. Dopiero wtedy usłyszała za drzwiami szmer - poszedł, odszedł. Usiadła na tapczanie i zaczęła zbierać w sobie pozytywne myśli. Tyle czasu, tyle lat, a ona nadal go kochała. Boże, jakie ta miłość to chore uczucie - kolejna myśl przeleciała jej przez głowę - Czy to ma jakiś sens?
Przyjdzie czas, że będzie musiała się zmierzyć z przeszłością. Może jutro, może za tydzień, ale na pewno będzie musiała określić: czy go nadal kocha, czy idzie nową drogą, szuka sobie innego i z nim układa sobie życie. Bo sama, ani nie pójdzie do przodu, ani nie porzuci przeszłości.
Od ostatniej wizyty Piotra minęły dwa miesiące. Przez ten czas Piotrek odwiedził ją dwa razy. Za każdym razem wzbudzał w niej gniew i ciepło, miłość i nienawiść. Co miała zrobić, zapomnieć kiedy nie można zapomnieć, kiedy się kochało?
Dzisiaj Piotr miał przyjechać kolejny już raz. Czuła, że ma dość, że te jego wizyty ją wykończą, oraz musi raz na zawsze to zakończyć, albo coś z tym zrobić. Postanowiła z nim porozmawiać, po prostu, porozmawiać.
Kiedy otworzyła mu drzwi do swojego pokoju, on stał przed nimi. Spojrzała na niego i miała przez moment, niewielką i krótką chwilę uśmiechnąć się do niego. Ale nie zrobiła tego. Najgorsze były jego oczy, usta, twarz... on cały. Przecież znała jego ciało, nie raz leżeli nadzy w łóżku, pieszcząc się, całując. Jak mogła by o tym zapomnieć. Był dla niej całym światem, perełką na torcie, diamentem w pierścionku.
Wymienili tylko kilka zdań między sobą, patrząc sobie w oczy, na siebie przez większość czasu.
Im dłużej przebywała w jego towarzystwie, tym złość znikała, a pojawiało się uczucie błogości. I wtedy to się stało - pocałował ją. Nie wiedziała kiedy, po prostu, pocałował. Na początku, przez chwilę, chciała się odsunąć, ale po chwili chciała, chciała aby ją całował. Czuła jego dłonie na swoim ciele, obejmujące ją.
Nie pamiętała jak znaleźli się na jej tapczanie, ściągając z siebie ubrania. Wiedziała i pamiętała, jak Piotr całuje jej ciało, jej brzuch, jej uda. Później jak szepcze jej do ucha, że chciałby, aby ona była na górze. Jak przekręca zamek w drzwiach, aby nikt nie wszedł. Jak ściąga mu majtki, jak widzi jego podniecenie. Jak on ściąga z niej majtki i pieści ją między nogami. Później to już była rozkosz, namiętność, jedność ciał. Czuła się tak kobieco, cudownie, wspaniale, kiedy on był w niej, kiedy czuła go w sobie.
Teraz leżeli tuląc się do siebie, całkiem nadzy. On leżał na plecach, a ona bok niego, mając swoją rękę na jego torsie i obejmując jedną nogą jego nogi. Jedną rękę miał wzdłuż jej ciała, dotykając jej pleców, a drugą ściskał jej dłoń, którą Marzena trzymała na jego torsie.
I co teraz? - zastanawiała się - Co powiedzieć rodzinie? Co dalej?
Nie potrafiła na to odpowiedzieć. Z jednej strony karciła się za to, że kochała się z nim, jakby to robiła z nim pierwszy raz, a z drugiej strony nie chciała go puścić z objęć.
Kilka miesięcy po tym, jak kochali się namiętnie, Marzena postanowiła dać mu drugą szansę. Piotr mimo wszystko się zmienił. Zmienił pracę, zmienił miejsce zamieszkania, starał się. Ona, chyba, wreszcie dorosła do związku, dorosła do bycia z kimś.
Ostatnio Marzena spotkała swoją bliską znajomą, Dorotę, która opowiedziała jej podobną historię jak historię jej samej i Piotra. Jedyna różnica polegała na tym, że Marzena w pewnym momencie posłuchała głosu serca, a nie umysłu. Gdyby posłuchała tego, co jej umysł podsuwał, to nadal była by sama, samotna, a przy okazji zadręczała by się analizami danych sytuacji. Po co to komu? Słuchając Doroty, jak to ona pogoniła swojego byłego narzeczonego gdzie pieprz rośnie, aby nigdy więcej nie wracał... Wtedy Marzena odpowiedziała Dorocie, co myśli o jej decyzji: -- I co ty teraz z tego masz? Jesteś z tego powodu szczęśliwsza? Masz więcej facetów koło siebie? Masz kogoś, kto cię kocha? Czujesz się przez to bardziej kochana? Czujesz, że masz dla kogo żyć?
Dorota nie odpowiedziała. Jedynie umilkła i pożegnała się na najbliższym przejściu dla pieszych.
Marzena zamyśliła się: Co ludzie mają z tego, że kochając kogoś, odpychają od siebie, mimo że ten ktoś ich kocha? Satysfakcję, radość, szczęście, godność? Pustkę i samotność. Ona widząc, że Piotr naprawdę się zmienił, poprawił pewne rzeczy w sobie, stara się, dała mu drugą szansę i teraz wszystko jej się układa. Ile czasu to potrwa? Oby do końca ich życia, bo za pół roku biorą ślub, mimo że wszyscy w około twierdzili, że im nie wyjdzie, że im się nie uda, że za duża różnica wieku, że... to nie ma sensu. A mimo wszystko, jest inaczej.
Co ma zrobić? - zastanawiała się. Wszystko przez to, że Piotrek miał przyjechać dnia dzisiejszego. Po co? Na co? Nie wiedziała, ale sama informacja wzbudziło w niej wiele emocji.
Była z Piotrkiem 3 lata, po czym się rozstali. Chyba oboje mieli trochę dość, bo te kłótnie, jakieś tajemnice, problemy... Komu to było potrzebne. Wiedziała, że on ją kocha, tak wiedziała. Ona też go kochała, ale nie układało im się. Piotrek jakoś się starał, ale ona sobie odpuściła.
A teraz? A teraz on przyjeżdżał jakby nigdy nic. Mimo, że minęło tyle czasu, tyle dni, tygodni, miesięcy jego imię, Piotr, jego osoba, postać wzbudzała w niej... emocje.
Co miała zrobić? - Marzena zastanawiała się w duchu. Przyjąć go jakby nic się nie stało? To bez sensu, przecież się rozstali. Może dać mu w twarz? Ale, tak naprawdę, za co? Może go nie zauważać? Ale czy będzie potrafiło nie patrzeć na niego, choćby zerknąć? Może nie wychodzić wcale? To jakieś wyjście, alternatywa jakaś. A może wpuścić go do pokoju i normalnie porozmawiać? Nie, jeszcze nie teraz, przecież ją skrzywdził, odszedł od niej, rozstali się. Pamiętała, jak cierpiała w środku, jak postanowiła sobie nigdy więcej nie cierpieć, nie powtórzyć tego błędu.
Kiedy usłyszała jego głos pod drzwiami swojego pokoju, coś w niej się zagotowało. Z jednej strony chciała się przytulić, zobaczyć, ucieszyć nim, a z drugiej dać mu w twarz z pięści, zdeptać, zranić. Wszystko w niej się gotowało od emocji. I nienawidziła się za to, że się po prostu boi spojrzeć na niego, jeśli już sam głos sprawił w niej takie spustoszenie. Boże, jakie to czasami jest takie trudne - pomyślała.
Górę wzięły emocje, bo Piotr cały czas mówił przez drzwi. Wydarła się, mówiąc co jej ślina na język przyniosła. Musiała wyrzucić z siebie tą gorycz porażki. Miała 46 lat, a on 33 lata, jak mógł ją zostawić, jak mógł tak się nią zabawić.
Kiedy otworzyła drzwi, on stał przed nimi. Mimo tych negatywnych emocji, mimo tego całego szoku, że go zobaczy po takim czasie, w jej wnętrzu pojawiło się też ciepło. Powiedziała jeszcze kilka słów, aby się odczepił, bo nie ma już szans u niej i zamknęła drzwi. Kiedy nie usłyszała żadnych kroków, dodała, że ma zniknąć z jej życia raz na zawsze, bo inaczej on się już o to postara, aby tak się stało. Dopiero wtedy usłyszała za drzwiami szmer - poszedł, odszedł. Usiadła na tapczanie i zaczęła zbierać w sobie pozytywne myśli. Tyle czasu, tyle lat, a ona nadal go kochała. Boże, jakie ta miłość to chore uczucie - kolejna myśl przeleciała jej przez głowę - Czy to ma jakiś sens?
Przyjdzie czas, że będzie musiała się zmierzyć z przeszłością. Może jutro, może za tydzień, ale na pewno będzie musiała określić: czy go nadal kocha, czy idzie nową drogą, szuka sobie innego i z nim układa sobie życie. Bo sama, ani nie pójdzie do przodu, ani nie porzuci przeszłości.
Od ostatniej wizyty Piotra minęły dwa miesiące. Przez ten czas Piotrek odwiedził ją dwa razy. Za każdym razem wzbudzał w niej gniew i ciepło, miłość i nienawiść. Co miała zrobić, zapomnieć kiedy nie można zapomnieć, kiedy się kochało?
Dzisiaj Piotr miał przyjechać kolejny już raz. Czuła, że ma dość, że te jego wizyty ją wykończą, oraz musi raz na zawsze to zakończyć, albo coś z tym zrobić. Postanowiła z nim porozmawiać, po prostu, porozmawiać.
Kiedy otworzyła mu drzwi do swojego pokoju, on stał przed nimi. Spojrzała na niego i miała przez moment, niewielką i krótką chwilę uśmiechnąć się do niego. Ale nie zrobiła tego. Najgorsze były jego oczy, usta, twarz... on cały. Przecież znała jego ciało, nie raz leżeli nadzy w łóżku, pieszcząc się, całując. Jak mogła by o tym zapomnieć. Był dla niej całym światem, perełką na torcie, diamentem w pierścionku.
Wymienili tylko kilka zdań między sobą, patrząc sobie w oczy, na siebie przez większość czasu.
Im dłużej przebywała w jego towarzystwie, tym złość znikała, a pojawiało się uczucie błogości. I wtedy to się stało - pocałował ją. Nie wiedziała kiedy, po prostu, pocałował. Na początku, przez chwilę, chciała się odsunąć, ale po chwili chciała, chciała aby ją całował. Czuła jego dłonie na swoim ciele, obejmujące ją.
Nie pamiętała jak znaleźli się na jej tapczanie, ściągając z siebie ubrania. Wiedziała i pamiętała, jak Piotr całuje jej ciało, jej brzuch, jej uda. Później jak szepcze jej do ucha, że chciałby, aby ona była na górze. Jak przekręca zamek w drzwiach, aby nikt nie wszedł. Jak ściąga mu majtki, jak widzi jego podniecenie. Jak on ściąga z niej majtki i pieści ją między nogami. Później to już była rozkosz, namiętność, jedność ciał. Czuła się tak kobieco, cudownie, wspaniale, kiedy on był w niej, kiedy czuła go w sobie.
Teraz leżeli tuląc się do siebie, całkiem nadzy. On leżał na plecach, a ona bok niego, mając swoją rękę na jego torsie i obejmując jedną nogą jego nogi. Jedną rękę miał wzdłuż jej ciała, dotykając jej pleców, a drugą ściskał jej dłoń, którą Marzena trzymała na jego torsie.
I co teraz? - zastanawiała się - Co powiedzieć rodzinie? Co dalej?
Nie potrafiła na to odpowiedzieć. Z jednej strony karciła się za to, że kochała się z nim, jakby to robiła z nim pierwszy raz, a z drugiej strony nie chciała go puścić z objęć.
Kilka miesięcy po tym, jak kochali się namiętnie, Marzena postanowiła dać mu drugą szansę. Piotr mimo wszystko się zmienił. Zmienił pracę, zmienił miejsce zamieszkania, starał się. Ona, chyba, wreszcie dorosła do związku, dorosła do bycia z kimś.
Ostatnio Marzena spotkała swoją bliską znajomą, Dorotę, która opowiedziała jej podobną historię jak historię jej samej i Piotra. Jedyna różnica polegała na tym, że Marzena w pewnym momencie posłuchała głosu serca, a nie umysłu. Gdyby posłuchała tego, co jej umysł podsuwał, to nadal była by sama, samotna, a przy okazji zadręczała by się analizami danych sytuacji. Po co to komu? Słuchając Doroty, jak to ona pogoniła swojego byłego narzeczonego gdzie pieprz rośnie, aby nigdy więcej nie wracał... Wtedy Marzena odpowiedziała Dorocie, co myśli o jej decyzji: -- I co ty teraz z tego masz? Jesteś z tego powodu szczęśliwsza? Masz więcej facetów koło siebie? Masz kogoś, kto cię kocha? Czujesz się przez to bardziej kochana? Czujesz, że masz dla kogo żyć?
Dorota nie odpowiedziała. Jedynie umilkła i pożegnała się na najbliższym przejściu dla pieszych.
Marzena zamyśliła się: Co ludzie mają z tego, że kochając kogoś, odpychają od siebie, mimo że ten ktoś ich kocha? Satysfakcję, radość, szczęście, godność? Pustkę i samotność. Ona widząc, że Piotr naprawdę się zmienił, poprawił pewne rzeczy w sobie, stara się, dała mu drugą szansę i teraz wszystko jej się układa. Ile czasu to potrwa? Oby do końca ich życia, bo za pół roku biorą ślub, mimo że wszyscy w około twierdzili, że im nie wyjdzie, że im się nie uda, że za duża różnica wieku, że... to nie ma sensu. A mimo wszystko, jest inaczej.
====================
Zastanawiam się, czy dobrze udaje mi się choć w 10% opisać kobiece emocje, myśli i zachowania.
sobota, 3 stycznia 2015
Sama
Siedzę w pustce, bo co innego mi pozostało. Patrzę na puste ściany, na puste drzwi, na puste swoje życie, bez sensu. Choć chce widzieć sens, nie widzę go. Mimo, że życie indzie dalej, ja nie widzę przyszłości. Czasami chciałabym umrzeć, chciałabym zniknąć. Powiedz mi Boże, czy masz wobec mnie jeszcze jakieś plany? Bo już sama nie wiem. Internet daje trochę radości, pozwala... odlecieć od rzeczywistości. Ale kiedy zamykam klapkę, kiedy wyłączam laptopa, znika ten miły świat. Otacza mnie nicość, ból, rozpacza i samotność w jednym. Czego oni wszyscy chcą? Nie wystarcza im to, że żyję? Jedynie perełki w moim życiu dają mi siłę, jedynie one. Cała reszta to szara masa, mrok. I zamykam oczy i próbuję zasnąć. A obrazy z przeszłości przesuwają mi się pod powiekami. Zasnąć, aby tylko zasnąć...
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)