Otworzyła drzwi i weszła do domu. W powietrzu unosił się zapach perfum, jej perfum i czegoś jeszcze. Kamila zdjęła torebkę i oparła ją o krzesło stojące nieopodal. Uruchomiła komputer i weszła do kuchni.
-- Gówniany dzień - wyszeptała do siebie.
Odpowiedziała jej cisza, która zaczynała ją dobijać. Nie tak wyobrażała sobie życie samemu, na własną rękę.
Wracając do pokoju ze zrobioną, gorącą kawą, wspominała rozstanie ze swoim narzeczonym. Paradoksalnie nadal go kochała, a rozstanie było jakieś półtora roku temu. Czasami łapała się na tym, że nawet za nim tęskni, czując się tak jakby to wszystko zdarzyło się wczoraj. Nigdy się z tym nie pogodziła i nigdy o tym nie zapomni - taka już była. Zakochała się raz i trwała w tym, choć już niczego nie było. Jeśli by spróbowała opłakać rozstanie, pogodzić się z nim, wiedziała że się załamie psychicznie i uczuciowo. Całe jej życie podporządkowała temu jednemu mężczyźnie, ale nie wyszło i teraz miała by wszystko zaczynać od nowa?
W swoim życiu spotkała kilku facetów, którzy nie przejawili nawet chęci jej poznania jako kobiety. Każdemu z nich, prędzej czy później chodziło o seks, zaliczenie jej. Jedni przechodzili do rzeczy już na trzecim spotkaniu, inni dopiero na piątym, ósmym - ale zawsze o to im chodziło.
Na klatce schodowej rozległ się harmider. Kamila siedząc przed komputerem, przeglądając profile na portalu społecznościowym i pijąc gorącą kawę, zamarła w bezruchu. Po chwili rozległ się trzask opuszczanej klamki, a do domu wpadła mała osobą. Za nią powoli, ale sukcesywnie szła starsza pani w płaszczu ze sztucznego furta i lisem koło szyi.
-- Widziałaś ją - usłyszała Kamila z przed pokoju - Cały czas biegła. Co za dziecko, mało które tak reaguje na powrót do domu.
Kamila nie odpowiedziała, nadal siedziała na obrotowym krześle skierowana w stronę przedpokoju, skąd dochodziły odgłosy zdejmowanych butów, kurtki i tornistra.
-- Dobra, ja idę - usłyszała Kamila, po chwili drzwi do domu zastały zamknięte.
Jej mama, od jakiegoś czasu nie wchodziły już do domu, aby na nią spojrzeć.
Do pokoju wpadła dziewczynka, o mało nie wpadając na biurko przy którym siedziała Kamila. Burza energii wpadła do pokoju, gdzie było słychać, jak zdejmowany jest gruby sweter i skarpetki.
-- Mamo, możesz mi pomóc - usłyszała z wnętrza pokoju.
Kamila podniosła się i weszła do pokoju dziecięcego, pełnego zabawek, lalek, różnych małych i wielkich misiów.
Wiktoria patrzyła na nią ze smutną miną, lekko zwieszając głowę. W ręku trzymała ona małą skarpetkę, w której widać było małą dziurkę.
-- Mamo, naprawisz to? - smutny głosił zwiastował troskę o skarpetkę.
-- Naprawię, ale później - odpowiedziała Kamila.
-- Dziękuję - padła odpowiedź, pełna radości.
Kamila wyszła i ponownie usiadła przy komputerze, wracając do przerwanej czynności.
niedziela, 29 maja 2011
czwartek, 19 maja 2011
historia nie prawdziwa - wyjazd za granicę
Moja historia zaczyna się w Polsce. Kraju, który jest biedny, posiada więcej blokowisk niż jakikolwiek inny kraj na świecie i z którego wyjechało najwięcej obywateli do innych krajów, aby tam pracować - godnie pracować (można tak to nazwać).
Pochodzę z małej miejscowości, w której rozwój dawno się zatrzymał. Nie ma tu zakładów, ponieważ zostały zamknięte przez ówczesne władze i nikomu nie opłaca się czegokolwiek produkować. Dlatego w mieście jest masę pijaczków i osób, które zostały wyrzucone z mieszkania ponieważ nie miały pracy i zostały skazane przez obecny ustrój na ulicę. Tak jest w większości mniejszych miast gdzie jedynym żywicielem był duży zakład i zatrudnienie w nim. Młodzież tutaj nie ma perspektyw, nie ma też zajęcia czy idei. Więc włóczy się po blokowiskach, bije między sobą czy przesiaduje przed blokami zaczepiając kogo się da, a wieczorami lub w weekendy upijając się aby nie choć trochę zapomnieć gdzie się jest i pomarzyć o lepszym świecie.
Ale wielu młodych wyjechało, tych lepszych oczywiście. Centrum miasta to stare kamienice i stare rudery znające świetność drugiej wojny światowej, więc już samo to nastraja ludzi przygnębiająco - bo co robić, gdzie iść czy pójść.
U minie w domu nie jestem sama, mam też siostrę i dwóch braci. Jestem z nich najstarsza, bo mam już ponad 35 lat, ale pomagam rodzicom - bo co innego zostało. W markecie można zarobić co najwyżej 1100 zł. a i to jest tutaj dużo, choć z tego wyżyć się nie da.
Któregoś dnia zadzwoniła do mnie znajoma z dawnych lat, chyba jeszcze z liceum. Zapytała się, czy chcę pracować za więcej niż w Polsce. Zapytałam: co to by miało być? A ona na to: że opieka nad starszą osobą za granicą. I że jak chcę to muszę dać jej odpowiedź już za 3 dni. Długo się zastanawiałam i rozmawiałam z rodzicami i postanowiłam sie zgodzić. Nie było mi łatwo zostawić całej rodziny, ale pieniądze nam by się przydało. Kiedy znowu zadzwoniła znajoma, odpowiedziałam że się zgadzam. Pożyczyłam pieniądze na przejazd i pojechałam. Dopiero w autobusie dotarło do mnie, że nie wiem kim będę się zajmować, co tak naprawdę będę robić, że nie znam języka, że tak naprawdę nic nie wiem. Im było bliżej miejsca gdzie jechałam, miałam dziwne przeczucie że to był błąd.
Po dotarciu na miejsce, okazało się że będę się opiekowała starszą kobietę. Mojej znajomej nawet nie poznałam, tak się zmieniła. Zdziwiło mnie to, że była trochę zdenerwowana i powtarzała mi ciągle, że dobrze zrobiłam. Wprowadziła mnie we wszystko, nawet przygotowała słownik: co jak się nazywa. W ten sam dzień zjawiły się w domu dwie kobiety i jeden mężczyzna. Mówili coś po włosku, a ja nie rozumiałam ich. Okazało się, że mam im oddać paszport i dowód osobisty. Z tego co zrozumiałam, to chcieli moją komórkę, ale ją dobrze ukryłam. Przez położeniem się, zajęłam się tym co miałam zrobić i położyłam się spać. Nowe miejsce coraz bardziej mnie przytłaczało. Kobiety miały do mnie obojętny i wyniosły stosunek, a ten mężczyzna nic nie mówił, nic nie pokazywał tylko się patrzył. Kobiety przychodziło kilka razy w ciągu dnia pod byle pretekstem i krzyczały coś do mnie. Po tygodniu sama nie wiedziałam, o co im chodzi. Ponieważ czepiały się tego że umyłam okna, a kolejnego że są one brudne. Mężczyzna przychodził rzadko, rozmawiając tylko ze starszą panią. Tak minął mi mijały kolejne dni, ciężkie dni. W tygodniu miałam dzień wolny, ale i tak nie był on wolny, bo tylko popołudniu.
To może teraz napiszę coś o mieszkańcach okolicy, bo to też trochę pokazuje - jacy są włosi, czy same Włochy. Spotkałam wiele kobiet pracujących jak ja i zajmujących się dokładnie tym samym. Zebraliśmy się w taką paczkę, aby raźniej było. I choć miałyśmy wsparcie w sobie, zauważyłam że o wielu sprawach się nie mówi. Dni mijały mi od spotkania z koleżankami do kolejne spotkania. Dni kiedy było ciężko było mniej, człowiek nie przejmował się już tak bardzo.
Tak minął mi miesiąc, kilka koleżanek pojechało do Polski do mężów, czy rodzin. Przyjechały inne, taka kolej rzeczy. Pierwsza wypłata była jak dla mnie dniem szczęśliwym i cudownym. Pierwsze takie pieniądze, w przeliczeniu na Polskie zł. to naprawdę dużo. Nie cieszyłam się tym długo, niestety. Okazało się, że muszę wiele rzeczy zapłacić sobie sama, jak i po opłacać kilka rzeczy, jak ubezpieczenie, to co ja jadłam, ubrania, kosmetyki czy nawet bilet do innego miasta, nawet jeśli jechałam w sprawie babci. Aby odłożyć, to na tamte standardy było tego niewiele. W Polsce to było mimo wszystko nadal coś.
Miałam napisać coś o mieszkańcach, a napisałam o innych polkach tam pracujących, przepraszam. Włosi to lowelasy i pokazują to na każdym kroku. Gwizdy, chamskie (jak dla mnie) zachowanie to dla nich normalność. A jak dziewczyna ma długie włosy i jest ładna, nie ważne w jakim wieku - to ma problem odpędzić się od włochów. Ja miałam na początku problem, ale jak jednemu i drugiemu powiedziałam kilka słów po włosku to to się odczepił. Ale i tak znajdą się inni, którzy złapią cię za tyłek czy będą gwizdać - tego nie da się zakończyć. W ich mentalności kobieta jest już ich jak na nią spojrzą.
Tak mijały mi kolejne dni, bo tygodnie były inne. Zajmowanie się starszą osobą we Włoszech nie jest przyjemne i łatwe - to harówka i odpowiedzialność.
Jeśli chodzi o język to szybko załapałam słówka i pewne zwroty. I choć nie potrafię jeszcze szybko mówić, to powoli jakoś daje sobie rade. Zauważyłam, że włoskie kobiety nie ważne w jakim wieku same ubierają się w mini spódniczki, malując się na bardzo wyzywający makijaż i kusząc tym samym włochów do zdrady. To dziwne, ale u Włocha zdrada to najgorsza zbrodnia jeśli zrobi to kobieta, ale jeśli facet zdradza - to coś naturalnego jak oddychanie, ponieważ on musi.
Piekło zaczęło się w połowie mojego pobytu na zmianie. Któregoś dnia jak zawsze przyszedł ten mężczyzna, do babci i rozmawiał z nią jak zawsze chwilę. Ale nie wyszedł jak zawsze, ale został. Ja sprzątałam pokój - jak zawsze. Zauważyłam że dziwnie się na mnie patrzy, jak by mnie... może to dziwne, ale rozbierał wzrokiem. Zapytałam się: co się tak patrzy? Odpowiedział: a co nie może, przecież to nie zabronione. Popatrzył się na mnie jeszcze chwilę i poszedł sobie.
Następnego dnia usłyszałam jak ktoś wchodzi do mieszkania. Pomyślałam że to któraś z kobiet, córek starszej pani i nie podniosłam się aby sprawdzić. Przecież obie córki i syn mieli klucze do mieszkania i prawo tu przychodzić kiedy chcieli. Po chwili jednak drzwi do mojego pokoiku się otworzyły i ktoś wszedł - nie wiedziałam, bo już zasypiałam a do tego głowę miałam odwróconą od drzwi. Poczułam jak ktoś zdejmuje gwałtownie ze mnie cienką kołdrę i wchodzi na łóżko. To był on... klęczał nad mną i szybko złapał mnie za ręce, krzyknęłam ale on wtedy mnie uderzył. Poczułam jak z wargi cieknie mi krew, a policzek zaczyna piec. Podniósł mi moją koszulę nocną do góry i szybkim ruchem odwrócił wykręcając moje ręce. Do buzi wsadził kawałek materiału. Usłyszałam jak rozpina spodnie. Zaczęłam się szamotać i wyrywać. Ale on tylko pchnął mnie na łózko odwrócił przodem do siebie i uderzył. Biłam rękoma na wszystko strony, bo nogi miałam zaklinowane. Uderzył mnie pięścią, że pojaśniało mi w głowie, potem znowu odwrócił i trzymając ręce z tyłu wszedł we mnie. Wchodził we mnie brutalnie, ostro i ze zwierzęcym ruchem - sapiąc przy tym niemiłosiernie. Po jakimś czasie skończył, kończąc mi na plecach. Później musiał wstać i odejść. Jak usłyszałam że zamek w drzwiach został przekręcony łzy same mi podeszły do oczu. Płakałam jak nigdy przedtem, jak nigdy w życiu. Nie potrafiłam się ruszyć, nie chciałam. Jedyne o czym marzyłam to śmierć. Zostałam zgwałcona i to brutalnie przez kogoś, kto nigdy nie wydawał mi się taki brutalny i... "taki". W nocy poszłam obmyć się, ale to nie pomogło. W mojej głowie słyszałam jego jęczenie i stękanie.
Po tym zajściu chodziłam jak zepsuty robot. Koleżanki widząc mnie powiedziały: to będzie boleć tylko jakiś czas, później się przyzwyczaisz.
Kurwa, jebane opiekunki - tak pomyślałam. I wszystko mi zaczynało się układać. Wyzwałam te kobiety od kurw bo inaczej ich nie mogłam nazwać. A one: że 70% kobiet przyjeżdża tutaj opiekować się starszymi ludźmi przy okazji stając się gumowy lalkami.
Zadzwoniłam do znajomej i wygarnęłam jej: co o niej myślę. A ona mi na to: że nie mogła mi powiedzieć, bo bym się nigdy nie zgodziła. Ona już nie dawała rady i jak by nie ja - nie mogła by uciec. Teraz ona leczy się u psychologa, bo boi się facetów.
Po czterech dniach sytuacja z tragicznej nocy się powtórzyła. Tylko on nie bił już otwarta dłonią, ale pięścią. Tylko tym razem zrobił to trzy razy, dwa razy kończąc we mnie. Koleżanki dały mi tabletki antykoncepcyjne, bo od tego przecież mogę zajść w ciąże i stracę pracę.
Moja praca skończyła się jako opiekunka, teraz byłam gumową lalką do gwałtu co kilka dni. Nie pomagały zamknięte drzwi, wymiana zamka, ubieranie pidżamy, zakładanie czy inne zabezpieczenia jak majtki, okres czy coś innego. Raz przyszedł jak miałam okres, to o mało mnie nie skatował, bo mam okres - a czy to od mnie zależy.
Maskowanie siniaków to jedna z umiejętności jakiej uczysz się po czymś takim.
Ale ze mnie była głupia debilka - cieszyłam się, że potrafię perfekcyjnie nałożyć tyle podkładu że nie widać sińców - idiotka. Oczywiście ciemne okulary to podstawa.
Tak dotrwałam do kolejnej wypłaty, która jawiła mi się bólem, nocnym gwałtem i masą krwi. Kiedy brałam pieniądze, chciałam zwymiotować.
Koleżanki teraz stały się bardziej obce niż przedtem. Przesiadywałyśmy w kawiarniach i nic nie mówiliśmy. Każda miała to samo, starszą osobę srającą pod siebie, albo zdziwaczałą. Jakiegoś fagasa, który przychodził sobie użyć, jak żona nie wiedziała i wiadomość - że tego cofnąć się nie da.
Mój koleś przestał przychodzić, bo załapał jakąś pracę - dzięki Bogu, bo modliłam się o śmierć dla niego i o to aby mu tego członka gdzieś obcięło. Mijał trzeci miesiąc, więc zaczęłam dzwonić do znajomej, aby mnie zmieniła. A ona na to, że ma inną osobę do opieki i ma mnie gdzieś. Było mi głupio, ale musiałam znaleźć zastępstwo i inną kobietę wpakować w to bagno - bo inaczej tego nie można było nazwać. Załatwiłam dawną znajomą, która mieszkała po drugiej stronie Polski. Miała ciężką sytuację i choć miałam wyrzuty sumienia to zależało mi na wyjeździe uwolnieniu się z tego miejsca. Jedyny plus, że to jednak z córek mi płaciła. Ale i tak usłyszałam swoje na odchodne. Oddały mi też dokumenty, jako zabezpieczenie przed ucieczką. Teraz rozumiem po co to robią. Jak trafisz na świra, nie będziesz mogła uciec.
Znajoma, która mnie zmieniała miała przyjechać z narzeczonym, który załatwił sobie pracę w jakiejś firmie - jedyny plus.
Jeszcze przed wyjazdem spotkałyśmy się wszystkie, całą grupą i okazało się że jedna z koleżanek jest w ciąży z facetem, który przychodził do niej. Jak facet się dowiedział, powiedział jej bez zmrużenia okiem: musisz usunąć i sama sobie za to zapłacić - bo to twoja wina. Jej wina, rozumiecie - to że ją facet gwałcić, a potem się temu poddała, aby mieć te noce za sobą - a teraz jej wina. Faceci tutaj to naprawdę świnie, a jak już się dowiedzą że komuś dajesz, to stajesz się niczym innym jak prostytutką.
Ta moja historia pokazała mi, że jadąc gdzieś do pracy i mieszkając u kogoś - ten ktoś czuje się tak jak by nabywał praw do nas - bo nam płaci. To samo może spotkać każdego kto jedzie nawet na wynajem. Przecież nikt nie ma na tyle po przyjeździe aby zapłacić za nocleg i jedzenie.
Wróciłam do kraju, który wydał mi się jeszcze biedniejszy niż był. Ta bieda, te obskurne mieszkania, ulice - to wszystko to całkowite dno. A to kraj w którym żyłam, w którym się wychowywałam - a teraz, jak napatrzyłam się na Włochy to widzę, jak ten kraj jest na dnie. Człowiek się czuje tak jak by wracał do slamsów, a nie do Polski.
Przywiozłam trochę grosza, ale po 2 miesiącach znajoma zadzwoniła z innego miejsca Włoch, czy nie chcę przyjechać na zmianę. Odpowiedziałam, że nie. Nie chciałam się pakować znowu w bycie kurwą, bo u kogoś sprzątam. Wiele kobiet upada właśnie tak nisko, bo inaczej nie miały by nic - Polska rzeczywistość.
Obecnie wyjechałam do dużego miasta w swoim regionie. Wynajęłam kawalerkę na obrzeżach i znalazłam pracę. Żyję skromnie i może czasami muszę przeliczać pieniądze, ale wysyłam trochę rodzicom, a i sama czasami coś sobie kupię. I choć mi się nie przelewa, nie chcę wracać tam gdzie byłam.
W nocy budzę się na każdy dźwięk, boję też mężczyzn bo wydaje mi się że spotkam tego Włocha na ulicy. Poszłam do psychologa i rozmowa z nim wiele mi daje, ale i tak wiem sama po sobie, że aby przestać się bać będę musiała przejść długą drogę. Dzwoniła do mnie ta znajoma, która się ze mną wymieniła. Opowiedziała mi, że jednego dnia przyjechał jej narzeczony i jak siedzieli razem do późna, przyszedł ten Włoch i on nie wiedział, że tam jest jej narzeczony. Kiedy zaczął swoją eskapadę, dostał nieźle po ryju. Znajoma musiała zmienić osobę, którą się opiekowała. Ale dobre to, że ten ktoś dostał wreszcie nauczkę. W miasteczku nastała dziwna konsternacja, bo wielu facetów przestało robić to co robiło. Powód, nie wiedzieli czy dana kobieta nie zabezpieczyła się i nie przyjechał tutaj jej mąż czy chłopak. Włosi wiedzieli, że Polak jak chce to potrafi dowalić.
A ja poznałam przez internet chłopaka, który wydał mi się miły i sympatyczny. Ale jeszcze boję się zetknąć z mężczyzną - wspomnień nie można tak łatwo zapomnieć. Prawdopodobnie nigdy o tym nie zapomnę, ale mogę to przykryć miłymi wspomnieniami.
Włochy są fajne, ale jeśli się tam mieszka i ma się normalną pracę, bo praca jako opiekunka do osób starszych to to samo co pokojówka czy sprzątaczka - nikt ważny i tak cię każdy traktuje. A jak jesteś kobietą, to tym bardziej bo jesteś Polka.
I czy wrócę do Włoch, aby tam pracować? Na pewno przed wyjazdem o wszystko się wypytam, ale wiem że nikt mi nic nie powie w prost. Bo co ma powiedzieć?
Inna znajoma przyjechała i spotkałyśmy się. Opowiadała, że nie ma u niej kolesia ani takiego frajera ale jest coś innego: samotność. Nie masz dostępu do komputera, do telefonu bo zadzwonić możesz tylko raz na tydzień i to też jakiś czas tylko rozmawiać. Ale mimo wszystko, w około nie ma polek, nie ma z kim porozmawiać, pośmiać się ani posiedzieć. Jak ona to powiedziała: usycha się. Ponieważ nie przyjechałaś tutaj aby wydawać to co zarobisz, bo wtedy ten przyjazd był by bez sensu. Smutne jest to, że jej dzieci w czasie kiedy ona kursowała tam i z powrotem, rozjechały się po świecie. I nawet nie wie, gdzie które jest. Teraz wraca do pustego domu, gdzie jest taka sama cisza jak tam gdzie była. Więc myśli już tylko o śmierci, bo radować się życiem już nie potrafi. Nic jej innego nie zostało, jak jeździć... i gdzieś po drodze umrzeć.
I najśmieszniejsze jest w tym wszystkim to, że z tych pieniędzy nie będzie emerytury. A kto na starość nas utrzyma, jak ta praca to praca na czarno, bez płacenia składek?
Ale o tym wiele kobiet zaczyna myśleć, jak już nikt ich nie chce do opieki, a państwo im daje 450zł. bo więcej nie zarobiły.
I los takich kobiet jest klarowny: znajdują one starych dziadków, z którymi biorą ślub aby mieć obywatelstwo Włoskie i móc po starym pryku brać emeryturę jak zemrze. Bo co innego pozostało takiej kobiecie, jak ona ani pracy w Polsce, a we Włoszech na czarno cały czas pracuje. Taką kobietę nawet jak coś zabije, to kto powie prawdę - co ona robiła. Wiele też kobiet poznaje Włocha i żyje z nim, bo co ma robić.
I choć kobiety same godzą się na to, nie mają innego wyjścia bo w Polsce nie da się żyć godnie, po prostu nie da.
I choć nie wszystkie tak kończą te które wyjeżdżają "do opieki", to są i takie co kończą gorzej, w klubach czy burdelach. Są też takie, które popełniają samobójstwo - bo nie widzą innego wyjścia.
W tym aspekcie faceci mają lepiej, bo oni nie pozwolą się upodlić, oni mogą pracować gdzieś indziej. A kobieta? Musi tkwić w bagnie, aż nie nadejdzie dzień wyjazdu i nie stanie się choć na chwilę umownie wolna. Bo to co ją spotkało, nie da się zapomnieć i zostawić za sobą - to już zostaje w nas na stałe.
Dlatego warto zastanowić się, czy nie lepiej żyć skromniej, biedniej ale godniej.
Ja nikomu nie opowiem swojej historii, bo jest to moja skrywana tajemnica. Bo kim bym była po opowiedzeniu tego co mi się stało? Ponieważ zawsze jest wyjście - trzeba tylko umieć je znaleźć.
Tylko że każda kobieta jest z tym wszystkim sama i to jest problem.
Czasami płaczę do poduszki, bo nie mogę o tym wszystkim zapomnieć.
ps.
Nie na darmo pojawiło się stwierdzenie eurosieroty. Dzieci rodziców, którzy wjechali za bogactwem za granicę. A później się dziwić, że całe małżeństwo, związek umiera lub się rozpada. A jak ma ono funkcjonować, jeśli brakuje jednego z partnerów. A wszystkim tylko chodzi o pieniądze, które jak się przekonałam - naprawdę szczęścia nie dają.
=============================
Oczywiście to jest fikcja literacka. Cały tekst i pomysł na niego wpadł mi do głowy w jednej chwili.
Problem w tym, że choć nie ma tejże kobiety i nic z tego się nie wydarzyło - to mimo wszystko skąd wiadomo, że tak nie dzieje się u innych kobiet.
Pochodzę z małej miejscowości, w której rozwój dawno się zatrzymał. Nie ma tu zakładów, ponieważ zostały zamknięte przez ówczesne władze i nikomu nie opłaca się czegokolwiek produkować. Dlatego w mieście jest masę pijaczków i osób, które zostały wyrzucone z mieszkania ponieważ nie miały pracy i zostały skazane przez obecny ustrój na ulicę. Tak jest w większości mniejszych miast gdzie jedynym żywicielem był duży zakład i zatrudnienie w nim. Młodzież tutaj nie ma perspektyw, nie ma też zajęcia czy idei. Więc włóczy się po blokowiskach, bije między sobą czy przesiaduje przed blokami zaczepiając kogo się da, a wieczorami lub w weekendy upijając się aby nie choć trochę zapomnieć gdzie się jest i pomarzyć o lepszym świecie.
Ale wielu młodych wyjechało, tych lepszych oczywiście. Centrum miasta to stare kamienice i stare rudery znające świetność drugiej wojny światowej, więc już samo to nastraja ludzi przygnębiająco - bo co robić, gdzie iść czy pójść.
U minie w domu nie jestem sama, mam też siostrę i dwóch braci. Jestem z nich najstarsza, bo mam już ponad 35 lat, ale pomagam rodzicom - bo co innego zostało. W markecie można zarobić co najwyżej 1100 zł. a i to jest tutaj dużo, choć z tego wyżyć się nie da.
Któregoś dnia zadzwoniła do mnie znajoma z dawnych lat, chyba jeszcze z liceum. Zapytała się, czy chcę pracować za więcej niż w Polsce. Zapytałam: co to by miało być? A ona na to: że opieka nad starszą osobą za granicą. I że jak chcę to muszę dać jej odpowiedź już za 3 dni. Długo się zastanawiałam i rozmawiałam z rodzicami i postanowiłam sie zgodzić. Nie było mi łatwo zostawić całej rodziny, ale pieniądze nam by się przydało. Kiedy znowu zadzwoniła znajoma, odpowiedziałam że się zgadzam. Pożyczyłam pieniądze na przejazd i pojechałam. Dopiero w autobusie dotarło do mnie, że nie wiem kim będę się zajmować, co tak naprawdę będę robić, że nie znam języka, że tak naprawdę nic nie wiem. Im było bliżej miejsca gdzie jechałam, miałam dziwne przeczucie że to był błąd.
Po dotarciu na miejsce, okazało się że będę się opiekowała starszą kobietę. Mojej znajomej nawet nie poznałam, tak się zmieniła. Zdziwiło mnie to, że była trochę zdenerwowana i powtarzała mi ciągle, że dobrze zrobiłam. Wprowadziła mnie we wszystko, nawet przygotowała słownik: co jak się nazywa. W ten sam dzień zjawiły się w domu dwie kobiety i jeden mężczyzna. Mówili coś po włosku, a ja nie rozumiałam ich. Okazało się, że mam im oddać paszport i dowód osobisty. Z tego co zrozumiałam, to chcieli moją komórkę, ale ją dobrze ukryłam. Przez położeniem się, zajęłam się tym co miałam zrobić i położyłam się spać. Nowe miejsce coraz bardziej mnie przytłaczało. Kobiety miały do mnie obojętny i wyniosły stosunek, a ten mężczyzna nic nie mówił, nic nie pokazywał tylko się patrzył. Kobiety przychodziło kilka razy w ciągu dnia pod byle pretekstem i krzyczały coś do mnie. Po tygodniu sama nie wiedziałam, o co im chodzi. Ponieważ czepiały się tego że umyłam okna, a kolejnego że są one brudne. Mężczyzna przychodził rzadko, rozmawiając tylko ze starszą panią. Tak minął mi mijały kolejne dni, ciężkie dni. W tygodniu miałam dzień wolny, ale i tak nie był on wolny, bo tylko popołudniu.
To może teraz napiszę coś o mieszkańcach okolicy, bo to też trochę pokazuje - jacy są włosi, czy same Włochy. Spotkałam wiele kobiet pracujących jak ja i zajmujących się dokładnie tym samym. Zebraliśmy się w taką paczkę, aby raźniej było. I choć miałyśmy wsparcie w sobie, zauważyłam że o wielu sprawach się nie mówi. Dni mijały mi od spotkania z koleżankami do kolejne spotkania. Dni kiedy było ciężko było mniej, człowiek nie przejmował się już tak bardzo.
Tak minął mi miesiąc, kilka koleżanek pojechało do Polski do mężów, czy rodzin. Przyjechały inne, taka kolej rzeczy. Pierwsza wypłata była jak dla mnie dniem szczęśliwym i cudownym. Pierwsze takie pieniądze, w przeliczeniu na Polskie zł. to naprawdę dużo. Nie cieszyłam się tym długo, niestety. Okazało się, że muszę wiele rzeczy zapłacić sobie sama, jak i po opłacać kilka rzeczy, jak ubezpieczenie, to co ja jadłam, ubrania, kosmetyki czy nawet bilet do innego miasta, nawet jeśli jechałam w sprawie babci. Aby odłożyć, to na tamte standardy było tego niewiele. W Polsce to było mimo wszystko nadal coś.
Miałam napisać coś o mieszkańcach, a napisałam o innych polkach tam pracujących, przepraszam. Włosi to lowelasy i pokazują to na każdym kroku. Gwizdy, chamskie (jak dla mnie) zachowanie to dla nich normalność. A jak dziewczyna ma długie włosy i jest ładna, nie ważne w jakim wieku - to ma problem odpędzić się od włochów. Ja miałam na początku problem, ale jak jednemu i drugiemu powiedziałam kilka słów po włosku to to się odczepił. Ale i tak znajdą się inni, którzy złapią cię za tyłek czy będą gwizdać - tego nie da się zakończyć. W ich mentalności kobieta jest już ich jak na nią spojrzą.
Tak mijały mi kolejne dni, bo tygodnie były inne. Zajmowanie się starszą osobą we Włoszech nie jest przyjemne i łatwe - to harówka i odpowiedzialność.
Jeśli chodzi o język to szybko załapałam słówka i pewne zwroty. I choć nie potrafię jeszcze szybko mówić, to powoli jakoś daje sobie rade. Zauważyłam, że włoskie kobiety nie ważne w jakim wieku same ubierają się w mini spódniczki, malując się na bardzo wyzywający makijaż i kusząc tym samym włochów do zdrady. To dziwne, ale u Włocha zdrada to najgorsza zbrodnia jeśli zrobi to kobieta, ale jeśli facet zdradza - to coś naturalnego jak oddychanie, ponieważ on musi.
Piekło zaczęło się w połowie mojego pobytu na zmianie. Któregoś dnia jak zawsze przyszedł ten mężczyzna, do babci i rozmawiał z nią jak zawsze chwilę. Ale nie wyszedł jak zawsze, ale został. Ja sprzątałam pokój - jak zawsze. Zauważyłam że dziwnie się na mnie patrzy, jak by mnie... może to dziwne, ale rozbierał wzrokiem. Zapytałam się: co się tak patrzy? Odpowiedział: a co nie może, przecież to nie zabronione. Popatrzył się na mnie jeszcze chwilę i poszedł sobie.
Następnego dnia usłyszałam jak ktoś wchodzi do mieszkania. Pomyślałam że to któraś z kobiet, córek starszej pani i nie podniosłam się aby sprawdzić. Przecież obie córki i syn mieli klucze do mieszkania i prawo tu przychodzić kiedy chcieli. Po chwili jednak drzwi do mojego pokoiku się otworzyły i ktoś wszedł - nie wiedziałam, bo już zasypiałam a do tego głowę miałam odwróconą od drzwi. Poczułam jak ktoś zdejmuje gwałtownie ze mnie cienką kołdrę i wchodzi na łóżko. To był on... klęczał nad mną i szybko złapał mnie za ręce, krzyknęłam ale on wtedy mnie uderzył. Poczułam jak z wargi cieknie mi krew, a policzek zaczyna piec. Podniósł mi moją koszulę nocną do góry i szybkim ruchem odwrócił wykręcając moje ręce. Do buzi wsadził kawałek materiału. Usłyszałam jak rozpina spodnie. Zaczęłam się szamotać i wyrywać. Ale on tylko pchnął mnie na łózko odwrócił przodem do siebie i uderzył. Biłam rękoma na wszystko strony, bo nogi miałam zaklinowane. Uderzył mnie pięścią, że pojaśniało mi w głowie, potem znowu odwrócił i trzymając ręce z tyłu wszedł we mnie. Wchodził we mnie brutalnie, ostro i ze zwierzęcym ruchem - sapiąc przy tym niemiłosiernie. Po jakimś czasie skończył, kończąc mi na plecach. Później musiał wstać i odejść. Jak usłyszałam że zamek w drzwiach został przekręcony łzy same mi podeszły do oczu. Płakałam jak nigdy przedtem, jak nigdy w życiu. Nie potrafiłam się ruszyć, nie chciałam. Jedyne o czym marzyłam to śmierć. Zostałam zgwałcona i to brutalnie przez kogoś, kto nigdy nie wydawał mi się taki brutalny i... "taki". W nocy poszłam obmyć się, ale to nie pomogło. W mojej głowie słyszałam jego jęczenie i stękanie.
Po tym zajściu chodziłam jak zepsuty robot. Koleżanki widząc mnie powiedziały: to będzie boleć tylko jakiś czas, później się przyzwyczaisz.
Kurwa, jebane opiekunki - tak pomyślałam. I wszystko mi zaczynało się układać. Wyzwałam te kobiety od kurw bo inaczej ich nie mogłam nazwać. A one: że 70% kobiet przyjeżdża tutaj opiekować się starszymi ludźmi przy okazji stając się gumowy lalkami.
Zadzwoniłam do znajomej i wygarnęłam jej: co o niej myślę. A ona mi na to: że nie mogła mi powiedzieć, bo bym się nigdy nie zgodziła. Ona już nie dawała rady i jak by nie ja - nie mogła by uciec. Teraz ona leczy się u psychologa, bo boi się facetów.
Po czterech dniach sytuacja z tragicznej nocy się powtórzyła. Tylko on nie bił już otwarta dłonią, ale pięścią. Tylko tym razem zrobił to trzy razy, dwa razy kończąc we mnie. Koleżanki dały mi tabletki antykoncepcyjne, bo od tego przecież mogę zajść w ciąże i stracę pracę.
Moja praca skończyła się jako opiekunka, teraz byłam gumową lalką do gwałtu co kilka dni. Nie pomagały zamknięte drzwi, wymiana zamka, ubieranie pidżamy, zakładanie czy inne zabezpieczenia jak majtki, okres czy coś innego. Raz przyszedł jak miałam okres, to o mało mnie nie skatował, bo mam okres - a czy to od mnie zależy.
Maskowanie siniaków to jedna z umiejętności jakiej uczysz się po czymś takim.
Ale ze mnie była głupia debilka - cieszyłam się, że potrafię perfekcyjnie nałożyć tyle podkładu że nie widać sińców - idiotka. Oczywiście ciemne okulary to podstawa.
Tak dotrwałam do kolejnej wypłaty, która jawiła mi się bólem, nocnym gwałtem i masą krwi. Kiedy brałam pieniądze, chciałam zwymiotować.
Koleżanki teraz stały się bardziej obce niż przedtem. Przesiadywałyśmy w kawiarniach i nic nie mówiliśmy. Każda miała to samo, starszą osobę srającą pod siebie, albo zdziwaczałą. Jakiegoś fagasa, który przychodził sobie użyć, jak żona nie wiedziała i wiadomość - że tego cofnąć się nie da.
Mój koleś przestał przychodzić, bo załapał jakąś pracę - dzięki Bogu, bo modliłam się o śmierć dla niego i o to aby mu tego członka gdzieś obcięło. Mijał trzeci miesiąc, więc zaczęłam dzwonić do znajomej, aby mnie zmieniła. A ona na to, że ma inną osobę do opieki i ma mnie gdzieś. Było mi głupio, ale musiałam znaleźć zastępstwo i inną kobietę wpakować w to bagno - bo inaczej tego nie można było nazwać. Załatwiłam dawną znajomą, która mieszkała po drugiej stronie Polski. Miała ciężką sytuację i choć miałam wyrzuty sumienia to zależało mi na wyjeździe uwolnieniu się z tego miejsca. Jedyny plus, że to jednak z córek mi płaciła. Ale i tak usłyszałam swoje na odchodne. Oddały mi też dokumenty, jako zabezpieczenie przed ucieczką. Teraz rozumiem po co to robią. Jak trafisz na świra, nie będziesz mogła uciec.
Znajoma, która mnie zmieniała miała przyjechać z narzeczonym, który załatwił sobie pracę w jakiejś firmie - jedyny plus.
Jeszcze przed wyjazdem spotkałyśmy się wszystkie, całą grupą i okazało się że jedna z koleżanek jest w ciąży z facetem, który przychodził do niej. Jak facet się dowiedział, powiedział jej bez zmrużenia okiem: musisz usunąć i sama sobie za to zapłacić - bo to twoja wina. Jej wina, rozumiecie - to że ją facet gwałcić, a potem się temu poddała, aby mieć te noce za sobą - a teraz jej wina. Faceci tutaj to naprawdę świnie, a jak już się dowiedzą że komuś dajesz, to stajesz się niczym innym jak prostytutką.
Ta moja historia pokazała mi, że jadąc gdzieś do pracy i mieszkając u kogoś - ten ktoś czuje się tak jak by nabywał praw do nas - bo nam płaci. To samo może spotkać każdego kto jedzie nawet na wynajem. Przecież nikt nie ma na tyle po przyjeździe aby zapłacić za nocleg i jedzenie.
Wróciłam do kraju, który wydał mi się jeszcze biedniejszy niż był. Ta bieda, te obskurne mieszkania, ulice - to wszystko to całkowite dno. A to kraj w którym żyłam, w którym się wychowywałam - a teraz, jak napatrzyłam się na Włochy to widzę, jak ten kraj jest na dnie. Człowiek się czuje tak jak by wracał do slamsów, a nie do Polski.
Przywiozłam trochę grosza, ale po 2 miesiącach znajoma zadzwoniła z innego miejsca Włoch, czy nie chcę przyjechać na zmianę. Odpowiedziałam, że nie. Nie chciałam się pakować znowu w bycie kurwą, bo u kogoś sprzątam. Wiele kobiet upada właśnie tak nisko, bo inaczej nie miały by nic - Polska rzeczywistość.
Obecnie wyjechałam do dużego miasta w swoim regionie. Wynajęłam kawalerkę na obrzeżach i znalazłam pracę. Żyję skromnie i może czasami muszę przeliczać pieniądze, ale wysyłam trochę rodzicom, a i sama czasami coś sobie kupię. I choć mi się nie przelewa, nie chcę wracać tam gdzie byłam.
W nocy budzę się na każdy dźwięk, boję też mężczyzn bo wydaje mi się że spotkam tego Włocha na ulicy. Poszłam do psychologa i rozmowa z nim wiele mi daje, ale i tak wiem sama po sobie, że aby przestać się bać będę musiała przejść długą drogę. Dzwoniła do mnie ta znajoma, która się ze mną wymieniła. Opowiedziała mi, że jednego dnia przyjechał jej narzeczony i jak siedzieli razem do późna, przyszedł ten Włoch i on nie wiedział, że tam jest jej narzeczony. Kiedy zaczął swoją eskapadę, dostał nieźle po ryju. Znajoma musiała zmienić osobę, którą się opiekowała. Ale dobre to, że ten ktoś dostał wreszcie nauczkę. W miasteczku nastała dziwna konsternacja, bo wielu facetów przestało robić to co robiło. Powód, nie wiedzieli czy dana kobieta nie zabezpieczyła się i nie przyjechał tutaj jej mąż czy chłopak. Włosi wiedzieli, że Polak jak chce to potrafi dowalić.
A ja poznałam przez internet chłopaka, który wydał mi się miły i sympatyczny. Ale jeszcze boję się zetknąć z mężczyzną - wspomnień nie można tak łatwo zapomnieć. Prawdopodobnie nigdy o tym nie zapomnę, ale mogę to przykryć miłymi wspomnieniami.
Włochy są fajne, ale jeśli się tam mieszka i ma się normalną pracę, bo praca jako opiekunka do osób starszych to to samo co pokojówka czy sprzątaczka - nikt ważny i tak cię każdy traktuje. A jak jesteś kobietą, to tym bardziej bo jesteś Polka.
I czy wrócę do Włoch, aby tam pracować? Na pewno przed wyjazdem o wszystko się wypytam, ale wiem że nikt mi nic nie powie w prost. Bo co ma powiedzieć?
Inna znajoma przyjechała i spotkałyśmy się. Opowiadała, że nie ma u niej kolesia ani takiego frajera ale jest coś innego: samotność. Nie masz dostępu do komputera, do telefonu bo zadzwonić możesz tylko raz na tydzień i to też jakiś czas tylko rozmawiać. Ale mimo wszystko, w około nie ma polek, nie ma z kim porozmawiać, pośmiać się ani posiedzieć. Jak ona to powiedziała: usycha się. Ponieważ nie przyjechałaś tutaj aby wydawać to co zarobisz, bo wtedy ten przyjazd był by bez sensu. Smutne jest to, że jej dzieci w czasie kiedy ona kursowała tam i z powrotem, rozjechały się po świecie. I nawet nie wie, gdzie które jest. Teraz wraca do pustego domu, gdzie jest taka sama cisza jak tam gdzie była. Więc myśli już tylko o śmierci, bo radować się życiem już nie potrafi. Nic jej innego nie zostało, jak jeździć... i gdzieś po drodze umrzeć.
I najśmieszniejsze jest w tym wszystkim to, że z tych pieniędzy nie będzie emerytury. A kto na starość nas utrzyma, jak ta praca to praca na czarno, bez płacenia składek?
Ale o tym wiele kobiet zaczyna myśleć, jak już nikt ich nie chce do opieki, a państwo im daje 450zł. bo więcej nie zarobiły.
I los takich kobiet jest klarowny: znajdują one starych dziadków, z którymi biorą ślub aby mieć obywatelstwo Włoskie i móc po starym pryku brać emeryturę jak zemrze. Bo co innego pozostało takiej kobiecie, jak ona ani pracy w Polsce, a we Włoszech na czarno cały czas pracuje. Taką kobietę nawet jak coś zabije, to kto powie prawdę - co ona robiła. Wiele też kobiet poznaje Włocha i żyje z nim, bo co ma robić.
I choć kobiety same godzą się na to, nie mają innego wyjścia bo w Polsce nie da się żyć godnie, po prostu nie da.
I choć nie wszystkie tak kończą te które wyjeżdżają "do opieki", to są i takie co kończą gorzej, w klubach czy burdelach. Są też takie, które popełniają samobójstwo - bo nie widzą innego wyjścia.
W tym aspekcie faceci mają lepiej, bo oni nie pozwolą się upodlić, oni mogą pracować gdzieś indziej. A kobieta? Musi tkwić w bagnie, aż nie nadejdzie dzień wyjazdu i nie stanie się choć na chwilę umownie wolna. Bo to co ją spotkało, nie da się zapomnieć i zostawić za sobą - to już zostaje w nas na stałe.
Dlatego warto zastanowić się, czy nie lepiej żyć skromniej, biedniej ale godniej.
Ja nikomu nie opowiem swojej historii, bo jest to moja skrywana tajemnica. Bo kim bym była po opowiedzeniu tego co mi się stało? Ponieważ zawsze jest wyjście - trzeba tylko umieć je znaleźć.
Tylko że każda kobieta jest z tym wszystkim sama i to jest problem.
Czasami płaczę do poduszki, bo nie mogę o tym wszystkim zapomnieć.
ps.
Nie na darmo pojawiło się stwierdzenie eurosieroty. Dzieci rodziców, którzy wjechali za bogactwem za granicę. A później się dziwić, że całe małżeństwo, związek umiera lub się rozpada. A jak ma ono funkcjonować, jeśli brakuje jednego z partnerów. A wszystkim tylko chodzi o pieniądze, które jak się przekonałam - naprawdę szczęścia nie dają.
=============================
Oczywiście to jest fikcja literacka. Cały tekst i pomysł na niego wpadł mi do głowy w jednej chwili.
Problem w tym, że choć nie ma tejże kobiety i nic z tego się nie wydarzyło - to mimo wszystko skąd wiadomo, że tak nie dzieje się u innych kobiet.
poniedziałek, 16 maja 2011
życie jak miejsca
"Bo bym chciał”
Zatopić palce w twoich włosach
Poczuć zapach koszonej trawy
Dać upust emocjom serca
Zatańczyć w świetle księżyca
Ale dopiero jak nauczę się tańczyć
Pocałować wiatr w chmurach
Musnąć wargami słońce, albo promyk
Tylko to co chcę i pragnę
Tylko serce, którym kocham
Emocje, którymi pragnę
Oczy, usta, palce którymi czuję
Chciał bym, choć raz poczuć się wolny
Poczuć, że nic mi nie zagraża
Przestać się bać
Oddać życie i żyć
Nie chce być sam
Uśmiechnąć się do kogoś i powiedzieć
Jesteś moim życie, nie żałuje że żyje
Chcę więcej, brać ile mi pozwala na to życie
Dlaczego mam płakać
Dlaczego niebo płacze, kiedy nadejdą chmury
Chcę się cieszyć każdą kroplą, każdym szczęściem
Ale chodzę po ziemi i widzę, to co widzę
Cały czas to samo, dzień za dniem
Życie przelatuje przez palce
Chciał bym być aniołem
Umrzeć i gdzieś tam na górze patrzeć
Chciał bym… przestać marzyć.
„na dnie”
Zapamiętać wspomnienie
złapać je dotknięciem, marzeniem
Nie wypowiedzieć słów
mówić sercem
Gwiazdy świecą dla nas
tylko ja i ty
Mieć marzenia, pragnienia
zatracać się w nicości
Promyki słońce już nie radują duszy
zapadam się w sobie, idąc na dno
Czasami myślę
że lepsza była by śmierć
Moje oczy to uczucia
smutku i tęsknota za tym co było
Jedno się kończy
drugie zaczyna
Oby świat zapomniał mnie
kiedy będę żył.
„deszcz”
szum kropel łez zagłusza bicie serca
Szare chmury zwiastują większą wichurę
Coś świszcze o szybę, domaga się wejścia
Boję się
Nakrywam się szeleszczącą kołdrą
Coś skuta, cisza
Boje się otworzyć oczy, to tylko deszcz
Krople szumią koło mnie
Zaciskam powieki, aby nie słyszeć
Dlaczego padasz właśnie teraz
Uszy już mnie bolą od nie słuchania
Pozwól mi zasnąć świszczący wietrze
Pozwól ukołysać się mi do snu księżycu nocy
A ja trzęsę się pod szeleszczącą kołdrą
Trzask grzmotu, a ja podskakuje
Nie strasz mnie deszczu
Krzyczę w duszy, aby deszcz przestał padać
Proszę.
Spoglądam na swoje życie
Nic nie widzę
Pustka roztacza się nad mną
Uśmiecham się sam do siebie
Płaczę do samotności
Krzyczę do samego siebie
Dlaczego mnie nie słyszysz
Bo może umarłem
Bo może żyję pełnią życia
Bo może, jestem
Nic nie znaczę, nic nie czuję
Upadam każdego dnia
Nie podnosząc się nigdy
Piekło wypełnione chęciami
Czyny zapomniane, zagadkowe
Umieram, bo tego chcę
Oddaje życie za normalność
Moje ja już się skończyło
Dziękuję.
”zatracenie”
Idę drogą bez odwrotu
Kroczę każdy krok, jak by nie miało być jutra
Zatracam się w smakowaniu świata
Moje serce woła
Moje serce krzyczy
Moje serce płacze
a ja razem z nim
Idę drogą z której nie ma powrotów
Patrzeć przed siebie, nie chcę
nie mogę
Moja dusza uwieszona w ciele
Moja dusza skatowana
Moja dusza zabijana
Moja dusza…
czy istnieje
Wzgórza przed mną, problemy
Wspinam się mimo że nie daje już rady
Kolejny krok, kolejne problemy
Kolejne centymetry, kolejne zło
kolejne smutne dni
kolejne samotne wieczory
kolejne poranki bez nikogo
Wchodzę na sam szczyt
nic nie widzę
Moje marzenia umarły
Moja wiara skoczyła w przepaść
Moja nadzieja pije w barze
zabija smutki, piękne
Łzy oczyszczają
Kto kłamie, a kto mówi prawdę
Kogo słuchać
Ludzi, czy ludzi
Nie chcę już dobrych rad
Nie mają one pokrycia
Niech przepadną, umrą
Nie dajesz mi wyboru Boże
Zabierz mi życie
Nie chcę go
to samotność
to ból
to egoizm innych
to materializm
nie takie moje wartości
nie takie moje myśli
Poczuć radość z każdego dnia
Zatracić się w nim
Kochać i być kochanym
Nie udawać emocji
Nie pozwolić aby umarło wszystko
Czuć to co czuje radość
Czuć to co czuje miłość
Czuć to co czuje człowiek szczęśliwy
Dlaczego nie potrafię okiełznać łez
Dlaczego płaczę nad swoim grobem
Szarość marmuru zabija jeszcze bardziej
Piękny nagrobek woła mnie do siebie
A pod nim zgniłe ciało, umarłe
Ono nigdy nie wstanie
Nigdy nie powie ani słowa
Nigdy już nie usłyszy kocham cię
Trzeba umrzeć, aby żyć
Zatracić się w życiu
Docenić je
Poczuć
Zadość uczynić, za dar życia
Boże
Dziękuję
Ale tego nie potrzebuję
Więc po co żyję
Jeśli życie nie ma sensu
Pozostaje dążyć do śmierci.
Zatopić palce w twoich włosach
Poczuć zapach koszonej trawy
Dać upust emocjom serca
Zatańczyć w świetle księżyca
Ale dopiero jak nauczę się tańczyć
Pocałować wiatr w chmurach
Musnąć wargami słońce, albo promyk
Tylko to co chcę i pragnę
Tylko serce, którym kocham
Emocje, którymi pragnę
Oczy, usta, palce którymi czuję
Chciał bym, choć raz poczuć się wolny
Poczuć, że nic mi nie zagraża
Przestać się bać
Oddać życie i żyć
Nie chce być sam
Uśmiechnąć się do kogoś i powiedzieć
Jesteś moim życie, nie żałuje że żyje
Chcę więcej, brać ile mi pozwala na to życie
Dlaczego mam płakać
Dlaczego niebo płacze, kiedy nadejdą chmury
Chcę się cieszyć każdą kroplą, każdym szczęściem
Ale chodzę po ziemi i widzę, to co widzę
Cały czas to samo, dzień za dniem
Życie przelatuje przez palce
Chciał bym być aniołem
Umrzeć i gdzieś tam na górze patrzeć
Chciał bym… przestać marzyć.
„na dnie”
Zapamiętać wspomnienie
złapać je dotknięciem, marzeniem
Nie wypowiedzieć słów
mówić sercem
Gwiazdy świecą dla nas
tylko ja i ty
Mieć marzenia, pragnienia
zatracać się w nicości
Promyki słońce już nie radują duszy
zapadam się w sobie, idąc na dno
Czasami myślę
że lepsza była by śmierć
Moje oczy to uczucia
smutku i tęsknota za tym co było
Jedno się kończy
drugie zaczyna
Oby świat zapomniał mnie
kiedy będę żył.
„deszcz”
szum kropel łez zagłusza bicie serca
Szare chmury zwiastują większą wichurę
Coś świszcze o szybę, domaga się wejścia
Boję się
Nakrywam się szeleszczącą kołdrą
Coś skuta, cisza
Boje się otworzyć oczy, to tylko deszcz
Krople szumią koło mnie
Zaciskam powieki, aby nie słyszeć
Dlaczego padasz właśnie teraz
Uszy już mnie bolą od nie słuchania
Pozwól mi zasnąć świszczący wietrze
Pozwól ukołysać się mi do snu księżycu nocy
A ja trzęsę się pod szeleszczącą kołdrą
Trzask grzmotu, a ja podskakuje
Nie strasz mnie deszczu
Krzyczę w duszy, aby deszcz przestał padać
Proszę.
Spoglądam na swoje życie
Nic nie widzę
Pustka roztacza się nad mną
Uśmiecham się sam do siebie
Płaczę do samotności
Krzyczę do samego siebie
Dlaczego mnie nie słyszysz
Bo może umarłem
Bo może żyję pełnią życia
Bo może, jestem
Nic nie znaczę, nic nie czuję
Upadam każdego dnia
Nie podnosząc się nigdy
Piekło wypełnione chęciami
Czyny zapomniane, zagadkowe
Umieram, bo tego chcę
Oddaje życie za normalność
Moje ja już się skończyło
Dziękuję.
”zatracenie”
Idę drogą bez odwrotu
Kroczę każdy krok, jak by nie miało być jutra
Zatracam się w smakowaniu świata
Moje serce woła
Moje serce krzyczy
Moje serce płacze
a ja razem z nim
Idę drogą z której nie ma powrotów
Patrzeć przed siebie, nie chcę
nie mogę
Moja dusza uwieszona w ciele
Moja dusza skatowana
Moja dusza zabijana
Moja dusza…
czy istnieje
Wzgórza przed mną, problemy
Wspinam się mimo że nie daje już rady
Kolejny krok, kolejne problemy
Kolejne centymetry, kolejne zło
kolejne smutne dni
kolejne samotne wieczory
kolejne poranki bez nikogo
Wchodzę na sam szczyt
nic nie widzę
Moje marzenia umarły
Moja wiara skoczyła w przepaść
Moja nadzieja pije w barze
zabija smutki, piękne
Łzy oczyszczają
Kto kłamie, a kto mówi prawdę
Kogo słuchać
Ludzi, czy ludzi
Nie chcę już dobrych rad
Nie mają one pokrycia
Niech przepadną, umrą
Nie dajesz mi wyboru Boże
Zabierz mi życie
Nie chcę go
to samotność
to ból
to egoizm innych
to materializm
nie takie moje wartości
nie takie moje myśli
Poczuć radość z każdego dnia
Zatracić się w nim
Kochać i być kochanym
Nie udawać emocji
Nie pozwolić aby umarło wszystko
Czuć to co czuje radość
Czuć to co czuje miłość
Czuć to co czuje człowiek szczęśliwy
Dlaczego nie potrafię okiełznać łez
Dlaczego płaczę nad swoim grobem
Szarość marmuru zabija jeszcze bardziej
Piękny nagrobek woła mnie do siebie
A pod nim zgniłe ciało, umarłe
Ono nigdy nie wstanie
Nigdy nie powie ani słowa
Nigdy już nie usłyszy kocham cię
Trzeba umrzeć, aby żyć
Zatracić się w życiu
Docenić je
Poczuć
Zadość uczynić, za dar życia
Boże
Dziękuję
Ale tego nie potrzebuję
Więc po co żyję
Jeśli życie nie ma sensu
Pozostaje dążyć do śmierci.
piątek, 29 kwietnia 2011
bo to tylko marzenia
"przy tobie"
Ukochać się miłością bezgraniczną
Mieć cię na własność, tylko dla siebie
Zaznaczać twojego dotyku
Poczuć czułość zapachu twoich perfum
Patrzeć i podziwiać ciebie i tylko ciebie
Zaznać rozkoszy dotyku twoich włosów
W tobie się zatracić
Być szczęśliwym ponad wszystko
Twój głos mnie zniewala
Kiedy mówisz, anioły mówią podobnie
Kiedy idziesz, nie ma piękniejszego widoku
Twoje oczy takie piękne zapierają mi dech
Jesteś aniołem, o pani
Czy jesteś realna, prawdziwa
Nie ma idealnych ludzi, osób
Co skrywasz głęboko ukryte w sobie
Wspomnienia, zatracenie, upadek, czy co innego
Zaufaj własnemu sercu, poczuj to co ono mówi
Bo życie jest piękne, wystarczy je docenić
Dotknąć
Cały świat w twoich objęciach
Jedna chwila, jedno spojrzenie, jeden oddech
Życie
Codzienność
Piękno
Tylko trzeba chcieć
Trzeba okazać i być
Trzeba oddychać życiem
Chcieć żyć.
Ukochać się miłością bezgraniczną
Mieć cię na własność, tylko dla siebie
Zaznaczać twojego dotyku
Poczuć czułość zapachu twoich perfum
Patrzeć i podziwiać ciebie i tylko ciebie
Zaznać rozkoszy dotyku twoich włosów
W tobie się zatracić
Być szczęśliwym ponad wszystko
Twój głos mnie zniewala
Kiedy mówisz, anioły mówią podobnie
Kiedy idziesz, nie ma piękniejszego widoku
Twoje oczy takie piękne zapierają mi dech
Jesteś aniołem, o pani
Czy jesteś realna, prawdziwa
Nie ma idealnych ludzi, osób
Co skrywasz głęboko ukryte w sobie
Wspomnienia, zatracenie, upadek, czy co innego
Zaufaj własnemu sercu, poczuj to co ono mówi
Bo życie jest piękne, wystarczy je docenić
Dotknąć
Cały świat w twoich objęciach
Jedna chwila, jedno spojrzenie, jeden oddech
Życie
Codzienność
Piękno
Tylko trzeba chcieć
Trzeba okazać i być
Trzeba oddychać życiem
Chcieć żyć.
środa, 27 kwietnia 2011
jedno życie, tak wiele spraw
Jedno życie, tak wiele spraw - opowiadanie.
Iza usiadła na fotelu spoglądając ukradkiem na telewizor, w którym pokazywali właśnie wiadomości. Sebastian kolejny raz spóźniał się z przyjazdem do domu po pracy. Ale jak to jej tłumaczył: korki, inni, którzy wracają w tym samym czasie, to wszystko się na siebie nakłada i nie mogę wrócić szybciej. Kiedyś nawet poszła pod jego pracę, gdzie rzeczywiście jego powrót do domu był długi i mozolny, a żaden inny kierowca nie chciał go puścić, aby to on był szybciej w domu. Zdjęła czarne satynowe szpilki, w których chodziła przez cały dzień i rozmasowała sobie delikatnie stopy. W telewizji pokazywano właśnie jakieś premiery na nadchodzące święta wielkanocne i stwierdziła lakonicznie, że nic nie będzie do oglądania. Ułożyła się na wersalce z nogali wyciągniętymi wzdłuż i oglądała serial, który w danym momencie był emitowany. Dzieci były jeszcze na dworze, bawiąc się za pewne w jakieś gry i zabawy. Dziwnie się czuła, puste mieszkanie, jeśli nie telewizor to w pokoju i domu było by całkiem cicho. Zamknęła oczy i zaczęła rozmyślać nad świętami, które zbliżały się nieubłaganie. Sygnał wiadomości na komórkę wyrwał ją gwałtownie z drzemki. Podniosła się i złapała za telefon, nie spoglądając od kogo była to wiadomość. Przymrużonymi oczami spojrzała na treść i usiadła na wersalce spoglądając na to co właśnie przeczytała: twój mąż cię zdradza i będzie miał ze mną dziecko. Iza nie dowierzała tej wiadomości, uświadamiając sobie że to jakiś głupi, bardzo głupi żart. Usłyszała jak w drzwiach przekręca się zamek, wiec Sebastian wrócił z pracy. Skasowała wiadomość i doprowadziła się do porządku, choć jej pognieciona sukienka i zaspane oczy zdradzały, co właśnie robiła. Sebastian wszedł do mieszkania i postawił torbę w przedpokoju, zdjął letnią kurtkę i skierował się do łazienki. Iza siedziała na wersalce, próbując zebrać myśli i powtarzając sobie w kółko, że to co przeczytała była złym snem.
Wieczór przebiegł im dość miło i przyjemnie. Kolacja, wspólne oglądanie filmu, usypianie dzieci. Wszystko tak jak zawsze, wszystko tak jak co dzień. Wszystko takie samo, wszystko co roku, dzień w dzień podobne do siebie i nudne. Tak nudne i bez ikry - jak stwierdziła to rano Iza. Czas to zmienić, gdzieś pojechać odpocząć. Kiedy jechała autobusem do pracy, doszła do wniosku, że jej życie jest nad wyraz przewidywalne. Czym ono się różniło, od innego życia innych kobiet? I powoli, ale sukcesywnie docierało do niej, że ona nic z tego życia nie ma. Ma około 42 lata i nie pamięta kiedy kochała się z mężem tak namiętnie, a nie aby to zrobić. Nie pamiętała kiedy ostatnio wyszli na spacer, czy upili się razem. Nie pamiętała, kiedy on stał się dla niej obcy. Miała ponad 40 lat i nic z tego życia nie wyniosła. Na początku oddała się jemu, była z nim, później dzieci, tworzenie i kształtowanie rodziny, a teraz oddawała się pracy. Nie było jej w domu przez ten czas kiedy była w pracy, nie wiedziała co tam się dzieje, czy może ktoś tam jest inny, na przykład inna kobieta z Sebastianem. Szybko odgoniła tą myśl ze swojej głowy, miłość to zaufanie, przede wszystkim zaufanie. Praca przebiegła jej dość powoli i wolno, ciągle myślała nad tym sms, który nie dawał jej spokoju. Teraz żałowała, że go skasowała, bo miała by numer z którego został on wysłany, a tak musiała czekać lub nie do kolejnej wiadomości. Tak mijały jej kolejne dni... Sebastian w tym czasie zachowywał się tak samo, nie zdradzając żadnych przesłanek, że coś ukrywa.
Święta wielkanocne przebiegły standardowo jak rok temu. Wszystko było takie samo, nawet te same zdania i frazy, które wypowiadali. Powoli zaczynało ją to męczyć, dobijać. Przecież życie nie może tak wyglądać, aż do śmierci. Ona nie chce tak żyć, a na pewno nie w ten sposób. Zaczynała zauważać w swoim życiu rzeczy, na które nigdy wcześniej nie zwróciła by uwagi, ponieważ wszystko co robiła, robiła z myślą o Sebastianie i dzieciach. Nie pamiętała, kiedy Sebastian powiedział jej: ładnie wyglądasz, jesteś piękna, ślicznie wyglądasz, moja księżniczko jak to mawiał przed ślubem i zaraz po. Nic z tych wspomnień nie miało już odbicia i odzwierciedlenia. Złapała się na tym, że zaczęła tęsknić za tym, aby Sebastian ją przytulił, pocałował, dał poczucie że naprawdę ją kocha. A on w pewnym momencie wycofał się z tego wszystkiego, co było przed ślubem. I choć spędzają wspólnie czas wieczorami, jest to czas bez czułości, namiętności i wzajemności. Po prostu oglądają wspólnie film czy program rozrywkowy, ale nic po za tym. Łapała się na tym, że analizuje swoje życie i próbuje odnaleźć przyczynę i miejsce, w którym to piękne cudowne życie się skończyło, a w jej serce wtargnęła pustka. I co było dla niej najgorsze, zaczynała się zastanawiać, czy naprawdę jeszcze kocha Sebastiana. I dochodziła do smutnego wniosku, że to już tylko przyzwyczajenie, a nie wielkie uczucie. Całe swoje życie przegrała, płacąc za to swoją swobodą, radością z życia i zaprzepaszczając swoje pragnienia i marzenia. Wszystko dla pieniędzy, wszystko - oddała im nawet swój świat, który tak naprawdę nie istniał. Wiele razy wieczorem Sebastian szedł do swojego pokoju, gdzie pracował do późna w nocy, a ona siedziała nad swoimi papierami. Pustka nie życie, do takiego wniosku dochodziła. Tak mijały jej kolejne dni i tygodnie.
Niedziela, słoneczny, bardzo ciepły poranek maja. Iza wstała jak co rano i zrobiła dwie kawy. Dzieci jeszcze spały, więc wyszła na balkon i rozejrzała się po placu zabaw i oknach innych mieszkań w bloku na przeciwko. Zastanowiła się, ile kobiet robi to samo co ona? Uśmiechnęła się do siebie i spojrzała na kubek trzymany w obu dłoniach. Kawa miło pachniała w jej nozdrzach. Zrobiła łyk czarnej gorzkiej substancji i rozważała ostanie rzeczy, jakie zaobserwowała. Sebastian zaczął wracać punktualnie do domu, choć czasami zdarzało mu się wrócić jak wcześniej. Udawała, że tego nie zauważyła i cieszyła się tak samo kiedy otwierał drzwi wcześniej, nie okazując zdziwienia. Nie chciała dawać mu powodów do odkrycia tego, że ona wie o jego tajemnicy. Kilka dni temu, nie pamiętała jaki to był dzień, kiedy Sebastian wyszedł do kolegi w jakiejś tam sprawie, usłyszała dziwne ciche pukanie do drzwi. Kiedy podeszła sprawdzić przez wizjer czy może rzeczywiście ktoś nie pukał. Nikogo nie było na klatce schodowej. Jednak przeczucie mówiło jej, aby otworzyć drzwi. Na wycieraczce leżała koperta, bez żadnego podpisu. Zabrała ją pospiesznie i schowała w swoich rzeczach, tam gdzie Sebastian na pewno nie zaglądnie przypadkiem. Już wiele razy zauważyła, że przypadkiem on wsadza rękę w jej rzeczy i w ten sposób już wiele razy odkrył to co mu kupiła pod choinkę. I choć zmieniała miejsce ukrycia, zawsze znalazł pretekst aby zajrzeć, tam gdzie to schowała. Sebastian tego wieczora śmierdział piwem i nie chciała z nim spać. Sama piła naprawdę niewiele a do tego ostatnio kiedy piła było chyba na Boże Narodzenia, to jednak odór alkoholu odpychał ją od niego. I tak w nocy przebudziły ją wymioty Sebastiana w toalecie, ale nie wstała. Sam tego chciał, mógł nie pić, ona mu nie kazała. Wychodząc do pracy zabrała kopertę, która ktoś podrzucił jej na wycieraczkę. Jadąc autobusem jak zawsze, rozglądała się po wszystkich, czy aby nie ma wśród nich kogoś znajomego, jej albo jej męża. W kopercie był list i jakieś zdjęcia, ale najpierw chciała przeczytać to co ten ktoś miał jej do powiedzenia. Ktoś, kto jedną wiadomością zmienił jej życie w dochodzenie i uświadomił jej, że jej życie to jedna wielka nuda i pustka. Przed rozpoczęciem czytania kontem oka rozejrzała się, ponieważ jej odczucie że każdy na nią patrzy, zaczynało ją nerwowo wykańczać. List nie zaczynał się od przywitania, ani wstępu. Zaczynał się od słów: Twój mąż Sebastian, pracujący w firmie... cię zdradza. Nie jest to tajemnicą dla wszystkich, których znasz i swoich znajomych, ponieważ oni o tym wiedzą od kilku już lat. Sebastian poznał mnie podczas waszego przyjęcia Bożonarodzeniowego na którym uprawialiśmy seks w jego pokoju. Pamiętasz jak on zniknął na chwilę i nie mogłaś go znaleźć, to już wiesz gdzie był i z kim. Tą informacją chciałam ci tylko pokazać, że to co tu przeczytasz jest prawdą i choć może ona być dla ciebie szokująca, chcę abyś wiedziała, że Sebastian wiele mi powiedział o was i jak on widzi wasze życie. Nie było to przyjemne, słuchać jak on narzeka na ciebie i dzieci. I wiem, że jeśli dokonasz słusznego wyboru, on znajdzie sobie inną, której będzie opowiadać o mnie. Ponieważ chcę abyś wiedziała, że Sebastian jest typem który nie uznaje jednej jedynej kobiety. I ja o tym wiem i ty też wiedziałaś jeszcze przed ślubem. Pamiętasz jak chodziłaś po niego do barów, jak szukałaś go wszędzie po znajomych, a on siedział u jakiejś cizi. To wszystko zaznałaś przed ślubem. I mogę ci to powiedzieć wprost, aby to do ciebie dotarło: facet czy przed ślubem czy po i tak się nie zmienia, a nawet staje się gorszy. Jeśli przed ślubem zauważasz, że on flirtuje z innymi kobietami, podrywa je, zagaduje ciągnie go do innych kobiet, to tak samo będzie po ślubie. No może nie od razu, bo będzie musiał uśpić twoją czujność, ale po dwóch latach zacznie on robi dokładnie to samo co robił wcześniej, tylko tym razem ukrywając to przed tobą. Podobnie było z Sebastianem, i to jest trochę przykre. Bo wydałaś mi się naprawdę sympatyczną i fajną kobietą, więc tym bardziej go nie rozumiem i ciągle próbuje dotrzeć do tego, jak to się stało że on cię zdradza. I jeśli chcesz dowodu mogę ci tu przytoczyć pewien fakt, na który nie zwróciłaś uwagi. Chodzi o waszą znajomą jeszcze zanim poszliście przed ołtarz. Pamiętasz Karolinę, z którą był Sebastian? Pamiętasz jak walczyła o niego, bo podobno ty jej go ukradłaś. A on sam przyszedł przecież do ciebie i zaczął mówić o związku, że chce być z tobą, pamiętasz to? Tak samo zrobił teraz z tobą, poszedł do innej kobiety i zaproponował jej bycie kochanką, z możliwością zawarcia związku małżeńskiego.
List przytaczał jeszcze kilka faktów i odniesień do jej życia i Sebastiana. Sebastiana, który teraz jawił się jej jako największa pomyłka jej życia. Sebastiana, który zniszczył jej życie myśląc tylko o sobie. Teraz rozumiała znajomych, który ostrzegali ją przed wiązaniem się z nim na stałe. Znajomych, którzy mieli z nim styczność prawie cały czas, którzy przyglądali się jak Sebastian niszczy kolejne kobiety i łamie im serca. Sebastian, który był i jest jej mężem, a który ją zdradza i to od kilku już lat.
Praca przeleciała jej nadzwyczaj szybko. Jednak powrót do domu był trudny, bardzo trudny. Nie chciała wracać do domu, w którym był albo będzie ktoś kogo nie znała, z kim spędziła życie, a ten ktoś prowadził inne życie, które nie przenikało w żaden sposób do ich wspólnej codzienności. Wysiadła dwa przystanki wcześniej i udała się do przyjaciółki, z którą kontakt trochę się popsuł. Nie widziały się z Wiktorią już będzie z rok, kiedy to ostatnio spotkały się na mieście i przegadały prawie całe południe.
Powrót do domu od Wiktorii nie był niczym przyjemnym, tym bardziej że Wiktoria potwierdziła część rzeczy z listu. To było najgorsze, że jednak wszyscy w około wiedzieli o wszystkim, a ona żyła przez tyle lat w błogiej nieświadomości. Jak to określiła Wiki: nie chcieli jej niszczyć życia i skazywać na samotność. Ale teraz kiedy już to wszystko wyszło na jaw, miała ochotę krzyczeć, wrzeszczeć i płakać. Mijając jasno oświetlone uliczki w parku usiadła na jednej z ławek i wpatrywała się tępo w drzewa i spacerujące wieczorową porą pary zakochanych. Nie pamiętała kiedy to ostatnio spacerowała tak z... łzy pociekły jej po policzkach. Tyle wspomnień, tyle życia, tyle rzeczy, dzieci i to wszystko jest kłamstwem. Nie mogła tego zrozumieć, jak można tak człowieka zniszczyć. Ona chciała być szczęśliwa, jest wrażliwa, ma marzenia, chciała być tylko szczęśliwa. Odrzuciła połączenie w telefonie, który zadzwonił. Nie potrafiła już żyć. Jej życie było fikcja, zostało ono napisane przez człowieka, którego nie znała. Sebastian jawił jej się jako ktoś idealny, ale jak mawiała jej babcia: nie ma idealnych ludzi. Jeśli ktoś jest idealny, to znaczy że skrywa tajemnice, które mogą zniszczyć ciebie i twoje życie. Miała rację, a ona jej nie posłuchała. Jej babcia cały czas mówiła przeciwko Sebastianowi i była przeciwko niemu. Raz nawet krzyczała na nią, bo tarot i inne wróżby mówiły o jej nieszczęściu i że to nie jest facet dla niej. Ale ona była zakochana, kochała Sebastiana, chciała być z nim. Teraz to już wszystko było mało ważne. Zastanawiała się: co ma zrobić, jak postąpić. Rozwód? Przecież ona się na tym nie zna, nie wie gdzie pójść, co napisać i co inni powiedzą. Musiała odpocząć, z dala od tego wszystkiego.
Kolejne dni były męką i zmuszaniem się do normalności. Wielokrotnie przystawała i płakała w ukryciu, aby nikt nie widział. Cała ta sprawa zabijała ją od środka i choć już się wygadała, nie sprawiło jej to przyjemności. Nie uwolniła się ona z jarzma ciężaru, jaki nosiła na barkach. Wzięła cały tydzień wolnego i postanowiła pojechać do swoich rodziców, na wieś.
Wiedziała że Sebastian nie będzie mógł wziąć wolnego, choć jak już się doinformowała w firmie Sebastiana, szef był bardzo miły i nie widział problemu, aby jeden z jego pracowników nie dostał tygodnia urlopu. Ale ona nie przedstawiła się, więc jego szef nie mógł wiedzieć, o jakiego pracownika chodzi. To ją tym bardziej utwierdziło, że Sebastian coś planuje w domu, kiedy ona wyjedzie z dziećmi.
Pobyt na wsi naładował jej trochę psychicznie, ale nie na tyle, aby zmierzyć się z problemem i Sebastianem. Nie chciała martwić rodziców swoimi problemami, choć oni i tak widzieli na jej twarzy smutek.
Po powrocie do domu, odczekała kilka dni i udała się do prawnika, który przedstawił jej wszystkie meandry prawa rozwodowego i jak się wszystko to odbywa podczas podziału majątku. W ten sam dzień przeprowadziła rozmowę z Sebastianem, pokazując tym samym że od wielu miesięcy ona wie o tym, że on ją zdradza. Przyjął to chłodno, nawet na nią nie spojrzał. Skwitował to tylko wychodząc z pokoju: i tak cię nie kochałem, a to wszystko było dla kasy, kasy twojego ojczulka. Przecież mieszkanie kupili im rodzice jako prezent ślubny, samochód też dostali, a raczej dostała Iza na 40 urodziny i choć miała prawo jazdy, jeździła do pracy autobusem. Wszystko co miała, albo sama kupiła albo było sfinalizowane przez jej rodziców. Rodzice Sebastiana nie przykładali się do wspierania ich małżeństwa, odcinając się zaraz po weselu. Nawet nie widzieli nigdy swoich wnuków, choć od tego czasu minęło już dobrych kilka lat, kiedy urodziła się Mariola. Sebastian też nie bardzo kwapił się z inwestowaniem w mieszkanie, ich mieszkanie. I choć składali się na rachunki po połowie, zawsze miał on problemy z oddaniem jej choćby złotówki.
Najgorsze jednak przyszło dwa tygodnie później, kiedy to już została ustalona pierwsza data rozprawy rozwodowej. Dostała sms: spotkajmy się na rynku za godzinę. autorka listu. Miała trochę czasu na przygotowanie się, przygotowanie się na konfrontację. Poprosiła Kamilę, sąsiadkę z przeciwka o przypilnowanie dzieci i wyszła na spotkanie z nieznajomą. Na rynku było wiele osób, które się przechadzały lub siedziały na ławce. Dopiero teraz dotarło do niej, że nie wie jak ta kobieta wygląda. Zaczęła się powoli przemieszczać po rynku, kiedy w pewnym momencie ktoś złapał ją za rękę i pociągnął w okrytą cieniem uliczkę. Poczuła miły, ale mdły zapach perfum, intensywnych perfum. Postać przed nią miała na sobie dwu częściową garsonkę w kremowym kolorze. Okulary przeciw słoneczne zakrywały jej oczy, ale widać było że jest zwyczajnej urody kobietą, nic szczególnego. Kobieta zlustrowała Izę i zdjęła okulary przeciw słoneczne. Jej głos był miły i przyjemny dla ucha: Chcę abyś coś wiedziała. Nigdy nie spotkała bym się z tobą, jak by to nie było ważne. Sebastian planuje odebrać ci dzieci i ograniczyć ci prawa do życia, do podejmowania decyzji. Chce przekupić kilku doktorków, którzy mają zeznać na pierwszej lub drugiej rozprawie, że jesteś niepoczytalna, nie odpowiedzialna i że nie potrafisz sama decydować za swoje życie. Sebastian to typ faceta, który przyparty do muru zniszczy każdego idąc po trupach do wyznaczonego celu. Więc chcę cię ostrzec, że on nawet jest zdolny wynająć kogoś aby przypadkiem jak będziesz wracać do domu, ktoś wciągnął cię w bramę i zgwałcił. Jest w stanie zapłacić komuś, aby to robił każdego dnia, rozumiesz. A nawet powiem ci więcej, on jest zdolny nawet zapłacić, aby cię przypadkiem jakiś samochód potrącił śmiertelnie, albo bardzo dotkliwe, a nawet aby cię po prostu zabić. Postać przed nią przesunęła się do rąbka światła, które wyłaniało się z cienia. Obraz jaki zobaczyła Iza ją przeraził. Twarz kobiety koło oczu była prawie brązowa, a gdzieniegdzie mocno filetowa, dopiero teraz zauważyła, że kobieta ma makijaż tak gęsto nałożony na twarzy, że ma się wrażenie, że to maska nie twarz. Kobieta założyła okulary i wyszła z cienia kierując się w nieznaną stronę. Iza stała patrząc się na tynk elewacji jakiegoś budynku. To co właśnie się stało i co usłyszała, przeszło jej najśmielsze oczekiwania. Sebastian nadal przecież mieszkał z nią i dziećmi, a jak zacznie grozić jej dzieciom. Szybko poprawiła sukienkę i wyszła na rozświetlony rynek. Szybkim krokiem skierowała się tą samą drogą, którą przyszła. Jedyna myśl jaka kołatała jej się w głowie to: szybko do domu, do dzieci.
Kolejne dni Iza przeżyła omijając jak się da zaułki i ulice, na których stały bramy i kamienice. Chodziła ścieżkami, które miały szerokie plenery i nawet jeśli ktoś chciał by ją zaatakować, wiedziała by o tym już wcześniej. Zmieniała też drogę powrotów do domu, czy nawet czas o której wychodziła z pracy. Każdy samochód, każde dziwne zachowanie ludzi sprawiało, że chciała uciekać. Była jak tygrys, który zaszczuty jest wstanie skoczyć momentalnie do ucieczki, ale też zaatakować. Kupiła sobie paralizator i dość drogi, ale podobno skuteczny gaz pieprzowy. Jej życie zmieniło się, nabrało tępa. Sebastian przeniósł się do swojego pokoiku, gdzie obecnie spał, jadł i przebywał zawsze kiedy wracał po pracy. Dzieci nie zauważyły różnicy, ponieważ nie były do niego przywiązane, ani on nie garnął się do nich. Chyba nawet nie poczuwał się do ojcostwa, do takiego wniosku doszła Iza przyglądając się Sebastianowi i swoim dwóm córkom.
Najgorsze jednak nadeszło trzy dni przed pierwszą rozprawą. Iza jak zawsze przygotowywała kolację dla siebie i dzieci. Sebastian wyprowadził się dzień wcześniej, nawet nie mówiąc gdzie się wyprowadza. Chodziło jej o dziewczyny, które będą mimo wszystko tęsknić, przecież to jest ich ojciec. Sebastian przyszedł do mieszkania, nie odzywając się ani słowem. Wszedł do pustego pokoju, który zajmował wcześniej i siedział tam z kilka minut. Później wpadł do kuchni gdzie była Iza i zaczął rozmowę o nadchodzącej rozprawie. Zadawał pytania, czy ona tego chce, że było im tak pięknie i fajnie. Iza odpowiedziała tylko, czy jej było tak fajnie jak on ją zdradzał przez tyle czasu. Co on by zrobił, jak by to ona tak postąpiła, kim by teraz była? Ostatnie co pamiętam, to to jak zobaczyła pięść przed swoimi oczami, która ją uderza. Później to już tylko przebłyski świadomości kolejnych ciosów, kopania, pisku dziewczyn, które wpadły do przedpokoju i uciekającego Sebastiana. Słyszała też płacz swoich dzieci, ale też wcześniej jakieś dziwne słowa: to za to, że byłaś oschła kurwo i nie dawałaś mi kiedy chciałem. Później ktoś inny krzyczał i sygnał karetki, a może policji. Obudziła się w pokoju, gdzie wszystko było jasne, a z okien sączyło się światło. Jej pierwsze słowa były: czy ja umarłam. Odpowiedź z boku: nie. Iza dodała próbując przełknąć ślinę: szkoda.
To zdarzenie Izie pokazało, kim był Sebastian. Ich rozprawa została przesunięta, ale i tak się odbyła. W tym czasie Sebastian popełnił karygodni błąd, tracąc panowanie nad sobą podczas rozprawy o podział majątku. Pokazał tym samym że to co mówił, że to wszystko to jej wina, było się kłamstwem. Sędzina nie dała wiary w jego zeznania i słowa, i obarczyła go winą za to wszystko. Sebastian chciał, albo próbował ja zabić kiedy wychodzili z sądu. Paradoks, że kiedy dwoje ludzi się rozwodzi, nie wychodzą oni innymi wyjściami, tylko jednym i tym samym. Mając cały czas gaz pieprzowy w małej kieszonce, której nie odkryli ochroniarze sądowi, uratował jej życie. Przeciw Sebastianowi rozpoczęła się sprawa o jej pobicia w kuchni.
Sprzedała mieszkanie, w którym miała być szczęśliwa, a które tak naprawdę zniszczyło ją, jej życie i pokazało, że mieszkanie w bloku to aluzja przyszłości i wygody. Iza zaczynała nowe życie na wsi u boku rodziców. Powiedziała sobie, że nigdy w życiu nie wróci do tego utopijnego snu PRL o mieszkaniu w bloku, snu który niszczył tak wiele rodzin.
Jej życie jednak miało kolejny raz pokazać, że można być szczęśliwym, nie ważne w jakim się jest wieku. Przez internet poznała chłopaka, który był od niej młodszy. Ale w którym naprawdę się zakochała i który pokochał jej córki. I choć bała się kolejnego związku, poprzednie wydarzenia pokazały jej, że życie nie polega na tym, aby je tracić dla pieniędzy, czy angażowaniu się tylko w dzieci lub dom. Są też inne sprawy i przyjemności, o których zapominamy w trakcie codzienności. Iza dopiero teraz mogła powiedzieć, że oddycha pełnią piersią i jest szczęśliwa. I choć zaczynała tylko pewien aspekt życia od początku, związek. To reszta była nie zmienna, ona sama była nie zmienna. I tak jak to mawiał Paweł: to od faceta zależy, czy kobieta jest szczęśliwa, czuje się piękna i czy będzie czuć się kochana. Ponieważ to on musi się wykazać inicjatywą, a nie kobieta. Ponieważ, kiedy facet coś zrobi dla kobiety, kobieta sama mu za to podziękuje w ramach wzajemności i uczucia, które ją z nim łączy. A jeśli facet nic nie robi dla kobiety, nie mówi jej niczego miłego, ale tylko żyje koło niej własnym życie i patrzy się tylko na swoje życie, to i kobieta zacznie tworzyć własny świat, który sprawia, że ona już nie potrzebuje faceta, przecież i tak już go nie ma.
Dwa lata później Iza kolejny już raz, ale tylko cywilnie powiedziała tak, słysząc podobną odpowiedź ze strony Pawła. I wiedziała, że teraz jej życie nabierze wreszcie barw, bo choć nadal pracowała, wiedziała, że jak przyjdzie z pracy będzie czuć czego nie czuła wcześniej. Paweł nie był idealny, ale zakochała się w nim i pokochała takiego jaki był. I choć miał on pewne tajemnice, o których tylko ona wiedziała - była z nim szczęśliwa, ponieważ on cieszył się na każdym kroku, że ona jest przy nim. I od bardzo dawno kiedy wstawała rano to kawa czekała na nią, a Paweł w tym czasie kładł się jeszcze spać. Wstawał tylko po to, aby jak ona wstanie miała gorącą kawę... dopiero teraz doceniała takie małe rzeczy, które kolorowały jej życie, a których brakowało wcześniej. I doceniła to, że życie nie polega tylko aby życia, ale przeżyć to życie. A codzienność nie musi być nudna, jeśli się nie chce, ważne aby cieszyć się życiem, a nie czekać na nadchodzącą śmierć.
piątek, 22 kwietnia 2011
trudne życie - opowiadanie
Angelika spojrzała na drzwi przed sobą, wchodzić czy może nie. Na drzwiach była tabliczka z napisałem: psycholog Anita i głupie nazwisko. Pieprzyć to - pomyślała Angelika, naciskając na klamkę. W pokoju jak zawsze rozchodził się ładny aromat, waniliowy. Na krześle siedziała już pani psychol, jak nazywała ją Angela i wpatrywała się w te swoje notatki i zapiski. Kurde, nigdy nie patrzyła jak ona wchodzi, zawsze wlepiała te swoje słodkie oczka w te swoje jebane kartki, jebana pani psychol.
-- Siadaj Angeliko - w pokoju rozległ się głos pani psycholog. Była kobietą około czterdziestki, o kasztanowych włosach, które zawsze były rozpuszczone. Na sobie miała bluzkę, zazwyczaj kremową, ale nie białą i spódnicę, czarną i czarne rajstopy. Na stopach czarne obcasy na szpilce, które dodawały jej kobiecości. Ona też chce kiedyś tak się ubierać, jak dama. Ale teraz nie może i długo nie będzie - stwierdziła Angela siadając na przeciw pani psychol.
-- Więc co tam u ciebie nowego? - usłyszała.
-- Nic, proszę pani. Nic a nic. - skwitowała Angela
-- To może opowiesz mi, jak tam rodzice, co?
Angelika spojrzała na swoje brudne trampki i zaczerwieniła się.
-- Czy coś się stało, Angeliko? - kolejne pytanie, czy ta kobieta nie zna umiaru?
-- Wie pani co... - zaczęła Angelika - Mam dość kłamstw? - miała naprawdę dość kłamstw.
-- Jakich kłamstw? Nie musisz się bać, to rozmowa między nami.
-- Bo ja kłamałam - wyrzuciła z siebie Angelika - Wszystko co pani mówiłam to kłamstwo. Ja chciała bym mieć takie życie jakie pani opowiedziałam, ale go nie mam.
-- Co to znaczy Angeliko?
Miała dość już życia i tego wszystkiego. Nie miała też niczego do stracenia.
-- Bo moje życie to kupa jebanego gówna. Wie pani jak to jest, kiedy gwałci panią własny chłopak, później pani traci dziecko, a zaraz potem do pani łózka przychodzi pani ojciec i uprawia z panią seks. A do tego twierdzi, że to nic takiego, kurwa jak ja bym chciała zdechnąć. A najlepsze jest to, że matka o wszystkim wie i namawia mnie, abym dawała innym facetom. Ja mam dopiero 17 lat, a już straciłam troje nienarodzonych dzieci, swoich dzieci. Jedno było mojego chłopaka, byłego chłopaka, a dwoje mojego ojca. Moja matka załatwiła mi kilku sąsiadów z klatki, którzy przychodzą do mnie raz na dwa tygodnie i robią ze mną co chcą. Jeden każe mi klękać i wkłada mi penisa do pupy, a kiedy krzyczę że mnie to boli, on śmieje się i wkłada mocniej i głębiej. A ja płaczę i krzyczę do poduszki, bo co mam zrobić. Później nie mogę robić kupy przez jakiś czas, bo mnie boli. Albo puszczam bąki, choć tego nie chcę, ale nie mam na to wpływu, to tak samo się robi. Czasami widzę brązowe majtki, kiedy się przebieram, to jest najgorsze. Inny chce tylko abym brała do buzi, wkłada mi go głęboko że się krztuszę, ale on wkłada go aż pryśnie mi w gardło. Jeszcze inny, ten z pod 5, robi to ze mną kilka razy, sapiąc mi do ucha. Potem mi się to śni, to wszystko. Wie pani, że ja nigdy nie miałam na sobie spódniczki ani sukienki. Boję się, że jak założę choć jedną, jeden z nich jawi się u mnie w pokoju i znowu będą to ze mną robić, albo wszyscy przyjdą na raz. Ja już nie mam siły milczeć, proszę pani, już nie mam siły.
-- Już dobrze Angeliko. Aby to zakończyć musisz mi wszystko opowiedzieć, a ja sprawię że się uwolnisz i będziesz wolna.
-- Ja już w to nie wierzę. A wie pani dlaczego? Bo wszyscy o tym wiedzą. Każdy sąsiad, i połowa ludzi na osiedlu. Nikt nic nie powiedział, tylko wytykają mnie palcami, albo się śmieją. Ale są też i tacy, którzy pytają o cenę, a ja nie wiem ile mam powiedzieć. Chciałam bym nie żyć, albo wyjechać aby nikt mnie nie znalazł. Chcę znaleźć chłopaka, który będzie mnie kochał i... będę szczęśliwa.
-- Dobrze, że tak myślisz, to bardzo dobrze.
-- Nie dobrze. Bo to się nie stanie, rozumie pani. Mam 17 lat i ja nie wiem co to jest mieć rodzinę, chłopaka, koleżanki. Ja się boję ludzi, ja się boje wszystkiego, nawet ścian.
-- Rozumiem. Ale powiedz mi, dlaczego nie powiedziałaś mi tego na początku? Na początku jak tu przyszłaś?
-- A uwierzyła by mi pani? Jak patrzę na ludzi w szkole jak narzekają na swoich rodziców, jak pierdolą bez sensu o zrobionych kanapkach i mają pretensje, że znowu ser. To wie pani co mam ochotę zrobić?
-- Nie.
-- Jebnąć ich o ścianę. Ja nie mam kanapek do szkoły, jak sobie sama nie zrobię. Ale i tak ich sobie nie robię, bo nie ma u mnie w domu co jeść. W lodówce jest piwo, piwo i wódka, nic więcej. To co mam jeść? A oni narzekają jak pięcioletnie dziecko, że mają kanapki z serem. Ja kurwa nie pamiętam jak smakuje ser, a oni pierdolą o serze. Zazdroszczę im wszystkim, którzy mają fajnych rodziców, a tego nie doceniają. Pojebane chuje i głupie cipy, bo jak byłam z mamą na zakupach... a ja sobie myślę, kiedy ja byłam ostatnio na zakupach. Chyba jak miałam 10 lat, a nawet to nie pamiętam. Dzieciaki nie doceniają to co mają, wie pani o tym. Pierdolą bez sensu o tym jak im źle, a nawet nie wiedzą co mają. Jeden taki w mojej klasie jest, mówią na niego - pędzel, bo ma takie włosy sterczące. Ciągle nawija o komputerach, gęba mu się nie zamyka. A ja nawet nie mam komputera, wie pani o tym? Albo taki Kamil, ten to ciągle chwali się kogo nie puknął i jak to dziewczyny krzyczą jak to robią z nim. Jednego razu pytam się go: Kamil a jak wygląda orgazm? A on mi wymyśla, że tak i tak. No to ja mu na to, że jest prawiczkiem, bo orgazm to coś innego, a on za pewne ma tak małego, że nie wiedział by w jaką dziurę wsadzić, czy w tyłek czy w to co trzeba. Chłopak się wkurzył, trochę. Później chodził taki cichy i dziwny, aż pewnego razu wyszło na jaw, że z jego opowieści żadna nie była prawdziwa, a on to jeszcze prawiczek. Nawet nie mieszkał jak reszta na osiedlu, ale w domu i ma bogatych rodziców, idiota.
W pokoju nastała dziwna cisza, bezpańska.
-- To będzie trudne, bo będzie trzeba zbadać czy to co powiedziałaś jest prawdą, ale jeśli wyjdzie że tak, to będziesz mogła ubiegać się...
-- Wie pani co? - przerwała jej Angelika - Nie pomożecie mi. A wie pani dlaczego? Bo nie możecie mi pomóc, po prostu nie możecie.
-- Możemy i pomożemy, tylko...
-- Właśnie tylko i ale. Znam to proszę pani, znam to na pamięć. Kiedy poszłam do psychologa szkolnego i opowiedziałam mu to co pani, nasłał na mój dom armię, dosłownie armię ludzi. Oni pytali się wszystkich o mnie i to co powiedziałam, i wie pani co? Gówno. Każdy się wyparł, każdy. A kiedy wszyscy sobie już poszli, moja matka i ojciec tak mnie pobili, że miesiąc leżałam pod ścianą i chciałam umrzeć. A do tego matka była zła, bo kasy nie miała, bo nikt mnie nie chciał. Teraz będzie tak samo. Przyjdą cwaniaki ładnie ubrani i ładnie pachnący i każdy powie, że to nie prawda. Ale wie pani co jest w tym dobre - uśmiechnęła się Angelika - że oni może mnie wreszcie zabiją. I to wszystko się wreszcie skończy, naprawdę tego bym chciała.
-- Ale przepisy się zmieniły i możemy ci pomóc.
-- Szczerze, nic nie możecie zrobić. To tak samo jak rodzina namawiała sąsiadkę, aby poszła na policję, bo mąż ją katuje i ich dziecko. Poszła, bo niby przepisy się zmieniły i wie pani co się stało. Nie wyrzucili go, bo wg. przepisów on ma prawo tam być, tak samo jak i ona. On miał zakaz zbliżania się do niej i co... jak niby to miał zrobić, jak mieszkali ze sobą. Śmiał się z niej i gwałcił ją tak mocno, że jej krzyk było słychać w całej klatce. Po tygodniu go zadźgała, bo już nie miała sił tak żyć. To pani nazywa zmianą przepisów? Przepisy i przepisy, ale pomóc to nie ma komu. Ten świat i to państwo jest chore, wie pani o tym?
-- Ja wierzę w przepisy, bo wiem że one pomagają.
-- One pomagają, jak się ma pieniądze. Jak się ich nie ma, to jest wielkie gówno. Dlatego ja wiem, że pani mi nie pomoże - Angelika poruszyła się w krześle i wstała, spoglądając na panią Anitę jakoś tam. Jej mina utwierdziła ją w przekonaniu, że tylko jedno ją uwolni od tego wszystkiego.
-- I co zamierzasz zrobić Angeliko?
-- A co mogę zrobić, przecież mam dopiero 17 lat, a przeżyłam więcej niż nie jeden dorosły. -- mówiąc to złapała za klamkę i wyszła.
Kolejny dzień był słoneczny i miły. Powiewał lekki wiaterek, chłodząc wszystkich którzy wyszli na spacer. Z daleka było słychać wycie syreny, która zbliżało się nieubłaganie. Anita odwróciła się za siebie, a karetka przemknęła obok, alarmując wszystkich kierowców. Cały czas myślała o Angelice i o tym jak jej pomóc.
Z karetki, która pędziła przed chwilą ulicami miasta, a która zatrzymała się przed wejściem do szpitala wyniesiono ciało, przykryte żółtym złotkiem do obwijania rannych w zimie, aby nie tracili ciepła. Nikt się nie spieszył, sanitariusze powoli skierowali się w stronę windy, naciskając na panelu przycisk, aby jechać w dół, do kostnicy.
Był już wieczór, kiedy Anita odebrała telefon i o mało nie upadła od słów, które usłyszała. Kiedy odłożyła słuchawkę, nie wiedziała co ma zrobić, co ma myśleć.
Trzy dni później Anita stała w kaplicy i uczestniczyła w mszy pogrzebowej, w której żegnano Angelikę. Przyszło kilka młodych osób, chyba osoby z klasy, albo szkoły. Było też kilka dorosłych, ale w wieku raczej babci Angeliki niż jej rodzice. Nikogo innego nie było na pogrzebie.
Anita musiała wyjaśnić śmierć Angeliki, była jej to winna. Po oględzinach mieszkania, gdzie mieszkała Angelika i rozmowie z jej rodzicami, nic nie wskazywało aby to co mówiła było prawdą. Rozmawiała też z sąsiadami i oni też nie wykazali, aby to co mówiła Angelika było prawdą. Większość mówiła to samo, prawie, ale jednak to samo. Kiedy schodziła i była na parterze, usłyszała szept. Ktoś przez uchylone drzwi wołał ją.
-- Chce pani poznać prawdę? Niech pani wróci do tego mieszkania gdzie mieszkała Angela i przypadkiem, niech pani spojrzy na parapet pod oknem.
-- Ale nie rozumiem, co mam tam zobaczyć?
-- Kiedy pani to zobaczy, zrozumie pani.
Anita wróciła do mieszkania pod pretekstem zostawienia czegoś i przypadkiem obejrzała sobie parapet, jak jej polecono. Był to normalny, kamienny parapet. Kiedy wyjrzała przez okno i znowu spojrzała na parapet, zauważyła w jednym miejscu wyryty napis: pokój M. Dopiero teraz Anita rozejrzała się dokładnie po pokoju i dostrzegła kilka rzeczy, które nie pasowało jej do pokoju nastolatki. Był za czysty i poukładany, i te stare meble, jaka nastolatka by chciała mieszkać w takim pokoju. Wyszła z niego i dopiero zrozumiała, co tak naprawdę tu się działo. Stało przed nią małżeństwo, które bardzo dobrze udawało, że wszystko jest w porządku, nawet się uśmiechali. Problem w tym, że żadni rodzice nie uśmiechali by się, jak by stracili dziecko. Anita przeprosiła i wyszła z mieszkania.
Po trzech dniach, wtargnęła do mieszkania z prokuratorem i dwoma policjantami. Przeszukanie mieszkania ujawniło, że w szafie, która miała zlikwidowany dzielony bok, urządzono coś ala pomieszczenie. Napis na jednym z boków głosił: pokój Angeli. To tutaj spała i uczyła się Angelika, tragiczna prawda została ujawniona. Ale jak się okazało, po zdjęciu dywanu w pokoju, gdzie niby miała mieszkać Angelika, odkryto liczne ślady krwi i wyżłobienia pasujące do rozkładanego łózka polowego, schowanego w komodzie.
Anita zastanawiała się: ile jest takich dzieci, młodzieży która nie wyznaje tego co przeżywają.
Kilka dni później Anita zamknęła teczkę z napisem: Angela. Cała sprawa została zamknięta, a na pewno już dano skończyła się ona dla Angeliki. Odnośnie jej rodziców i prawie wszystkich sąsiadów toczyło się postępowanie przygotowawcze, o różne seksualne, ale też kryminalne przesłanki przestępstw. Najlepsze jest w tym to, że sami oskarżeni dostarczyli licznych dowodów przeciwko sobie...opowiadając przeciwko sobie, wiele aktów gwałtu, bicia i maltretowania. Jej rodzice, nie poczuwali się do czegokolwiek, dla nich to wszystko było normalne.
-- Siadaj Angeliko - w pokoju rozległ się głos pani psycholog. Była kobietą około czterdziestki, o kasztanowych włosach, które zawsze były rozpuszczone. Na sobie miała bluzkę, zazwyczaj kremową, ale nie białą i spódnicę, czarną i czarne rajstopy. Na stopach czarne obcasy na szpilce, które dodawały jej kobiecości. Ona też chce kiedyś tak się ubierać, jak dama. Ale teraz nie może i długo nie będzie - stwierdziła Angela siadając na przeciw pani psychol.
-- Więc co tam u ciebie nowego? - usłyszała.
-- Nic, proszę pani. Nic a nic. - skwitowała Angela
-- To może opowiesz mi, jak tam rodzice, co?
Angelika spojrzała na swoje brudne trampki i zaczerwieniła się.
-- Czy coś się stało, Angeliko? - kolejne pytanie, czy ta kobieta nie zna umiaru?
-- Wie pani co... - zaczęła Angelika - Mam dość kłamstw? - miała naprawdę dość kłamstw.
-- Jakich kłamstw? Nie musisz się bać, to rozmowa między nami.
-- Bo ja kłamałam - wyrzuciła z siebie Angelika - Wszystko co pani mówiłam to kłamstwo. Ja chciała bym mieć takie życie jakie pani opowiedziałam, ale go nie mam.
-- Co to znaczy Angeliko?
Miała dość już życia i tego wszystkiego. Nie miała też niczego do stracenia.
-- Bo moje życie to kupa jebanego gówna. Wie pani jak to jest, kiedy gwałci panią własny chłopak, później pani traci dziecko, a zaraz potem do pani łózka przychodzi pani ojciec i uprawia z panią seks. A do tego twierdzi, że to nic takiego, kurwa jak ja bym chciała zdechnąć. A najlepsze jest to, że matka o wszystkim wie i namawia mnie, abym dawała innym facetom. Ja mam dopiero 17 lat, a już straciłam troje nienarodzonych dzieci, swoich dzieci. Jedno było mojego chłopaka, byłego chłopaka, a dwoje mojego ojca. Moja matka załatwiła mi kilku sąsiadów z klatki, którzy przychodzą do mnie raz na dwa tygodnie i robią ze mną co chcą. Jeden każe mi klękać i wkłada mi penisa do pupy, a kiedy krzyczę że mnie to boli, on śmieje się i wkłada mocniej i głębiej. A ja płaczę i krzyczę do poduszki, bo co mam zrobić. Później nie mogę robić kupy przez jakiś czas, bo mnie boli. Albo puszczam bąki, choć tego nie chcę, ale nie mam na to wpływu, to tak samo się robi. Czasami widzę brązowe majtki, kiedy się przebieram, to jest najgorsze. Inny chce tylko abym brała do buzi, wkłada mi go głęboko że się krztuszę, ale on wkłada go aż pryśnie mi w gardło. Jeszcze inny, ten z pod 5, robi to ze mną kilka razy, sapiąc mi do ucha. Potem mi się to śni, to wszystko. Wie pani, że ja nigdy nie miałam na sobie spódniczki ani sukienki. Boję się, że jak założę choć jedną, jeden z nich jawi się u mnie w pokoju i znowu będą to ze mną robić, albo wszyscy przyjdą na raz. Ja już nie mam siły milczeć, proszę pani, już nie mam siły.
-- Już dobrze Angeliko. Aby to zakończyć musisz mi wszystko opowiedzieć, a ja sprawię że się uwolnisz i będziesz wolna.
-- Ja już w to nie wierzę. A wie pani dlaczego? Bo wszyscy o tym wiedzą. Każdy sąsiad, i połowa ludzi na osiedlu. Nikt nic nie powiedział, tylko wytykają mnie palcami, albo się śmieją. Ale są też i tacy, którzy pytają o cenę, a ja nie wiem ile mam powiedzieć. Chciałam bym nie żyć, albo wyjechać aby nikt mnie nie znalazł. Chcę znaleźć chłopaka, który będzie mnie kochał i... będę szczęśliwa.
-- Dobrze, że tak myślisz, to bardzo dobrze.
-- Nie dobrze. Bo to się nie stanie, rozumie pani. Mam 17 lat i ja nie wiem co to jest mieć rodzinę, chłopaka, koleżanki. Ja się boję ludzi, ja się boje wszystkiego, nawet ścian.
-- Rozumiem. Ale powiedz mi, dlaczego nie powiedziałaś mi tego na początku? Na początku jak tu przyszłaś?
-- A uwierzyła by mi pani? Jak patrzę na ludzi w szkole jak narzekają na swoich rodziców, jak pierdolą bez sensu o zrobionych kanapkach i mają pretensje, że znowu ser. To wie pani co mam ochotę zrobić?
-- Nie.
-- Jebnąć ich o ścianę. Ja nie mam kanapek do szkoły, jak sobie sama nie zrobię. Ale i tak ich sobie nie robię, bo nie ma u mnie w domu co jeść. W lodówce jest piwo, piwo i wódka, nic więcej. To co mam jeść? A oni narzekają jak pięcioletnie dziecko, że mają kanapki z serem. Ja kurwa nie pamiętam jak smakuje ser, a oni pierdolą o serze. Zazdroszczę im wszystkim, którzy mają fajnych rodziców, a tego nie doceniają. Pojebane chuje i głupie cipy, bo jak byłam z mamą na zakupach... a ja sobie myślę, kiedy ja byłam ostatnio na zakupach. Chyba jak miałam 10 lat, a nawet to nie pamiętam. Dzieciaki nie doceniają to co mają, wie pani o tym. Pierdolą bez sensu o tym jak im źle, a nawet nie wiedzą co mają. Jeden taki w mojej klasie jest, mówią na niego - pędzel, bo ma takie włosy sterczące. Ciągle nawija o komputerach, gęba mu się nie zamyka. A ja nawet nie mam komputera, wie pani o tym? Albo taki Kamil, ten to ciągle chwali się kogo nie puknął i jak to dziewczyny krzyczą jak to robią z nim. Jednego razu pytam się go: Kamil a jak wygląda orgazm? A on mi wymyśla, że tak i tak. No to ja mu na to, że jest prawiczkiem, bo orgazm to coś innego, a on za pewne ma tak małego, że nie wiedział by w jaką dziurę wsadzić, czy w tyłek czy w to co trzeba. Chłopak się wkurzył, trochę. Później chodził taki cichy i dziwny, aż pewnego razu wyszło na jaw, że z jego opowieści żadna nie była prawdziwa, a on to jeszcze prawiczek. Nawet nie mieszkał jak reszta na osiedlu, ale w domu i ma bogatych rodziców, idiota.
W pokoju nastała dziwna cisza, bezpańska.
-- To będzie trudne, bo będzie trzeba zbadać czy to co powiedziałaś jest prawdą, ale jeśli wyjdzie że tak, to będziesz mogła ubiegać się...
-- Wie pani co? - przerwała jej Angelika - Nie pomożecie mi. A wie pani dlaczego? Bo nie możecie mi pomóc, po prostu nie możecie.
-- Możemy i pomożemy, tylko...
-- Właśnie tylko i ale. Znam to proszę pani, znam to na pamięć. Kiedy poszłam do psychologa szkolnego i opowiedziałam mu to co pani, nasłał na mój dom armię, dosłownie armię ludzi. Oni pytali się wszystkich o mnie i to co powiedziałam, i wie pani co? Gówno. Każdy się wyparł, każdy. A kiedy wszyscy sobie już poszli, moja matka i ojciec tak mnie pobili, że miesiąc leżałam pod ścianą i chciałam umrzeć. A do tego matka była zła, bo kasy nie miała, bo nikt mnie nie chciał. Teraz będzie tak samo. Przyjdą cwaniaki ładnie ubrani i ładnie pachnący i każdy powie, że to nie prawda. Ale wie pani co jest w tym dobre - uśmiechnęła się Angelika - że oni może mnie wreszcie zabiją. I to wszystko się wreszcie skończy, naprawdę tego bym chciała.
-- Ale przepisy się zmieniły i możemy ci pomóc.
-- Szczerze, nic nie możecie zrobić. To tak samo jak rodzina namawiała sąsiadkę, aby poszła na policję, bo mąż ją katuje i ich dziecko. Poszła, bo niby przepisy się zmieniły i wie pani co się stało. Nie wyrzucili go, bo wg. przepisów on ma prawo tam być, tak samo jak i ona. On miał zakaz zbliżania się do niej i co... jak niby to miał zrobić, jak mieszkali ze sobą. Śmiał się z niej i gwałcił ją tak mocno, że jej krzyk było słychać w całej klatce. Po tygodniu go zadźgała, bo już nie miała sił tak żyć. To pani nazywa zmianą przepisów? Przepisy i przepisy, ale pomóc to nie ma komu. Ten świat i to państwo jest chore, wie pani o tym?
-- Ja wierzę w przepisy, bo wiem że one pomagają.
-- One pomagają, jak się ma pieniądze. Jak się ich nie ma, to jest wielkie gówno. Dlatego ja wiem, że pani mi nie pomoże - Angelika poruszyła się w krześle i wstała, spoglądając na panią Anitę jakoś tam. Jej mina utwierdziła ją w przekonaniu, że tylko jedno ją uwolni od tego wszystkiego.
-- I co zamierzasz zrobić Angeliko?
-- A co mogę zrobić, przecież mam dopiero 17 lat, a przeżyłam więcej niż nie jeden dorosły. -- mówiąc to złapała za klamkę i wyszła.
Kolejny dzień był słoneczny i miły. Powiewał lekki wiaterek, chłodząc wszystkich którzy wyszli na spacer. Z daleka było słychać wycie syreny, która zbliżało się nieubłaganie. Anita odwróciła się za siebie, a karetka przemknęła obok, alarmując wszystkich kierowców. Cały czas myślała o Angelice i o tym jak jej pomóc.
Z karetki, która pędziła przed chwilą ulicami miasta, a która zatrzymała się przed wejściem do szpitala wyniesiono ciało, przykryte żółtym złotkiem do obwijania rannych w zimie, aby nie tracili ciepła. Nikt się nie spieszył, sanitariusze powoli skierowali się w stronę windy, naciskając na panelu przycisk, aby jechać w dół, do kostnicy.
Był już wieczór, kiedy Anita odebrała telefon i o mało nie upadła od słów, które usłyszała. Kiedy odłożyła słuchawkę, nie wiedziała co ma zrobić, co ma myśleć.
Trzy dni później Anita stała w kaplicy i uczestniczyła w mszy pogrzebowej, w której żegnano Angelikę. Przyszło kilka młodych osób, chyba osoby z klasy, albo szkoły. Było też kilka dorosłych, ale w wieku raczej babci Angeliki niż jej rodzice. Nikogo innego nie było na pogrzebie.
Anita musiała wyjaśnić śmierć Angeliki, była jej to winna. Po oględzinach mieszkania, gdzie mieszkała Angelika i rozmowie z jej rodzicami, nic nie wskazywało aby to co mówiła było prawdą. Rozmawiała też z sąsiadami i oni też nie wykazali, aby to co mówiła Angelika było prawdą. Większość mówiła to samo, prawie, ale jednak to samo. Kiedy schodziła i była na parterze, usłyszała szept. Ktoś przez uchylone drzwi wołał ją.
-- Chce pani poznać prawdę? Niech pani wróci do tego mieszkania gdzie mieszkała Angela i przypadkiem, niech pani spojrzy na parapet pod oknem.
-- Ale nie rozumiem, co mam tam zobaczyć?
-- Kiedy pani to zobaczy, zrozumie pani.
Anita wróciła do mieszkania pod pretekstem zostawienia czegoś i przypadkiem obejrzała sobie parapet, jak jej polecono. Był to normalny, kamienny parapet. Kiedy wyjrzała przez okno i znowu spojrzała na parapet, zauważyła w jednym miejscu wyryty napis: pokój M. Dopiero teraz Anita rozejrzała się dokładnie po pokoju i dostrzegła kilka rzeczy, które nie pasowało jej do pokoju nastolatki. Był za czysty i poukładany, i te stare meble, jaka nastolatka by chciała mieszkać w takim pokoju. Wyszła z niego i dopiero zrozumiała, co tak naprawdę tu się działo. Stało przed nią małżeństwo, które bardzo dobrze udawało, że wszystko jest w porządku, nawet się uśmiechali. Problem w tym, że żadni rodzice nie uśmiechali by się, jak by stracili dziecko. Anita przeprosiła i wyszła z mieszkania.
Po trzech dniach, wtargnęła do mieszkania z prokuratorem i dwoma policjantami. Przeszukanie mieszkania ujawniło, że w szafie, która miała zlikwidowany dzielony bok, urządzono coś ala pomieszczenie. Napis na jednym z boków głosił: pokój Angeli. To tutaj spała i uczyła się Angelika, tragiczna prawda została ujawniona. Ale jak się okazało, po zdjęciu dywanu w pokoju, gdzie niby miała mieszkać Angelika, odkryto liczne ślady krwi i wyżłobienia pasujące do rozkładanego łózka polowego, schowanego w komodzie.
Anita zastanawiała się: ile jest takich dzieci, młodzieży która nie wyznaje tego co przeżywają.
Kilka dni później Anita zamknęła teczkę z napisem: Angela. Cała sprawa została zamknięta, a na pewno już dano skończyła się ona dla Angeliki. Odnośnie jej rodziców i prawie wszystkich sąsiadów toczyło się postępowanie przygotowawcze, o różne seksualne, ale też kryminalne przesłanki przestępstw. Najlepsze jest w tym to, że sami oskarżeni dostarczyli licznych dowodów przeciwko sobie...opowiadając przeciwko sobie, wiele aktów gwałtu, bicia i maltretowania. Jej rodzice, nie poczuwali się do czegokolwiek, dla nich to wszystko było normalne.
środa, 30 marca 2011
połamane kwiaty (science fiction)
połamane kwiaty to opowiadanie science fiction, pisane bardzo dawno temu, i które dość długo domagało się napisania. Chciałem trochę zmierzyć się z sf, ale po zobaczeniu, że nikt tego nie czyta - stwierdziłem, że na co strzępić sobie pomysł i pisać coś co i tak nikogo nie zainteresuje. A naprawdę miałem wszystko rozpisane i poukładane..., ale jak to zawsze bywa, w pewnym momencie bez wsparcia jakiejkolwiek osoby zaprzestałem pisanie - może kiedyś wrócę do notatek, które mają z 4 lata, jak nie więcej i zacznę pisać dalszą część, na obecną chwilę nie zapowiada się abym pisał dalsze losy oddziały komandosów od brudnej roboty.
mimemoza (horror)
mimemoza miała być horror, o dziwnych zabójstwach i ciężkim klimacie... po widocznym braku zainteresowania, pomysł upadł, podobnie jak i perspektywa na dalszą fabułę - nie chce mi się wymyślać czegoś, co i tak nie zostanie przeczytane.
mariku (horror)
mariku (horror) zostało napisane kilka dni temu, w przypływie przemyśleń. Fabuła ułożyła się w mojej głowie w momencie kiedy nie mogłem zasnąć i nie mając jak zając głowy, zacząłem sobie coś wyobrażać.
Lubię horrory, więc przyszedł mi pomysł, aby to co mi już trochę siedziało w głowie rozwinąć... i powstało mariku, które miało mieć kilka wersji, ale obecnie jest taka jaka jest :) może za jakiś czas dopiszę kolejne rozdziały...
Lubię horrory, więc przyszedł mi pomysł, aby to co mi już trochę siedziało w głowie rozwinąć... i powstało mariku, które miało mieć kilka wersji, ale obecnie jest taka jaka jest :) może za jakiś czas dopiszę kolejne rozdziały...
kres -Ilene (fantasy)
kres -ilene (fantasty) to było opowiadanie, które też długo siedziało mi w głowie. Miałem kilka pomysłów na rozwinięcie tego, ale odechciało mi się pisać - powody osobiste w tamtym czasie. W obecnej chwili, nie mam ochoty pisać fantasy, a tym bardziej wymyślać fabuły i prowadzić ją, na modłę tego opowiadania.
alkatoria (s-f)
alkatoria (science fiction) to opowiadanie, które pisałem w przypływie pomysłu. Pomysłu, który od dawna siedział mi w głowie i dopiero podczas pisania fabuła zaczęła się rozrastać, pojawiły się nowe pomysły i nowe zagadnienia.
W obecnej chwili, nie wiem czy powrócę do pisania dalszych części, choć nic nie wiadomo. Trudno jest pisać fantastykę, choć można w niej wymyślić dosłownie wszystko - bo to przyszłość, ale mimo wszystko trzeba to fajnie poskładać... nawet nie wiem, czy mi się to udało.
W obecnej chwili, nie wiem czy powrócę do pisania dalszych części, choć nic nie wiadomo. Trudno jest pisać fantastykę, choć można w niej wymyślić dosłownie wszystko - bo to przyszłość, ale mimo wszystko trzeba to fajnie poskładać... nawet nie wiem, czy mi się to udało.
4piętro (romantyka)
4piętro miało być z założenia opowiadaniem o kobiecie i jej przygodach w nowym życiu, w nowej pracy - plany były wielki, ponieważ w tworzeniu fabuły uczestniczyła moja ukochana.
W czasem, oczywiście wszystko zostało zapomniane i pomysł zatrzymał się na tym co jest...
W czasem, oczywiście wszystko zostało zapomniane i pomysł zatrzymał się na tym co jest...
niedziela, 20 marca 2011
społecznie, społecznościowo
Blog w dzień dzisiejszym dorobił się buzz-a (google) i twitter-a.
Więc obecnie będzie można podpatrzeć trochę, co w danej chwili pisze, czy nad czym pracuję :)
To też, mam nadzieję, przybliży niektóre osoby do tego bloga i jego zawartości...
Oba profile będą z boku, w panelu...
Więc obecnie będzie można podpatrzeć trochę, co w danej chwili pisze, czy nad czym pracuję :)
To też, mam nadzieję, przybliży niektóre osoby do tego bloga i jego zawartości...
Oba profile będą z boku, w panelu...
sobota, 19 marca 2011
Science fiction - luty 2011
Przypadkiem poszukując magazynu fantastycznego w kiosku, kupiłem Science fiction nr. 64 luty 2011
Pierwsze co się rzuca w oczy to okładka i format, który nie odbiera od tego jakie ma "nowa fantastyka".
Kartki są grube i szorstkie, co nie bardzo mi się spodobało, trochę zbyt grube - jak by ktoś specjalnie dał takie kartki, aby magazyn wyglądał na grubszy, ale kwestia gustu.
W środku mamy jeden wywiad, kilka recenzji i chyba to co ma być siłą SF czyli proza.
Jeśli mam być szczery, to podoba mi się prezentowanie autorów, z krótkim opisem - fajna rzecz i naprawdę cieszy, bo wiem z kim mam do czynienia ;)
Jeśli chodzi o opowiadania, raczej podpis pod tytułem: Fantasy i horror - to z horroru nie użyczymy w tym numerze ani skrawka. Jest opowiadanie o pomiotach w szatańskim świcie, ale daleko mu do straszenia i budowania klimatu strachu. Zaś odnośnie fantasy to raczej nie ma tu niczego z tego gatunku, przykro mi. Są za to dwa naprawdę dobre opowiadania fantastyczne, które trochę rozkręcają się powoli, to jednak im dalej się je czyta, tym robi się naprawdę ciekawie. Miał bym tylko zastrzeżenie do prozy odnośnie kanał 12, gdzie po jakimś czasie autor gubi w swoim toku opowiadania, naszego bohatera to jednak zauważa się to dopiero na samym końcu, kiedy pojawia się wreszcie jakaś istota...
Ale muszę przyznać, że czytało mi się wszystko dość przyjemnie. Odpuściłem sobie recenzje gier - bo jednak nie po to kupiłem ten magazyn, od gier mam inne czasopismo.
Czy kupię kolejny numer? - nie.
Powodów jest kilka... mała ilość prozy. Publicystyka, to trochę wypowiedzi wciśnięte na siłę do magazynu, ani nie trzymają się kupy, ani nie są czasami na temat.
Ale jeśli ktoś ma 10 na wydanie od tak, to warto sobie sprawdzić ten magazyn. Ponieważ zawiera on wiele konkursów i promocji. A na pewno to co w nim znajdziemy umili nam wieczór, jeśli w tv nie będzie niczego ciekawego... - jeśli zaś szukasz czegoś, co przykuje cię na kilka wieczorów, to odpuść sobie i poszukaj sobie czegoś innego - treść zawarta w Science fiction pęka w ciągu jednego wieczoru i to chyba jest wadą tego wydawnictwa, po chwili czytanie nie obejrzymy się a cała zawartość numeru zostanie przeczytana, a to nic dobrego - jak dla mnie.
Pytanie kolejne: co ma mnie przyciągnąć do kolejnego numeru, jeśli obecny wypada blado pod względem ilości treści...
Pierwsze co się rzuca w oczy to okładka i format, który nie odbiera od tego jakie ma "nowa fantastyka".
Kartki są grube i szorstkie, co nie bardzo mi się spodobało, trochę zbyt grube - jak by ktoś specjalnie dał takie kartki, aby magazyn wyglądał na grubszy, ale kwestia gustu.
W środku mamy jeden wywiad, kilka recenzji i chyba to co ma być siłą SF czyli proza.
Jeśli mam być szczery, to podoba mi się prezentowanie autorów, z krótkim opisem - fajna rzecz i naprawdę cieszy, bo wiem z kim mam do czynienia ;)
Jeśli chodzi o opowiadania, raczej podpis pod tytułem: Fantasy i horror - to z horroru nie użyczymy w tym numerze ani skrawka. Jest opowiadanie o pomiotach w szatańskim świcie, ale daleko mu do straszenia i budowania klimatu strachu. Zaś odnośnie fantasy to raczej nie ma tu niczego z tego gatunku, przykro mi. Są za to dwa naprawdę dobre opowiadania fantastyczne, które trochę rozkręcają się powoli, to jednak im dalej się je czyta, tym robi się naprawdę ciekawie. Miał bym tylko zastrzeżenie do prozy odnośnie kanał 12, gdzie po jakimś czasie autor gubi w swoim toku opowiadania, naszego bohatera to jednak zauważa się to dopiero na samym końcu, kiedy pojawia się wreszcie jakaś istota...
Ale muszę przyznać, że czytało mi się wszystko dość przyjemnie. Odpuściłem sobie recenzje gier - bo jednak nie po to kupiłem ten magazyn, od gier mam inne czasopismo.
Czy kupię kolejny numer? - nie.
Powodów jest kilka... mała ilość prozy. Publicystyka, to trochę wypowiedzi wciśnięte na siłę do magazynu, ani nie trzymają się kupy, ani nie są czasami na temat.
Ale jeśli ktoś ma 10 na wydanie od tak, to warto sobie sprawdzić ten magazyn. Ponieważ zawiera on wiele konkursów i promocji. A na pewno to co w nim znajdziemy umili nam wieczór, jeśli w tv nie będzie niczego ciekawego... - jeśli zaś szukasz czegoś, co przykuje cię na kilka wieczorów, to odpuść sobie i poszukaj sobie czegoś innego - treść zawarta w Science fiction pęka w ciągu jednego wieczoru i to chyba jest wadą tego wydawnictwa, po chwili czytanie nie obejrzymy się a cała zawartość numeru zostanie przeczytana, a to nic dobrego - jak dla mnie.
Pytanie kolejne: co ma mnie przyciągnąć do kolejnego numeru, jeśli obecny wypada blado pod względem ilości treści...
sytuacja fantastyki w Polsce, na podstawie magazynu fantastycznego
Śpieszę wyjaśnić, że magazyn fantastyczny istnieje na rynku wydawniczym już z dobrych kilka lat i jak sam pan Zaręba ogłosił we wstępniaku, jest to ostatni numer MF.
Najpierw odnoszę się do innych rzeczy, a później przejdę do wstępniaka MF, przy którym chciał bym się chwilę zatrzymać i wyrazić swoje zdanie.
Sytuacja fantastyki w Polsce jest tragiczna, takie jest moje zdanie. Polacy nie czytają i nie widzą sensu w czytaniu. Na naszym rynku wydawniczym istnieje kilka wydawnictw, które propagują fantastykę, horror, czy fantasy - bardzo szczytny i wyniosły cel. Ale jak napisałem, uważam że czytanie w Polsce to żenujący poziom tego, co tak naprawdę czytamy. Problemem nie są pieniądze, jak inni twierdzą, czy treści - ponieważ jeśli ktoś nie wie o czym jest książka, to i tak się do niej nie przekona - jeśli nie chce czytać. A dobrym przykładem jest tutaj gazeta tv co tygodniowa, czy gazeta piątkowa, którą kupuje się od tak. Wydatek na taką gazetę to około 3zł. ale czy ją czytamy, jedni ją czytają, ale bez zrozumienia, inni nie czytają w cale. Odnośnie programu tv, to czy kiedykolwiek kupiliśmy go po to, aby użytkować - czy może od tak, aby był. W ciągu miesiąca wydajemy około 12 zł. - dla jednych nie mało, dla drugich śmieszne pieniądze. Co się dzieje z tym co upiliśmy - palimy tym w piecu, albo wyrzucamy. Weźmy na to, że co trzy miesiące kupujemy jedną książkę - która kosztuje około 35 zł. - wyniesie to nas tyle sam jak byśmy nie kupowali zbędnej prasy, której i tak nie czytamy, czy ją po prostu wyrzucamy. Problem w tym leży, że książką to już książka - coś poważnego, stałego, a do tego jeśli jest dobra i ciekawa, fajnie się nią czyta, no to staje się ona problemem. I jak ją teraz wyrzucić...
Ale Polacy i tak nie czytają... czy to książek z biblioteki, czy gazet w czytelni. Choć są to darmowe rzeczy, większość Polaków ma to gdzieś i nawet nie wie, że coś takiego nadal istnieje.
Obecnie magazyn fantastyczny otrzymał ostatni numer, jak zapowiedział to pan Zaręba. Tłumacząc to tym, że magazyn przestał być tym, czym on chciał aby był. Swoją decyzje opiera na czytelnikach, chęci i internecie.
I się tu nie mogę zgodzić... i się nie zgadzam.
Internet to internet - to właśnie tutaj ludzie czytając coś, nie wracają do tego, bo zawsze znajdą coś innego. A publicystyka, czy recenzje - proszę mi wybaczyć panie Zaręba, ale nie siedzę w internecie na portalach społecznościowych, ani nawet nie czytam recenzji w internecie, bo nienawidzę czytać na monitorze opowiadania, czy prozy, a recenzje są miałkie i niejednokrotnie, nie przejawiają wartości poznawczych.
I chcę tu napisać, też że popełnia pan błąd kierując się głosem czytelników, jeśli uważa pan że komiks i opowiadania nie są do łączenia - trzeba było nie słuchać głosu wielu, tylko robić to co pan lubił - bo ci wierni i czytający naprawdę nie będą krzyczeć - bo im się to co pan robi podoba. Tylko pytanie, idzie pan w komercję i za głosem tłumu, czy może idzie pan za głosem swojego wnętrza i serca.
Przepraszam, ale uważam że jeśli robi pan coś dla pasji, to proszę tego nie zmieniać inaczej straci pan osobowość i to co pan robi stanie się miałkie, bez duszy i wnętrza.
Problemem jest kolportaż i reklama, której panu brakuje. Pana pismo nie jest kojarzone pozytywnie, a w społeczeństwie nie wielu wie o istnieniu MF. Powinien to pan zmienić... niż przestawać wydawać naprawdę dobry magazyn.
Moim zdaniem, internet wyprał niektórym umysły, bo stał się istotą i częścią życia niektórych osób, ale są osoby które nie poszły tą drogą.
Ponieważ trzeba sobie to powiedzieć jasno, tylko osoba która nie interesuje się niczym, wsiąka w portale społecznościowe - bo nie ma nic innego do roboty, niczym się nie interesuje i nic jej wnętrze tak naprawdę nie reprezentuje, chyba że ktoś ma profil tylko dla znajomych i loguje się na niego raz na tydzień.
I taka uwaga, jeśli już jest ten internet to może warto go wykorzystać do promocji i rozpowszechnienia MF. Ile to jest założyć twitter, blip i tam ogłaszać nowe wydania - to wiele daje. Kolejna rzecz to blog, który posiadał by też publicystykę, odniesienie do innych blogów, czy stron. Przedstawiał by autorów danych opowiadań czy danych serii. Można przecież wprowadzić 2 opowiadania, które ukazywały by się co wydanie, podzielone na rozdziały, to też by przyciągnęło - bo by się czekało, co będzie w nowym wydaniu - to coś jak manga, każdy zeszyt to oczekiwanie i rozmyślanie, co będzie w następnym zeszycie. Podobnie można zrobić z komiksem, gdzie przy każdym wydaniu MF zawarta była by historia jakiegoś bohatera, czy innej postaci, ale miała by ona swoje co MF odcinki, wydarzenia, czy przygody.
Magazyn musi zainteresować młodych ludzi, którym nie przekazane zostało czytanie.
I jeśli mam być szczery, nie spodobała mi się idea wywalenia komiksu z MF - przepraszam, ale właśnie za to lubiłem magazyn fantastyczny, że daje mi dwie rzeczy, które lubię - nawet mogę powiedzieć, że uwielbiam: prozę i komiks.
Podobnie jest ze mną, gdzie prowadzę inny blog i nie wiele osób go zna, czy go odwiedza - ale ma stałych czytelników, którzy wchodzą i czytają go, to jest jego siła. I jestem z tego dumny, że są osoby które zawsze wejdą, nie ważne co i jak, po prostu lubią mój styl i moje pisanie na tamtym blogu i to jest jego wartością, a nie wchodzące dzieci FB czy nk, które niewiedzą nawet czy jest dzień czy noc.
Dodam też od siebie w ogólnym znaczeniu - jeśli coś robisz i sprawia ci to przyjemność, czujesz w tym satysfakcję - nie zmieniaj tego bo inni tego chcą lub oczekują. Bo to jest twoja pasja, twoja idea, twoje życie - a nie innych. Niech inni zajmą się swoim, nie doskonałym życiem, niż tym aby zmienić twoje życie.
Można posłuchać krytyki, która sprawia, że wiemy co robimy dobrze, a co źle - ale niech to będą osoby, które się na tym znają - a nie osoby, które nie mają pojęcia. Jeśli zaś, krytykują cię osoby, które nie mają bladego pojęcia o tym co robisz, zignoruj to... i rób to co lubisz dalej. Inaczej, w momencie kiedy zmienisz to co lubisz, na to co jest puste i miałkie, stracisz do tego zapał, stracisz przyjemność z tego i wszystko to co stworzyłeś, stanie się pustym frazesem, że jest to twoje. Bo twoje to to było, kiedy wyglądało jak chciałeś i tworzyłeś to jak chciałeś, a teraz nie ma żadnej wartości dla ciebie, bo nie czujesz że jest to twoje.
Dlatego, jeśli coś piszesz, tworzysz - nie słuchaj innych, aby to zmienić, bo stracisz wnętrze w tym co robisz.
I jeśli uważasz, że internet to zło, pomyśl jak go wykorzystać, aby ci pomógł. Im więcej danej nazwy będzie się używać, widzieć, przekazywać między sobą, tym więcej osób się dowie o tym co robisz, a tym samym zyskasz, a nie stracisz...
Dlatego panie Zaręba - więcej promowania się i pokazywania się, co jest darmowe i nic nie kosztuje, a na pewno więcej pomorze, niż zniszczy :)
I tak patrzę na to wszystko i sobie myślę, że każdego dziwiła nagonka na Herrego Pottera, którego uwielbiało tyle osób i tyle osób go czytało i nadal czyta. I pamiętam jak rzesza czytelników pisała o autorki jakieś pisma odnośnie zmian w książce, a ona i tak pisała swoje - co pokazało tylko tyle, że każdy kto ma swój styl i jest to dobre, znajdzie prędzej czy później swoich odbiorców - wystarczy tylko trochę poczekać.
Za czytanie w Polsce można winić tylko dorosłych, którzy nie pokazują dzieci tej alternatywy dla komputera, czy internetu. A wystarczyło by, trochę samemu się zainteresować książkami i tym, jakie one są aby przekonać się, że to fajna sprawa czytać. I przecież są różne gry fabularne, które rozwijają wyobraźnię dziecka, ale trzeba chcieć pokazać dziecku alternatywę do komputera... a nie samemu przesiadywać przed nim, pokazując tym samym, że życie jest nudne - a komputer to coś fajnego.
Czytanie powinno być przekazywane między rodzicem, a dzieckiem - przecież książki to nie tylko bajki, ale horror, fantasy, fantastyka, czy sensacja - ale dziecko powinno być nakierowane. Pokazywanie mu, ze komputer jest fajny, sprawia że nie odnajdzie w innej rzeczy tego co inni znajdują, bo zamiast dawać mu dobry przykład, samemu się przesiaduje przed komputerem, nie zwracając uwagi na to co robi dziecko... i może tu jest problem, że sami jesteśmy na tyle puści, że nie mamy co pokazać dziecku, zamiast komputera i może czas to zmienić, bo jako dorośli nikt za nas nie weźmie się w garść i nie wstanie i nie wskaże nam drogi, sami musimy ją znaleźć i podążyć...ale musimy tego chcieć :)
Najpierw odnoszę się do innych rzeczy, a później przejdę do wstępniaka MF, przy którym chciał bym się chwilę zatrzymać i wyrazić swoje zdanie.
Sytuacja fantastyki w Polsce jest tragiczna, takie jest moje zdanie. Polacy nie czytają i nie widzą sensu w czytaniu. Na naszym rynku wydawniczym istnieje kilka wydawnictw, które propagują fantastykę, horror, czy fantasy - bardzo szczytny i wyniosły cel. Ale jak napisałem, uważam że czytanie w Polsce to żenujący poziom tego, co tak naprawdę czytamy. Problemem nie są pieniądze, jak inni twierdzą, czy treści - ponieważ jeśli ktoś nie wie o czym jest książka, to i tak się do niej nie przekona - jeśli nie chce czytać. A dobrym przykładem jest tutaj gazeta tv co tygodniowa, czy gazeta piątkowa, którą kupuje się od tak. Wydatek na taką gazetę to około 3zł. ale czy ją czytamy, jedni ją czytają, ale bez zrozumienia, inni nie czytają w cale. Odnośnie programu tv, to czy kiedykolwiek kupiliśmy go po to, aby użytkować - czy może od tak, aby był. W ciągu miesiąca wydajemy około 12 zł. - dla jednych nie mało, dla drugich śmieszne pieniądze. Co się dzieje z tym co upiliśmy - palimy tym w piecu, albo wyrzucamy. Weźmy na to, że co trzy miesiące kupujemy jedną książkę - która kosztuje około 35 zł. - wyniesie to nas tyle sam jak byśmy nie kupowali zbędnej prasy, której i tak nie czytamy, czy ją po prostu wyrzucamy. Problem w tym leży, że książką to już książka - coś poważnego, stałego, a do tego jeśli jest dobra i ciekawa, fajnie się nią czyta, no to staje się ona problemem. I jak ją teraz wyrzucić...
Ale Polacy i tak nie czytają... czy to książek z biblioteki, czy gazet w czytelni. Choć są to darmowe rzeczy, większość Polaków ma to gdzieś i nawet nie wie, że coś takiego nadal istnieje.
Obecnie magazyn fantastyczny otrzymał ostatni numer, jak zapowiedział to pan Zaręba. Tłumacząc to tym, że magazyn przestał być tym, czym on chciał aby był. Swoją decyzje opiera na czytelnikach, chęci i internecie.
I się tu nie mogę zgodzić... i się nie zgadzam.
Internet to internet - to właśnie tutaj ludzie czytając coś, nie wracają do tego, bo zawsze znajdą coś innego. A publicystyka, czy recenzje - proszę mi wybaczyć panie Zaręba, ale nie siedzę w internecie na portalach społecznościowych, ani nawet nie czytam recenzji w internecie, bo nienawidzę czytać na monitorze opowiadania, czy prozy, a recenzje są miałkie i niejednokrotnie, nie przejawiają wartości poznawczych.
I chcę tu napisać, też że popełnia pan błąd kierując się głosem czytelników, jeśli uważa pan że komiks i opowiadania nie są do łączenia - trzeba było nie słuchać głosu wielu, tylko robić to co pan lubił - bo ci wierni i czytający naprawdę nie będą krzyczeć - bo im się to co pan robi podoba. Tylko pytanie, idzie pan w komercję i za głosem tłumu, czy może idzie pan za głosem swojego wnętrza i serca.
Przepraszam, ale uważam że jeśli robi pan coś dla pasji, to proszę tego nie zmieniać inaczej straci pan osobowość i to co pan robi stanie się miałkie, bez duszy i wnętrza.
Problemem jest kolportaż i reklama, której panu brakuje. Pana pismo nie jest kojarzone pozytywnie, a w społeczeństwie nie wielu wie o istnieniu MF. Powinien to pan zmienić... niż przestawać wydawać naprawdę dobry magazyn.
Moim zdaniem, internet wyprał niektórym umysły, bo stał się istotą i częścią życia niektórych osób, ale są osoby które nie poszły tą drogą.
Ponieważ trzeba sobie to powiedzieć jasno, tylko osoba która nie interesuje się niczym, wsiąka w portale społecznościowe - bo nie ma nic innego do roboty, niczym się nie interesuje i nic jej wnętrze tak naprawdę nie reprezentuje, chyba że ktoś ma profil tylko dla znajomych i loguje się na niego raz na tydzień.
I taka uwaga, jeśli już jest ten internet to może warto go wykorzystać do promocji i rozpowszechnienia MF. Ile to jest założyć twitter, blip i tam ogłaszać nowe wydania - to wiele daje. Kolejna rzecz to blog, który posiadał by też publicystykę, odniesienie do innych blogów, czy stron. Przedstawiał by autorów danych opowiadań czy danych serii. Można przecież wprowadzić 2 opowiadania, które ukazywały by się co wydanie, podzielone na rozdziały, to też by przyciągnęło - bo by się czekało, co będzie w nowym wydaniu - to coś jak manga, każdy zeszyt to oczekiwanie i rozmyślanie, co będzie w następnym zeszycie. Podobnie można zrobić z komiksem, gdzie przy każdym wydaniu MF zawarta była by historia jakiegoś bohatera, czy innej postaci, ale miała by ona swoje co MF odcinki, wydarzenia, czy przygody.
Magazyn musi zainteresować młodych ludzi, którym nie przekazane zostało czytanie.
I jeśli mam być szczery, nie spodobała mi się idea wywalenia komiksu z MF - przepraszam, ale właśnie za to lubiłem magazyn fantastyczny, że daje mi dwie rzeczy, które lubię - nawet mogę powiedzieć, że uwielbiam: prozę i komiks.
Podobnie jest ze mną, gdzie prowadzę inny blog i nie wiele osób go zna, czy go odwiedza - ale ma stałych czytelników, którzy wchodzą i czytają go, to jest jego siła. I jestem z tego dumny, że są osoby które zawsze wejdą, nie ważne co i jak, po prostu lubią mój styl i moje pisanie na tamtym blogu i to jest jego wartością, a nie wchodzące dzieci FB czy nk, które niewiedzą nawet czy jest dzień czy noc.
Dodam też od siebie w ogólnym znaczeniu - jeśli coś robisz i sprawia ci to przyjemność, czujesz w tym satysfakcję - nie zmieniaj tego bo inni tego chcą lub oczekują. Bo to jest twoja pasja, twoja idea, twoje życie - a nie innych. Niech inni zajmą się swoim, nie doskonałym życiem, niż tym aby zmienić twoje życie.
Można posłuchać krytyki, która sprawia, że wiemy co robimy dobrze, a co źle - ale niech to będą osoby, które się na tym znają - a nie osoby, które nie mają pojęcia. Jeśli zaś, krytykują cię osoby, które nie mają bladego pojęcia o tym co robisz, zignoruj to... i rób to co lubisz dalej. Inaczej, w momencie kiedy zmienisz to co lubisz, na to co jest puste i miałkie, stracisz do tego zapał, stracisz przyjemność z tego i wszystko to co stworzyłeś, stanie się pustym frazesem, że jest to twoje. Bo twoje to to było, kiedy wyglądało jak chciałeś i tworzyłeś to jak chciałeś, a teraz nie ma żadnej wartości dla ciebie, bo nie czujesz że jest to twoje.
Dlatego, jeśli coś piszesz, tworzysz - nie słuchaj innych, aby to zmienić, bo stracisz wnętrze w tym co robisz.
I jeśli uważasz, że internet to zło, pomyśl jak go wykorzystać, aby ci pomógł. Im więcej danej nazwy będzie się używać, widzieć, przekazywać między sobą, tym więcej osób się dowie o tym co robisz, a tym samym zyskasz, a nie stracisz...
Dlatego panie Zaręba - więcej promowania się i pokazywania się, co jest darmowe i nic nie kosztuje, a na pewno więcej pomorze, niż zniszczy :)
I tak patrzę na to wszystko i sobie myślę, że każdego dziwiła nagonka na Herrego Pottera, którego uwielbiało tyle osób i tyle osób go czytało i nadal czyta. I pamiętam jak rzesza czytelników pisała o autorki jakieś pisma odnośnie zmian w książce, a ona i tak pisała swoje - co pokazało tylko tyle, że każdy kto ma swój styl i jest to dobre, znajdzie prędzej czy później swoich odbiorców - wystarczy tylko trochę poczekać.
Za czytanie w Polsce można winić tylko dorosłych, którzy nie pokazują dzieci tej alternatywy dla komputera, czy internetu. A wystarczyło by, trochę samemu się zainteresować książkami i tym, jakie one są aby przekonać się, że to fajna sprawa czytać. I przecież są różne gry fabularne, które rozwijają wyobraźnię dziecka, ale trzeba chcieć pokazać dziecku alternatywę do komputera... a nie samemu przesiadywać przed nim, pokazując tym samym, że życie jest nudne - a komputer to coś fajnego.
Czytanie powinno być przekazywane między rodzicem, a dzieckiem - przecież książki to nie tylko bajki, ale horror, fantasy, fantastyka, czy sensacja - ale dziecko powinno być nakierowane. Pokazywanie mu, ze komputer jest fajny, sprawia że nie odnajdzie w innej rzeczy tego co inni znajdują, bo zamiast dawać mu dobry przykład, samemu się przesiaduje przed komputerem, nie zwracając uwagi na to co robi dziecko... i może tu jest problem, że sami jesteśmy na tyle puści, że nie mamy co pokazać dziecku, zamiast komputera i może czas to zmienić, bo jako dorośli nikt za nas nie weźmie się w garść i nie wstanie i nie wskaże nam drogi, sami musimy ją znaleźć i podążyć...ale musimy tego chcieć :)
poniedziałek, 14 marca 2011
powrót do pisania
Uważam, że każdy człowiek powinien mieć jakąś pasję czym się interesować.
Dlaczego tak uważam, bo bez tego człowiek jest pustawy, nie posiada wyznacznika celu czy nie potrafi wypełnić sobie pustki czymś pożytecznym.
A wiele osób, przychodząc z pracy trwoni czas ba bezcelowe oglądanie tv, czy przeglądanie profili znajomych, ile można oglądać to samo? Ani nic z tego nie wynika, ani do tego nie będziemy wiedzieć więcej, czy będziemy mądrzejsi.
Moim zdaniem, to raczej zainteresowania ukierunkowują naszą chęcią zdobywania wiedzy, chęcią na jej poszerzanie i dążeniem do tego, aby czegoś się nauczyć.
A jeśli by spojrzeć na każdego z osobna, to jak spędzamy czas wolny?
Jedni jadą gdzieś, inni przesiadują w domu, jeszcze inni szukają dziury w całym, a kolejni po prostu robią coś bez celu, aby tylko coś robić. Tylko ile tak naprawdę zyskujemy z tego co zrobiliśmy?
Jeśli ktoś interesuje się fotografowaniem, systemami, grafikom komputerową czymkolwiek i w czasie wolnym znajduje minimum godzinę, aby być na czasie w tym, czym ktoś siedzi - oznacza to, że po pierwsze wiedza cały czas się poszerza o nowe informacje, dwa - jesteśmy cały czas na bieżąco w temacie, w którym siedzimy, trzy - nigdy nie możemy się nudzić i stwierdzić że dopada nas nuda.
Kolejna sprawa, nikt nam nie zabroni zainteresować się czymś nowym, nawet jeśli odkrywanie nowego zainteresowania zajmie nam dużo więcej czasu niż innym.
Każde zainteresowanie potrzebuje czasu i skupienia się na nim, a to gwarantuje, że nigdy nam się ono nie znudzi.
Obecnie powoli zaczynam powracać do pisania, lub tak to można nazwać.
Na dzień dzisiejszy jestem w trakcie pisania opowiadania fantastycznego ze szczyptą idei. Za jakiś czas będzie można się zapoznać z jego treścią.
Jak można zauważyć, wszystkie opowiadania, które miały lub maja odrębną fabułę, zostały ujęte na osobnych stronach. Ten zabieg ma na celu wyciągnięcia opowiadań, które zatopiły się w gąszczu wierszy, erotyków i opowiadań związanych z sytuacją życiową.
I jak można zauważyć, na blogu widać lekkie ożywienie, które jest spowodowane tym, że czas było coś napisać.
Dlaczego tak uważam, bo bez tego człowiek jest pustawy, nie posiada wyznacznika celu czy nie potrafi wypełnić sobie pustki czymś pożytecznym.
A wiele osób, przychodząc z pracy trwoni czas ba bezcelowe oglądanie tv, czy przeglądanie profili znajomych, ile można oglądać to samo? Ani nic z tego nie wynika, ani do tego nie będziemy wiedzieć więcej, czy będziemy mądrzejsi.
Moim zdaniem, to raczej zainteresowania ukierunkowują naszą chęcią zdobywania wiedzy, chęcią na jej poszerzanie i dążeniem do tego, aby czegoś się nauczyć.
A jeśli by spojrzeć na każdego z osobna, to jak spędzamy czas wolny?
Jedni jadą gdzieś, inni przesiadują w domu, jeszcze inni szukają dziury w całym, a kolejni po prostu robią coś bez celu, aby tylko coś robić. Tylko ile tak naprawdę zyskujemy z tego co zrobiliśmy?
Jeśli ktoś interesuje się fotografowaniem, systemami, grafikom komputerową czymkolwiek i w czasie wolnym znajduje minimum godzinę, aby być na czasie w tym, czym ktoś siedzi - oznacza to, że po pierwsze wiedza cały czas się poszerza o nowe informacje, dwa - jesteśmy cały czas na bieżąco w temacie, w którym siedzimy, trzy - nigdy nie możemy się nudzić i stwierdzić że dopada nas nuda.
Kolejna sprawa, nikt nam nie zabroni zainteresować się czymś nowym, nawet jeśli odkrywanie nowego zainteresowania zajmie nam dużo więcej czasu niż innym.
Każde zainteresowanie potrzebuje czasu i skupienia się na nim, a to gwarantuje, że nigdy nam się ono nie znudzi.
Obecnie powoli zaczynam powracać do pisania, lub tak to można nazwać.
Na dzień dzisiejszy jestem w trakcie pisania opowiadania fantastycznego ze szczyptą idei. Za jakiś czas będzie można się zapoznać z jego treścią.
Jak można zauważyć, wszystkie opowiadania, które miały lub maja odrębną fabułę, zostały ujęte na osobnych stronach. Ten zabieg ma na celu wyciągnięcia opowiadań, które zatopiły się w gąszczu wierszy, erotyków i opowiadań związanych z sytuacją życiową.
I jak można zauważyć, na blogu widać lekkie ożywienie, które jest spowodowane tym, że czas było coś napisać.
poniedziałek, 7 marca 2011
zdradziłam cię kochanie
Męczyło ją to od kilku dni, nie potrafiła o tym zapomnieć. Słońce już dawno wychyliło się na niebie, oświecając jej mieszkanie jasną poświatą. Siedziała na krześle wpatrując się w okno, przez które nic nie było widać, tylko niebo. Czuła się zbrukana, jak by splamiła swoje życie, przekreśliła je. Jedna decyzja i wszystko się wali, wszystko przestaje istnieć. Po co słuchała tych przyjaciółek, miało być tak wspaniale - ale nie było.
Spojrzała na swoje kolana, na białą spódniczkę i czarne błyszczące rajstopy. Cały czas jej się wydawało, że spódniczka zrobi się czerwona, ale tak się nie działo. Czas od tamtego momentu płatał jej figle, raz biegł szybko, a po chwili ciągnął się niemiłosiernie. Chciała cofnąć czas, ale on biegł dalej. Teraz rozumiała co oznaczały słowa jej mamy: Pamiętaj córeczko, możesz żyć jak chcesz, ale pewnych decyzji nie cofniesz, pewnych czynów nie cofniesz. Bóg na to nie pozwoli i nasz pamięć mu w tym pomorze, że będziesz wszystko pamiętać. I najgorsze jest w tym to, że on nie pozwoli ci umrzeć, ale będziesz musiała z tym żyć, co zrobiłaś, lub zrobiono tobie. Nie ma gorszej kary i potępienia, niż pamiętać i żyć ze świadomością czynów.
Jej mama miała racje, tego się nie zapomni, to zostaje na wieki w nas, aż do śmierci.
A wszystko zaczęło się od Maćka i pomysłu, że wyjedzie za granicę do pracy, bo tutaj to mogiła, aby zarobić na życie. Czuła, że związek na tym ucierpi, wiedziała o tym. W każdym związku czy małżeństwie umiera pewna cząstka, w momencie kiedy jedno wjeżdża za granicę do pracy. Dla jednego to chwila, miesiąc, a dla drugiego cała wieczność, to wypatrywanie w oknie, czekanie. Maćka nie było już drugi miesiąc i choć rozmawiali co wieczór, nie dawało jej to ukojenia. Takie rozmowy są dobre w znajomości, kiedy człowiekowi nie zależy na drugim, kiedy go nie kocha, a rozmawia z nim, bo robi to bez zobowiązań. Ale w związku jest właśnie to coś, co spaja, co nadaje ton życiu obojga. I rozmowa tego nie zaspokoi, chciała się do niego przytulić, kiedy tego chciała, a nie po trzech miesiącach. Co ją tu trzymało? Praca, puste ściany, puste spacery, wspomnienia, zapadanie się w sobie, praca i tak cały czas. Miłość nie tym polega, miłość to coś więcej niż pieniądze, to coś więcej niż życie osobno przez tak długi czas. Osoby pracujące za granicą, myślą że te kilka chwil, że te kilka dni zapełni tym drugim czas i pokaże że to ma sen. To pokazuje tylko tym bardziej, że to nie ma sensu. Znała wiele małżeństw, które się rozpadły, albo były fikcją. Kobiety zostawały w Polsce, samotne, opuszczone, bez wsparcia i oparcia - a faceci pracowali i korzystali z życia. Przecież jak się posłucha jednego i drugiego, co on robi po pracy, gdzie chodzi, co pije - to człowiek się zastanawia, czy naprawdę on jedzie za granicę aby pracować, czy może ucieka przed odpowiedzialnością. Jaka osoba, opowie wam że to się nie opłaca, że jadąc za pracą po za kraj stracili oni kontakt z dziećmi, że żona z nimi już nie rozmawia, jak dawniej, że dzieci nie biegną do nich na przywitanie, że patrzą się nich jak na obcych, że pracując za granicą i tak korzystają z życia, co zaprzecza idei zarobku. Wiele razy nasłuchała się o tym, zbyt wiele kłamstw w takim momencie się pojawia. Widziała jak pieniądze zmieniają człowieka, jak go niszczą, zniewalają. A kobiety, nie mając w kim się oprzeć znajdują innego, takiego co pracuje tutaj i powoli idzie przez życie, ale jest blisko i one wolą tego biednego, ale który jest cały czas, niż bogatego, ale którego nawet nie znają i nie mają z nim o czym rozmawiać. Pustka nie może trwać wiecznie, dlatego kobiety sobie ją zapełniają same. I to ma być życie?
Cały czas męczyły ją te myśli, powtarzała sobie je jak mantrę. Kilka dni temu wpadły na odwiedziny przyjaciółki i siostra. Bawiły się do późna, co nawet jej nie przeszkadzało, bo wreszcie mieszkanie wypełniło się śmiechem i głosami innych osób. Wtedy jej siostra zaczęła ją namawiać na wyjście do lokalu w za dwa dni. Nie chciała iść, od momentu jak Maciek zaczął jeździć za granicę o pracy, nie miała chęci do zabawy. Tęsknota zabierała jej radość z picia alkoholu i rozmowy. I tak dziwiła się, że na tej imprezie nawet dobrze się czuła. Oczywiście przyjaciółki nalegały, aby z nimi poszła, wyrwała się z domu, aby nie siedziała w tych czterech ścianach. Mówiły, że za oknem też jest życie, że to tylko wyjście do lokalu.
No tak, tylko wyjście do lokalu, przecież to nic złego, prawda - tak sobie to zaczęła tłumaczyć. Jaka była głupia i dała się namówić. Siostra o mało się nie rozpłakała z tego szczęścia.
Po dwóch dniach, po przyjściu z pracy otworzyła szafę i zaczęła przeglądać ubrania, aby się przygotować na wyjście. Ale to było trudniejsze niż myślała. Każda sukienka, spódniczka, płaszcz, tunika, spódnica kojarzyła jej się z Maćkiem i sytuacją, w której była ubrana właśnie w dane ubranie. Wreszcie wygrzebała kremową spódniczkę, której jeszcze nie miała na sobie. Do tego założyła całkiem nowe błyszczące mocno kremowe rajstopy i czarne pantofle, których nie bardzo lubiła. Z bluzką było prościej, ponieważ miała masę rzeczy, których jeszcze ani razu nie założyła, wybrała szarą bluzkę. Obejrzała się w lustrze - może być, nie idę przecież na randkę i nie muszę się nikomu podobać, nie interesuje mnie żadna znajomość - więc stroić się nie muszę.
Przed wyjściem zjadła jeszcze kolację i po jakimś czasie dostała wiadomość w komórce, aby schodziła. Weszli do lokalu, w którym grano techno, było jej to obojętne. Zajęły wszystkie dość dużą lożę dla wybrańców i zamówiły po piwie. Po imprezie dwa dni wcześniej jakoś nie miała o czym rozmawiać z przyjaciółkami, a już na pewno nie ze siostrą. Po jakiejś godzinie i pustych rozmowach i obgadaniu problemów każdej z jej przyjaciółek odnośnie związku, że one nie kochają swoich facetów, są z nimi dla kasy, seksu, czy po prostu bo nie ma nikogo interesującego kolo nich, ale jak się pojawi ktoś to zaraz zakończą to co jest obecnie i zaczną od nowa wszystko. Dziwiło ją to, bo jedna z nich miała na palcu pierścionek zaręczynowy - to było dla niej chore, być z facetem i go nie kochać, ale planować z nim przyszłość, dzieci i starzeć się z nim. Siostra mówiła o dzieciach, o mężu, o tym co się w jej pracy teraz dzieje. Kiedy na stole zagościły drinki i wódka - impreza się zmieniła. Kilka razy była w łazience, gdzie w jednej chwili stało sie strasznie brudno. Miała już trochę dość tego imprezowania i chciała iść do domu, ale siostra cały czas ją namawiała na jeszcze jeden drink. Po jego wypiciu poczuła, że musi do łazienki, bo się zsika w majtki, a nie chciała się skompromitować. Jej widzenie zwęziło się strasznie, ledwo dostrzegała swoją drogę, która i tak się chciała i mocno skręcała. Próbowała się skupić aby iść prosto, ale to już nie było możliwe. Jak wcześniej kolejka do wc była długa, co nie napawało ją entuzjazmem. Nie wiedziała kiedy on się pojawił, po prostu się przed nią pojawił. Patrzył na nią i się uśmiechał. I powiedział do niej: -- Co taka ładna dziewczyna robi w takim miejscu? - nie odpowiedziała. -- Może wyjdziesz, odetchniesz, co? - nie odpowiedziała. Złapała go za rękę, co on odczytał że się zgadza. Lekko ją szarpnął i wyprowadził na świeże mroźne powietrze, które ją lekko ocuciło i postawiło do pionu. Przed lokalem stało kilka osób, które paliły papierosy, tylko co ją to obchodziło. Poczuła jak delikatny dotyk przenika jej dłoń i coraz wyżej do pachy. -- Jesteś wyjątkowa, wiesz - patrzyła się zdziwionym wzrokiem na niego. Jakim prawem on ją tak dotyka, jakim prawem on do niej mówi. -- Może się przejdziemy, wytrzeźwiejesz trochę i wrócimy. Co o tym myślisz? - lekko tylko się poruszyła, ale on złapał jej dłoń i pociągnął za sobą. Szli tak chwilę, a zimny wiatr smagał jej twarz, co nie poprawiało jej stanu, a raczej pogarszało. Nie odzywał się, ale też już nie trzymał jej dłoni. Nie pamiętała kiedy spacerowała z Maćkiem w nocy, przy świetle księżyca, zapomniała jakie to przyjemne, kiedy ktoś jest koło nas. Skręcili w ciemną uliczkę, gdzie nie działało kilka latarni. Znowu poczuła ten delikatny dotyk, na swojej ręce. I pierwszy raz się odezwała: -- Dlaczego tak mnie dotykasz? Przecież się nie znamy - próbowała mówić wyraźnie. -- Mam przestać? I to że się nie znamy, nie świadczy że nie mamy prawa do siebie lub nie mamy możliwości się poznać, w taki czy inny sposób. Zatrzymali się. Ona spojrzała na niego i pod wpływem alkoholu wydawało się to wszystko normalne, ale to właśnie alkohol wydobył jej pragnienia i tęsknotę na zewnątrz. Człowiek po alkoholu staje się odważniejszy, żywszy, przestaje się bać i wstydzić, przestaje on być sobą, a zasady i granice przestają istnieć. Przybliżył się do niej, że poczuła jego perfumy, które mąciły jej nos. Patrzył na nią takimi innymi oczami, w jednej chwili zapomniała o Maćku i tym co ich łączyło. Przez te wyjazdy Maćka, zapomniała jak to jest cieszyć się bliskością, jak to jest być kochaną, jak to jest żyć z kimś, a nie przyglądać się kogoś życiu, zapomniała że jest coś takiego jak śniadanie do łóżka, kawa do łóżka, spacery w świetle księżyca. Każda jej cząstka chciała bliskości, miłości i ukochana, a nie pieniędzy. Pieniądze jej nie ukochają, ale żywy człowiek. Alkohol wydobył te pragnienia z jej serca i duszy, pozostawiając w nim pustkę. Chciała się czuć doceniona, kochana, jedyna w swoim rodzaju, a pieniądze Maćka jej tego nie dawały. Patrzył na nią i powoli przybliżył swoja usta do jej ust, pocałował ją. Na początku sumienie walczyło, aby nie oddawać pocałunku, nie reagować, ale serce potrzebowało czułości, tej chęci, tego czegoś co sprawiało że biło mocniej. Pocałowała go, delikatnie, namiętnie - oddanie. Poczuła, jak jego place prześlizgują się po jej placach, że aż obsypała się dreszczami, podniecało ją to, chciała już tego. Podniósł lekko koszulkę i zaczął dotykać jej ciała, jej skóry - nie chciała aby przestawał, dawało jej to tyle przyjemności, o której nie mogła marzyć od kilku już miesięcy. Ona nie była mu dłużna i wyciągnęła jego koszulę ze spodni i zaczęła dotykać jego pleców. Dotyk mężczyzny, jak tego jej brakowało i podniecało. Przesunęli się trochę w bok, aby wejść do ciemnego zaułku, gdzie nikt ich nie zobaczy. Dotykał jej ud, pośladek, miała taką ochotę się kochać, tak ja to podniecało. Rozpięła jego rozporek od spodni i włożyła dłoń w głąb spodni. Wyczuła jego wzwód i podniecenie. Cały czas się całowali, delikatnie, namiętnie. On powoli wsunął dłonie pod jej spódniczkę i ściągnął jej rajstopy i majtki razem. Spoglądali sobie w oczy, tak bardzo chciała i pragnęła bliskości, ona zdjęła jego spodnie i majtki. Masując jego członek i jądra, czuła że to mu sprawia dużą przyjemność. Kiedy stanęli na przeciw siebie, nie mogli już dłużej się powstrzymywać. Połączyli się w jedną całość. Poczuła jak on w nią wnika i zaczyna się poruszać, powoli delikatnie. Kochali się... Szczytowała, jak nigdy przedtem, tego nie zapomni, jak jego nasienie uderza w niej. Odczekała chwilę, aby nasienie wypłynęło z niej. Palcami chwyciła je i wytarła o ścianę. Dopiero wtedy odnalazła zwinięte rajstopy i majtki. Usiadła na zimnym kamieniu i zaczęła naciągać na siebie rajstopy. On już był ubrany i patrzył na nią, uśmiechał się. Kiedy i ona się podniosła, podszedł dni niej i ją pocałował. To był pierwszy raz, kiedy zdradziła Maćka i ostatni.
Po tym zdarzeniu minął dzień i właśnie siedziała na krześle i wpatrywała się przez okno, gdzie było widać same niebo i chmury. Nabrała powietrze i wypuściła je, czekała ją trudna rozmowa. Wstała z krzesła i podeszła do stolika gdzie stał telefon. W przedpokoju, który kiedyś był pusty teraz piętrzyły się tam torby, reklamówki i kartony. Wybrała numer i odczekała chwilę, aby usłyszeć jego głos:
-- Część kochanie, coś się stało?
-- Nie... to znaczy tak. Tak stało się.
-- Coś poważne, jakiś wypadek albo coś.
-- Zrywam z tobą, nie kocham cię i nie chcę z tobą być
Cisza...
-- Między nami koniec. Jesteś tam...?
Cisza...
-- Spakowałam już twoje rzeczy i jutro przyjedzie po nie twój tata.
Usłyszała dźwięk rozłączenia rozmowy.
Ta jedna noc, impreza, dała jej więcej niż pieniądze i Maciek przez cały ich związek. Maćka ie obchodziło to, że ona tęskni, że jej jego brakuje, że ma gdzieś te pieniądze, że tracą dzięki temu kontakt ze sobą, że się oddalają. Ta wczorajsza noc, sprawiał że odnalazła sens tego związku, który był fikcją - bo co to za związek, jak on żyje sobie jak chce, a ona ma mu być podległa. Prosiła go wiele razy, aby nie jechał, aby został, aby dał jej czułość, aby się kochali, aby był z nią, że jej nie zależy na pieniądzach, że związek to dwie osoby, że to czyni ich silnym że są ze sobą i liczą na siebie, a nie że każde osobno i każde jest ze swoimi problemami. W ciągu jednego stosunku otrzymała więcej, niż mogła sobie to wyobrazić. Kamil wierzył tak jak i ona w miłość i szczery związek. Nie mieli tajemnic, cieszyli się sobą i życiem razem. Dopiero teraz do niej dotarło, co zniszczyły te wyjazdy Maćka, o którym prawie zapomniała. Jej życie wreszcie nabrało barw, chęci i spontaniczności.
Po miesiącu do Polski przyjechał Maciek. Chciał rozmawiać, dowiedzieć się wszystkiego, ale ona nie chciała z nim rozmawiać, powiedziała mu tylko: -- Jak by ci zależało na mnie i związku ze mną, nie wybierał być pieniędzy, ale mnie. A ty wybrałeś pieniądze, więc sobie je teraz przytul, ukochanej i dawaj tą miłość. bo wiesz co Maciek, miłości nie można kupić, ją się czuje i daje. Ludzie kiedy się zakochają są wstanie stracić życie dla tej drugiej osoby, są wstanie zmienić życie, opuścić znajomych, a nawet zerwać kontakt z rodziną, bo dla nich liczy się tylko ta osoba i nikt inny. A ty co zrobiłeś dla mnie, poświęciłeś choć jedną rzecz, czy pokazałeś mi że jesteś wart mojego serca, nie. Wolałeś pojechać za granicę i niczym się nie martwić, mieć wszystko w dupie, bo to ja muszę o wszystko zadbać. Ile razy prosiłam cię, zostań chce być z tobą, ale ty to miałeś głęboko. Obchodziło cię to, że zarobisz - ale co ja z tego mam, no pokaż mi, co ja mam z tej rozłąki, z tej tęsknoty, z tego co mi dawałeś. Prosiłam, błagałam, groziłam a ty cały czas to samo, bo pieniądze są najważniejsze, bo bez pieniędzy nie da się żyć, że bez nich to nie ma życia i gdzie masz to życie. Co dały ci te pieniądze? Straciłeś dzięki nim mnie, związek i znajomości. Sprzedałeś mnie jak jakąś rzecz, a jak przyjeżdżałeś to czułam się, jak byś mnie kupował, a ja nie jestem rzeczą, głazem, kawałkiem drewna, które nie czuje i nie ma serca. Bo ja czuje, bo ja mam serce i potrzebowałam ciebie, a nie papierka. Bo to ty byłeś sensem mojego życia, a nie pieniądze. Rozejrzyj się ile małżeństw się rozpada właśnie przez to co ty robiłeś, ile jest przez to zdrady i pustych małżeństw bez uczucia i miłości. Ja tego nie chcę, rozumiesz. Ja też chce żyć i cieszyć się życiem. A jak mam to robić, jak ciebie cały czas nie ma, bo nie chcesz być ze mną, bo ważniejsze pieniądze, bez których nie ma podobno życia. Poznałam kogoś, kto zarabia 3 razy mniej niż ty i wiesz co, ja też zmieniam pracę i będę razem z nim kalkulować jak zrobić aby było lepiej. Dla mnie więcej daje satysfakcji daje pracować miesiąc na nowy odkurzacz, wiedząc ile pracy włożyłam w to aby go sobie kupić. Chce się bawić życiem u boku kogoś kto myśli podobnie, a ty myślisz o pieniądzach, aby było ich więcej, a ja chce się przytulić i poczuć bliskość, bo jeśli by twoi rodzice, czy moi się nie kochali i nie czuli do siebie niczego, nie było by ani ciebie, ani mnie. I jakoś oni s perspektywy czasu nie wpajają mi idei, że pieniądz jest najważniejszy, ale druga osoba, bo kiedy jej zabranie - żaden pieniądz nam tego nie zastąpi.
Maciek stał i gapił się, nie wierząc w to co usłyszał. Obrócił się i poczłapał w swoją stronę, a ona z uśmiechem na twarzy skierowała się w przeciwną stronę. Nie daleko zobaczyła go, uśmiechał się do niej jak wtedy. Podeszła do niego i pocałowała namiętnie. Nie musiała się już wstydzić, że się wreszcie naprawdę zakochała, bo to było silniejsze niż ona - miłość.
Czasami tylko wspominała tamten stan i tamtą chwilę, kiedy męczyło ją to od kilku dni i nie potrafiła o tym zapomnieć. Słońce wtedy już dawno wyszło na nieboskłon. Siedziała na krześle wpatrując się w okno, przez które nic nie było widać, tylko niebo. Czuła się zbrukana, jak by splamiła swoje życie, przekreśliła je tym, że uwierzyła Maćkowi, że będzie lepiej, że była z nim tak naprawdę nie czując przyjemności z obcowania z nim. Jedna decyzja i wszystko się wali, wszystko przestaje istnieć, ale co tak naprawdę istniało, co było między nimi jeśli go nie było przy niej. Po co słuchała tych przyjaciółek, miało być tak wspaniale - ale nie było, było cudownie i później dziękowała im za to.
Spojrzała na swoje kolana, na białą spódniczkę i czarne błyszczące rajstopy. Cały czas jej się wydawało, że spódniczka zrobi się czerwona, ale tak się nie działo - tyle lat z Maćkiem i żadnej przyjemności z kochania się, żadnej czułości - wszystko wymuszone. Chciała cofnąć czas, ale on biegł dalej - może kiedy by nie zaczęła spotykać się z Mackiem była by inną osobą. Ale wtedy nie poznała Kamila...
Jak się okazało, Kamil dostał propozycję pracy za granicę, ale pierwsze co zrobił to powiedział, że bez niej się nigdzie ie ruszy. Albo jadą razem, albo on nigdzie nie pojedzie. On nie ma zamiaru tęsknić za nią i zamartwiać się co tu się dzieje, bo ją kocha.
Spojrzała na swoje kolana, na białą spódniczkę i czarne błyszczące rajstopy. Cały czas jej się wydawało, że spódniczka zrobi się czerwona, ale tak się nie działo. Czas od tamtego momentu płatał jej figle, raz biegł szybko, a po chwili ciągnął się niemiłosiernie. Chciała cofnąć czas, ale on biegł dalej. Teraz rozumiała co oznaczały słowa jej mamy: Pamiętaj córeczko, możesz żyć jak chcesz, ale pewnych decyzji nie cofniesz, pewnych czynów nie cofniesz. Bóg na to nie pozwoli i nasz pamięć mu w tym pomorze, że będziesz wszystko pamiętać. I najgorsze jest w tym to, że on nie pozwoli ci umrzeć, ale będziesz musiała z tym żyć, co zrobiłaś, lub zrobiono tobie. Nie ma gorszej kary i potępienia, niż pamiętać i żyć ze świadomością czynów.
Jej mama miała racje, tego się nie zapomni, to zostaje na wieki w nas, aż do śmierci.
A wszystko zaczęło się od Maćka i pomysłu, że wyjedzie za granicę do pracy, bo tutaj to mogiła, aby zarobić na życie. Czuła, że związek na tym ucierpi, wiedziała o tym. W każdym związku czy małżeństwie umiera pewna cząstka, w momencie kiedy jedno wjeżdża za granicę do pracy. Dla jednego to chwila, miesiąc, a dla drugiego cała wieczność, to wypatrywanie w oknie, czekanie. Maćka nie było już drugi miesiąc i choć rozmawiali co wieczór, nie dawało jej to ukojenia. Takie rozmowy są dobre w znajomości, kiedy człowiekowi nie zależy na drugim, kiedy go nie kocha, a rozmawia z nim, bo robi to bez zobowiązań. Ale w związku jest właśnie to coś, co spaja, co nadaje ton życiu obojga. I rozmowa tego nie zaspokoi, chciała się do niego przytulić, kiedy tego chciała, a nie po trzech miesiącach. Co ją tu trzymało? Praca, puste ściany, puste spacery, wspomnienia, zapadanie się w sobie, praca i tak cały czas. Miłość nie tym polega, miłość to coś więcej niż pieniądze, to coś więcej niż życie osobno przez tak długi czas. Osoby pracujące za granicą, myślą że te kilka chwil, że te kilka dni zapełni tym drugim czas i pokaże że to ma sen. To pokazuje tylko tym bardziej, że to nie ma sensu. Znała wiele małżeństw, które się rozpadły, albo były fikcją. Kobiety zostawały w Polsce, samotne, opuszczone, bez wsparcia i oparcia - a faceci pracowali i korzystali z życia. Przecież jak się posłucha jednego i drugiego, co on robi po pracy, gdzie chodzi, co pije - to człowiek się zastanawia, czy naprawdę on jedzie za granicę aby pracować, czy może ucieka przed odpowiedzialnością. Jaka osoba, opowie wam że to się nie opłaca, że jadąc za pracą po za kraj stracili oni kontakt z dziećmi, że żona z nimi już nie rozmawia, jak dawniej, że dzieci nie biegną do nich na przywitanie, że patrzą się nich jak na obcych, że pracując za granicą i tak korzystają z życia, co zaprzecza idei zarobku. Wiele razy nasłuchała się o tym, zbyt wiele kłamstw w takim momencie się pojawia. Widziała jak pieniądze zmieniają człowieka, jak go niszczą, zniewalają. A kobiety, nie mając w kim się oprzeć znajdują innego, takiego co pracuje tutaj i powoli idzie przez życie, ale jest blisko i one wolą tego biednego, ale który jest cały czas, niż bogatego, ale którego nawet nie znają i nie mają z nim o czym rozmawiać. Pustka nie może trwać wiecznie, dlatego kobiety sobie ją zapełniają same. I to ma być życie?
Cały czas męczyły ją te myśli, powtarzała sobie je jak mantrę. Kilka dni temu wpadły na odwiedziny przyjaciółki i siostra. Bawiły się do późna, co nawet jej nie przeszkadzało, bo wreszcie mieszkanie wypełniło się śmiechem i głosami innych osób. Wtedy jej siostra zaczęła ją namawiać na wyjście do lokalu w za dwa dni. Nie chciała iść, od momentu jak Maciek zaczął jeździć za granicę o pracy, nie miała chęci do zabawy. Tęsknota zabierała jej radość z picia alkoholu i rozmowy. I tak dziwiła się, że na tej imprezie nawet dobrze się czuła. Oczywiście przyjaciółki nalegały, aby z nimi poszła, wyrwała się z domu, aby nie siedziała w tych czterech ścianach. Mówiły, że za oknem też jest życie, że to tylko wyjście do lokalu.
No tak, tylko wyjście do lokalu, przecież to nic złego, prawda - tak sobie to zaczęła tłumaczyć. Jaka była głupia i dała się namówić. Siostra o mało się nie rozpłakała z tego szczęścia.
Po dwóch dniach, po przyjściu z pracy otworzyła szafę i zaczęła przeglądać ubrania, aby się przygotować na wyjście. Ale to było trudniejsze niż myślała. Każda sukienka, spódniczka, płaszcz, tunika, spódnica kojarzyła jej się z Maćkiem i sytuacją, w której była ubrana właśnie w dane ubranie. Wreszcie wygrzebała kremową spódniczkę, której jeszcze nie miała na sobie. Do tego założyła całkiem nowe błyszczące mocno kremowe rajstopy i czarne pantofle, których nie bardzo lubiła. Z bluzką było prościej, ponieważ miała masę rzeczy, których jeszcze ani razu nie założyła, wybrała szarą bluzkę. Obejrzała się w lustrze - może być, nie idę przecież na randkę i nie muszę się nikomu podobać, nie interesuje mnie żadna znajomość - więc stroić się nie muszę.
Przed wyjściem zjadła jeszcze kolację i po jakimś czasie dostała wiadomość w komórce, aby schodziła. Weszli do lokalu, w którym grano techno, było jej to obojętne. Zajęły wszystkie dość dużą lożę dla wybrańców i zamówiły po piwie. Po imprezie dwa dni wcześniej jakoś nie miała o czym rozmawiać z przyjaciółkami, a już na pewno nie ze siostrą. Po jakiejś godzinie i pustych rozmowach i obgadaniu problemów każdej z jej przyjaciółek odnośnie związku, że one nie kochają swoich facetów, są z nimi dla kasy, seksu, czy po prostu bo nie ma nikogo interesującego kolo nich, ale jak się pojawi ktoś to zaraz zakończą to co jest obecnie i zaczną od nowa wszystko. Dziwiło ją to, bo jedna z nich miała na palcu pierścionek zaręczynowy - to było dla niej chore, być z facetem i go nie kochać, ale planować z nim przyszłość, dzieci i starzeć się z nim. Siostra mówiła o dzieciach, o mężu, o tym co się w jej pracy teraz dzieje. Kiedy na stole zagościły drinki i wódka - impreza się zmieniła. Kilka razy była w łazience, gdzie w jednej chwili stało sie strasznie brudno. Miała już trochę dość tego imprezowania i chciała iść do domu, ale siostra cały czas ją namawiała na jeszcze jeden drink. Po jego wypiciu poczuła, że musi do łazienki, bo się zsika w majtki, a nie chciała się skompromitować. Jej widzenie zwęziło się strasznie, ledwo dostrzegała swoją drogę, która i tak się chciała i mocno skręcała. Próbowała się skupić aby iść prosto, ale to już nie było możliwe. Jak wcześniej kolejka do wc była długa, co nie napawało ją entuzjazmem. Nie wiedziała kiedy on się pojawił, po prostu się przed nią pojawił. Patrzył na nią i się uśmiechał. I powiedział do niej: -- Co taka ładna dziewczyna robi w takim miejscu? - nie odpowiedziała. -- Może wyjdziesz, odetchniesz, co? - nie odpowiedziała. Złapała go za rękę, co on odczytał że się zgadza. Lekko ją szarpnął i wyprowadził na świeże mroźne powietrze, które ją lekko ocuciło i postawiło do pionu. Przed lokalem stało kilka osób, które paliły papierosy, tylko co ją to obchodziło. Poczuła jak delikatny dotyk przenika jej dłoń i coraz wyżej do pachy. -- Jesteś wyjątkowa, wiesz - patrzyła się zdziwionym wzrokiem na niego. Jakim prawem on ją tak dotyka, jakim prawem on do niej mówi. -- Może się przejdziemy, wytrzeźwiejesz trochę i wrócimy. Co o tym myślisz? - lekko tylko się poruszyła, ale on złapał jej dłoń i pociągnął za sobą. Szli tak chwilę, a zimny wiatr smagał jej twarz, co nie poprawiało jej stanu, a raczej pogarszało. Nie odzywał się, ale też już nie trzymał jej dłoni. Nie pamiętała kiedy spacerowała z Maćkiem w nocy, przy świetle księżyca, zapomniała jakie to przyjemne, kiedy ktoś jest koło nas. Skręcili w ciemną uliczkę, gdzie nie działało kilka latarni. Znowu poczuła ten delikatny dotyk, na swojej ręce. I pierwszy raz się odezwała: -- Dlaczego tak mnie dotykasz? Przecież się nie znamy - próbowała mówić wyraźnie. -- Mam przestać? I to że się nie znamy, nie świadczy że nie mamy prawa do siebie lub nie mamy możliwości się poznać, w taki czy inny sposób. Zatrzymali się. Ona spojrzała na niego i pod wpływem alkoholu wydawało się to wszystko normalne, ale to właśnie alkohol wydobył jej pragnienia i tęsknotę na zewnątrz. Człowiek po alkoholu staje się odważniejszy, żywszy, przestaje się bać i wstydzić, przestaje on być sobą, a zasady i granice przestają istnieć. Przybliżył się do niej, że poczuła jego perfumy, które mąciły jej nos. Patrzył na nią takimi innymi oczami, w jednej chwili zapomniała o Maćku i tym co ich łączyło. Przez te wyjazdy Maćka, zapomniała jak to jest cieszyć się bliskością, jak to jest być kochaną, jak to jest żyć z kimś, a nie przyglądać się kogoś życiu, zapomniała że jest coś takiego jak śniadanie do łóżka, kawa do łóżka, spacery w świetle księżyca. Każda jej cząstka chciała bliskości, miłości i ukochana, a nie pieniędzy. Pieniądze jej nie ukochają, ale żywy człowiek. Alkohol wydobył te pragnienia z jej serca i duszy, pozostawiając w nim pustkę. Chciała się czuć doceniona, kochana, jedyna w swoim rodzaju, a pieniądze Maćka jej tego nie dawały. Patrzył na nią i powoli przybliżył swoja usta do jej ust, pocałował ją. Na początku sumienie walczyło, aby nie oddawać pocałunku, nie reagować, ale serce potrzebowało czułości, tej chęci, tego czegoś co sprawiało że biło mocniej. Pocałowała go, delikatnie, namiętnie - oddanie. Poczuła, jak jego place prześlizgują się po jej placach, że aż obsypała się dreszczami, podniecało ją to, chciała już tego. Podniósł lekko koszulkę i zaczął dotykać jej ciała, jej skóry - nie chciała aby przestawał, dawało jej to tyle przyjemności, o której nie mogła marzyć od kilku już miesięcy. Ona nie była mu dłużna i wyciągnęła jego koszulę ze spodni i zaczęła dotykać jego pleców. Dotyk mężczyzny, jak tego jej brakowało i podniecało. Przesunęli się trochę w bok, aby wejść do ciemnego zaułku, gdzie nikt ich nie zobaczy. Dotykał jej ud, pośladek, miała taką ochotę się kochać, tak ja to podniecało. Rozpięła jego rozporek od spodni i włożyła dłoń w głąb spodni. Wyczuła jego wzwód i podniecenie. Cały czas się całowali, delikatnie, namiętnie. On powoli wsunął dłonie pod jej spódniczkę i ściągnął jej rajstopy i majtki razem. Spoglądali sobie w oczy, tak bardzo chciała i pragnęła bliskości, ona zdjęła jego spodnie i majtki. Masując jego członek i jądra, czuła że to mu sprawia dużą przyjemność. Kiedy stanęli na przeciw siebie, nie mogli już dłużej się powstrzymywać. Połączyli się w jedną całość. Poczuła jak on w nią wnika i zaczyna się poruszać, powoli delikatnie. Kochali się... Szczytowała, jak nigdy przedtem, tego nie zapomni, jak jego nasienie uderza w niej. Odczekała chwilę, aby nasienie wypłynęło z niej. Palcami chwyciła je i wytarła o ścianę. Dopiero wtedy odnalazła zwinięte rajstopy i majtki. Usiadła na zimnym kamieniu i zaczęła naciągać na siebie rajstopy. On już był ubrany i patrzył na nią, uśmiechał się. Kiedy i ona się podniosła, podszedł dni niej i ją pocałował. To był pierwszy raz, kiedy zdradziła Maćka i ostatni.
Po tym zdarzeniu minął dzień i właśnie siedziała na krześle i wpatrywała się przez okno, gdzie było widać same niebo i chmury. Nabrała powietrze i wypuściła je, czekała ją trudna rozmowa. Wstała z krzesła i podeszła do stolika gdzie stał telefon. W przedpokoju, który kiedyś był pusty teraz piętrzyły się tam torby, reklamówki i kartony. Wybrała numer i odczekała chwilę, aby usłyszeć jego głos:
-- Część kochanie, coś się stało?
-- Nie... to znaczy tak. Tak stało się.
-- Coś poważne, jakiś wypadek albo coś.
-- Zrywam z tobą, nie kocham cię i nie chcę z tobą być
Cisza...
-- Między nami koniec. Jesteś tam...?
Cisza...
-- Spakowałam już twoje rzeczy i jutro przyjedzie po nie twój tata.
Usłyszała dźwięk rozłączenia rozmowy.
Ta jedna noc, impreza, dała jej więcej niż pieniądze i Maciek przez cały ich związek. Maćka ie obchodziło to, że ona tęskni, że jej jego brakuje, że ma gdzieś te pieniądze, że tracą dzięki temu kontakt ze sobą, że się oddalają. Ta wczorajsza noc, sprawiał że odnalazła sens tego związku, który był fikcją - bo co to za związek, jak on żyje sobie jak chce, a ona ma mu być podległa. Prosiła go wiele razy, aby nie jechał, aby został, aby dał jej czułość, aby się kochali, aby był z nią, że jej nie zależy na pieniądzach, że związek to dwie osoby, że to czyni ich silnym że są ze sobą i liczą na siebie, a nie że każde osobno i każde jest ze swoimi problemami. W ciągu jednego stosunku otrzymała więcej, niż mogła sobie to wyobrazić. Kamil wierzył tak jak i ona w miłość i szczery związek. Nie mieli tajemnic, cieszyli się sobą i życiem razem. Dopiero teraz do niej dotarło, co zniszczyły te wyjazdy Maćka, o którym prawie zapomniała. Jej życie wreszcie nabrało barw, chęci i spontaniczności.
Po miesiącu do Polski przyjechał Maciek. Chciał rozmawiać, dowiedzieć się wszystkiego, ale ona nie chciała z nim rozmawiać, powiedziała mu tylko: -- Jak by ci zależało na mnie i związku ze mną, nie wybierał być pieniędzy, ale mnie. A ty wybrałeś pieniądze, więc sobie je teraz przytul, ukochanej i dawaj tą miłość. bo wiesz co Maciek, miłości nie można kupić, ją się czuje i daje. Ludzie kiedy się zakochają są wstanie stracić życie dla tej drugiej osoby, są wstanie zmienić życie, opuścić znajomych, a nawet zerwać kontakt z rodziną, bo dla nich liczy się tylko ta osoba i nikt inny. A ty co zrobiłeś dla mnie, poświęciłeś choć jedną rzecz, czy pokazałeś mi że jesteś wart mojego serca, nie. Wolałeś pojechać za granicę i niczym się nie martwić, mieć wszystko w dupie, bo to ja muszę o wszystko zadbać. Ile razy prosiłam cię, zostań chce być z tobą, ale ty to miałeś głęboko. Obchodziło cię to, że zarobisz - ale co ja z tego mam, no pokaż mi, co ja mam z tej rozłąki, z tej tęsknoty, z tego co mi dawałeś. Prosiłam, błagałam, groziłam a ty cały czas to samo, bo pieniądze są najważniejsze, bo bez pieniędzy nie da się żyć, że bez nich to nie ma życia i gdzie masz to życie. Co dały ci te pieniądze? Straciłeś dzięki nim mnie, związek i znajomości. Sprzedałeś mnie jak jakąś rzecz, a jak przyjeżdżałeś to czułam się, jak byś mnie kupował, a ja nie jestem rzeczą, głazem, kawałkiem drewna, które nie czuje i nie ma serca. Bo ja czuje, bo ja mam serce i potrzebowałam ciebie, a nie papierka. Bo to ty byłeś sensem mojego życia, a nie pieniądze. Rozejrzyj się ile małżeństw się rozpada właśnie przez to co ty robiłeś, ile jest przez to zdrady i pustych małżeństw bez uczucia i miłości. Ja tego nie chcę, rozumiesz. Ja też chce żyć i cieszyć się życiem. A jak mam to robić, jak ciebie cały czas nie ma, bo nie chcesz być ze mną, bo ważniejsze pieniądze, bez których nie ma podobno życia. Poznałam kogoś, kto zarabia 3 razy mniej niż ty i wiesz co, ja też zmieniam pracę i będę razem z nim kalkulować jak zrobić aby było lepiej. Dla mnie więcej daje satysfakcji daje pracować miesiąc na nowy odkurzacz, wiedząc ile pracy włożyłam w to aby go sobie kupić. Chce się bawić życiem u boku kogoś kto myśli podobnie, a ty myślisz o pieniądzach, aby było ich więcej, a ja chce się przytulić i poczuć bliskość, bo jeśli by twoi rodzice, czy moi się nie kochali i nie czuli do siebie niczego, nie było by ani ciebie, ani mnie. I jakoś oni s perspektywy czasu nie wpajają mi idei, że pieniądz jest najważniejszy, ale druga osoba, bo kiedy jej zabranie - żaden pieniądz nam tego nie zastąpi.
Maciek stał i gapił się, nie wierząc w to co usłyszał. Obrócił się i poczłapał w swoją stronę, a ona z uśmiechem na twarzy skierowała się w przeciwną stronę. Nie daleko zobaczyła go, uśmiechał się do niej jak wtedy. Podeszła do niego i pocałowała namiętnie. Nie musiała się już wstydzić, że się wreszcie naprawdę zakochała, bo to było silniejsze niż ona - miłość.
Czasami tylko wspominała tamten stan i tamtą chwilę, kiedy męczyło ją to od kilku dni i nie potrafiła o tym zapomnieć. Słońce wtedy już dawno wyszło na nieboskłon. Siedziała na krześle wpatrując się w okno, przez które nic nie było widać, tylko niebo. Czuła się zbrukana, jak by splamiła swoje życie, przekreśliła je tym, że uwierzyła Maćkowi, że będzie lepiej, że była z nim tak naprawdę nie czując przyjemności z obcowania z nim. Jedna decyzja i wszystko się wali, wszystko przestaje istnieć, ale co tak naprawdę istniało, co było między nimi jeśli go nie było przy niej. Po co słuchała tych przyjaciółek, miało być tak wspaniale - ale nie było, było cudownie i później dziękowała im za to.
Spojrzała na swoje kolana, na białą spódniczkę i czarne błyszczące rajstopy. Cały czas jej się wydawało, że spódniczka zrobi się czerwona, ale tak się nie działo - tyle lat z Maćkiem i żadnej przyjemności z kochania się, żadnej czułości - wszystko wymuszone. Chciała cofnąć czas, ale on biegł dalej - może kiedy by nie zaczęła spotykać się z Mackiem była by inną osobą. Ale wtedy nie poznała Kamila...
Jak się okazało, Kamil dostał propozycję pracy za granicę, ale pierwsze co zrobił to powiedział, że bez niej się nigdzie ie ruszy. Albo jadą razem, albo on nigdzie nie pojedzie. On nie ma zamiaru tęsknić za nią i zamartwiać się co tu się dzieje, bo ją kocha.
"ostatni dzień" - opowiadanie
Obudził go denerwujący dźwięk budzika. Wyciągnął rękę i klepnął buczące niemiłosiernie urządzenie. Nastała cisza, tak mu się dzisiaj nie chciało wstawać, ale musiał. Jednym ruchem odrzucił kołdrę i wstał na równe nogi. Zaczął wymachiwać rękoma i biegnąć w miejscu - gimnastyka. Zatrzymał się i spojrzał przed siebie, po czym położył się na ziemi i zrobił 30 pompek. Nie podnosząc się nabrał powietrza do płuc i wypuścił, dotlenienie organizmu po wysiłku. Podniósł się i chwycił za paczkę papierosów leżąco na stoliku nocnym. Zapalił papierosa, przechodząc przez przedpokój wchodząc do łazienki. Po jakimś czasie wyszedł z niej ubrany w gustowny garnitur, krawat i kremową koszulę. Jego buty lśniły tak bardzo, że można było się w nich przejrzeć. Dobrze wyglądać to zrobić pierwsze wrażenie, a w tedy świat jest twój - tak twierdził i zawsze działało. Wszedł do kuchni, po czym wyszedł kierując się do wyjścia. Zamknął dokładnie drzwi, łapiąc za klamkę i szarpiąc nią kilka razy dla sprawdzenia, że mieszkanie jest zamknięte. Na dole bloku gdzie mieszkał był parking, gdzie trzymał jak wszyscy mieszkańcy swoje auta. Podszedł do trzech BMW, które stały zaparkowane koło siebie. Miał to gdzieś, że dwie inne osoby też jeździły tym samym modelem. Otworzył drzwi i wsiadł do środka. Poprawił się na siedzeniu i odpalił silnik, który zawarczał za pierwszym razem.
Kierował się w stronę centrum, później skręt na osiedle domków jednorodzinnych, nie lubił bogatych zadufanych ćwoków, ale praca to praca. Zajechał na podjazd przed jednym z domów. Znał to miejsce, był tu wiele razy i w nocy i w dzień. Musiał być pewny, że wszystko pójdzie po jego myśli. Wysiadł z auta i podszedł do furtki. Nacisnął guzik od domofonu. Po chwili odezwał się kobiecy głos:
-- Słucham
-- Przepraszam, ale ja w pewnej sprawie do męża. Może pani otworzyć.
-- A w jakiej sprawie - kobiecy głos nie dawał za wygraną
-- W sprawie pieniędzy
Nastała cisza, którą przerwał dźwięk bzyczenia zamka magnetycznego w furtce. Przeszedł przez furtkę, upewniając się że blokada ponownie zaskakuje. Dojście do drzwi zajęło mu chwilę, ale i tak zbyt długo jak mu się wydawało. Drzwi otworzyła mu wysoka kobieta, z rozpuszczonymi kasztanowymi włosami i szlafrokiem na ciele. -- Proszę - usłyszał
Wszedł do środka wielkiego holu, w którym znajdowało się istne skrzyżowanie. Były tu schody wyłożone marmurem i drzwi na prawo i na lewo. Tylko na wprost była ściana ozdobiona jakimś tandetnym malowidłem - jak stwierdził. Z prawej, za drzwiami usłyszał szmer, który zakomunikował mu że jego cel wizyty się zbliża. I nie mylił się, po chwili drzwi się otwarły i zobaczył człowieka w wytartym, wyświechtanym dresie, który lekko się uśmiechnął.
Kobieta stała na schodach, dziwnie mu się przyglądając. Wiedział, że to jest ta chwila, lepszej nie będzie. Z za paska od spodni wyciągnął gwałtownym ruchem Desert Eagle 44 Magnum. Na twarzy kobiety pojawiło się przerażenie i lekko ugięła nogi, odwracając się w miejscu. Mężczyzna otworzył szeroko usta, łapiąc za skrzydło drzwi. Nacisnął na spust, czując jak odrzut szarmie ramieniem. Pocisk trafił kobietę w ramię okręcając ją wokół własnej osi. Pocisk przebił się przez ciało, uderzając w ścianę. Plama krwi która powstała pod otworem po kuli, zabarwiła obficie jaskrawą tapetę. Kolejne plamy pojawiły się prawie w jednym momencie. Mężczyzna stał i patrzył na to jak ciało kobiety szybuje na sam dół schodów w grymasie bezwładnej śmierci. Krew już zdążyła znaleźć ujście i sączyła się obficie z martwego ciała, które właśnie uderzyła o posadzkę. Napastnik momentalnie skierował broń w stronę mężczyzny, który momentalnie chwycił za drzwi. Pociski z 44 Magnum były szybsze i wbiły się w ciało ofiary, niczym zabójcze osy, które nie pozwolą ofierze ujść żywą.
Ciało mężczyzny leżało, podziurawione jak sito, z którego sączyła sie obficie krew. Posadzka była już zalana dość sporą ilością krwi kobiety, czym się nie przejmował. Spojrzał na ciało mężczyzny, a później na kobiety, byli martwi. Rozejrzał się, jak by sprawdzał czy ktoś go nie obserwuje, ale słyszał tylko ciszę. Obrócił się na pięcie i wyszedł na zewnątrz. Wyciągnął papierosa z paczki i zapalił go. Kolejne ciała mógł zapisać sobie do listy, ale to jednak nie dało mu satysfakcji, już nie. Kiedyś kiedy zabijał dla nich, ekscytował się tym, teraz to już mu to obrzydło. Ciała wyglądają zawsze podobnie, bezwładne. Po prostu kupa mięsa dla psów, ścierwo. Poczuł jak coś wibruje mu w kieszeni garnituru. Wyciągnął telefon komórkowy i wcisnął zieloną słuchawkę. Usłyszał męski głos:
-- Nie żyje?
-- Tak, nie żyją - potwierdził
-- Jak nie żyją. To ją też do piachu.
-- A co, miała patrzeć jak zakopuje życie tego frajera.
-- No tak, później świadczyła by.
-- A tak, już nic nie zrobi.
Nastała cisza, wiec nacisnął na przycisk: Rozłącz.
Stał tak przez chwilę, po czym powolnym krokiem zaczął się kierować do furtki. Będąc już prawie przy niej, usłyszał dziwny dźwięk za sobą, jak by ktoś za nim biegło. Zanim się obejrzał, usłyszał huk wystrzału z broni dużego kalibru i kolejny huk. Przez chwilę myślał, że coś mu się przesłyszało. Spojrzał na swoje buty i zobaczył na ziemi cień postaci. To nie możliwe, przecież on ich zabił. Klank zamykanej dubeltówki dal mu znać, że napastnik naprawdę istnieje. Po czym... kolejny raz usłyszał huk wystrzału, który sprawił że upadł na kolana. Wsadził dłoń pod koszulę, która miała kolor czerwieni połączonej z purpurą. Ledwo kojarzył co się właśnie dzieje, kiedy odgłos kroków stał się naprawdę bliski. I ten głos: -- To za moich rodziców. Ostatniego wystrzału już nie usłyszał. Śrut wystrzelony z dubeltówki myśliwskiej wbił się z impetem z czaszkę, rozrywając ją na kawałki. Cząstki mózgu, który się rozlał na żwir nie miał możliwości już funkcjonować, mieszając się z małymi kamyczkami.
W oddali zadudniła syrena, która powoli się zbliżała. To był ostatni dzień, w którym on miał jeszcze rodziców. rodziców zabitych przez tego kogoś. Nie mógł pozwolić, aby oni tak skończyli, wiec wymierzył sam jako ostatni żyjący sprawiedliwość. Sam stając się jednym z nich... tym, który odebrał komuś życie, za życie.
Kierował się w stronę centrum, później skręt na osiedle domków jednorodzinnych, nie lubił bogatych zadufanych ćwoków, ale praca to praca. Zajechał na podjazd przed jednym z domów. Znał to miejsce, był tu wiele razy i w nocy i w dzień. Musiał być pewny, że wszystko pójdzie po jego myśli. Wysiadł z auta i podszedł do furtki. Nacisnął guzik od domofonu. Po chwili odezwał się kobiecy głos:
-- Słucham
-- Przepraszam, ale ja w pewnej sprawie do męża. Może pani otworzyć.
-- A w jakiej sprawie - kobiecy głos nie dawał za wygraną
-- W sprawie pieniędzy
Nastała cisza, którą przerwał dźwięk bzyczenia zamka magnetycznego w furtce. Przeszedł przez furtkę, upewniając się że blokada ponownie zaskakuje. Dojście do drzwi zajęło mu chwilę, ale i tak zbyt długo jak mu się wydawało. Drzwi otworzyła mu wysoka kobieta, z rozpuszczonymi kasztanowymi włosami i szlafrokiem na ciele. -- Proszę - usłyszał
Wszedł do środka wielkiego holu, w którym znajdowało się istne skrzyżowanie. Były tu schody wyłożone marmurem i drzwi na prawo i na lewo. Tylko na wprost była ściana ozdobiona jakimś tandetnym malowidłem - jak stwierdził. Z prawej, za drzwiami usłyszał szmer, który zakomunikował mu że jego cel wizyty się zbliża. I nie mylił się, po chwili drzwi się otwarły i zobaczył człowieka w wytartym, wyświechtanym dresie, który lekko się uśmiechnął.
Kobieta stała na schodach, dziwnie mu się przyglądając. Wiedział, że to jest ta chwila, lepszej nie będzie. Z za paska od spodni wyciągnął gwałtownym ruchem Desert Eagle 44 Magnum. Na twarzy kobiety pojawiło się przerażenie i lekko ugięła nogi, odwracając się w miejscu. Mężczyzna otworzył szeroko usta, łapiąc za skrzydło drzwi. Nacisnął na spust, czując jak odrzut szarmie ramieniem. Pocisk trafił kobietę w ramię okręcając ją wokół własnej osi. Pocisk przebił się przez ciało, uderzając w ścianę. Plama krwi która powstała pod otworem po kuli, zabarwiła obficie jaskrawą tapetę. Kolejne plamy pojawiły się prawie w jednym momencie. Mężczyzna stał i patrzył na to jak ciało kobiety szybuje na sam dół schodów w grymasie bezwładnej śmierci. Krew już zdążyła znaleźć ujście i sączyła się obficie z martwego ciała, które właśnie uderzyła o posadzkę. Napastnik momentalnie skierował broń w stronę mężczyzny, który momentalnie chwycił za drzwi. Pociski z 44 Magnum były szybsze i wbiły się w ciało ofiary, niczym zabójcze osy, które nie pozwolą ofierze ujść żywą.
Ciało mężczyzny leżało, podziurawione jak sito, z którego sączyła sie obficie krew. Posadzka była już zalana dość sporą ilością krwi kobiety, czym się nie przejmował. Spojrzał na ciało mężczyzny, a później na kobiety, byli martwi. Rozejrzał się, jak by sprawdzał czy ktoś go nie obserwuje, ale słyszał tylko ciszę. Obrócił się na pięcie i wyszedł na zewnątrz. Wyciągnął papierosa z paczki i zapalił go. Kolejne ciała mógł zapisać sobie do listy, ale to jednak nie dało mu satysfakcji, już nie. Kiedyś kiedy zabijał dla nich, ekscytował się tym, teraz to już mu to obrzydło. Ciała wyglądają zawsze podobnie, bezwładne. Po prostu kupa mięsa dla psów, ścierwo. Poczuł jak coś wibruje mu w kieszeni garnituru. Wyciągnął telefon komórkowy i wcisnął zieloną słuchawkę. Usłyszał męski głos:
-- Nie żyje?
-- Tak, nie żyją - potwierdził
-- Jak nie żyją. To ją też do piachu.
-- A co, miała patrzeć jak zakopuje życie tego frajera.
-- No tak, później świadczyła by.
-- A tak, już nic nie zrobi.
Nastała cisza, wiec nacisnął na przycisk: Rozłącz.
Stał tak przez chwilę, po czym powolnym krokiem zaczął się kierować do furtki. Będąc już prawie przy niej, usłyszał dziwny dźwięk za sobą, jak by ktoś za nim biegło. Zanim się obejrzał, usłyszał huk wystrzału z broni dużego kalibru i kolejny huk. Przez chwilę myślał, że coś mu się przesłyszało. Spojrzał na swoje buty i zobaczył na ziemi cień postaci. To nie możliwe, przecież on ich zabił. Klank zamykanej dubeltówki dal mu znać, że napastnik naprawdę istnieje. Po czym... kolejny raz usłyszał huk wystrzału, który sprawił że upadł na kolana. Wsadził dłoń pod koszulę, która miała kolor czerwieni połączonej z purpurą. Ledwo kojarzył co się właśnie dzieje, kiedy odgłos kroków stał się naprawdę bliski. I ten głos: -- To za moich rodziców. Ostatniego wystrzału już nie usłyszał. Śrut wystrzelony z dubeltówki myśliwskiej wbił się z impetem z czaszkę, rozrywając ją na kawałki. Cząstki mózgu, który się rozlał na żwir nie miał możliwości już funkcjonować, mieszając się z małymi kamyczkami.
W oddali zadudniła syrena, która powoli się zbliżała. To był ostatni dzień, w którym on miał jeszcze rodziców. rodziców zabitych przez tego kogoś. Nie mógł pozwolić, aby oni tak skończyli, wiec wymierzył sam jako ostatni żyjący sprawiedliwość. Sam stając się jednym z nich... tym, który odebrał komuś życie, za życie.
niedziela, 6 marca 2011
jeśli go nie znałeś to nie żałuj...
Od jakiegoś czasu nucę sobie piosenkę Dżem: skazany na blusa - na doła.
"Nie doceniony"
Sponiewierany wiatrem położony bezwładnie
Chwytany w razie deszczu lub wiatru
Nigdy nie widział słońca
Nigdy nie wyszedł jak ciepło nastało
Zawsze w zimnie
Szarości, dobijające szarości
Przyzwyczaił się, że nim pomiatają
I witają się z nim kiedy jest dopiero potrzebny
Brudzili go i deptali po nim
Wiernością się odpłacał
A oni tego nie doceniali
Pewnego dnia przeszył go ból
Zanieśli do eksperta, dobroduszni
Wracając cieszył się, że idzie z nimi
Oni jednak sprawili mu niespodziankę
Zamykające się wieko powiedziało mu dobranoc
I wszystko się skończyło
I czekał wiernie na swoich właścicieli
I poczuł jak ktoś go zakłada, naciąga
Nie był to jego pan, ale ktoś inny
Kto to i czego chce?
Został wyczyszczony i wystawiony na ciepło słońca
Dbano o niego niczym o króla
Był wreszcie szczęśliwy
Ktoś go docenił
Ten płaszcz brązowy.
"życie"
Kroczę drogą bez powrotu
Nie można cofnąć czasu
Wszystko przepada i umiera
My zmieniamy się, nadajemy życiu inne znaczenie
Miłość, zdrada, rozstania
Jedno serce, jedna dusza, jedno ciało
I chęci brak, w nas
Możesz uważać się za boga
Nie jesteś nim
W jednym dniu żyjesz, w drugim umierasz
Otaczasz się pustymi i próżnymi osobami
Nie zależy im na tobie, ważne ile zarabiasz
Ważne ile dajesz, nie oczekując niczego
Zabijają ciebie po kawałku
Chcesz się uwolnić, zabij się
Za życia nie pozwolili ci odejść
Po śmierci zagrabią twoje rzeczy
Chcesz powiedzieć, że to normalne
Twoje wspomnienia wylądują na śmietniku
Takie twoje życie za życia - puste
My sami decydujemy jakie jest to co nas otacza
Boisz się że polegniesz, to po co żyjesz
Nie spełnione marzenia, a kto ci zabroni marzyć
Spełnienie marzeń jest na wyciągnięcie ręki
Trzeba chcieć
Trzeba wyciągnąć rękę i chwycić przeznaczenie
Nie patrz w przeszłość, ona niszczy
Zabiera nadzieję, zabiera dusze
Musisz wiedzieć czego chcesz
To ty decydujesz o swoim życiu
Czy kogoś zabijesz, czy dasz życie
Wyboru, codzienność, nuda
To od ciebie zależy jak to wygląda
Dlaczego patrzysz przez okno nic nie widząc
Nie widzisz ludzi, samochodów, ptaków
Nie słyszysz rozmów, treli, padającego deszczu
Po co żyjesz człowieku, bez chęci
Do życia wystarczy cząstka serca
Chwytasz życie za gardło i mówisz
Mam już ciebie dość, teraz ja będę decydować o wszystkim
Dlaczego pozwalasz się kierować
To twoje życie, czy przeznaczenia, rodziców
Manipulacja, kłamstwa, obłuda, apatia
Gówno
Dlaczego nie zauważysz tego co ciebie otacza
Uśmiechnij się do tego i zauważ, że koło ciebie też jest życie
Tyle się dzieje, tyle rzeczy ci umyka
Tyle czasu straconego, tyle życie upłynęło
Myślisz że się spełniasz
Myślisz że żyjesz pełnią
Dlaczego się okłamujesz
Potrafisz odejść od tych którzy dali ci życie i zmierzyć się ze sobą
Potrafisz żyć własnym życiem
Dlaczego patrzysz wstecz
Takie to życie piękne?
Zakochać się, pokochać, oddać swoje serce innej osobie
Czy wiesz z kim jesteś?
Wiesz kim jesteś?
Dowiedz się
Zapytaj samego siebie
Niech ci dusza i serce odpowie, bo umysł kłamie.
"chorobą o imieniu Miłość"
Łzy przesłaniają mi spojrzenie
Zapadam się
Nie chcę patrzeć
Nie chcę pamiętać
Nie chce żyć
Umieram
Bez miłości, bez ciebie
Chciał bym cię dotknąć
Chciał bym tak wiele
Nie mogę
Nie potrafię samemu
Życie nie polega na życiu samemu
Jeden raz oddaje się serce
Tylko raz czuje się, że kocha się prawdziwie
Tylko raz się żyje
Nikt mi nie da drugiego życie
Boże, dlaczego dałeś mi wspomnienia
Zaczynam się bać siebie
Zaczynam się bać samotności
Czuję pustkę
Puste ściany koło mnie
Dlaczego mnie opuściłaś
Dlaczego...
Musiałem być złym psem
Przywiązać do drzewa w lesie i odejść
Tak najlepiej, tak najprościej
Związek to oddanie
Związek to wzajemność
Związek to miłość
Związek to chęci i dobro drugiego, a nie swoje
Tego ukochanego, najcenniejszego
Więc dlaczego płaczę, dlaczego ronię łzy
Dlaczego ciebie koło mnie już nie ma
Tak wiele pytań: dlaczego...
Nie ma odpowiedzi, atakuje mnie cisza
Dobija samotność, niszczy ta pustka
Chcę umrzeć, zdechnąć
Może wtedy ktoś zauważy co stracone
Może uwolnię innych od siebie
Przecież jestem potworem
Przecież związek ze mną nie ma sensu
Przecież ja ciebie tylko kocham
Tak wiele oczekiwałem, jak tylko miłości
Dlaczego czuję się winny, choć to nie moja wina
Tak wiele marzeń, tak wiele oddałem
A to odchodzi, przelatuje przez palce
Chciałem miłości, tylko tego
Widocznie zbyt wiele
A tak nie wiele.
"Nie doceniony"
Sponiewierany wiatrem położony bezwładnie
Chwytany w razie deszczu lub wiatru
Nigdy nie widział słońca
Nigdy nie wyszedł jak ciepło nastało
Zawsze w zimnie
Szarości, dobijające szarości
Przyzwyczaił się, że nim pomiatają
I witają się z nim kiedy jest dopiero potrzebny
Brudzili go i deptali po nim
Wiernością się odpłacał
A oni tego nie doceniali
Pewnego dnia przeszył go ból
Zanieśli do eksperta, dobroduszni
Wracając cieszył się, że idzie z nimi
Oni jednak sprawili mu niespodziankę
Zamykające się wieko powiedziało mu dobranoc
I wszystko się skończyło
I czekał wiernie na swoich właścicieli
I poczuł jak ktoś go zakłada, naciąga
Nie był to jego pan, ale ktoś inny
Kto to i czego chce?
Został wyczyszczony i wystawiony na ciepło słońca
Dbano o niego niczym o króla
Był wreszcie szczęśliwy
Ktoś go docenił
Ten płaszcz brązowy.
"życie"
Kroczę drogą bez powrotu
Nie można cofnąć czasu
Wszystko przepada i umiera
My zmieniamy się, nadajemy życiu inne znaczenie
Miłość, zdrada, rozstania
Jedno serce, jedna dusza, jedno ciało
I chęci brak, w nas
Możesz uważać się za boga
Nie jesteś nim
W jednym dniu żyjesz, w drugim umierasz
Otaczasz się pustymi i próżnymi osobami
Nie zależy im na tobie, ważne ile zarabiasz
Ważne ile dajesz, nie oczekując niczego
Zabijają ciebie po kawałku
Chcesz się uwolnić, zabij się
Za życia nie pozwolili ci odejść
Po śmierci zagrabią twoje rzeczy
Chcesz powiedzieć, że to normalne
Twoje wspomnienia wylądują na śmietniku
Takie twoje życie za życia - puste
My sami decydujemy jakie jest to co nas otacza
Boisz się że polegniesz, to po co żyjesz
Nie spełnione marzenia, a kto ci zabroni marzyć
Spełnienie marzeń jest na wyciągnięcie ręki
Trzeba chcieć
Trzeba wyciągnąć rękę i chwycić przeznaczenie
Nie patrz w przeszłość, ona niszczy
Zabiera nadzieję, zabiera dusze
Musisz wiedzieć czego chcesz
To ty decydujesz o swoim życiu
Czy kogoś zabijesz, czy dasz życie
Wyboru, codzienność, nuda
To od ciebie zależy jak to wygląda
Dlaczego patrzysz przez okno nic nie widząc
Nie widzisz ludzi, samochodów, ptaków
Nie słyszysz rozmów, treli, padającego deszczu
Po co żyjesz człowieku, bez chęci
Do życia wystarczy cząstka serca
Chwytasz życie za gardło i mówisz
Mam już ciebie dość, teraz ja będę decydować o wszystkim
Dlaczego pozwalasz się kierować
To twoje życie, czy przeznaczenia, rodziców
Manipulacja, kłamstwa, obłuda, apatia
Gówno
Dlaczego nie zauważysz tego co ciebie otacza
Uśmiechnij się do tego i zauważ, że koło ciebie też jest życie
Tyle się dzieje, tyle rzeczy ci umyka
Tyle czasu straconego, tyle życie upłynęło
Myślisz że się spełniasz
Myślisz że żyjesz pełnią
Dlaczego się okłamujesz
Potrafisz odejść od tych którzy dali ci życie i zmierzyć się ze sobą
Potrafisz żyć własnym życiem
Dlaczego patrzysz wstecz
Takie to życie piękne?
Zakochać się, pokochać, oddać swoje serce innej osobie
Czy wiesz z kim jesteś?
Wiesz kim jesteś?
Dowiedz się
Zapytaj samego siebie
Niech ci dusza i serce odpowie, bo umysł kłamie.
"chorobą o imieniu Miłość"
Łzy przesłaniają mi spojrzenie
Zapadam się
Nie chcę patrzeć
Nie chcę pamiętać
Nie chce żyć
Umieram
Bez miłości, bez ciebie
Chciał bym cię dotknąć
Chciał bym tak wiele
Nie mogę
Nie potrafię samemu
Życie nie polega na życiu samemu
Jeden raz oddaje się serce
Tylko raz czuje się, że kocha się prawdziwie
Tylko raz się żyje
Nikt mi nie da drugiego życie
Boże, dlaczego dałeś mi wspomnienia
Zaczynam się bać siebie
Zaczynam się bać samotności
Czuję pustkę
Puste ściany koło mnie
Dlaczego mnie opuściłaś
Dlaczego...
Musiałem być złym psem
Przywiązać do drzewa w lesie i odejść
Tak najlepiej, tak najprościej
Związek to oddanie
Związek to wzajemność
Związek to miłość
Związek to chęci i dobro drugiego, a nie swoje
Tego ukochanego, najcenniejszego
Więc dlaczego płaczę, dlaczego ronię łzy
Dlaczego ciebie koło mnie już nie ma
Tak wiele pytań: dlaczego...
Nie ma odpowiedzi, atakuje mnie cisza
Dobija samotność, niszczy ta pustka
Chcę umrzeć, zdechnąć
Może wtedy ktoś zauważy co stracone
Może uwolnię innych od siebie
Przecież jestem potworem
Przecież związek ze mną nie ma sensu
Przecież ja ciebie tylko kocham
Tak wiele oczekiwałem, jak tylko miłości
Dlaczego czuję się winny, choć to nie moja wina
Tak wiele marzeń, tak wiele oddałem
A to odchodzi, przelatuje przez palce
Chciałem miłości, tylko tego
Widocznie zbyt wiele
A tak nie wiele.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)