poniedziałek, 22 września 2014

"Aby zapomnieć" - opowiadanie

Kamila siedziała na fotelu w kucki wpatrując się w jeden punkt i zajadając się chrupkami kukurydzianymi. Ale mam zjeba... życie - myślała - Dlaczego?

   Dwa tygodnie temu była w galerii handlowej. Przechadzała się i zobaczyła go, jego, jej byłego chłopaka, jej byłą miłość. Stał z dwadzieścia kroków od niej, obejmując jakąś dziewczynę w jasnych włosach. Patrzyła na to przez chwilę, po czym obeszła go i ją, i poszła dalej. Dalej, czyli wyszła z galerii handlowej i... Znalazła się przed drzwiami swojego mieszkania. Otworzyła drzwi, weszła i zamknęła drzwi. Uruchomiła laptopa, przejrzała wpisy na Facebooku, zrobiła sobie kolację, a później toaleta i spać.
   Czuła jak ją to zaczyna otaczać, po prostu to czuła. Kiedy się przebrała w koszulę nocną i ułożyła w łóżku, zaczęło się. Na początku niewinnie, ale zaczęło - myśli, wspomnienia, słowa, czyny.
   Dzień ich rozstania, chwila ich rozstania, słowa, gniew, kłótnia - wszystko wtedy było. Choć minęły 3 lata, w jednej chwili wróciło. Nie była ze stali, czy z kamienia, też czuła, też coś ją raniło, też ją coś weseliło. Wróciło to wszystko, o czym chciała i starała się zapomnieć, zakopać gdzieś w sobie. Poczuła nawet, leżąc tak w łóżku, jak oczy jej się szklą, jak łzy napływają do ich kącika. Powstrzymała się, ale było blisko.
   Kolejne dni były takie jak wcześniejsze, dzień jak co dzień. Tylko czasami dopadały ją myśli o tej dziewczynie, o nim, o wcześniejszych czasach z nim, wspomnienia chwil miłych i przyjemnych, ale też i tych złych, trudnych i brudnych.
   Tyle pracowała nad zapomnieniem, spłyceniem uczucia, wyparciem go, zakopaniem głęboko w sobie. Ale wystarczyło, że go zobaczyła, a wszystko wróciło. Przecież, aby odseparować się od niego zablokowała go na Facebooku, ale widać, to nic nie dało.
   Rodzina, codzienne życie, facebook - miało pomóc i pomagało, ale poległo w kontakcie z rzeczywistością. To było najgorsze, że poniosła porażkę w związku z nim, i teraz okazało się, że poniosła porażkę w zapomnieniu o nim.

 -- Dlaczego? - wymamrotała - To nie sprawiedliwe.

   Wróciły wspomnienia, wróciło uczucie, wróciły złe i do dobre emocje, ale więcej tych złych. A przecież starała sobie życie ułożyć, poukładać. Teraz siedzi w pustce, pustym mieszkaniu, w pustym pokoju, w pustym wnętrzu.
    Znajomi i rodzina mówiła, aby sobie kogoś znalazła, aby kimś zapełniła tą pustą przestrzeń, ale nie potrafiła. To nie takie proste. Serce to serce, a umysł to umysł, nie do zgrania.
    Kochała go, nadal go kochała, mimo tylu dni, tego czasu, tych lat... go kochała.
    Była silna, była twarda, była doświadczona przez los, a mimo wszystko łzy same poleciały i płynęły po policzkach.

Autor opowiadania: autor bloga - 22 września 2014.

niedziela, 31 sierpnia 2014

"Kilka dni z Życia" - opowiadanie

Poniższe opowiadanie to składowa niektórych wydarzeń z mojego przeszłego i teraźniejszego życia. Pewne rzeczy zostały zmienione na potrzeby opowiadania, a inne fikcyjne dodane. Wszystkie imiona zostały zmienione. 

   Siedzę przy stoliku i wpatruję się w złocisty płyn w kuflu. W około gwar, szafa ryczy jak zarzynany lew, koledzy przed mną żartują, opowiadają, gawędzą, obgadują, narzekają, snują plany, chwalą się. Nie cieszy mnie to, nie bawi. Jeden z kumpli podnosi się i idzie w głąb lokalu, a ten drugi przysiada się bliżej i zaczyna:
 -- Paweł, wyluzuj. Jest piwko, jest fajnie, rozchmurz się. Jak kocha to poczeka, zaufaj mi.
 W odpowiedzi, wzdycham.
 -- Paweł, bo cię pierdolnę. Wyluzuj, jej tu nie ma, rozumiesz. Masz się bawić, rozumiesz. Powiedz coś.
 -- Spierd....
 -- To już jakiś sukces. Coś więcej może?
 W porę wraca drugi kumpel i przysiada się z drugiej strony.
 -- Paweł, daj spokój. Przyszedłeś tu z nami, więc mów coś, opowiadaj. Co tam w robocie, dobrze jest?
 -- Do dupy - odpowiadam, bo nie mam ochoty na gadanie o dupie Marynie. To nuda.
 -- To już coś.
 Kumple jednak patrzą po sobie i odsuwają się.
 Do lokalu wchodzą jacyś ludzie. Rozglądają się i zajmują stolik przy stole bilardowym.
 Po jakimś czasie podchodzi do naszego stolika jakaś dziewczyna i przysiada się. Jeden z kolegów wita się z nią.
 Mi nie chcę się z nią gadać, więc zwieszam głowę po chwili i kładę na kuflu. Nuda, mowa trawa. Ale dno.
 Słyszę, że rozmowa ucichła, a wszyscy chyba opatrzą na mnie.
 -- Jak dobrze, wreszcie można się kimnąć - bulgoczę, nie zmieniając pozycji.
 -- A to jest Seler, a raczej Piotrek - słyszę.
 Podnoszę się z kufla i sennymi, bezbarwnym głosem mówię: Cześć.
 Ona patrzy na mnie także bez wyrazu.
 Po chwili odchodzi do swoich znajomych, do stolika przy stole bilardowym.
 Kiedy jeden z kumpli idzie do wc, ja przyglądam się zabawce z jajka niespodzianki, która leży na środku stolika. W między czasie kufel zastąpiony został butelką piwa. Wpadam na pomysł, aby ją jakoś wcisnąć do butelki kumpla, którego nie ma. Taki głupi pomysł, żart. Przecież mnie za to nie zabije. Jak pomyślałem, tak zacząłem realizację. Drugi kumpel patrzy i łapie mnie za rękę:
 -- Co ty robisz? Przecież jak będzie chciał się napić, to mu zablokuję szyjkę.
 -- Wiem, i o to chodzi.
 Puszcza moją dłoń i patrzy na mnie.
 -- Przecież się nie udławi, bo jak. Za duża jest ta figurka.
 Udaje mi się siłą wepchnąć zabawkę w butelkę z piwem.
 Drugi kumpel wraca z kibla i siada przy stoliku. Rozmawiamy i nic się nie dzieje. Ale kiedy kumpel z felerem w butelce chwyta ją, aby się napić, następuje chwila prawdy. I dzieje się. Kumpel krztusi się i szybko odstawia butelkę na stolik.
 -- Co jest k... - zerka w butelkę - Coś cie tam wsadzili, debile?
 Rozgląda się po stoliku.
 -- A gdzie to coś, ta figurka?
 Patrzymy wymownie na jego butelkę.
 -- Was pojebało? Kto?
 -- Ja - odpowiadam.
 -- Ale jak udało ci się to wcisnąć do butelki?
 -- Czary, człowieku, czary.
 Teraz zaczyna się zabawa, kto komu wrzuci do butelki z piwem daną figurkę, a dana osoba się nie zorientuje.
 Pod koniec zabawy, podchodzi do naszego stolika dziewczyna, która przylazła tutaj wcześniej, aby się przywitać. Zaprasza nas na bilarda, choć brakuje im tylko jednego do kompletu. Znowu okazuje wobec niej obojętność - chrapie, po uprzednim ułożeniu czoła na szyjce butelki z piwem. Słyszę: że ja taki już jestem. A ja jestem tylko sobą. Ostentacyjnie podnoszę głowę i stwierdzam, że idę do domu, a kumpel niech zostanie. Wtedy ona mówi do mnie:
 -- Ty zawsze taki jesteś?
 -- A co, nie podoba się?
 -- Nie, dlaczego. Mi to nie przeszkadza.
 -- Więc?
 -- Jeśli się nie zmienisz, to będziesz mógł przebierać w dziewczynach.
 -- Fajnie, a teraz sorry ale spadam do domu.
 Wstaje, zakładam kurtkę i czekam na drugiego kumpla, bo ten pierwszy zostaje na bilard.

 Wreszcie chwila ciszy, a w około noc. Idę samotnie, bo kumpel dotarł do swojego lokum, a ja mam do swojego jeszcze 15 minut drogi, spokojnym krokiem.
 Więc idę i zamyślam się nad istotą tego, co działo się w lokalu, nad słowami które słyszałem.
 Miłość. Nie, nie potrafię się wyluzować, wyłączyć serca i myślenie, kiedy jestem zakochany, kiedy kocham, kiedy tęsknie. Nie potrafię i nie chcę. Nie potrzebuję tego jak inni. Oddechu, odpoczynku od ukochanej osoby, aby nabrać energii. Dla mnie energią jest uczucie w sercu i ta ukochana osoba. To dla mnie źródło energii, przyjemności. Mnie nie bawi upijanie się, picie piwa, oglądanie meczu, czy gadanie o zdradach, nowych koleżankach, ruchaniu, samochodach, pracy, pieniądzach. Nuda, nuda, nuda. Dochodzę do wniosku, że nie to kształtuje człowieka, ale jego wnętrze, jego czyny, poczynania wobec danej osoby lub osób. Hitler też był miły dla kochanki, głaskał dzieci, chwalił żołnierzy, którzy zabili wielu bolszewików, ale to z jego rozkazu mordowano innych, gwałcono, palono, czy likwidowano w obozach koncentracyjnych. Nie mam taryfy ulgowej dla jednych, a dla innych jestem kojącym plastrem na obtarcie - taki jestem, kiedy kocham. Bo to piękne uczucie jest, fascynujące, podniecające, motywujące. I ja to czuje cały czas, czy jestem w pracy, czy na piwie, rozmawiam z koleżanką, czy siedzę przed komputerem - cały czas jest we mnie miłość.

   Kolejny dzień zaczynam o 11.04. Słońce już dawno zrobiło mi na złość i wstało wcześniej niż ja. Ubieram się mozolnie. Mam urlop, więc wykorzystuję go do granic możliwości, aby się lenić. Kiedy już ubrałem się, staję przed obrazkiem Jezusa i odmawiam modlitwę - na początek dnia. Idę sobie herbatę zrobić i miseczkę owsianki. O dobre bakterie w żołądku trzeba dbać. Od niedawna jadam owsiankę, bo zastępuje ona picie actimela, którego notabene nigdy nie kupowałem, dla mnie to strata pieniędzy. Bo po co wprowadzać w organizm jakieś bakterie, kiedy można lepiej odżywiać te bakterie, które już mam w żołądku i są one dobre dla organizmu. Nie wiem, czy jest jakieś warzywo, które wspomaga produkcję witaminy C, ale jeśli tak, to ta sama historia: Po co brać tabletki z chemią, która ma dostarczyć witaminę C, zamiast jeść co dziennie jedną bulwę jakiegoś warzywa, które sprawia, że organizm sam zaczyna produkować witaminę C w większych ilościach. A tak naprawdę jedzenie owsianki to wynik programu, gdzie facet jadł owsiankę przez miesiąc i przez cały ten okres miał lepsze trawienie, a jego pozytywne bakterie w jego żołądku miały się lepiej niż wcześniej. Kawy też już nie pijam od, chyba, dwóch lat. Zauważyłem, że rzadziej łapie mnie senność popołudniu, nie mam złego nastroju kiedy pada deszcz, albo jest ponura pogoda itd. Innymi słowy, same plusy.
 Po zjedzeniu owsianki i wypiciu herbaty, zasiadam przed komputer. Czymś trzeba zając dzień, prawda. Naciskam na włącznik komputera i zaczynam się zastanawiać: Czy wysłać smsa do ukochanej, aby się przywitać?
 W tym samym momencie słyszę dźwięk przychodzącej wiadomości tekstowej w telefonie. Magia?
 Odczytuję wiadomość: Jak tam kochanie na urlopie? wyspales się chociaz?
 Odpisuję: tak wyspalem. a na urlopie nudno. brakuje mi ciebie. Wysyłam.
 Odpowiedź: wieczorkiem bede na skype, to pogadamy. teraz praca. kocham cie.
 Odpisuję: kocham cie i przyjemnej pracy.
 Odpowiedź: nic w niej przyjemnego. Do wieczora skarbek.
 Odpisuję: do wieczora promyczku.
 Koniec konwersacji.
 Dzień mija mi przed komputerem. Bo co innego robić, przecież konia walić nie będę, ani nie zajmę się przemeblowaniem pokoju w nudów?
 W ciągu dnia odmawiam trzykrotnie modlitwę, prosząc Boga o pewne sprawy. W między czasie wykonuję ćwiczenia na nogi: uda, łydki i chyba pośrednio na pośladki. Dzięki tym ćwiczeniom zauważyłem, że nie łapią mnie skurcze nóg, czy łydek. Nie czuję też dyskomfortu związanego z zimnymi stopami, jak miałem to wcześniej, albo problemów z bólem nóg. Teraz mogę przejść długi dystans, a mam siły, aby zrobić to jeszcze raz, choć organizm jest zmęczony. Zauważyłem też, że ćwiczenia poprawiają trawienie, w jakiś sposób, i że przytyłem. Ale najlepsze jest to, że ukochana zyskuje na tym najbardziej. Nie mam ochoty zasypiać po jednym razie z nią w łóżku, kiedy ona ma ochotę na jeszcze jeden raz. Jej chęć jest dla mnie rozkazem.
 Obiad z resztek ze wczoraj i dalej komputer, i internet. Czekam na ukochaną, coś się spóźnia.
 Jest, dzwoni. Rozmawiamy dwie, może nawet 3 godziny. Opowiadamy sobie różne rzeczy, co się dzieje, co robiliśmy w ciągu dnia itd.
Godzina 23.34, rozłączam się, po uprzednim pożegnaniu.
 Obiecałem iść spać, ale siedzę jeszcze kilkanaście minut przed komputerem, kończąc tekst na bloga, który zacząłem pisać w ciągu dnia.
 Wyłączam komputer o godzinie, około 23.49.
 Idę do łazienki, myję zęby, ręce i smaruję usta kremem Nivea, bo usta mi wysychają, ale też chcę aby były cały czas miękkie. Chyba lepiej całuje się takie usta, niż suche i twardawe. Myję też dłonie dokładnie, czyli także między palcami. To wynik programu, gdzie zrobiono test mydła i płynów, które rzekomo zabijają 99,99 procent bakterii. Okazało się, że nie zabijają, a jedynie mydło to czyni. Tak, zwykłe, normalne mydło. Wystarczy tylko dokładnie umyć dłonie, a przed wszystkim, między palcami. Najlepsze jest to, że widzę efekty takiego mycia.
 W pokoju rozbieram się i ubieram spodnie od pidżamy, bo w nocy pod kołdrą jest mi za ciepło. Staję na środku pokoju i zaczynam ćwiczenia. Prawie co dziennie je robię, bo trzeba dbać o sobie, ale tak naprawdę nie robię tego tylko dla siebie. Im bardziej będę sprawniejszy, tym moje ukochana na tym zyska, czy to w łóżku, czy podczas spędzania czasu ze mną. Ćwiczenia to też lepszy metabolizm, przemiana materii, co sprawia, że staję się wytrzymalszy. A jeśli jesteś wytrzymalszy, tym lepiej dla ukochanej, która może to wykorzystać dla swoich potrzeb.
 Kiedy kończę ćwiczenia, obracam się w stronę obrazka i zaczynam się modlić. Dziękuję Bogu za ten dzień, za ukochaną, za tę miłość. Proszę Boga o ochronę dla niej, o zdrowie i wyzdrowienie dla Kamila chorego na mukowiscydozę, oraz o zdrowie dla Piotra, który od kilku lat walczy z nowotworem. Ostatnią modlitwę zostawiam na koniec, bez próśb, po prostu jako chwalebną, dziękczynną.
 Po skończeniu modlitwy, co trwa około 20-30 munut, kładę się do łóżka, myśląc o ukochanej.
 Dobija mnie ta rozłąka, ta samotność w tym pokoju, ta cisza, brak słyszalnego oddechy koło mnie. Wiem, że ona mnie myśli, ale co innego kiedy wracasz po pracy do domu, gdzie ukochana ci osoba jest, a co innego wracać do domu, gdzie wiesz, że jest pustka, cisza, bo ukochana jest daleko.
 Zasypiam i tak kończę ten dzień.

Autor opowiadania: Mariusz (autor bloga), 31.08.2014.
Pomysł na opowiadanie wpadł mi wczoraj (30.08.2014), po obejrzeniu filmu "Słodko-gorzki".

W bieli - wiersz

"W bieli"
Biała suknia oplata twoje ciało
W bieli ci tak pięknie
Mówię ci to co krok, co dzień
Nie mogę oderwać od ciebie wzroku
Uśmiecham się, a duma rozpiera mnie
Czy można być dumnym z miłości?
Dlaczego zakochanie jest takie piękne?
Pobiegnijmy w namiętność
Razem, przez cały czas
Tylko powiedz, tak.

mariusz (autor bloga), 31.08.2014

"Tam, gdzieś" - poezja

"Inna"
Wyciągasz pistolet i mierzysz mi w twarz
Patrzysz mściwie, gniewnie
Miłość boli
Nienawiść koi odrobinę
Nie boję się śmierci
Już jestem martwy
Bez miłości i uczuć każdy jest chodzącym trupem
Strzel jeśli chcesz
Proszę, zrób to szybko
Wybawisz mnie z tego padołu
Zrobisz mi przysługę, naprawdę
Twój palec naciska na spust
Powoli
Nie pamiętam już nic, tylko nicość
Czerń
Nie czuję bólu 
Nie czuję siebie
Jedynie ty patrzysz na mojego ciało
To martwe truchło
Czy teraz jestem piękny?
Czy teraz jesteś zadowolona?
Mam nadzieję, że tak
Bo mnie już nie ma
Nie powiem, kocham
Nie powiem ani słowa
Nie dotknę cię
Nie pocałuję
Nie spojrzę
Nie żyje
Bo tego chcesz.

"Tam, gdzieś"
Każdy krok bez przemyślenia
Czy muszę myśleć, aby oddychać?
Mrugam, bo tego nie chcę, ale muszę
Jakie to zabawne
Kwiaty w około mnie
Jakie one piękne
Jednak jedno martwi mnie
Że przy tobie bledną
Popatrz jaki paradoks
Nie wiem gdzie jesteś
Ale wiem, że gdzieś tam jesteś
W tej nicości tego świata
W moim sercu.

mariusz (autor bloga), 31.08.2014

31.08.2014 - wiersze

"Zapomnienie"
Spowita mgłą stoisz samotnie
Patrzę na twoją powiewającą sukienkę
Nie mam złych myśli wobec ciebie, o tobie
Okrywa nas nie pamięć
Niczego nie pamiętam
Bo nic nie wiem
Nawet cię nie znam
Czy to mi jest do czegoś potrzebne?
Chcę tylko patrzeć
Tylko tyle mi pozostało
Pamiętać
Dlaczego życie jest takie trudne?
Zabiera szczęście i daje smutek
Każdemu
Prędzej czy później
Zabija nas codzienność
Próżność.

"Wiara"
Nie wiem kim jestem
Ciemność przed oczami
Chcę żyć
Aby nie żałować umierania
Boga nic i nikt nie powstrzyma
Jedno w trzech i trzy w jednym
Wszechmogący i miłosierni
Kochający
Jedyny.

Mariusz (autor bloga), 31.08.2014

czwartek, 31 lipca 2014

Mała opowiastka - "Czarne czy białe?"

Opowiem wam opowiastkę małą,
o kobiecie co w środku lasu, w małym domku, samotnie mieszkała.
Choć była piękna i miała zgrabne ciało,
z żadnym mężczyzną jeszcze jej się ułożyć nie udało.
A że adoratorów miała co nie miała,
żaden nie sprostał lub nie dał rady, niezdara.
Bo kiedy pojawiał się jakiś amant z daleka,
ona ciszyła się, że on jeszcze nie ucieka.
Każdy bowiem po pewnym czasie ucieczką się ratował,
nie z powodu jej ciała, czy jej braku wyuzdania.
Problem leżał w innym miejscu to oczywista sprawa,
ona po prostu nie wiedziała czego chce od siebie i od swojego kochanka.
Każdy amant przechodził przez to samo,
czy tego chciał, lub co chciało jego ciało.
Ona jednego dnia była oschła i zimna,
a innego ciepła i pożądliwa.
Jeszcze innego chciała zaspokoić swoje zachcianki materialne,
a innego chodziła i wylewała z siebie wszystkie żale.
I tak zmieniała się, przeinaczała swoje priorytety,
nie wiedząc czego chce i czego pragnie, niestety.
Dlatego kiedy już starość zajrzała jej w brązowe oczy,
nikt nie podał jej choćby szklankę wody.
Bo tyle jej pozostało ze swojego charakteru i postępowania,
gdzie do końca nie wiedziała, czego chce i dla kogoś to wszystko pozostawia.
Morał z tej opowiastki jest taki,
jeśli chcesz być szczęśliwym, zdecyduj się na coś,
albo wiedz czego chcesz od życia,
aby wiedzieć kogo szukasz, aby znaleźć tą osobę, która ci to będzie urzeczywistniać.

Autor: autor bloga

piątek, 25 lipca 2014

Mała opowiastka - "Siostry"

W pewnym mieście, w pewnym bloku, na tym samym piętrze, ale w różnych mieszkaniach dwie siostry bliźniaczki mieszkały. Tak samo wyglądały, w to samo po domu się ubierały i ten sam kolor włosów miały. Różniły się jednym szczegółem, takim drobnym. Różne spojrzenia na życie posiadały, co już nie czyniło je takim do siebie podobnym. Żadna z nich mężczyzny nie miała, a szukały jak tylko i gdzie tylko mogły. Znajomości przez internet nawiązywały, na randki chodziły, ale nawet przyjaciółek rady nie pomogły. Bo choć obie podobne były, to w poszczeganiu świata się różniły. Pierwsza wierzyła w to co dotyka i ma, otrzymuje i kupuje. Druga zaś w ludzi wierzyła, w ich wnętrza i uczucia, bo podobno to tam człowiek miłość znajduje. I choć każda z nich na kilku randkach była, żaden mężczyzna nie spodobał się ani na trochę. Bo prawie wszyscy tylko na seks mieli ochotę. Ale pewnego dnia, druga siostra poznała kogoś odpowiedniego. Nie podobnego do niej, ale uczuciowego. Druga nie zareagowała na to wcale. Chodziła chwilę po swoim pustym mieszkaniu i wyrzucała z siebie gorzkie żale. Tydzień tak minął, a druga siostra nadal z tym mężczyzną była. Pierwsza siostra coraz bardzie się z zazdrości kurczyła. Kiedy miesiąc minął tak samo jak tydzień pierwszy, pierwsza siostra do drugiej zapukała mściwie. Drzwi otworzył ów partner jej siostry, patrząc się na nią i wybałuszając oczy ckliwie. Ta jednak nie przejmowała się niczym. Wparowała do mieszkania, krzycząc, że ma dość tych nocnych figli i dziczy. Druga siostra wyprowadziła ją z mieszkania, obiecując poprawę, bo co jest piękniejszego od miłości i nocy w ciszy. Ale nie o to chodziło pierwszej siostrze tak naprawdę. Ona sama była, a druga siostra chodziła z jakimś baranem. Mijały miesiące, a później lata nastały. Pierwsza siostra jak sama była, tak sama została. Druga ślub wzięła, dziecko urodziła, wyprowadziła się z mieszkania i nowe lokum wynajęła. Kiedy śmierć po drugą siostrę przyszła, zadała jej jedno pytanie: Czy żałujesz czegoś ze swojego życia kobieto? Druga siostra odpowiedziała szczerze: Niczego, bo moje życie od pewnego momentu, było tylko piękniejsze. Kiedy śmierć przyszła po pierwszą siostrę, która kogoś jednak sobie znalazła, po czym zapytała ją szczerze: Czy żałujesz czegoś ze swojego życia kobieto? Odpowiedziała jej ona: tak, wszystkiego, bo najpierw czekałam, a później goniłam za czymś czego kupić nie można.
Morał z tej opowiastki jest taki: nie goń za pieniądzem i rzeczami, bo one nie są nikomu dane. Im więcej dasz od siebie, tym więcej otrzymasz w zamian. Bo pamiętać musisz o jednej rzeczy ważnej, to co cię otacza, to nabyte wszystko, a to co w tobie i otrzymujesz od serca, to ceną się nie odznacza.

Autor: autor bloga.

poniedziałek, 21 lipca 2014

"Noc na zmiany" - opowiadanie.

      Cisza wypełnia moje uszy. Moje stopy niosą mnie, przez ten zajebany śmieciami świat. Ulica. Ulica, którą przemierzam każdej nocy, kiedy wracam. Rzygać mi się nią chce, po prostu rzygać. Mijam kolejne śmieci, jakieś worki foliowe, butelki po napojach gazowanych i opakowania po chipsach, czy inne brudne podpaski, czy prezerwatywy pęknięte. Słyszę co jakiś czas szmer czegoś za sobą, a czasami przed sobą. Nawet nie patrzę, nie zerkam, nie zwracam na to uwagi. Mam to w dupie. Moje nogi niosą mnie, jak nakręcone, powoli, mozolnie, do przodu. Kwintesencja życia, wartości, cnoty, zasad, praca. I co z tego mam? Pieniądze? A kto mi odda stracony czas z żoną, albo dzieckiem? Praca. Brak szacunku, wyzysk, gwałt, brutalność młodszych i pogarda.
   Zatrzymuję się i spoglądam na ciemne okna bloku. Jak ja mam go dość. Jak ja go nienawidzę. Brak prywatności, brak szacunku i obłuda.
   Trzeba iść dalej, więc robię kolejny krok i kolejny, i następny. Tak docieram do klatki, w której mieści się nie moje mieszkanie, bo nie wykupiłem mieszkania.
   Jak mi się nie chce tam wchodzić, wdrapywać się na te piętra, oglądać te pomalowane na nijaki kolor ściany. Obracam się jednak w stronę klatki schodowej w bloku i zauważam, że coś jest nie tak.
   Dwie formy, może postacie stoją, a raczej wiszą nad schodami. Patrzę na nie, bo co innego mogę robić? Jedna to obłok czarnej czerni, a z niej wyłania się obrys mężczyzny. Ta czerń jest czarniejsza niż ciemny kąt, do którego nie dochodzi światło. Druga postać, to obrys osoby, a około niej bije jasność, taka jasność, że mogła by sprawić w jednej chwili dzień w miejscu nocy, ale nie razi mnie, nie wypala oczu.
   Słyszę jak mężczyzna obrysowany czarną czernią przemawia do mnie, ale nie słowami, ale w mojej głowie: Twoje życie to codzienność, obojętność, samotność i zmęczenie. Po co się starać, chcieć więcej, po co? To co robisz i jak żyjesz jest właściwe. Twoja żona i twój syn żyją tak samo jak ty, z dnia na dzień, po co chcesz to im psuć, po co chciałbyś to zmienić? Za kilka lat czeka cię emerytura, wtedy będziesz odpoczywał i nadrabiał czas, może nawet się starał, ale teraz. Po co?
   Mężczyzna w czerni umilkł. Postać obrysowana najjaśniejszą bielą jaką widziałem odezwała się. Mówiła w mojej głowie: Jeśli nie zacząć się starać teraz, to nigdy nie będziesz się starać, bo zawsze to odwleczesz, zawsze znajdziesz jakiś pretekst. Twoje życie to pustka, ale możesz ją wypełnić. Czy twoja żona nie byłaby szczęśliwsza, gdybyś poświęcił jej trochę czasu, albo twój syn nie ucieszyłby się gdybyś go co drugą sobotę zabrał na boisko i pokopał z nim piłkę. Wysil się, przypomnij sobie jaki byłeś wcześniej. Czy byłeś gorszy? Przypomnij sobie. Gdzie twoja miłość, gdzie uczucia, gdzie chęć nawet wobec żony? Za co ją pokochałeś, za co ją kochałeś, kiedy brałeś z nią ślub? Przypomnij sobie to.
   Postać w bieli umilkła. Zamrugałem i patrzyłem już na ciemność nocy, na schody do klatki schodowej, słyszałem szuranie czegoś po mojej prawej.
   Po co się starać? Jaki byłem wcześniej?
   Nie wiem.
   Nie pamiętam jak dotarłem przed drzwi mieszkania, w którym spała moja żona i mój syn. Przekręciłem klucz, starając się, aby było to jak najciszej. Po co tak? Może nie chcę budzić nikogo. Wszedłem do mieszkania i odwiesiłem torbę i kurtkę. Wszedłem do łazienki i umyłem ręce, zęby, nogi. Kiedy wyszedłem z łazienki i zgasiłem światło, usłyszałem szmer przed sobą i zaspany głos: Co tak późno?
   Wyczułem irytację w jej głosie, w głosie mojej żony.
   Podszedłem do niej po omacku i przytuliłem, szepcząc: przepraszam kochanie. Czułem, że jej mięśnie się napięły przez jedną sekundę. Słyszałem jak zaciąga powietrze do płuc, co oznaczało że próbuje wyczuć zapach kobiecych perfum. Ale przestała po chwili, więc nie wyczuła niczego. Ponownie się odezwała, tym razem szeptem: Od kiedy to mówisz do mnie... kochanie?
   Co miałem jej odpowiedzieć? Więc powiedziałem: Od teraz. Bo cię kocham.
   Była czujna, jak tygrysica. Czułem jej zwężające się oczy w szparki, które oznaczały proces analizowania tych słów i wnioskowania ich przyczyny. Na pewno pomyślała, że zerwałem z kochanką, albo że znalazłem sobie kochankę, albo jakiś kolega mi powiedział coś do rozumu, albo uderzyłem się w pracy, czy coś spadło mi na głowę, lub ewentualnie upiłem się i czeźwieję, albo co gorsza, naćpałem się. I nie myliłem się, kiedy powiedziała: Uderzyłeś się czymś w głowę, czy może inną sobie znalazłeś?
   Aż wyczułem ten palący jad w jej głosie.
   Czekałem chwilę, może dwie, przytulając swoją żonę, aby trochę ją wnerwić, pomęczyć, po torturować, tak aby zwątpiła w swoje rozwiązania. I odpowiedziałem: żadna z tych rzeczy, kochanie.
   I ponownie napięły się jej wszystkie mięśnie na słowo, kochanie.
   Ponowiła atak: To może byłeś na dziwkach, albo w burdelu, co?
   Odpowiedziałem jej: Nie byłem w żadnych burdelu, ani na dziwkach.
   Dlaczego kobiety potrafią tak skomplikować sprawę, zapętlić ją, doprowadzić do sprzeczki, różnicy zdań, kłótni. A później płaczą i czują się niedowartościowane, niespełnione, niekochane. Czy mężczyzna nie może pojąć swoich błędów i postanowić się zmienić. Faceci się nie zmieniają, ale to samo można powiedzieć o kobietach. Ale wiele osób zmienia się, choć tego nie zauważamy. Spotykając kogoś teraz, za dwa lata może to być już inna osoba, inaczej myśląca, postępująca, wyglądająca. Więc jeśli te osoby mogą się zmienić, to dlaczego ja sam tego nie mogę. Postanawiam coś robić, lub czegoś nie robić w dany dzień i tak się dzieje. Nie ważne, że ktoś będzie stratny, czy nie. Bo chodzi o to, że inne osoby na tym zyskają. A zyskują te, które są najbliżej nas.
   Z zamyślenia wyrwał mnie jej głos: Masz zamiar tak stać przez całą noc, czy może się położysz.
   Więc puszczam moją żonę, kobietę którą pokochałem i kocham nadal. Widzę, choć ciemność okala jej postać, jej twarz, że nie jest przekonana co do mojego dziwnego zachowania. Ale wiem, że gdzieś tam głęboko, bardzo, bardzo głęboko pojawiła się myśl, że może jednak zmieniło się coś we mnie.
   Kiedy już ubrałem się w pidżamę i wlazłem do łóżka pomyślałem sobie, że może postać w jaskrawej bieli miała rację: Jeśli nie zacząć się starać teraz, to nigdy... Ja raczej powiedziałbym: Jeśli nie zacząć się starać teraz, to kiedy?
   Więc obróciłem się twarzą do pleców mojej żony i przysunąłem do niej, przytuliłem, objąłem, ułożyłem, a po chwili spałem, razem z nią - czego nie robiłem od... lat, bo zawsze spaliśmy odwróceni do siebie plecami.
   Czułem, jak ona mimo chodem uśmiecha się, może nawet gdzieś skrycie ciszy. Bo jaka kobieta nie chciałaby odzyskać swoje męża, takiego jakim był on zaraz po ślubie? Choć ja cieszyłem się z innego powodu, że odzyskałem żonę, w której się zakochałem.
   Bo nie prawdą jest, że mężczyzna po ślubie nie zmienia się, a kobieta tak. Po prostu, mężczyzna nie ma do czego się przystosowywać, a kobieta otrzymuje bagaż nowych obowiązków, które musi unieść, sprostać im. To te nowe obowiązki doprowadzają, że otoczenie widzi to jako zmianę w kobiecie, choć żadne zmiany w niej nie zachodzą.
  I tak spałem wtulony do żony, bo każda chwili, pora jest dobra, aby zmienić coś w swoim życiu, aby ci których kochamy mieli lepiej, nawet jeśli jest to z pewną stratą dla nas.

Autor opowiadania: autor bloga.

wtorek, 11 marca 2014

"Z pamiętnika internetowego podrywacza" - opowiadanie

   To może zabrzmi dziwnie, ale nie nazwałbym się podrywaczem, a już na pewno nie internetowym. Jednak to internet wydobył na światło dzienne moją śmiałość do rozmów z kobietami.
   Mam na imię..., miałem tyle imion ile profili, ile kobiet bajerowałem, a było ich naprawdę wiele. Kiedyś myślałem, że będę sam bo jestem straszne nieśmiały, ale kiedy nauczyłem się i zrozumiałem, czym jest internet szybko pojąłem, że w tym wirtualnym świecie są inne zasady. A pierwszą z nich to: nie widzisz, nie jesteś wstanie potwierdzić danej informacji, to musisz zaufać i przyjąć do wiadomości, że to co ci przekazuje jest prawdziwe.
   Zaufanie... każda kobieta, czy tego chce czy nie, musi ufać swojemu rozmówcy, jeśli chce być z nim szczera.
   Ja klasyfikowałem kobiety na: normalne, głupie i głupsze.
Kobiety normalne to takie, które na zaczepkę, komentarz nie odpowiadają, albo odpowiadają oschle i bez entuzjazmu: znamy się?
Jeśli kobieta mnie nie zna i nie jestem żadnym jej dalekim kuzynem, to zostaje zablokowany, abym nigdy więcej nie napisał, nie bruździł na jej profilu, czy w komentarzach. Poco zaśmiecać sobie własne podwórko cudzymi śmieciami?
Kobieta głupia, to średnio zdesperowana, zamężna lub nie, z partnerem na karku lub nie, lekko znudzona życiem i codziennością.
Kobieta bardzo głupia, to kobieta w większości po 40, bez faceta, z nikłym doświadczeniem seksualnym i podobnym doświadczeniem jeśli chodzi o związki. To w 80% stara panna, której zegar biologiczny zaczyna zwalniać, co objawia się u niej desperacją znalezienia jakiegokolwiek faceta.
   Jednak wszystkie te kobiety spaja jedno określenie: cipa.
Dla kogoś takiego jak ja, nie liczy się tak naprawdę to, czy kobieta jest normalna, czy nie, ale że jest kobietom.
   Mężczyzna mojego pokroju jest facetem, który wyłapuje ładne laski w internecie (czyli takie jakie danemu podrywaczowi się podobają), zagaduje do nich, bajeruje, podaje na tacy to czego im brak, a później zalicza (tak przy okazji - taki żart).
Rasowemu kolesiowi, który podrywa i rucha babki, które poznaje przez internet, wystarczą trzy pierwsze zdania, aby móc, mając pewność w 80%, zastosować odpowiedni schemat rozmowy, aby daną kobietę zbajerować.
Kobiety są do tego stopnia tak głupie, że same podają facetowi, z którym piszą, klucz do siebie i to na tacy.
Jeśli facet jest mądry lub z niejedną kobietą pisał (czyt. podrywał, bajerował), to jest on w ciągu kilku miesięcy zauroczyć w sobą tą kobietę, rozkochać, wykorzystać i... porzucić. Na co mu coś, z czego już skorzystał?
Wiem, że to będę czytały kobiety, ale tak właśnie podchodzi do sprawy podrywacz lub facet, któremu się spodobałyście moje panie.
Musicie wiedzieć, że dla podrywacza nie jesteście odkryciem, cudownym owocem, którym się można delektować przy każdym ugryzieniu. Dla faceta, który chce was zdobyć, zaliczyć i poderwać inną, jesteście zbiorem wad, zalet, schematów i rozwiązań.
A wiele z tego co same piszecie, jak piszecie i kiedy... to nic innego jak kod do waszego wnętrza, do waszych pragnień, smutków i oczekiwań. Wystarczy to wykorzystać, aby was zdobyć, wyruchać i porzucić.
Jeśli chcecie ustrzec się przed tym, to zalecam wam przeczytać do końca te moje wspomnienia.

    Na początku nie przedstawiłem się, bo zakładanie profilu zawsze przysparzało mi wiele problemów. Nie, nie technicznych. Największym problemem zawsze było wymyślenie imienia dla siebie. Musi być miłe i zgrywać się z wymyślonym nazwiskiem. Czasami jednak nie dawałem nazwiska, co było trochę intrygujące dla kobiet w późniejszym czasie, kiedy już pozwoliłem im mnie zauważyć.
    Manipulacja zachowaniem, postępowaniem, czy odpowiednią reakcją kobiety jest dla wprawionego w bojach podrywacza tak prosta jak skinienie palcem ala czarodziejską różdżką.
    Ale wracając do nazwiska... czasami jego brak daje kobiecie poczucie jeszcze większej anonimowości, co jest oczywiście totalną głupotą, dlatego ja czasami go nie dawałem.
    Druga sprawa to awatar. Tutaj może was to zdziwić, ale wybieramy go podświadomie (nie mamy pojęcie dlaczego taka grafika czy obrazem, po prostu... ona nam się podoba). Jedni wstawiają zwoje zdjęcie, a inni zamiennik. Jednak podstawa, to to co pokazujemy na nim, bo to co widnieje na nim jest w pewnym sensie odzwierciedleniem nas wobec danego profilu.
    Ja lubię wstawiać oczy, oko, czy inne słodkie gówna. Kobiety to lubią i nie odczytują tego jako czegoś, na co warto zwrócić uwagę. Kobiety w większości nie zdają sobie sprawy, co oznacza dany awatar i dlaczego ktoś go wybrał. Rasowy podrywacz wstawia zdjęcie jakiegoś przystojniaka, ale nie swoje, albo coś innego np. wspomniane przez mnie oko lub oczy. Oczy to odniesienie się do obserwacji, wypatrywania, szukania.
Ktoś wybiera dany awatar, choć tak naprawdę nie wie dlaczego. Po prostu, coś mu się podoba i tyle, więc wstawia. A to nie jest prawda.
Bo jeśli kobieta interesuje się fotografią to... wstawi swoje zdjęcie z aparatem w ręku, a nie swoje piersi czy dupsko, zgadza się? Awatar wiele mówi o ludziach: czego chcą, oczekują i poco założyli dany profil.
Specyficzny awatar jest też pokazaniem samotności u kobiet.
Jeśli kobieta jest samotna, próbuje przyciągnąć potencjalnych kandydatów ala kwiat, którzy zapachem przyciąga owady. I oczywiście najważniejsze: głupia i głupsza kobieta wstawia awatar gdzie jest jej twarz w najlepszym świetle i w najlepiej zrobionym makijażu, przy okazji patrzy się ona zalotnie w obiektyw (po jakiego uja, czy ona chce podrywać swojego sąsiada!?).
Takie małe gówno na profilu, a tak wiele mówi o człowieku.

   Wpisy są zazwyczaj słodkimi, romantycznymi teledyskami z różnych epok, tekstami piosenek, jakimiś skopiowanymi wierszykami. Czasami jakieś śmieszne zdjęcie wrzucę, czasami napiszę jakiś nic nieznaczący wpis.
Różne ckliwe i głupie pioseneczki wstawiam po to, aby każda kobieta miała czego u mnie posłuchać. Teksty piosenek to imitacja tekstu pisanego - kopiuj i wklej, a kobiety przyjmują to tak, jakbym to ja słuchał tej piosenki i spisywał cały tekst - to głupie myślenie u kobiet jest takie przewidywalne.
Tylko raz, na masę bajerowanych kobiet, powtórzę, tylko raz, zdarzyło się, aby kobieta sprawdziła sobie: czy ten wiersz jest mój, czy może skopiowałem go.
To pokazuje, jak kobiety są ufne, choć mogą twierdzić inaczej. Dlaczego kobiety są tępe i nie chce im się sprawdzać faceta, który prawi im komplementy? Powód jest oczywisty: natura kobiety nie pozwala na to, aby nie wierzyć danemu mężczyźnie. Jak taki fajny facet, romantyczny, może być zły? Nie mogę go sprawdzać, to by godziło w zaufanie do niego, a przecież on mi się podoba lub go polubiłam (choć go kompletnie nie znasz!).

   Podrywanie kobiety jest w internecie strasznie proste. Ile to razy wpisywałem się kobietom w komentarze, rozpoczynałem krótkie dyskusje, poznawałem jej wnętrze, to co lubi, czego nie cierpi, czego jej brak, a czego ma pod dostatkiem.
Facetom wydaje się, że kobieta jest skomplikowana. Błąd. Kobieta w internecie jest tak prosta jak palec wskazujący.
Wystarczy zainteresować kobietę, trafić w jej czuły punkt, połechtać ją komplementami, być miłym, a po pewnym czasie sama będzie czekać, aż się odezwiecie.
Ja to nazywam odwróconym zainteresowaniem i inwestowaniem.
Najpierw to ja się staram, a później to ona zaczyna się starać. Ja wtedy już nie muszę nic robić, bo wystarczy, że jej się wpiszę, odpowiem na komentarz, a ona już ma prawie mokro (ach ta ekscytacja u kobiet miłym facetem).
Nic nie muszę robić. Mogę robić jej łaskę, że się odezwę, bo to jej zaczyna zależeć na tym, abym... był, a nie na odwrót.
Tak właśnie można wyłapać, a później zbajerować desperatkę, której po prostu brakuje faceta.
Normalna kobieta nie angażuje się w faceta, czy to aby pisał, odzywał się, bo nie widzi w tym sensu. Normalna kobieta ma też inne rzeczy na głowie, niż jaranie się jakimś kolesiem, którego na oczy nie wiedziała. Jest masę innych fajniejszych rzeczy do robienia w życiu, niż odpisywanie podrywaczom na zaczepki.
Desperatka ma ten problem, że ona sama nie wie do końca czego chce. Dzięki temu wystarczy być miłym i prawić gówniane komplementy, aby mieć ją owiniętą koło palca. Napisze się nowy komentarz pod jej nową notką, ona już się ciszy (jak głupia do sera) - a my tylko od niechcenia splunęliśmy i kiwnęliśmy palcem, a ona już to zlizuje.
Wiem, że to obrzydliwe, ale tak to właśnie wygląda w naszych męskich oczach. Najpierw to my o was zabiegamy, a później wy zaczynacie zabiegać o nasze zainteresowanie.

   Najlepszą zabawą podrywacza jest udawanie emocji, zainteresowania, zaangażowania, chęci. Ile razy miałem ochotę na jakąś i zacząłem ją bajerować. Wtedy liczyła się ochota, aby ją zerżnąć, a nie jakieś współczucie czy chęci.
Taka jest rzeczywistość.
Większość kobiet to totalne debilki, bo wierzą w jakieś uczucia kolesia po drugiej stronie ekranu, który owinął sobie taką wokół palca, manipulując, skłaniając do różnych zachowań, budując w niej sztuczne poczucie bycia lepszą niż jest, do tego zbajerowaną do tego stopnia, że to ona sama zaczyna czekać na skinienie męskiego palca. Naprawdę wierzysz kobieto, że to co taki jak ja robi z tobą, budując w okół ciebie wigwam z uprzejmości i komplementów myśląc cały czas, co tu zrobić, aby przekonać cię do spotkania i zaliczenia, że ja... na przykład ci współczuje, albo kierują mną inne uczucia?
Jesteś naprawdę tak naiwna i głupia?

   Ile zbajerowałem kobiet, ile zaliczyłem, a ile prawie zgwałciłem... nie wiem, nie jestem tego wstanie zliczyć.
Moim zainteresowaniem były kobiety i to jemu się oddawałem. Kiedy przychodziłem z pracy włączałem laptopa, zasiadałem przed nim i uruchamiałem komunikator z kilkunastoma kontami GG. Logowałem się na kilka profili naraz na portalu internetowym i... powodowałem uśmiech na twarzy tych wszystkich samotnych, czy nawet zamężnych kobiet... bo napisałem, bo jestem już.
Tak naprawdę miałem je w dupie, one były tylko obiektami.
To coś jak rozbieranie radia na części. Kiedy odkryje się, że każde radio składa się z tych samych części, ale inaczej przylutowanych do płytki, szybko zaczyna widzieć się schemat połączeń, bo każde radio ma w środku praktycznie to samo.
Tak samo jest z kobietami. Choć niby każda jest inna, to każda ma te same pragnienia, te same zmartwienia, te same potrzeby, do tego dochodzą wady i zalety danej kobiety.
Wystarczy odpowiedni kod, który kobiety same podają mężczyźnie, aby do nich dotrzeć, rozkręcić na części i sprawić, aby one nic nie podejrzewając pozwoliły się podejść.

    Z iloma kobietami się spotkałem? Kilkunastoma na pewno. Schemat jest prosty: bajerowanie musi być na tyle dobre, aby kobieta nie miała pojęcia o moich planach. A cel jest jeden, ruchanie. Bajerowanie rozgraniczam na kilka okresów: 3 miesięczny - intensywne rozmowy i codziennie, 6 miesięczne - podchody do mężatek i kobiet lekko niestabilnych emocjonalnie, 9 -12 miesięczne - kobiety w "szczęśliwych" związkach (szczęśliwych, jasne - ale o tym napiszę poniżej), kobiety kompletnie nie wiedzące czego chcą lub takie które mają trudną sytuację.

   Ale zawsze interesowało mnie, poco kobiety przesiadują w internecie? I wiecie co, bo czegoś im brak. Nawet te normalne mają jakieś braki i próbują to nadrobić w internecie. Brak czegokolwiek w życiu to sygnał w kobiecie, że trzeba to znaleźć. Najprostsza obecnie droga to... internet.
Dlatego normalne kobiety nie odpowiadają nieznajomym na komentarze, nie zwracają na nie uwagi, nie odpisują na zaczepki, czy zaproszenia do rozmowy wideo itd. Ich świat to świat osób, które znają.
Dlatego głupsze kobiety, zbierają ludzi wokół siebie, nie ważne jakiej narodowości, skóry, wyznania - tylko aby byli. Im więcej tym lepiej. To dopiero popieprzone myślenie.
Głupie różnią się od głupszych tym, że choć też gromadzą ludzi, to zważają na to, aby te osoby były w jakiś sensownym sposób powiązane z ich wymaganiami np. faceci, różny wiek, z ciekawymi wpisami, ale nie za dziecinni, o podobnych zainteresowaniach.
Po prostu, desperatki biorą każdego jak leci, tylko aby był. To oczywiście prowadzi do wielu problemów później, gdzie taki jeden z drugim arabem się przyczepią, ale to już jej problem. Ale właśnie taka zgraja ludu u kogoś to najlepsze miejsca dla mnie. Bo przy takiej ilości ludzi, zwrócenie uwagi na mnie jest... jeszcze większe.
Podstawowa zasada podrywacza w internecie: bądź miły, sympatyczny, żartuj - kobiety to lubią i... się wyróżniaj. Im więcej będę pisał i udzielał się pod wpisami kobiety, którą sobie wypatrzyłem, tym szybciej ona zacznie mnie zauważać. A przecież to co piszę też działa na nią, bo... ona przecież czuje się wyjątkowo. I o to mi chodzi.
Nawet największy kamień potrzebuje czasami czułości i miłości, miłych słówek i pochwał, aby poczuć się lepszym. Tak samo jest z kobietą, która przesiaduje na swoim profilu w internecie.
One chcą, aby taki jak ja je bajerował, łechtali jej czułe punkty przyjemności... ona tego chce i pozwala nam na to.

   Spotkanie z taką kobietą przebiega zazwyczaj podobnie. Albo spotykamy się w miejscu publicznym na jej terenie, albo spotkanie dobywa się bezpośrednio u niej. Dlaczego u niej, a nie u mnie? Bo to usypia jej czujność. Błędnie ona zakłada, że jej teren, to nic jej nie grozi. Zapomina ona jednak, że to nie jest moje pierwsze spotkanie i każde kolejne uczy mnie czegoś nowego.
Raz pojechałem do babki na wieś, do jej domu. Mieszkała z siostrą i babcią, rodzice mieszkali gdzieś indziej. Najpierw zapoznanie z jej rodziną (jakby mnie to obchodziło). Byłem miły, bo aby poruchać, nie mogłem inaczej się zachowywać. Im więcej plusów na starcie, tym jej zgoda na wyruchanie szybsza.
Po herbacie i wielu uprzejmościach z mojej strony wobec tej kobiety i po około 30 minutach byliśmy sami w pokoju. Babki ze wsi są najlepsze jeśli chodzi podryw. W mieście kobieta mało kiedy martwi się otoczeniem, bo wystarczy że zmieni dzielnicę, osiedle i po sprawie. A na wsi tak się nie da. A taka kobieta prowadzająca się z nikomu nieznanym facetem, to obiekt do plotek, obgadywania i wzbudzania sensacji. Żadna kobieta ze wsi tego nie chce, jeśli nie jest pewna siebie i danego mężczyzny. Bo co powiedzieli sąsiedzi, gdyby się okazało, że ona chodzi już na taki spacer z trzecim? Ladacznica..., a może coś z nią nie tak - ludzie lubią obgadywać.
Co robić z kobietą sam na sam w pokoju, kiedy... nie ma gdzie wyjść, gdzie pójść?
Wtedy przystępuje do delikatnych czułości, ale bez przesady. Chodzi mi o to, aby ona sama zmusiła mnie do zrobienia tego. Desperatki są na tyle zdesperowane, że wystarczy niewiele, aby miały mokro w matach. Wystarczy je popieścić i one same ujeżdżały faceta.
Dobre ruchanie nie jest złe.
Oczywiście one zazwyczaj nie myślą o zabezpieczeniu się, więc to ja muszę o to zadbać.
Gdybym tego nie zrobił, teraz mógłbym mieć kilka zespołów piłkarskich.
Wracając do ruchania.
Zdarzało się tak, że dana kobieta była trochę osowiała w tematyce seksu. Wtedy pomagałem jej trochę siłą przełamać się i zakosztować przyjemnego ruchanka.
Jeśli zostawałem na noc, to nie omieszkałem zaliczyć jej raz czy dwa podczas nocy. Za darmo nie prawiłem jej komplementów przez internet, coś muszę z tego mieć.
Jeśli nie zostawałem na noc, tylko wieczorem wracałem do swojego miasta, to i tak, to jedno pyknięcie było przyjemne.
Najlepsze jest to, że jeśli zostawałem rano, to on przynosiły mi kawę do łóżka, albo przygotowywały śniadanie. Ja nic nie musiałem robić, ja tylko spełniłem jedną z jej potrzeb - przeczyściłem jej otwór, jak kominiarz czyści komin.

   Inne zasady jakie przyjmuję w kwestii podrywania kobiet w internecie to: "słuchaj" co one piszą, oraz nigdy dana kobieta nie jest taka, na jaką się kreuje. To największy błąd facetów, którzy chcą sobie zagadać, a przy okazji poruchać: wydaje im się, że żartująca, wesoła, zabawna, energiczna, fajna i ładna kobieta to materiał na żonę. Błąd! Nawet jeśli ona będzie taka podczas randki, czy spotkania, po tygodniu, dwóch, czy miesiącu ona zmieni swoje nastawianie i charakterek, bo znudzi jej się udawanie, albo ujawni się w niej ta druga natura, całkowicie inna, odmienna i nie taka piękna. Nie chodzi mi o okres, ale o normalne dni.
To że kobieta się uśmiecha, żartuje, nie oznacza że tak samo jest kiedy ona odwraca się do ciebie plecami.
To jest ta zmienność kobieca.
Tutaj uśmieszki, miłe słówka, żarciki, flircik, niedopowiedzenia, a po chwili wrzask, wkurw i latające talerze.

   Najgorszy typ kobiety, to taki który nie wie czego chce. Takiej kobiecie nie da się dogodzić, nigdy. Chce ona stabilności i spokoju finansowego, nie dasz rady jej zaspokoić, chyba że zarabiasz milion rocznie. Każde stwierdzenie: czy nie za wiele tych zakupów na jeden weekend, albo kiedy odmówisz jej kupienia czegoś - marny twój los. Przecież po to pracujesz, aby jej było dobrze, a nie tobie. A to, że zarabiasz 30 tysięcy to i tak za mało na jej potrzeby. Za mało seksu, za dużo seksu, zasłona zupa, za słodka kawa, za mało słodka kawa, dywan za mocno albo za słabo wytrzepany, szminka za bardzo czerwona, albo za delikatny odcień tuszu do rzęs, za twardy materac, za miękki itd. Zawsze znajdzie się coś, co jej nie będzie pasować, a to pierwszy krok, abyś już nie poruchał.

   Dlatego internetowy podrywacz rucha raz lub przez jedną dobę, a później odchodzi, pali mosty i szuka innej głupiej lub głupszej. Jeśli jako podrywacz pozostaniesz u kobiety z dwa dni, albo tydzień lub zaczniesz się z nią regularnie spotykać - marny twój los. Natłok bab cię zniszczy.
   Jako podrywacz wiedziałem jedno: robisz to dla siebie.

   Ale w moim życiu było masę kobiet. Jednak nie wymieniłem tutaj kobiet, od których uciekałem zaraz po zetknięciu. To kobiety tragicznie głupie lub bez rozumnego myślenia. Wiem, że paniom to może ubliżać, ale są na świecie kobiety, które... kompletnie nie myślą.
Spotkanie z takimi kobietami jest straszne.
Taka kobieta jest wstanie przywołać taksówkę tylko po to, aby przejechać się nią 100m - choć dopiero co wyszła z mieszkania. To też przykład z pilotem, którym one biją o twardą powierzchnię, bo czasami nie zaskakuje, zamiast wymienić baterię. To przeważnie kobiety, które niczym się nie interesują, o wielu rzeczach nie chcą wiedzieć, sprawdzić, wypróbować, a do tego we wszystkim... one wiedzą lepiej i to bez dyskusji.
Miałem spotkanie kilkakrotnie z takim obiektem i ratowałem się szybką ewakuacją.

   Trochę wspomnień się nazbierało, wniosków, podpowiedzi dla kobiet i facetów. Kobietom powinno to uświadomić, że facet którego nie poznały na żywo, nie znają w żadnej inny sposób zaczyna nimi się interesować, to... nie jest normalne. A faceci... wy możecie przekonać się, że zbajerowanie kobiety nie jest niczym trudnym, a może jest.

   Kiedy się zastanowię, to stwierdzam, że każdy podryw uzależniony jest od kobiety w sensie taki, że trzeba się dostroić do każdej kobiety osobno. Inaczej bajeruje się mężatkę, inaczej kobietę 45 lat wyposzczoną, a inaczej taką która miała z 10 kolesi, co innego mężatka z kochankiem, a inaczej taka która nie wie czy jest orgazm.
   (śmiech) nie wiem, czy ktoś zwróci na to uwagę, ale aby dobrze zbajerować kobietę, potrzeba nie wiele. Jednak, aby to zrobić, trzeba ją poznać, zagłębić się w jej otchłań, a przecież to samo robi psycholog jak do niego pójdziecie, dokładnie to samo.

   Ale jedno się nigdy nie zmieni: daj kobiecie to czego jej brak, a będzie twoja, choćby tylko na jedną noc.

-----------------------------------------------------------
Pomysł na opowiadanie wpadł mi do głowy podczas... modlitwy.

Wszystkie opisane wyżej zdarzenia, wydarzenia to fikcja literacka.
Pewne fragmenty oparłem o zauważone zachowania na portalach społecznościowych.

Gdyby kogoś to interesowało, to mam jeden profil od początku na g+ czy facebook (choć w tym miejscu nie byłem od... roku?). Posiadam też dwa profile na g+, które założyłem po to, aby móc prowadzić blogi tematyczne z zatrzymaniem nicku. Na wszystkich używam tego samego imienia, bez uwzględniania nazwiska.

Przepraszam też, jeśli jakaś kobieta poczuje się urażona lub zniesmaczona. Chodziło mi o to, aby pokazać z tej drugiej strony (męskiej), jak wygląda podryw.