środa, 15 grudnia 2010

w obronie siebie

"kiedy opadnie nadzieja"

Zaplątana w gąszczu kłamstw i wrogości
Nadzieja
Nie mogąca się wyrwać, walczy
Kłamstwa jednak kolą i ranią
Wrogość niszczy i tłamsi
Walczy
Nie wygra, bez wiary i miłości
Ale i one uwięzione w kłamstwach
Wszędzie tylko kłamstwa i fałsz
Wszędzie tylko ten egoizm
Gdzie dobroć, gdzie iskierka dawania siebie
Niczego już nie ma, świat pokonał sam siebie
Ale nadzieja się nie poddaje, choć wojna już dawno przegrana
Tylko miłość nic nie robi, nie walczy
kłamstwa nie ranią jej, ale otaczają
Ona się nie boi, bo tylko ona w sercu człowieka
Wiara w duszy i nadzieja znajdują się
I miłość wierzy, że nadzieja się uwolni, kiedy miłość odgoni mrok
Tylko wtedy kłamstwa staną się prawdą, która zabije wszystko
bo prawda stanie się kłamstwem i wszystko powróci
i upadnie nadzieja i niczego już nie będzie.


"Pozwolić śmierci żyć"

Kamila lekko odchyliła głowę i spojrzała na Bartka:
-- On umiera, wiesz - wybełkotała Kamila
-- Wiem, ale co zrobisz. Nie zatrzymasz tego. Nie możesz już nic zrobić. Po za tym, on się z tym pogodził, więc i my musimy - on by tego teraz chciał.
-- Ale on tak cierpi, będzie mi go brakowało - jeszcze bardziej Kamila się zasępiła, a łzy poleciały po policzkach.
-- Kochanie, przez 6 lat nie chciałaś tu przyjechać, zawsze znalazłaś pretekst, a teraz płaczesz. On sam powiedział, że wie że umiera i wie, że jego dni są policzone i pogodził się z tym. Pozwól mu odejść, on zostanie w naszej pamięci, na zdjęciach, na filmie - będzie można opowiadać o nim wnukom prawnukom, że był i jaki był - to jest ważne. Opłakiwanie go nic nie da...
-- Jesteś bez serca i bez duszy. Jak możesz tak mówić, jak możesz teraz o tym wspominać - krzyknęła Kamila.
-- Czasu nie zmienisz i dobrze o tym kochanie wiesz. Płaczesz bo się winisz za to co robiłaś, bo wiedziałaś że on umiera z każdym dniem po trochu, a ty nic nie zrobiłaś. Czy mu to pomorze? Czy pomogę mu te łzy, twój żal i złość.
-- Nienawidzę cię, wiesz. Nie wiesz jak to jest jak ktoś bliski ci umiera.
-- Dociera do nas to co mamy jak to tracimy, lub stracimy. Ale ja wiem, że on się już dość wycierpiał i że jest szczęśliwy że odchodzi.
-- Jesteś pojebany Bartek, jesteś nie normalny!!
-- Nie, ja się nie użalam nad sobą. Ponieważ kiedy on umrze, życie będzie toczyć się dalej, trzeba będzie pozałatwiać sprawy urzędowe i możesz mnie wyzywać, ale kto to zrobi i będzie w stanie. Ja nie chciał bym aby ktoś płakał na moim pogrzebie i aby było smutno, bo ja wiem ile bym wycierpiał i że to dla mnie już jest ulga. Dla mnie wspomnienia z nim i to co mi dął, to jaki był przetrwa, będę to opowiadał naszym dzieciom i wszystkim. Nie zmienię tego że on umiera, ale mogę zrobić coś, aby jego pamięć nie umarła, jego dusza nie umarła. Ja wiele się od niego nauczyłem i będę to pamiętać, robiąc coś będę mówić, że to on mnie tego nauczył. Nie jest mi wesoło, ale ja wiem, że on tak naprawdę nie odchodzi, bo on będzie w około nas: to jego ciało umiera, a nie jego dusza.
-- Ale on zostawił testament.
-- To dla testamentu tu jesteś i przychodzisz do niego. Ja bym go nie zmieniał, jeśli bym go napisał. Wiesz co, o to , to ja ciebie nie podejrzewałem. Testament, Boże czy ty widzisz co łączy rodzinę po śmierci zmarłego, a później dzieci między sobą się boją o skrawek po członku rodziny i tak aż ostatnie nie pomrze. Ty też będziesz się biła o swoją część.
-- A dlaczego nie, należy mi się, chyba!!! Czy ja nie byłam z nim jak był chory kilka lat temu, nie byłam!!
-- Tak. Ale w tedy był chory na grypę i nie wiedział jak bardzo jest chory.
-- Ale dla mnie to ma znaczenie, jest testament i chce część swojego.
Bartek spojrzał przez szybę na umierającego mężczyznę i podniósł dłoń na pożegnanie.
-- Co robisz idioto?
-- Żegnam się, nie widać. Nie mam czego tutaj szukać. Nie chce patrzeć jak zachowujecie się jak hieny wydzierające sobie ochłapy. Wy nie będziecie o nim nawet pamiętać, przy was jego dusza umrze, ponieważ nawet nie wspomnicie go za rok. Wybacz, ale ja nie jestem taki, że chce mieć więcej. Ja z nim rozmawiałem i on wie, że ja go nie zapomnę, tak jak wy to zrobicie. Jesteście żałośni.
Przez wachadłowe drzwi szpitala wtoczyła się chorda ludzi. Bartek kiwnął głową i odszedł.
Kobieta w białym płaszczu podeszła do Kamili i spojrzała przez szybę:
-- Nic się nie zmieniło. Nadal taki sam stan?
Kamila spojrzała na kobietę i odpowiedziała:
-- Gorzej, lekarze dają mu już dzień lub dwa.
Na twarzy kobiety pojawiły się łzy, ale też lekki uśmieszek.
-- Idź odpocznij, ja postoję.
-- Nie trzeba.
-- A Bartek to co, do pracy?
-- On się już pożegnał i pogodził się z myślą że go nie będzie. On go nie zapomni, tak powiedział.
-- Ale idiota, nawet był u notariusza, że się zrzeka swojego kawałka spadku. Debil
-- Że co?!
-- No. Zrzekł się swojego kawałka spadku, więc dla nas większa część.
Kamila spojrzała przez szybę i łzy ponownie popłynęły szybciej.
3 tygodnie później Kamila sondowała się z siostrą o swoja część spadku, wygrała ale wygrana miała gorzki smak. Kiedy po pogrzebie uszło z niej wszystko, poczuła pustkę, ale nie do końca związaną z pochowanym ojcem. To raczej była pustka jej duszy, że jednak zapomniała o nim, że nawet się nie pożegnała, a co zrobił Bartek. Nawet nie powiedziała mu, że będzie go pamiętać i że go kocha - nic mu nie powiedziała, a Bartek tak. Bartek będzie nosić ojca do końca życia, jego pamięć jego cząstkę duszy, a on co ma - pustkę. W tedy zrozumiała, jak bardzo zniszczył ją egoizm.


"Nie żałuj siebie"

Łzy opadają bezgłośnie
Żal tłoczy się w duszy
Dlaczego pytasz Boga myślami
Umarły cieszy się w duszy, że nie cierpi
Wspomnienia oddane w kąt umysłu
Nie pozwalasz im powrócić
Nie pozwalasz się ujawnić
dlaczego umarłaś?
Bóg chce nam powiedzieć, wskazać
Pamięć o tej osobie przetrwa, kiedy i my się pogodzimy
Ale wielu się nie godzi, wielu umiera
ale żywi oni w sercach umarli w duszy
Świat się nie zawali bo jeden człowiek umarł
Nie zawali się jak wszyscy umrą
Naszym światem rządzą inni lub rzeczy
Taką wartość przywiązujemy do rzeczy
A ludźmi gardzimy, pomiatamy
Stanie się tak, że i my zostaniemy sami
I nie będzie głosu, nie będzie niczego
egoiści odejdą dla siebie, pieniądze zabiorą resztę
Jeśli nie byliśmy dla innych, samotność nas zniszczy
Będzie jak miedź brzmiąca, niczym
Nawet przed przed Bogiem
popiołem
Nie ma drogi do zbawienia łatwej
aby zbawić siebie, trzeba dać siebie
Bez tego zawsze będziemy sami
Zawsze będzie tylko my, bo inni uciekną.

poniedziałek, 4 października 2010

być wolnym w swoim świecie - wiersze

"serce żyje tylko raz"

Nie gasnący uśmiech
Nadzieja wypalająca nasze dusze
Jak motyl spocząć na liściu
Poczekać, wyczekiwać
Chcieć poczuć podmuch wiatru
Aby odlecieć na kolejne miejsce
Też chcę odlecieć, gdzie moje serce
Spocząć w miejscu gdzie oddałem łzy
Powiedzieć, kocham cię - oczami
Przywitać syna, dziecko nie swoje
Poczuć się potrzebnym w samym sobie
Wiedzieć, po co żyć i z czym na sercu
Oddawać siebie tylko tej jednej osobie
Cieszyć się innymi, nie sobą
Nie myśleć o sobie, być
Szczęściem opleciony
Chcę, chcę i nie mogę
Boję się że to stracę
Że wszystko straciłem
Można żyć bez serca
Ja nie potrafię żyć bez miłości
To moim powietrzem, moim spełnieniem
Wszytko można nabyć, kupić
Pieniądze zdobyć pracą
Nabyć rzeczy nie potrzebne
Ale poczuć można tylko miłość
Wyznać, oddać siebie
Nie można kupić uczuć
Kupić, oddać można umysł, ciało tak kruche
Tylko ile w tym mnie, a ile ciebie
Gdzie to wszystko, co daje szczęście
Nadzieja, wiara, miłość
Wzajemność, oddanie, kompromisy
A serce żyje tylko razi raz umiera
w każdym z nas.





"Piękno serc"


Istnieć dla miłości
Poddawać się kompromisom
Oddawać pola, pozwalać na więcej
Dawać siebie, całego
Lekkością miłości poddać się tobie
Wiernością otulić, płaszczem myśli tylko o tobie
Wierzyć słowom, poddać się fali w twoim uwielbieniu
Pragnąć chwil z tobą, zabrać je w głąb siebie
Przeglądać kiedy smutek i tęsknota ogarnie serce
Płaczę, ściskając zdjęcie twe
Kocham cię, całym sercem
Tylko ciebie koło siebie pragnę mieć
Każda godzina jak dzień
Każdy dzień jak tydzień
Każdy tydzień jak miesiące
Nic mi tego nie zwróci
Cieszyć się każda chwilą, każdym dniem
Stracone minuty, stracone rozmowy
słyszeć szept dusz, przelatujący kurz
Nic mi nie odda tego, co czuje do ciebie
nic mi tego nie zastąpi
Jesteś tylko ty
Nie dopita kawa z rana
Nie pomyślane życie
Pusty pokój, apatia
Brak czegokolwiek, aby być
Chęci, wiary, zaufania
Dlaczego miłość to ból tęsknoty
Dlaczego brak ciebie tak mnie paraliżuje
Odgania słońce o poranku
Nie pozwala zasnąć w nocy
Nie można przestać kogoś kochać
Nie można zdradzić kochając
Dlaczego pustka w około mnie
Dlaczego żyje
Nie jestem dla siebie
nie pomyśle o sobie
Dlaczego nie jestem samolubem, egoistą?
Dlaczego Bóg mnie pokarał i nie jestem materialistą?
Dlaczego anioły się śmieją widząc moje cierpienie?
Dlaczego mój stróż mnie nie chroni?
Gdzie się podziało życie?
We mnie
Gdzie serce, które sprawiło by jasność
Cisza omiata mnie
Żadnych słów
Wołam serce, nawołuje
Nic
Echo
Dlaczego...
Dlaczego miłość to ból tęsknoty?
Jak można głuchym być na wołanie serca?
Jestem, też chce usłyszeć
Kocham
Ale kto to zrozumie, jeśli widzi tylko siebie
Kocham
i nadal cisza.





" Oddaje, poddaje się tylko miłości"


Wszystko co widzisz to martwe ciało
Umieram z tęsknoty
Chcę cię całować, poczuć ciepło twoje ciała
chcę... ciebie.
Marzenia, pragnienia, myśli
Kocham i jestem kochany
Czy tak wiele oczekuje
Czy jestem jeszcze sobą?
Nic się nie dzieje bez przypadku
Każdy ma drogą do przebycia
Miłość ją wyznacza
Kocha się raz, żyje się raz
Wieczność nie istnieje
to wymysł serca i duszy
w nas istnieje całe życie
Jedno ciało w dwóch ciałach
Usłysz moje wołanie, kochanie
Krzyczę, bije pięściami w powietrze
Pustka
Daje z siebie, całego siebie
niewypowiedziane myśli
wypowiedziane życie
czasu coraz mnie, życia coraz więcej
Dlaczego Bóg mi zabiera szczęście?
Czuje tak wiele i nic nie wie
Zaprzestaję pogoni za czasem
gonić samego siebie
Nie nazywaj mnie potworem
Proszę
Zaczynam wierzyć że nim jestem
Wierzę w miłość od serca
Jestem zły
Pozwól mi płakać
tylko tyle mi pozostało
umrzeć i popaść w niepamięć
aby mnie nie było, nawet w sercach
tam gdzie umysł dociera
po czas stracony.





"zobaczyć miłość"


Zobaczyć spadający promyk słońca
Widzieć jak opada na moją dłoń
Popatrz jak lśni
Widzisz?
Nie mów, że brzydki
Nie mów, że przeszkadza ci odgłos serca
Nie krzycz, że przeszkadza ci oddech powietrza
Dotnij jaki ciepły, czujesz?
Nie, nie mogę zabrać tej kroplówki
Nie, nie mogę zabrać tego łóżka
Nie, nie mogę zabrać bicia urządzenia od serca
Nie, nie mogę zabrać urządzenia od oddechu
zobacz jaki piękny promyk dziś wleciał przez okno
Dlaczego płaczesz?
Jestem, jeszcze
Nie, nie umieram
Nie cieszysz się?
Miła, czy ty wiesz co to życie
Docenić każdą chwilę, każdy oddech
A co jak mnie nie będzie?
Na zawsze zapomnisz o mnie.
Gdzieś tam jest ktoś inny
Czy wiesz, że życia byłem wart
Miłość mi ją dała
Nie patrz na mnie smutkiem
Odchodzę tam gdzie nie ma bólu
Tam pozwolą mi być zdrowym
Tam już niczego nie będzie
Uśmiechnij się, jesteś
Jak odejdę wiele ludzi będzie szczęśliwszych
przepraszam, już nie mam sił
biały sufit zakrywa mi oczy
czuje się taki zmęczony
Przepraszam, może się prześpię
Nie ma już mnie
Nie ma łózka, urządzeń, kroplówki
została pustka z życia
martwy promyk słońca
którego nie ma przy słońcu
łzy i tęsknota
każdego dnia.
Przepraszam

niedziela, 26 września 2010

wiersze spowite jesienią

"zapomnienie"

Idziemy aleją parkową, pod prąd
Palcami splecionymi, duszami złączonymi
wierni idei miłości, wierni sobie
Będąc dla siebie, w sobie
Sercami rozpalonymi szczęściem kochania
Czujemy siebie, koło siebie
Światy przeplatane, żywe
Oddające nam to co piękne, nas
Przysiadamy na ławce oblanej liśćmi
Spoglądamy na siebie, miłość
Koło nas ludzie jak by biegają
Kobieta krzyczy na dziecko
Mężczyzna uderza w twarz kobietę
Dziecko bije drugie dziecko
Ktoś podcina sobie żyły
Mężczyzna ze zwieszoną głową płacze
Kobieta z nożem w ręce wbija go w niemowlę
Dziewczyna krzyczy mając krew na rękach
Pies zjadający ciało ze smyczą w ręce
Czarna postać łapiąca kobietę i ciągnąca ją w krzaki
Chłopak przeklinający, wyzywający kobietę
Kobieta wyrzucająca czarny worek z nóżka wystającą, do śmietnika
Białe robaki na ciele w ciemnym zaułku
Policyjne syreny, pogotowie na sygnale
Miłość, czy szczerość
Pożądanie czy wierność
Wiara czy egoizm
Dobroć czy myślenie o sobie
Własny interes czy oddanie sprawie
Kochać kogoś, czy być dla samotności
Pogodzenie z losem, czy bycie samemu
Wyobcowanie, czy wyśmianie
Zasady moralne czy pieniądze
Kochać kogoś czy nienawidzić siebie
Jedno życie, wiele dróg
Jedna dusza, jedno życie
Jedno serce, jedna prawdziwa miłość
Jedno ciało bez życia
Wstajemy z ławki i idziemy dalej
Pod prąd, oskarżani, popychani, wyzywani
Co inni mają do naszego uczucia?
Jesteśmy my, dla siebie, razem
Siła w miłości
Niezniszczalna
Podążamy drogą bez powrotu
Tam rzeczy nie mają znaczenia
Tam życie toczy się innym torem
Tam umiera się młodo, choć zmarszczki na twarzy
Tęsknota tylko dobija, za ukochaną
Kochać znaczy dać siebie
Oddać serce komuś i nic dla siebie
na zawsze być w wieczności.


"liście we włosach"

Ścigani przez wiatr jesieni
Ustami dotknięci razem
Czując ciepło zapomnienia światem
Tylko ja i ty, w pocałunku ukochania
Spowijam cię ciepłem swojego serca
Patrzymy sercami w głąb siebie
Nie przeszkadza nam szarość dnia
Pospolite słowa, kocham cię powtarzane co dnia
Nie przeszkadza nam to jak wyglądamy
Jak zmarszczki malują się na naszych twarzach
Każdy kiedyś zauważy postępujący wiek
Opowiadamy sobie o dniu nudnym
Czynimy go ciekawym, wspólnym
Jesteśmy dla siebie, ze sobą
Jedno idzie na chwilę, drugie czeka, tęskni
Cieszenie się sobą każdego dnia
Odkrywanie siebie co dzień, na nowo
Spoglądamy na siebie oczami duszy
Miłość jest w nas, w sercach
nikt nam nie może jej zabrać, zabić
Tylko jeden cel, umrzeć razem
Powiedzieć, że godnie przeżyłem ten dzień
Mieć co opowiadać wnukom
Nie wstydzić się siebie i swojego życia
Być godnym wspomnień innych
Kiedy już wszystko zniknie
Kiedy nastanie ciemność
Będę żył w sercach innych
Będę w sercu tej jedynej najważniejszej
Ukochanej, każdego dnia
kiedy już mnie nie będzie.

środa, 22 września 2010

ucieka ze mnie życie...

"ucieka ze mnie życie"

Jak przez palce, ucieka
Przecieka zabijając mnie od środka
Smutek
Apatia
Samotność
Żyć, umierać
wpatrywać się w zdjęcie
Nic nie usłyszeć
jedna myśl, jedna chęć
brak odpowiedzi
umieranie.


"cieszyć się dniem"

Dzielić go z tobą
Dawać siebie z każdą chwilą
Nie pozwolić umknąć wspomnieniom
Otworzyć się, zaufać
Rozmawiać, kochać
Jedno życie mam
Jedno serce mam
Jedno ciało
Drugiego nie ma i nie będzie
Co z tego życia mamy?
Patrzymy jak umieją inni
Jak dogorywa pokolenie
Stoimy w miejscu, robimy krok
W przepaść, zatracając się w sobie
Kochać, to tak trudno okazać
Kochać tak łatwo powiedzieć
Zaufać i uwierzyć
Jeszcze trudniej utrzymać miłość
Dać może każdy, ale okazać tylko jedna osoba
Ta w sercu na zawsze
Poczuć wiarę w przyszłość
Tak trudno pokochać wady drugiego człowieka
Poczuć jaki jest naprawdę
Ile w nas jest dobra...
Jeśli umrzemy samotnie
Ile w nas miłości
Kiedy ranimy obojętnością
Oddajemy siebie innym
Zapominamy o tych co kochają
Czasu się nie cofnie, nigdy
Wspomnienia zostają
Pozostaniemy w sercach, myślach
dla siebie
Zapomniani, prze innych
kochani przez nas samych.

wtorek, 21 września 2010

"im więcej nas, tym mniej" - opowiadanie



Kinga wpadła do domu jak torpeda, mama spojrzała na nią ze zdziwieniem. Kinga siedziała już próbując zdjąć kozaka, wpatrując się w pasek ładowania się systemu na jej laptopie.

-- Coś się stało, masz zginąć za 5 min? - zażartowała mama

-- Damian, Kasia, Dominika i Mirek mają się zalogować na fejsbuku. Muszę tam być.

-- Ale świat się od tego nie zawali jak zdejmiesz buty w przedpokoju i posprzątasz śnieg na dywanie

-- Mamo, co tam śnieg, oni czekają.

Laptop cały czas ładował system: -- No dalej ty złomie, ładuj się. Kurcze niby taki szybko miałeś być, a tu co. Kurde, no.

Po chwili Kinga klikała hasło do konta w systemie: -- Nie wytrzymam, teraz będziesz robić mi aktualizację. Rozjebiesz mnie!

Kolejna chwila: -- Wreszcie! Nie no, dlaczego ta strona się tak długo ładuje

-- Mi działa szybko, zaraz będzie obiad.

-- Mamo, ale ten laptop jakoś dziwnie powoli chodzi! Kur## mać, znowu siedział na nim ten zjebostan! Zabije go, po włączał jakieś programy do ściągania! Wreszcie... teraz chodzi szybko.

Kinga od momentu wpadnięcia do domu, nie obejrzała się na mamę. Wpatrywała się w ekran laptopa, chcąc w niego wniknąć: -- Gdzie oni są, przecież mieli być, czekam.

Kinga po 2 minutach wyciągnęła komórkę z kieszonki swojej spódniczki i połączyła się z kontaktem, KaHa: -- Co jest, gdzie jesteś? Czekam na wszystkich... Jak jeszcze nie w domu? Do sklepu, a po co? Ale miałaś być... Brat, jaki brat, a twój brat... Co ty mi tu gadasz... No ale... Dobra, a reszta... to nara.

-- I co się stało? Przepraszam, ale chyba inni zamiast skupiać się na znajomościach z internetu i kontaktach, które nigdy nie przejdą do sfery życia, woleli jednak codzienne życie, niż gnać do domu i czekać, aż któreś z was się pokarze. Wiesz Kinga, doceniaj co masz koło siebie, jakie osoby cię otaczają, niż to co masz na własność. Te rzeczy, które posiadasz są materialne, jednego dnia są, drugiego mogą się zepsuć, mogą zostać skradzione, mogą nam upaść i się zniszczyć. Zastąpimy je nowymi, nie patrząc na to, że one nam nic nie dają, są tylko przyjemnościami. Mają one nam zastąpić i ułatwić życie. Ktoś ci da misia, on się zniszczy za jakiś czas, zakurzy. Ale to co naprawdę dała ci ta osoba, nie zginie, nie zabrudzi się, nie zniszczy. Powiem ci kochanie więcej, to co dała ci ta osoba to cząstkę siebie, coś dobrego, coś czego nie da ci żadna rzecz.

-- Ale mamo, to miało być takie ważne.

-- Ważne było tylko dla ciebie, dla nich są ważniejsze sprawy. Kasia ma małego brata, z którym woli się pobawić, bo mama ją o to prosi. Musisz zrozumieć, że pieniądze tak samo jak rzeczy są ważne w życiu, ale nie mogą ci przesłonić tego, po co naprawdę żyjesz, dla kogo żyjesz. Kinga, słoneczko, są na świecie rzeczy, które nie wymagają posiadania, ale są nasze i coraz więcej ludzi zatraca się w pustce, fatamorganie pieniądza i rzeczy materialnych. Pamiętasz jak zepsuł ci się telefon, kto ci go naprawił. Pamiętasz jak dostałaś paczkę od ciotki z Hiszpanii, kto pomógł ci ją przenieść, a nawet wniósł na piętro? Takich rzeczy się nie pamięta, ale ona są. Ludzie widzę to co posiadają, a nie to co mają. Interesuje ich to co mogą posiadać, a nie otrzymać, mieć. wiele ludzi się nie uśmiecha, bo nie ma powodów do tego. Każdy ma problemy, ale bez pomocy innych jesteśmy zdani na siebie i upadamy. Sami nic nie możemy zrobić, żadna rzecz nam nie pomorze.

-- Mamo. To po co ludzie istnieją? Po co chcą zarabiać więcej, mieć więcej. Nowsze komputery, nowsze telefony, nowsze telewizory, wiesz o co mi chodzi? Tata, jak byłam mała, powiedział mi: że miłości, godności, zasad, uczuć, zaufania nie można kupić - można je otrzymać.

-- Widzisz słońce ty moje. Tata miał i ma rację. Ale coraz więcej ludzi o tym zapomina. Przyjdzie czas że to zrozumieją, ale będzie za późno. Ludzie nie mają drugiego życia. Pogoń za pieniądzem sprawia, że tracą go dwa razy szybciej niż osoby, które pracują ale dla nich praca to obowiązek, a nie chęć mieć więcej. Takie osoby robią to dla rodziny, chcą być z rodziną, chcą być z tymi co ich kochają. Dla takich ludzi ważne jest coś innego, niż dla człowieka który żyje aby mieć więcej, chcieć więcej. Takich ludzi jest coraz mniej, którzy pomogą ci bez zapłaty, powiedzą dobre słowo, nie licząc na nic więcej. Jak to mówią, tacy ludzie czasu nie liczą, bo dla nich życie to ten sam dzień. Dla takich ludzi ktoś jest zawsze młody, mimo że czas upływa. Takie osoby kochają pełnią życia, nie martwią się o rzeczy, które nie mają wpływu na to co będzie jutro. Takie osoby patrzą oczami, że coś można zrobić, że marzenia się spełniają, takie osoby czekają na to. Nie można tak naprawdę określić takiej osoby, ona żyje dla innych, a nie dla siebie. Takich osób nie można określić, opisać. Takie osoby trzeba poznać, wejść w ich świat. Kiedyś szłam chodnikiem i upadłam. Podeszła do mnie starsza kobieta z dziadkiem i mi pomogli wstać. Ta kobieta powiedziała w tedy do mnie: Dlaczego martwi się pani o to co było i jest, kiedy jutro może pani już nie być na świecie. Co zrobią w tedy pani dzieci? Niech pani docenia to co ma, bo to co nabyte, można nabyć jeszcze raz, ale tego co pani ma i otrzymała od życia, jeśli będzie pani to doceniać i dawać temu siebie, każdego dnia, nikt pani nie zabierze.

-- Opowiadałaś mi już to, mamo

-- Ta kobieta miała rację, a było to z 20 lat temu. I popatrz, jak ja to pamiętam. Teraz spójrz na sąsiada z pod 6, wszyscy wiedzą że ma inną kobietę. Nawet jego żona o tym wie, ale się do tego nie przyznaje. Kłócą się co wieczór, aż u nas na ostatnim piętrze słychać wszystko. A co by było gdyby, ona dała mu więcej siebie, a nie przesiadywała przed komputerem lub on bardziej skupił się na swojej żonie, a nie pracy. Czy nie było by im lepiej? Dlaczego nie chcą oni się poznawać, wiedzieć czym się interesuje drugie? Mają swoje światy, które się nie przenikają, są sami, choć razem i ile z tego mają naprawdę?

-- Każdy o nich wie, mamo. Ale nic nie mają?

-- Bo nic od siebie nie dają... Siadaj do stołu, zaraz tata przyjdzie to może pójdziemy na spacer, albo może jakaś komedia? Co... - uśmiechnęła się mama.

-- Dobrze.

...po obiedzie.

-- No to co dziewczyny, jakie plany na wieczór? - zabrał głos tata. - Ja proponuję, najpierw pozmywać, a później zrobić coś razem.

-- Ja proponuję komedię - odezwała się Kinga.

-- No to komedia. Ja idę zmywać, a wy księżniczki przygotujcie wszystko.

W pewnym momencie odzywa się komórka Kingi: -- Halo... Cześć... Jak mnie nie ma..., a to muszę być...? Oglądać film..., komedię..., nie sama..., a bo co? Z rodzicami... Jak ja na wszystkich czekałam, to mieliście mnie w dupie. Teraz czekacie na mnie, a co ja pudelek jestem, czy inny pies... Jesteśmy przyjaciółkami, a nie osobami na smyczy Kaha... Jak cię olewam..., a ty co zrobiłaś... Bo mama cię prosiła, a teraz moja mama mnie prosiła... Mam się zastanowić nad przyszłością naszej znajomości...? A co to za znajomość, gdzie jak masz problem to ja jestem u ciebie, a ile razy ja chciałam twojej pomocy, to ciebie nigdy nie było... Swoje fochy to pokazuj swojemu, a nie mi, ja się na to nie nabiorę... Kaśka,a kim ty jesteś aby świat kręcił się koło ciebie, ani moją siostrą, ani moją mamą... Jak co ze mną nie tak... Teraz wybieram komedię i będę ją oglądać z rodzicami... To nie moja wina, że jesteś sama. Widać tyle dajesz od siebie, że teraz jesteś sama w pokoju. Nara...

-- Dlaczego nie zaprosiłaś jej do nas. - odezwał się tata wycierając ręce w ścierkę i stając w przejściu

-- Tato, ona nie ma takich rodziców jak ja. Oni nie rozmawiają ze sobą o wszystkim, nie prowadzą rozmów o... - uśmiechnęła się - nowej spódniczce sąsiadki. Jej rodzice nic nie widzą o niej. Rozumiesz?

-- Tak rozumiem. Jej rodzice tak bardzo doceniają to co mają, że nie zauważają jaka jest ich córka i jej nie znają. Ale zaprosić możesz. Jak nie będzie się jej podobało, może wyjść w każdej chwili.

Kinga zadzwoniła do Kasi. Kasia przyszła po 20 minutach. Stała w drzwiach dygocząc jak osika: -- Dzień dobry...

Kasia po rozmowie z mamą i tatą Kingi postanowiła pójść na studia dziennikarskie, a nie jak chcieli jej rodzice medyczne.

-- Po co masz się męczyć w pracy przez połowę życia, która nie będzie ci dawać radości i satysfakcji, a do domu będziesz przychodzić zmęczona i bez chęci do czegokolwiek. Lepiej mieć mniej i być szczęśliwszym, mieć radość ze zrobienia czegoś dobrze i satysfakcji, a po powrocie do domu mieć chęć zrobić coś jeszcze. Lubisz informacje, plotki, jesteś takim mini detektywem, piszesz do gazetki, jesteś zastępcą naczelnego lubisz to co robisz, daje ci to radość, to jak sama powiedziałaś - idź na dziennikarstwo. Jeśli zrobisz tak jak chcą twoi rodzice, a nie ty, zaprzepaścisz swoje życie. I nie zrozum mnie źle Kasia: ale argument, bo lekarze, chirurdzy zarabiają dobrze. I co z tego, kiedy ty jest lekarzy, którzy nie mają podejścia do pacjenta i odwalają rutynę. - wspominała słowa Kasia wracając do domu, wieczorem. Pierwszy raz od kilku lat poczuła, że może jej się udać. A teraz wiedziała, co chce od życia... na pewno nie tego co pokazywali jej, jej rodzice - takiego życia nie chce. Miała wiele rzeczy, a wolała by aby jej mama i tato ją przytulili choć raz i powiedzieli, że są z niej dumni. Ale oni woleli swoje światy, mieć więcej, a tracili przy tym całe życie i tych, których kochali.

Kasia zdała na dziennikarstwo i ukończyła uczelnię. Kinga ukończyła szkołę i zatrudniła się jako obsługa klienta w banku. Po rozpoczęciu studiów wieczorowych i ukończywszy je, została zastępcą kierownika banku. Obecnie ma córeczkę, męża i jest szefową banku na województwo. Z rodzicami widzi się co dziennie, schodząc rano i podczas dnia w domu.

--------

Opowiadanie powstało w formie chwili, jednej myśli. Miało być kilkoma zdaniami, a przerodziło się w opowiadanie. Są w nim zawarte moje przemyślenia i zagadnienia, prawdy jakimi się kieruje.

Opowiadanie to fikcja literacka...

I ktoś może twierdzić, że życie nie jest takie. A ja uważam, że wszystko zależy od nas, jak wygląda każdy nasz dzień, czy życie. Jeśli nie damy coś od siebie, nic nie będziemy mieli. Żyć jak by nie miało być jutra...

niedziela, 19 września 2010

pogoń za tęsknotą (wiersze)

"pamiętać miłość"
Podchodzisz do mnie raną porą
Proszę nie odchodź, miłości
tak bardzo będę tęsknić.
Spotkałem cię aby pokochać
teraz zostawiasz mnie.
Zrobiłem wiele złego
wiem.
Nie zadawaj mi bólu
proszę.
Nie mam czym płakać
noce takie długie.
Samotność ogarnia mnie
przepraszam.
Nie chce już żyć
świat mnie pożera.
Jedna świeca, jeden talerz
szept moich myśli.
Pamiętam cię jak wczoraj
każdego dnia.
Nie zapomnę
nigdy.
Prawdziwej miłości nie zabijesz
nawet kiedy człowiek umrze.
Żyje się dla kogoś
nie dla siebie.
Pamiętaj
kocha się tylko raz
na zawsze.

"o tych co nikt nie pamięta"
Płatki róż pod stopami
Uschnięte łodygi
Uschnięte marzenia
Życie, cykliczność
Zaczynać coś się musi
Coś kończyć i umierać
Jedno za drugim kroczy
Kolce już nie ranią głęboko
Rany nie bolą, nie krwawią łzami kwiatów
Słońce nie ogrzewa
nie chroni życia, karci swoimi promieniami
Jedni odeszli aby niszczyć siebie
Drudzy przyszli aby nas zniszczyć
Dusza nieśmiertelna, ciągle gnębiona smutkiem
Pretensje spychane pod dywan, zabijają
Indywidualność, śmierć życiu
Tylko marzenia zostają, czy nasze?
Zadawane pytania, zadawany ból
Dałem już siebie, ile można dawać?
Pokazałem jaki jestem, jakie moje serce
Nikt się nie zgłosił do rzecz zgubioną
Jedno pragnienie, jedno marzenie
Odgadnąć siebie i być, nie istnieć
Dlaczego nie potrzebny się stałem
Ktoś kochał za mocno, ktoś płakał za głośno
Ból bólowi nie podległy
Niszczy
Dlaczego nie mogę żyć?
Zakazy, zabraniają być sercem
Być sobą
Jestem jaki jestem, zgubiona akceptacja
Po co człowiecze żyjesz, dla siebie?
Ja tylko chciałem być duszą i sercem
Dlaczego mi zabraniasz śmierci
Nie chce karteczek, które dają władze
Daj mi to czego wiele ludzi nie ma
Nie posiada
Siebie
Dlaczego nie potrafisz być?
Boś martwą duszę masz, dla siebie.

"tylko jedno serce mam"
Jedno serce mam
Jedną duszę posiadam
Jedni chcą mnie ukrzyżować
Drudzy powiesić na belce
Inni ukamienować
Jedno serce mam
Jedną duszę posiadam
Jednym sercem można kochać
Jedną duszą chcieć
Pragnąć śmierci, bo inni chcieć tego chcą
Wierze w miłość
Idę za miłością
Przecież jestem tylko człowiekiem
Jedno życie i jedną śmierć
Czy tego chce czy nie
Trapiony problemami, bez znaczenia
Gdzie życie, gdzie my
Gdzieś, kiedyś, na zawsze
A świat i tak umrze myśląc o sobie
A ludzie z nim
Samotnie.

środa, 15 września 2010

"myśleć życiem" - opowiadanie o prozie życia

Chce tym opowiadaniem pokazać ludziom, że proza życia i życie dla siebie nie jest nudne. Chce pokazać, jak żyją ludzie coraz częściej. To opowiadanie ma pokazać, jak bardzo różni się życie w mieście, do tego na wsi.
Napisane z własnych spostrzeżeń i odczuć...

"myśleć życiem"


Karolina usłyszała jak w zamku przekręca się klucz do drzwi. Do domu wracał Kamil, jej narzeczony. Nawet się nie ruszyła, po co. Usłyszała jak Kamil wszedł do przedpokoju, zamknął drzwi i zdejmował buty. Po chwili krzątaniny, Kamil pojawił się w gościnnym pokoju:
-- Cześć kochanie.
-- Cześć skarbek - odpowiedziała mu Karolina - Jak w pracy? Obiad masz w piekarniku.
-- A nudno - usłyszała odpowiedź dobiegającą z kuchni.
Nudno u Kamila oznaczało tylko, że nic co by ją mogło zainteresować. Przecież wiedziała, że działo się bardzo dużo i ciekawie. Jej laptop zabuczał nerwowo, dając do zrozumienia, że program który uruchomiła lekko przeciąża jego obwody.
Kamil wszedł z talerzem pełnym ziemniaków, surówki i udka z kurczaka. Usiadł przed tv i włączył go jednym przyciskiem. Odwróciła się do wyświetlacza swojego laptopa, czuła jak Kamil na nią patrzy. Wiedziała, że zaraz wyłączy telewizor i siądzie przed swoim laptopem. Patrzyła się na stronę, którą otworzyła przypadkiem, aby poczytać na temat: metody tworzenia herbaty. Kamil wpatrywał się intensywnie w swojego laptopa, jak by miał w niego wejść.
Przychodziła godzinę wcześniej od Kamila z pracy. W ciągu pół godziny ogarniała mieszkanie i nastawiała obiad, który przygotowywała rano, przed wyjściem do pracy. Co więcej można robić? Mieszkała z Kamilem już rok i przyzwyczaiła się do tego życia. Od kilku dni zaczynała patrzeć na to inaczej, z boku. Każdy jej zazdrościł, jej znajome tak bardzo chciały takiego życia, że wypruwały sobie żyły aby takie je mieć. Kolejne 30 min starczało jej na przeglądniecie wszystkich stron, które ją interesowały. Z pobieżnym przeczytaniem: o co chodzi i jakie to jest nudne. Każdy dzień wyglądał podobnie albo tak samo. Miesiące wyglądały tak samo... dzień w dzień. Kiedy próbowała coś zmienić, Kamil szybko podcinał jej skrzydła. Blokował jej każdy pomysł, odmienność. Ona chciała coś robić, coś zrobić. On chciał tego co ma, ale co on miał? Internet - globalna skarbnica wiedzy, portale, informacje, rozmowy - kompletna nuda, za dużo tego. Jej znajomi mieli po koncie na kilku portalach. Zasada: im więcej tym, jeszcze więcej możesz poznać. Puste znajomości, bez przyszłości. Co to za znajomość przez internet, bez kontaktu fizycznego? Zainteresowania: przez internet kompletnie przestało ją interesować cokolwiek, po co? Kiedyś czytała książki, chodziła do kina, wychodziła na spacer ze znajomą, interesowała się tańcem, słuchała muzyki, oglądała seriale z wypiekami na twarzy, robiła zdjęcia - odkrywała siebie każdego dnia. A teraz, nic jej się nie chce... a przecież też pracowała i jej się chciało po pracy coś zrobić. Teraz nie ma chęci, nie ma motywacji. Kamil bardzo sprawnie wyplenił z niej to co w niej było najlepsze przed wprowadzeniem się do niego. W klatce, w której mieszkali nie znała nawet sąsiadów, nie widywała ich. Nikt tu nie rozmawiał, nie wymieniał się plotkami, informacjami. Ludzie montowali kotary i zasłony, które nie przepuszczały światła - aby ich nie było widać. Konspiracja, ukrywanie się, WYOBCOWANIE. Zaczynało ją to męczyć, chciała czegoś innego. Nawet seks był przewidywalny, bezbarwny, po prostu aby sobie ulżyć, niż kochać się namiętnie, oddać się swojemu ukochanemu. Gdzieś przeczytała, że ludzie w dużych skupiskach ludzkich, szybko się nudzą i szukają nowości. Coś w tym jest... ponieważ faceci, którzy pisali do niej na komunikator, to osoby z dużych miast a do tego żonaci. Jeszcze jej się nie zdarzyło, aby ktoś ze wsi napisał. Mogła by coś zrobić w domu, ale bez Kamila to nawet nie warto próbować, czegoś zmieniać. Wystarczy, że przestawiła komodę z szafką i już było gadania przez 2 miesiące. Gdzie się podziały chęci na zrobienie czegoś? Gdzie ochota na coś? Czasami kiedy nie mogła spać, chciała wyjść na spacer i pochodzić po ulicach, pustych ulicach. Ale to było tylko marzenie. Wcześniej to co było chęcią, teraz stało się marzeniem. Marzeniem, które się nie spełni. Żyj pełnią życia, daj się ponieść... - głosiła reklama na jakiejś stronie. Taaa, pełnia życia, ponieść się - tylko czemu.
Jej rozmyślania przerwał donośny męski głos w mieszkaniu nad nimi: Gdzie obiad?
Odpowiedź padła prawie od razu: W piekarniku. Debil jesteś, że nie wiesz gdzie może być piekarnik?
Męski głos: Spadaj. Lepiej powiedz jak było na zebraniu u dzieci.
Odpowiedź: Tatuś się znalazł. Trzeba było iść, a nie mnie wysyłać.
Męski głos: Co dziś w telewizji?
Odpowiedź: to co zawsze, zobacz do programu.
Po kilku wymianach zdań, wszystko cichło. Czasami widziała sąsiadkę z góry: nigdy nie była mocno umalowana, raczej był to makijaż dostojny. Wiedziała, że jej mąż może nie jest idealny, ale jej nigdy nie uderzył. Zawsze kiedy przychodził z pracy, rozmowa toczyła się inaczej. Niby się kłócili, ale później jak by się godzili. Wiedziała, że oboje oglądają seriale lub jakiś film. On zawsze pyta się o dzieci, jak im idzie w szkole. Czasami słyszała, jak schodzą z góry. Odgłosy śmiechu, zabawy, nigdy nie usłyszała niczego złego powiedzianego przez dzieci, na słowa ojca. Dziwiła się nie raz wracając z pracy i widząc jak ta kobieta i jej mąż idą za rękę, on ją obejmuje, albo siedzą na ławce obserwując dzieci na placu zabaw. Ktoś by powiedział, że są złą rodziną, ale jednak trzymają się razem, idą przez życie razem. Podziwiała ich, że ich życie przeplata się, dzielą się swoim dniem ze sobą. Złapała się na tym, że zazdrości jej takiego faceta. Przecież niby się wyzywali, ale mimo wszystko była między nimi miłość, każdy z nich oddało by życie za drugiego. Mieli po prostu taki, nie banalny styl komunikacji między sobą.
Ona nie miała takiej komunikacji z Kamilem, próbowała nie raz: pokłócić się, zagadnąć. Nic nie działało, nic nie pomagało. Jej życie było puste, samotne... czuła to, że to mieszkanie, a raczej Kamil ją wyjaławia, jak pole na pustynie, a przecież kiedyś była dorodnym lasem, szumiącym swoją historię. Teraz pozostało kilka sosenek i nic więcej.
Od pewnego czasu zaczęła się łapać na tym, że rozmyśla nad odejściem od Kamila i powrotem do rodziców. Pieniądze, które posiadała nie dawały jej szczęścia. Nie raz trzymała wypłatę w dłoni i nie wiedziała, co z tym zrobić. Inne kobiety kupowały sobie sukienki, buty, kosmetyki, a ona - niczego nie potrzebowała, wystarczało jej to co ma.
Chodziła do pracy, gdzie byli ludzie. Ale i tam istniało to samo, co w tej klatce. Nikt prawdy nie powiedział, nikt nie opowiadał tego jak mu się żyje. Puste rozmowy o niczym, puste kawały, przy których człowiek się śmieje bo musi, a nie bo to śmieszne. Głupi flirt, przy którym faceci się zaczynają angażować i chcą czegoś więcej, nie patrząc na wnętrze, ale na urodę. Kobiety, które będąc podrywaną pozwalają na więcej co kończy się przygodnym seksem w hotelu. Zdrada to coś naturalnego, normalnego, miała własne zasady i się ich trzymała.
Wszystko z nudów, braku perspektyw, chęci, motywacji... dla siebie.
Karolina nacisnęła przycisk "power" w laptopie, obserwując jak wszystko się zamyka. Jutro wszystko będzie tak samo jak dzisiaj i wczoraj. Zamknęła laptopa i obróciła się do Kamila, który wpatrywał się nadal w swojego laptopa. Przeszła przez pokój do sypialni i rozścieliła łóżko. Ubrała pidżamę z motylkami na piersi i wsunęła się pod kołdrę. Rano przecież trzeba iść do pracy, która nie daje satysfakcji, wrócić do domu, zrobić coś na szybko i włączyć z nudów laptopa i przeglądać strony, których się nawet nie czyta. Przeglądnąć listę znajomych, których się nigdy nie pozna, a przez Kamila można zapomnieć, że kiedykolwiek zaangażuje się w coś więcej niż pustą znajomość, dla zabicia czasu.
Zamknęła oczy...zasnęła snem, który nie dawał ukojenia i odpoczynku, był odmierzonym czasowo bytem. Denerwowało ją to, że tu wszystko dzieje się na czas, ludzie gdzieś szybko idą, pędzą. Czuć pośpiech, brak chęci na zatrzymanie się i zobaczenie co się mija. Co ludzie mają z tego życia, kiedy nie umieją docenić ile tracą przez to, jak bardzo chcą mieć więcej, tym zaczynają posiadać coraz mniej. Szkoda, że dociera to do nich zbyt późno, a czasu nie można cofnąć... to co było wczoraj zostało stracone, a to co będzie, nikt na to nie ma chęci, aby odkryć.

niedziela, 12 września 2010

"pieniądze szczęścia nie dają" - tylko niszczą ludzi

Cała idea, fabuła i to jak się wszystko potoczyło - oparłem na własnych doświadczeniach, spostrzeżeniach i własnych przemyśleniach. Główna myśl na to opowiadanie powstała już pół roku temu, ale ja już tak mam, że pewne opowiadanie dojrzewają w mojej głowie, aby po jakimś czasie (czasami rok, czasami pół roku, czasami miesiąc) po prostu wyjść ze mnie. Pisanie takich opowiadań, wymaga od mnie skupienia się na nich, poukładania zdarzeń i zachowań, analizę każdego zachowania, nie jest to proste. Jeśli opowiadanie opisuje życiowe zdarzenia, to tym bardziej jest mi trudno opisać coś, ponieważ muszę się wczuć w każdą z postaci, którą opisuję. Dzięki temu wiem, co dana postać czuje w danej chwili i jak reaguje. To sprawia, że moje opowiadania są tak realistyczne, nie ważne czy przedstawiam kobietę czy mężczyznę, mam nadzieję że są realistyczne.

W swoim życiu usłyszałem, że moje opowiadania są głupie, źle napisane i są kopiami czegoś co powstało.
Tak naprawdę nie wiem, czy można kogoś skopiować słowo, słowo - nie dodając coś od siebie.
Osoby, które pisze opowiadania/prozę wiedzą, że bez oddania, dania siebie nie napiszą dobrego tekstu, który zainteresuje.

To opowiadanie, bardzo długo siedziało w mojej głowie uzmysławiając mi, że coraz więcej ludzi przestaje zauważać to co mają koło siebie, jakie osoby koło nich są i zaczynają poszukiwać nowości, znajomości - nie doceniając tego co już mają.

---------


"Pieniądze szczęścia nie dają" - tylko niszczą ludzi




Maja stała, wyczekując na przystanku na właściwy autobus. Co jakiś czas rozglądając się, czy może Karol nie pojawi się, aby się jednak pożegnać. Ostatnie dwa miesiące, były dla nich piekłem na ziemi. Ciągłe kłótnie, sprzeczki, dogryzania, ciche dni wykończyły ich oboje. Ale wiedziała, że Karol nie przyjedzie, choć chciała by się do niego przytulić, pocałować - przecież nie będą się widzieć przez trzy miesiące. Wszystko zaczęło się, kiedy Maja przyszła do domu taka uradowana, po tym jak się dowiedziała, że znajoma załatwiła jej pracę za granicą, że będzie zarabiać 600 euro miesięcznie i odłoży coś. Karol kiedy dowiedział się o tym, o mało nie zdemolował domu. Maja na początku myślała, że to tylko chwilowa reakcja, że będzie się jednak cieszył, tak bardzo myliła się. Karol zaczął dopiero pracę w zakładzie za miastem i wracał do domu około 17. Mieszkali w małym domku po babci Karola, 3 pokoje, kotłownia i brak łazienki. Maja po roku mieszkania z Karolem, chciała czegoś więcej, czegoś swojego. Maja zaczęła wątpić w to że on znajdzie pracę, że pójdą na swoje. Karol dostawał pieniądze od rodziców, co mu chyba odpowiadało. Karol po zaczęciu pracy, nie chciał mówić o tym co dzieje się na zakładzie, przecież dopiero co zaczął. Po pamiętnym dniu, dwa miesiące temu, coś się zmieniło w ich domu. Karol był przeciwny, aby Maja jechała za granicę, miał obiekcje do wszystkiego, przestrzegał ją. Tak minął jeden miesiąc, ona sama miała już dość, przestała go nawet słuchać. Mówił, że ludzie za granicą się zmienili, że myślą inaczej, że faceci stali się natarczywi, że tam nie ma sentymentów. Maja była za granicą cztery lata temu i może pozmieniało się, kiedy ostatni raz tam była, ale nie bała się. Bał się Karol, że ją straci, że tam zostanie, że ona nie wie jak tam jest. Kiedy nastał miesiąc do wyjazdu, Karol zmienił ton - zaczął być cichy, nie odzywał się, czasami jej nie zauważał. To ją przeraziło, zaczęła się bać o siebie - może Karol ma rację, może jednak go warto posłuchać. Dni mijały i szybko i powoli, Karol któregoś dnia przyszedł, usiadł na przeciw niej, nie patrzył na nią i zaczął mówić.
-- W moim zakładzie pracuje wiele facetów - zaczął Karol - Nawet nie wiesz co oni mówią, co opowiadają. Wiele z nich było za granicą, pracowało tam. Pracuje z nami kilka kobiet w średnim wieku, one też były za granicą i opowiadają gorsze rzeczy, nie chciała byś tego słuchać, co one mówią. Ja muszę słuchać, rozumiesz. Od pewnych rzeczy rzygać się chce, a od innych włosy wypadają. Pracuje nas na hali 24 i podczas przerwy, wiadomo rozmawia się. Prawie każdy ma kochankę, lub zdradził swoją żonę, rozumiesz. Niby są tacy dobrzy, umieją pogadać, załatwić coś, pomóc - a jednak to czego nie widać i o czym nie mówią sprawia, że człowiek dziwi się, jak mogą oni normalnie żyć, bez wyrzutów sumienia.
Maja patrzyła na Karola, zastanawiając się po co on jej to mówi, przecież ona tam jedzie do pracy, a nie aby go zdradzić, chce tam pracować, a nie oddawać się uciechom.
-- Czasami opowiadają oni jak było za granicą. Wiesz jak się wymieniają informacjami, nie rozumiem tego. Dziwi ich, że nie mam kogoś na boku. Oni pracując za granicą, nie szczędzili sobie kobiet, Polek, Francuzek czy Włoszek. Zależy gdzie kto był. Oni mówią o gwałcie tak jak by to było coś normalnego, nie słuchałaś ich. Nie usłyszysz tego nigdzie, jak faceci przechwalają się jak to z jakąś robili, gdzie jej wsadzali, nie ważne czy tego chciała czy nie. Wszystko opowiadają ze szczegółami. Czasami człowieka bierze na wymioty, dosłownie. Kobiety, które tam pracują mają podobne doświadczenia, ale z drugiej strony. Opowiadają, że ktoś im załatwił pracę na plantacji, że dużo zarobią. Okazywało się, że plantacja była i praca była, ale nikt kto tam pracował, nie powiedział, że to trochę inaczej wygląda. Kobiety są bite i poniżane, gwałcone w barakach, lub w krzakach. O tym nikt nie mówi, a już na pewno nie tym co mają ich zastąpić. Pracuje z nami 24 letnia Magda, która wróciła z Włoch, gdzie opiekowała się starszą panią. Powiedziała, że tam nie wróci, już nigdy. Woli klepać biedę tutaj, niż tam pracować. Poznała doświadczenia innych kobiet, które pracują jako opiekunki starszych osób i one mają podobnie, lub gorzej. Pracę załatwiła jej znajoma, po znajomości. Po przyjeździe zabrano jej paszport, dla bezpieczeństwa. Starsza pani miała syna, około 30, który przychodził do swojej mamy co jakiś czas. Okazało się, że kiedy starsza pani nie widzi, on próbował dobierać się do niej. Łapał ją za cycki, pupę, wkładał rękę pod spódniczkę. Zaczęła nosić spodnie, co i tak nie pomogło. Po pierwszym miesiącu, kiedy dostała zapłatę - on ją zgwałcił w jej pokoju. Nie mogła się ruszać 3 dni, a on powiedział że jest chora. Chciała uciec, ale on jej to uniemożliwił, zabierając jej klucz do domu. Kilka dni później, dostała telefon od znajomej, w tedy ona powiedziała co się stało i dzieje, znajoma załatwiła jej pracę nad inną osobą. Jej znajoma i jej chłopak, pomogli jej uciec. Wpadła w kolejne gówno, ponieważ tu nie było zboczonego syna pani, ale sama pani była lekko chora umysłowo. Kolejny raz zmieniła osobą, którą się opiekowała. Tym razem trafiła, na kogoś normalnego. Ale okazało się, że okolica obfituje w facetów, którzy tylko czekają na taką jak ona, aby ją dotknąć, pomacać. Wróciła do Polski i chciała wiedzieć, dlaczego jej koleżanka wpakowała w coś takiego. Okazało się, że ona nie umiała już tam wytrzymać, przeczekała te trzy miesiące, jakoś i szczęśliwa wyjechała. Powiedziała też, że Polacy najszybciej cię oszukają, wpakują w gówno. Za granicą nie ma sentymentów, godności, zasad, moralności. Są regiony, gdzie opiekunka do starszej osoby, oznacza kur*e i nic więcej. Są regiony, gdzie są obozy pracy i nikt nic z tym nie robi. Jak nie masz umowy o pracy, zapomnij o godnych warunkach czy godności, przyjeżdżasz do pracy, a to że ktoś coś ci w ciebie wsadzi, to należy do twoich kompetencji. Nawet nie wiesz, że kilku facetów zostało zgwałconych przez innych facetów i tego nikt nie powtarza.
Mai zaczęło robić się nie dobrze, słowa Karola napawały ją strachem, ponieważ spotkała się, zetknęła się z tym, kiedy pracowała we Włoszech, słyszała takie opowieści, ale nie dawała temu wiary, myślała że ją to nie dotyczy. Każdy jej powtarzał, że jeśli ma kogoś, to niech z nim jedzie, niech ma oparcie w tej osobie, w momencie problemów.
Karol spojrzał na Maję -- Nie wszyscy są źli, ale też nie wszyscy są dobrzy. Za granicą wartości, zasady już dawno przestały mieć znaczenie. Liczy się pieniądz i przyjemność, nic więcej. Nie każdy tak myśli, ale gdzie nie spojrzysz to ze świecą szukać takiego, co zrobi coś dla ciebie za darmo lub z dobroci.
Od tamtej pory Karol nie odzywał się, chodził do pracy, zjadał kolację i obejrzał tv i szedł spać. Oddalał się od niej, czuła to. Jej praca zaczynała niszczyć jej życie, ich życie. Zaczęła się zastanawiać, co będzie po powrocie, jak będą żyli. Zaczęło do niej docierać, że to są trzy miesiące, 90 dni. Pamiętała jak to mija, bez Karola kiedy jest w pracy, przecież zajmuje się domem, ale połowa dnia jest jakby pusta, bezbarwna. Maja sama zaczęła myśleć nad tym, że jej wyjazd kończy ich związek, ponieważ Karol dobrze powiedział: jak można nazwać związek, kiedy oni nic nie robią razem, kiedy żyją własnym życiem, które się nie przeplata, gdzie każde ma swoje problemy i musi sobie z nimi radzić samemu, że to oddala ich od siebie, sprawia że choć się kochają, przestają czuć siebie. Miłość to oddanie serca drugiej osobie, chęci, bycie z druga osobą, robienie coś razem, iść przez życie razem, nie osobno, nie każde swoją drogą, która biegnie koło siebie. Być razem, to być razem - a gdzie być razem jest w odległości. Wiedziała, że można raz na trzy dni zadzwonić i to tylko aby powiedzieć, że jest fajnie, dobrze ją traktują i że jest tu pięknie. Miała zakazane mówienie, że jest źle, że coś się dzieje. Nie które dziewczyny, miały zakaz używania komórek i dzwonienie. Sama ile razy miała dość opieki, miała dość wszystkiego, psychicznie nie dawała rady, ale dzwoniąc do rodziców, kłamała że jest dobrze. Ile znajomych koleżanek, mówiło to samo co ona do siebie, bez przekonania. Kto ci normalny powie coś złego o swojej osobie? Nikt, jeśli ktoś taki się znajdzie, szybko nie znajdzie pracy przy starszych osobach. Coraz bardziej żałowała decyzji jaką podjęła bez Karola, o pracy za granicą. Przecież kocha Karola i powinna z nim porozmawiać, wysłuchać - czego on chce. On sam jej powiedział, że ona to robi dla siebie, nie dla niego, nie dla nich. Że to mu nic nie daje, że to dla niego jest ucieczką przed życiem, przed obowiązkami, uwolnieniem się od tego co ma tutaj i poznanie czegoś nowego. Maja nie jedną noc, nie przespała, zastanawiała się, po co i dla kogo to robi. Dla Karola, dla ich przyszłości? A gdzie w tym jest przyszłość... jaka przyszłość? Że nie będą razem, że nie będzie uczestniczyć w tym, co tutaj się dzieje. Co to za życie, jak wygnaniec, trzy miesiące rozłąki i miesiąc bycia razem i co z tego ma? Pieniądze nie zwrócą jej Karola, czasu jaki straci, nie będąc przy nim. Pieniądze nie oddadzą mu zdrowia, jak coś mu się stanie. Pieniądze nie dadzą jej radości ze świętowania Karola urodzin. Co Karolowi po prezencie, kiedy dostanie go pocztą, kiedy jej nie będzie w tedy przy nim, aby zobaczyć jego uśmiech, jego radość. Czy pieniędzmi można zapłacić śmierci, aby kogoś nie zabierała.
Nie dawno spotkała znajomą, która chciała się dowiedzieć, co u niej słychać. Po rozmowie z nią, okazało się, że jest w ciąży z Włochem (wynik dwóch kieliszków wina, podczas urodzin pani, która się opiekowała i obudzenia się z ogromnym bólem między udami i między pośladkami, a obok dwoma synami starszej pani, z bardzo małymi prześwitami jak to ona klęczy wypięta a oni robią to za nią, oboje a później jakieś dziwne pozycje) i nie wie jak o tym powiedzieć swojemu narzeczonemu, z którym ma brać ślub za kilka dni.
Maja dopiero teraz zaczęła się zastanawiać, co by było gdyby miała dzieci... i miała wyjechać. Boże, ona sobie tego nie wyobraża. A co by było gdyby ją spotkało to co znajomą... nie umiała sobie na to odpowiedzieć. Zostawić dzieci, na trzy miesiące - nie widzieć jak uczą się chodzi, jak coraz lepiej mówią, jak uczą się pić z butelki, jak uczą się jeździć na małym rowerku, jak bawią się z Karolem. Czy pieniądze to jej zwrócą, czy pieniądze mogą zwrócić mężczyźnie takie chwile, przy których nie będzie. Czy pieniędzmi można zapłacić za czas dziecku, przy którym się nie było. Czy można pieniędzmi wytłumaczyć, dlaczego kiedy się bało nas nie było. Czy można zapłacić dziecku za jego tęsknotę, stracony czas?
Karol coraz bardziej wyobcowywał się, przy niej. Nie umiał sobie poradzić z tym, że jednak przez trzy miesiące będzie wracał do pustego domu. Wykończyły go kłótnie, jakie mieli z Mają, zmieniał się. Miał już wszystkiego dość, to go niszczyło od środka. Przecież znalazł pracę, pracuje i co z tego? Na co mu to było? Robił to dla Mai i wszystko właśnie upadło, zawaliło się. Im bliżej był termin wyjazdu, tym bardziej mu się odechciewało żyć, pracować. Dla kogo miał to robić... kiedy Mai nie będzie. Nie chciał nic dla siebie, robił to dla niej.
Maja skuliła się jeszcze bardziej, przytulając się do siebie. Była prawie pierwsza w nocy, listopad i właśnie zapowiedziano jej autobus. Nie pocieszyło ją to, że jedzie i wróci z pieniądzmi, tylko do czego wróci, do jakiego życia, kiedy tam gdzie jedzie żyje się inaczej. Chwyciła ogromną torbę i zaczęła zbliżać się do autobusu, który właśnie podjechał. Kierowca otworzył klapy na bagaże. Ociągała się z włożeniem go w miejsce bagażowe. Po opieczętowaniu bagażu, stanęła w kolejce do wejścia. Po pokazaniu biletu, usiadła na swoim miejscu. Spoglądała na przystanek, na którym przed chwilą stała, był taki pusty. Kiedy wszyscy zajęli miejsca, autobus powoli ruszył, szarpiąc nieznacznie. Obrazy, które mijały jej w szybie stały się mało znaczące, takie nijakie. Co ona zrobiła...
Karol siedział w ciemnym pokoju, spoglądając przez okno - trzy miesiące z głowy, powroty do pustego domu. Czym się tu cieszyć, pustą? Do kogo coś powiedzieć, do pustki? Cztery ściany, a w nich cisza. Pieniądze będą i co z nim zrobi, jak się będzie nimi cieszył - tyłek sobie nimi podetrze? Spojrzał na zegarek: 1:12. Już na pewno jest w autobusie, po co to wszystko, dla kogo? Jego mama mówiła mu nie raz: tam szczęście twoje, gdzie serce twoje. Jeśli nie jesteś szczęśliwy, to idź tam gdzie twoje serce, a odnajdziesz swoje szczęście, nie ważne czy jest dobrze czy źle, jeśli ktoś cię kocha i ty kogoś kochasz - wszystko wytrzymacie i będziecie szczęśliwi. Jeśli ktoś cię nie kocha, tylko sobie to wmawia, to nie ważne ile będziesz się starał i tak będzie źle i tak to się rozwali, bo drugiej osobie nie zależy na tobie. A tylko jeśli komuś zależy, może kochać i chcieć, być z tobą.
Mai mijały kolejne miejsca, łąki, lasy, domy, wioski. Karol stał przed oknem i patrzył jak śnieg spada na okno i topnieje. Zwiesił głowię, docierało do niego, że miłość to nie pieniądze, to druga osoba. Nie można kupić miłości, godności, chęci, to płynie od nas, od serca. Karol obrócił się i wyszedł na zewnątrz, poczuł zimny podmuch śniegu. Skierował się na tyły domu, gdzie był magazynek z narzędziami. Otworzył drzwi do magazynku i wszedł do środka. Przymknął drzwi, zapalił żarówkę nad głową. Nie daleko stał stary taboret, a po przeciwnej stronie kilka lin i linek. Chwycił cienką metalową linkę i postawił taboret na środku magazynku. Po co żyć, bez życia? Po co się starać, kiedy ktoś woli inne osoby, pieniądze, zależy komuś tylko na sobie i aby temu komuś było lepiej. To co ma zrobić druga strona, odejść, pozwolić komuś znaleźć szczęście. Karol nie myślał racjonalnie, nie radził sobie z tym wszystkim, informacja Mai o pracy za granicą, podcięła mu skrzydła, zabrała mu nadzieje i wiarę w przyszłe życie, bo jak to sobie można wyobrazić. Rozumiał, że facet jedzie zarobić, ale wiedział, że jeśli on nie wsadzi to kobieta go do tego nie zmusi, z kobietami jest inaczej. Karol okręciwszy metalową linkę nad belką nad głową, zrobił podobny węzeł na szyi. Jego życie straciło sens, dla kogo żyć. Co to za życie, bez tej ukochanej osoby? Stojąc na taborecie, spoglądał przed siebie. Maja dojechała do kolejnego przystanku, na trasie autobusu. Jazda zaczynała ją nużyć i czuła, że może przysnąć sobie. Karol jedną stopą zahaczył kant taboretu -- Przepraszam - wyszeptał, lekko podskakując i wywracając taboret. Momentalnie poczuł, jak krtań wbija się mu w głąb ciała. Próbował złapać za linkę, ale była tak napięta, że nie zdołał powstrzymać duszenia się. Wyciągnął ręce, próbując podnieść się na lince. Jego dłonie były tak spocone, że tylko prześlizgiwały się po niej. Czół coraz większy ból w głowie i koło szyi. Zawisł bezwładnie, co chwilę próbując w desperacji się uwolnić. Mijały minuty, choć dla Karola były one godzinami, ból w głowie stawał się nie do zniesienia, do tego się zsikał i jego zwieracze nie wytrzymały i oddał kał. Czuł jak śmierdzą jego odchody, nie miłosierni smród gówna i moczu. Czuł jak drętwieją mu kończyny, już nie umiał się nimi posługiwać. Po 2 godzinach Karol wisiał bezwładnie, bez oddechu w sobie, bez życia w ciele. Maja obudziła się gwałtownie, Wrocław mignął jej znak. Czuła się coś się stało, że coś jest nie tak. Tak bardzo zaczęło jej brakować Karola, jak nigdy przedtem. Jej umysł walczył z jej sercem, umysł tłumaczył że to tylko strach, a serce krzyczało, że coś się stało z Karolem. Zaufała umysłowi, nie wie dlaczego. Obudził ją telefon, jak przez mgłę zobaczyła na wyświetlaczu: Tata Karola. Dlaczego on dzwoni, zdziwiło ją. Odebrała, głos ojca Karola był załamujący się i dziwnie smutny:
-- Maja, narzeczona Karola ? - rodzice Karola nazywali ją jego narzeczoną.
-- Tak - wybełkotała Maja
-- Nie wiem gdzie jesteś i nie wiem jak ci to powiedzieć. Karol nie żyje, powiesił się. - po tych słowach głos ojca Karola zawiesił się.
-- Co, nie rozumiem.
-- Karol nie żyje, napisał list, że pojechałaś za granice do pracy, a on cię kocha i nie może bez ciebie żyć i że ten wyjazd to w pewien sposób ucieczka od niego, że...
-- Jak nie żyje, nie rozumiem.
-- Karol się powiesił, tej nocy. Już go nie ma, przepraszam.
Połączenie zostało zerwane, było już jasno. Spojrzała na wyświetlacz gdzie był zegarek: 10:07. Karol nie żyje, powiesił się. Te słowa wirowały w jej głowie, powodem tego był jej wyjazd. Przez ten wyjazd straciła cały swój świat, kto jej to zwróci. Wpatrywała się w swoje odbicie, w szybie. Co ona zrobiła, po co to jej było - chciała mieć więcej niż miała, czy jej czegoś brakowało - nie. Chciała aby było im lepiej, ale czy miało być im lepiej, czy ona miała mieć lepiej? Łzy same jej poleciały, czy pieniądze, które zarobi oddadzą jej Karola, nawet na jego pogrzebie nie będzie mogła być. Co z niej za ukochana? Spojrzała na swoje ręce i przewidziało jej się, że są poplamione krwią. Dlaczego, po co to wszystko, kiedy już nie ma do czego wracać, nie ma do kogo...
Po przeżyciu trzech miesięcy Maja wróciła do Polski. Stanęła przed furtką, gdzie może czekał by na nią Karol, ale światło nie świeciło się w żadnym pokoju. Pustka, nie odgarnięty śnieg, zapomniany dom, bez życia. Do czego wróciła, do kogo. Wyciągnęła plik pieniędzy i spojrzała na nie:
-- Ile możecie mi zwrócić? Czy można kupić życie?
Karol w testamencie przepisał wszystko Mai, ale ona nie chciała tego. Za dużo wspomnień, za dużo wspomnień, które sprawiły że teraz jest sama, że nie ma już tego którego kochała.
W domu była pustka, czuć było samotność. I nic jej nie zwróci tego, co straciła.
------

Chcę powiedzieć, że trochę pozmieniałem opowiadanie, ale wydaje mi się, że taka koncepcja jest dobra.
Tak naprawdę osoby, które wyjeżdżają nie zastanawiają się nad drugimi osobami, robią to dla siebie, nie dla innych. Co z tego, że przywiozą pieniądze - kiedy to jest kupowanie sobie żony, dzieci na pewien czas a czy to jest szczęście, bycie z kimś dla miłości? Gdzie w tym jest miłość...
Bardzo wiele osób godzi się z wyjazdem, ale takie osoby nie wiedzą: ile tracą i już nie odzyskają, przez pogoń za pieniądzem i jak bardzo nie doceniają takie osoby tego co mają.

Oczywiście opowiadanie zostało wymyślone, jest to fikcja literacka, ale może zdarzyć się tak, że pewne fakty mogą dziwnie pasować do tego co przeżyliście.
Całe opowiadanie zostało wymyślone...

w wolnej chwili... (wiersze)

"blisko siebie i daleko"

Zapamiętuje twoje słowa

łapie je, aby zrozumieć, przytulić

widzę jak spoglądasz na mnie

poznajesz mnie, dotykasz oczami

chcę twojego dotyku myśli

abyś poczuła to czego ja nie czuję

pokochasz mnie?

chcesz... uwierzyć w miłość

ja wierze, całym sercem

oddaniem sercem

i odchodzimy po jednej rozmowie serc

aby szukać siebie, przez kolejne lata

i umrzemy samotnie, mijając się

na zawsze.



"pożegnanie"

Podnosisz mnie kiedy upadam

Całujesz po głowie, kiedy nabiję sobie guza

karcisz kiedy powiem złe słowo

oddajesz mi swój czas

oddajesz mi swoje serce

kochasz mnie

kocham cię, całym sobą

Mamo, mamusiu

pozwól mi być z tobą

Tato gdzie mama?

Dlaczego łzy spływają z twoich oczu

Tatusiu

nie chce iść gdzie krzyży wiele

tam jest smutno

gdzie mama, mamusia

powiedz...

nie patrz na mnie w ten sposób

szary kamień przed mną

dlaczego tatusiu płaczesz

dlaczego ten anioł nie patrzy na nas

ma martwe oczy

powiedz coś

mamusiu, dlaczego ciebie nie ma

tak bardzo kocham cię

dlaczego ten szary kamień mi zabrał mamę

tatusiu, kocham cię

wiesz, nie jesteś sam

masz mnie, nie płacz

mama jest koło nas

kocha nas, patrz

jestem

a ona w nas.

wiersze napisane w wolnej chwili, których nie mam za wiele...

niedziela, 5 września 2010

żyć w własnymi myślami (wiersze)

"umiłować"

Położyć głowę na miękkiej poduszce
Czuć zapach perfum twojego ciała
Czuć dotyk twoich palców na sobie
Spojrzeć w twoje oczy, takie miękkie
Ukochać cię ciepłem słów
Pozwolić ci bawić się moimi włosami
Chcieć i pragnąć cię, jak by to miało ostatni raz być
Żyć z tobą, jak spędzać z tobą czas
Czuć co chwilę, to co czujesz
w Miłości trwać, po kres życia
tylko przy tobie, z tobą w życiu.

wtorek, 20 lipca 2010

tęsknić za ukochaną

Tęsknota...
Wróciłem od ukochanej po miesiącu przebywaniu w swojej obecności. I czuje się fatalnie... naprawdę.
Jest wiele powiedzeń, mądrości, maksym, ale wszystkie mówią o jednym: kiedy się naprawdę kogoś kocha, się za kimś tęskni nie ważne co się robi, czym się człowiek zajmie albo zajmie swoją głowę. Tęskni się... ja tęsknie całym sercem, rozrywa mi je. Czuję się tak jak by serce rozrywało się samo na strzępy, chcąc do tej osoby. Nie umiem tego opisać inaczej. Wiem że to jakimś czasie by trochę zelżało, ale kiedy się kogoś kocha nie można tego zatrzymać, uciszyć bo serce woła, krzyczy. Można pracować, można coś robić, siedzieć w internecie, ale co po za tym, czy jest coś więcej - nie, nie ma niczego. Dlatego prawdziwej miłości nie można zniszczyć i osoba, która kocha chce być przy ukochanej osobie. Powinien myśleć o innych sprawach, o tym co mam zrobić, ale o tym fajnie się gada przy ukochanej, tylko jak jej koło nas brak to człowiek myśli tylko o tej osobie i co dalej... czekanie i tęsknota, która rozrywa, brak którego nie można uciszyć niczym.

"Tęsknota"

Palce czujące zapach twoich włosów
Dłonie szukające twój dotyk
Oczy smutno spoglądające w nicość
Gdzie jesteś, ukochana
Na chwilę odeszłaś, dlaczego
Twój zapach został na chwilę
Sercem szukam ciebie
Zrobiłaś krok do przodu, zaczekaj
Miłością obejmuję ciebie
Pocałunkiem dotykam twoje usta
Ciepło dusz przenika nas, jesteś
Tęskniłem, mój aniele
Nie odchodź.

środa, 14 lipca 2010

Serce które kocha


"kochać sercem"

budzić się przy tobie co rano
spoglądać w twoje oczy zamknięte snem
spowite włosy mocnym marzeniem
dotykać twoich myśli, przeczesywać
obejmować cie palcami miłości
ciepło w ciele rozpalić, aby nie ostygło
pragnąc cię tak bardzo że tęsknić za tym mogę
jesteś w moim sercu, na zawsze.

poniedziałek, 5 lipca 2010

Miłość


"Zakochać się"
miłować ciebie
wybuch w sercu czuć
zapomnieć się przy tobie
marzeniami żyć
nie mówić nic, słyszeć każde słowe
sercem myśleć
oddać tylko tobie miłość
zakochać się, pokochać
spełnić się w tobie
i umrzeć mając w sercu ciebie
tylko o tobie śnić
tylko ty zmieniasz życie moje
aby miało sens.

piątek, 28 maja 2010

dla ukochanej... :)

dla ukochanej... Małgosi Fic :*

"kocham tylko ciebie"

zabierasz moja dusze do raju
radość przepełnia mnie
ukochałem cie
tylko ciebie w sercu mam
chce cię więcej
powiedz słowo, będę
oddaje serce pocałunkiem miłości
kocham cię, tak bardzo
oddać życie za ciebie oddać
pozwól mi cię dotknąć
pozwól cieszyć się tobą
to takie proste powiedzieć
chce tylko ciebie
bo moje serce tylko ciebie kocha
miłości moje myśli pełne
tęsknota, która zabija
tylko ty
dałem ci siebie, nie żałuje
bo szczęśliwy jestem
tylko z tobą.

wtorek, 25 maja 2010

"a kiedy przyjdzie ten dzień" (jak powiedzieć o zdradzie) - opowiadanie

Pomysł na opowiadanie przyszedł mi przed chwilą, a mamy dzisiaj 25 maj 2010 godzina około 16.

"a kiedy przyjdzie ten dzień"

Paulina siedziała w pozycji siedzącej w łóżku, Sebastian spał obok. Był obrócony do niej plecami, więc nie mógł wiedzieć, że Paulina nie śpi, a do tego usiadła pod kołdrą. Opierając swoje ciemno błąd włosy na oparcie łóżka. Nie mogła spać już 3 noc, dręczyło ją poczucie winy. Wyrzuty sumienia były jak kat, który zabijał radość z życia, był jak odkurzać wysysający miłość z jej serca. Tak bardzo kochała... zrobiła pauzę w myślach. Kochała? Czy na pewno go kochała? Jeśli zrobiła to co zrobiła, to czy naprawdę kocha swojego przyszłego męża? To chyba pytanie retoryczne, od zawsze wiadomo, że jeśli się robi to w związku, to się przestało kochać. Wiedziała, że można twierdzić, że się kocha, ale tak naprawdę to gówno prawda. Nie kocha się, kiedy to się robi. Paulina skrzyżowała dłonie na piersi. Jak mu o tym powiedzieć. Zostawi ją? Czy się wnerwi? Czy wybaczy jej? Nie umiała się przemóc, aby wypowiedzieć to słowo. Zamknęła oczy i spojrzała w czerń przed sobą. Oczy przyzwyczaiły się już do ciemności, więc zaczynała widzieć kontury mebli. Jeden oddech, drugi, trzeci. Drżącą dłonią potknęła boku Sebastiana i poruszała go delikatnie. Człowiek choć już kogoś nie kocha, nadal chce z tą osobą być, mimo wszystko, dziwny jest człowiek. Sebastian jednym ruchem dał do zrozumienia, że chce spać, a to co chce go obudzić ma spadać. Ponowiła próbę obudzenia Sebastiana, tym razem mocniej. Sebastian lekko się obruszył, zamierając w bezruchu. Wiedziała, że się obudził i że będzie chciał wiedzieć co się stało. Obrócił się do niej przodem, z lekko pytającą miną, która mówiła: co się stało kochanie. Słowa, które wypłynęły same, nie kontrolowane zaskoczyły Paulinę: -- Zdradziłam cię, kochanie. I cisza, trwająca chyba godzinę, choć trwała tylko 10 sek. dla Pauliny była to wieczność. Sebastian spojrzał na nią i się uśmiechnął. Paulinę zbiło to z tropu, uśmiecha się. Jego słowa jednak sprawiły, że Paulinie wszystko obróciło się o 180%: -- Wiem i wiesz co, ja ciebie też zdradziłem, ale po tym jak ty mnie zdradziłaś. Jutro ma cię tu nie być.
Paulina była w coraz większym szoku, jak to: on ją zdradził, to że ona go to mało ważne, ale on. Zasraniec, podły chuj, frajer, debil... Paulina wewnętrznie wybuchała. Jego głos jednak zabrzmiał ponownie: -- Mam nadzieję, że chociaż było ci przyjemnie, bo mi było. Mam też nadzieję, że Darek był dla ciebie dobrym kochankiem, choć teraz to już możecie to robić na legalu. Co do mnie, to ci powiem, że twoja siostra o wszystkim wiedziała, ale dużo jej brakuje co do okazanie podniecenia, ale w przeciwieństwie do ciebie, nie leży jak kłoda, ale próbuje sama przejąć inicjatywę, oraz umie się dostosować do partnera, wiesz te ruchy bioder, zgranie z partnerem. I wiesz co, chyba między nami coś jest, bo umiemy rozmawiać, a z tobą to nie można porozmawiać. Jesteś tak pusta i nie dojrzała, że nie dość że cię nic nie interesuje, to zakazujesz innym mieć pasje, zainteresowania, robić coś co sprawia im przyjemność, nie tylko siedzieć i bum, bum jak króliki. Wiesz, że lubię czytać, nie wiesz, a jesteśmy razem już 2 lata. A teraz idę spać, jutro ma cię tu nie być.
Paulina nie wiedziała co powiedzieć, szok, zły, przygotowania do powiedzenie, wyrzuty sumienia i wszystko na nic. Poczuła się jak... jak, ulicznica. Kobieta, która staje pod latarnią. Poczuła się staro i... rzygać jej się zachciało. Jej siostra była od niej starsza o 6 lat, ona miała 28,a ona... ona tylko 34. I dlaczego to ona ma się stąd wynosić, to ona męczyła się nad wystrojem, to ona przenosiła meble, to ona wytapetowała to mieszkanie, to ona walczyła ze spółdzielnią... wszystko ona, a teraz ma się wynosić. Sebastian już obrócił się plecami i zasypiał, w tedy Paulina wybuchła: -- Dlaczego to ja mam się wynosić, to ja tu wszystko zrobiłam. Moja siostra jest stara, jak możesz chcieć być z nią i ona ma dziecko po poprzednim facecie, który uciekł. Skąd wiesz że to był Darek i jak miał na imię. Kurwa, odezwij się - Paulina nie panowała nad sobą. Zerwała kołdrę z ciała Sebastiana, odsłaniając jego mięśnie. Sebastian nawet się nie obrócił, tylko powiedział: -- Kurwę to ty z siebie zrobiłaś, mając romans z Darkiem, bo byliśmy parą. Darka znam z wojska i to on mi powiedział o tobie. Powiedział mi jak się o mnie wyrażasz, jak mnie oczerniasz, że jestem głupek, że się nie zorientuje. A masz się wynosić, bo to moje mieszkanie, a my nie jesteśmy małżeństwem, a to że ze sobą sypialiśmy o niczym nie świadczy. Przecież mnie zdradziłaś, mam się cieszyć. Oficjalnie jak to zrobiłaś przestaliśmy być razem. Tak sobie deklarowaliśmy, kiedy się zaręczałem, a teraz mam ci wybaczyć. Sama wiesz, że jeśli się zdradza, to się przestaje kochać. Ale jedno mnie dziwi, niby taką miałaś zawsze przyjemność z seksu ze mną, a teraz co, za mało go?
Paulina patrzyła się palącym się wzrokiem w bok, skąd dochodziły słowa.
-- Seksem tego nie można było nazwać. Udawałam orgazmy - odpowiedziała z satysfakcją, która nie dawała ukojenia.
I dlatego się skończyło... Paulina po roku zaczęła zauważać, że ma za mało. Sebastian miał firmę i zarabiał dość dużo, ale czy Paulina chciała dobrobytu? Tak, na początku tak, później się przyzwyczaiła i chciała czegoś innego: że mu zależy. Przecież te lata były tylko dla Sebastiana, spotkania, znajomości, nie zrezygnowała z nich, ale wprowadzenie w to Sebastiana chyba było dużym poświęceniem, prawda. I jak on mógł o wszystkim wiedzieć. Zakłamany padalec i tyle. Łzy jednak sam zaczęły płynąć, serce poczuło słowa wypowiedziane przez Sebastiana, umysł nadal się usprawiedliwiał, usprawiedliwiał zdradę. W tedy Paulina poczuła, ból, żal i rozpacz, że się skończyło w ten sposób, że to co było przekreśliła myśleniem o sobie i swoimi potrzebami. Że nie liczyła na szczęście, tylko na to aby posiadać, a nie mieć, jak mawiała jej babcia. Dotarło do niej co zrobiła i jakie to ma następstwa. A ona myślała, że mu tylko zależy na seksie, a on chciał się kochać, myślała że chce wygód, a on chciał szczęścia. Gniew, przerodził się w strach, co teraz. Gdzie pójdzie, do Darka? Może zapomnieć, a może. Jedna chwila, jedna przyjemność i tyle konsekwencji i po co to komu. Zniszczyła i sobie i jemu życie, a przecież on chciał tylko aby ona go kochała i okazywała mu to, skończyło się, bo ją zaswędziało.
Paulina była rozbita, załamana, w jednej chwili zrozumiała ile zniszczyła i ile straciła, na zawsze.
Niczego już nie mogła mieć, tylko samotność...

poniedziałek, 10 maja 2010

miłość jak związek (opowiadanie)

Paweł podszedł do drzwi, lekko dotknął klamki. Wiedział że tu nie wróci, wiedział że to ich decyzja, nie tylko jego. Nie chciał tu być. Szloch Weroniki cichutko przenikał ściany. Słyszał je. Zwiesił głowę i zaczerpnął głęboko powietrza. Był rozbity psychicznie i nerwowo. Jego stan psychiczny był na skraju przepaści, wiedział o tym. kolejna rozmowa z Weroniką, byłą dziewczyną. Obecnie byłą, którą zostawił wczoraj. Był z nią pięć lat i się skończyło. Pięć lat, lat mordęgi i piekła, ale też chwil pięknych, o których chciał zapomnieć. Czy ją kochał? Czy chciał pokochać? Kochał ją jak się poznali, później to umarło. Umarło, bo Weronika zaczęła obnażać swoje ja, zaczęła go ograniczać, wmawiać różne rzeczy, to go wykańczało. Wiedział, że seksem nigdy nie można zajść daleko, że jeśli się kogoś nie kocha, zaczyna się on nudzić. Ciągle te same ruchy, dotyk, pieszczoty, aż do obrzydzenia, nudne, bez czułości, bez magi. Bez chyba najważniejszego: powodowania rozkoszy. Pięć lat czegoś co nie było warte nawet miesiąca. Bez miłości z drugiej strony i swojej był to układ. Pięć dni temu poznał Ole, przypadkiem, na ulicy. Paradoks, uśmiechnął się Paweł, tylko ci co nie kochają mogą się zakochać. Szedł po prostu drogą i potracił Ole, w tedy nie widział jak ma na imię i kim jest. Ale siła uderzenia była tak duża, że upadła. Nic się jej nie stało, ale w ramach rekompensaty zaprosił ją na herbatę. Chciał z kimś pogadać, wyżalić się, to w nim narastało. Nie lubił spędzać czasu w domu, w chwili jak jego, teraz już była, dziewczyna, siedziała przed komputerem. Czół się nie potrzebny, zbędny. Mogła tak siedzieć 4h, a on co miał w tedy robić, włączał swój laptop, ale on siedział na nim tylko 30 min… a co dalej. Wychodził na spacer, myśląc nad sobą i przyszłością. Przy rozmowie z Olą nie krył się że ma kogoś i jak jest między nim, a Wiktorią. Jak wygląda jego życie, jak spędzają czas ze sobą. Jej słowa, wszystko, mówił wszystko. Miał dość… Ola opowiedziała o swoim chłopaku, który uciekł, że ma córkę półtora roku, że jest sama, że ją to dobija patrzeć na pary. Samotność zabija ją od środka. Paweł w tedy spojrzał jej w oczy i zapamiętał to spojrzenie nawet dzisiaj je wspominał. Nigdy tak nie rozmawiał, nigdy nie mówił co myśli, co go boli innej osobie. Nie ufał ludziom, a teraz zaufał. A ona zaufała mu, sama przyznała się, że o tym co mu powiedziała, nikt nie wie. Okazało się, przy drugim spotkaniu, że Ola interesuje się kilkoma rzeczami, o których Paweł nie miał pojęcia, ale zainteresowało go to. Zaczął odkrywać Olę i jej świat. Ola mu zaufała, choć sama przyznawała, bała się, ale zaufała. Paweł wiedział i czuł, że jeśli się komuś zaufa, bardzo nie wie trzeba aby się zaangażować. Ale Paweł wiedział, że przy Oli, choć spotkali się tylko dwa razy, może się otworzyć, Ola go słucha i nie krytykuje, a nawet wspiera i popiera aby spróbował swoich sił, sam dla siebie, może przegra, ale będzie wiedział, że mu się nie udało. Pozwalała mu na bycie sobą, a nie kimś z maską na twarzy. Przy Oli był inny świat. Przy trzecim spotkaniu sam zaczął rozmowę o jego związku, mówił i mówił, a ona go słuchała. Nic nie mówiła, i powiedziała na koniec kiedy skończył: nie znam jej, z jej strony to wygląda całkiem inaczej i na nie korzyść jego. Paweł w tedy się wkurzył, przecież to on jest wykończony. Ola wytłumaczyła mu, że to wzajemna codzienność i wzajemność, oraz działanie jego na działanie pierwszego. Sami wykańczają siebie, sami powodują pewne zachowania. Pawła to podłamało, wypruło z niego całego ja. Pięć lat związku, który go wypalił… jakie to piękne. W tedy się rozpłakał i nie miał sił aby przestać, po prostu płakał. Jego żal, ból go opuszczał. Rozpierała go też energia goryczy, wstydu, przecież nie może tak żyć. To jest piekło, dosłownie piekło. Wiele kumpli mu zazdrościło Weroniki, taka śliczna, taka wspaniała i jak się bawi. Ale co z tego, jak pusta w środku, pusta do granic, do tego dochodził charakter, samotnika, egoisty. Zabijało to w min jego własne ja, które wrzeszczało. Przy Oli czuł się sobą, mógł z nią rozmawiać o wszystkim. Postanowił zerwać z Weroniką, zakończyć to. Wczoraj powiedział jej, że to koniec i odszedł. Dzisiaj rano przyszedł jak była w pracy i zabrał wszystko co jego. Miał własny kąt, ale nie chciał tam wracać, dał tam tylko pudła i tyle. Weronika szalała i krzyczała, o co mu chodzi, przecież ma wszystko, nie jest dobra w łóżku. Chciało mu się smiać na te słowa, bo nie o to chodziło. Po prostu miał dość, był wykończony i nie miało to sensu, żyli koło siebie a nie ze sobą. Weronika nie umiała dzielić się sobą, tylko z nim, dla niego. Nie umiała dzielić się swoim życiem z nim, nie umiała zrozumieć słów: doceń to co masz, bo nic nie posiadasz. On nie jest własnością, wolność w związku to nie pozwalanie na kontakt, ale na cieszenie się sobą, ukochanie tylko ukochanej osoby, dawanie jej siebie CAŁEGO, całego, całego, a nie tylko kawałek, bo część już została oddana komuś innemu, obecnemu. Nie rozumiał tego, wierzył w to, że jeśli ktoś jest szczęśliwy i umie to docenić że ktoś go kocha i on sam kocha, nie potrzebuje znajomości, rodziny, niczego do szczęścia… bo to szczęście to ukochana osoba i życie z nią. Wczoraj podszedł do Oli i powiedział jej o decyzji, odpowiedziała, że to jego decyzja. Może się ułoży, odpowiedział że nie chce już być z Weroniką, choć by nie wie co. W tedy poczuł ciepło przy Oli, takie dziwne ciepło w sercu, które go wypełniło. Zapaliło żar, które nie znał. Powiedział o tym Oli i stało się coś dziwnego, bo Ola nie śmiała się, ale odpowiedziała mu: też to czuje i się uśmiechnęła, najpiękniej na świecie. I dodała: to właśnie jest miłość, nie musisz myśleć aby ją czuć, po prostu wiesz że ona jest w tobie i dla ciebie to koniec życia, a początek czegoś co nigdy się nie kończy. pokochał ją, ale w tedy wszystkie jego zmysły zmieniły nastawienie, chciał być, tęsknił, choć nie widział się z Olą minutę, to dla niego każda sekunda była odczuwalna, dosłownie, czuł jak przesuwa się wskazówka. Czuł jej ruch powolny… Jak ona powoli się przesuwa… czuł wszystko inaczej, pełniej. Zakochał się, całym sercem…. Paweł myślał cały czas o Oli, widział że już nigdy nie przestanie o niej myśleć, nawet w pracy będzie w jego głowie. Powoli nacisnął klamkę i wyszedł. Wciągnął zimne powietrze przed klatka schodową… czuł zapach kwiatów, spalin, drewna, perfum Oli… Jak to możliwe być szczęśliwym na tym świecie, mimo że się nie wie jak smakuje prawdziwa miłość, teraz ją czuje. Skierował się do parku, kiedy zrobił pierwszy krok nie wiedział , po co, ale za drugim już wiedział, po kwiatki dla Oli, nie musiał o tym myśleć, po prostu to chciał, pragnął to zrobić, bo ją kochał. Nie myślał nad tym po prostu to czuł… czuł się jak nowo narodzony, jak pięknie jest kochać.
Pawła wdziano pod domem Oli, gdzie jej córka krzyczała z radości, bawiąc się z nim w berka. Ola stała w drzwiach i uśmiechała się najpiękniej na świecie, tak jak jeszcze nigdy. Zakochała się i pokochała, była szczęśliwa… bo uwierzyła w to i pozwoliła sercu decydować we wszystkim…I powtarzała to wiele razy jak i Paweł: te kilka chwil nie zamienili by na żadne inne. Bo tego nie można przeżyć i zrozumieć, to trzeba poczuć a to tym jest cenniejsze, że jest ich na zawsze.

czwartek, 6 maja 2010

pierwszy dzień Samanty

Okno, bezbarwne szare, pokryte szybą. Spojrzała przez nie, gdzie pierwsze promyki słońca uraziły jej oczy. Pierwszy dzień wolny w pracy, kurcze jakie to cholernie nudne - pomyślała Samanta i położyła głowę na poduszce. Znowu podniosła głowę i opuściła ją powoli. No tak, przecież nie musi dziś gonić za autobusem. Oczy nie chciały jej się zamknąć. Przecież jest 6 rano, kobieto. Bierz się w garść i albo wstawaj, albo idź jeszcze spać. Nie potrafiła tego, korzystać z czasu wolnego.
Podniosła się i jak ociężały kawałek sadła powlokła się do drugiego pokoju. Spodnie od piżamy i koszulka nie chlujnie zwisające z jej ciała. Co tu robić? Czym się zająć? - myśli atakowały ją jak te głupie liściki w której części filmu o tym chłopcu z blizną na czole. Usiadła na wersalce, wyciągnęła rękę po pilota, ale nie chciało jej się go nawet złapać. Ponownie wytężyła się aby go chwycić i sukces. Włączyła telewizor, przeleciała 10 pierwszych programów, nuda, nuda, nuda - bełkotała pod nosem, kolejne jeszcze gorzej. Zwiesiła głowę i wyłączyła telewizor. Co tu robić? - wrzasnęła. Z góry usłyszała kobiecy głos: zamknij ryk głupia szmato, nie drzyj się bo mi dziecko obudzisz głupia cipo. Samanta patrzyła się przed siebie jak by ją ktoś zdzielił bejsbolem. what tha fuck? - wyszeptała. Nie wiedziała że ktoś nad nią mieszka, a do tego z dzieckiem. No ale uśmiechnęła się do siebie: no, teraz to nie jest nudno, a człowiek już tyle się dowiedział.
Dwie godzin później Samanta była ubrana w lekki dres, i szykowała się do tego czego ani razu nie spróbowała. bieganie... umówiła się ze znajomą, która miała ją wprowadzić w to czynne spędzanie czasu.
Kamila była niższą od Samanty kobietą, która nie wyróżniała się niczym, po prostu była. Samanta podbiegła do niej i zaczęła się rozciągać. Stwierdziła, że tak trzeba bo na każdym filmie tak robią. Kamila od razu stwierdziła:
-- Za dużo filmów się naoglądałaś. Czy widzisz tu kogoś kto się gibie i wygina?
-- No nie. -- odparła Samanta.
-- No to przestań, bo wyglądasz jak debil.
Samanta momentalnie stanęła na dwie nogi, gapiąc się na Kamile, stwierdzając:
--Sram na to bieganie. Debilem nie jestem. Mówiąc to obróciła się na pięcie i zaczęła powoli biec w stronę swojego domu. Po kilku minutach, wpadła na pomysł, że trochę zmieni trasę z linii prostej na mocno okrężną. Jej brązowe włosy rozwiewały się na wietrze, choć mało ją obchodziło kto patrzy, zaczęła się zastanawiać nad tym jak widzą ją inni. Po krótkim dystansie i tak już mało kto patrzył, Samanta siedziała łapiąc oddech na ławce. Kondycja, kondycja, całe dnie w biurze za biurkiem, ciągle tylko myślenie, a tu proszę, nawet bieganie na autobus nie jest tak męczące. Podniosła się i powolnym krokiem zaczęła się przybliżać do kamienicy, w której był jej dom.
W domu nie było lepiej, puste pokoje, puste ściany. Wkurza mnie to - pomyślała. W tym momencie zadzwoniła komórka. Spojrzała na ekranik, gdzie migał napis: Mama.
Kurwa, teraz. Odebrała. Rozmowa była jak zawsze umilona. Ale po jej zakończeniu, wiedziała że mogła inaczej ją poprowadzić, a tak będzie musiała odwiedzić rodziców, a drugim końcu Polski.
Komu przyszło do głowy dawać jej wolne. Całe dwa tygodnie. Przecież jak nie znajdzie zajęcia, przekręci się tutaj. Kurwa!! wrzasnęła. Odpowiedział jej ten sam kobiecy głos: Zamknij paszczę stara ruro, chcesz się drzeć to do burdelu. Tu mieszkają dobrzy ludzie. Pizda. Samanta tym razem miała to gdzieś i odpowiedziała: Spierdalaj!! Odpowiedź była natychmiastowa: I tak trzymaj...
Samanta koniec dnia spędziła na oglądaniu przewidywalnych seriali, filmu który miał z 6 lat na karku i kulał oraz zjedzeniu pizzy. Położyła głowę na poduszce. Zasrany dzień, zasrane życie. Jak inne kobiety wytrzymują ten czas bez facetów, którzy nie jednokrotnie są zgryźliwi, marudzą, chcą tylko seksu, i są jak dzieci. Ale są, przy nich nie można się nudzić, niech mówią sobie kobiety co chcą, bez nich życie nie miało by sensu. Ale Samanta była sama, więc gdzie był jej sens życia...

sobota, 24 kwietnia 2010

wpomnienie chwil

"ulotne chwile"

Słońce na górze, promienie zasmucają oczy
ziemia na dole, pod stopami
muśnięcie wiatru na policzkach
oczy skierowane tylko w jedna stronę
serce bijące jednym życia rytmem
samotność obracająca wszystko w pył nicości
wiele głosów, wiele głów, jedno słowo, jedno zdanie
nie wiadoma i tak wiele chęci
nicość miłości
głupota kochania
tylko jedna właściwa droga do szczęścia
zakryte wszystko szczęściem i radością przyszłą
chcieć i być, nie bać się żyć
lekkie muśnięcie ustami smaku ust
posmakowanie esencji miodu serca
poczucie siebie w sercu ukochanej
poczuć drżenie ciała przy każdym dotyku
podniecenie jednym oddechem, szeptem duszy
poczuć miłość dogłębnie, w sobie
nie myśleć, nie pytać, wierzyć jak nikt inny
odczuć uśmiech, choć ściana dzieli
sercem przytulić, okazać poczucie ukochanego
miłość i tylko ona, zapalona świeca w ciele
nie wyjaśniona radość z spojrzenia oczu uśmiechniętych
zabranie iskierki, strata miłości nie do odzyskania
tylko raz zabić miłość potrafić można
odzyskać stracone, nigdy nie odzyskać
tylko czerń i codzienność nastanie
obojętność szara, zakrywająca świat płaszczem swoim
wszystko stracone, nie odwzajemnione
źródło radości w pył się obraca
nie dbale zarastając pychą i samolubnymi rozmowami
śmierć miłości, obojętność wróży
bez wyjaśnień, bez oddania
tylko szarość i bezradność
na zawsze.

wiersz napisany dla ukochanej, Małgosi Fic :)

niedziela, 18 kwietnia 2010

Samotność

Samotność

Oddanie serca
Spojrzenie miłości
Brak wiary
łzy smutku samotności
Tyle osób koło mnie
A niczego nie ma
Spokój
Dlaczego serce bije
Jeśli miłości nie czuje
Po co żyje
Przecież nie dla siebie
Kocha, bo kocha
Inne serce
Zawsze.

sobota, 17 kwietnia 2010

Żałoba

Czas zmarłych

Przychodzisz nagle, gdy czasy trudne
Przychodzisz gdy sen o Polsce się śni
Flaga biało czerwona na nasycie
Poddaje się smutkowi
Nie pozwalają płakać
Nie pozwalają mówić
Te zły gorzkie, dlaczego
śmierć przysyłaś właśnie
Zabrałaś
A oni umarli dla polski
Tylko po co, dlaczego?
Nikt się nie dowie.


Czas żywych

spoglądam w niebo błękitne
Biało czerwony ptak leci
uderza w ziemię
nie chcieli żyć?
Może głupota umarła
Nie ma flagi w powietrzu
Błotem oblepiona, brudna
Czy tak miało być?
To nie miało tak być
Mieli żyć, mieli
I umarli, dla kłamstwa
Dla czerwonych
Ale nie wierzę
Flaga i krew na rękach polityków
Dlaczego?
Umarli.

poniedziałek, 29 marca 2010

białe ściany

"historia miłosna"

W słońcu blask włosów powiewa
złapane kosmyki za ucho zatarte
słowa z ust powiedziane
wpadają łagodnie, delikatnie w ucho
delikatność słowa każdego rozkosz sprawia
jak puch dla serca
jak jedwab dla duszy
dotyk dłoni ciepłej w dłoń dotykać pragnie
obejmuje ciało oddychające ciepłem miłości
przytulić anioła, najcenniejsze pragnienie z serca
marzyć o ukochanym, rozkoszy, ukochaniu
oddać swoje serce, ciało oblane podnieceniem
oddać rozkosz pragnienia i tęsknoty, choć minuta minęła
tylko jedna myśl w głowie przejawia chęć bycia
chce tylko jednego, tego ukochanego
żaden mi nie jest potrzebny, potrzebna żadna
bo kochać to być, a nie stać w miejscu
nie myśli tworzą uczucie, ale serce ciepło w nim, jak lawa
pragnąć wystarczy, poczuć tylko iskierkę malutką
życie można zmienić, pokolorować farbami miłości
na wieczność, patrząc jak dzieci dorosłe
umierając z sercem pełnym radości, że się kochało
a kochanym było się jeszcze mocniej.

poniedziałek, 15 marca 2010

nie wiem czy to roztanie

"nie wiem"

nie wiem co powiedzieć
nie wiem czy milczeć
serce w łzach
dusza zakłamana
chciałem aby było dobrze
ktoś odepchnął mnie
choć nadal w to wierze
zapomnieć jest trudno
chciałaś tylko siebie
kiedy zechcesz mnie
zapomnienie nie przychodzi
wiara nie jest już w nic
kawałki serca potrzaskane
odległość boli najbardziej
tęsknota, nie odparta
tylko śmierć
nie mam sił aby zrobić coś
czuje tak wiele
tak wiele do prawdziwej miłości
kajdany na miłości, zakazy
zniszczenie, ciągle ta przeszłość
dlaczego patrzysz na nią
jestem przy tobie, nie widzisz
zapomniałem
nie chcesz mnie.

"to tylko miłość"

w matni zapomnienia
upadam na samo dna, piekła wspomnień
chce umrzeć, po co człowiekowi serce
nie wierze w radość
nie wierze w szczęście
samotność, ciągła samotność
pusty pokój, poste słowa
wyrzekłem się siebie, zostałem sam
oddałem serce, zostałem sam
co w zamian mi dane
ciągle pretensje, ciągłe zakazy
nakaz, kochać
szedłem mimo kajdanów na rękach
wierzyłem w miłość
nie wiem czy istnieje, jeszcze
inni zawsze ważniejszy, a ja kolejny krok
w imię miłości, w imię wiary
przeciwko słowom, przeciwko innym
miłość to piękno samo w sobie
miłość to radość sama w sobie
gdzie moja miłość
gdzie radość na twarzy
ciągle kłamstwa, tylko kłamstwa
tabliczka na szyi i napis: potwór, szatan, nie godny
łzy przyjdą z czasem
upadłem, choć wierzyłem
batem popędzany, nie mam sił
upadam na twarz, nie mam jak iść
nie ma uśmiechu, nie ma niczego
nadzieja, wiara, miłość
co te słowa znaczą
zniszczenie duszy
uwierzyłem tym słowom
na zawsze.

"chce żyć"

Nie wierze w śmierć
chce żyć
tak bardzo
zabroniono mi kochać
czy to takie trudne
nie umiem zagłuszyć serca
nie umiem uciszyć duszy
to gorsze od łez
umierać z tęsknoty
umierać z miłości
co dzień
w każdej minucie, sekundzie
nie wiem, jaki jestem, jaki byłem, jaki mam być
nic nie zostało mi dane
wszystko zostało mi odebrane
nawet życie
nawet nadzieję.

"Orzeł i jego cień" - bajka (opowiadanie)

"Orzeł i jego cień"


Chmury w około, nad głową przesuwają się leniwie. Spoglądają na ziemie, sennie, bez głośnie, płynąc w stronę gdzie wiatr je niesie. W tych chmurach orzeł mieszka i kaczka wędrowna, oraz wróbel mały. Oboje nie widząc sobie, żyją w spokoju. Dzień jednak nadszedł, że orzeł nie złapał żadnej myszy, czy zająca małego. A jeść coś musiał, więc zasadził się na kaczkę wędrowną, przysiadł i czekał, ale kaczka nie wracała, choć mijały dni. Więc orzeł spragniony jedzenia, na wróbla spojrzał, ale wróbel zwinny i mały, nie wiele wart dla orła. Jedna orzeł, tak głodny nie miał wyboru, wzbił się wysoko i wróbla w chmurach wypatrzył niedaleko, i natychmiast zleciał szybko, gdzie wróbelek sobie latał. Po chwili trzymał wróbla w łapie, zmęczony i nie umiejący się ruszyć, tak go zmęczyła gonitwa za małym ptaszkiem. Wróbel, błagał o życie, o litość, chciał żyć przecież. Orzeł spojrzał na niego i puścił wróbla, spadając na ziemie, aż uderzył o grunt twardy. Wróbelek podleciał i pyta orła, o jego decyzje. Orzeł nie mając już sił nie umiał odpowiedzieć, puścił go przecież nie z litości, czy żalu ale z wycieńczenia swojego. Wróbel w tedy powiedział: jak byś tak nie myślał o sobie i tylko chciał dla siebie, powiedział bym ci w jakim miejscu, jeszcze zwierzynę widziałem, ale ty tylko o sobie myślałeś, więc nie chciałem ci przeszkadzać w pogoni za sobą i swoim cieniem. Więc teraz umierasz z własnej winy, bo tylko na tobie ci zależało, choć mogłeś mieć wszystko siebie wybrałeś. Orzeł patrzył na wróbla i nienawidzić go zaczął, choć nie mógł się ruszyć, życzył mu źle. Wróbelek wzleciał do chmury, aby jej nie pominąć. Spojrzał na ziemie i miejsce gdzie orzeł leżał, i zaćwierkał smutno, bo jednak będzie tęsknił za orłem, co nigdy nie podzielił się, choćby skrawkiem, którego wyrzucał. Zał mu było orła, przecież bycie dobrym, nic nie kosztuje a zyskać można wiele, a on tylko siebie widział i myślał o sobie i teraz płaci, za to, czego nigdy nie zaznał. Kaczka na drugi dzień wróciła i dowiedziała się o orle, co go spotkało. Zwiesiła głowę i powiedziała do wróbla, chmury ciągle wędrują, razem jesteśmy, a on tylko patrzył w jeden punt, gdzie jego odbicie na ziemi, to teraz patrzeć nie musi, bo tak jak sam był, sam został. I chmury płynęły dalej, powoli, smętnie. Przedzierające się słońce ogrzewało piórka kaczki wędrownej i małego wróbla, którzy spoglądali na ziemie, gdzie wszystko po chwili inaczej wyglądało, choć orła to nie obchodziło nigdy, zapatrzonego w swój cień na ziemi, który już nigdy go nie zobaczy.

niedziela, 14 marca 2010

"nie realne życie" - opowiadanie

Opowiadanie, które powstało w jednej chwili., pisane bez zastanowienia.

"nie realne życie"


Weronika spojrzała na zegarek, na szafce nocnej: 3 w nocy. Przed paroma godzinami, skończył się seks z jej mężem. Nie była zadowolona z doznań, jakie jej zapewniał co jakiś czas jej mąż. Nie miała siły się już więcej bronić, przed jego dotykiem, który nie miał nic wspólnego z namiętnością. Tak naprawdę to, cały seks był jednym zmuszaniem się do czegokolwiek. Czuła się zawsze nim splugawiona, powtarzając sobie że to ostatni raz, ale to nigdy nie był ostatni raz. Walczyła z nim od 2 tygodni, z jego przymuszaniem do oddania się. Nie chciała tak się kochać, ale on chciał, ulegała, musiała. Spoglądała w niemą czerń nocy, czując jak nasienie z niej wypływa. Nienawidziła się za to i za to że się poddawała. Jej mąż leżał koło niej, obrócony do niej plecami, zawsze tak sypiali, od kąt pamiętała. A tym bardziej po seksie, wyjmował i kładł się na swojej połowie i zaczynał chrapać, za nim ona była w stanie sie poruszyć, aby odnaleźć, brutalnie i bez czułości zdjęte majtki. A później spodnie o piżamy, które dawała jej poczucie że może tym razem one go zniechęcą do dobierania się do niej. Miała 43 lata i chciała, choć raz, zaznać rozkoszy. Choć raz, kochać się tak jak ona chce, powoli, z grą wstępną, oddaniem siebie, ciał. Kiedyś pamiętała, jak powiedziała o tym swojemu mężowi, po 6 latach małżeństwa, a on ją wyśmiał, do tego powiedział dobitnie i dosadnie: że gówno go obchodzi jak ona chce się kochać, ona ma mu się oddać. Pamiętała też, jak raz dobierał się do niej, aż za bardzo i ona uciekła z łóżka, to pamięta później jak uciekała i widok pięści przed oczyma, więcej nie pamięta. Obudziła się pod ścianą, z potarganym ubraniem i zaschłą krwią na twarzy i między udami. Wiedziała, że ją zgwałcił, nie był by to pierwszy raz, kiedy by po prostu ją wykorzystał, jak gumową lalkę. Jedynym jej azylem od tego wszystkiego stał się internet, ucieczką od bólu, zła, męża. Pracowała w biurze, ale tak nie mogła za wiele siedzieć w sieci, jak to potocznie nazwały jej koleżanki. Nikt w około nie wdział o jej problemach, o strachu przed mężem i domem. Ile mogła pracowała, biorąc czasami za kogoś pracę. Poznała w internecie chłopaka, 28 lat, miłego i sympatycznego, który pisał z nią o wszystkim. Nie musiała się przed nim bać, czuła że ją nie zrani, dawało jej to poczucie, że jest komuś potrzebna. Miała przecież 43 lata, a jednak podobała się mu, powiedział jej to. Czasami jak pisali jak była w domu, czuła się tak jak by była w jego ramionach, jak się do niego tuliła, wiedziała że to tylko marzenie, ale jednak on je potwierdzał. Mieli podobne poglądy, na życie, miłość, kochanie sie, bycie ze sobą i inne sprawy. Wiedziała, że im dłużej będzie z nim mieć kontakt, tym bardziej będzie się powoli w nim zakochiwać. Wiedziała o tym, czuła to, że tak się już dzieje. Spojrzała na zegarek, po 3 w nocy. Nie jeden raz, chciała odejść od męża, ale jednak coś ją powstrzymywało, tylko co. Tak bardzo chciała byś kochana, tak bardzo. Przecież o tak wiele nie prosiła by, aby ją ktoś pokochał i okazał uczucie. Jednak mąż miał ją za nic, a chodziło mu tylko o seks. Tyle lat i nic z tego nie mieć, tyle lat i stracić godność, wiarę, nadzieję i miłość. Weronika patrzyła się na prześcieradło, pod którym było jej ciało, jej kasztanowe długie włosy opadały jej na ramiona, była sama. Była sama w śród ludzi. Czy kochać to naprawdę tak wiele, czy zbyt wiele. Nie wiedziała, nigdy nie odpowie sobie na to pytanie. Wysunęła się z pod kołdry i po cichy nacisnęła na klamkę do przedpokoju. Drzwi lekko zaskrzypiały i poczłapała do łazienki, której drzwi były uchylone. Odkręciła wodę do miski, aby się obmyć w miejscu gdzie wiedziała, że znajdzie zaczerwienienie, po uderzeniach bioder męża. Wiedziała też, że siniaki znikają powoli, nigdy go to nie obchodziło. Myślała o Karolu, co teraz może robić, za pewne śpi. Uśmiechnęła się do siebie, że takie to wszystko proste, a jednak trudne. Bała się tego co ich zaczynało łączyć. Taki młody, taki inny, a jednak tak bardzo dojrzały i taki dla niej idealny. Zawsze jak myślała o Karolu ręce jej się trzęsły, bała się tego uczucia. Straciła już nadzieję, na szczęście, na miłość, a tu jednak, ktoś tęskni za nią, czeka. Nie poznała nigdy takich uczuć od mężczyzny nigdy wcześniej. Jej małżeństwo to jakieś nierealne życie. Wylała wodę do wanny i wyszła z łazienki, gasząc światło. Po cichu weszła do pokoju, zamykając drzwi. Wsunęła się pod kołdrę, zagłębiając się w swojej połówce łózka. Myśli nie dawały jej ciągle spokoju, wirowały koło jej głowy, jak niesforne motyle. Atakowały każdy skrawek jej świadomości. Ale to co jej powiedziała jej przyjaciółka, niech się uwolni od tego świra i niech zacznie żyć, bo jeszcze ma szansę na radość, ma szansę nadrobić całe to co straciła przez męża. Długo w te słowa nie wierzyła, aż nie poznała Karola. Położyła głowę na poduszce i objęła ją ręką, jak by tuliła się do Karola. Tylko jedno ją trzymało przy życiu, myśl o Karolu, bo tylko on się teraz dla niej liczył. Tak bardzo chciała być z nim teraz, na zawsze. Zamknęła oczy i zaczęła marzyć o nim, wiedziała jak wygląda, przesłał jej swoje zdjęcia. Miała dla kogo żyć, gdzie to co ją spotyka i tak nie ma znaczenia, bo jest ten, który daje jej radość. Kochała go, choć nigdy się do tego nie przyzna, chyba że przed nim, na żywo. Bo na razie, to jej świat jest piekłem...Weronika zasnęła, wiedząc że kolejne dni będą takie same jak wszystkie, być poddanym niewolnikiem, bez wsparcia, miłości, żyjąc samą codziennością i staraniem się aby było, a on będzie stał i patrzył się, jak ona się stara, aby było. Takie to życie, bez życia... w samotności, choć w około wiele ludzi.

sobota, 13 marca 2010

"Aniołek i dlaczego pada deszcz" (bajka)- opowiadanie

"Aniołek i dlaczego pada deszcz"


Za chmurami, za lasami żył sobie mały aniołem. Mieszkał w chmurze i kiedy nadlatywała inna chmura spoglądał, czy nie ma na niej innego aniołka, aby z nim porozmawiać. Pewnego razy na chmurze jak zawsze, siedział ptak i śmiejąc się z aniołka, mówi: aleś ty głupi, anioły nie mieszkają na chmurze, zejdź niżej, tam są twory podobne do ciebie, ale bez skrzydeł. Aniołek zleciał na ziemię... przyglądał się tworom bez skrzydeł, rok i wrócił na chmurę, stwierdzając że nic w nich nie ma dobrego. Kiedy kolejny raz na chmurze siedział ptak, aniołek zapytał się go: a po co mam lecieć do ludzi, kiedy oni strzelają do ciebie i twoich braci i robią to aby cię zjeść. Ptak pochmurniał i nic nie powiedział. Aniołek czasami zlatywał na ziemie, aby dać trochę dobra ale im więcej dawał, tym bardziej przekonywał się, że jednak samotność na chmurze jest czymś lepszym, niż myślenie o sobie, szydzenie i robienie złego. I aniołek smucił się czasami na to co widział na ziemi i płakał, a na ziemi deszcz padał tak długo i tak mocno, im więcej złego aniołek zobaczył. I tak siedział aniołek, mając nadzieję, że może kiedyś spotka innego aniołka...

upodobania

"aby żyć"
czy ten świat może nas wielbić
głaskać po twarzy, zamykając nasze oczy
pokazać uśmiech radości w rzeczach codziennych
wybawiać, zakazując przyjemności
pozbawiając nas życia
takiego szarego, jedwabnego
oddanie jemu swoich chwil
zakazuje nam wszystkiego
idziemy dalej, choć rani nas
pustka zabija serce
upodlenie duszy
dążymy do szczęścia
robimy krok i, dalej to samo
tylko my, koło nas tylko my
głos życia, powtarzalność
nie prawda, odpowiada serce
każdy jest inny
każdy jest sobą
miłość wybawieniem
oddaleniem, do życia szarości
zapomnieniem smutku, codzienności
wiara uskrzydla
dodaje sił, pamiętaj
życie jest piękne
my decydujemy o wszystkim.

"miłość na ziemi"
dotykasz mnie palcami namiętności
spragnione usta muskają moje usta
chcesz mnie, pragniesz
połączeni w jedno
białe prześcieradło oddania, miłości
taniec ciało ukrytych pod dotykiem pieszczot
wyznacznik miłości w cnocie
cnotliwa miłość, bez uczuć
grzechem jest już kochać kogoś
oddać mu się, pragnąć, wierzyć, zbrodnią
niebiosa załamane przykazaniem miłości
umiłować
jak okazać uczucie w sercu mieszkające
zakazy, nakazy i nic nie napisane
własne przyrzeczenia, własne zapewnienia
wierze w miłość
pragnę dotyku
chce słuchać słuchając
brakuje mi ciebie, sercem
kochliwy czas, spłyca wszystko
leczy nie tylko rany, miłość ulatuje
okazać, pokazać umiłowanie
nie zabijamy siebie, uśmiechami
kochajmy się, aby wiedzieć co kochamy
oddajmy siebie, aby czuć co oddajemy
wierzmy w to co łączy, aby nie widzieć co dzieli
podzieleni i zjednoczeni w uczuciu niebios
a tęsknota i tak boli najbardziej.